31.07.2026, 07:01 ✶
Pan Kozioł był niezwykle higienicznym mężczyzną. Już w trzecim tygodniu zaczynał mu przeszkadzać zapach pościeli. Wraz z początkiem czwartego, odpinał poszewkę guzik po guziczku. Zsuwał gładką bawełnę z kołdry. Potem poduszki. Poszewki lądowały niebawem w koszu na pranie.
Dobry to był wynalazek, te nieskończone powierzchnie czarodziejskie. Kiedyś o to kogoś poprosił, no i ten ktoś zaczarował mu koszyk na pranie. Maks kilka sztuk ubrań zmieściłoby się w tym koszyku, który zwykle wsuwał pod szafę. Po zaklęciu był tam w stanie zmieścić całą garderobę. Co nadal niewiele.
Zazwyczaj orientował się, że prania czas, gdy otwierał szufladę komody. Po iluś tygodniach witała go nicość. Żadnych koszulek. Nawet takich pośmiardujących, konających na podłodze. Nawet te już spoczęły w koszu na pranie. Podobnie majtki i skarpetki. W gorzkiej potrzebie przeprałby je w zlewie, ale nie tym razem.
Zenek zakasywał rękawy piżamy, w której się obudził, i brał kosz na pranie we własne ręce. Potem brał autobus prowadzący ku niemagicznej dzielnicy. Zenek szanował magiczne sposoby przechowywania brudu. Nie ufał jedynie magicznemu wywabianiu. No bo jak to, chłoszczyść? I gdzie potem ten brud szedł? Na niedzielny obiad do mamy? Nie było takiej opcji. Zenek swe plamy wywabiał w pralni.
Wszechobecne chemikalia od progu szczypały go w nos. Pralnia oferowała własne środki. Zenek wyciągał pieniążek. Wsuwał w szparkę od maszyny. Nasłuchiwał, jak moneta uderza o inne. Brzęk. Sygnalizowało to początek.
Koniec brudu u władzy! Koniec władzy brudu! Artykuły odzieżowe lądowały w pralce, jeden po drugim. Jak się nie mieściły, to Zenek dociskał. Tylko w ostateczności wciskał następnego pieniążka. Jedno pranie było optymalne dla jego budżetu. Do środka dolewał idealną ilość wypożyczonego środka, czyli pół korka. Koszulka na wierzchu obrywała najmocniej. Drzwi pralki zamykał z hukiem, no i tyle. Odpalał maszynę. I niech się dzieje co chce.
Ubrania wychodziły z pralki pozbawione plam i wątpliwego zapachu. Tani środek ich nie rozpieszczał. Zenek nie interweniował. Ubrania też musiały znać swoje miejsce.
W szufladzie lądowały bez prasowania.
I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
![[Obrazek: 329xOwXWlQ.gif]](https://www.gigaglitters.com/created/329xOwXWlQ.gif)