Sprawa działa się w Little Hangleton, nieopodal domu czarodzieja, który tej zimy opuścił granice kraju i udał się w podróż na południe Europy.
– Nikt nas nie obserwuje – zapewnił Lord Voldemort (!), na którego wpadłeś w miejscu, w którym się zapowiedział. Skóra w miejscu, gdzie miałeś wypalony Mroczny Znak zapiekła cię niemiłosiernie, a do twoich nozdrzy dotarł przytłaczający, męczący smród spalenizny. – Widziałem cię wtedy przez chwilę. Kogoś, kim chciałeś się stać. Widziałem twoje ambicje. Pomyślałem więc, że nie chcesz opuścić tej okazji.
Od razu poczułeś, jak sama obecność Czarnego Pana zaczyna męczyć twój umysł – przez cały czas nie opuszczało cię wrażenie napierania, jakby ktoś chciał wedrzeć się do środka, chociaż towarzyszący ci czarnoksiężnik opierał się nonszalancko o ścianę budynku i nie celował w sobie różdżką. Wydawało ci się, że jesteś bezpieczny, ale czy mogłeś mieć pewność? Pozostawało ci zaufać swoim umiejętnościom – a byłeś przecież ponadprzeciętnym oklumentą.
– Archibald Fraser – skinął głową w kierunku drzwi. – Jutro późnym wieczorem powinien wrócić do Anglii i rozglądać się za kolejnymi zleceniami i rynkiem zbytu tego, co zwiózł z Jugosławii. Przydałaby nam się jego ekspertyza, ale nie możemy pozwolić sobie na to, żeby postanowił później współpracować z kimś innym. Trzeba więc przekonać go do naszej sprawy, Nicholasie.