15.09.2026, 00:56 ✶
Hestia miała pewną refleksję, że przychodzenie do obcych kobiet, które mieszkały na skraju Kniei, aby uczyć się przyrody nie brzmiało, jak coś szczególnie rozsądnego. Albo nie, inaczej: Brzmiało jak coś z potencjałem na bycie nierozsądnym.
Szybko jednak załapała kto mieszkał w zaznaczonym na mapie domku i na ile kojarzyła Helloise to nie przypominała sobie, aby czarownica, nawet jeśli wydawała jej się nieco ekscentryczna, zrobiła komukolwiek krzywdę. Postanowiła więc zaryzykować, bo… No cóż… Jeśli miała pracować w specjalnej jednostce do polowania na Śmierciożerców to wypadałoby, aby coś tam jednak wiedziała o eliksirach.
Pewnego październikowego popołudnia po pracy Hestia po prostu przyszła we wskazane miejsce, zgrabnie pokonała prowizoryczne ogrodzenie, ostrożnie przeprawiła się przez morze polnych roślin i wreszcie zapukała do drzwi osobliwego domku.
– Halo? Pani Helloise? To ja. Hestia Bletchley. Z tego ogłoszenia – Rozejrzała się niepewnie po otoczeniu. Czarownica powiedziała w liście, że mogła przyjść o każdej porze. Co jeśli jednak akurat wybrała moment, w której nie było jej w domu? I czy była ubrana odpowiednio? Zerknęła na swój strój. Mugolskie jeansy, kolorowa bluzka w paski i zwykły brązowy płaszcz z wyszywanymi kwiatami na rękawach. Zanim tu przyszła nic sobie z tego ubioru nie robiła, ale teraz gdy tak stała pod drzwiami, młoda Bletchley zaczęła się zastanawiać, czy jej przyszła nauczycielka nie doceniłaby bardziej klasycznego stroju. Lub takiego bardziej związanego z przyrodą. – Tak jak pisałam, chciałabym się podszkolić w wiedzy przyrodnicznej. Wie pani, eliksiry i inne rośliny… – Płytki jej paznokci poczerwieniały z zażenowania. – Nie, że eliksiry to rośliny. Wiem, że nie. Ja tylko… Tak głupio powiedziałam, przepraszam.
Szybko jednak załapała kto mieszkał w zaznaczonym na mapie domku i na ile kojarzyła Helloise to nie przypominała sobie, aby czarownica, nawet jeśli wydawała jej się nieco ekscentryczna, zrobiła komukolwiek krzywdę. Postanowiła więc zaryzykować, bo… No cóż… Jeśli miała pracować w specjalnej jednostce do polowania na Śmierciożerców to wypadałoby, aby coś tam jednak wiedziała o eliksirach.
Pewnego październikowego popołudnia po pracy Hestia po prostu przyszła we wskazane miejsce, zgrabnie pokonała prowizoryczne ogrodzenie, ostrożnie przeprawiła się przez morze polnych roślin i wreszcie zapukała do drzwi osobliwego domku.
– Halo? Pani Helloise? To ja. Hestia Bletchley. Z tego ogłoszenia – Rozejrzała się niepewnie po otoczeniu. Czarownica powiedziała w liście, że mogła przyjść o każdej porze. Co jeśli jednak akurat wybrała moment, w której nie było jej w domu? I czy była ubrana odpowiednio? Zerknęła na swój strój. Mugolskie jeansy, kolorowa bluzka w paski i zwykły brązowy płaszcz z wyszywanymi kwiatami na rękawach. Zanim tu przyszła nic sobie z tego ubioru nie robiła, ale teraz gdy tak stała pod drzwiami, młoda Bletchley zaczęła się zastanawiać, czy jej przyszła nauczycielka nie doceniłaby bardziej klasycznego stroju. Lub takiego bardziej związanego z przyrodą. – Tak jak pisałam, chciałabym się podszkolić w wiedzy przyrodnicznej. Wie pani, eliksiry i inne rośliny… – Płytki jej paznokci poczerwieniały z zażenowania. – Nie, że eliksiry to rośliny. Wiem, że nie. Ja tylko… Tak głupio powiedziałam, przepraszam.