• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[21/10/72] As the river flows to the sea | Benjy, Prue

[21/10/72] As the river flows to the sea | Benjy, Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
Wczoraj, 21:27  ✶  
Jesień, która od kilku tygodni konsekwentnie próbowała przekonać nas, że Anglia nie została stworzona do życia, akurat tego dnia odpuściła sobie deszcz, wiatr i wszystkie pozostałe argumenty na rzecz pozostania pod dachem przy grzańcu i rozpalonym kominku, zostawiając po sobie chłodne, przejrzyste powietrze, blade słońce przesuwające się nisko nad dachami i drzewa, które gubiły wielobarwne liście, kiedy więc padła propozycja, żeby po obiedzie zjedzonym przez nas podczas otwarcia „Zaklętej Łyżeczki” wybrać się jeszcze do Doliny Godryka i złożyć ofiary wotywne tamtejszym wodom, uznałem, że właściwie nie miałem żadnego sensownego powodu, żeby zaprotestować. Cóż, lata mijały, rzeczy się działy, a ponieważ nie nauczyłem się jeszcze, że większość moich życiowych problemów zaczynała się właśnie od zdań w rodzaju „właściwie nie mam żadnego sensownego powodu, aby”, zabrałem płaszcz z oparcia krzesła w restauracji i ruszyłem za Prue, dotrzymując żonie kroku w kierunku, który nam obrała. Miałem przy tym świadomość, że nasze spacery rzadko kończyły się dokładnie tam, gdzie planowaliśmy, ponieważ w moim przypadku zwykłe wyjście po pieczywo potrafiło zakończyć się rozmową z aurorem, interwencją przy jakiejś bramie albo przynajmniej koniecznością wyciągania różdżki z powodu czegoś, co według wszelkich praw natury nie powinno było się wydarzyć, ale tym razem liczyłem na odrobinę spokoju, tym bardziej że cel mieliśmy przecież szczytny.
Sam zwyczaj składania ofiar wodom nie był szczególnie skomplikowany, przynajmniej dopóki nie nie zaczęło się czytać o wszystkich lokalnych odmianach rytuału, wyjątkach, zakazach i drobnych różnicach między tym, co wolno było wrzucić do wody w określonym miejscu, a tym, za co można było dostać po głowie od bóstwa, opiekuna źródła, ducha rzeki albo innej istoty, która uznała się za właściciela akurat tego kawałka mokrej nawierzchni - uznałem więc, iż skoro pomysł powstał, lepiej było zrobić to od razu, jeszcze zanim moja druga połówka dorwała się do adekwatnych zasobów literackich, których przyswajanie mogło zająć jej resztę długich wieczorów pozostałych jeszcze tej jesieni, chociaż jednocześnie ani przez chwilę nie wątpiłem, iż Pruey zdążyła już co nieco wyczytać i przetworzyć, inaczej by nam tego przecież nie zaproponowała, bo - jak i ja - sama z siebie nie była przesadnie religijna i nie sądziłem, aby akurat dzisiaj, choćby nawet pod wpływem uniesienia pod postacią boskich deserów Bertiego Botta, uległo to nagłej zmianie.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#2
Wczoraj, 22:02  ✶  

Szkoda było nie skorzystać z okazji jaka się nadarzyła. Ten dzień był wyjątkowo przyjemny jak na tę porę roku, być może natura sugerowała, aby wyjść z domu póki jeszcze istniała taka możliwość, bo później miało być tylko gorzej. Nie, żeby Prudence to jakoś specjalnie przeszkadzało. Lubiła zaszywać się w fotelu pod kocem, otoczona książkami, z kubkiem herbaty, albo czegoś mocniejszego w ręku. Nie był to jednak jeden z tych dni, które warto było marnować. Jakimś cudem udało im się dostać do zupełnie nowej restauracji Bertiego Botta, zjeść wyjątkowo smaczny posiłek, dzięki czemu mieli jeszcze sporo energii do wykorzystania.

Pomysł pojawił się szybko - nie było to dla nich nic nowego. To znaczy dla nich razem, dla samej Prue była to spora zmiana - kiedyś bardzo dokładnie planowała każdy swój krok, teraz przy Benjym jej życie wyglądało zupełnie inaczej, co wcale nie oznaczało, że nie była zadowolona z tej zmiany. Odrobina spontaniczności okazywała się wcale nie być taka najgorsza.

Rytuał, rytuał właściwie nie był szczególnie skomplikowany, a przynajmniej tak mogło się wydawać. Przeczytała nieco na jego temat i zastanawiała się, gdzie dokładnie powinni się udać. Złożenie wodom ofiary brzmiało bardzo ogólnikowo - bo można było pod tym identyfikować właściwie wszystko. Sadzawki, torfowiska, jeziora, czy kałuże też mogły się zaliczyć do wód? Nie, to chyba byłaby lekka przesada. - Tak sobie myślę, że torfowiska to chyba nie najgorszy pomysł. To może być miejsce, którego szukamy. - Jeśli coś miało w pełni należeć do Doliny Godryka to one raczej nie były z tych do ruszenia, nie mogły też zbyt szybko wyparować, więc to odpowiadałoby temu, czego szukali.

- Myślisz, że uda nam się jeszcze gdzieś dostać wianki? Pewnie mają tutaj masę miejsc, w których można je dostać. - Zbliżał się sabat, całkiem oczywiste było to, że ludzie postanowią przygotować się do święta. Nawet ci mniej religijni jak oni nie mieli nic przeciwko temu, aby w takim czasie podążać za tradycją. Praktykowano je nie bez powodu, nie było sensu, aby się temu sprzeciwiać, był to taki czas, w którym wolałaby jednak nie ryzykować rozzłoszczenia jakiejś siły wyższej - nie kiedy w końcu jej życie zaczęło się układać.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
9 godzin(y) temu ✶  
Nie mogłem powiedzieć, iż czasami nie czułem się tak, jakby moja matka miała rację i „bogowie mnie opuścili” - wręcz przeciwnie, przynajmniej jeszcze jakiś czas temu, byłem w stanie z powodzeniem stwierdzić, iż ewidentnie im kiedyś czymś jakoś podpadłem - obecnie moje życie zaczęło zmieniać się na lepsze, nie dało się tego nie zauważyć, zwłaszcza że czasami nadal czułem się zaskoczony biegiem wydarzeń, nie oznaczało to jednak, że zamierzałem klękać przed każdą kałużą i składać jej ofiary w nadziei, że kiedyś zostanę wpisany na listę ulubionych wyznawców jakiegoś bóstwa wodnego i dzięki temu los już zawsze będzie nam sprzyjał. Szanowałem wiarę, owszem, w tym sensie, w jakim człowiek wychowany w naszym świecie przyjmował do wiadomości istnienie rzeczy, których nie dało się sprowadzić do prostych praw fizyki, ale nigdy nie należałem do ludzi, którzy chylili głowę, zatrzymując się przed każdym ołtarzem i traktowali każdą tradycję niczym drobiazgową instrukcję obsługi wszechświata. W opatrzność bytów wyższych wierzyłem mniej więcej w takim stopniu, w jakim wierzyłem w istnienie innych rzeczy, których mechaniki działania nie rozumiałem jeszcze od samego początku do samego końca, ale których skutki zdarzało mi się obserwować na własne oczy i odczuwać na swojej skórze, co w praktyce oznaczało, że traktowałem jej istnienie jako całkiem prawdopodobne i wolałem nie sprawdzać osobiście, jak cierpliwi potrafili być ci, którzy mieli ją zsyłać, kiedy ktoś zaczął nieopatrznie za bardzo podważać ich kompetencje - czym innym była odrobina zdrowej kpiny, czym innym zachowywanie się aż nadto heretycznie, szczególnie gdy dało się tym samym przypadkiem wywołać coś, czego później nie sposób było przekonać, żeby wróciło tam, skąd przyszło. Z rytuałami sprawa wyglądała zupełnie inaczej, ponieważ w przeciwieństwie do wiary miały fizycznie weryfikowalne zasady, odrobinę bardziej obliczalne matematycznie mechanizmy, statystycznie istotne podobieństwa w wariantach regionalnych i całkiem konkretne konsekwencje źle wykonanych albo pominiętych etapów, a to było już coś, co doskonale rozumiałem. Klątwy, obrzędy, zaklęcia ochronne, ofiary, symbole, odpowiednia kolejność gestów i dobór przedmiotów, zależności pomiędzy miejscem a tym, co próbowało się w nim osiągnąć, wszystko to należało do tej części magii, w której bardziej niż pobożność liczyła się wiedza, dlatego słysząc Prue rozważającą torfowisko, spojrzałem w stronę, o której wspomniała.
Przez sekundę obserwowałem ciemniejszy pas terenu za pobliskimi drzewami, próbując przypomnieć sobie, co właściwie wiedziałem o tutejszych wodach, zamiast od razu kiwnąć głową albo przyjąć, że każde bagienko w promieniu pięciu mil stanowiło lokalne sanktuarium.
- Bszmi spoko. - Przyznałem jej rację właściwie od razu, nawet jeśli na swój sposób, bo nie zamierzałem robić z tego żadnego szczególnie podniosłego wniosku. Znałem różnice pomiędzy wodą bieżącą, stojącą i gruntową, mineralną i destylowaną, ognistą, przegotowaną, filtrowaną i tak dalej, i tak dalej, taka w torfowisku natomiast brzmiała całkiem w porządku, jak na to, co planowaliśmy zrobić.
- Na pewno jakiś dostaniemy. - Rzuciłem, patrząc w stronę zabudowań centrum miasteczka majaczących na horyzoncie - po tym wszystkim, co się tutaj wydarzyło - w Dolinie Godryka przed sabatem ludzie pewnie sprzedawali wianki nawet tym, którzy przyszli tylko po mleko, miód i bułki z lokalnego wypieku. - A jeśli nie, znajdziemy coś, co się nada. W najgolszym lasie sam ci zlobię. - Ostatnie zdanie powiedziałem tonem kogoś, kto właśnie zaoferował jej usługę wymagającą niezwykłych umiejętności manualnych, chociaż prawda była taka, że moje ostatnie doświadczenie w tej dziedzinie skończyło się na kilku próbach splecenia roślin podczas Mabon i finalnym efekcie, którego rezultaty przypominały raczej gniazdo po bardzo zdenerwowanym ptaku niż cokolwiek, co można było z szacunkiem złożyć w dziękczynnym wotum.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#4
3 godzin(y) temu ✶  

Prudence być może nie była szczególnie wierząca, jednak wiara miała wpływ na kulturę, a że sabaty od zawsze były taktowane odpowiednio to i do nich podchodziła z należytym szacunkiem. Być może nie chodziła do kowenu co niedzielę, jednak traktowała na całkiem poważnie te wyróżnione dni. Nie chciałaby przypadkiem podpaść komuś wyżej, było to poniekąd zabezpieczeniem z jej strony, bo co jeśli jednak faktycznie coś tam było. Rytuały miały swoją moc, praktykowano je od lat, w to nie wątpiła, korzystano z nich bowiem w różnych przypadkach, miały sens. Właśnie dlatego uważała, że odpowiednie przygotowanie do Samhain było istotne. Szczególnie po tym, co wydarzyło się w Beltane - szeptano o tym bardzo długo i choć nie była świadkiem tych wydarzeń to nie wydawało jej się, aby można zmyślić to wszystko. Jako, że Samhain było przeciwstawne do Beltane to można było wywnioskować iż w te noc również coś się wydarzy, lepiej dmuchać na zimne i podjąć wszystkie możliwe kroki, niż później pluć sobie w brodę, że się tego nie zrobiło.

Właśnie dlatego znaleźli się w Dolinie Godryka, by podjąć odpowiednie kroki. Punktem pierwszym na liście było wyznaczenie odpowiedniego zbiornika wodnego. To mogło się wydawać całkiem łatwe, jednak pozory bywały mylące. Głupio byłoby już na pierwszym punkcie się wyłożyć. Właśnie dlatego przez chwilę zastanawiała się nad klasyfikacją zbiorników wodnych i podmokłych. Torfowiska, które zaproponowała wydawały jej się być odpowiednie, czytała zresztą o tym, że składano na nich ofiary, więc czemu by nie udać się właśnie tam.

- Jak brzmi spoko, to spoko, to tam pójdziemy. - Mieli zgodność, co do wyboru lokalizacji, zaczynało się wcale nie najgorzej, zresztą miała wrażenie, że rzadko kiedy się sprzeczali, więc nie powinno jej to wcale zdziwić.

- Też mi się tak wydaje, powinny być już nawet jakieś sezonowe stoiska. - Każdy chciał zarobić, jedni robili to podczas sabatu inni przed nim, nie widziała w tym niczego złego, zwłaszcza, że akurat te przedmioty były faktycznie potrzebne do wykonania rytuału. Nie miała żadnych oczekiwań związanych z wiankiem, bo i tak mieli je utopić, z drugiej strony może potrzebowali czegoś wyjątkowego, aby wody były zadowolone? Nie miała pojęcia, jak bardzo wybredne mogły być. Nie spotkała się z żadną literaturą związaną z tym tematem.

- Umiałbyś? - Uniosła sceptycznie brew, nie wydawało jej się, aby jej mąż posiadał jakoś mocno rozwinięte zdolności manualne, ale może coś się zmieniło na przestrzeni lat. Sama Prue również nie była szczególnie uzdolniona, jej brat w tym przypadku dostał całą ich pulę zostawiając ją praktycznie z niczym. Umiała jedynie ciąć równo skalpelem i to byłoby na tyle. - W sumie to chętnie bym zobaczyła jak Ci to idzie, myślisz, że wody byłyby zadowolone? - Bo przecież o nie chodziło przede wszystkim.

Wsunęła swoją dłoń pod jego ramie. Mieli wstępny plan, mogli zbliżyć się do zabudowań i zobaczyć, co właściwie działo się w Dolinie i czy były tu już rozstawione jakieś stoiska.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (931), Prudence Fenwick (827)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa