— Przepraszam, nie rozumiem — odpowiedział Codiemu po chwili analizowania jego przytyku, którego oczywiście nie odebrał w odpowiedni sposób. Na Ururu malowało się szczere niezrozumienie, chociaż niektórzy być może odebraliby jego odzew jako pasywno-agresywny.
— Panienka Avelina na pewno zaleciłaby panu także częste bywanie na świeżym powietrzu i kąpiele słoneczne.
Oh, gdyby tylko wiedział.
I nie, Ururu nie zrozumiał spojrzenia Aveliny. Ale nie miał zamiaru już nic więcej dodawać, o ile nie uzna, że Cody pragnie kontynuować konwersację. Wszystko to było jak misterna gra w szachy dla trzech osób, gdzie jedna z nich nauczyła się zupełnie innych reguł.
Po wspomnieniu czasu Ururu spojrzał na zegar. Może dla Aveliny dziesięć minut to było parę minutek, ale Marquez obsłużyłby w tym czasie całą hordę klientów. Bo czego to on nie potrafił, mistrz szybkości.
— Proszę się nie martwić, panience Avelinie na pewno uda się pociągnąć tą transakcję do jej finału. Oh, i już tym bardziej proszę się nie spieszyć ze względu na mnie. A lokal zawsze można zamknąć później, chociaż nie wiem ile musiałby pan zamawiać, żeby potrwało to tak długo — znów się wtrącił kończąc ze swego rodzaju żartem. Ubaw po pachy, panie Marquez.