Sam zwyczaj składania ofiar wodom nie był szczególnie skomplikowany, przynajmniej dopóki nie nie zaczęło się czytać o wszystkich lokalnych odmianach rytuału, wyjątkach, zakazach i drobnych różnicach między tym, co wolno było wrzucić do wody w określonym miejscu, a tym, za co można było dostać po głowie od bóstwa, opiekuna źródła, ducha rzeki albo innej istoty, która uznała się za właściciela akurat tego kawałka mokrej nawierzchni - uznałem więc, iż skoro pomysł powstał, lepiej było zrobić to od razu, jeszcze zanim moja druga połówka dorwała się do adekwatnych zasobów literackich, których przyswajanie mogło zająć jej resztę długich wieczorów pozostałych jeszcze tej jesieni, chociaż jednocześnie ani przez chwilę nie wątpiłem, iż Pruey zdążyła już co nieco wyczytać i przetworzyć, inaczej by nam tego przecież nie zaproponowała, bo - jak i ja - sama z siebie nie była przesadnie religijna i nie sądziłem, aby akurat dzisiaj, choćby nawet pod wpływem uniesienia pod postacią boskich deserów Bertiego Botta, uległo to nagłej zmianie.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)