• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[22.09.1972 Mabon] Avery(s), assemble!

[22.09.1972 Mabon] Avery(s), assemble!
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#1
24.01.2026, 02:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.06.2026, 22:39 przez Astoria Avery.)  
22.09.1972, Mabon
posiadłość Averych

Astoria stała przed lustrem dłużej, niż było to konieczne. Nie poprawiała już niczego - suknia była zapięta, włosy ułożone, biżuteria dobrana skromnie, jakby z premedytacją nie chciała, by cokolwiek w jej wyglądzie było zbyt głośne. Patrzyła na swoje odbicie i miała wrażenie, że odświętność tego wieczoru jest kostiumem, który zakłada się z obowiązku, a nie z radości. Jak rytuał, który trzeba odprawić, bo jeśli się go pominie, coś pęknie na dobre.
Mabon przyszło do Averych nie z pieśnią i zapachem świeżo pieczonego chleba, lecz z nerwowym tupotem kroków, trzaskiem drzwiczek kredensów i pospiesznie wydawanymi poleceniami. Od rana dom żył w stanie permanentnego napięcia. Przygotowania zaczęły się wcześnie i trwały bez przerwy, jakby matka próbowała zagłuszyć ciszę pracą. Astoria próbowała pomóc, ale każda propozycja spotykała się jednak z tym samym: krótkim spojrzeniem, westchnieniem i zdaniem zaczynającym się od "nie, ja to widzę inaczej". Na końcu i tak pojawi się podsumowanie "nikt mi w tym domu nie pomaga".
Ojciec, jak zawsze, był w trybie zadaniowym. Siedział przy długim stole w jadalni, pochylony nad listą, którą sam sporządził - równymi, precyzyjnymi liniami atramentu. Co chwilę unosił wzrok, sprawdzając, czy kolejne punkty są realizowane. W kuchni panowało istne szaleństwo. Skrzaty krążyły jak w transie: obierały jabłka z niemal obsesyjną dokładnością, inne mieszały gęste zupy w kotłach, z których unosił się zapach dyni, korzennych przypraw i czegoś cięższego - mięsa, pieczonego długo, cierpliwie. Na blatach piętrzyły się miski z kasztanami, żurawiną, orzechami. Co chwilę ktoś znikał w spiżarni, ktoś inny pojawiał się z tacą pełną pasztecików.
Po pożarze sprzed dwóch tygodni wiedziała, dlaczego ten nacisk na wspólnotę był tak silny. Każdy pusty dom, każde nieobsadzone miejsce przy stole było zbyt wyraźnym przypomnieniem, jak krucha jest ciągłość. Sama wciąż borykała się z dolegliwościami, nadal była słaba, ale z dnia na dzień było coraz lepiej. Udawała twardą, szczególnie przed matką, która objęła ją największą troską - tą duszącą jak dym. Niemniej cieszyła się, że mogą spotkać się przy wspólnym stole bez większych strat.
Teraz, tuż przed kolacją, dom wyglądał niemal nienagannie. W jadalni paliły się świece o zapachu jabłek i żywicy, światło odbijało się w wypolerowanych kielichach, a ciężkie półmiski zajmowały każdy skrawek stołu. Na złoconych półmiskach spoczywały pieczone przepiórki, ich skórka lśniła od miodu i masła, a nadzienie z kasztanów i żurawiny pachniało słodko-kwaśno, jesiennie, ciężko. Obok ustawiono paszteciki z dziczyzną i leśnymi grzybami, chrupiące, jeszcze ciepłe. Astoria wiedziała, że matka kazała je podawać partiami, żeby żaden nie zdążył ostygnąć. Były też placki dyniowe, złociste i miękkie, oprószone delikatną mieszanką korzennych przypraw. Między nimi piętrzyły się misy z pieczonymi jabłkami, kandyzowane orzechy połyskiwały jak małe bursztyny, a dyniowe ciasta były przekładane delikatnym kremem. Pieczone mięsa i ryby, chleb na zakwasie i dojrzałe wina - wszystko wylewało się w swojej obfitości. Ojciec sprawdzał jeszcze raz ustawienie krzeseł - odruchowo, metodycznie, jakby mógł w ten sposób dopilnować, by nic więcej nie wymknęło się spod kontroli. Matka poprawiała świecznik, choć stał idealnie równo. Skrzaty zniknęły w kuchni, jakby wiedziały, że ich rola na ten wieczór dobiegła końca.
- Cedric! Leo! Kolacja gotowa! - zawołała u podnóża schodów, opierając się o balustradę.
Sztafaż
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Cedric Avery
#2
05.03.2026, 13:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2026, 09:40 przez Cedric Avery.)  
Cedric nawet nie próbował udawać, że pomaga. Doskonale znał swoją matkę i wiedział, że jeżeli tylko krzywo by ułożył serwetki na stole w jadalni, rozpętałby się prawdziwy Armagedon. Dlatego też gdy tylko przybył do posiadłości, niemal od razu zamknął się w swoim starym pokoju. Co tam robił - nie wiadomo, bowiem siedział cicho. Opcji było naprawdę wiele, od krótkiej drzemki przez przeglądanie starych szkiców aż po ślęczeniem nad księgami, których nie zdążył zabrać do siebie. Jego pokój pozostał nienaruszony, a on sam cieszył się, że Avery Manor uniknęła pożaru. Orientował się doskonale w zniszczeniach, które opanowały Londyn 8 września i wiedział, że nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Ogień strawił posiadłości tak czystokrwistych, jak i szlam. Niezbyt podobał mu się fakt, że oberwali niemal wszyscy, bez względu na status krwi i poglądy, ale nie mógł głośno narzekać. On sam również nie odniósł większych obrażeń, tak jako i jego mały, nielegalny interesik na Ścieżkach.
- Idę, idę - jego burknięcie było zdecydowanie zbyt ciche, by Tori to usłyszała, ale czuł się w obowiązku nie zostawiać siostry bez odpowiedzi na krzyk. Leniwie podniósł się z łóżka, by wygładzić odświętną szatę, którą wybrał gdy tylko matka poinformowała ich o kolacji z okazji Mabon. Domyślał się, czemu chciała spędzić ten czas w rodzinnym gronie, i tylko ze względu na siostry się zgodził. Szybkie spojrzenie w lustro uświadomiło mu, jak bardzo będzie mu brakować tej jednej osoby. Na moment jego wzrok spoważniał, gdy przypomniał sobie o Juliane, lecz o tym, co wewnętrznie przeżywał świadczyły tylko mocno zaciśnięte szczęki. Cedric przeczesał włosy, ułożone na Ulizannę Potterów, próbując przywrócić twarzy neutralny, swobodny wygląd. - NO IDĘ!
Czy miał wrażenie, czy słyszał tupot po schodach? Jeżeli Tori czy matka tu wejdą, to jak Matkę kochał: mimo miłości do tych dwóch czarownic pourywa im łby. Schował stary dziennik Juliana pod łóżko i wyszedł z pokoju, wykrzywiając usta w charakterystycznym dla siebie grymasie.
- I po co te nerwy, kryształku, przecież mamy jeszcze dużo czasu - rzucił z przekąsem, schodząc na dół. Otoczył Astorię ramieniem i cmoknął ją w czubek głowy. - Jakby pośpiech miał jakieś znaczenie. Wy z matką wyglądacie cudownie nawet w worku na śmieci.
Może to pochlebstwo sprawi, że przestanie się boczyć, zanim do niej dojdzie, że w ogóle powinna zacząć?
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#3
03.04.2026, 02:06  ✶  
Usłyszała go, zanim jeszcze zobaczyła - ten charakterystyczny rytm kroków, który znała na pamięć, choć od dawna nie miała okazji słuchać go tak często, jak kiedyś. Było w nim coś  kojącego, coś, co nie zmieniło się mimo wszystkiego, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach. I może właśnie dlatego, kiedy jego głos rozbrzmiał gdzieś z góry, poczuła, jak napięcie w jej ramionach nieco ustępuje. Nie odpowiedziała od razu. Stała dalej przy balustradzie, opierając się o nią lekko, jakby dawała sobie te kilka dodatkowych sekund, by uporządkować własne myśli. Dopiero gdy pojawił się na schodach, uniosła wzrok, a na jej twarzy przemknęło coś pomiędzy ulgą a rozbawieniem.
- Może i tak, ale nie zamierzam was tłumaczyć przed matką - wydęła usta, jakby to ona była tutaj najstarsza i najbardziej odpowiedzialna. I może to drugie się zgadzało.
Kiedy objął ją ramieniem, drgnęła niemal niezauważalnie - nie dlatego, że nie chciała tego gestu, wręcz przeciwnie. Było w nim coś tak naturalnego, że aż obcego po tych wszystkich dniach, w których każdy kontakt wydawał się wymuszony, kontrolowany, naznaczony wspomnieniem ognia i chaosu. Przymknęła na moment oczy, gdy musnął jej włosy, pozwalając sobie na tę krótką, cichą chwilę, w której nie musiała niczego udawać.
- Oj proszę - mruknęła pod nosem, odsuwając się o pół kroku tylko po to, by spojrzeć na niego z lekkim uniesieniem brwi. - Gdybyś naprawdę tak uważał, nie wyśmiewałbyś połowy moich wyborów przez ostatnie... właściwie całe moje życie? - kącik jej ust uniósł się nieznacznie, ale w spojrzeniu było coś miększego niż zwykle. Droczyła się z nim oczywiście, tak naprawdę potrafiła docenić komplement brata. To raczej ona była tą wyśmiewającą marne wybory. Zaraz też sama rzuciła na niego oceniające spojrzenie. - Nowa szata? Wydajesz się blady przez ten kolor. Wyspałeś się choć trochę?
Krytyczne spojrzenie wróciło na jego twarz, oceniając szarość zmęczenia pod oczami. Może tylko jej się wydawało, a może perspektywa kolejnego wspólnego święta bez Juliana na każdym z nich odciskała piętno.
- Matka zaczyna się niecierpliwić - dodała po chwili, wzdychając ciężko. - A wiesz, co to oznacza. Jeszcze chwila i cały wieczór będziemy musieli wysłuchiwać jej narzekania - uśmiechnęła się blado, z tą pobłażliwością, którą rezerwowała wyłącznie dla rodziny.
- Chodź - wskazała głową drzwi do jadalni i skierowała tam swoje kroki, nie czekając, czy za nią podąży. Była przekonana, że nie chciał dziś nadepnąć matce na odcisk. Ostatnie, czego potrzebowali, to jej wybuch i płacz za Julianem. Wszystkim im go brakowało, ale teraz potrzebowali odrobinę normalności i iluzji szczęśliwej rodziny.


learn the rules
then
break some

Gnojek
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
snowidz
zawód
Kustosz w OdNowa
Wysoki (182 cm), szczupły brunet o brązowych oczach oraz starannie ułożonych włosach. Zawsze ubrany elegancko. Porusza się pewnym, energicznym krokiem. Sprawia wrażenie osoby pewnej siebie, a czasem nawet wyniosłej. Na jego twarzy często pojawia się lekki, ironiczny uśmiech, który trudno jednoznacznie zinterpretować. Laluś ❤️

Leo Avery
#4
02.07.2026, 13:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2026, 15:43 przez Leo Avery.)  
Już od wczesnego popołudnia Leo kręcił się po kuchni Avery Hall, pomagając przy przygotowaniach do rodzinnej kolacji. Równie dobrze mógł zostawić wszystko skrzatom i pojawić się dopiero wtedy, kiedy należało zasiąść przy stole, ale nigdy nie szedł na łatwiznę. Uważał, że obchodzenie świąt ku czci Matki ma sens wyłącznie wtedy, gdy w trakcie ich trwania człowiek sam poświęci swój czas i wysiłek, żeby się do nich przygotować. Dlatego każdego roku dekorował dom i własnoręcznie przyrządzał przynajmniej część potraw. Nie wyobrażał sobie, żeby świętowanie sprowadzało się u niego do założenia eleganckiej szaty i napełnieniu brzucha.

Myśl o tych wszystkich czarodziejach, którzy przypominali sobie o wierze wyłącznie przy okazji sabatów, od dawna budziła w nim niechęć. Potrafili głośno mówić o przywiązaniu do tradycji, zamawiać najdroższe dary u rzemieślników i z dumą składać je na ołtarzu, jakby kilka ciężkich sakiewek galeonów mogło zastąpić własne ręce i szczere intencje. Uważał ich za ludzi pustych, próbujących oszukać nie tylko innych, ale przede wszystkim samych siebie. Był przekonany, że za swoje zachowanie poniosą kiedyś konsekwencje. Nie życzył im nędzy ani cierpienia. Wystarczyłoby mu, gdyby Matka po prostu odwróciła od nich wzrok i pozwoliła, by sami przekonali się, jak wygląda życie pozbawione jej przychylności.
Było w tym wszystkim oczywiście trochę hipokryzji, choć Leo nigdy nie patrzył na to w ten sposób. Nie uważał przecież, żw jego rodzinie czy najbliższym przyjaciołom należała się niełaska. Wręcz przeciwnie! Był przekonany, że Averych od pokoleń łączyła z Matką szczególna więź. Wystarczało więc, że modlił się w ich intencji, a Ona przymykała oko na tę mniej pobożną część jego bliskich.
Ta myśl wywołała na jego twarzy uśmiech, który zniknął jednak równie szybko, jak się pojawił. Wrócił do rozstawiania półmisków na stole, uznając, że na rozważania o cudzej obłudzie przyjdzie jeszcze czas, a dziś ważniejsze było dopilnowanie, by wszystko zostało przygotowane tak, jak nakazywała tradycja.


Kiedy Astoria i Cedric zbliżali się do jadalni, przez uchylone drzwi zaczęły dobiegać do nich urywki rozmowy. Aureliana po raz kolejny wróciła do tematu obrazów przeznaczonych na aukcje charytatywne swojej fundacji, najwyraźniej nie zamierzając pogodzić się z odmową, której Leo udzielił jej już kilka dni wcześniej.
-Mamo, rozmawialiśmy już o tym.- W głosie chłopaka wyraźnie słychać było irytację.-Nie namaluję obrazu dla twojej fundacji. Naprawdę nie wiem, ile razy mam to jeszcze powtórzyć.
Właśnie wtedy podniósł wzrok i dostrzegł wchodzące do jadalni rodzeństwo. Kiedy spojrzenie jego i Astorii się spotkały, dziewczyna bez trudu mogła zauważyć, jak brat lekko mruży oczy i zaciska usta, wyraźnie próbując zapanować nad narastającym zniecierpliwieniem. Lubił wracać do Avery Hall i nie wyobrażał sobie świąt spędzonych gdziekolwiek indziej, ale dłuższa rozmowa z matką sam na sam potrafiła wystawić już i tak jego marną cierpliwość na próbę.
Na nieszczęście dla wszystkich domowników, odezwał się ostrzej, niż początkowo zamierzał, a konsekwencje przyszły niemal natychmiast. Cała trójka usłyszała ciche pociągnięcie nosem, po którym Aureliana spojrzała na syna z wyraźnym zawodem.
-Dzisiaj jest Mabon…- Powiedziała drżącym głosem.-Naprawdę musiałeś zrobić mi przykrość właśnie dzisiaj? Astoria na pewno coś namaluje, prawda? Prawda, duszyczko?
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#5
07.07.2026, 01:07  ✶  
Zatrzymała się w progu jadalni. Zapach pieczonych jabłek, korzennych przypraw i wosku świec uderzył w nią niemal jednocześnie z ciepłem bijącym od kominka. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak powinno wyglądać podczas Mabon - każdy półmisek ustawiony z niemal matematyczną precyzją, każdy kielich wypolerowany tak, że odbijał migotliwe światło świec, każdy jesienny stroik ułożony zgodnie z wizją matki. A jednak wystarczyło zaledwie kilka słów, by idealny obraz zaczął pękać. Znała ten ton. Aż za dobrze. Nie był to jeszcze gniew. Nie było w nim krzyku ani ostentacyjnego wyrzutu. Było natomiast coś znacznie subtelniejszego, a przez to o wiele skuteczniejszego - zawód ubrany w łagodność, który potrafił wzbudzić w drugim człowieku poczucie winy szybciej niż jakikolwiek wyrzut. Spojrzenie Astorii niemal odruchowo odnalazło Leo. Mówiło coś w stylu "panuj nad sobą i nie psuj świąt".
- Nie denerwuj się na niego, mamo - przytuliła krótko kobietę, ale wtedy usłyszała swoje imię. Westchnienie, które chciało wydostać się z jej piersi, zatrzymało się gdzieś w gardle. Oczywiście. Powinna była się tego spodziewać. Nie dlatego, że matka robiła to świadomie. Aureliana po prostu miała niezwykły talent do szukania rozwiązań, które obejmowały wszystkie dzieci jednocześnie. Jeżeli jedno odmawiało, drugie mogło przecież pomóc. Przecież byli rodziną.
- Nie mogę. Wiesz, że nie wystawiam swoich obrazów. Nie potrafiłabym oddać czegoś, czego sama nie uznaję za skończone - przypomniała zrezygnowanym tonem. Co jakiś czas matka próbowała naciskać, ale za każdym razem spotykała się ze ścianą. Miłość do sztuki była dla Astorii niej zbyt poważna, by pozwolić sobie na przeciętność. Każde kolejne płótno wydawało jej się jedynie próbą dojścia do czegoś lepszego, nigdy zaś czymś, co zasługiwało na cudzy wzrok. W galerii potrafiła godzinami zachwycać się talentem innych artystów, analizować pojedyncze pociągnięcia pędzla, dostrzegać geniusz ukryty w pozornie prostych kompozycjach. W swoich obrazach widziała wyłącznie błędy. Nigdy nie uważała ich za skończone. Nigdy za wystarczająco dobre. Przesunęła wzrok z matki na Leo, jakby chciała choć odrobinę zdjąć z niego ciężar tej rozmowy.
- Ale… znajdę odpowiedniego artystę - zapewniła w ramach kompromisu, żeby zadowolić wszystkich tu obecnych. - Kogoś, kto rzeczywiście będzie chciał stworzyć obraz z myślą o tej fundacji. Kogoś, czyje nazwisko przyciągnie gości, a sama praca przyniesie znacznie większy dochód niż cokolwiek, co wyszłoby spod mojego pędzla.
Wiedziała, z kim warto porozmawiać, kto mógłby potraktować podobną inicjatywę poważnie, a kto zrobiłby to wyłącznie dla rozgłosu.
- Leo na pewno mi pomoże - uśmiechnęła się jeszcze w próbie całkowitego załagodzenia sytuacji. Spojrzała na brata wyczekująco, bo nawet jeśli miałby teraz skłamać, to wolałaby, żeby to zrobił, niż wprowadzał nerwową atmosferę przy stole.
Wtedy do jadalni wparował ojciec, cały na biało. Wystrojony, oczekiwał jedynie zadowalających efektów. Przygotowania zupełnie go nie interesowały. Roztargniony artysta-celebryta usiadł u szczytu stołu niczym król na swoim tronie, nie zaszczycając ich nawet spojrzeniem.
- Siadajcie, umieram z głodu.


learn the rules
then
break some

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (1390), Cedric Avery (373), Leo Avery (492)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa