Sabrina Rhiannon Morgan
Urodzenie: 2 listopada 1945 roku, skorpion, numerologiczna 5 (wędrowiec)
Stan cywilny: wdowa
Nazwisko panieńskie: Slughorn
Krew: czystej krwi, klątwa likantropi
Zamieszkanie: Mały domek z piwnicą i szklarnią na samym skraju Doliny Godryka.
Pochodzenie: Urodziła się w Aberdeen w Szkocji, gdzie przez pierwsze lata życia mieszkała z ojcem, Septimusem Slughornem, matką, Prudence Macmillan oraz dwójką młodszego rodzeństwa. Jej rodzice poznali się w dość nietypowych okolicznościach – Septimus był astronomem prowadzącym kurs skoncentrowany wokół tej dziedziny, a Prudence uczyła się pod jego skrzydłami. Po tym jak skończyła ten właśnie kurs, zaczęli się ze sobą spotykać, wzięli ślub, a owocami ich związku była między innymi mała Sabrina Rhiannon. Ojciec umarł w 1955 roku, zostawiając trójkę dzieci wraz z żoną (i nienajgorszym majątkiem). W Dolinie Godryka pojawiła się za sprawą męża, z którym kupiła dom, i tam już została.
Stan cywilny: wdowa
Nazwisko panieńskie: Slughorn
Krew: czystej krwi, klątwa likantropi
Zamieszkanie: Mały domek z piwnicą i szklarnią na samym skraju Doliny Godryka.
Pochodzenie: Urodziła się w Aberdeen w Szkocji, gdzie przez pierwsze lata życia mieszkała z ojcem, Septimusem Slughornem, matką, Prudence Macmillan oraz dwójką młodszego rodzeństwa. Jej rodzice poznali się w dość nietypowych okolicznościach – Septimus był astronomem prowadzącym kurs skoncentrowany wokół tej dziedziny, a Prudence uczyła się pod jego skrzydłami. Po tym jak skończyła ten właśnie kurs, zaczęli się ze sobą spotykać, wzięli ślub, a owocami ich związku była między innymi mała Sabrina Rhiannon. Ojciec umarł w 1955 roku, zostawiając trójkę dzieci wraz z żoną (i nienajgorszym majątkiem). W Dolinie Godryka pojawiła się za sprawą męża, z którym kupiła dom, i tam już została.
Kształtowanie: ◉◉◉○○
Rozproszenie: ◉◉◉○○
Transmutacja: ◉◉○○○
Zauroczenie: ◉○○○○
Nekromancja: ○○○○○
Translokacja: ◉◉◉○○
Percepcja: ◉◉○○○
Aktywność fizyczna: ◉◉○○○
Charyzma: ◉○○○○
Rzemiosło: ◉○○○○
Wiedza przyrodnicza: ◉◉◉◉○
Wiedza o świecie: ◉◉○○○
Rozproszenie: ◉◉◉○○
Transmutacja: ◉◉○○○
Zauroczenie: ◉○○○○
Nekromancja: ○○○○○
Translokacja: ◉◉◉○○
Percepcja: ◉◉○○○
Aktywność fizyczna: ◉◉○○○
Charyzma: ◉○○○○
Rzemiosło: ◉○○○○
Wiedza przyrodnicza: ◉◉◉◉○
Wiedza o świecie: ◉◉○○○
Poziom spaczenia: I
Różdżka: szpon hipogryfa, cedr, 13 cali, sztywna
Zwierzę totemiczne: ryś
Aura: Podstawową barwą jej aury jest kolor żółty, choć zdarzają się w niej prześwity szmaragdowej zieleni i (niestety dość często od kiedy została wilkołaczką) szarości.
O zdolnościach: Sabrina od dziecka była utalentowaną czarownicą. Przynajmniej tak mówił jej ojciec. Moc magiczna ujawniła się u niej w wieku trzech lat, choć znaki ogromnego potencjału bywały już wcześniej, podobno. Szybko nauczyła się unosić przedmioty, a jeszcze szybciej latać na miotle. Teraz jednak nie nazwałaby się wybitną w użyciu czarów. Może to skromność, może brak wiary w siebie, ale teraz powiedziałaby ojcu, że okazała się raczej czarownicą przeciętną, choć z kilkoma wyróżniającymi się talentami, na które sobie zapracowała.
Na wczesnym etapie życia ujawniła się też jej fascynacja przyrodą, szczególnie tym, co żyło wokół. Owady, zwierzęta, rośliny, ten mniejszy od ludzkiego świat zaczął ją fascynować jeszcze zanim dostała list z Hogwartu. W szkole natomiast oprócz pasji do gry w quidditcha, z początku wykazywała się ogromnym zapałem do wszelkich zaklęć. Jednak tym, co skradło jej serce w dalszych latach edukacji w Szkole Magii i Czarodziejstwa było zielarstwo i sztuka tworzenia eliksirów. Oba te przedmioty jako jedyne były tymi, w których radziła sobie wybitnie. Warzenie eliksirów i opieka nad roślinami przychodziły jej niemalże naturalnie. Z perspektywy czasu Sabrina trochę żałuje, że tak samo dużej uwagi nie przykładała urokom, jednak czasu nie da się cofnąć. Znajomość świata przyrody dała jej jednak perspektywy - już od trzeciego roku w szkole wiedziała, że chce zostać znaną alchemiczką. Znaną może i nie została, ale alchemiczką już owszem.
Jednak, nawet ktoś tak ambitny jak ona ma wiele wad i kilka pięt Achillesowych. Niemalże zupełnie nie radzi sobie w rzucaniu uroków. Nie jest to jej bajka. Podobnie zresztą ma w kwestiach wymagających od niej wykazania się charyzmą. Zwykle bywa zbyt szczera, wali prosto z mostu, nie biorąc pod uwagę czy kogoś to zrani, czy nie. Nie jest dobrą mówczynią, a gdy się stresuje, zaczyna się jąkać. Walczy z tym od lat, a wciąż przychodzi jej to z trudem. Paradoksalnie, w czasach szkolnych radziła sobie z tym lepiej niż teraz. W kwestii wytwarzania różnych rzeczy… Próbuje. Czasem coś namaluje, czasem spróbuje coś wyrzeźbić, ale szybko się poddaje, bo rzeczy te nie są największych lotów. Zwykle lądują w koszu na śmieci, bo nawet mugolską sztuką współczesną Sabrina nie jest w stanie tego czegoś nazwać. W transmutacji również nie jest orłem, bo choć z łatwością użyje podstawowych zaklęć, te trudniejsze, wymagające od niej pełnej koncentracji i odpowiedniej wymowy czy ruchu ręką, przychodzą jej z trudnością, tak samo zresztą jak dostrzeganie tego, co niezauważalne. Chodziła na wróżbiarstwo, owszem, jednak zawsze słyszała, że swoje trzecie oko ma wiecznie zamknięte, a jeśli nie zamknięte, to że może wymagać okularów. Czasem było jej z tego powodu przykro, ale szybko zrozumiała, że się do tego średnio nadaje. Jakieś niuanse dostrzega, ale zajmuje jej to wiele czasu i zdarza się dosyć rzadko. No ale cóż, jej młodsza siostra zawsze śmiała się, że Brina stała w kolejce do talentu w dziedzinie alchemii, gdy wszyscy dostali talenty w dziedzinach magii bardziej praktycznej. Sabrina jest po prostu osobą wybitną w dziedzinie eliksirów i zielarstwa, a przeciętną w całej reszcie.
Sabrina jest osobą zaradną i dość elastyczną, do swoich zawad przywykła, choć z niektórymi ciężko jej się do tej pory pogodzić. Najtrudniejsze jest dla niej bycia samotnikiem, ponieważ jeszcze trzy lata temu była uznawana za duszę towarzystwa. Wiele trudu ma z zaakceptowaniem swojej likantropi i wszystkiego, co się z nią wiąże. Najgorsze w tej klątwie jest to, że Sabrina czuje, że dostała ją na własne życzenie, bo tej nocy, kiedy wyszła do lasu, nie planowała z niego wrócić, a co dopiero zostać znalezioną przez obcą czarownicę szukającą grzybów. Widmo tego ciężkiego czasu, tak pod względem psychicznym jak i fizycznym, ciągnie się za nią do tej pory. O klątwie nie powiedziała nawet mamie ani rodzeństwu, a co dopiero dalszej rodzinie czy znajomym. Jednak postanowiła sobie, gdzieś w głębi serca, że kiedyś, gdy już zgłosi się do Ministerstwa ze swoją przypadłością, będzie łatwiej i będzie mogła postawić na rozwój swoich umiejętności.
ZMIENIACZ CZASU: Tym, co odziedziczyła po swoim ojcu są nazwisko, którego od lat już nie używa, spory, choć nie największy majątek i zmieniacz czasu. To znaczy, jeden z prototypów. O ironio, może się rozdwoić, jednak nie jest w stanie zmienić tego, co się stało. Uważa ten przedmiot za kompletnie bezużyteczne badziewie, bo gdyby był realnie użyteczny, uniknęłaby śmierci Marcusa.
ZIELARSTWO – III: Zna się na ziołach i roślinach, tak magicznych, jak i tych zwyczajnych. Jest nimi zafascynowana już od czasu Hogwartu, a swoje umiejętności opieki nad nimi pogłębiała podczas kursu alchemicznego i w Magicznym Towarzystwie Herbologicznym. Posiada przydomową szklarnię, w której hoduje sadzonki gatunków wymagających specjalnych warunków. Opieka nad roślinami w ostatnim czasie przydaje jej się szczególnie, ponieważ pomaga w wyciszeniu się i oderwaniu od smutnej rzeczywistości i myśli kotłujących się nieustannie w jej głowie.
RENOWACJA - II: Życie zmusiło ją do tego, żeby naprawiać rzeczy, które zniszczy. Czy to ubrania, czy czasami meble lub inne przedmioty. Jest to wciąż nowa dla niej rzecz, naprawiać przedmioty, nie zaś kupować nowe. No ale czy nikt nie zacząłby się zastanawiać, czemu Sabrina tak często musi kupować nową zastawę stołową, ubrania lub krzesła? Te są bowiem najczęstszymi ofiarami jej wilkołaczej postaci. Z jakiegoś powodu Sabrina, dorosła wilkołaczka upatrzyła sobie zastawę stołową w magizoologiczne wzory, którą dostała z Markiem z okazji ślubu.
TWORZENIE ELIKSIRÓW I MAŚCI – II: Właśnie w kierunku lecznictwa Sabrina planowała mierzyć w swojej karierze zawodowej. Umiejętności wytwarzania eliksirów i maści przydają się jej w pracy jako alchemiczka w Szpitalu św. Munga, gdzie zaopatruje poszczególnych magimedyków w wymagane przez nich składniki czy wyroby magiczne. Uwielbia to robić nawet w czasie prywatnym, korzystając z tego, co udaje jej się legalnie kupić lub samodzielnie wyhodować w szklarni. Gdy kogoś dostatecznie lubi, jest w stanie zrobić dla tej osoby eliksir lub maść zupełnie za darmo!
KŁAMSTWO - I: Lata praktyki w Hogwarcie pozwoliły jej wyuczyć się tego jak łatwo i efektywnie kłamać. Kiedyś przychodziło jej to z trudem, dziś potrafi wymigać się kłamstwem z niemalże każdej sytuacji, która tego od niej wymaga.
LATANIE NA MIOTLE - I: W czasach szkolnych była pałkarką w drużynie Ślizgonów. Wiązało się to z licznymi wizytami w Skrzydle Szpitalnym, bo na jej nieszczęście bardzo często obrywała tłuczkiem i łamała kończyny, jednak było warto. Czas spędzony w drużynie wspomina niezwykle pozytywnie.
NIEWIDZIALNOŚĆ - 0: Raczej stara się nie wychylać, choć zdarza jej się ubierać dość kolorowo i krzykliwie, niemalże ekstrawagancko. Mimo to, ludzie raczej nie zwracają na nią większej uwagi.
KOMPLEKS BOHATERA - II: Najprawdopodobniej przez wszystko to, co wydarzyło się w ostatnich latach, gdy widzi czyjąś krzywdę, musi zainterweniować, nawet kosztem samej siebie. I choć sama nie mówi nigdy, że doświadczyła wiele złego, ponieważ śmierci Marcusa nie widziała na własne oczy, chciałaby uratować cały świat, a dopiero na końcu samą siebie.
UCZULENIE NA SREBRO - II: Każdy kontakt z jakąkolwiek srebrną powierzchnią czy przedmiotem wykonanym z tego metalu kończy się dla niej okropnymi poparzeniami, a gdy znajduje się otoczeniu większej ilości srebrnych przedmiotów niemiłosiernie boli ją głowa. Tak z ranami, jak i z migrenami, które srebro u niej wywołuje nie potrafi sobie poradzić przez kilka dni, niekiedy nawet tygodni, po kontakcie. Dlatego unika srebra jak tylko może, a srebrne sztućce, które dostała na ślub oddała swojej mamie, kłamiąc, że za bardzo kojarzyła jej się z Markiem.
PEŁNIA – II: Już wiele razy chciała zgłosić swoją futrzastą przypadłość do Ministerstwa, jednak zawsze gdy już jest bardzo, bardzo blisko, tchórzy. Kiedyś musi się jednak przełamać. I choć pełnoprawnej kryjówki zaakceptowanej przez Ministerstwo nie ma, piwnica w jej małym domku jest wystarczająca, powiedzmy. Nigdy nie zapomina o kupieniu i zażyciu wywaru tojadowego, więc wszyscy wokół są bezpieczni. A przynajmniej wszyscy żywi, bo ciężko mówić o bezpieczeństwie w kontekście krzeseł, na których ostrzy sobie niekiedy (z nudów, bardziej niż z potrzeby) kły.
UPARCIUCH - I: No cóż, jedną z jej największych wad jest to, że jest uparta jak osioł i często nie da się jej przemówić do rozsądku. Brina wie po prostu lepiej i kropka. A czasem, gdy nawet zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że w rzeczy samej wielce się myliła, nigdy w życiu tego nie przyzna. Błąd to zwyczajna porażka, prawda? A Sabrina nie cierpi ponosić porażek.
BRAK ENERGII - I: Pełnia księżyca wysysa z niej wszystkie siły i co miesiąc, na jeden dzień przed nią, czuje się tak, jakby straciła wszystkie moce. Nie jest wtedy w stanie rzucić najprostszego zaklęcia. Na całe szczęście zwykle udaje jej się ułożyć grafik w pracy tak, aby te najtrudniejsze dla niej dni mieć wolne i nie ryzykować zdradzeniem swojego sekretu. Do tej pory tylko trzy razy musiała w tych dniach zgłosić chorobowe! Na całe szczęście co miesiąc kupuje eliksir tojadowy w aptece Lupinów, więc tym również nie musi się martwić zanadto.
SAMOTNIK - I: Kiedyś nie miała problemów w towarzystwie, jeśli czuła się niekomfortowo, łatwo to maskowała. Obecnie jest to dla niej znacznie trudniejsze niż wtedy, gdy była młodsza. Wciąż się uśmiecha, wciąż udaje że wszystko jest w porządku, jednak gdy przychodzi powiedzieć coś charyzmatycznego… Cóż. Wychodzi wtedy z niej niezręczna, stroniąca od ludzi Sabrina. Ta druga Brina, złamana, zmęczona ludźmi i woląca rośliny od towarzystwa drugiego człowieka.
Różdżka: szpon hipogryfa, cedr, 13 cali, sztywna
Zwierzę totemiczne: ryś
Aura: Podstawową barwą jej aury jest kolor żółty, choć zdarzają się w niej prześwity szmaragdowej zieleni i (niestety dość często od kiedy została wilkołaczką) szarości.
O zdolnościach: Sabrina od dziecka była utalentowaną czarownicą. Przynajmniej tak mówił jej ojciec. Moc magiczna ujawniła się u niej w wieku trzech lat, choć znaki ogromnego potencjału bywały już wcześniej, podobno. Szybko nauczyła się unosić przedmioty, a jeszcze szybciej latać na miotle. Teraz jednak nie nazwałaby się wybitną w użyciu czarów. Może to skromność, może brak wiary w siebie, ale teraz powiedziałaby ojcu, że okazała się raczej czarownicą przeciętną, choć z kilkoma wyróżniającymi się talentami, na które sobie zapracowała.
Na wczesnym etapie życia ujawniła się też jej fascynacja przyrodą, szczególnie tym, co żyło wokół. Owady, zwierzęta, rośliny, ten mniejszy od ludzkiego świat zaczął ją fascynować jeszcze zanim dostała list z Hogwartu. W szkole natomiast oprócz pasji do gry w quidditcha, z początku wykazywała się ogromnym zapałem do wszelkich zaklęć. Jednak tym, co skradło jej serce w dalszych latach edukacji w Szkole Magii i Czarodziejstwa było zielarstwo i sztuka tworzenia eliksirów. Oba te przedmioty jako jedyne były tymi, w których radziła sobie wybitnie. Warzenie eliksirów i opieka nad roślinami przychodziły jej niemalże naturalnie. Z perspektywy czasu Sabrina trochę żałuje, że tak samo dużej uwagi nie przykładała urokom, jednak czasu nie da się cofnąć. Znajomość świata przyrody dała jej jednak perspektywy - już od trzeciego roku w szkole wiedziała, że chce zostać znaną alchemiczką. Znaną może i nie została, ale alchemiczką już owszem.
Jednak, nawet ktoś tak ambitny jak ona ma wiele wad i kilka pięt Achillesowych. Niemalże zupełnie nie radzi sobie w rzucaniu uroków. Nie jest to jej bajka. Podobnie zresztą ma w kwestiach wymagających od niej wykazania się charyzmą. Zwykle bywa zbyt szczera, wali prosto z mostu, nie biorąc pod uwagę czy kogoś to zrani, czy nie. Nie jest dobrą mówczynią, a gdy się stresuje, zaczyna się jąkać. Walczy z tym od lat, a wciąż przychodzi jej to z trudem. Paradoksalnie, w czasach szkolnych radziła sobie z tym lepiej niż teraz. W kwestii wytwarzania różnych rzeczy… Próbuje. Czasem coś namaluje, czasem spróbuje coś wyrzeźbić, ale szybko się poddaje, bo rzeczy te nie są największych lotów. Zwykle lądują w koszu na śmieci, bo nawet mugolską sztuką współczesną Sabrina nie jest w stanie tego czegoś nazwać. W transmutacji również nie jest orłem, bo choć z łatwością użyje podstawowych zaklęć, te trudniejsze, wymagające od niej pełnej koncentracji i odpowiedniej wymowy czy ruchu ręką, przychodzą jej z trudnością, tak samo zresztą jak dostrzeganie tego, co niezauważalne. Chodziła na wróżbiarstwo, owszem, jednak zawsze słyszała, że swoje trzecie oko ma wiecznie zamknięte, a jeśli nie zamknięte, to że może wymagać okularów. Czasem było jej z tego powodu przykro, ale szybko zrozumiała, że się do tego średnio nadaje. Jakieś niuanse dostrzega, ale zajmuje jej to wiele czasu i zdarza się dosyć rzadko. No ale cóż, jej młodsza siostra zawsze śmiała się, że Brina stała w kolejce do talentu w dziedzinie alchemii, gdy wszyscy dostali talenty w dziedzinach magii bardziej praktycznej. Sabrina jest po prostu osobą wybitną w dziedzinie eliksirów i zielarstwa, a przeciętną w całej reszcie.
Sabrina jest osobą zaradną i dość elastyczną, do swoich zawad przywykła, choć z niektórymi ciężko jej się do tej pory pogodzić. Najtrudniejsze jest dla niej bycia samotnikiem, ponieważ jeszcze trzy lata temu była uznawana za duszę towarzystwa. Wiele trudu ma z zaakceptowaniem swojej likantropi i wszystkiego, co się z nią wiąże. Najgorsze w tej klątwie jest to, że Sabrina czuje, że dostała ją na własne życzenie, bo tej nocy, kiedy wyszła do lasu, nie planowała z niego wrócić, a co dopiero zostać znalezioną przez obcą czarownicę szukającą grzybów. Widmo tego ciężkiego czasu, tak pod względem psychicznym jak i fizycznym, ciągnie się za nią do tej pory. O klątwie nie powiedziała nawet mamie ani rodzeństwu, a co dopiero dalszej rodzinie czy znajomym. Jednak postanowiła sobie, gdzieś w głębi serca, że kiedyś, gdy już zgłosi się do Ministerstwa ze swoją przypadłością, będzie łatwiej i będzie mogła postawić na rozwój swoich umiejętności.
ZMIENIACZ CZASU: Tym, co odziedziczyła po swoim ojcu są nazwisko, którego od lat już nie używa, spory, choć nie największy majątek i zmieniacz czasu. To znaczy, jeden z prototypów. O ironio, może się rozdwoić, jednak nie jest w stanie zmienić tego, co się stało. Uważa ten przedmiot za kompletnie bezużyteczne badziewie, bo gdyby był realnie użyteczny, uniknęłaby śmierci Marcusa.
ZIELARSTWO – III: Zna się na ziołach i roślinach, tak magicznych, jak i tych zwyczajnych. Jest nimi zafascynowana już od czasu Hogwartu, a swoje umiejętności opieki nad nimi pogłębiała podczas kursu alchemicznego i w Magicznym Towarzystwie Herbologicznym. Posiada przydomową szklarnię, w której hoduje sadzonki gatunków wymagających specjalnych warunków. Opieka nad roślinami w ostatnim czasie przydaje jej się szczególnie, ponieważ pomaga w wyciszeniu się i oderwaniu od smutnej rzeczywistości i myśli kotłujących się nieustannie w jej głowie.
RENOWACJA - II: Życie zmusiło ją do tego, żeby naprawiać rzeczy, które zniszczy. Czy to ubrania, czy czasami meble lub inne przedmioty. Jest to wciąż nowa dla niej rzecz, naprawiać przedmioty, nie zaś kupować nowe. No ale czy nikt nie zacząłby się zastanawiać, czemu Sabrina tak często musi kupować nową zastawę stołową, ubrania lub krzesła? Te są bowiem najczęstszymi ofiarami jej wilkołaczej postaci. Z jakiegoś powodu Sabrina, dorosła wilkołaczka upatrzyła sobie zastawę stołową w magizoologiczne wzory, którą dostała z Markiem z okazji ślubu.
TWORZENIE ELIKSIRÓW I MAŚCI – II: Właśnie w kierunku lecznictwa Sabrina planowała mierzyć w swojej karierze zawodowej. Umiejętności wytwarzania eliksirów i maści przydają się jej w pracy jako alchemiczka w Szpitalu św. Munga, gdzie zaopatruje poszczególnych magimedyków w wymagane przez nich składniki czy wyroby magiczne. Uwielbia to robić nawet w czasie prywatnym, korzystając z tego, co udaje jej się legalnie kupić lub samodzielnie wyhodować w szklarni. Gdy kogoś dostatecznie lubi, jest w stanie zrobić dla tej osoby eliksir lub maść zupełnie za darmo!
KŁAMSTWO - I: Lata praktyki w Hogwarcie pozwoliły jej wyuczyć się tego jak łatwo i efektywnie kłamać. Kiedyś przychodziło jej to z trudem, dziś potrafi wymigać się kłamstwem z niemalże każdej sytuacji, która tego od niej wymaga.
LATANIE NA MIOTLE - I: W czasach szkolnych była pałkarką w drużynie Ślizgonów. Wiązało się to z licznymi wizytami w Skrzydle Szpitalnym, bo na jej nieszczęście bardzo często obrywała tłuczkiem i łamała kończyny, jednak było warto. Czas spędzony w drużynie wspomina niezwykle pozytywnie.
NIEWIDZIALNOŚĆ - 0: Raczej stara się nie wychylać, choć zdarza jej się ubierać dość kolorowo i krzykliwie, niemalże ekstrawagancko. Mimo to, ludzie raczej nie zwracają na nią większej uwagi.
KOMPLEKS BOHATERA - II: Najprawdopodobniej przez wszystko to, co wydarzyło się w ostatnich latach, gdy widzi czyjąś krzywdę, musi zainterweniować, nawet kosztem samej siebie. I choć sama nie mówi nigdy, że doświadczyła wiele złego, ponieważ śmierci Marcusa nie widziała na własne oczy, chciałaby uratować cały świat, a dopiero na końcu samą siebie.
UCZULENIE NA SREBRO - II: Każdy kontakt z jakąkolwiek srebrną powierzchnią czy przedmiotem wykonanym z tego metalu kończy się dla niej okropnymi poparzeniami, a gdy znajduje się otoczeniu większej ilości srebrnych przedmiotów niemiłosiernie boli ją głowa. Tak z ranami, jak i z migrenami, które srebro u niej wywołuje nie potrafi sobie poradzić przez kilka dni, niekiedy nawet tygodni, po kontakcie. Dlatego unika srebra jak tylko może, a srebrne sztućce, które dostała na ślub oddała swojej mamie, kłamiąc, że za bardzo kojarzyła jej się z Markiem.
PEŁNIA – II: Już wiele razy chciała zgłosić swoją futrzastą przypadłość do Ministerstwa, jednak zawsze gdy już jest bardzo, bardzo blisko, tchórzy. Kiedyś musi się jednak przełamać. I choć pełnoprawnej kryjówki zaakceptowanej przez Ministerstwo nie ma, piwnica w jej małym domku jest wystarczająca, powiedzmy. Nigdy nie zapomina o kupieniu i zażyciu wywaru tojadowego, więc wszyscy wokół są bezpieczni. A przynajmniej wszyscy żywi, bo ciężko mówić o bezpieczeństwie w kontekście krzeseł, na których ostrzy sobie niekiedy (z nudów, bardziej niż z potrzeby) kły.
UPARCIUCH - I: No cóż, jedną z jej największych wad jest to, że jest uparta jak osioł i często nie da się jej przemówić do rozsądku. Brina wie po prostu lepiej i kropka. A czasem, gdy nawet zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że w rzeczy samej wielce się myliła, nigdy w życiu tego nie przyzna. Błąd to zwyczajna porażka, prawda? A Sabrina nie cierpi ponosić porażek.
BRAK ENERGII - I: Pełnia księżyca wysysa z niej wszystkie siły i co miesiąc, na jeden dzień przed nią, czuje się tak, jakby straciła wszystkie moce. Nie jest wtedy w stanie rzucić najprostszego zaklęcia. Na całe szczęście zwykle udaje jej się ułożyć grafik w pracy tak, aby te najtrudniejsze dla niej dni mieć wolne i nie ryzykować zdradzeniem swojego sekretu. Do tej pory tylko trzy razy musiała w tych dniach zgłosić chorobowe! Na całe szczęście co miesiąc kupuje eliksir tojadowy w aptece Lupinów, więc tym również nie musi się martwić zanadto.
SAMOTNIK - I: Kiedyś nie miała problemów w towarzystwie, jeśli czuła się niekomfortowo, łatwo to maskowała. Obecnie jest to dla niej znacznie trudniejsze niż wtedy, gdy była młodsza. Wciąż się uśmiecha, wciąż udaje że wszystko jest w porządku, jednak gdy przychodzi powiedzieć coś charyzmatycznego… Cóż. Wychodzi wtedy z niej niezręczna, stroniąca od ludzi Sabrina. Ta druga Brina, złamana, zmęczona ludźmi i woląca rośliny od towarzystwa drugiego człowieka.
Edukacja: W Hogwarcie trafiła do Slytherinu, gdzie może nie popisywała się szczególnymi osiągnięciami naukowymi, ale uczyła się całkiem dobrze, jak na kogoś kto godził granie w drużynie quidditcha z nauką. Po ukończeniu szkoły z początku wahała się, czy iść na magimedycynę, czy może w kierunku tego, co zawsze fascynowało ją najbardziej. Decyzja została podjęta dość szybko i pochopnie, choć do dziś jej nie żałuje. Udało jej się zdobyć wykształcenie na kursie alchemicznym, choć dziś oprócz warzenia eliksirów, zajmuje się uprawą roślin i ziół leczniczych, przydatnych jej na co dzień. To właśnie w czasie edukacji wyższej, zupełnym przypadkiem, poznała swojego przyszłego-zmarłego męża, Marcusa Morgana, czarodzieja czystej krwi ze Stanów Zjednoczonych, gdy ten chciał dołączyć do Magicznego Towarzystwa Herbologicznego, w którym ona była już wtedy od roku. Nie udało mu się to, jednak ich przyjaźń tak właśnie się rozpoczęłą. Mark był o trzy lata starszy od niej, jeszcze w Ameryce zdobył wykształcenie magizoologiczne, a do Wielkiej Brytanii przybył głównie w poszukiwaniu przygód i niestety tej najgorszej nie przeżył. Po skończeniu kursu alchemicznego planowała studiować magimedycynę na Akademii Munga. Ba, po wrześniowych egzaminach wstępnych nawet się do niej dostała, rzuciła jednak te studia. Rozwój w drugim wymarzonym kierunku kariery zbiegało się w czasie ze śmiercią Marka, który przebywał wtedy na wyjeździe naukowym w Grecji i miał niefortunne spotkanie z chimerą. Po tym jej kariera niemalże legła w gruzach, bo choć weszli w małżeństwo, które można nazywać lawendowym, był jej najbliższym przyjacielem i nie wyobrażała sobie przyszłości bez niego. Słowem, jej ambicje legły w gruzach, gdy została pogryziona przez wilkołaka niedługo po pogrzebie męża, w październiku 1969 roku.
Doświadczenie: Przez kilka miesięcy kursu alchemicznego pracowała weekendowo w jednej z londyńskich aptek, z czego zrezygnowała dopiero, gdy udało jej się dostać na płatny staż w jednej z prywatnych placówek medycznych. Trwał on krótko, ale zdobyła tam sporo doświadczenia, które później pozwoliło jej zdobyć pracę jako alchemiczka w Mungu. Na przełomie 1969 i 1970 roku, tuż po śmierci Marka we wrześniu i swojej własnej tragedii pod postacią przemiany w wilkołaka w październiku, zaczęła tworzyć i próbować dystrybuować wykonane przez siebie eliksiry, plan jednak skończył się fiaskiem. Rok temu udało się jej dostać pracę w szpitalu, w zawodzie alchemika. Pracuje tam do dziś, choć ma wrażenie, że kiedyś straci tę pracę, bo jej przykrywka i ciągłe kłamstwa, że raz w miesiącu jest chora akurat wtedy, gdy na nocnym niebie pojawia się księżyc w pełni z pewnością nie przechodzą niezauważone.
Aktualne miejsce pracy: Alchemiczka w Szpitalu św. Munga.
Cechy szczególne: Ogromna blizna po szczękach wilkołaka na prawym udzie. Oprócz tego, gdy odsłoni ręce, widać na jej ramionach i przedramionach drobniejsze blizny po podrapaniach.
Rozpoznawalność: III – Może i ubiera się oryginalnie, jednak nigdy nie szukała rozgłosu. A teraz, gdy została wilkołaczką, nie robi tego tym bardziej. Wie jakie ryzyko się za tym ciągnie. Przede wszystkim znać lub kojarzyć ją można ze Szpitala św. Munga, gdzie zajmuje się tworzeniem eliksirów. Jest też oczywiście widywana w Dolinie Godryka, choć więcej czasu spędza w Londynie. W czasie zdobywania wyższego wykształcenia na kursie alchemicznym, udało jej się dostać do Magicznego Towarzystwa Herbologicznego, gdzie jeszcze do niedawna płaciła opłaty, aby utrzymać partnerstwo. Obecnie jednak wycofała się z tego towarzystwa, głównie ze względu na lęki, które biorą nad nią górę. Jest też, naturalnie, stałą bywalczynią Apteki Lupinów, ale raczej wolałaby, aby stamtąd nikt jej nie znał.
Doświadczenie: Przez kilka miesięcy kursu alchemicznego pracowała weekendowo w jednej z londyńskich aptek, z czego zrezygnowała dopiero, gdy udało jej się dostać na płatny staż w jednej z prywatnych placówek medycznych. Trwał on krótko, ale zdobyła tam sporo doświadczenia, które później pozwoliło jej zdobyć pracę jako alchemiczka w Mungu. Na przełomie 1969 i 1970 roku, tuż po śmierci Marka we wrześniu i swojej własnej tragedii pod postacią przemiany w wilkołaka w październiku, zaczęła tworzyć i próbować dystrybuować wykonane przez siebie eliksiry, plan jednak skończył się fiaskiem. Rok temu udało się jej dostać pracę w szpitalu, w zawodzie alchemika. Pracuje tam do dziś, choć ma wrażenie, że kiedyś straci tę pracę, bo jej przykrywka i ciągłe kłamstwa, że raz w miesiącu jest chora akurat wtedy, gdy na nocnym niebie pojawia się księżyc w pełni z pewnością nie przechodzą niezauważone.
Aktualne miejsce pracy: Alchemiczka w Szpitalu św. Munga.
Cechy szczególne: Ogromna blizna po szczękach wilkołaka na prawym udzie. Oprócz tego, gdy odsłoni ręce, widać na jej ramionach i przedramionach drobniejsze blizny po podrapaniach.
Rozpoznawalność: III – Może i ubiera się oryginalnie, jednak nigdy nie szukała rozgłosu. A teraz, gdy została wilkołaczką, nie robi tego tym bardziej. Wie jakie ryzyko się za tym ciągnie. Przede wszystkim znać lub kojarzyć ją można ze Szpitala św. Munga, gdzie zajmuje się tworzeniem eliksirów. Jest też oczywiście widywana w Dolinie Godryka, choć więcej czasu spędza w Londynie. W czasie zdobywania wyższego wykształcenia na kursie alchemicznym, udało jej się dostać do Magicznego Towarzystwa Herbologicznego, gdzie jeszcze do niedawna płaciła opłaty, aby utrzymać partnerstwo. Obecnie jednak wycofała się z tego towarzystwa, głównie ze względu na lęki, które biorą nad nią górę. Jest też, naturalnie, stałą bywalczynią Apteki Lupinów, ale raczej wolałaby, aby stamtąd nikt jej nie znał.
Bonusy