03.09.2026, 19:09 ✶
Człowiek, który regularnie wracał do domu z całą masą różnych, czasami całkowicie nieprzydatnych, bezsensownych lub zwyczajnie cudzych przedmiotów w kieszeniach, a własne zostawiał w miejscach, których później nie potrafił sobie przypomnieć, nie powinien zbyt szybko oskarżać rzeczywistości o działanie przeciwko niemu. Nie należałem do ludzi, którzy szczególnie długo przejmowali się tym, że nie mogli znaleźć jakiejś pierdoły, życie było na tyle skomplikowane i krótkie, aby nie potrzebować jeszcze zaprzątać sobie głowy podobnymi problemami, przynajmniej dopóty, dopóki się nie nawarstwiały i nie zaczynały przypominać powtarzalnego wzoru.
Pierwszym przedmiotem, którego nie mogłem znaleźć był klucz do jednej ze skrzynek skrywających ingrediencje rytualne, zniknął ze swojego dotychczasowego miejsca, więc przeszukałem kieszenie, blat, szuflady i nawet kosz z praniem oraz przedsionek przy tylnych drzwiach prowadzących do ogrodu, ponieważ pamiętałem, że poprzedniego wieczoru zdejmowałem spodnie właśnie w tym miejscu, by nie nanieść błota na świeżo umyte deski podłogowe - klucza tam jednak nie było w końcu machnąłem ręką i uznałem, że pewnie wpadł gdzieś pod jakiś mebel, więc wziąłem zapasowy, następnie bez dalszej analizy sytuacji wychodząc do pracy…
Łapki odczekały.
Raz.
Dwa.
Trzy.
Człowiek nie wracał.
Można było wyjść.
Najpierw ostrożnie wysunęła się jedna łapka, potem druga. Pozyskany przedmiot został pociągnięty bliżej. Trzeba było go przenieść. Wszystko należało schować, zanim człowiek wróci.
Pierwszym przedmiotem, którego nie mogłem znaleźć był klucz do jednej ze skrzynek skrywających ingrediencje rytualne, zniknął ze swojego dotychczasowego miejsca, więc przeszukałem kieszenie, blat, szuflady i nawet kosz z praniem oraz przedsionek przy tylnych drzwiach prowadzących do ogrodu, ponieważ pamiętałem, że poprzedniego wieczoru zdejmowałem spodnie właśnie w tym miejscu, by nie nanieść błota na świeżo umyte deski podłogowe - klucza tam jednak nie było w końcu machnąłem ręką i uznałem, że pewnie wpadł gdzieś pod jakiś mebel, więc wziąłem zapasowy, następnie bez dalszej analizy sytuacji wychodząc do pracy…
Łapki odczekały.
Raz.
Dwa.
Trzy.
Człowiek nie wracał.
Można było wyjść.
Najpierw ostrożnie wysunęła się jedna łapka, potem druga. Pozyskany przedmiot został pociągnięty bliżej. Trzeba było go przenieść. Wszystko należało schować, zanim człowiek wróci.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)