• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Little Whinging [29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora

[29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
02.10.2026, 23:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2026, 23:09 przez Benjy Fenwick.)  
z samego rana przed Azylem Figgów

Niebo ledwie przebijało się przez gęstą pokrywę szarych chmur, a widoczny pomiędzy jej pasmami błękit pozostawał tak blady, że trudno było uznać go za zapowiedź słonecznego dnia. Koniec września przyniósł ze sobą ten rodzaj poranków, które skutecznie odbierały mi resztki dobrego humoru, zanim jeszcze zdążyłem porządnie otworzyć oczy, a ponieważ ostatnimi czasy moje usposobienie i tak pozostawiało sporo do życzenia, zdecydowanie nie potrzebowałem dodatkowych atrakcji w postaci wilgotnego chłodu wciskającego się pod kołnierz kurtki i mglistej mżawki, która rozlała się po okolicy - a jednak - pomimo upływu kolejnych minut, wszechobecna chłodna biel nadal wisiała nisko nad okolicą, gęsta i mleczna, rozpełzając się pomiędzy budynkami, przykrywając ogrodzenia i rozmywając kontury drzew, przez co nawet najbliższe zabudowania wyglądały odlegle i odrobinę nierealnie. Wilgoć osiadała na kamiennych stopniach, drewnianych ramach okien i wszystkim, co miało nieszczęście znaleźć się na zewnątrz, mnie również nie oszczędzając, nawet jeśli miałem wystarczająco dużo powodów do irytacji bez dopisywania do tej listy brytyjskiej pogody, która, jak wiadomo, miała w głębokim poważaniu moje plany, obowiązki i potrzebę przespania przynajmniej jednej przytłaczająco samotnej nocy bez niepokojących snów, nieprzewidzianych komplikacji ani konieczności podejmowania decyzji, których skutki musiałem później brać na własne barki.
Stałem przed wejściem do kociego azylu Figgów, z papierosem wetkniętym między palce skostniałej dłoni i z umiarkowanie ciężkim kartonem przyciśniętym do brzucha, próbując przekonać samego siebie, że załatwienie tej sprawy o tak wczesnej porze miało jakikolwiek sens, chociaż im dłużej przyglądałem się mlecznym oparom snującym się nad ulicą, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że mogłem równie dobrze zostać w łóżku - nieważne, jak zimnym i twardym - przykryć głowę kołdrą i udawać, że świat poza czterema ścianami przestał istnieć. Zaciągnąłem się, czując znajomą gorycz tytoniu na języku, po czym powoli wypuściłem dym, który niemal natychmiast zlał się z otoczeniem.
- Miau. - Karton poruszył się lekko w moich ramionach, podczas gdy ze środka dobiegł odgłos drobnych, ostrych pazurów przesuwających się po tekturze.
- Nie zaczynaj. - Opuściłem wzrok na pudło, z którego dobiegł cichy, nieco urażony protest, po czym zacisnąłem usta, powstrzymując westchnienie, które cisnęło mi się na nie z wyjątkową intensywnością - zawartość paczki pozostawała dla mnie zagadką o tyle niewielką, że od samego początku wiedziałem, co tam siedziało, bo sam to w nim umieściłem, natomiast jej aktualny stan emocjonalny stanowił już znacznie bardziej skomplikowaną kwestię, ponieważ od chwili, w której zdecydowałem się zabrać te małe nieszczęścia ze sobą, zdążyłem wysłuchać całej serii miauknięć wyrażających niezadowolenie z warunków transportu, temperatury otoczenia oraz, jak podejrzewałem, samego faktu, że nie konsultowałem z pasażerami szczegółów naszej podróży, tylko po prostu się tu z nimi teleportowałem.
-Miauuu! - Odpowiedziało mi kolejne miauknięcie, tym razem odrobinę głośniejsze.
- Wiem, wiem, fatalna obsługa, niewygodne walunki, żadnego śniadania i kielowca, któly najwylaśniej nie losumie twoich potszeb. - Mruknąłem, zerkając na niewielkie otwory wycięte w tekturze. - Pozwij mnie. - Skrzywiłem się, wsunąłem dłonie nieco głębiej pod karton i jeszcze raz spojrzałem na zegarek, po czym wypuściłem powietrze z płuc, przyjmując do wiadomości, że pozostawało mi tylko czekać, aż będę mógł przekazać problem komuś zdecydowanie bardziej kompetentnemu - ja sam nie miałem nawet pojęcia, czy koty tak naprawdę rozumiały ludzką mowę, chociaż z mojego doświadczenia wynikało, że nawet jeśli, to wybiórczo, a już z pewnością nie wtedy, gdy chodziło o zaakceptowanie argumentów przemawiających za zachowaniem choćby odrobiny spokoju.
- MIAU. - Miauknięcie było tym razem krótsze, ale za to zdecydowanie bardziej oburzone, coś zaszurało w środku i pazury ponownie przejechały po kartonowej ściance - nie miałem pojęcia, który dokładnie delikwent z całego grona miał największe pretensje do przebiegu sytuacji, ale najwyraźniej zdążył wyrobić sobie na mój temat opinię, której nie zamierzał zmieniać bez względu na okoliczności - cóż, uczucie było poniekąd wzajemne, chociaż ja przynajmniej nie próbowałem wydrapać sobie drogi ucieczki przez opakowanie transportowe, nawet jeśli w kwestii zwyczajnych, codziennych kłopotów moje kompetencje okazywały się zaskakująco ograniczone. Wystarczyło, że na mojej drodze pojawiło się coś małego, zagubionego albo ewidentnie potrzebującego pomocy, aby wszystkie rozsądne plany szły do diabła, ustępując miejsca działaniom, których sens dostrzegałem dopiero wtedy, gdy było już za późno, by się z nich wycofać. Właśnie dlatego stałem teraz przed azylem Figgów, marznąc w porannej mgle, z papierosem dopalającym się między palcami i kartonem, którego zawartość uważała, że należała jej się znacznie lepsza obsługa.
Zaciągnąłem się ostatni raz, po czym przydeptałem niedopałek o kamienny stopień i schowałem go do kieszeni, nie zamierzając zostawiać śmieci przed wejściem do miejsca, które prawdopodobnie i tak miało wystarczająco dużo problemów. Przeniosłem ciężar ciała z jednej nogi na drugą i zerknąłem na drzwi azylu, licząc na to, że Eleonora Figg okaże się osobą, która nie tylko potrafiła zajmować się wypiekami, prowadzeniem biznesu i kotami, ale również nie miała zwyczaju pojawiać się po ustalonym czasie nieprzewidzianego spotkania, który zbliżał się nieubłaganie.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
02.10.2026, 23:22  ✶  
Nie byłem aż tak pozbawiony przyzwoitości, żeby zostawić zwierzę pod cudzymi drzwiami i uznać, że w ten sposób pozbyłem się problemu, chociaż musiałem przyznać, że przez krótką chwilę rozważałem podobne rozwiązanie, zwłaszcza kiedy kolejny raz usłyszałem dobiegające z kartonu oburzone miauknięcie. Wystarczyło postawić pudło na progu kociego azylu, zapukać, a potem oddalić się, zanim ktokolwiek zdążyłby otworzyć, wtedy teoretycznie cała sprawa zakończyłaby się bez konieczności składania wyjaśnień, na które obecnie nie miałem ani siły, ani ochoty, ani odpowiednio dużych zapasów baterii społecznych. Tyle tylko, że nawet w tym stanie znałem siebie wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, jak wyglądałby dalszy przebieg tego przedstawienia - uszedłbym może z kilka kroków, góra kilkanaście, nim zacząłbym się zastanawiać, czy karton nie przemakał od spodu, czy jego zawartość nie zdołała już wydostać się na zewnątrz i czy Eleonora przypadkiem nie była jeszcze w Londynie, zaś jej krewniacy nie spali naprawdę głęboko, przez co małe stworzenia musiałyby czekać na zimnie dłużej, niż było to konieczne - prawdopodobnie z grobową miną wróciłbym więc pod drzwi, sprawdziłbym, czy wszystko pozostawało na swoim miejscu, następnie przekląłbym pod nosem tę osobliwą słabość charakteru, która kazała mi angażować się w cudze nieszczęścia, nawet kiedy miałem wystarczająco dużo własnych, po czym czekałbym dalej. Najgorsze było to, że doskonale zdawałem sobie sprawę z całej tej farsy, lecz mimo wszystko nie potrafiłem niczego z tym zrobić, mogłem za to narzekać, marznąć i palić papierosa za papierosem, ale ostatecznie i tak stałem z kartonem przyciśniętym do piersi, pilnując, żeby jego pasażerom nie stała się krzywda, szczególnie że w grę wchodziło oburzone i sfrustrowane coś, co w moim odczuciu nie potrafiło samo o siebie zadbać i z czego ciężkim losem mogłem się może nawet trochę, ale tylko trochę identyfikować.

!Strach przed imieniem


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
02.10.2026, 23:22  ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#4
3 godzin(y) temu ✶  

Norka pojawiła się w Little Whinging jeszcze przed wschodem słońca. Czasem wpadała do rodziców, aby podrzucić im trochę swoich wypieków i wypić z nimi kawę. Odkąd mieszkała w Londynie nie bywała tutaj tak często, ale brakowało jej tego miejsca, przez co starała się regularnie ich odwiedzać. No i zaglądała też do kociego azylu, w którym jako dziecko spędzała ogromną ilość czasu. Dzień nie zapowiadał się na szczególnie przyjemny, na niebie było sporo chmur, jesień zdecydowanie zaznaczała swoją obecność, a szkoda, panna Figg wolała letnie dni, niestety przyszedł czas na to by pogodzić się z tym, że te zaczęły odchodzić w zapomnienie. Szkoda.

Ojciec zdążył już wyjść do pracy, miał poranną zmianę w ministerstwie magii. Pożegnała się z nim, życzyła mu dobrego dnia  i udała się z Emmą do azylu, aby nakarmić koty. Mogły sobie przy tym poplotkować i poopowiadać, co właściwie u nich słychać. Przynajmniej miały pewność, że jej rodzeństwo nie zostanie przez nie przedwcześnie obudzone, potrafiły być z matką bardzo głośne, kiedy dochodziło do komentowania tego, co u nich słychać. Bezpieczniej więc było znaleźć się w innym budynku, a przy okazji wykonać codzienne poranne obowiązki związane z ich kocimi przyjaciółmi, a tych w azylu było naprawdę wiele. Była to raczej lekka praca, która sprawiała jej ogrom przyjemności, w końcu musiała wygłaskać każde futerko, które znalazło się pod jej palcami. W Londynie często jej tego brakowało, jak wiadomo koty były istotną częścią życia Figgów.

Nie była to godzina, w której pojawiali się tutaj ludzie z zewnątrz. Słońce ledwie zdążyło wstać, więc niekoniecznie spodziewała się zastać przed azylem kogokolwiek. Emma wysłała ją po więcej kociej karmy, która znajdowała się w ich piwnicy w domu, więc wyszła na zewnątrz, a wtedy zobaczyła sylwetkę mężczyzny stojącego przed drzwiami, trzymał karton w ręku i doskonale wiedziała co to oznacza. Całkiem żywym krokiem ruszyła w jego kierunku, dopiero kiedy zaczęła się do niego zbliżać dotarło do niej, że go zna. Negocjacje mogły być trudne. Zawsze najpierw starała się przekonać ludzi do tego, żeby zastanowili się, czy faktycznie muszą oddać koty do azylu. W końcu dużo lepiej byłoby im w ciepłym domu. Mieli oczywiście tutaj odpowiednie warunki, jednak wiadomo jak jest - każdy zasługiwał na swoje własne mieszkanie i dużo miłości.

- Dzień dobry Benjy, co za spotkanie. - Rzuciła lekko na przywitanie, po czym spojrzała na karton, który trzymał w dłoniach. Wiedziała od kiedy tylko go tutaj zobaczyła, że nie zjawił się w tym miejscu przypadkiem, miał swój cel, doskonale jej znany.

- Nie znalazłeś się tu przypadkiem. - Stwierdziła fakt, bo przecież połączyła już kropki. - Kogo masz w tym kartonie? - Trudno jej było przewidzieć co znajdowało się w pudełku.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (1072), Nora Figg (437), Pan Losu (29)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa