• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[29/09/1972] The programme will continue after this brief interruption

[29/09/1972] The programme will continue after this brief interruption
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
11.09.2026, 15:47  ✶  
Od samego rana miałem nieprzyjemne wrażenie, że ktoś się na mnie gapił. Obudziłem się z bólem czaszki rozlanym od skroni aż po kark, z językiem przyklejonym do podniebienia i z takim ciężarem w żołądku, że przez kilka długich minut leżałem bez ruchu, zastanawiając się, czy naprawdę musiałem wstawać, czy może istniał jakiś, jakikolwiek, choćby nawet skrajnie nierozsądny argument przemawiający za tym, żebym mógł pozostać pod kołdrą już do końca życia. Telepało mną przy tym od środka, chociaż w pokoju nie było szczególnie zimno, kiedy natomiast wreszcie zwlokłem się z łóżka, kolana miałem miękkie, plecy obolałe, ręce ciężkie, a każdy krok przypominał mi, że najwyraźniej poprzedniego dnia zrobiłem ze swoim organizmem coś wyjątkowo głupiego.
Tymczasowo zajmowane przeze mnie lokum było obskurne nawet przy najlepszym świetle, rano zaś wyglądało tak, jakby właściciel przed laty wygrał je w zakładzie i do tej pory nie znalazł wystarczająco dobrego powodu, żeby się go pozbyć, przy czym stety-niestety nie spłonęło ono w niedawnych pożarach, ale przynajmniej posłanie było ciepłe, miękkie i przez kilka ostatnich godzin stanowiło jedyne miejsce na świecie, w którym chciałem przebywać. Nie miałem jednak luksusu pozostania w czterech ścianach - musiałem wygrzebać się spod sterty pierzyn i ruszyć na spotkanie, którego nie mogłem odwołać, choćbym bardzo chciał, a chciałem bez wątpienia, klient tego konkretnego typu był jednak moim panem, przynajmniej dopóty, dopóki jego sprawa pozostawała na mojej głowie, więc ubrałem się, przełknąłem coś, co z można było nazwać „śniadaniem” tylko przy przyjęciu bardzo liberalnej definicji tego słowa, po czym wyszedłem na chłód jesiennego poranka, dalej dosłownie telepiąc każdym fragmentem ciała.
Zrobiłem tak właściwie tylko kilka kroków przypominających chód najebanego paralityka, zanim zauważyłem na końcu ulicy przedziwnie wyglądający cień, który swoim kształtem nie pasował do niczego, co znajdowało się w jego pobliżu - „stał” albo raczej „rozciągał się” przy murze, długi i cienki, rozlany po kamieniach pod kątem, którego nie potrafiłem przypisać żadnemu logicznemu fragmentowi okolicznej infrastruktury, ani człowiekowi, ani drzewu, ani latarni - nie wiedziałem nawet, co takiego dokładnie w nim wywołało we mnie na tyle niepokojące uczucie, iż zwróciłem na niego uwagę w tym stanie samopoczucia, może było to po prostu zawodowe spaczenie, lecz kiedy zatrzymałem się i spojrzałem uważniej, wbijając spojrzenie w nieoczekiwaną anomalię, ona tak po prostu zniknęła. „Puff!” - wyparowała, chociaż poza tym nie zmieniło się nic więcej, światło nie zaczęło padać pod innym kątem, zza drzew nie wychyliły się promienie słoneczne, nic takiego.
Uznałem zatem, że byłem zwyczajnie kurewsko niewyspany, prawdopodobnie mający zalążki grypy, więc coś musiało mi się przywidzieć, była to zresztą całkiem rozsądna diagnoza, biorąc pod uwagę ostatnie tygodnie, ilość roboty i fakt, że moje życie od pewnego czasu miało wyjątkowo kiepską tendencję do komplikacji, jeśli chodziło o dostarczanie mi powodów do odpoczynku. To po prostu musiała być kwestia złego światła, gorączki i mojej własnej skłonności do doszukiwania się kłopotów tam, gdzie ktoś rozsądny doszedłby do wniosku, że najwyżej jakaś ułamana albo pokrzywiona gałąź wygięła się pod naporem wilgotnych liści i silnego podmuchu jesiennego wiatru. Przetarłem oczy, przeklinając okoliczności i własną głupotę, ale kiedy kilka minut później obejrzałem się przez ramię, znów miałem pewność, że coś było nie tak i ktoś na mnie patrzył…

!Strach przed imieniem


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
11.09.2026, 15:47  ✶  
Słyszysz go. Słyszysz kroki czarnoksiężnika, który znajduje się tak blisko. Czujesz smród zgnilizny jego duszy. To omamy? Przez moment tak sobie wmawiasz, bo to lżejsze niż pogodzić się z prawdą, że być może jakaś część Niego będzie w tobie już na zawsze.
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
11.09.2026, 16:22  ✶  
Mój nastrój zdecydowanie nie poprawił się wraz z upływem dnia, przede wszystkim dlatego, że każda minuta spędzona poza łóżkiem wydawała mi się wiecznością, ale również dlatego, że wspomniany klient premium okazał się być dokładnie tak pomocny, jak można było przewidzieć po jego pierwszych, nieskładnych wyjaśnieniach. Dotarłem na miejsce spóźniony o kilka minut, czego nawet nie próbowałem usprawiedliwiać, bo mężczyzna dotarł jeszcze później ode mnie wyglądał na tyle nieszczęśliwie, że nie dało się nie dostrzec, iż miał własne problemy, z którymi sobie zdecydowanie nie radził, więc nie potrzebował jeszcze wysłuchiwania moich. Przyszedł do mnie z opowieścią o dziwnych odgłosach, gorącu i duchocie pojawiających się wyłącznie w jednym pomieszczeniu niedawno „okazyjnie” zakupionego przez niego mieszkania i czymś, co kilkakrotnie poruszyło się pod sufitem, lecz kiedy zacząłem zadawać konkretne pytania, większość odpowiedzi sprowadzała się do wzruszenia ramionami albo stwierdzenia, że „wszystko zaczęło się po pożarze”, dlatego po wysłuchaniu jego historii, obejrzeniu pomieszczenia i zadaniu jeszcze kilku pytań doszedłem do niechcianego, lecz jednocześnie jedynego rozsądnego wniosku, czyli tego, który wymagał ode mnie wspólnego spaceru na próg nieruchomości, wejścia do środka, pozostania na miejscu i najpewniej wykonania pełnej diagnostyki, chociaż teoretycznie miałem już garść domysłów, co to mogło być. Bez dokładniejszych informacji nie zamierzałem jednak zgadywać, ponieważ zgadywanie na oślep przy zajmowaniu się klątwami było sposobem na skrócenie sobie życia bez konieczności angażowania przeciwnika.
Zostawszy całkiem sam w lokalu, gdyż jego właściciel na samą myśl o przebywaniu tam telepał się bardziej ode mnie, przeprowadziłem kilka prostych testów - pracowałem metodycznie, zaczynając od najbezpieczniejszych metod i stopniowo przechodząc do tych, które wymagały większej ostrożności - najpierw obszedłem pomieszczenie po obwodzie, sprawdzając różdżką kolejne fragmenty ścian, podłogę, framugi i miejsca, w których stare zabezpieczenia mogły jeszcze jakoś działać, wpływając na otoczenie, lecz zdecydowanie tego nie robiły, później skorzystałem ze specjalnego lusterka, którego srebrzona powierzchnia zaczynała matowieć w odpowiedzi na pozostałości niektórych przekleństw, później dołożyłem do tego jeszcze specjalny proszek diagnostyczny i wreszcie doszedłem do tego samego wniosku, jakiego domyślałem się na początku - chodziło o sufit, gdzie pomiędzy poczerniałymi belkami najpewniej dalej widniał pojawiający się i znikający fragment runicznego zapisu. Podejrzewałem, że znałem ten znak, a przynajmniej jego rodzinę, bo podobne widywałem już przy klątwach pozostawionych po spalonej nocy, podczas której czarna magia wgryzała się w konstrukcję budynków głębiej niż ogień i zostawiała po sobie rzeczy, których nie dało się usunąć octem ani zaklęciem czyszczącym.
Byłem sam, wiedziałem o tym, słyszałem wyłącznie własny oddech, szuranie jednej pary butów po zakurzonej podłodze i cichy trzask drewna desek pracującego pod naciskiem mojego ciężaru, dlatego kiedy usłyszałem kroki, przez pierwszą chwilę pomyślałem, że klient wrócił do pomieszczenia, chociaż pamiętałem, że został na dole. Kroki były jednak inne, ciężkie, powolne i zdecydowanie zbyt bliskie… Zatrzymałem różdżkę w połowie ruchu - jeden krok, potem drugi, coś przeszło za meblościanką stojącą niemal przy moich plecach, trzeci krok, czwarty, przy piątym poczułem zapach, którego nie dało się pomylić z niczym innym, wdzierający mi się w nozdrza - odór zgnilizny, wilgotnej ziemi i czegoś jeszcze, czego nie potrafiłem nazwać, chociaż mój organizm rozpoznał to natychmiast - był to smród duszy człowieka, który zbyt długo grzebał w rzeczach, do których nikt żywy ani umarły nie powinien był zaglądać.
„Jego, on tu był, miał być ze mną już zawsze…” - ta jedna, piorunująca myśl przemknęła mi przez głowę, lecz natychmiast ją odrzuciłem, chociaż nie dlatego, że była niedorzeczna - odrzuciłem ją, ponieważ alternatywa była jeszcze gorsza. Wolałem uwierzyć, że wariuję… Naprawdę wolałem… Miałem omamy, byłem na kacu, miałem gorączkę, od rana telepało mną z zimna, moja głowa pracowała ciężko i nierówno, więc halucynacja wydawała się nawet całkiem rozsądnym wyjaśnieniem. Dlaczego więc nadal czułem się obserwowany, nawet jeśli po obróceniu głowy niczego nie dostrzegłem? Dlaczego czułem się tak… Zbrukany.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
11.09.2026, 16:39  ✶  
Cudem dotoczyłem się z powrotem do łóżka, chociaż po drodze zdążyłem kilka razy zatrzymać się bez wyraźnego powodu, aby nerwowo obejrzeć przez ramię, przekonany, że ktoś szedł za mną, tylko chował się w cieniu - to wrażenie nie chciało ustąpić, stawało się za to coraz bardziej intensywne wraz z upływem godzin, zwłaszcza wtedy, kiedy ulice zaczęły pustoszeć, zostałem praktycznie sam w zasięgu mojego wzroku i nie znajdowałem już żadnego rozsądnego wytłumaczenia dla tego, co widziałem kątem oka - czułem na sobie czyjeś spojrzenie, świdrujące i uporczywe, czasem miałem również wrażenie, że nadal słyszałem echo kroków tuż za plecami, ale za każdym razem, kiedy się odwracałem, widziałem tylko mokry, wyślizgany bruk, zamknięte drzwi sklepów, okratowane witryny, szyldy poruszające się na wietrze i mój własny cień rozciągający się po ścianach. Trzęsło mną coraz mocniej, temperatura mojego ciała musiała być okropnie wysoka, bo twarz dosłownie paliła mnie od środka, jednocześnie miałem lodowate dłonie i skostniałe palce, których nie potrafiłem przestać zaciskać w pięści, żeby chociaż trochę ograniczyć ich drżenie.
Po drodze zatrzymałem się jeszcze w jedynej otwartej „aptece” - dobre sobie - mieszczącej się już głęboko na Nokturnie, robiąc to bardziej z desperacji niż z rozsądku, wyszedłszy stamtąd z jakąś butelką, pudełkiem proszków oraz z paskudnie gorzkimi pastylkami, które wcisnęła mi podejrzana baba zza lady, zapewniając, że po jednej dawce każdy, niezależnie od płci, wagi i rasy, będzie „jak nowy”. Normalnie nie kupiłbym od niej nawet kawałka sznurka, a już szczególnie nie czegoś, co zamierzałem połknąć podczas skrajnego osłabienia organizmu, ale tego dnia miałem serdecznie gdzieś własne zasady ostrożności - jeśli którykolwiek specyfik miał mnie postawić na nogi, byłem gotów uwierzyć nawet w to, że został uwarzony przez samego Merlina, chociaż zapach sugerował raczej udział mniej dbającego o standardy alchemika, roztaczając aromat zgniłych ziół wyjętych po tygodniu z wody i czegoś, czego wolałem nie identyfikować.
Dotarłem do mieszkania w takim stanie, w którym każdy kolejny krok wydawał mi się niepotrzebnym wysiłkiem, otworzyłem drzwi, wszedłem do środka i przez chwilę stałem w miejscu, próbując przypomnieć sobie, co właściwie powinienem był zrobić dalej - „zamknąć drzwi, to było ważne” - pamiętałem o tym, chociaż później nie potrafiłem sobie przypomnieć, czy rzeczywiście przekręciłem zamek, czy tylko wyobraziłem sobie charakterystyczny szczęk mechanizmu. Torbę odłożyłem gdzieś po drodze do łóżka, butów nawet nie zdjąłem, padłem na pościel w ubraniu, z ramieniem przyciśniętym do twarzy, zakrywając sobie pulsującą głowę poduszką. Zanim zasnąłem, zapomniawszy łyknąć medykamenty, jeszcze przez chwilę nasłuchiwałem, będąc przekonanym, że za drzwiami znów rozlegną się kroki, ale zmęczenie okazało się silniejsze od paranoi. Powieki zrobiły mi się ciężkie, myśli zaczęły się rozłazić, a ostatnim wyraźnym wspomnieniem było nieprzyjemne wrażenie, że ktoś stał gdzieś niedaleko mnie i cierpliwie czekał aż odpłynę…
Nie wiedziałem, kiedy zasnąłem, właściwie nie pamiętałem nawet momentu, w którym przestałem walczyć ze snem, po prostu nagle przestałem słyszeć cokolwiek.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
11.09.2026, 16:58  ✶  
Nie pamiętałem, kiedy zamknąłem oczy, nie pamiętałem też chwili, w której moja świadomość zaczęła odpływać, przez pewien czas tkwiłem po prostu w czymś w rodzaju półsnu, pozbawionym wyraźnych granic pomiędzy tym, co było snem a jawą bądź też majakiem spowodowanym gorączką, która trawiła moje całkowicie ubrane ciało. Nie zdjąłem nawet butów ani płaszcza, wysoka temperatura nadal paliła mi skórę, mięśnie drżały z wyczerpania, a gdzieś pod tym wszystkim czaiło się przekonanie, że nie byłem sam…
Otworzyłem gwałtownie oczy, nabierając powietrza tak głęboko w płuca, że aż zabolało mnie pod żebrami, i przez kilka sekund nie potrafiłem zrozumieć, gdzie byłem ani dlaczego sufit znajdował się tak blisko - wszystko wokół było rozmazane, duszne i nienaturalnie ciche - moje ciało nadal pamiętało gorączkę, dreszcze oraz tamto paranoidalne poczucie, że ktoś obserwował mnie z miejsca, którego nie potrafiłem wskazać. Spróbowałem unieść głowę, aby uspokoić skołatane nerwy, lecz wtedy go zobaczyłem…
Był wysoki i chudy, niemal nienaturalnie kościsty, ubrany w mugolski strój moro, który w półmroku wyglądał jeszcze bardziej absurdalnie niż wszystko inne tego dnia, na ramieniu trzymał strzelbę myśliwską, zwyczajną, ciężką i zdecydowanie zbyt realną jak na kogoś, kto pojawił się przy moim łóżku bez najmniejszego ostrzeżenia, stał nade mną, patrzył na mnie z góry i uśmiechał się tak spokojnie, jakbyśmy spotkali się w znacznie bardziej odpowiednich okolicznościach, może przy barze, może na ulicy, lecz na pewno nie w środku nocy w pomieszczeniu, w którym nie powinno być nikogo poza mną.
Przez zatrważająco długą chwilę wpatrywałem się w niego bez słowa, próbując poskładać sobie w głowie cokolwiek, co przypominałoby logiczny ciąg wydarzeń, ale jedyne, co przychodziło mi do głowy, to że nie mógł, po prostu nie mógł tak po prostu wejść do środka. „A może?” Nie byłem całkowicie przekonany o tym, czy naprawdę zamknąłem drzwi… Nie pamiętałem, to było chyba najgorsze, nie pamiętałem, czy ten człowiek wszedł przez drzwi, czy może już wcześniej znajdował się w pokoju, nie pamiętałem też nawet momentu pogrążenia się we śnie, nie wiedziałem, czy naprawdę leżałem tutaj cały czas w półsennej maglinie, czy może śniłem coś, czego mój rozpalony mózg nie potrafił jeszcze odróżnić od rzeczywistości.
Mężczyzna tymczasem przechylił lekko głowę, jakby czekał, aż wreszcie go rozpoznam, po czym odezwał się spokojnie.
- Pozbyłem się go, na jakiś czas da ci spokój… - Słowa dotarły do mnie z opóźnieniem, zmarszczyłem brwi, czując, jak całe zmęczenie nagle ustąpiło miejsca zimnemu, nieprzyjemnemu skupieniu. Nie zapytałem, kogo miał na myśli, nie zdążyłem, zniknął, a może to ja się przebudziłem…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
11.09.2026, 18:27  ✶  
Obudziłem się dopiero wtedy, kiedy księżyc zaczął ustępować miejsca powoli wschodzącemu słońcu, tym razem naprawdę, chociaż przez pierwsze kilka sekund nie byłem w stanie stwierdzić, czym ta pobudka różniła się od poprzedniej. Gardło miałem wysuszone i obolałe, w płucach coś nieprzyjemnie mnie drapało, więc zanim zdążyłem pomyśleć o czymkolwiek innym, zaniosłem się kaszlem, który wstrząsnął całym moim ciałem i pozostawił po sobie tępy ból pod żebrami - czułem się fatalnie, gorzej niż wcześniej, mięśnie miałem ciężkie, byłem rozpalony i jednocześnie przemarznięty, głowę miałem natomiast tak pełną waty, że przez chwilę samo rozpoznanie pomieszczenia wymagało ode mnie wysiłku.
Mimo to odruch zwyciężył nad zmęczeniem, i gdy tylko dotarło do mnie, gdzie byłem, natychmiast rozejrzałem się po pokoju, aby upewnić się, co do mojej sytuacji - nikogo nie było, nie miałem tu szafy, więc nie musiałem nawet wstawać, aby to stwierdzić - mężczyzna w moro zniknął, strzelby również nie dostrzegłem, a kawalerka wyglądała dokładnie tak, jak powinna była wyglądać, było tylko… „Chłodno?” Nie - było wprost kurewskie zimno i wilgotno, co mogłem stwierdzić nawet w gorączce. Dopiero wtedy zwróciłem uwagę na okno, było otwarte, znieruchomiałem na łóżku i przez moment tylko patrzyłem na poruszającą się lekko zasłonę, wpuszczającą do środka lodowato zimne powietrze.
Pamiętałem, że je zamykałem, pamiętałem to bardzo wyraźnie, właściwie właśnie dlatego, że rano telepało mną z zimna i ostatnią rzeczą, której potrzebowałem, był przeciąg, być może nie potrafiłem przypomnieć sobie, czy zamknąłem drzwi wejściowe na zamek, ale okno - okna byłem pewien, wiedziałem, że zrobiłem to z samego rana, na długo przed położeniem się spać.
Wstałem więc na równe, chociaż nazbyt miękkie nogi, podpierając się przez chwilę o brzeg łóżka, kiedy pokój nieprzyjemnie przechylił mi się przed oczami, dotarłem do okna, zamknąłem je natychmiast i sprawdziłem klamkę dwa razy, potem jeszcze raz, bo najwyraźniej tego dnia nie ufałem już nawet własnej pamięci, następnie ruszyłem do drzwi, aby odkryć, że ich zamek był jednokrotnie zamknięty - przesunąłem po nim palcami, przekręciłem mechanizm po raz drugi i dopiero wtedy, kiedy poczułem pod dłonią jego opór, pozwoliłem sobie wypuścić powietrze przez nos. Wróciłem do łóżka, po drodze sięgając po pozostawione wcześniej leki oraz butelkę z kranówką, po czym wcisnąłem w siebie wszystko, co według podejrzanej aptekarki należało przyjąć, popiłem wodą, krzywiąc się od gorzkiego posmaku. Nawet nie próbowałem już zastanawiać się nad tym, czy właśnie zażyłem coś pożytecznego, czy może jednak jakąś truciznę, która miała zrobić ze mnie „nowego człowieka” na zasadzie reinkarnacji, byłem zbyt zmęczony, żeby się tym przejmować. Padłem z powrotem na materac, naciągnąłem pierzynę pod brodę i niemal natychmiast odpłynąłem, tym razem licząc na to, iż miało się obejść bez żadnego mężczyzny, żadnej strzelby i żadnych kroków, które mogłyby mnie przekonać, że nie byłem całkowicie sam i nie miałem taki być już na zawsze.

Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2459), Pan Losu (42)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa