• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [27/10/1972] Unfortunately, I can

[27/10/1972] Unfortunately, I can
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
1 godzinę temu ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 6 minut(y) temu przez Benjy Fenwick.)  
Przez jakieś całe pięć minut, odkąd ponownie znalazłem się w ojczyźnie i podjąłem decyzję o pozostaniu na Wyspach, zrobiwszy to bez wątpienia z przytupem, uważałem, że byłem w stanie okazać wystarczająco dużo zdrowego osądu, żeby nie wdać się z Prudence w żadne dyskusje, których jedynym możliwym zakończeniem było moje własne upokorzenie. Wystarczyło jednak kilka słów rzuconych przez nią podczas składania ofiar wotywnych, żebym teraz maszerował przez skraj lasu w wilgotnej trawie i zastanawiał się, kiedy dokładnie zwykły wieniec stał się sprawą honoru większą od moich rzeczywistych zdolności florystycznych. Zdecydowanie mnie podpuściła, wiedziałem o tym, kwestionując moje zdolności manualne i cierpliwość, jednak niestety miałem tę paskudną przypadłość, że kiedy ktoś robił to wystarczająco skutecznie, przestawałem rozsądnie oceniać własne możliwości i zaczynałem udowadniać rzeczy, których nikt na serio ode mnie nie wymagał, a ona była w tym - cóż - najlepsza.
Nie miałem najmniejszego pojęcia, dlaczego moje małżeństwo tak często sprowadzało się do prób pokazania żonie moich rzekomych umiejętności, o których wcześniej nawet nie wiedziałem, że istniały w moim repertuarze, tego popołudnia jednak zamierzałem wrócić do domu z materiałem, który nie tylko nadawałby się na wieniec, ale też nie pozostawiałby żadnych wątpliwości, że poradziłem sobie bez jej pomocy, potrafiąc z powodzeniem odróżnić gałązkę jarzębiny od derenia czy głogu, chociaż… Nawet z ograniczoną znajomością brytyjskiej flory, o kolcach tego trzeciego wiedziałem już aż za dobrze, więc może faktycznie nie było ze mną najgorzej.
Wyszedłem więc z domu uzbrojony w nóż, jutowy worek i w przekonanie, którego nie podzielał chyba nikt poza mną, że wrócę ze zbiorem nadającym się do wykonania przyzwoitej ozdoby. Maszerowałem tak spory kawałek, odkąd przeniosłem się na obrzeża najbliższego miasteczka, poszukując idealnego punktu startowego całej wyprawy. Przystanąłem przy starej leszczynie, uważnie obejrzałem kilka cienkich, giętkich gałązek, po czym wyciągnąłem rękę, sprawdziłem ich sprężystość i w końcu odciąłem trzy najładniejsze - nie zamierzałem wrócić z czymś, co wyglądałoby na przypadkowy zbiór tego, co akurat spadło z drzew - potrzebowałem podstawy, która utrzyma suszone owoce, liście, wrzos, może trochę innych dodatków, a jeśli po drodze miałem znaleźć coś wystarczająco ponurego, by wpisało się w mój ogólny zamysł, również zamierzałem to ze sobą zabrać. Samhain nie było przecież świętem, przy którym należało przesadnie przejmować się dobrym smakiem. Wsunąłem gałęzie do worka i podążyłem dalej, coraz głębiej między drzewa, przekonany, że skoro już zostałem sprowokowany, zrobię ten przeklęty projekt plastyczny tak dobrze, żeby Prue nie znalazła powodu, by się ze mnie nabijać.

wop ◉◉○○○ - szukam czegoś, co się nada
Rzut N 1d100 - 68
Sukces!


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
1 godzinę temu ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 5 minut(y) temu przez Benjy Fenwick.)  
Nie byłem szczególnie obeznany z wyspiarską florą, co miało swoje całkiem rozsądne uzasadnienie, ponieważ przez większą część dorosłego życia przyszło mi włóczyć się po miejscach, w których roślinność wyglądała zupełnie inaczej, natomiast warunki, w których to robiłem, potrafiły sprawić, że każdy normalny człowiek znacznie bardziej zainteresowałby się tym, co mogło go zabić, niż tym, co właśnie zakwitło przy drodze. Nie oznaczało to jednak, że nie potrafiłem rozpoznać rzeczy, które nadawały się do czegoś więcej niż podeptania, szczególnie teraz, kiedy miałem przed sobą bardzo konkretny cel i zacząłem patrzeć na las z uwagą godną kogoś, kto nagle odkrył w sobie powołanie do rękodzieła. Nie znałem nazw niektórych mijanych przeze mnie roślin, ale potrafiłem ocenić ich kolor, fakturę, kształt i to, czy po wysuszeniu nie zamierzały zamienić się w stertę łamliwych badyli, których nie dało się przyzwoicie przytwierdzić do wieńca. Poza tym Samhain miało tę przyjemną właściwość, że im coś prezentowało się bardziej ponuro, dziko i odrobinę złowieszczo, tym większą miało wartość dekoracyjną.
Coś takiego dostrzegłem kilkanaście kroków dalej, jeszcze zanim zdążyłem obejść niski, omszały głaz - na skraju niewielkiej polany rosło kilka bardzo gęstych kęp głogu, których gałęzie uginały się pod ciężarem drobnych, czerwonych owoców. W szarym świetle jesiennego popołudnia wyglądały niemal absurdalnie jaskrawo, szczególnie na tle ciemnych liści i mokrego runa, natomiast ich kolce sterczące pomiędzy nimi sprawiały, że całość miała dokładnie ten charakter, którego potrzebowałem. Znałem na tyle dużo przesądów związanych ze znaczeniem tej rośliny według botaniki ludowej, że od razu pokiwałem do siebie głową w wyrazie aprobaty - ewidentnie wybrałem doskonałe miejsce - wiedziałem, że głóg od dawna wiązano z granicami, miejscami przejścia i z tym wszystkim, co znajdowało się gdzieś pomiędzy jednym stanem a drugim, przez co w okolicach Beltane czy Samhain jego obecność nabierała szczególnego znaczenia. W brytyjskim folklorze miał reputację rosnącego na granicy pomiędzy tym, co zwyczajne, a tym, czego lepiej było nie zaczepiać bez powodu, przypisywano mu bowiem ścisły związek z wróżkami i z innymi istotami z Drugiej Strony, w związku z czym samotnego, starego drzewa, szczególnie takiego rosnącego na wzgórzu albo w szczerym polu, nie należało bezmyślnie ścinać ani niszczyć, bo według części podań można było w ten sposób ściągnąć na siebie wyjątkowo paskudnego pecha. Z drugiej strony miał również głębokie znaczenie ochronne, ponieważ od wieków wiązano go z oczyszczaniem i odpędzaniem tego, co niepożądane, natomiast jego delikatne, białe kwiaty kojarzono z nadejściem cieplejszego, jaśniejszego czasu, płodnością i odnowieniem. Ta dwoistość wydawała mi się całkiem trafna względem tego, co chciałem osiągnąć - roślina, która potrafiła wyglądać niewinnie, kiedy kwitła, a jednocześnie miała gałęzie uzbrojone w ciernie, doskonale nadawała się do święta, którego sens kręcił się wokół przejścia, końca i rzeczy czających się po drugiej stronie Zasłony.
Wybrałem kilka młodszych, bocznych gałęzi z większej kępy jednego z okazów, zostawiając większość owoców na miejscu i ucinając tylko tyle, ile rzeczywiście mogło mi się przydać, gdyż naturalnie uznałem, że skoro zamierzałem powiesić ten wieniec gdzieś w widocznym miejscu - no, o ile miał nie okazać się twórczym niewypałem - rozsądniej było nie zaczynać projektu od obrażenia czegoś, co według starych podań mogło mieć swoich własnych, niezbyt przyjaznych opiekunów. Poprawiłem rękawy, otrzepałem rękawiczki z drobnych kawałków kory, po czym ruszyłem dalej, wypatrując następnych skarbów, bo skoro już wyszedłem z domu i dałem się wciągnąć w tę idiotyczną rywalizację z moją własną żoną, zamierzałem wrócić z materiałem, którego naprawdę nie będzie się dało nazwać kupą chrustu. Na ten moment wystarczało mi trochę praktyki, odrobina instynktu i świadomość, że jeśli coś wyglądało wystarczająco martwo, miało już połowę kwalifikacji do zostania ozdobą na ten konkretny sabat.

wop ◉◉○○○ - dalej szukam czegoś, co się nada
Rzut N 1d100 - 92
Sukces!


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
16 minut(y) temu ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 5 minut(y) temu przez Benjy Fenwick.)  
Nie uszedłem nawet za daleko, zanim coś całkiem odpowiedniego ponownie przyciągnęło mój wzrok, chociaż tym razem rosło nisko przy ziemi, pomiędzy wrzosami i kępami mokrej trawy - z początku była to tylko plama wyraźniejszej zieleni w całej tej jesiennej szarzyźnie, ale kiedy podszedłem bliżej, rozpoznałem borówkę brusznicę - niewielkie, niepozornie wyglądające liście zachowały kolor mimo chłodu i pierwszych przymrozków, co nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem. Nie potrzebowałem owoców, więc zostawiłem je w spokoju, bo po głogu miałem już wystarczająco dużo czerwonych akcentów, kojarzących mi się zresztą z tym, co uplotłem z okazji Mabon, a nie chciałem się powtarzać - tym bardziej, iż nie powiedziałem Prue, że sam zrobiłem tamten średnio udany wianek - zależało mi teraz przede wszystkim na czymś, co mogło wypełnić przestrzeń pomiędzy cięższymi gałęziami i nie zwiędnąć od razu po wniesieniu do ciepłego domu.
Brusznica pasowała mi również z innego powodu, gdyż jej wiecznie zielone liście dobrze współgrały z samym mistycznym znaczeniem Samhain, chociaż docelowo chciałem wpleść w to wszystko jeszcze inną zimozieloną roślinę występującą w innym miejscu, do którego zamierzałem się udać później, możliwie jeszcze przed zachodem słońca, przykucnąłem więc w mokrej trawie i zacząłem wybierać dłuższe, gęstsze odgałęzienia, ścinając je ostrożnie przy samej podstawie, żeby nie wyrwać całych kęp. Nie chciałem przecież budować wieńca z tego, co udało mi się wyrwać z ziemi razem z połową ściółki lasu, bo byłoby to dosyć komiczne. Po kilku minutach miałem ich wystarczająco dużo, więc otrzepałem kolana, wrzuciłem zdobycz do wora i rozejrzałem się w pobliżu za czymś jeszcze, co mogłoby nadać się do zabrania - najlepiej za jakimś akcentem, już niekoniecznie botanicznym - wpatrywałem się w podszycie, drzewa i w brzegi kamienistych rowów, szukając czegoś, co nie tylko nadawało się do wykorzystania, ale też wyglądało na tyle dobrze, żebym mógł później bez mrugnięcia okiem stwierdzić, że od początku dokładnie taki miałem plan.

percepcja ◉◉◉○○ - zwieńczenie poszukiwań, akcent - czy zauważę coś szczególnego?
Rzut Z 1d100 - 87
Sukces!


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (1315)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa