• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[jesień 1972] Zielona godzina

[jesień 1972] Zielona godzina
Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#1
19.05.2026, 00:45  ✶  




Sen ostatnio przychodził bardzo szybko, porywając cię w objęcia niemal w momencie, kiedy przyłożyłaś głowę do poduszki. Spałaś za każdym razem głęboko, ale ciężko było powiedzieć że spokojnie. Coś na granicy twojej świadomości poruszało się; skrobało od spodu długim palcem pełnym zwyrodnień o szpiczasto zakończonym paznokciu. Badało, sprawdzało, tylko nie byłaś do końca pewna co właściwie. Ciebie? Twoje sny? A może i twój domek?

Kiedy budziłaś się, niektóre z rzeczy nie znajdowały się na swoich miejscach. Coś przestawiało fiolki, książki i kubki. Dywan podróżował pomiędzy pomieszczeniami, a krzesła przy stole jadalnym czasem były od niego odsunięte, a czasem postawione na nim schludnie, jak czasem robiło się to przy sprzątaniu. Powiedzieć, że coś było nie tak, to małe niedopowiedzenie, a jednocześnie nic z tego co się działo, nie wydawało się wpływać przesadnie na twoje życie codzienne. No, może pomijając fakt że domek wydawał się bardziej żywy - wstawał i opadał sam z siebie, a także nie zawsze słuchał się twoich próśb. Momentami też trząsł się dziwacznie na swojej nóżce, jakby próbował się od ziemi oderwać. Na całe szczęście, nie został zaprojektowany tak, by móc to zrobić, dlatego tkwił w miejscu.

Minęły trzy dni i mogłaś przysiąc, że nie chodziło już tylko o obserwowanie w snach. Uwaga płynęła z sęków, które znajdowały się w deskach z których zbudowana była chatka. Na granicy wzroku wyłapywałaś coś, co obracało się w nich niczym gałki oczne, ale kiedy przyglądałaś im się z uwagą, nie było w nich nic nadzwyczajnego. To samo tyczyło się szpar, czy ciasnych, niezagospodarowanych przestrzeni jak przestrzeń pod łóżkiem czy ciemność za uchylonymi drzwiami.

W nocy obudziłaś się skonsternowana, bo byłaś kupką kurzu, którą ktoś próbował wymieść za próg w pewnym bardzo starym rytuale. Kojarzyłaś go; miotełka spleciona z witek konkretnego drzewa, za pomocą której omiatało się wszystkie kąty, przez środek pomieszczenia, aż wreszcie wymiatało się pył przez próg, a wraz z nim złą energię. Rano natomiast, znalazłaś na stole wypaloną świecę, zrobioną z białego wosku, czarciego żebra i dziurawca. Znałaś się na zielarstwie na tyle, by wiedzieć że miała oczyszczać ze złej energii. Tylko dlaczego coś ci podpowiadało, że to ty miałaś być tą złą energią?

 

Powyższy post jest zaczepką fabularną, którą możesz dowolnie rozwinąć lub pozostawić bez echa. Jeśli wybierzesz to drugie, całość dziwactw trwać będzie jeszcze przez cztery dni, a potem nastąpi błogi spokój i wszystko wróci do normy. Jeśli zdecydujesz się podjąć wątek, odpisz w temacie, a ja udzielę wszelkich niezbędnych informacji odnośnie tego, w którą stronę zmierzają zmagania z nieznaną siłą. Całość historii nie musi rozgrywać się w tym jednym, konkretnym wątku, a w poszukiwaniu informacji możesz spokojnie udać się do jakichś mądrych głów, jeśli dojdziesz do wniosku że coś by tutaj zdziałały (może być to tak samo gracz jak i NPC). Jeśli zdecydujesz się kontynuować rozgrywkę, powiedz mi jaką datą wybierasz, a ja dopiszę ją do tematu.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#2
17.06.2026, 22:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.06.2026, 22:15 przez Helloise Rowle. Powód edycji: wpisałam złą datę )  
Noc z 8 na 9 października

Od dawna przeczuwała, że coś może być z nią nie tak. Helloise ściągała klątwy jedna za drugą, począwszy od widm, przez śmierciożercze przekleństwo podczas Spalonej Nocy, po demona, który niewiele ponad tydzień wcześniej usiłował ją zamordować, gdy spała. Tyle krążyło wokół negatywnej energii, że coś musiało się do niej przykleić.
A dom musiał to wyczuwać.
Tego wieczora, gdy czarownica krótko przed zmrokiem wychodziła nakarmić kury, chata początkowo posłusznie zniżyła się do poziomu podwórza. Gdy Helloise była w pół kroku między tarasem a trawnikiem, dom niespodziewanie wystrzelił do góry i czarownica spadła z krzykiem. Wylądowała twardo na ziemi z twarzą w sałatce dla ptactwa, która przy okazji tego wypadku wysypała się z niesionej przez nią misy.
Helloise leżała więc tak rozpłaszczona obok dumnej z siebie kurzej nóżki, a kury w najlepsze wydziobywały sobie kolację spomiędzy włosów kobiety. Tak się nie dało żyć.
Do zawieszonego w mrocznym przestworzu domu powróciła na starej, zapasowej miotle wyciągniętej z szopy. Szopa wydawała się tak samo martwa jak zawsze, choć i na nią już wiedźma spoglądała podejrzliwie.
Wkroczyła niezadowolona do kuchni, czując na sobie łypiące z każdego kąta niewidzialne oczy.
— Czy ja byłam dla ciebie kiedyś niedobra? — zapytała, kładąc się na podłodze. Wbiła oczy w krzywy sufit, pogrążając się w rachunku sumienia. — Nie nadużywam twojej usłużności. Proszę, żebyś kucała tylko wtedy, gdy tego potrzebuję. Gdyby nie ja, dawno byś się rozpadła ze starości i pożarłby cię Matka Natura. Ona nie ma sentymentu. — Rozmawiała z chatą jak równy z równym: ani nie spuszczała potulnie oczu po sobie, ani też nie próbowała jej sztorcować. — Masz mi za złe ten ostatni incydent z oknami? Żadna w tym była moja wina i już wszystko doprowadzone do porządku. Nie chcę się z tobą przecież gniewać. Możesz mi powiedzieć, o co chodzi.

// Dziki strzał: charyzma na przekonanie chaty, żeby mi dała jakąś wskazówkę.
Rzut N 1d100 - 9
Akcja nieudana

Spędziła tak chwilę, czekając na odpowiedź, która zapewne nie miała nadejść od razu ani wprost. Dopóki gospodyni miała oczy otwarte, chata potrafiła się przecież tylko gapić i boczyć.
Wreszcie Helloise zebrała się z podłogi. Skoro dom próbował ją oczyścić, mogła mu w tym pomóc. Spojrzała po świecy z dziurawca i czarciego żebra — to, zdaje się, nie pomogło, należało więc spróbować innej mieszanki.
Niebo poczerniało w międzyczasie nad Doliną i gdy Helloise spojrzała na nie, ujrzała, że tej nocy był nów. Nie wydawało się to dobrym znakiem. Zawsze intuicja podpowiadała jej, że księżyc wyciąga wszystkie energie do wierzchu, pobudza, wabi w swoją stronę — a tak? Mogły się kryć po ciemnych zakamarkach wiedźmowej duszy. Przygotowała więc sobie kobieta w pierwszej kolejności napar z kopru włoskiego, aby pobudzić zakrzepłe energie, to zło wywabić do wierzchu i ułatwiony mieć do niego dostęp, gdy się będzie próbowała oczyścić.
Wypiła miksturę i przeszła do przygotowywania kąpieli. Do wanny pełnej gorącej wody sypnęła obficie drobno sproszkowanego wrotyczu święconego podczas tegorocznej Ostary oraz równie drobno mielonego piołunu z niewielkim dodatkiem mięty. Były to zioła mocne, trujące wręcz i nadające się do oczyszczenia z energii — w zamierzeniu energii złych, lecz nieodpowiednio przygotowane lub porcjowane mogły posiać spustoszenie ogólne. Helloise nie zamierzała sięgać po półśrodki.
Przygotowana kąpiel rytualna wyglądała niezbyt atrakcyjnie. Wannę wypełniała parująca i mętna, zielonkawa woda, jak zaczerpnięta z brudnego jeziora. Mimo to czarownica weszła do tej wody bez zawahania, zdeterminowana na to, aby obmyć się ze wszelkiego zła, jakie mogło się w niej zakorzenić i rozdrażnić chatę. Spróbowała się zrelaksować i pozwolić mieszance swobodnie działać. Na jakiś czas wiedźma zanurzyła się w kąpieli cała, wraz z głową, aby jak najpełniej wystawić się na dobroczynne działanie ziół, po czym — dopóki kąpiel nie ostygła — leżała kobieta w wannie, modląc się.

// WOP + Zielarstwo (III) — czy wybrałam dobre zioła do zanurzenia się w swojej kadzi oczyszczającej ze złej energii?
Rzut PO 1d100 - 39
Słaby sukces...

Noce były już zimne. Po wyjściu z wody Helloise chętnie zakopała się pod pierzyną w swoim łóżku z wciąż nieco wilgotnymi włosami. Zażyte po kąpieli opium krążyło w jej żyłach — wiedziała, że tego potrzebuje. Potrzebowała tego, żeby doznać klarowności umysłu. Potrzebowała tego narkotycznego, harmonijnego dostrojenia zmysłów, żeby zrozumieć tę siłę, która przebudziła się w jej domu. Chciała pogodzić się z tą dziwną obecnością, która wyglądała teraz spod jej łóżka, spomiędzy liści doniczkowych roślin, zza totemików ustawionych na regale, zza wzorzystej firany. Dom był wszędzie. Helloise zamierzała nauczyć się z nim żyć. Pojednać się z nim.
Do tego potrzebowała zrozumieć, jak to się wszystko dzieje. Odpływając tej nocy w objęcia snu, czarownica spróbowała posłać swoją świadomość w dom.

// Nekromancja na Eksterioryzację (II) — chcę czuwać i sprawdzić, czy przyłapię coś na gorącym uczynku w nocy.
Rzut Z 1d100 - 87
Sukces!


dotknij trawy
Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#3
19.07.2026, 05:16  ✶  

Kaprysy chatki zdecydowanie utrudniały ci życie ostatnimi czasy, a spadnięcie akurat kiedy z niej wychodziłaś, przelało czarę goryczy. Trzeba się było wziąć za wszystko na poważnie;

Na próby komunikacji, chatka pozostawała niewzruszona. Trzeszczała, jak to miała czasem w zwyczaju, kiedy stała prosto na nóżce, ale zadrżała nieco wyraźniej, kiedy wspomniałaś o Matce Naturze. Ciężko ci jednak było sprecyzować, jakiego rodzaju było to drżenie, bo czułaś w kościach, że twoja przemowa nie była mocno skonstruowana, a może to twój odbiorca był zbyt drewniany.

Początkowo nów wydawał ci się niezbyt dobrym znakiem, ale kiedy się nad tym zastanowiłaś, uświadomiłaś sobie, że jest dość dobry czas do zbierania nowych informacji i refleksji nad nimi. Idealny moment, by ustalić plan działania i być może własnoręcznie wyciągnąć od zbuntowanej chatki tego, co się z nią działo, nawet jeśli nie reagowała na werbalne ponaglenia. Pomyślałaś, że może dobrze byłoby nad całą sprawą pomedytować, kiedy zrealizujesz swoje plany na wieczór i wreszcie się obudzisz.

Zdecydowałaś się napuścić wody do wanny i zasypać ją ziołami. Napar z kopru włoskiego przyjemnie rozsiadł się na żołądku ciepłotą, a wrzucone do kąpieli wrotycz, piołun i mięta, otulały zielnym zapachem i koiły zmysły. Namoczyłaś się dokładnie i faktycznie, za ich pomocą przyszła pewna relaksacja, która rozsupłała nieco splątane nerwy. Siedząc tak w naparze i kontemplując, doszłaś do wniosku, że stworzona przez ciebie mieszanka nie była zła, ale nie była też idealna. Oczyszczała ciebie. Twoje ciało, umysł, ale jeśli tylko przywołałaś śnione sny, uświadomiłaś sobie że nie oczyszczała z ciebie.

Następnie przyszedł czas na skorzystanie z Eksterioryzacji. Ciepła pierzyna sprzyjała senności, podobnie jak dopiero zażyta kąpiel. Sen przyszedł więc szybko, a twoja dusza oderwała się od ciała i zaczęła obserwować. Było ciemniej jak zwykle, przez księżyc znajdujący się w nowiu. Było też okropnie cicho, jakby sama chatka wstrzymała oddech i przestała się kolebać, uniesiona na nóżce. Coś jednak wreszcie skrobnęło. Coś zaszurało, przemieściło się. Mogłaś zwrócić uwagę na cień; przygarbiony, przypominający ludzki i sunący po ścianach. Nie ważne jak bardzo się wpatrywałaś, nie byłaś w stanie dostrzec kogoś, kto faktycznie by go rzucał, ale widziałaś jak dywan zostaje znowu przesunięty dłonią o długich paznokciach. Ogarek, który pozostał po poprzedniej świecy z dziurawca i czarciego żebra, został zastąpiony. Zniknął, a może po prostu w jego miejscu nagle wyrosła nowa świeca, której knot zapalił się, a dym poleciał leniwie ku górze.

Zrobiło ci się duszno, bardzo duszno. Słyszałaś też szept. Niezrozumiały, przypominający szelest zeschniętych liści, kiedy cień zastygł na ścianie, chyba pochylając się nad świecą. Wciąż jednak wydawał się nie zwrócić na ciebie uwagi, a ty byłaś wciąż pod wpływem eksterioryzacji.


Medytacja: biorąc pod uwagę rzut, który dodatkowo wykonałam za ciebie w dziale MG, Hela wpada na pomysł pomedytowania. Tak po prostu usiąść w spokojnym miejscu i jeszcze raz przejrzeć wszystkie rzeczy, które zauważyła do tej pory, albo zdążyła z kimś skonsultować. Zna pewien stary rytuał, który pozwala połączyć się ze swoim totemicznym zwierzęciem i za jego przewodnictwem osiągnąć potrzebny spokój. Potrzeba do niego białej świecy (możesz też to zrobić nad ogniskiem), jakiegoś bardzo personalnego przedmiotu i specjalnej mieszanki ziół i grzybów, którą musisz wypić by wprowadzić się w odpowiedni stan. Płomień świecy pozwala się skoncentrować, a przedmiot zakotwicza uwagę na samym sobie i pozwala odnaleźć właściwe wspomnienia.
Jeśli Hela podejmie się rytuału, rzuć zwyczajną kością k100. Jej wynik określi nie tylko wnioski, które wyciągnie Helloise, ale będzie stanowić dodatkowy bonus do dowolnego kolejnego rzutu na dziedzinę teoretyczną z której będziesz korzystać odnośnie sprawy chatki (nie musi to być konkretnie w tej sesji, może być w jakiejkolwiek innej, która ma związek z Zieloną godziną, a w której Helunia nad czymś intensywnie myśli lub szuka w głowie powiązań).

P.S. cały ten opis pisałam do tego, pozdrawiam
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#4
31.08.2026, 15:23  ✶  
Nigdy wcześniej Helloise nie doświadczyła niczego podobnego w formie astralnej. Cień na ścianie uświadomił jej obecność jakiegoś bytu, dywan przesunął się po podłodze, a ona… ona zaczęła czuć duszności dosięgające jej ducha pozbawionego ciała, a więc i możliwości odczuwania fizycznych doznań. W teorii. Czarownica nie miała sposobu, aby bronić się przed tą ingerencją. Jej widmowe ręce nie mogły sięgnąć ani świecy, ani cienia na ścianie. Helloise mogła tylko dusić się we własnym strachu i bezsilnym gniewie skierowanym w tę wrogą jej istotę.

Do rana przetrwało w niej tylko wspomnienie tego koszmaru oraz myśl, że coś jej w sprawie umyka. Obudziła się pod swoją pierzyną zlana potem, mimo że poranek był chłodny. Wciąż czuła wzrok tej istoty. On nigdy nie odchodził. Choć Helloise nie miała wiary w to, że zdoła intruza wypatrzyć, wciąż niekiedy odruchowo się odwracała, gdy zdawało się jej, że widzi coś kątem oka. Zwalczała ten impuls, aby nie pokazać, jak mocno wpływała na nią pradawna obecność.
Zanim jeszcze słońce wyszło zza chmur, zaabsorbowana tematem wiedźma wyszukała w zabałaganionym krańcu pracowni odpowiednie księgi i po przewertowaniu ich odnalazła szczegóły rytuału, w którym pokładała nadzieje.
Świec był u niej dostatek, również białych — szykowała bowiem już zawczasu asortyment na zamówienia, które miały wkrótce zacząć spływać w związku z Samhain. Wyszykowanie mieszanki ziół i grzybów również nie sprawiło jej trudności. Zawahała się dopiero przy personalnym przedmiocie.
Helloise stała długo zadumana nad księgą, wiedząc doskonale, że nie jest tu sama. Obca obecność hamowała ją przed sięganiem po to, co osobiste. Z wrodzonej przekory nie chciała ułatwiać rywalce zadania, wskazując, co ma dla niej znaczenia.
Wreszcie czarownica otworzyła szufladę biurka i wyciągnęła z niej ostatnie metry lawendowej włóczki. Dostała ją od Mony, potem wysyłała kawałeczki Leviathanowi, gdy rozmawiali o kolorach smoczogników i to ten kolor Levi wybrał na swoją łuskę; po Spalonej Nocy Helloise rozpięła tę włóczkę pomiędzy śladami klątwy w swoim domu i po wszystkim pomagał ją sprzątać Seisyll. Kawałki sznureczka przeszły przez ręce wielu ważnych dla niej Rowle’ów, a skoro ta istota miała powiązania z Walią, przedmiot wydawał się najodpowiedniejszy.
Włóczka prędko utonęła w kieszeni szaty Helloise. Czarownica zabrała pozostałe rzeczy potrzebne do rytuału i wyszła do szklarni, aby tam go przeprowadzić. Wykonywanie tego w chacie opętanej obcą siłą zdawało się zbędnym ryzykiem, w szklarni zaś świeca mogła być równie skutecznie osłonięta przed wiatrem i niepogodą.
Wiedźma uklękła pomiędzy rzędami hodowanych przez siebie magicznych roślin, na uklepanej ścieżce ustawiła kubek wywaru ziołowo-grzybowego oraz świecę. Wypiła mieszankę, podpaliła knot białej świecy i wpatrzona w równy płomień zaczęła rozpinać sznurek pomiędzy swoimi palcami. Powiązanie do powiązania: od samego początku, gdy to istota pierwszy raz przyszła do niej we śnie, przez wszystkie te spojrzenia sęków i groźby we wróżbach, po drzewo na wzgórzu, które wyrysowała Guinevere. Wiedźma próbowała łączyć wątki, plącząc palce w fioletowej włóczce. Szukała wewnątrz siebie potrzebnego spokoju, łączności z animalistyczną częścią siebie.

Rzut 1d100 - 28


dotknij trawy
Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#5
04.09.2026, 01:14  ✶  

Kuna była nieodłącznym mieszkańcem lasów. Lasów, które otaczały Helloise nawet teraz. Ale też tych zielonych terenów, które dawno zostawiła za sobą w Snowdonii. To niewielkie stworzonko było niezwykle sprytne, nie wspominając już o tym, jak niesamowitym drapieżnikiem było, pomimo swoich niewielkich rozmiarów. Była niepozorna, ale jako symbol patronowała tym którzy chcieli rozwijać swą intuicję i czujność.

Helloise widziała w płomieniu świecy znajomy kształt czegoś, co wołało do niej. Ale płomyczek był tylko lustrem, które pozwalało skoncentrować się na tym, co grało wewnątrz niej i przemykało kolejno po zgromadzonych do tej pory wskazówkach. Nie było ich na ten moment zbyt wiele, ale wystarczająco by wysnuć jakieś wnioski.

Czarownica czuła, że chodzi o coś, co związane było z naturą. Stwierdzenie proste i wręcz banalne, ale prowadzące do wniosków że jej przeciwnik wciąż był istotą, myślącym stworzeniem, który posługiwał się magią, ale wciąż nie w ten sam sposób w jaki robili to czarodzieje.

Istotą, o której snuć można było legendy, w końcu ludzie tak bardzo kochali przekazywanie sobie niestworzonych opowieści. Drzewo, które rozrysowała jej Ginny, wydawało się natomiast znajome. Na tyle, by przyszło jej do głowy, że może w rodzinnych stronach ktoś ze starszego pokolenia, albo mieszkający długo w Snowdonii, byłby w stanie dać jej na ten temat nieco więcej informacji. Księgi kryjące się w najrzadziej odwiedzanych kątach rodzinnej biblioteki mogły okazać się przydatne, a może wystarczyło zapytać któregoś z gajowych, pilnujących należących do rodziny lasów.

Jeśli natomiast chciała dalej działać na własną rękę, cóż, ciężko jej było w tym momencie polegać na własnej wiedzy, bo ta plątała się niczym włóczka, którą ściskała między palcami. Brakowało jej nieco więcej spokoju i dystansu, by spojrzeć na wszystko z odpowiedniej perspektywy.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baba Jaga (1357), Helloise Rowle (1226)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa