• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[23 września 1972 r., mauzoleum Fawleyów] Tak jak na górze, tak i na dole

[23 września 1972 r., mauzoleum Fawleyów] Tak jak na górze, tak i na dole
dziewica moru
locked in a cage with all the rats
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm, kruczoczarne włosy i oczy

Odysseus Fawley
#1
06.06.2026, 16:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2026, 16:43 przez Odysseus Fawley.)  
[Obrazek: 3-D5-A1469-D20-C-44-A2-BD40-FBDBC3-F1-FBB0.png]
23 września 1972 r.,
Mabon

Chłód murów objął go z czułością, kiedy powrócił do umarłych. Do domu.
Jak utrzymywały ckliwe traktaty moralistów, każdy czarodziej nosił w sobie przez całe życie tęsknotę za pierwszym miejscem swego istnienia, tj. za ciepłem łona matki, pierwotną oraz bezkształtną ciemnością, w której nie istniało jeszcze pojęcie winy ani strachu. Mężczyzna nie ufał powyższym rozważaniom, jednakże ilekroć schodził kamiennymi schodami ku katakumbom, miał wrażenie, że świat wystawiony na cierpliwą pracę czasu, obumierał.

Mauzoleum stanowiło w istocie triumf nad rozkładem. Śmierć uwięziono tam za szkłem, spętano zaklęciami i zmuszono do wiecznego milczenia. Ród Fawleów maczał w tym swoje obleśne oraz chciwe palce od pokoleń. Nie mogli dopuścić, żeby to śmierć zwyciężyła. Jednocześnie nie potrafili jej pokonać, więc postanowili przynajmniej odebrać jej głos. W związku z tym, żyli w tej świątyni pychy każdego dnia.
— Syn marnotrawny powrócił — szepnął któryś z portretów, gdy Odys minął galerię przodków w prywatnym skrzydle mauzoleum. Lekarz wspiął się po szerokich schodach na piętro, na którym miała odbyć się rodzinna kolacja. Między rzędami nieruchomych twarzy, pustych oczodołów i ciał, czuł się dziwnie bezpiecznie. W dzień święta Mabon jednak nawet oni mieli stać się jedynie tłem.

Świece na długim stole rzucały tańczące cienie na ściany obwieszone gobelinami przedstawiającymi sceny z historii rodu. Nie brakowało również potraw tradycyjnych. Pieczone mięsa, ziemniaki z masłem, duszone warzywa, ciężkie sosy i desery oparte na angielskich przepisach. Przy jednym z miejsc stało puste krzesło — dla jego matki, która Odys wcześniej ustawił z premedytacją, aby zrobić ojcu na złość.
— No, no — odezwał się głos zza jego pleców. — Któż to raczył nas odwiedzić?
— Ojcze — odpowiedział.
— Ojcze — powtórzył William Falwey, kiedy zrobił krok bliżej. Światło świec przesunęło się po jego twarzy. — Nie masz nic więcej do powiedzenia? — kiedy spotkała go cisza, zapytał: — Gdzie twoje rodzeństwo, Odysie?


absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#2
12.06.2026, 11:39  ✶  
Gdzie twoje rodzeństwo, Odysie?

Jak na zawołanie losu, w ciemnym przejściu do Fawleyowej jadalni zamrugało blade światło. Magiczne lampy mauzoleum często były uruchamiane i gaszone przez mroczną, duchową obecność, jaka tu panowała. Duchy błąkały się po mauzoleum, chuchały na kark osobom spoza rodziny. Wszystko po to, by odstraszyć niepożądanych gości. Mrugające światła nikogo więc nie dziwiły, a jednak czasem odsłaniały sekrety. Oświetlały paskudztwo, które czaiło się pośród mroków. Bowiem w miejscu tak przesiąkniętym czarną magią, duchy były najmniejszym problemem.

W bladym świetle ukazała się ciemna sylwetka. Mężczyzna wysoki, szczupły, o twarzy, która najprawdopodobniej nie widziała słońca. Jego bure oczy sprawiały wrażenie martwych. Czarna szata pogrzebowa, która niemal dotykała podłogi, podkreślała szczupłą sylwetkę jegomościa. A w rękach miał on pudełko. Jedno z tych tajemniczych, takie, do których zajrzenie przynosiło ludziom zgubę.

– Othello! No nareszcie – William Fawley klasnął w dłonie. – Już myślałem, że zgubiłeś się gdzieś na tym swoim cmentarzysku.

Blady człowiek wszedł do jadalni. Położył pudełko na stole.

– To paszteciki mięsne. Wiem, że Odile za nimi przepada – powiedział suchym, pozbawionym emocji tonem. Zajął miejsce nie siadając, a stając za jednym ze zdobionych krzeseł. – Wszystkiego najlepszego, Odysie. Spóźnione o dzień. Wybacz mi ten nietakt.

Długie palce zacisnęły się na oparciu krzesła. Widać było wyraźnie, że Othello wciąż przeżywał wewnętrzne katusze. Gorsze niż zazwyczaj.

– Byłem u mojej matki. Bardzo się uskarżała, że jej nie zaprosiłeś – przekazał ojcu chłodno, choć gdzieś tam wnikliwe ucho mogło wyczuć lekkie załamanie. – Nie zapraszałem jednak jej w waszym imieniu, bowiem jej obecność mogłaby być… – Nieznośna. – Dosyć niezręczna.


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
last responder
Are we magic or science?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
niewymowny, magimedyk
175 cm wzrostu, czarne oczy i włosy. Kiedy nie ma na sobie fartucha laboratoryjnego, nosi się raczej w męskim stylu. Czuć wokół niej woń papierosów. Jej głos jest dość niski jak na kobietę.

Odile Fawley
#3
28.06.2026, 00:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2026, 00:22 przez Odile Fawley.)  
Gdyby jakaś zagubiona dusza zamiast celebrować Mabon z najbliższymi znalazła się właśnie w okolicy Mauzoleum Fawleyów, jej oczom ukazałby się dość niecodzienny widok. Przed ponurą budowlą stała bowiem ubrana w krótką sukienkę kobieta, trzymająca w jednej ręce papierosa a w drugiej butelkę jabłkowego cydru. Nie była to oczywiście najdziwniejsza rzecz, która przydarzyła się w tej nawiedzonej okolicy, lecz ubranie przez Odile Fawley kiecki było czymś tak rzadkim, że okazję tę należało chyba odnotować w rodzinnych annałach.

Należy mi się ostatni szlug przed spotkaniem z tymi trzema cweluchami, pomyślała Odile, ponieważ spotkanie z jej rodziną w pełnym gronie wiązało się z ryzykiem utraty wszystkich psychicznych sił. Papieros jednak kończył się nieubłaganie szybko, zwiastując moment, w którym będzie musiała przekroczyć bramę tej świątyni śmierci. W końcu pozostał sam kiep, który wdeptała w ziemie swoimi botkami. Przeszedł jej przez głowę desperacki pomysł, że mogłaby zapalić kolejnego, odciągając tym samym w czasie swoją udrękę, lecz odgoniła tę myśl. Czy tego chciała czy nie, musiała wziąć udział w rodzinnej kolacji, więc najlepiej było załatwić to szybko – jak przy wbijaniu igły. Z ciężkim westchnieniem przekroczyła więc drzwi wejściowe, szykując się mentalnie na konfrontację ze swoją przeszłością i przyszłością zarazem.

Wewnątrz nie zwracała uwagi ani na jęki ani obelżywe szepty dobiegające z korytarzy; przyzwyczaiła się do nich, odwiedzając ten przybytek od dzieciństwa. Jedynie mijając eksponowane zwłoki zmarłych w różnych stadiach rozkładu, przyjrzała się im bliżej. Dość dobrze orientowała się w rodzinnych zasobach i chciała sprawdzić, czy niektóre eksponaty nie zmieniły się w znaczący sposób od jej ostatniej wizyty. Odile różniła się bowiem od twórców Mauzoleum tym, że zamiast obiektu zamrożonego w czasie, wolała oglądać jego ewolucję. Od przodków ze strony ojca odróżniał ją również cel prowadzenia badań; oni we wszystkich swoich czynach dążyli do pokonania śmierci, ją zaś kierował po prostu głód wiedzy. Natomiast często korzystała z tych samych metod badawczych, co inni Fawleye.

Zanim w końcu zjawiła się w wyznaczonym pokoju, świece zamrugały, zwiastując zebranym przybycie ostatniego gościa.
– Wybaczcie spóźnienie. – powiedziała, nie siląc się nawet na żadne wymówki. Rozejrzała się dookoła, rejestrując miny braci, suto zastawiony stół a także puste krzesło. Komuś widzę zebrało się na sentymenty, skwitowała w głowie, domyślając się od razu intencji Odysa. Sama Odile nie interesowała się losem ich matki, poza jedną kwestią; liczyła, że niezależnie od tego co zrobił, ojciec jej nie skrzywdził.

W końcu jej wzrok spoczął na człowieku, którego najpierw podziwiała, potem nienawidziła, następnie usilnie próbowała ignorować, aż w końcu niechętnie zaakceptowała jego obecność w swoim życiu. William Fawley przyglądał się córce z zaintrygowaniem, ona natomiast starała się zachować jak najbardziej neutralny wyraz twarzy.
– A więc, czy zaczynamy już świętowanie? – spytała, stawiając butelkę tradycyjnego cydru na stole. Umknęła jej wcześniejsza wypowiedź Othella, lecz gdyby ją usłyszała, zgodziła by się z bratem w myślach, że obecność Heleny byłaby niezręczna. Zresztą, atmosferę makabrycznego Mabon w Mauzoleum potrafiły docenić tylko prawdziwe pojeby osoby z rodu Fawley. – I co w ogóle zamierzamy świętować w tym wyjątkowym dniu? – Kąśliwe pytanie odnosiło się nie tylko do ostatnich pożarów, ale także do jej urodzin, które wypadały właśnie dzisiaj.
dziewica moru
locked in a cage with all the rats
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm, kruczoczarne włosy i oczy

Odysseus Fawley
#4
03.07.2026, 22:01  ✶  
Odys posiadał ten szczególny dar, którego nie sposób było wyuczyć się z podręczników anatomii ani nabyć podczas wieloletniej praktyki uzdrowiciela. Dostrzegł niewypowiedziane wyrzuty skierowane pod adresem ich ojca. W związku z tym, nie umknęło mu również pęknięcie w postawie brata.

Ku własnemu zaskoczeniu poczuł litość.

Byli przecież synami tego samego człowieka, ale nie tej samej kobiety, jednakże więź krwi wydawała się jedynym darem, którego William Fawley nigdy nie potrafił zatruć do końca. Ojciec nie zasługiwał nawet na pogardę, ponieważ ta zakładała, że jej przedmiot pozostawał wart odrobiny emocji.

Początkowo chciał zbyć życzenia urodzinowe. Jak można było świętować dzień, w którym zostało się wydanym na świat? Othello był natomiast jednym z nich, skinął więc głową bratu.

Odys odprowadził wzrokiem siostrę, kiedy weszła do jadalni z papierową pewnością siebie. Krótka sukienka wywołała w nim uniesienie brwi. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz widział bliźniaczkę ubraną w coś, co nie sprawiało wrażenia laboratoryjnego fartucha w cywilnej odsłonie. Gdy postawiła na stole cydr, przez krótką chwilę nawet uwierzył, że tego wieczoru mogliby zachowywać się jak zwyczajna rodzina. Ta myśl umarła szybko.
— Wszystkiego najlepszego, Odile. Nie przyniosłem ci prezentu. Uznałem, że perspektywa spędzenia wieczoru w naszym towarzystwie będzie karą wystarczająco dotkliwą, aby odkupić wszystkie grzechy, których dopuściłaś się przez minione dwanaście miesięcy — wyszczerzył się jak kot. Prezent spoczywał bezpiecznie ukryty, starannie zapakowany, jednakże Odys prędzej wrzuciłby go do kominka niż wręczył siostrze pod czujnym spojrzeniem ich ojca.
— Zdaje się, że jesteśmy w komplecie — odparł, kiedy powiódł wzrokiem po zebranych. — Czy też los postanowił wystawić nas jeszcze na próbę i oczekujemy kolejnego gościa?


absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#5
04.07.2026, 15:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.07.2026, 15:43 przez Othello Fawley.)  
Othello nie potrafił ukryć lekkiego rozbawienia zachowaniem Odysa. Lubił patrzeć jak rodzeństwo przekomarzało się między sobą. Miał wtedy wyjątkową… swobodę. Mógł być spektatorem, widzem tego ich przedstawienia. Istniała też możliwość wyboru strony. Mógł bronić osoby pokrzywdzonej, postawić się w roli bohatera, albo przeciwnie, dołączyć się do festiwalu dokuczania i uprzykrzania komuś życia. Co za rozrywka! Taka bardzo w stylu wesołej rodzinki Fawleyów.

– Myślę, że możemy już zaczynać – rzekł Othello. – Nikt z dalszej rodziny chyba nie chce mieć z nami nic wspólnego – stwierdził to bez smutku. Takie były przecież fakty.

– No nareszcie kurwa! – ojciec niemal wykrzyknął, powodując u Othella grymas niesmaku. Czy alkohol przeżarł temu człowiekowi mózg w tym stopniu, że stał się ordynarny niczym zwierzę? A nawet gorzej. Zwierzęta potrafiły mieć finezję, elegancję. William jednak nie przejmował się opinią swoich dzieci. Wziął ze środka stołu butelkę z winem i nalał sobie do kieliszka zdecydowanie więcej niż lampkę. Krwisty napój niemal przelał się z kryształowego, lśniącego naczynia.

Othello odchrząknął znacząco.

– Powinniśmy najpierw zmówić modlitwę, ojcze – rzekł spokojnym tonem. – Rozumiem, że nie zechcesz jej poprowadzić.

Williamowi odbiło się w odpowiedzi. Othellowi zachciało się wymiotować. Zauważył, że stary Fawley musiał już coś wypić. Czas na zwolnieniu warunkowym musiał służyć jego nałogowi. A i więzienie wyprało go z jakichkolwiek dobrych manier. Othello, patrząc na niego, miał ochotę usiąść i napisać filozoficzną rozprawę pod tytułem: Jak nisko może upaść człowiek?.

– Jak ci dam poprowadzić modlitwę, to będziesz pierdolił od rzeczy przez następną godzinę. Nikt nie chce tego słuchać – William machnął ręką. – Matko, błogosław mnie i moje bękarty. To jest moja modlitwa. Ktoś chce coś dodać? Może ty, Odile?


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
last responder
Are we magic or science?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
niewymowny, magimedyk
175 cm wzrostu, czarne oczy i włosy. Kiedy nie ma na sobie fartucha laboratoryjnego, nosi się raczej w męskim stylu. Czuć wokół niej woń papierosów. Jej głos jest dość niski jak na kobietę.

Odile Fawley
#6
22.07.2026, 23:45  ✶  
Każdy inny czarodziej zapewne cieszyłby się z faktu, że jego urodziny wypadały w jedno z magicznych świąt; w końcu zebranie wszystkich krewnych w jednym miejscu wiązało się z hucznym świętowaniem oraz wieloma prezentami. Odile nie miała jednak podobnych doświadczeń. Pomijając kwestię ponurej atmosfery, którą charakteryzowało się Mabon u Fawleyów (zdążyła mimo wszystko do niej przywyknąć przez lata spędzone w Little Hangleton), celebracja ta odbywała się zazwyczaj w gronie ich czwórki. Nie było co też liczyć na prezenty od ojca; i tak mogła uważać się za szczęśliwą, jeśli nie podjadł jej urodzinowych smakołyków, które akurat sobie kupiła. Może wiec i lepiej, że Odile w sumie nie za bardzo przejmowała się swoimi urodzinami. Zdaniem czarownicy naturalny proces starzenia się nie był wart aż takiego świętowania – co innego na przykład osiągnięcie jakiegoś ważnego etapu w życiu albo dokonanie przełomu w nauce. Mimo to doceniała, że bracia pamiętali o niej w tym dniu i wysyłali prezenty. Ona sama również odwdzięczała się, kiedy nachodził czas ich urodzin. Relacja łącząca rodzeństwo Fawley była specyficzna, ale była i Odile nie zamierzała jej zrywać. W głównej mierze dlatego też zdecydowała się przyjść do Mauzoleum: dla braci, nawet jeśli ją wkurzali.

A naprawdę wkurzali.

Miała ochotę odpowiedzieć Odysowi, żeby się nie zesrał. Nie chciała jednak, by ostatnie słowo należało do niego. Zresztą, wiedziała, że jej bliźniak tylko się zgrywa.
– Dziękuję. Nikt nie dba o moją moralność tak, jak moja gorsza połówka. – odpowiedziała z przerysowaną słodyczą w głosie.

Szczerze mówiąc, również najchętniej zabrałaby się od razu za jedzenie (te mięsne paszteciki wyglądały wyśmienicie). Nie była jednak aż tak prostacka jak ojciec, który jak zwykle przejmował się wyłącznie sobą. Twarz Odile wykrzywiła się na widok tego, co wyprawiał ten stary dziad. Szkoda, że nie przetrzymali go dłużej w więzieniu. Wciąż nie mogła się nadziwić, że pomimo wszystkich nielegalnych eksperymentów przeprowadzanych w Mauzoleum, William Fawley zwrócił uwagę brygady dopiero swoimi rozróbami po pijaku. Być może ktoś inteligentniejszy specjalnie sprowokowałby taką sytuację, by wyjść na kogoś nieogarniętego i tym samym osunąć od siebie wszelkie podejrzenia. Jednak ich ojciec był dokładnie tym, na kogo wyglądał, czyli pijanym cwelem.

Słowa skierowane w Othella dotknęły również Odile. Tak, jej młodszy brat miał tendencję do kwiecistych monologów i tak ona sama nie chciała wysłuchiwać tych dramatyzmów. Lecz sytuacja wyglądała inaczej, kiedy to ona lub Odys nabijali się z brata, a kiedy robił to ojciec. Rozkład sił między rodzeństwem był podobny, a tamten człowiek przez większość życia miał nad nimi przewagę. Odile nie znosiła tego, w jak bezczelny sposób się do nich odnosił. Przez całą wymianę zdań z Othellem starała się zachować kamienną twarz, żeby nie dawać Williamowi satysfakcji, ale potem usłyszała swoje imię. Już przed przyjściem tutaj czuła się poddenerwowana, jednak ten moment prawie wywrócił ją z równowagi (a Odile niemal się to nie zdarzało). Dobrze, jeśli chcesz być najgorszym człowiekiem na świecie, to ja będę godną ciebie córką, pomyślała, szykując się do odpowiedzi.
– Wolałabym słuchać jego pierdolenia, niż twojej gadaniny. – wyrzuciła, wbijając wzrok w starszego mężczyznę. – Matko, spraw, żeby Śmierciożercy nas nie zajebali. Albo żebyśmy my sami nie powybijali się nawzajem. – te słowa oczywiście kierowane były bardziej do mężczyzn przy stole, niż do bogini.
dziewica moru
locked in a cage with all the rats
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm, kruczoczarne włosy i oczy

Odysseus Fawley
#7
23.07.2026, 17:28  ✶  
— Odile nie prosi o wiele. Jedynie o to abyśmy zjedli wspólnie kolację. Biorąc pod uwagę nasze rodzinne tradycje, to skromne życzenie — odpowiedział, na co William parsknął śmiechem i oparł się ciężko o stół.
— Ach, więc jednak potrafisz otworzyć mordę! — ich ojciec uśmiechnął się krzywo. — Już się bałem, że w Mungu wycięli ci również język. Powiem ci coś! Jak długo jesz przy moim stole i nosisz moje nazwisko, tak długo będziesz siedział cicho, kiedy do ciebie mówię.
Odys był pierwszym do rzucenia kamieniem. Zadziwiające, jak niewiele pozostało z człowieka, którego niegdyś próbował nazywać ojcem. Jak dalece mogła upaść istota rozumna nim natura sama odbierze jej miano człowieka? Czy istniała granica, po przekroczeniu której należało mówić już nie o rodzicu, ale o organizmie wykonującym najbardziej prymitywne czynności — oddychaniu, pijaństwie i płodzeniu potomstwa?

Człowiek, którego dorobek życiowy obejmował nielegalne eksperymenty, handel tym, czym handlować nie należało, i regularne upijanie się do nieprzytomności, pouczał innych o szacunku. Czasem Odys zastanawiał się, czy brygada uderzeniowa naprawdę była tak żałośnie niekompetentna, czy też ojciec zwyczajnie miał szczęście idioty. Gdyby organy ścigania wykonywały swoje obowiązki gorliwiej, może cała rodzina od dawna siedziałaby w Azkabanie. Spośród wszystkich zgromadzonych jedynie ich trójka zarabiała na życie w sposób, którego Ministerstwo Magii nie uznałoby za przestępstwo.

Co właściwie zmusiło Odysa do skierowania różdżki ku własnemu ojcu? Czy stało się to w chwili, gdy z ust Williama po raz kolejny padło pogardliwe bękarty? Trudno było rozstrzygnąć. Nienawiść, zawód, upokorzenie i (wstydliwa!) potrzeba osłonięcia rodzeństwa zlały się w jedną całość. Jeżeli pozostało w nim jeszcze cokolwiek z synowskiego przywiązania, przybrało ono już wyłącznie postać obowiązku wobec Othella i Odile.
— Usiądź i racz chociaż raz zamilknąć.

na uroki
◉◉◉◉○
Rzut PO 1d100 - 1
Krytyczna porażka


absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#8
23.07.2026, 21:19  ✶  
Szorstkie słowa ojca zabolały Othella, bowiem naświetlały, jak William widział jego jako syna. Wiedział, że był dla ojca nicnieznaczącym śmieciem. Bękartem, spłodzonym przypadkiem z kobietą, którą cenił tylko odrobinę wyżej niż prostytutkę. Przy innych Othello unosił się dumą. Potrafił zgromić kogoś jednym spojrzeniem. Wydawał się wtedy tak dostojny, surowy. W czarnym garniturze, o bladym obliczu przyobleczonym groźnym cieniem. Przy ojcu jednak czuł się jak mały chłopiec. Jak dziecko, które usłyszało od rodzica właśnie takie zdanie. Dlaczego ojciec tak mówił? Czemu tak czynił? Jaki miał powód, by obrażać swoje jedyne dzieci? Osoby, które nie opuściły go, lecz w imię rodzinnej tradycji starały się spędzić z nim chociaż chwilę. A już po narzekaniach matki Othello był na psychice mocno podkruszony i poczuł, że szare oczy zeszkliły mu się nieco. Martwi bowiem okazywali się często lepszym towarzystwem niż rodzina.

Modlitwa w Mabon była dla Othella bardzo ważna. W dni przesileń bogowie spoglądali na ludzi z większą łaską, a słowa niosły donioślejsze znaczenie. Dobrze było poprosić o coś tego dnia, bo tym razem błagania śmiertelników mogły zostać wysłuchane. Othello chciał pomodlić się za rodzeństwo. Poprosić o pomyślność dla nich, a i być może o zdolność rozpoznania prawdy od fałszu. Teraz miał tylko jedną prośbę, taką, która normalnemu człowiekowi ciążyłaby na sercu. Której normalny człowiek, by nawet nie pomyślał.

Zabierzcie go stąd. Za zasłonę, do Limbo, gdzie włóczył się będzie jako samotna zjawa. I niech jego duch cierpi katusze żalu po tym, jak traktował swą rodzinę. Niech każdego dnia rozrywają go na strzępy dzikie, nienasycone bestie zaświatów. Niech cierpi pośród najgorszych i najszkaradniejszych mar i niech nie wraca na ziemię, by żadne z jego dzieci nie musiało oglądać już jego twarzy. Taka była jego modlitwa. Jego życzenie.

Odile pod warstwą grubej skóry nosiła wrażliwe serce, jakkolwiek by się nie upierała, że każde z serc jest wrażliwe, bo to delikatny organ. Poprosiła o spokojną kolację, która w przypadku ich rodziny zaczęłaby się wtedy, gdyby ojciec pijany spadł pod stół. Odys zaś za zasłoną lekarskiej obojętności również skrywał duszę skrzywdzoną, ale i wściekłą. Ojciec ich na ten gniew w pełni zasługiwał. Jego dzieci obchodziły urodziny, a on nawet nie uraczył ich miłym słowem czy choćby chwilą trzeźwości.

Wtedy Odys wyciągnął różdżkę. Othello w połach szaty odnalazł swoją, złapał za zdobiony uchwyt i przytrzymał w pogotowiu. Wybrzmiały słowa, rozkaz, ostatnia deska ratunku. Magia zgęstniała w pomieszczeniu, obciążyła atmosferę już i tak niemal wrzącą. Po chwili konsternacji, napięcia, bijących głośno serc, rozległo się skrzypnięcie rozdzierające uszy i duszę.

– Ty pierdolony bękarcie! Jak śmiesz! – ryknął William Fawley. W ręku trzymał ostry nóż z ich zastawy i szedł prosto w stronę Odysa. – Zachciało się uroków, co?!

Othello nie czekał. Wyciągnął różdżkę i wycelował w stronę ojca.

– Odsuń się od niego! – ostrzegł chłodno. Coś mu mówiło, że wystarczyło tylko wypowiedzieć zaklęcie. To były proste słowa. Potem zielony promień, a problem znikał. Bezboleśnie i szybko. Bez wsparcia bogów. A jednak, byłby to pierwszy raz. Othello lękał się użyć Avady i skazać się na potępienie.

– Ty też?! Jeden pedał broni drugiego, co?! – William zaczerwienił się na twarzy.

Othello zacisnął zęby. Wypowiedział zaklęcie, które miało sprawić, by nóż w dłoni ojca rozgrzał się do czerwoności i poparzył go dotkliwie.

Transmutacja – zmieniam właściwość noża (temperaturę)
Rzut O 1d100 - 12
Akcja nieudana


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
last responder
Are we magic or science?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
niewymowny, magimedyk
175 cm wzrostu, czarne oczy i włosy. Kiedy nie ma na sobie fartucha laboratoryjnego, nosi się raczej w męskim stylu. Czuć wokół niej woń papierosów. Jej głos jest dość niski jak na kobietę.

Odile Fawley
#9
23.07.2026, 23:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.07.2026, 23:16 przez Odile Fawley.)  
Może i nie prosiła o wiele, ale najwyraźniej dla ojca nawet stulenie pyska było czymś niemożliwym. Słysząc jego dalsze obelgi, Odile czuła, że gotuje się w niej krew (metaforycznie) a włosy oraz paznokcie zaczynają przybierać czerwonej barwy (dosłownie, ponieważ tak przejawiała się złość u metamorfomagów). Nie przypuszczałaby, że Odys podniesie rękę na ojca, lecz nie zdziwiło jej to; William Fawley w zupełności zasłużył, nawet jeśli nie za dzisiejszy wieczór, to za ostatnie trzydzieści lat.

Wstrzymała oddech, wpatrując się w różdżkę brata. Naprawdę wierzyła, że mu się uda. Że wreszcie odpłacą temu staremu dziadowi za wszystkie upokorzenia, których musieli doświadczyć w jego towarzystwie. Lecz pośród martwych ścian Mauzoleum nie można było żywić nadziei na szczęśliwe zakończenia. Marzenie o odwecie rozpłynęło się tak szybko, jak nieudane zaklęcie Odysa.

Eh czemu się łudziłam, pomyślała, ściskając również własną różdżkę w kieszeni kurtki. Podejrzewała, że zaraz może dojść do dalszych rękoczynów i nie pomyliła się, gdyż wtedy ojciec chwycił za nóż. W chwili zagrożenia nie dało się myśleć systemowo, więc Odile odsunęła na tył głowy wszystkie informacje na temat deeskalacji by dać się ponieść instynktowi. Już unosiła rękę celem rzucenia ofensywnego zaklęcia, ale Othello ją ubiegł.

Parę sekund po rzuceniu zaklęcia przez najmłodszego z Fawleyów dłużyło się niemiłosiernie. Kiedy jednak William zrozumiał, że czar kolejnego z bękartów nie zadziałała, jego twarz groteskowo wykrzywiła się w złośliwym uśmiechu.
– Myśleliście, że wy dacie sobie radę ze mną?! – zarechotał. – Jesteście żałosnym ścierwem, cała trójka! – Przybrał pozycję, jakby zamierzał znów rzucić się na któreś z dzieci, ale nie wiedział na które. Ta chwila zawahania wystarczyła, by Odile szybko złapała braci za ręce i – zanim ojciec zorientował się, co zamierzała zrobić – deportowała się z Mauzoleum.

~*~

Rodzeństwo wylądowało w jakiejś ciemnej uliczce, tuż koło przepełnionych śmietników. Po krótkiej obserwacji można było się domyślić, że znajdowali się gdzieś w mugolskim Londynie. – Ja pierdolę. – Odile puściła ręce braci i oparła się o ścianę budynku. – Powinnam była też czymś w nim zajebać, ale już nie było czasu. Dobra robota z tymi zaklęciami. – ostatnie zdanie wypowiedziane zostało z przekąsem, ale Fawleyowie mogli wyczuć, że siostra mimo wszystko była zadowolona z ich inicjatywy. – To co, dalej świętujemy Mabon w trójkę? Od razu zastrzegam, że mam pierwszeństwo w wyborze miejsca, bo są moje urodziny. – Czarownica powróciła do swojego neutralnego tonu, co było znakiem, że czuła się już lepiej. – Złoty smok powinien być niedaleko. – Mówiła oczywiście o ulubionej knajpie z chińszczyzną.
dziewica moru
locked in a cage with all the rats
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm, kruczoczarne włosy i oczy

Odysseus Fawley
#10
24.07.2026, 19:39  ✶  
Była to, jak nieraz dochodził do wniosku, najznamienitsza zaleta umarłych. Ci nie czynili z języka narzędzie okrucieństwa, którym można było skutecznie kogoś zranić. Spoczywali w swojej ciszy z majestatem, którego William Fawley nie zdołał osiągnąć przez całe swoje marne życie.

Odys zwykł odpowiadać na religijne uniesienia Othella cierpkim uśmiechem. Gdy młodszy brat rozwodził się nad bogami, nieśmiertelnością duszy, lekarz wtrącał swoje trzy groszy, uśmiechając się, kiedy doprowadzał tego pierwszego do szewskiej pasji. Ich ojciec sprofanował nawet to.

Jego zaklęcie rozpadło się, kiedy magia, której ufał bardziej niż własnym dłoniom, okazała się zawodna. Nie istniała większa hańba od narzędzia, które zdradzało swojego pana! Dostrzegł błysk stali. Jednocześnie bardziej od ostrza poruszył go widok Othella. Najmłodszy z rodzeństwa stał wyprostowany z różdżką wymierzoną w ojca. Dłonie miał spokojne. Tylko ktoś, kto znał go równie dobrze jak Odys, potrafiłby dostrzec wysiłek, z jakim utrzymywał tę pozorną niewzruszoność.

Nadeszło gwałtowne szarpnięcie, a świat złożył się w jedną ciemną smugę.

Teleportacja bliźniaczki była prawdopodobnie najbardziej udaną częścią rodzinnej kolacji. Ledwie odzyskał grunt pod nogami, żołądek zbuntował się. Odwrócił się gwałtownie. Kamienną ściana przyjęła ciężar jego dłoni, a bruk wszystko to, czego organizm nie był już w stanie utrzymać. Następnie przetarł dłonią usta i spojrzał na dół z niesmakiem.
— Pies go jebał. Po chuj ja tam w ogóle przyszedłem? — zapytał z ironią samego siebie. Odys rozejrzał się po ciemnej uliczce, po czym z namysłem spojrzał na przepełnione śmietniki. — Zdecydowanie awansowaliśmy. Tutaj przynajmniej nic nie próbuje mnie zadźgać nożem. Rzeczywiście, powinnaś była czymś w niego rzucić. Pewnie pirzgnęłabyś mnie — spojrzał na Odile. Urodziny… Paszteciki Othella pozostały na stole. Cydr również. — Nie macie jeszcze dosyć naszej rodziny na jeden wieczór? — zapytał. Pomyślał, że spośród wszystkich wspomnień, które ocalały z dzieciństwa Fawleyów, najjaśniejsze nie prowadziły do Mauzoleum, ale do rodzeństwa.


absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Odile Fawley (2002), Odysseus Fawley (1362), Othello Fawley (1333)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa