• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[07.09 - 29.10.1972] Ancient runes, modern liability

[07.09 - 29.10.1972] Ancient runes, modern liability
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
24.09.2026, 13:45  ✶  
07.09.1972 wcześnie rano, Londyn

Po wyjściu ze sklepu Bagshotów w Dolinie długo nie robiłem nic konkretnego, co w moim przypadku zwykle oznaczało, że moja głowa pracowała znacznie intensywniej, niż miałbym ochotę przyznać, nawet przed samym sobą. Sam pomysł oglądania cudzej perspektywy nigdy szczególnie mi się nie podobał, bo pamięć potrafiła kłamać na wiele różnych sposobów, nawet kiedy człowiek był przekonany, że przekazywał prawdę dokładnie taką, jaka była, ale tym razem autentycznie zainteresowało mnie coś znacznie bardziej… weryfikowanego. Po powrocie do tymczasowego miejsca, w którym się zatrzymałem, jedynie zdjąłem z siebie okrycie wierzchnie, rzuciwszy je wprost na zapadnięty materac łóżka, po czym skierowałem kroki wprost do wysłużonego stołu i, zająwszy miejsce na krześle, przez chwilę patrzyłem gdzieś przed siebie, próbując poukładać to, co właśnie zobaczyłem. Zaledwie jedno dzisiejsze doświadczenie wystarczyło, abym doszedł do wniosku, iż myślodsiewnia zdecydowanie nie należała do moich ulubionych sposobów poznawania cudzych wspomnień, zwłaszcza kiedy zaglądało się do czegoś takiego jak to, co Geraldine widziała podczas swojej wizyty w Kniei Godryka, ale bez wątpienia była całkiem przydatnym wynalazkiem.
Oparłem łokcie o blat i potarłem dłonią twarz, próbując jeszcze raz odtworzyć sobie poszczególne obrazy, szczegóły miejsca i wszystko to, co mogło mieć znaczenie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wyglądało na zupełnie nieistotne. Przez lata nauczyłem się, że przy zabezpieczeniach właśnie te drobiazgi potrafiły najmocniej skomplikować sytuację, bo znak nigdy nie musiał krzyczeć, żeby działać w określony sposób, intencjonalnie, czasem wystarczyło, że ktoś postawił go o kilka cali za daleko od innych, odwrócił go pod pozornie niewłaściwym kątem albo świadomie zostawił fragment układu niepełny. Kromlech nie przestawał mi więc chodzić po głowie, podobnie jak to, co doprowadziło do niego moją kuzynkę.
Przez chwilę patrzyłem tępo na słoje drewna, a potem zacząłem rozkładać wszystko na części, sięgając po notes i pióro. Z doświadczenia wiedziałem, że pamięć potrafiła być paskudnie wybiórcza, ale chcąc nie chcąc, zacząłem odtwarzać w niej każdy szczegół z tego, co zobaczyliśmy oczami Gerdy w myślodsiewni, przelewając najistotniejsze szczegóły na pergamin.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
24.09.2026, 13:45  ✶  
07.09.1972 - trochę później, Londyn

Najdłużej zatrzymałem się przy ośmiu runach Algiz, bo właśnie ich obecność nie dawała mi spokoju, gdy oglądałem kromlech oczami skunksiej formy Yaxley, już wtedy sam ich widok był dla mnie znacznie ważniejszy niż większość pozostałych szczegółów, bo nagle to, co widzieliśmy, zaczynało mieć sens również w kontekście widm, które najwyraźniej nie chciały albo nie mogły podejść bliżej. Nie zamierzałem wyciągać z tego pochopnych wniosków, ale chociaż na pierwszy rzut oka te symbole mogły wyglądać jak przypadkowo, odrobinę ekscesywnie powtórzony znak ochronny, kiedy odtworzyłem ich rozmieszczenie na pergaminie, zacząłem dostrzegać w tym coś znacznie bardziej konkretnego - oparłem pióro o papier i przez chwilę patrzyłem na odkryty przeze mnie schemat, zastanawiając się, co właściwie powinienem był z nim zrobić - symbole układały się w znajomy wzór, nawet jeśli samo wspomnienie nie dawało mi przecież możliwości przyjrzenia się temu układowi tak, jak zrobiłbym to na miejscu. Mimo wszystko trudno było przeoczyć podobieństwo do Ægishjálmuru, starego nordyckiego symbolu ochronnego, należącego do galdrastafir, którego ramiona wyrastały promieniście ze wspólnego środka, a działanie zdecydowanie mogło tłumaczyć, dlaczego stwory nawiedzające las trzymały się od tego miejsca z daleka.
Zanotowałem więc przy symbolach kilka dodatkowych uwag, przede wszystkim dotyczących ich rozmieszczenia i możliwych funkcji, po czym odchyliłem się na krześle - problem polegał na tym, że dalej nie mogliśmy tego zbadać sami, na żywo, tak po prostu pchając się w sam środek dziczy, bez uprzedniego przygotowania na to, co niechybnie mieliśmy tam napotkać - mogłem rozpoznać układ, wskazać jego cholerną nazwę i znaczenie, ale żeby powiedzieć coś więcej, potrzebowaliśmy kogoś, kto miał dostęp do tego miejsca i właśnie z tym zaczynał się właściwy problem.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
24.09.2026, 13:46  ✶  
07.09.1972 - pod wieczór, Londyn

Okazja do weryfikacji moich spostrzeżeń w czasie rzeczywistym prędzej czy później miała się znaleźć, w to akurat nie wątpiłem, bo przy moim szczęściu problemy miały zwyczaj pojawiać się dokładnie wtedy, kiedy były najmniej potrzebne, więc równie dobrze mogłem liczyć na to, że tym razem los zrobi coś pożytecznego i prędzej czy później wepchnie mnie do tego konkretnego lasu - obecnie nie mogłem wejść do kromlechu i przyjrzeć się układowi z bliska, nie mogłem też na własną rękę sprawdzić, jak dokładnie działały wszystkie zabezpieczenia w kromlechu, ale mogłem przygotować coś, co pozwoliłoby nam przynajmniej przetestować samo założenie dotyczące odkrycia poczynionego przez Yaxley i przeze mnie, gdy już przyjdzie co do czego i staniemy oko w oko z widmami. Sięgnąłem więc po pergamin i napisałem do Kate Barclay, rzemieślniczki ze Snowdonii, poleconej mi przez kuzynkę, z którą zaczynałem powoli podejmować współpracę. Nie spodziewałem się uzyskać od niej gotowego talizmanu, szczególnie że jeszcze nie doszliśmy do tego etapu wspólnej pracy, w którym mogliśmy swobodnie wymieniać się umiejętnościami i rolami, interesowała mnie sama podstawa, odpowiednio przygotowana pod późniejsze zapieczętowanie mniejszych wersji Ægishjálmuru, tak żeby można było sprawdzić, czy układ zachowa właściwości względem widm również po pomniejszeniu. Wyjaśniłem jej, czego potrzebowałem, zaznaczając przy tym, że zależało mi przede wszystkim na materiale, który wiele wytrzyma, lecz jednocześnie nie będzie zakłócał późniejszego nanoszenia run i pozwoli mi zachować możliwie czysty układ. Złożyłem pergamin, zabezpieczyłem go i odsunąłem na bok, aby nadać go po południu przy pomocy Jynx, gdy ta wróci, po czym jeszcze raz spojrzałem na zapisane w notesie osiem Algiz. Ptak pojawił się pół godziny później, po czym prawie natychmiast znowu opuścił Londyn, tym razem lecąc w dużo dalszą podróż, bo do Snowdonii - pozostało mi tylko czekać na odpowiedź Kate i mieć nadzieję, że kobieta nie miała uznać mojego pomysłu za kolejny przejaw zawodowego skrzywienia, ani że tym razem okazja nie postanowi przyjść dokładnie wtedy, kiedy będę miał zajęte obie ręce.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
24.09.2026, 13:47  ✶  
12.09.1972 po południu, Exmoor

Wróciłem z wyprawy tak zmęczony, że przez pierwszą godzinę po wejściu do rezydencji bardziej przypominałem element wyposażenia niż żywego lokatora - dosłownie zasypiałem na stojąco, gdy tylko się zatrzymałem i zawiesiłem na czymś wzrok, najpewniej przypominając tym samym mniej udaną wersję Prudence, co byłoby nawet całkiem zabawne, gdybym był przytomniejszy - nie miałem zresztą specjalnie wiele czasu na nadrobienie wczesnoporannej pobudki, bo ledwie zdążyłem zrzucić z siebie część brudnych rzeczy i przysiąść przy stole kuchennym, kiedy poinformowano mnie o praktycznie, „tfu”, obligatoryjnych planach na spędzenie wspólnego wieczoru z resztą domowników. Rzuciłem coś na ten temat, prawdopodobnie nieskładnie, niechybnie zgodziwszy się na coś, na co normalnie bym się nie pisał, po czym ruszyłem do sypialni w celu chociażby cząstkowego uniknięcia angażu w czynności przygotowawcze do kolacji.
Przesyłka trafiła do mnie właśnie wtedy, kiedy zaczynałem dochodzić do siebie i próbowałem ukradkowo odespać część ostatnich trudnych nocy, więc samo pojawienie się sowy na parapecie przy oknie potraktowałem początkowo z pewnym oporem wobec zabrania się do natychmiastowej pracy, czymkolwiek by nie była. Minęło kilka dni od wysłania listu do panny Barclay, w międzyczasie wydarzyło się wiele nieprzewidzianych dramatów związanych z pożarami, więc zdążyłem już właściwie przestać o myśleć o Kniei, widmach i kromlechu, a przynajmniej wmówić sobie, że przestałem, co w praktyce oznaczało tylko tyle, że zamiast czekać na odpowiedź, zacząłem zajmować głowę kolejnymi sprawami, jak to miałem w zwyczaju. Tym bardziej zainteresowało mnie niewielkie zawiniątko, które znalazłem w przesyłce, zwłaszcza kiedy wyjąłem z niego zamówienie przygotowane przez Kate - drewno było naprawdę dobre, ładnie obrobione, zwarte i odpowiednio przygotowane, a przede wszystkim zostawiało wystarczająco dużo miejsca, żeby później wtopić w nie mniejszy wzór Ægishjálmuru, bez sprawiania karykaturalnego wrażenia gigantycznej „tarczy” noszonej na szyi - najwyraźniej potraktowała sprawę poważnie, co oznaczało, że przynajmniej jeden nasz problem właśnie zrobił się odrobinę mniejszy, zostawała jeszcze cała robota po mojej stronie, ale przynajmniej miałem wreszcie podstawę, od której można było zacząć.
Odłożyłem list na stół i przez chwilę patrzyłem na niego w milczeniu, odnotowując sobie w pamięci, iż musiałem zastanowić się nad tym, jak najlepiej było przenieść układ ośmiu Algiz, żeby nie zgubić przy tym jego pierwotnej geometrii. A potem…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
24.09.2026, 13:47  ✶  
13.09.1972 - 18.10.1972, Exmoor, Londyn, Rumunia, Londyn

Odpisałem Kate i początkowo po prostu odłożyłem zamówienie na blat zabałaganionego biurka, z zamiarem zajęcia się nim w chwili, kiedy będę miał spokojniejszą głowę i trochę więcej siły, ale życie już tego wieczoru miało wobec mnie własne plany… Następnego dnia pojawiło się coś kolejnego, potem jeszcze coś, później przestałem już nawet próbować ustalać, które z tych narastających wyzwań i problemów powinno było mieć pierwszeństwo, skupiwszy się na bardzo przyziemnych priorytetach, nie na „ratowaniu świata”. W pewnym momencie praktycznie przestałem nocować w swojej dotychczasowej sypialni, co uznałem za naprawdę nieoczekiwanie pozytywny obrót sytuacji, przynajmniej dopóki pojęcie „normalnego rytmu dnia” na powrót nie zaczęło brzmieć równie abstrakcyjnie jak spokojny tydzień w moim dorosłym życiu. Psychoza, coraz większe problemy z rozpoznawaniem tego, co rzeczywiście miało miejsce, z odróżnianiem rzeczywistości i jawy od tego, co podsuwała mi moja własna głowa lub cudzy czarnomagiczny wpływ, nieprzespane noce, problemy dnia doczesnego i cała masa syfu, którego nie potrafiłem już tak łatwo odsunąć na bok, jak zwykłem robić to wcześniej, mimo że próbowałem „jakoś” sobie z tym poradzić. W praktyce wszystko, co zacząłem sobie na nowo budować na Wyspach nagle przesypało mi się przez palce… Knieja Godryka wraz z jej zagrożeniami również zaczęła się oddalać i rozmywać, nie dlatego, że przestała mnie interesować, ale dlatego, że przestałem mieć przestrzeń, żeby interesować się czymkolwiek poza tym, co działo się bezpośrednio wokół mnie - poza moimi własnymi widmami.
Ægishjálmur i osiem run Algiz przegrały więc z brutalną rzeczywistością, która postanowiła urządzić mi wyjątkowo długi pokaz tego, jak wiele problemów można było jednocześnie wrzucić na jedną głowę zanim Lecznica Dusz zacznie wydawać się naprawdę miłym miejscem, a ja, zamiast wrócić do tematu kromlechu, coraz bardziej zajmowałem się tym, żeby w ogóle jakoś przejść przez kolejne dni. Zagadnienie, które jeszcze niedawno wydawało mi się najważniejszym tropem, zostało więc gdzieś pomiędzy niedokończonymi notatkami a rzeczami, o których nawet nie pamiętałem już, gdzie je odłożyłem. Przesyłka od Kate leżała więc gdzieś zapomniana, pomiędzy innymi przedmiotami, czekając cierpliwie na moment, w którym przypomnę sobie, po co właściwie ją zamówiłem.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
24.09.2026, 13:48  ✶  
18.10.1972 - 20.10.1972, Londyn

Minęło sporo czasu, odkąd ostatni raz wróciłem myślami do Kniei, na tyle dużo, że przestałem już próbować określać go konkretną liczbą - nie liczyłem dni, bo miałem w tym okresie wystarczająco dużo innych powodów, żeby nie chcieć prowadzić kalendarza własnego upadku, ale wrzesień był paskudny, początek października niewiele lepszy, a teraz… teraz mieliśmy już sam środek października i, o dziwo, sporo rzeczy zdążyło się zmienić, przede wszystkim na dobre, chociaż oczywiście nic w moim życiu nie mogło przejść bez konsekwencji, kosztów i przynajmniej jednej sytuacji, po której należało się poważnie zastanowić, czy naprawdę warto było jeszcze dokładać sobie wrażeń.
Ostatnie kilka dni dało mi jednak coś, czego wcześniej zdecydowanie mi brakowało, czyli czas, a właściwie przymusowy czas, bo podczas szlabanu w sypialni nowego domu nie bardzo miałem możliwość robienia czegokolwiek poza leżeniem i myśleniem. Eliksiry powinny były mnie przymulać znacznie skuteczniej, niż faktycznie to robiły, więc zamiast przesypiać pół dnia, leżałem z otwartymi oczami i pozwalałem myślom skakać po wszystkich sprawach, które przez ostatnie tygodnie skutecznie spychałem na dalszy plan. Wrócił między innymi kromlech, wspomnienie z myślodsiewni, osiem Algiz i Ægishjálmur, razem z tym przypomniałem sobie również, że przecież zamówiłem u Kate Barclay podstawy pod talizmany. Problem polegał na tym, że za cholerę nie wiedziałem, gdzie położyłem to, co mi przysłała, a nie za bardzo mogłem się ruszyć z łóżka, nie ryzykując gniewem mojego prywatnego uzdrowiciela - pamiętałem przesyłkę, pamiętałem drewno, pamiętałem nawet, że odłożyłem je w bezpieczne miejsce, co było szczególnie zabawne, ponieważ „bezpieczne miejsce” najwyraźniej znajdowało się poza zasięgiem mojej własnej pamięci - przekopałem w myślach kilka ostatnich tygodni, próbując odtworzyć, co właściwie zrobiłem z listem po jego otrzymaniu, ale moja własna głowa uparcie podsuwała mi wszystko poza odpowiedzią, której potrzebowałem.
Nie zamierzałem ponownie zawracać Kate głowy tym samym zamówieniem tylko dlatego, że moje życie zwykło pierdolić się w najbardziej niewskazanych momentach, ponieważ nawet ja miałem pewne granice przyzwoitości i bezczelności - nie chciałem też wychodzić na kompletnego debila i ponownie zawracać kobiecie głowy prośbą o wykonanie dokładnie tego samego, skoro już raz się dla mnie narobiła, więc pozostało mi znaleźć kogoś innego, kto mógł mieć pojęcie o wzorach, runach i samej biżuterii. Zacząłem więc pisać… jeden list, drugi, trzeci, potem odpowiedzi zaczęły wracać i musiałem odpowiadać na nie kolejnymi, co szybko zamieniło się w całkiem owocny ciąg komunikacyjny. Co prawda, Jynx miała przy tym chyba jeszcze mniej powodów do zadowolenia ze swojego życia niż zwykle, bo co chwilę wysyłałem ją w jedną albo drugą stronę z następną wiadomością, ale przynajmniej zacząłem wreszcie zbierać informacje, zamiast tylko leżeć i pamiętać o tym, czego nie zrobiłem.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
24.09.2026, 13:48  ✶  
23.10.1972, Londyn

Skoro nie mogłem się ruszać, przynajmniej mogłem zawracać głowę innym ludziom korespondencyjnie. Kilka dni później zobaczyłem wreszcie efekty swojej wymuszonej i wyjątkowo żałosnej, przynajmniej w moim własnym mniemaniu, „pracy stacjonarnej”, która polegała głównie na leżeniu w łóżku lub spędzaniu kilku godzin na fotelu w pozycji półleżącej, pisaniu listów i przekonywaniu samego siebie, że był to całkiem produktywny sposób spędzania czasu. Niby gówno prawda, ale chyba jednak coś z tego wyszło… Sowa przyniosła ze sobą całkiem ciężką przesyłkę, co samo w sobie może nie było gwarancją powodzenia, lecz wystarczyło, abym ją rozpakował, bym mógł uznać, że trafiła do mnie praca kogoś, kogo rzeczywiście warto było mieć na liście kontaktów. Przez chwilę obracałem przygotowany element w palcach, oglądając go z każdej strony i sprawdzając sposób wykończenia, proporcje oraz miejsce, które później mogłoby wchłonąć pieczęć - chapeau bas, naprawdę nie miałem się tutaj do czego przyczepić, a przy moim zawodowym skrzywieniu nie było to stwierdzenie, które przychodziło mi szczególnie łatwo - skoro już jednak zostałem pozbawiony jednej z ulubionych rozrywek, czyli narzekania na cudzą fuszerkę, zacząłem przyglądać się całości pod innym kątem.
Odłożyłem przesyłkę na bok, sięgnąłem po pergamin i odpisałem Tristanowi Wardowi, chcąc umówić się z nim w dogodnym terminie, nawet niekoniecznie przed Samhain, bo pewnie miał obecnie sporo zleceń, chociaż w takiej sytuacji dobrze było kuć żelazo, póki gorące - w takich sprawach rozmowa twarzą w twarz potrafiła powiedzieć znacznie więcej niż nawet najlepiej napisany list, a skoro sam zaproponował spotkanie, tym chętniej podjąłem temat, odkładając na bok wszelkie uprzejmości ograniczone do zachwytów nad rzemiosłem i przechodząc do konkretów - nie wiedziałem jeszcze, dokąd ta dyskusja miała nas doprowadzić, ale lubiłem mieć możliwości i alternatywne drogi, w razie komplikacji i nie tylko, a ten człowiek być może właśnie jedną z nich mi otwierał. Możliwe, że obaj mogliśmy zyskać coś więcej, niż z początku sądziliśmy. Nie zamierzałem od razu wykładać na stół całej historii z Knieją, kromlechem i ośmioma Algiz, ale chciałem zobaczyć, co miał do powiedzenia ktoś jeszcze, w bliższej odległości od Londynu i bez związku z Yaxleyami, kto znał się na jubilerstwie, zanim ponownie zacznę kombinować z rzeczą, której przez kilka tygodni nawet nie brałem pod uwagę.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#8
24.09.2026, 13:49  ✶  
26.10.1972 - 27.10.1972, Londyn, Exmoor

List od Geraldine zastał mnie w chwili, w której byłem już święcie przekonany o tym, że tamten konkretny problem został przeniesiony do kategorii rzeczy, którymi będę musiał zająć się dopiero wtedy, kiedy przestaną spadać mi na głowę wszystkie pozostałe „naglące sprawy” - czyli nigdy - z początku wprawił mnie w autentyczną konsternację, bo kiedy tylko zobaczyłem przesyłkę, list i załączoną zawartość, przez chwilę ja sam również nie miałem najmniejszego pojęcia, skąd właściwie się u niej znalazła ani dlaczego właśnie teraz do mnie trafiła. Co gorsza, praktycznie natychmiast przypomniałem sobie podobną kopertę, a wraz z nią… miejsce, w którym musiała się znajdować i, cóóóż, nie było to odkrycie, z którego miałbym ochotę być szczególnie dumny - pamiętałem, jasne, ale nie było to szczególnie chlubne wspomnienie.
Nie pozostało mi więc nic innego, jak wybrać się na wieś i przekopać pokój, w którym spałem przez jakiś czas po pożarach, nawet jeśli sam widok tego miejsca wystarczył, żeby odechciało mi się szukania, bo wszystko, co w tamtym okresie odkładałem „na później”, najwyraźniej nadal czekało tam w stanie doskonale odpowiadającym tym zamiarom. Przesunąłem kilka rzeczy, zajrzałem pod łóżko, przetrząsnąłem szuflady, pudła i stosy przedmiotów sprzed lat, których pochodzenia wolałem chwilowo nie dociekać, aż wreszcie trafiłem na znajomą kopertę, która leżała praktycznie na widoku, praktycznie bezgłośnie kpiąc sobie z moich umiejętności organizacyjnych.
Przez chwilę trzymałem przesyłkę w dłoni i zastanawiałem się, czy powinienem był cokolwiek z tym robić, ale stosunkowo szybko i trzeźwo przypomniałem sobie, co napisała Gerda - skoro chciała, żebym „zrobił, co trzeba”, zamierzałem to zrobić - oczywiście nie zamierzałem wspominać jej ani słowem o tym, gdzie znalazłem pierwszą część mojego zamówienia, ani o tym, że je zapodziałem i przez kilka tygodni sam nie miałem pojęcia, co się z nim stało, ani o tym, co zamówiłem w jego miejsce, ani… Ani właściwie o niczym, bo nie potrzebowałem komentarzy na temat mojej organizacji pracy, która we wrześniu i na początku października pozostawiała naprawdę wiele do życzenia. W zupełności wystarczyło mi to, że moja droga kuzyneczka wypchnęła mnie wtedy przez balkon, wziąłem więc znalezisko ze sobą, zachowując dla siebie całą resztę historii.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
24.09.2026, 13:50  ✶  
28.10.1972, Londyn

Zanim zabrałem się za dekorowanie domu na Samhain, uznałem, że powinienem był wreszcie zrobić coś, co od kilku tygodni wracało do mnie w najmniej odpowiednich momentach, mianowicie usiąść do pieczętowania amuletów. Rozłożyłem więc na stole wszystko, czego potrzebowałem, czyli przygotowane podstawy z drewna, narzędzia do wykonania wzoru i notatki, które zdążyły przejść przez kilka mieszkań, parę krajów oraz zdecydowanie zbyt wiele etapów mojego życia, zanim ponownie znalazły się przede mną. Samo wykonanie wzoru Ægishjálmuru nie było dla mnie szczególnie trudne, znacznie większą uwagę musiałem poświęcić temu, żeby zachować jego geometrię w znacznym pomniejszeniu i nie zgubić zależności między poszczególnymi ramionami, bo przy takiej konstrukcji jeden źle poprowadzony odcinek potrafił zmienić charakter całego zapisu. Doświadczenie nauczyło mnie, że runy potrafiły wybaczyć wiele, ale zdecydowanie nie wszystko, szczególnie kiedy ktoś traktował je jak ozdobne bazgroły, zacząłem więc od wyznaczenia osi, potem zaznaczyłem punkty, w których miały spotkać się poszczególne linie, dopiero wtedy przystąpiłem do właściwego osadzania wzoru, bo tym razem naprawdę nie chciałem przekonać się po fakcie, że jeden niewłaściwy kąt zmienił sens moich wszelkich założeń. Nie chciałem również pracować na czymś, co zaczęłoby pękać przy pierwszym głębszym nacięciu albo rozwarstwiać się pod naciskiem dłuta, bo wtedy cała robota skończyłaby się znacznie szybciej, niż bym sobie tego życzył, ale Kate najwyraźniej dostała i dobrała materiał naprawdę dobrej jakości, odpowiednio wysuszony i przygotowany do dalszej obróbki, co było istotne, skoro zamierzałem później wprowadzić w niego złożony wzór.
Cały proces był mozolny i wymagał znacznie więcej ręcznej pracy, niż można było oczekiwać po czymś, co ostatecznie miało zmieścić się pod ubraniem i niekoniecznie być wystawiane na światło dzienne, ale właśnie dlatego wolałem robić to etapami - całość wymagała cierpliwości, której ostatnimi tygodniami miałem zdecydowanie mniej, niż zwykle, czyli bardzo niewiele, jednak tym razem przynajmniej wiedziałem, po co siedziałem przy tym stole - miałem wreszcie coś, co mogłem później sprawdzić, zamiast kolejny raz odtwarzać w głowie cudze wspomnienie i zastanawiać się, czy nie przeoczyłem czegoś istotnego. Nie próbowałem robić tego na szybko, tym bardziej że nie interesowało mnie stworzenie ładnej ozdoby, tylko sprawdzenie konkretnej hipotezy przy okazji, która z pewnością mogła kiedyś nadejść, może oby tylko później niż prędzej. Tak czy owak - noszenie amuletu nie miało zaszkodzić nikomu z mojego najbliższego otoczenia, kto bywał w Dolinie częściej, niż tylko w ramach rekreacji.

Pieczętowanie (III) + Starożytne runy (I) - Benjy precyzyjnie nanosi na przygotowane drewniane amulety układ ośmiu run Algiz, formując mniejszą wersję Ægishjálmuru, a następnie pieczętuje wzór w strukturze drewna, dbając o zachowanie odpowiednich proporcji, kątów i ciągłości runicznego układu.

Rzemiosło ◉○○○○ - wyrycie estetycznych symboli w drewnianych medalionach
Rzut O 1d100 - 36
Akcja nieudana


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#10
24.09.2026, 15:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.09.2026, 15:30 przez Benjy Fenwick.)  
28.10.1972, Londyn

Nie dało się nie zauważyć - wyszła mi wersja Ægishjálmuru, którą można było opisać wieloma słowami, ale „estetyczna” zdecydowanie nie należało do tej grupy. Próba umieszczenia pieczęci na przygotowanych przez Kate kawałkach drewna wymagała ode mnie znacznie więcej cierpliwości, niż początkowo zakładałem, przede wszystkim dlatego, że chciałem osiągnąć jednocześnie dwa efekty, które wcale nie musiały iść ze sobą w parze - wzór miał działać, ale miał też wyglądać tak, jakby został wykonany przez kogoś, kto od początku wiedział, co robi, co technicznie było najprawdziwszą prawdą, tyle tylko, iż jednocześnie ja sam byłem klątwołamaczem, nie jubilerem - o ile działanie i poprawność naniesienia wzoru pieczęci mogłem jeszcze kontrolować, bo przy runach liczyły się geometria, kolejność prowadzenia znaków, głębokość nacięć i sposób zamknięcia układu, o tyle natomiast estetyka wymagała ode mnie zupełnie innego rodzaju precyzji. Największym problemem okazały się moje własne dłonie, co było wyjątkowo ironiczne, ponieważ przez większość życia uważałem je raczej za zaletę niż przeszkodę. Nie mogłem pozwolić sobie na głębokie, agresywne ruchy, do których byłem przyzwyczajony przy znacznie mniej delikatnych pracach albo podczas pieczętowania większych przedmiotów, tutaj każde nacięcie musiało być świadomie niewielkie i, tfu, „zgrabne”, bym mógł pomieścić wszystkie szczegóły na niewielkiej powierzchni, więc co chwilę zmieniałem chwyt, obracałem materiał pod innym kątem, podpierałem nadgarstek o blat i szukałem takiej pozycji, w której moje własne paluchy przestałyby zasłaniać mi połowę pola widzenia. 
Kate przygotowała podstawy naprawdę dobrze, więc tym bardziej szkoda byłoby oszpecić jej pracę, bo skoro już miałem później nosić to wszystko przy sobie i rozdawać innym, podpisując się pod tym własnym fachem, nie widziałem powodu, żeby wyglądało jak coś, co wydłubałem na sęku pozyskanym z kawałka drewna pięć minut po powrocie z lasu. Normalnie może właśnie tak bym zrobił, ale…
Najbardziej frustrujące było to, że doskonale wiedziałem, jak powinien był wyglądać każdy fragment pieczęci, widziałem w głowie właściwy efekt końcowy, kształt i jego proporcje, mimo to moje ręce nie zawsze miały ochotę zastosować się do instrukcji przekazywanych im przez mózg. Nie miałem dłoni stworzonej do trzymania igły, cienkiego pędzla ani jubilerskiego narzędzia, tylko przyzwyczajoną do zaciskania się na różdżce, uchwycie noża, linie, kamieniu czy czymkolwiek innym, co akurat należało utrzymać, cisnąć, przesunąć albo wyrwać z niewłaściwego miejsca. Przy większych przedmiotach nie stanowiło to żadnego problemu, tutaj jednak każdy milimetr miał znaczenie, przez co nawet szerokość mojego własnego palca wskazującego nagle stawała się całkiem poważną przeszkodą, kiedy próbowałem jednocześnie utrzymać amulet, narzędzie i odpowiedni kąt prowadzenia linii.
Przesunąłem kciukiem po jednym z nacięć, marszcząc brwi, potem obróciłem amulet i obejrzałem go z drugiej strony, jakby zmiana perspektywy mogła nagle naprawić sytuację - nie naprawiła - moje „dzieła” teoretycznie były całkowicie poprawne, pod tym względem mogłem uznać robotę za wykonaną, osiem wrysowanych Algiz układało się w zaplanowany wzór, geometria się zgadzała, pieczęć była zamknięta i działała, czyli wszystkie rzeczy, które miały znaczenie z punktu widzenia zabezpieczenia, zostały zrobione prawidłowo, ale wykonanie wyglądało przy tym tak, jakbym uznał, że kwestie estetyczne były zbyteczne. Problem polegał na tym, że wystarczyło na nie spojrzeć, żeby natychmiast stracić cały entuzjazm do noszenia tego na szyi. Były, kurwa, brzydkie… Próbowałem sobie wmówić, że właśnie o taki efekt mi chodziło, że przecież Ægishjálmur miał wyglądać jak coś groźnego, ochronnego i niekoniecznie przeznaczonego do oglądania przy herbacie, ale nawet ja nie byłem aż takim optymistą. Z drugiej strony, skoro podstawowym założeniem było odstraszanie widm, mogłem uznać, że przypadkiem udało mi się osiągnąć dodatkowy efekt. Cała reszta była problemem przyszłego Benjy’ego, który najwyraźniej musiał kiedyś nauczyć się robić rzeczy ładniej albo znaleźć sobie kogoś ze znajomością praktyk i mniejszymi palcami.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4796)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa