Cierpka jak agrest, słodka jak bez
Chcę śnić czarne loki splątane
wiek
31
sława
III
krew
czysta
genetyka
snowidz
zawód
wróżbitka
Chuderlawa sylwetka na 168 centymetrów, która z uporem relikwii, odmawia rozsypania się w pył. Za pas spływają włosy o czerni nowiu, a fiołkowe oczy sprawiają wrażenie dwóch ran zadanych firmamentowi.
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—gęstwy zieleni I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł.
Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun.
Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi.
Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.
Nie wahaj się prosić.
Zawsze najwięcej przyjemności przynosi mi tworzenie dla przyjaciół.
Później dla ludzi wiary, o których wiem, że uszanują świąteczne znaczenia przedmiotów.
Na koniec zostawiam tych wszystkich ludzi obcych, o którym wiem nic
lub co gorsza: wiem o nich rzeczy złe.
Wybrałam dla ciebie dynię ze swoich. Jeśli zdążyłaś zacząć się rozglądać za jakąś dynią sama, i tak możesz ją wysłać. Dla odmiany od drążenia ugotuję sobie zupę.
Ptak przyniósł dwa liściki. Drugi został sporządzony na innym papierze, w innym czasie, pismem mniej pospiesznie kreślonym. Było w nim więcej rozmysłu, jakby każde słowo było osobno ważone, nie pisane płynnym ciągiem.
Nie widziałam cię na ostatnim nabożeństwie. Kilku osobom
a przynajmniej takim, o których wiem
podrzucono wtedy dziwne wiadomości. Przepisuję treść, jeśli do ciebie nie trafiła:
W Samhain w Dolinie Godryka odzyskajmy co nasze. Przekażcie innym zaufanym. Nie odbiorą nam Polany Ognisk. Czekaliśmy już za długo.
Ktokolwiek przekaże te informacje Ministerstwu, zostanie potraktowany tak, jak traktuje się zdrajców.
Już mnie pytano, czy to nie moja sprawka. Mogę ci przysiąc, że nie. Nie dbam zresztą o to, czy pomyślą, że to ja, choć byłoby to rozczarowujące. Nie waham się mówić głośno, a takie anonimy i spiski osób bez twarzy kojarzą mi się z tchórzostwem.
I choć to nie ja, to pójdę. Jeśli coś ma się w Kniei stać, będę tego świadkiem.
Biorę pod uwagę, że to może być czyjaś zasadzka (a mimo to pójdę). Napiszę wkrótce do Percivala z pytaniem, czy jemu coś o tej sprawie wiadomo. Może on coś rozjaśni.
Nie namawiam cię, żebyś szła, ale pomyślałam, że powinnaś wiedzieć. A może sama wiesz coś więcej?
Błogosławionych przygotowań do Samhain
Zobaczymy się w dniu sabatu
jeśli nie wcześniej