• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[13.10.1972] Good morning, England, your smallest criminal has struck again

[13.10.1972] Good morning, England, your smallest criminal has struck again
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
03.09.2026, 19:09  ✶  
Człowiek, który regularnie wracał do domu z całą masą różnych, czasami całkowicie nieprzydatnych, bezsensownych lub zwyczajnie cudzych przedmiotów w kieszeniach, a własne zostawiał w miejscach, których później nie potrafił sobie przypomnieć, nie powinien zbyt szybko oskarżać rzeczywistości o działanie przeciwko niemu. Nie należałem do ludzi, którzy szczególnie długo przejmowali się tym, że nie mogli znaleźć jakiejś pierdoły, życie było na tyle skomplikowane i krótkie, aby nie potrzebować jeszcze zaprzątać sobie głowy podobnymi problemami, przynajmniej dopóty, dopóki się nie nawarstwiały i nie zaczynały przypominać powtarzalnego wzoru.
Pierwszym przedmiotem, którego nie mogłem znaleźć był klucz do jednej ze skrzynek skrywających ingrediencje rytualne, zniknął ze swojego dotychczasowego miejsca, więc przeszukałem kieszenie, blat, szuflady i nawet kosz z praniem oraz przedsionek przy tylnych drzwiach prowadzących do ogrodu, ponieważ pamiętałem, że poprzedniego wieczoru zdejmowałem spodnie właśnie w tym miejscu, by nie nanieść błota na świeżo umyte deski podłogowe - klucza tam jednak nie było w końcu machnąłem ręką i uznałem, że pewnie wpadł gdzieś pod jakiś mebel, więc wziąłem zapasowy, następnie bez dalszej analizy sytuacji wychodząc do pracy…

Łapki odczekały.
Raz.
Dwa.
Trzy.
Człowiek nie wracał.
Można było wyjść.
Najpierw ostrożnie wysunęła się jedna łapka, potem druga. Pozyskany przedmiot został pociągnięty bliżej. Trzeba było go przenieść. Wszystko należało schować, zanim człowiek wróci.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
03.09.2026, 19:25  ✶  
Zorientowałem się, że czegoś mi brakowało dopiero wtedy, kiedy sięgnąłem między poły płaszcza, wsuwając dłoń we wszytą tam sakiewkę, i zamiast tego zacisnąłem palce na powietrzu, a następnie już tylko na podszewce pełnej drobnych fragmentów roślin do okadzania, ziarenek kurzu i piasku. Samo w sobie nie było to jeszcze niczym szczególnie niepokojącym, ponieważ niektóre moje rzeczy miały irytujący zwyczaj zmieniania miejsc bez pytania mnie o zdanie, taka była poniekąd specyfika wykonywanej przeze mnie pracy i przez lata nauczyłem się żyć z przekonaniem, że jeżeli czegoś nie było tam, gdzie powinno było być, to najprawdopodobniej znajdowało się to dokładnie tam, gdzie być nie powinno. Problem polegał na tym, że tym razem doskonale pamiętałem, co powinienem znaleźć w kieszonce, kiedy to tam włożyłem, jak zostało skitrane, i że nie istniała możliwość poniesienia przeze mnie niezauważalnej straty - mały, metalowy przedmiot, którego używałem przy rytuałach ochronnych, by sprawdzić nałożone zabezpieczenia, nie był szczególnie efektowny ani cenny, ale szybko okazał się jednym z tych drobiazgów, których wyjątkowo pilnowałem, gdyż należał do kategorii zastanawiająco przydatnych rzeczy. Może nie takich, których człowiek zaczynał śmiertelnie potrzebować dokładnie wtedy, kiedy znikały, lecz był łatwy do zauważenia nawet w najbardziej niesprzyjających warunkach, poza tym bardzo go lubiłem i byłem do niego przyzwyczajony - przeszukałem więc wewnętrzną część płaszcza jeszcze raz, potem sprawdziłem drugą kieszeń, zewnętrzną kieszeń, kieszeń spodni i wreszcie tę przeklętą małą przegródkę w torbie, do której wrzucałem rzeczy, których nie chciałem od razu zgubić, przez co, oczywiście, najczęściej gubiłem je właśnie tam, pomiędzy innymi przydasiami. Zguby nie było, znalazłem ją dopiero kilka godzin później, po powrocie do domu, w miejscu, które przysiągłbym, że sprawdziłem już dwa razy.

Nie zamierzało oddać śmiesznego kółeczka. To nie była zresztą wina łapki, że je wzięła. To był całkowity przypadek, chociaż idealnie tam pasowało. Tak się czasem działo. Przedmioty chciały znikać, rzucały się w oczka, a potem trudno było się z nimi rozstać. Szczególnie kiedy człowiek ich szukał.
Kółeczko było interesujące. Małe, zimne i przyjemnie ciężkie, kiedy trzymało się je między łapkami. Co prawda ono nie wiedziało, do czego to służyło, ale nie miało to żadnego znaczenia. Wszystko, co błyszczało, brzęczało albo miało interesujący zapach zasługiwało na chwilowe schowanie.
Schowanie było najważniejsze. Tym razem nie udało się schować na dłużej, niż chwilka, ale czasami tak już się zdarzało. Ono nie miało zamiaru smucić się na zapas, już i tak miało ciężko…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
03.09.2026, 20:01  ✶  
Znalazło kolejną rzecz.
Nie była szczególnie interesująca, ale również bardzo ładnie błyszczała, a rzeczy, które błyszczały, miały tę intrygującą właściwość, że przyciągały oczka i trudno było je zostawić w spokoju. Podsunęło się bliżej, ostrożnie, najpierw jedną łapką, potem drugą, po czym dotknęło przedmiotu końcem pazurka. Nie poruszył się. Dobrze.
Rozejrzało się.
Nigdzie nikogo.
Wzięło więc błyskotkę, ściskając ją w malutkich paluszkach.
Przedmiot był cięższy, niż wyglądał, więc ono przez chwilę próbowało go ciągnąć po podłodze, ale szybko postanowiło zmienić technikę. To powodowało hałas. Hałas był zły. Człowiek reagował na hałas. Człowiek miał długie nogi, wielkie ręce i bardzo niedobrą minę, kiedy czegoś szukał. Lepiej było być cicho.
Wytężyło osłabione mięśnie, napięło je, a potem przetaszczyło przedmiot pod mebel. Przytuliło go do siebie. Było bardzo zadowolone z podjętego wysiłku oraz ze znalezienia się poza zasięgiem człowieka. Tam było najbezpieczniejsze.


Od samego rana ginęły mi rzeczy, musiałem to wreszcie przyznać sam przed sobą, chociaż bardzo niechętnie - nie robiły tego w końcu w sposób szczególnie spektakularny, nie wyparowywały wprost na moich oczach, nie znikały w chmurze dymu, nie rozpływały się pod wpływem jakiejś paskudnej klątwy i, co najgorsze, nie zostawiały po sobie nawet porządnego śladu zbrodni, który mógłbym później obejrzeć, przeklinając ile wlezie, ale mając jakieś dowody na to, że nie odbijała mi szajba.
Nie znalazłem niczego, co mogłoby mnie pod tym kątem uspokoić, wróciłem więc do drzwi wejściowych od sypialni i zacząłem odtwarzać cały swój poranek, krok po kroku - wstałem, przeszedłem do łazienki, wróciłem do sypialni, zszedłem na dół, „zrobiłem” nieistniejącą kawę, wszedłem do gabinetu, „otworzyłem” kilka listów, wyszedłem, wróciłem - powtarzałem tę trasę niemal co do kroku, zaglądając w każde miejsce, w którym mogłem coś położyć. „Nic. Kurwa” - zaczynałem podejrzewać, że to sam dom postanowił zrobić mi na złość. W końcu jego poprzednia właścicielka zdecydowanie miała bardzo specyficzne poczucie humoru, może nam go sprezentowała, ale Merlin sam wiedział, co tu zostawiła, po Ellie można było się spodziewać wszystkiego.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
03.09.2026, 20:27  ✶  
Nie słyszałem kroków, nie widziałem żadnego ruchu, nie mogłem nawet stwierdzić, kiedy to wszystko się działo, ale… Wtedy zobaczyłem coś jeszcze - na kurzu przy szafce, na podłodze znajdowały się drobniutkie ślady, prawie niezauważalne odciski czegoś stosunkowo lekkiego - przykucnąłem zatem przy nich i przyjrzałem się im bliżej. Były małe, zaokrąglone i miały coś, co przypominało odciśnięte paluszki zakończone drobnymi, ale ostrymi pazurkami… Złapałem się za nasadę nosa i wypuściłem powietrze, bo oczywiście - oczywiście, że to nie była klątwa - oczywiście, że nie miałem włamywacza, poltergeista ani problemów z pamięcią. Nagle wszystkie rzeczy zaczęły układać się w jedną, absurdalną całość. Westchnąłem, nie miałem pojęcia, co nowego zamieszkało w moim domu, ale najwyraźniej miało bardzo lepkie łapki.
Po pół godzinie przeszukiwałem już dom w sposób, który z boku musiał wyglądać absurdalnie, ale na tym etapie przestałem przejmować się czymkolwiek innym, ponad to, aby dojść do sedna tego pierdolnika, szczególnie że byłem tu całkowicie sam… No, może nie dosłownie, gdyż w tym momencie byłem też już niemal pewien, że coś mieszkało w naszym domu, chociaż nie potrafiłem powiedzieć, co takiego. Przejrzałem wszystkie miejsca, w których mogło ukryć się coś większego od szczura, ale nie znalazłem ani śladów, ani sierści, ani odchodów, ani nawet charakterystycznego, ostrego zapachu tchórzliwego złodzieja - jeżeli miałem do czynienia ze zwierzęciem, musiało być niewielkie, sprytne i zdecydowanie zbyt dobrze przystosowane do unikania człowieka, a przede wszystkim… Miało wprost, kurwa, doskonały gust. Zniknęła moja zapalniczka… Potem scyzoryk… Potem pierścień i naszyjnik, który ledwo co przyniosłem, chociaż nie wiedziałem, czy to drugie nie miało się dla tego czegoś akurat bardzo źle skończyć, ponieważ na perłach prawie na pewno ciążyła lekka klątwa…
Tak czy inaczej, to wszystko zaczynało wyglądać na celowe, inteligentne chomikowanie, pamiętałem bowiem dokładnie, że odłożyłem go na biurku, przy jednej, konkretnej księdze, której nie sposób było pomylić z żadną inną, bo ważyła tyle, że człowiek mógłby nią zabić innego człowieka - albo stworzenie, jeśli była taka potrzeba - bez użycia magii… Leżał obok stosu dokumentów, które od kilku dni obiecywałem sobie uporządkować, a których ostatecznie nawet nie dotknąłem, bo ilekroć próbowałem się za to zabrać, znajdowałem coś znacznie pilniejszego do zrobienia. Wyciągnąłem wszystko z półek, przewertowałem przegródki - nadal nic - otworzyłem szuflady, sprawdziłem szkatułkę z papierami, zajrzałem do szafy, pod łóżko, za komodę i nawet pod dywan, chociaż sam nie wiedziałem, czego właściwie się tam spodziewałem, i przy tym ostatnim poczułem już, że zacząłem obrażać własną inteligencję.

Wielki człowiek wrócił.
Ono przycisnęło się do swojego schowka i przestało oddychać na tyle, na ile potrafiło. Wielki człowiek przeszedł obok. Zajrzał pod komodę. Zajrzał za komodę. Zajrzał nawet pod dywan.
Ono uznało to za wyjątkowo zabawne.
Kiedy człowiek odszedł, wystawiło łapkę i dotknęło zdobyczy.
Zabrzęczała ponownie.
Ono cofnęło łapkę.
Czekanie było trudne.
Zwłaszcza kiedy łapka swędziała.
Bardzo swędziała.
Ale udało się.
To było dobre.
Miało teraz kilka rzeczy.
Człowiek tymczasem chodził w kółko, otwierał i zamykał szafki, czasami mówił coś do siebie pod nosem. Jego głos miał w sobie coraz więcej irytacji. Ono nie rozumiało, dlaczego człowiek był taki zły.
Przecież rzeczy wracały.
Czasami.
Łapki zatrzymały się na moment, kiedy człowiek podszedł bardzo blisko.
Potem odszedł.
Przedmiot został przesunięty.
Jeszcze trochę.
Zniknął w ciemności.
Idealne miejsce na skarb.
A przecież skoro człowiek miał tyle skarbów, można było pożyczyć jeszcze jeden.
Albo dwa.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
03.09.2026, 21:01  ✶  
Coś działo się w naszym miejscu zamieszkania, a ponieważ moje doświadczenie zawodowe nauczyło mnie, że rzeczy niewytłumaczalne zwykle stawały się bardzo szybko rzeczami niebezpiecznymi, zacząłem szukać źródła problemu. Ślady łapek już miałem, pozostawało mi tylko ustalić, co dokładnie łaziło po moim terenie i dlaczego, zamiast zrobić wokół siebie zwykłe zamieszanie albo po prostu coś rozpierdolić i wypaść przez drzwi, uznało za dobry pomysł zabieranie mi rzeczy. Nie mogło tak być, nim się obejrzałem, zacząłem ustawiać niewielką pułapkę - co prawda, nie miałem pojęcia, co próbowałem złapać, więc siłą rzeczy nie mogłem przygotować niczego szczególnie wyrafinowanego, ale podjąłem próbę - rozłożyłem kilka drobnych przedmiotów w miejscach, które wcześniej już sprawdzałem, po czym usiadłem w fotelu z różdżką opartą o kolano. Nie zamierzałem rzucać zaklęć na ślepo, rzecz jasna, jeżeli rzeczywiście miałem do czynienia z jakimś stworzeniem, nie chciałem zrobić mu krzywdy, przynajmniej dopóki nie dowiedziałem się, dlaczego kradło moją własność i po chuj mu była potrzebna. Minęło pięć minut… Potem dziesięć… Nic.
Zacząłem się zastanawiać, czy całe przedsięwzięcie nie było kompletną stratą czasu, wraz z upływem którego zacząłem być coraz bardziej świadomy usypiania na warcie, ruszyłem zatem do kuchni, aby zrobić sobie kawę… Nastawiłem wodę, wsypałem na oko zawartość do kubka, sięgnąłem po łyżeczkę, sięgnąłem po łyżeczkę– sięgnąłem… Po. Łyżeczkę. Wtedy jeden z pozostawionych tam, zupełnie niezwiązanych z pułapką przedmiotów zniknął, nie przesunął się, nie spadł, po prostu przestał leżeć na swoim miejscu. „Kiedy, kurwa, dlaczego, jak?!
Rzeczą, która zginęła, był wspomniany sztuciec, w po nim… Również mój nóż - jeden z wielu, chociaż wcale nie poprawiło to sytuacji - nie był on szczególnie cenny, nie miał żadnej historii, w przeciwieństwie do łyżeczki, nie należał do rodziny ani nie został podarowany mi przez bliskiego człowieka, którego później zamordowano w wyjątkowo nieprzyjemnych okolicznościach, był po prostu dobrym, porządnym nożem, który miałem od kilku lat i którego używałem do wszystkiego, do czego rozsądny człowiek używał noża, a czasem również do rzeczy, do których ktoś taki zdecydowanie powinien znaleźć sobie inne narzędzie. Wiedziałem, gdzie go zostawiłem, to było najgorsze, nie miałem żadnego poczucia, że mogłem go odłożyć gdzie indziej, żadnej pustki w pamięci, żadnego podejrzanego momentu zapomnienia, którego nie potrafiłem odtworzyć. Pamiętałem, że po południu odkroiłem nim kawałek chleba, przetarłem ostrze szmatką i odłożyłem nóż na blat w kuchni, obok - kurwa - łyżeczki, dokładnie obok deski do krojenia, potem wyszedłem z pomieszczenia i zacząłem zabawę…
A teraz, kiedy wróciłem, ani tego, ani tego nie było - skurwysyn mieszkający w naszym domu właśnie dodatkowo się uzbroił.

Było cicho.
To była dobra chwila na schowanie czegoś, bo cicho znaczyło bezpiecznie, a bezpiecznie znaczyło, że można było wyjść ze swojej kryjówki, przejść kawałek i zabrać następną rzecz. Łapki poruszały się ostrożnie, jedna po drugiej, bardzo blisko podłogi, a paluszki zaciskały się na nie jednym, lecz dwóch znalezionych przedmiotach z ogromną ostrożnością. Nie były potrzebne. Właściwie nie wiadomo było, do czego służyły, ale był interesujące, błyszczały i pachniały również innym człowiekiem, więc zdecydowanie zasługiwały na miejsce w kolekcji.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
03.09.2026, 21:43  ✶  
Człowiek był bardzo dziwny. Nie krzyczał. Nie rzucał rzeczami. Nie odchodził. Chodził i patrzył. Potem siedział i znowu chodził. Obserwował.
To było niebezpieczne.
Łapki cofnęły się powoli.
Potem jedna z nich potrąciła coś małego.
Metaliczny dźwięk poniósł się po pomieszczeniu.
Głośno. Za głośno.
Człowiek podniósł głowę.
Łapka znieruchomiała.
Przez moment oboje patrzyli w tę samą stronę.
Potem trzeba było uciekać.
Szybko.
Za mebel, przez szczelinę, pod coś miękkiego, dalej. Jedna rzecz została po drodze. Nie można było po nią wrócić, bo człowiek był już za blisko. Należało się przyczaić.
A potem można było zabrać jeszcze jedną rzecz.
Tylko jedną.
Na pewno tylko jedną.


Przez moment pomyślałem, że to mógł być szczur, ale szczury raczej nie miały zwyczaju chować przedmiotów nie nadających się do jedzenia, a przynajmniej nigdy nie spotkałem takiego, który miałby podobne zainteresowania. Stanąłem przy parapecie okiennym w salonie, z różdżką w dłoni, wpatrując się w pustą przestrzeń, na której jeszcze przed chwilą znajdował się kolejny należący do mnie przedmiot, kiedy kątem oka zauważyłem coś poruszającego się przy fotelu. Cień przemknął niemal niepostrzeżenie, moment później usłyszałem głośny dźwięk czegoś ciężkiego toczącego się po drewnianej podłodze, zanim jednak udało mi się ruszyć z miejsca, sprawcy już nie było…

af ◉◉◉◉○ na odzyskanie przedmiotu #1
Rzut PO 1d100 - 92
Sukces!


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
03.09.2026, 22:40  ✶  
Ono było bardzo zmęczone. Brzuch bolał je z głodu, ale poza tym przynajmniej było mu ciepło i przez chwilę mogło odpocząć. Futro było miękkie. Pod futrem miało kilka rzeczy. Lubiło je mieć blisko siebie. Były błyszczące, pachniały ciekawie i dawały mu poczucie bezpieczeństwa.
Nie wiedziało nawet, gdzie dokładnie się znajdowało. Wiedziało tylko, że wcześniej było zimno, głośno i strasznie, a tutaj było ciepło. Dlatego weszło do środka i schowało się w ciemnym miejscu. Potem znalazło pierwszą błyszczącą rzecz. Zabrało ją. Później znalazło następną. Też ją zabrało. Nie robiło tego, żeby kogoś złościć. Ono po prostu lubiło błysk.
Teraz coś spadło z jego futra. Ono otworzyło oczy. Perły leżały na podłodze. Przestraszyło się. Podniosło łapkę i próbowało je przyciągnąć do siebie, ale wtedy zobaczyło człowieka. Człowiek patrzył na nie. Ono znieruchomiało i skuliło się jeszcze bardziej. Jego uszy opadły. Brzuch znowu zaburczał. Ono było głodne. Bardzo głodne. Człowiek powiedział coś cicho, ale nie rozumiało. Przysunęło do siebie łapki i mocniej przycisnęło schowane rzeczy. Nie chciało ich oddać. Bało się, że jeśli je odda, człowiek do niego doskoczy i wyrzuci je na zewnątrz. A na zewnątrz było zimno. Ono nie chciało wracać na zewnątrz. Naprawdę nie chciało.


Przez kilka sekund naprawdę nie wiedziałem, co właściwie zobaczyłem, ponieważ stworzenie było tak nieruchome, że w pierwszej chwili uznałem je za fragment jakiegoś materiału, może puchaty kapeć mojej żony, może jakąś futrzaną czapkę jej babci - zatrzymałem się i powoli pochyliłem głowę, przygotowany na kolejną porcję przeprawy z ginącymi i pojawiającymi się rzeczami, której miałem już serdecznie dosyć - dopiero później dostrzegłem lekko poruszający się nos, zaokrąglone łapki i futro, z którego wystawały rzeczy, których zdecydowanie nie powinno tam być, a potem z tego futra, bardzo powoli, wysunął się zaginiony naszyjnik z pereł i z cichym stuknięciem spadł na podłogę…
Dopiero wtedy rozpoznałem w zwierzęciu to, czym było, mianowicie zabiedzonego, lekko brudnego i rozczochranego niuchacza, dzikiego, co wyjaśniało zdecydowanie więcej, niż chciałem przyznać, szczególnie że stworzenie spało sobie w najlepsze, całkowicie nieprzejęte faktem, iż przez pół dnia doprowadzało mnie do szału, kradnąc wszystko, co uznało za interesujące. Tym razem nie ruszyłem się od razu, stanąłem przy ławie i patrzyłem na niego przez dobre kilkadziesiąt sekund, próbując rozłożyć sytuację na części, tak jak robiłem to, kiedy ktoś przynosił mi przedmiot, który według niego był nawiedzony, przeklęty, opętany albo po prostu wyjątkowo niefortunny, nie mogłem jednak zamierać tak przez wieki, zrobiłem zatem krok i…
Wtedy niuchacz uchylił jedno oko, zobaczył mnie i natychmiast wtulił pyszczek w futro, próbując zniknąć w sobie i udawać kulkę.
- No spoko. - Mruknąłem cicho, spojrzawszy na perły, potem znów na niego. - Czyli to ty. - Nie odpowiedział, rzecz jasna, tylko przysunął do siebie łapką kolejny skradziony przedmiot.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#8
03.09.2026, 23:18  ✶  
Nie ruszałem się przez dłuższą chwilę, bo po wszystkim, co wydarzyło się tego dnia, uznałem, że najlepszą strategią będzie pierwszy raz od wielu godzin niczego nie dotykać - niuchacz obserwował mnie spod przymrużonych powiek, wyraźnie rozdarty pomiędzy instynktem nakazującym mu uciekać a zauważalnie targającym nim zmęczeniem, które sprawiało, że nawet podniesienie głowy najpewniej wiązało się z wysiłkiem - im dłużej na niego patrzyłem, tym wyraźniej widziałem, że nie tylko był chudy, ale wręcz niepokojąco lekki i kościsty, jego gęste futro miało matowy połysk, miejscami było posklejane, a pod nim odznaczały się kości, których u zdrowego zwierzęcia zdecydowanie nie powinienem był widzieć tak wyraźnie.
Wyciągnąłem powoli rękę, ale zatrzymałem ją w połowie drogi, bo nawet jeśli nie znałem się na opiece nad niuchaczami, znałem się za to na stworzeniach, które reagowały agresją ze strachu, więc wiedziałem, że najgorszym pomysłem było narzucanie mu mojej obecności i wymuszanie dotyku - w dodatku ten konkretny osobnik był dziki, diabli wiedzieli, czy nie chory na coś, czym mógłbym się zarazić po zostaniu ugryzionym w palec - nie wiedziałem, skąd się tutaj wziął, jak długo ukrywał się w domu ani czego dokładnie tu poszukiwał, mogłem tylko założyć, że musiał przed czymś uciekać, skoro wolał spać w kącie obcego domu, kuląc się pod meblami, niż szukać schronienia gdzie indziej. Najrozsądniej było dać mu chwilę, opuściłem więc pomieszczenie, licząc na to, iż nie podjąłem kolejnej głupiej decyzji.

Brzuch zaburczał mu jeszcze raz. Nie ruszyło się, kiedy człowiek wyciągnął rękę. Zamarło pod fotelem i tylko patrzyło na niego szeroko otwartymi oczami. Nie wiedziało, co człowiek chciał zrobić. Łapki mocniej zacisnęły się na schowanych rzeczach. Paluszki z pazurkami wbiły się w futerko i to, co skrywało się w kieszonce pod nim, jakby mogły w ten sposób zatrzymać wszystko przy sobie.
Było gotowe uciekać, ale nie miało siły.
Brzuch bolał coraz mocniej. Ono chciało jeść, chciało spać i chciało znaleźć miejsce, w którym nikt go nie znajdzie.
Nie rozumiało, dlaczego człowiek odszedł, ale patrzyło na niego, gdy odchodził. Przez chwilę bało się, że zaraz wróci, więc nie poruszało się wcale. Jego łapki nadal obejmowały skradzione rzeczy. Perły leżały obok jego brzuszka, więc szybko przyciągnęło je do siebie i schowało pod futrem. Dopiero kiedy nie usłyszało kroków, powoli uniosło głowę. Było cicho. Nie było krzyku. Nie było gonienia. Nie było zimna.
Ono było nadal przestraszone, ale strach trochę zelżał. Nos poruszył się kilka razy. W powietrzu czuło zapach człowieka, drewna i czegoś dobrego, czego nie potrafiło znaleźć. Żołądek znowu zaburczał. Niuchacz usiadło i przez chwilę patrzyło w stronę drzwi. Człowiek naprawdę nie wracał.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
03.09.2026, 23:52  ✶  
Wróciłem do salonu z miską jedzenia i miseczką wody, które postawiłem na podłodze w bezpiecznej odległości od niuchacza, nie podchodziłem bliżej, widziałem wystarczająco dużo przerażonych stworzeń, żeby wiedzieć, że nawet najlepsze intencje mogły wyglądać bardzo groźnie, kiedy człowiek był kilkanaście razy większy od nieoswojonego zwierzęcia, usiadłem więc na podłodze, oparłem plecy o kanapę i czekałem.
Niuchacz popatrzył na miskę, potem na mnie, znowu na miskę… Miałem wrażenie, że prowadził w głowie bardzo skomplikowane obliczenia dotyczące tego, czy jedzenie było warte ryzyka, nie zamierzałem mu w tym zatem przeszkadzać, sam zresztą nie wiedziałem, czym dokładnie powinienem był go nakarmić, więc podałem mu to, co uznałem za bezpieczne, czyli kocie żarcie, i miałem nadzieję, że nie miało się to skończyć kolejną katastrofą.
Po kilku minutach wysunął się spod mebla, najpierw pojawił się nos, potem głowa, a następnie całe ciało, mały poruszał się nisko przy ziemi, zatrzymując się co kilka kroków, kiedy wreszcie dotarł do miski, jeszcze raz na mnie spojrzał - nie ruszyłem się - w końcu zaczął jeść, robiąc to zdecydowanie za szybko, przez co przeszło mi przez myśl, że chyba powinienem był podać mu mniejszą porcję, ale po tym, jak wyglądał, nie miałem serca mu jej odbierać ani żałować. Jadł łapczywie, czasem zatrzymując się tylko po to, żeby złapać oddech i znowu ocenić to, czy byłem zagrożeniem, ja tymczasem patrzyłem na niego i czułem coraz większe wyrzuty sumienia, chociaż przecież nie miałem pojęcia, że przez cały ten czas pod moim dachem ukrywało się głodne zwierzę, ani jak powinienem postąpić z nim teraz. Prue nie miała wrócić w domu jeszcze przez wiele godzin, natomiast niuchacz naprawdę mocno się zestresował i tylko na chwilę zajął się jedzeniem, później mógł ponownie zacząć kraść przypadkowe, momentami niebezpieczne dla niego przedmioty, więc uznałem, że nie mogłem zbyt długo czekać - nadeszła pora zawezwać profesjonalne wsparcie…

Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (3322)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa