• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[30/10/72] A little darkness at home | Benjy, Prue

[30/10/72] A little darkness at home | Benjy, Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
27.09.2026, 23:24  ✶  
Sprzątanie czekające nas przed Samhain potraktowałem bardziej symbolicznie niż praktycznie, bo przecież nie zamierzałem nagle zmienić się w fascynata klinicznego porządku i tym samym z narastającym zdenerwowaniem doprowadzać całego domu do stanu, w którym można byłoby przeprowadzić w nim kontrolę przy pomocy białej rękawiczki, tym bardziej, że nie planowaliśmy przecież zapraszać do nas żadnych gości - ani żywych, ani tym bardziej tych zza Zasłony - wręcz przeciwnie, aktualnie podejmowane przez nas czynności miały na celu odstraszenie i trzymanie z dala wszystkiego, co tej jednej nocy mogłoby chcieć przedostać się przez wyjątkowo cienką barierę pomiędzy światami.
Zacząłem od otwarcia wszystkich okien, chociaż październikowy chłód od razu wdarł się do środka i przypomniał mi, dlaczego nie było to do końca idealnym pomysłem o tej porze roku, przy aurze panującej na zewnątrz. Nie była to szczególnie przyjemna praca, zwłaszcza że mimo przygotowania, dłonie szybko zaczęły mi marznąć, a mokra szmatka zrobiła się wyjątkowo niewygodna do trzymania, ale przesuwałem ją po szybach cierpliwie - jak na mnie - zbierając kurz, pył, ślady deszczu i wszystko, co przez ostatnie tygodnie zdążyło się na nich osadzić. Otworzyłem kolejne skrzydła, umyłem ich ramy, przetarłem parapety, po czym na powrót zatrzasnąłem wszystkie możliwe lufciki, żeby zimno nie wywiało całego ciepła z domu, zanim jeszcze zdążyliśmy rozpalić rytualny ogień w kominku i zasłonić wszystkie kotary mogące nocą przepuścić światło na zewnątrz.
Potem mogłem przejść dalej - tym razem do luster, których mieliśmy całkiem sporo, zanim zakryliśmy je materiałem, który miała przygotować moja żona - namoczyłem szmatkę, dodałem odrobinę środka czyszczącego i kolistymi ruchami zacząłem przecierać pierwszą taflę, dokładnie czyszcząc również ramę i narożniki, gdzie zdążył osiąść ten sam wszechobecny kurz, co wszędzie indziej, tak typowy dla starych domostw, potem przeszedłem do kolejnego lustra, a następnie następnego, aż wszystkie były czyste i pozbawione smug.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#2
27.09.2026, 23:40  ✶  

Stare domy miały to do siebie, że posiadały sporo zakamarków, w których mógł się zbierać kurz. Prue lubiła czystość, dbała o porządek, jednak była też na tyle świadoma, że w miejscu jak to nie wszystko mogło być idealne. Nie dało się samemu o to zadbać, zresztą całkiem niedawno się przeprowadzili i jeszcze było przed nimi sporo pracy, aby doprowadzić to miejsce do takiego stanu, w jakim chciałaby je widzieć. Nie przejmowała się tym jednak jakoś specjalnie, bo była to ich jaskinia, raczej nie miał ich nikt odwiedzić w najbliższym czasie, a więc mogli sobie pozwolić na trochę niedociągnięć.

Ustalili, że warto było trzymać się tradycji i zasłonić okna i lustra, co by przypadkiem nikt martwy nie postanowił skorzystać z tego, że zasłona będzie bardzo delikatna tej nocy. Benjy zajął się oknami, to znaczy przygotował je odpowiednio do sabatu, zdecydowanie miał ku temu lepsze predyspozycje. Był od niej dużo wyższy, jego ręce miały większy zasięg, nic dziwnego więc to zadanie przypadło właśnie jemu. Ona musiałaby skakać po parapetach, co mogłoby się skończyć różnie.

Prudence spędziła większość czasu, kiedy Benjy zajmował się oknami na strychu, gdzie znalazła materiały, które miały się im przydać. Tak jak się spodziewała wszystko było na swoim miejscu. Przejrzała je jeszcze, sprawdziła, czy wszystko wygląda jak powinno, po czym zaczęła je znosić na parter. Mieli sporo luster, a więc było im potrzebne sporo materiałów, aby wszystko zasłonić, wydawało jej się jednak, że ich zasoby wystarczą. Z każdą jej wędrówką z góry na dół czuła, że w domu robi się coraz chłodniej. Nie komentowała tego jednak, później zajmą się ogrzaniem ich jaskini.

Przystanęła w progu, spojrzała na swojego męża, który czyścił właśnie jedno z luster. Chciała zapamiętać ten widok, był to przecież pierwszy raz, kiedy dzielili się obowiązkami i zajmowali przygotowaniami do sabatu. Nieźle im szła ta cała współpraca, była naprawdę zadowolona z tego, jak się dogadywali w takich przyziemnych rzeczach. - Całkiem nieźle Ci idzie, ale myślę, że już bardziej czyste nie będzie. - Skomentowała jeszcze.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
28.09.2026, 00:39  ✶  
Słysząc jej głos, uniosłem wzrok znad lustra, zamrugawszy i powróciwszy do rzeczywistości - nawet nie spostrzegłem, iż zupełnie zawiesiłem się na wykonywaniu kolejnych kolistych ruchów szmatką - jeszcze moment wcześniej bezmyślnie przyglądałem się własnemu odbiciu, które dzięki dokładnemu szorowaniu szkła stało się na tyle wyraźne, że trudno było już udawać, iż pozostawione smugi miały jakiekolwiek szanse zejść pod wpływem mocnego tarcia. Być może nie byłem szklarzem, jak Elias, lecz żywiłem podejrzenia, że pozostawione nam przez Ellie zwierciadła były w większości srebrzone, przez co należało się z nimi obchodzić znacznie bardziej delikatnie, niż ewidentnie robiła to starsza pani, a teraz te poczynione szkody były już praktycznie nienaprawialne bez interwencji specjalisty, którego jednak chwilowo nie zamierzałem prosić o wsparcie. Przejechałem jeszcze raz szmatką po samym środku tafli, nie z rzeczywistej potrzeby, lecz po to, aby nie dać po sobie poznać, iż od dłuższej chwili robiłem przez cały czas to samo, po czym odsunąłem się kawałek i spojrzałem na Prue, która stała w progu z kolejną porcją materiałów przeznaczonych do zasłonięcia luster. Nie zamierzałem przyznawać jej racji zbyt szybko, bo w związkach, jak i w przyjaźniach czy w rywalizacjach, z pewnością istniały niepisane zasady dotyczące tego, ile razy można było usłyszeć, że coś zrobiło się „wystarczająco dobrze”, zanim należało odpowiedzieć czymś równie błyskotliwie uszczypliwym, ale jednocześnie nie chciałem doprowadzać do sytuacji, w której przez moje ambicje mielibyśmy jeszcze przez godzinę polerować lustro, które za kilka minut miało zostać całkowicie zakryte czarną tkaniną.
- Nie doceniasz mojego zaangaszowania w zapewnienie mu absolutnej czystości pszed zaklyciem go mateliałem, spod któlego i tak nie będzie go widaś. - Odpowiedziałem, odkładając szmatkę na bok i sięgając po różdżkę - właściwa część pracy dopiero się zaczynała, bo czyste szkło było jedynie przygotowaniem do naniesienia zabezpieczeń, które i tak planowałem tam umieścić, a przy tym wolałem nie zostawiać Prue z wrażeniem, że przez cały ten czas zajmowałem się wyłącznie domowymi obowiązkami, skoro mogłem jeszcze dorzucić do tego odrobinę zawodowej przesady - przyłożyłem końcówkę do powierzchni zwierciadła i zacząłem kreślić pierwszy znak, prowadząc linię spokojnie, bez pośpiechu, pilnując jej zamknięcia oraz odpowiedniego układu wszystkich elementów. Zimno, które zdążyło wejść do domu przez otwarte wcześniej okna, zaczynało już być wyraźnie odczuwalne, szczególnie w moich zdrętwiałych dłoniach, więc miło byłoby zrobić sobie przerwę na coś ciepłego, ale nie zamierzałem przerywać, dopóki nie skończyłem tego, co rozpocząłem. Zerknąłem przy tym na stertę sukna przyniesionego przez Prue i pokręciłem głową, bo liczba luster w tym domu zdecydowanie nie sprzyjała szybkości działania, zwłaszcza jeśli każde z nich miało zostać potraktowane z podobną dokładnością, mimo wszystko, kiedy skończyłem i zobaczyłem, że znaki prawidłowo osiadły w rogach szkła, poczułem pewną satysfakcję, bo rzeczywiście dobrze było razem zajmować się ostatnimi szlifami domu przed sabatem, nawet jeśli nasza współpraca polegała obecnie głównie na tym, że jedno z nas stało w miejscu, drugie dreptało, a później oboje mieliśmy udawać, że od samego początku rozsądnie zaplanowaliśmy sobie tę pracę, co zdecydowanie było dalekie od prawdy.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#4
28.09.2026, 21:06  ✶  

Prue nie odrywała wzroku od męża nawet na ułamek sekundy. Czyścił to lustro z takim ogromnym zaangażowaniem… była pełna podziwu. Naprawdę starał się, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Mniejsza o to, że te zwierciadła i tak zaraz miały być zakryte, naprawdę doceniała jego zapał i gorliwość. Oczywiście nie omieszkała tego skomentować, chociaż nie miała nic złego na myśli, z dwojga złego dużo lepiej, że tak bardzo się starał, niżeli miałby robić wszystko na odwal się.

- Doceniam, bardzo doceniam, chociaż właśnie zastanawiam się, czy jest sens się w to, aż tak angażować, nie oceniam jednak, wygląda to naprawdę nieźle. - Być może nie do końca była w stanie ocenić to, jak wyglądało lustro z odległości w jakiej się znajdowała, nie wątpiła jednak w to, że Benjy faktycznie bardzo się do tego przyłożył, wystarczyło jej, że obserwowała go w akcji przez ostatnie kilkanaście sekund.

Nie był to jednak koniec, jej małżonek przykładał się do tego co robił z ogromną dokładnością, postanowił zadbać o to, aby lustra były odpowiednio zabezpieczone. Nakładał na nie te swoje zabezpieczenia, które dla Prue były trochę jak mityczne czary-mary, bo to zdecydowanie nie była dziedzina magii, w której była biegła. Obserwowała go więc z przyjemnością podczas tego, kiedy zajmował się tym w czym był najlepszy. Czekała, aż skończy, po czym w końcu się ruszyła, wcześniej nie chciała mu przeszkadzać, aby go nie rozproszyć. Wiedziała, że czasem sekunda wystarczała do tego, aby musieć zaczynać proces od nowa. - Gotowe? - Zapytała jeszcze, kiedy zbliżała się w jego kierunku. Wydawało jej się, że tak, ale nie mogła mieć co do tego pewności, no bo zdecydowanie była laikiem w tym, czym on się właśnie zajmował. Każde z nich miało do wykonania swoje zadania podczas tej operacji związanej ze zwierciadłami, to jej było zdecydowanie mniej wymagające, ale od tego przecież byli specjaliści, aby wykazywać się w swojej specjalności, nawet jeśli chodziło tylko o przygotowanie ich wspólnego domu do Samhain. W tym przypadku raczej nie można było powiedzieć o tym, że szewc bez butów chodził, bo jej mąż naprawdę mocno zaangażował się w przygotowania do sabatu, co bardzo pozytywnie ją zaskoczyło.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
29.09.2026, 01:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2026, 01:06 przez Benjy Fenwick.)  
Uniosłem na nią wzrok znad lustra, przez chwilę patrzyłem bez słowa, po czym parsknąłem cicho, odkładając szmatkę na parapet - świadomość, że miałem widza podczas tak fascynującej czynności jak mycie i przecieranie powierzchni płaskich, była dość osobliwa, zwłaszcza że Pruey nie wyglądała, jakby zamierzała w najbliższym czasie przenieść zainteresowanie gdziekolwiek indziej, gotowa obserwować nawet najbardziej prozaiczne zajęcie z uwagą należną pokazowi sztucznych ogni, najwyraźniej tylko dlatego, że uznała to za interesujące. Dlaczego? Nie wiedziałem, bo przecież nie byłem aż takim znowu bałaganiarzem, by widok mnie, robiącego cokolwiek, aby utrzymać czystość, należał do wydarzeń pokroju obserwacji jednorożców w trakcie sezonu godowego. Nie zamierzałem jednak narzekać, bo skoro już mi bardzo ktoś bliski postanowił docenić moje zaangażowanie w czynność, której normalnie nikt przy zdrowych zmysłach nie uznałby za widowiskową, mogłem równie dobrze pozwolić sobie na odrobinę satysfakcji.
- Wiesz, pszes chwilę poczułem plesję. - Sięgnąłem po różdżkę i obróciłem ją między palcami, przyglądając się Prue z rozbawieniem. - Skolo mam publiczność o wysokich standaldach, wypadałoby pszynajmniej nie odwaliś fuszelki, nie? - Wytarłem jeszcze wilgoć z palców o spodnie, po czym przesunąłem wzrokiem po lustrze, kontrolnie rzucając okiem na umyte szkło, na którym nie zostało już nic poza równą, czystą powierzchnią. - Poza tym jesteś siostlą bliźniaczką szklasza, więs plofilaktysznie zakładam, sze w losinie istnieją jednak pewne standaldy dotyczące tego, jak powinno wyglądaś lustlo, a ja nie zamieszam nalaszaś się na gniew kolejnego Bletchleya pszes smugę na szkle. Nie planuję dowiadywaś się, co się lobi ze szwaglem, któly zostawia ślady palców na szybie, w dodatku tusz pszed Samhain. - Nie czekałem na odpowiedź, bo znałem ją mniej więcej z wyrazu jej twarzy, zamiast tego przyłożyłem końcówkę różdżki do lustra i zacząłem nanosić zabezpieczenie.
Prowadzenie znaków wymagało znacznie większej precyzji niż samo mycie, dlatego całą uwagę skupiłem na powierzchni szkła, obserwując pojawiające się kolejno linie i pilnując, żeby żadna z nich nie została przerwana - tego typu czynności również nie były szczególnie widowiskowe, co zresztą uważałem za ich zaletę, bo w mojej pracy rzeczy, które robiły dużo hałasu i świeciły na milę, zazwyczaj miały więcej wspólnego z popisywaniem się niż z porządną ochroną - każdy znak zamykałem krótkim ruchem różdżki, a następnie przechodziłem do kolejnego, aż cała przygotowana przeze mnie konstrukcja była kompletna, dopiero wtedy odsunąłem się od lustra i sprawdziłem efekt z kilku stron, upewniając się, że zabezpieczenie było stabilne.
- Jeśli pytasz, czy moszesz jusz zasłoniś moje alcydzieło, to tak. Gotowe. - Spojrzałem na Prue i wskazałem różdżką taflę, wykonując półkolisty, niemal teatralny ruch nadgarstka. - Zostało zamknięte pszed wszystkim, co mogłoby plóbowaś wykoszystaś je tej nocy. Czyń swoje. - Przez moment zostałem jeszcze na miejscu, obserwując jej poczynania z czarnym materiałem, po czym zabrałem się za przygotowanie kolejnego lustra, bo skoro mieliśmy ich w domu tyle, że można było pomyśleć, iż poprzednia właścicielka naprawdę ceniła sobie sposobność do podziwiania własnych odbić - co nie było raczej błędnym założeniem, gdyż Ellie niewątpliwie lubiła wyrażać samą siebie poprzez sposób, w który się prezentowała - czekało nas jeszcze trochę pracy, zanim wszystkie zostaną właściwie zapieczętowane i zakryte przed Samhain.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#6
29.09.2026, 20:13  ✶  

Był to po prostu całkiem przyjemny widok do obserwacji. To nie tak, że nie widziała go wcześniej podczas wykonywania prozaicznych obowiązków domowych, jednak kiedy tak pucował to lustro, to cóż - jakoś tak nie mogła oderwać od niego wzroku. Bardzo przykładał się do swojego zadania, całkiem nieźle przy tym wyglądał, więc skorzystała z okazji i przez chwilę pozwoliła sobie stać bezczynnie i tak po prostu na niego patrzeć, od tego przecież miała oczy.

- Zdecydowanie nie chciałam, abyś ją poczuł. - Nie wydawało jej się, aby była w tym prawda, chociaż może - cóż nie dało się ukryć, że Prue wpadła w małą obsesję na punkcie realizacji wszystkich zadań z listy, jednak nie uważała, że wszystko musiało być robione idealnie. Mogli pozwolić sobie na odrobinę niedociągnięć. Najwyraźniej jednak Benjy wziął sobie do serca pewne naleciałości jej rodziny. - Pewnie jakieś standardy istnieją, aczkolwiek mi samej nieco daleko od ich przestrzegania. Niestety w przeciwieństwie do Eliasa niekoniecznie przywiązywałam wagę do szkła. - Zdarzało jej się nawet kilka razy usłyszeć od brata komentarz na ten temat, niekoniecznie się nim przejmowała, bo jej zainteresowania były bardzo różne od niego. Miała w nosie to, czy na zwierciadle znajdowała się jakaś smuga, czy nie, czy rama była odpowiednio zachowana.

Jeszcze bardziej od części, w której przygotowywał lustro do użyteczności zainteresował ją moment, w którym postanowił je zabezpieczyć. To było naprawdę ciekawe, dobrze było widzieć go podczas tego, co naprawdę lubił robić. Widać było, że bardzo lekko mu to przychodziło.

- Jest tak czyste, że szkoda je zasłaniać. - Odpowiedziała jeszcze, kiedy znalazła się bliżej, tradycja jednak musiała zostać zachowana. Musieli pozasłaniać wszystkie lustra w domu, cóż pewnie po tym jak zdejmą ten materiał jeszcze przez jakiś czas będą takie idealne, chociaż przez chwilę będą mogli je podziwiać. Nie wątpiła bowiem w to, że kolejny raz ktoś się tak nimi zajmie dopiero w następne Samhain.

- Świetnie sobie z tym poradziłeś, widać, że masz wprawę, to znaczy nie z lustrami, ale no… - Rzadko kiedy tak naprawdę miała szansę zobaczyć go podczas pracy, więc to było dla niej coś nowego.

Miała zasłonić zwierciadło, więc właśnie tym się zajęła. Rozłożyła materiał, wyciągnęła go przed siebie i wytrzepała, aby był równy, po czym próbowała zasłonić lustro. Niby takie łatwe zadanie, a jednak musiała stanąć na palcach, przez co nieco zaczęła kołysać się na nogach, chwilę jej to zajmie.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
29.09.2026, 22:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2026, 22:28 przez Benjy Fenwick.)  
Widok Prue stojącej przy wejściu, obserwującej mnie podczas mycia lustra z uwagą zdecydowanie nieproporcjonalną do wykonywanej czynności, był przyjemny, poza tym szybko przyzwyczaiłem się do jej obecności w pobliżu, więc nie miałem zamiaru narzekać, nawet jeśli świadomość, że byłem obserwowany, sprawiała, że automatycznie przykładałem się jeszcze bardziej. Przez chwilę patrzyłem na nią poprzez odbicie w świeżo umytym lustrze, próbując ustalić, czy rzeczywiście aż tak bardzo interesowało ją moje dzisiejsze szorowanie wszystkich płaskich powierzchni na błysk, czy po prostu korzystała z okazji, żeby bezkarnie się na mnie gapić, skoro najwyraźniej uznała, że wykonywanie obowiązków domowych mogło stanowić całkiem przyjemnie absorbującą rozrywkę. Nie zamierzałem jej tego zbyt mocno wypominać - nie łudźmy się, ja raczej zwykłem robić to drugie, bo też lubiłem na nią spoglądać - właściwie nawet mi to odpowiadało, więc tylko uniosłem lekko kącik ust, po czym kiwnąłem głową, zamierzając przejść do czynności bliższych temu, co robiłem na co dzień. Zapewnienie dotyczące rodzinnych standardów potraktowałem jednak z odpowiednią ostrożnością, ponieważ podejrzewałem, że w każdej rodzinie istniały jakieś zasady, których przestrzeganie wychodziło szczególnie dobrze wtedy, kiedy można było nimi później dokuczać komuś bliskiemu, więc to, iż Prue „niekoniecznie” zwracała na nie uwagę nie znaczyło jeszcze, że ja byłem bezpieczny.
- Okej. - Odłożyłem szmatkę na parapet, zerknąłem jeszcze na idealnie czystą taflę, po czym sięgnąłem po różdżkę. - Pszynajmniej wiem, sze jeśli coś spaltolę, nie będę musiał samotnie uciekaś s klaju pod osłoną nocy, szeby uniknąś lodzinnego skandalu związanego s nieczystością. - Uśmiechnąłem się pod nosem, uprzednio zacisnąwszy usta w wąską, wymowną kreskę, po czym przestałem się wygłupiać, kiedy tylko końcówka mojej różdżki dotknęła szkła. Samo polerowanie szybko przestało być dla mnie interesujące, kiedy szkło było już czyste, natomiast dalsze zabezpieczanie było zupełnie inną sprawą, gdyż niezależnie od tego, na czym się skupiałem, zawsze podobała mi się ta chwila, w której z pozoru zwykły przedmiot przestawał być wyłącznie przedmiotem, ponieważ odpowiednio poprowadzona magia nadawała mu drugą funkcję, niewidoczną dla przypadkowego obserwatora, lecz bardzo konkretną dla kogoś, kto wiedział, na co patrzył. Lustra i bez tego traktowało się niczym portale, więc nałożenie na nie materialnej i niematerialnej ochrony stawało się tym istotniejsze w okresie, który nadciągał. Lubiłem ten moment, kiedy wszystkie pozornie drobne czynności zaczynały składać się w coś konkretnego, szczególnie że przy pracy nad ochroną tego typu nie było miejsca na efektowną nonszalancję - każdy ruch różdżki miał znaczenie, każda linia zamykała część układu, każde połączenie decydowało o tym, czy zabezpieczenie miało być rzeczywiście kompletne i działać bez naszego dalszego wkładu, tworząc zamknięty system, który po zakończeniu pozostawał niemal niewidoczny dla kogoś, kto nie wiedział, czego szukać - nie było w tym wiele widowiskowości, lecz nigdy jej tu nie potrzebowałem. Wolałem dobrze wykonany znak od zaklęcia, które robiło dużo hałasu tylko po to, żeby wszyscy w pomieszczeniu wiedzieli, że właśnie zostało rzucone.
- Wiem. - Odpowiedziałem z lekkim rozbawieniem, słysząc komplement dotyczący mojego doświadczenia, miała rację, szkoda było przykrywać tak dobrze wypolerowaną powierzchnię, lecz ta konkretna tradycja była ważniejsza niż możliwość podziwiania własnego odbicia przez kilka kolejnych dni. - Cieszę się, sze wleszcie ktoś docenił moje wieloletnie doświadczenie w kleśleniu tajemniczych bazglołów. - Nie powiedziałem „szlaczków”, bo to słowo w tym kontekście, padające z niektórych ignoranckich ust, zdecydowanie potrafiło mnie doprowadzić do białej gorączki.
Miałem już odwrócić się do następnego lustra, ocenić moje uprzednio zrobione przygotowanie powierzchni pod kolejne zabezpieczenie oraz wejść ponownie w ten przyjemny rytm kreślenia znaków, kiedy jej kołysanie się na palcach stało się wystarczająco wyraźne, żeby moje zawodowe skupienie przegrało z instynktem męża - bez słowa oderwałem się więc od planu zajęcia się kolejnym pieczętowaniem, podszedłem do niej, objąłem ją mocno w pasie i po prostu podsadziłem wyżej, tak żeby mogła bez żadnej gimnastyki dosięgnąć górnej krawędzi lustra i zawiesić materiał dokładnie tam, gdzie chciała - w końcu mogłem pozwolić sobie na krótką przerwę, szczególnie skoro moja żona najwyraźniej potrzebowała dodatkowych kilkudziesięciu centymetrów wzrostu, których natura postanowiła jej oszczędzić.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#8
Wczoraj, 13:05  ✶  

- Tak, nie ma opcji na samotne ucieczki z kraju, w tym wypadku będziemy musieli to zrobić w pakiecie. - Każda rodzina miała swoje standardy, jednych dotyczyły one bardziej, innych mniej, jeszcze nie miała pojęcia w jaki sposób Elias potraktuje Benjy'ego. Nie wydawało jej się jednak, aby miał mieć gorsze warunki od tych jej. Zdecydowanie nie była to bowiem ich dziedzina. Zajmowali się czymś zupełnie innym, a więc raczej można było przymknąć oko na drobne niedociągnięcia. Kto wie jednak co wpadnie jej bliźniakowi do głowy, jego zachowanie trudno było przewidzieć, chyba artyści po prostu tak mieli.

Później Benjy przeszedł do tej bardziej tajemniczej części swojego zadania, która zafascynowała Prue jeszcze bardziej niż to, jak polerował lustro. Mruczał pod nosem zaklęcia, machał różdżką, widać było, że bardzo lekko mu to przychodziło. Znał się na rzeczy, podobnych praktyk nie wykonywało się nigdy u niej w domu, bo właściwie nie miał kto tego robić. Faktycznie mogli czuć się więc pewnie tutaj ze świadomością, że on zadbał o każdy, najdrobniejszy szczegół jeśli chodzi o przygotowywanie zwierciadeł.

- Doceniam jednak zaangażowanie, nie wiem, czy widziałam kiedyś kogoś kto z taką pasją polerował szkło. - Był to spory komplement zważając na to, że w jej rodzinie znajdowało się sporo osób, które szkłem się zajmowały. Prue nie widziała nic w złego w tym, aby zwrócić uwagę na to, jak świetnie się sprawdził. Wiedziała, że komplementy czasem były na miejscu, oczywiście nie w nadmiarze, bo jak wiadomo, jej mąż bardzo szybko potrafił skupiać się właśnie na nich.

- Nie wierzę w to, że wcześniej nikt tego nie doceniał, a jeśli tak było, to pewnie nie patrzył na Ciebie podczas tego, całego procesu. To naprawdę fascynujący widok. - Pewnie w jej przypadku wyglądało to jeszcze nieco inaczej, bo przecież był jej mężem i po prostu lubiła na niego patrzeć, co nieco komplikowało sprawę, jednak mniejsza o to.

Przyszła kolej na nią, teraz to ona miała zająć się swoim zadaniem. Było całkiem łatwe, jednak jak widać, czasem i podczas tych niby prostszych zajęć mogły pojawić się drobne komplikacje. W tym przypadku jej wzrost znowu okazał się być drobną przeszkodą. Nie zamierzała szukać krzesła, to byłaby przecież strata czasu, zamiast tego zaczęła podejmować próby wspinania się na palcach, to jednak też nie przynosiło jakichś szczególnych efektów. Powinna jednak sięgnąć po krzesło. Nie zdążyła jednak zaakceptować tego rozwiązania, bo zupełnie niespodziewanie jej nogi podniosły się z ziemi, to znaczy jej całe ciało zostało podniesione. Najwidoczniej Benjy widział, że nie do końca sobie radziła z tym lustrem i postanowił zareagować. Nie spodziewała się tego, że zupełnie nagle znajdzie się w powietrzu, przez co odetchnęła głęboko, bo nieco ją to zestresowało. - Nie rób tak, bo kiedyś zejdę na zawał. - Mógł nią podrzucać jak marionetką, doskonale zdawała sobie z tego sprawę. - To znaczy możesz tak robić, ale najpierw coś powiedz, ostrzeż mnie, czy coś. - Jeszcze nieco sprostowała. Po tym przeszła do rzeczy, zaczęła zakrywać lustro, sięgnęła bez problemu do tej krawędzi, która kilka sekund wcześniej wydawała się być dla niej nieosiągalna.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
31 minut(y) temu ✶  
Wbrew pozorom naprawdę nie chciałem zniechęcać do siebie jej bliskich bardziej, niż było to absolutnie konieczne, chociaż z moimi dotychczasowymi osiągnięciami w tej dziedzinie trudno było udawać, że szło mi szczególnie dobrze.
- Nie zostawię cię pszeciesz w lękach szklaszy. - Nie miałem żadnych oporów przed tym, aby jej to zadeklarować, chociaż wziąwszy pod uwagę moje własne, całkowicie realne doświadczenia z przeszłości, trudno było powiedzieć, by było to całkiem pozbawione drugiego dna. Nie przypominało to jednak żadnej wcześniejszej więzi, jaką miałem, nie mieściło się w dawnych przyzwyczajeniach ani w sposobie, w jaki zwykłem funkcjonować, Prue była po prostu moja, nie w tym nieszczęsnym znaczeniu posiadania, którego używali ludzie nieumiejący odróżnić przywiązania od własności, tylko w tym prostszym, bardziej pierwotnym sensie - w tej absurdalnej bliskości, przez którą jej obecność stała się częścią mojego codziennego świata szybciej, niż zdążyłem się zorientować - kiedy już znaleźliśmy się razem, nie bardzo wyobrażałem sobie plan, w którym jedno z nas znikało gdzieś bez drugiego.
Nie zamierzałem specjalnie przejmować się wizją rodzinnego niezadowolenia, choć musiałem przyznać, że akurat w przypadku jej bliskich zależało mi na tym bardziej, niż mogłem się spodziewać - kochałem Prue, naprawdę ją kochałem, co samo w sobie było uczuciem tak zupełnie innym od wszystkiego, co kiedykolwiek czułem wobec kogokolwiek, że do dziś zdarzało mi się odkrywać jego kolejne konsekwencje w najmniej oczekiwanych momentach. Nie chciałem więc wkurwiać jej rodziny dla samej przyjemności wkurwiania jej rodziny, chociaż z Johnem najwyraźniej zdążyłem już wyczerpać pewien zapas cierpliwości, który jej ojciec był gotów mi ofiarować, i nie czułem przy tym żalu, bo po tym, co powiedział podczas naszej ostatniej wizyty w jego domu, uważałem go za dupka najgorszego sortu. Elias stanowił osobną kategorię, bo był moim przyjacielem, znał mnie wystarczająco długo, żeby wiedzieć, z czym wiązało się dopuszczenie mnie do rodziny, więc nawet jeśli kiedyś miał dojść do wniosku, że jego siostra popełniła życiowy błąd, wychodząc za mnie, nie zamierzałem specjalnie dokładać mu powodów do żałowania tej znajomości.
- W końcu jestem zaangaszowanym specjalistą, czysz nie? - Oczywiście przesadzałem, ale skoro dostałem komplement, należało go trochę pomęczyć, zanim pozwoliłem mu spokojnie umrzeć - nie zamierzałem ukrywać, że rzeczywiście lubiłem to, co robiłem, pieczętowanie było zupełnie inną kategorią czynności niż przekładanie rzeczy z miejsca na miejsce bądź też szorowanie i pucowanie, to była dziedzina, w której czułem się jak ryba w wodzie. Wymagała skupienia, którego brakowało mi czasami w innych sytuacjach, precyzji oraz znajomości języków i znaków runicznych z różnych części świata, którą przez lata ćwiczyłem w warunkach zdecydowanie mniej przyjemnych niż własny dom przed Samhain. Znałem układy symboli, znałem ich właściwości, wiedziałem, gdzie można było pozwolić sobie na szybszy ruch, gdzie trzeba było zwolnić, gdzie symbole potrzebowały dodatkowego nacisku i prowadzenia, właśnie dlatego wyglądało to tak łatwo - łatwość była zazwyczaj efektem bardzo dużej liczby wcześniejszych pomyłek, tylko o tym rzadko wspominało się przy okazji pochwał, więc teraz też tego nie zrobiłem.
- Po plostu mało kto patszy w ten sposób na wykonawcę podczas plasy, Pluey. Ludzie zazwyszaj pojawiają się dopielo na końcu, szeby powiedzieś, sze wszystko wygląda dobsze, albo szeby znaleźć szesz, któla wygląda źle. - Wzruszyłem ramionami, jeszcze przez chwilę zajmując się ostatnim fragmentem zabezpieczenia.
Kiedy przyszła kolej na jej część pracy, przez chwilę obserwowałem ją uważnie, podczas gdy Prue próbowała sięgnąć wyżej, wspinając się na palce, potem jeszcze trochę wyżej, aż w końcu stało się jasne, że fizyka po raz kolejny postanowiła utrudnić nam życie. Nie miałem najmniejszego poczucia winy, kiedy podszedłem, objąłem ją i uniosłem nad ziemię, wręcz przeciwnie, było to tak naturalne, że przez sekundę nawet nie pomyślałem, że powinienem ją uprzedzić. Lubiłem jej dotykać, obejmować ją, podnosić, przyciągać do siebie, znajdować każdy możliwy pretekst, żeby mieć ją blisko, więc trudno było mi uznać ten konkretny ruch za coś nadzwyczajnego, dopiero jej reakcja uświadomiła mi, że mogłem jednak trochę przesadzić z elementem zaskoczenia.
- Pszeplasam, Pluey. Następnym lasem upszedzę cię wcześniej. - Rzuciłem, wcale nie wyglądając na szczególnie skruszonego. - Poza tym, gdybym chciał cię naplawdę zaskoczyś, zrobiłbym to w zupełnie inny sposób. - Dodałem to z pełnym przekonaniem, bo przecież doskonale wiedziałem, że potrafiłem poruszać się po domu niemal bezgłośnie, bezszelestnie przechodzić z jednego pomieszczenia do drugiego, pojawiać się tuż za jej plecami bez najmniejszego ostrzeżenia, co wielokrotnie już jej udowodniłem. Nie robiłem tego nawet specjalnie, po prostu miałem taki sposób poruszania się, wyuczony przez lata pracy, lecz przy Prue odkryłem dodatkową zaletę tej umiejętności. - Jestem pszewidywalny. - Uśmiechnąłem się, bo oboje doskonale wiedzieliśmy, że przewidywalność nigdy nie była moją najmocniejszą stroną - nie było mi ani trochę głupio - na tym etapie powinna już być przyzwyczajona do tego, że miałem w sobie coś z naprawdę prostego człowieka, który czasem uznawał, że najprostsze rozwiązanie polegało na porwaniu własnej żony z miejsca, podniesieniu jej w powietrze i potraktowaniu jej jak szczególnie cennej zdobyczy, chociaż wiedziałem, że czasami doprowadzało ją to do szału.
- Pszy okazji, pszygotuj się, bo za chwilę będę cię całował. - Powiedziałem z tą samą dziecinną powagą, z jaką chwilę wcześniej złożyłem jej obietnicę poprawy mojego karygodnie nieprzewidywalnego zachowania, po czym przyciągnąłem ją bliżej, uznawszy, że skoro już znaleźliśmy się tak blisko siebie, nie było żadnego rozsądnego powodu, żeby od razu ją wypuszczać.

Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: Prudence Fenwick, 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2783), Prudence Fenwick (1569)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa