• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu Epping Forest [26.10.1972] In the woods somewhere | Guinevere & Zelena

[26.10.1972] In the woods somewhere | Guinevere & Zelena
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#1
01.08.2026, 21:56  ✶  

Było późnopaździernikowe popołudnie, a w powietrzu unosił się zapach drzew. Było w tym coś kojącego, gdy przechadzało się ścieżkami pod wiekowymi drzewami, a liście szeleściły tak pod stopami, jak i nad głową, na tych gałęziach, z których nie zdążyły jeszcze opaść.

Guinevere bardzo potrzebowała się dzisiaj wyrwać z domu. Atmosfera była tam nieco napięta i przygnębiająca przed jutrzejszym pogrzebem pradziadka, poza tym ciągle nie wiedzieli nawet, czy rodzinie Guinevere przybędą na uroczystość, czy nie. Istniała duża szansa, że pojawią się dzisiejszej nocy, o ile w ogóle udali się w podróż, gdy nie wiedzieli nawet kiedy ma się ten pogrzeb odbyć, a dziadkowie celowo ustawili go najpóźniej jak się da, ale jeszcze przed Samhain, by dać im szansę… Prawda była też taka, że obudzone trzecie oko wdawało się Ginny we znaki. W pewnym sensie przyjęła to już do wiadomości, ale do pogodzenia się z tym było jeszcze daleko. Chyba faktycznie potrzebowała na ten temat z kimś porozmawiać, z kimś, kto miał doświadczenie z trzecim okiem, kto być może sam doświadczał tego, co ona teraz, gdy była tak przebodźcowana i zaczęła jakoś częściej zerkać na zegarek, by upewnić się, że ciągle jest tutaj, a nie… gdzieś indziej.

Sabat Samhain był już za rogiem i Ginny zamierzała udać się do Little Hangleton na obchody. Miała już zresztą zakupione gwoździe, które, jak czuła jakoś wewnętrznie, niewytłumaczalnym przeczuciem, mogły się przydać w pozbyciu się dziwacznej, znikającej runy, jaką mieli w Ostoi dla zwierząt, a w przypływie tej potrzeby, by wyrwać się z domu, pomyślała, że może nazbiera drewna, które było potrzebne organizatorom sabatu…

I tak oto wybrała się  do Epping Forest, a teraz zboczyła nieco ze ścieżki, którą dotychczas szła, widząc jakieś obiecujące miejsce, w którym mogłaby nazbierać tego chrustu. Schyliła się, żeby podnieść jedną gałązkę i już miała zrobić kolejny krok, wtem chyba w ostatniej chwili dostrzegła, że pod liśćmi skryta jest dziura, do której o mało co wpadła, zupełnie na to nie gotowa. Przeszła więc obok i przez chwilę jeszcze rozglądała się za odpowiednimi kawałkami drewna, gdy usłyszała szelest liści, odwróciła  więc głowę.. Wtedy właśnie dostrzegła śliczną blondyneczkę, która chyba robiła to samo co ona… Nie miała co prawda pewności, nie wiedziała nawet, czy to czarownica, czy mugola, ale na pewno spacerowała właśnie po lesie i szła prosto na te skrytą pod liśćmi dziurę…

– Uważaj! – rzuciła do nieznajomej. – Tam jest dziura pod tymi liśćmi – mówiła płynnie, ale z wyraźnym, nieco egzotycznym akcentem, korespondującym zresztą z jej urodą i ciemniejszym odcieniem skóry. Ale poza tym wyglądała dość normalnie – ubrana była w płaszcz, na szyi miała przewiązaną wzorzystą chustę, a długie proste włosy rozpuszczone.


// rzut
Dr Jekyll & Mr Hyde
o dwóch takich, co podzieliły księżyc
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
rozszczepieniec
zawód
stażystki w Mungu / kelnerki w mugolskim barze
Dość wysoka (173 cm) blondynka o niebieskich oczach. Wydaje się szczupła, ale w rzeczywistości jest dobrze umięśniona i szybko biega. Mówi z delikatnym akcentem. Najczęściej zakłada mugolskie ubrania, ceni sobie swobodę, ale na specjalne okazje ma kilka pięknych sukni i szat, odziedziczonych po matce.

Zelena Brekker
#2
Wczoraj, 21:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 22:35 przez Zelena Brekker.)  
aktywna pełnia

Las był dziś spokojny. Zelena szła powoli z dużym wiklinowym koszem, już w połowie wypełnionym chrustem. Wystawały z niego cienkie, suche gałązki, kawałki kory i kilka grubszych konarów, które znalazła wcześniej przy powalonych drzewach. Co jakiś czas zatrzymywała się, pochylała i wybierała z poszycia kolejną odpowiednią gałąź - suchą, ale nie spróchniałą, wystarczająco lekką, by mogła dołożyć ją do reszty. Nie spieszyła się. Właściwie cała jej wędrówka wyglądała praktycznie tak samo: kilka kroków, zatrzymanie. Rozejrzenie się. Pochylenie. Chrzęst liści pod butami. Potem ciche stuknięcie drewna o drewno, kiedy kolejna gałąź lądowała w koszu.
Ubrana była zdecydowanie bardziej kolorowo, niż wymagałaby tego zwyczajna wyprawa do lasu. Szerokie, brązowe spodnie z sztruksu miękko układały się przy każdym kroku, ciężkie skórzane buty były już przyprószone wilgotną ziemią, a spod luźnego, kremowego swetra wystawał kołnierzyk koszuli w drobny, kwiatowy wzór. Na ramiona narzuciła patchworkowy płaszcz w przygaszonych odcieniach rdzy, zieleni, brązu i musztardowej żółci. Las zdawał się pochłaniać jej obecność. Kolorowe ubrania ginęły pomiędzy jesiennymi liśćmi, a jej kroki były na tyle ciche, że czasem jedynym śladem po niej był delikatny szelest poruszanego poszycia. Co pewien czas przystawała przy większym pniu i przesuwała dłonią po jego powierzchni, sprawdzając, czy leżące drewno nada się w części do zabrania. Innym razem rozgarniała czubkiem buta liście, spod których wyłaniały się drobne gałązki. Zbierała je niemal mechanicznie, wkładając do kosza bez większego zastanowienia. Miała przy tym zamyślony wyraz twarzy. Jej spojrzenie często błądziło gdzieś dalej, między pniami drzew, zamiast skupiać się na tym, co znajdowało się tuż pod nogami. Las był cichy i wystarczająco odległy od codziennego zgiełku, by łatwo było pozwolić myślom odpłynąć. A kiedy kosz robił się coraz cięższy, poprawiała jego uchwyt i szła dalej, zagłębiając się coraz bardziej między drzewa.
"Uważaj!" - dobiegło gdzieś z boku. Zelena uniosła głowę, ale nie dosłyszała reszty. Zamiast tego dostrzegła nieznajomą kobietę stojącą kilka kroków dalej i przez krótką chwilę zastanawiała się, czy ta właśnie coś do niej powiedziała. Zrobiła jeszcze jeden krok. I wtedy ziemia zniknęła jej spod stopy.
- O Boże! - Warstwa liści załamała się nagle, jak cienka zasłona, a jej stopa zniknęła pomiędzy nimi. Przez krótką chwilę próbowała odruchowo odzyskać równowagę, ale ciężar dużego kosza pociągnął ją w bok. Druga noga ześlizgnęła się po mokrym podłożu i już po sekundzie nie miała się czego złapać. Runęła prosto w ukrytą dziurę. Kosz wysmyknął się z jej rąk, gałęzie rozsypały się naokoło, a dziewczyna wylądowała niżej, pomiędzy liśćmi i wystającymi korzeniami. Przez moment wszystko wydarzyło się tak szybko, że nawet nie zdążyła krzyknąć. Dopiero kiedy spróbowała odruchowo podnieść się na nogę, poczuła gwałtowny, ostry ból w kostce. Syknęła i natychmiast z powrotem opadła na ziemię. Ból promieniował od kostki w górę nogi, pulsujący i dokuczliwy. Zacisnęła dłonie na materiale spodni nad kostką i wzięła kilka ostrożnych oddechów, próbując przeczekać pierwsze, najbardziej nieprzyjemne ukłucie. Nie spodziewała się, że dół będzie tak głęboki (w ogóle się go nie spodziewała). Teraz jednak siedziała w nim cała, z jedną nogą podwiniętą niezręcznie pod sobą i włosami opadającymi jej na twarz. Spojrzała na rozsypane wokół gałęzie. Potem na kosz. Na końcu bardzo powoli przeniosła wzrok na swoją bolącą kostkę.
- No pięknie… - mruknęła pod nosem.

!Trauma Ognia
rzut
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
Wczoraj, 21:36  ✶  
Pożerający cię strach osiągnął szczyt. Doświadczasz omamów, które doprowadzają cię do obłędu. W tej sesji rzucasz zaklęcie kształtujące ogień, wymierzone w najbliższą osobę lub przedmiot. Wszystko wokół płonie, bo... powinno spłonąć!

OGIEŃ WAS OCZYŚCI.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Guinevere McGonagall (436), Pan Losu (34), Zelena Brekker (529)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa