• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[28.10.1972] You take me apart and I'm whole

[28.10.1972] You take me apart and I'm whole
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#1
07.10.2026, 07:20  ✶  

Było już grubo po północy, to wiedział na pewno. Dokładna godzina była mu jednak nieznana, bo jak na złość, wszelkie zegarki pouciekały mu z zasięgu wzroku, kiedy razem z Christopherem osuszali kolejne szklanki, kojąc alkoholem ból i upodlenie dnia. Twarz wciąż bolała, a nie ważne ile oboje wyczarowali sobie kostek lodu czy zimnych kompresów – opuchlizna wywołana bójką nie chciała całkowicie zejść, dodatkowo rozlewając się siniakami tam gdzie padły ciosy. Czuł, że o poranku będzie tylko gorzej, jeśli nie posmaruje sobie tego jakąś maścią, a przynajmniej myślałby o tym, gdyby nie była to jedna z ostatnich rzeczy jakie zajmowały mu głowę.

Po pierwsze, całość sytuacji, w jakiej znalazł się z Rosierem, była dla niego zwyczajnie absurdalna. Kiedy już obydwoje się nieco uspokoili i znaleźli sobie miejsce inne niż Zorza, wreszcie udało mu się w pełni połączyć kropki, że jakieś skończone idiotki w kowenie zaczęły rozpowiadać, że pojawili się tam z Victorią, bo są na pewno zaręczoną ze sobą parą. Kompletnie nie wiedział po co i dlaczego, ale chyba wciąż było w nim trochę goryczy co do tego, że nie udało im się wiele załatwić.

Po drugie, nie ważne ile procentów wciągnął tego wieczoru, nie mogło to wygonić z jego głowy jednej, dość konkretnej rzeczy. Albo raczej człowieka – Stanleya Borgina. Kiedy wrócił z Lozanny, spodziewał się wielu rzeczy; prezentów, kartek urodzinowych, wyzwisk (bo zdarzali się i tacy, którzy życzyli mu jak najgorzej) i czegoś słodkiego. Ba, zjadł ten kaktusowy tort, udając że potem się o niego poobraża. Była jednak jedna rzecz, której nie spodziewał się w żadnym wypadku – listu. Koperty, którą nadesłała do niego Lorraine, a która zawierała w sobie więcej, niż mógł się spodziewać. Notki panny Malfoy dość szybko wylądowały w koszu na śmieci, kiedy tylko zorientował się, że miała zamiar prowadzić narrację urażonej księżniczki - niestety dla samego siebie, nieco za długo mu to zajęło. Potem pozostało mu przeczytać to, co nakreślił do niego przyjaciel.

Przyjaciel - czy tak właściwie powinien go dalej nazywać? Miał wrażenie, że nikt z jego otoczenia nie uważał, ze było to najlepsze określenie, a mimo tego Atreus nie mógł zebrać się na to, by jednoznacznie przekreślić Stanleya. Wiedział co zrobił, wiedział że zniknął, zapadł się pod ziemie, nie mówił całej prawdy i ukrywał przed nim rzeczy, ale… ale Bulstrode chyba zawsze gdzieś w środku czuł, że nie widział całego obrazka. Ba, nie chciał go widzieć. Odwracał wzrok umiejętnie, ignorując problemy i pewnie przez to niejednokrotnie stając się ich częścią. Nic już nigdy nie miało być takie samo, a mimo tego czuł że słowa zapisane na pergaminie, trafiają bezpośrednio do serca i są nazbyt aż prawdziwe. Gdyby mógł cofnąć czas, wszystko zrobiłby dokładnie tak samo, jeśli chodziło o przyjaźń ze Stanleyem i chyba dlatego tak go to wszystko rozdzierało. Łamanie na kole byłoby lepsze, a mimo tego korespondencja została złożona i schowana do koperty, którą wsunął do płytkiej szuflady w biurku, gdzie trzymał najważniejsze dokumenty.

Biciem i prowokowaniem Rosiera, chciał zagłuszyć to, co przez cały dzień dudniło mu w uszach, kiedy oglądali sobie z Victorią Knieję Godryka, a potem kowen Macmillanów. Nie był to przeciwnik idealny, ale nie zamierzał wzgardzać tym, co samo do niego przyszło - i za to podejście sam siebie mógłby nie znosić, gdyby miał w sobie odrobinę mniej alkoholu i żalu.

Znalezienie kamieni na mugolskiej ulicy okazało się zadaniem niemalże karkołomnym, ale wreszcie mu się udało, nawet pomimo tego ze parę razy zatoczył się i wpakował w ścianę. Potem przez chwilę zastanawiał się, która kamienica była poprawna, by wreszcie wycelować w okiennice. Jeden, drugi, trzeci - całe szczęście amunicja wcale nie była duża i chyba nie mogła zrobić dużej szkody, ale też szybko się skończyła. Zaklął wtedy, widząc że nie osiągnął zamierzonego efektu i wpakował się do środka. Po klatce schodowej, schodami na piętro - całe szczęście właściwe - po to by z rozpędu próbować otworzyć drzwi, bo przecież znał kod. Coś w nim jednak drgnęło w pewnym momencie, jakaś wyraźniejsza, ostrzegawcza myśl, że może nie powinien czegoś takiego robić. Nawet nie dlatego że nie wypadało, a istniało ryzyko ze dostałby za to zaklęciem. Dlatego zapukał. Na miarę swoich możliwości, czyli źle wymierzywszy siłę i nieco za głośno.

— Bre..enna! To ja, otwórz — szkoda tylko, że godzina była nieboska i tak poranna, że słońce nawet nie zaczęło jeszcze wstawać, ale to było zmartwienie na trzeźwego Atreusa.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
07.10.2026, 09:09  ✶  
Kiedy jeden z kamyków uderzył w okno, Brenna zwyczajnie spała, bo czasem wbrew temu, co sądzili niektórzy, się jej zdarzało. Dźwięk wprawdzie ją obudził, ale w pierwszej chwili zaspana uznała, że w szybę puka sowa, a kiedy obróciła się ku oknu i niczego nie zobaczyła, szybko pomyślała, że po prostu coś się jej śniło. Nakryłaby pewnie po prostu głowę kołdrą i wróciła do spania, gdyby nie dźwięki z okolic drzwi, które w sekundę sprawiły, że otrząsnęła się z senności.
Atreus miał rację, że wstrzymał się przed wprowadzeniem kodu. Bo nie że Brenna by się o to wkurzyła, ale istniałaby szansa, że oberwałaby jakimś zaklęciem, zanim zorientowałaby się, z kim ma do czynienia, pierwszym jej odruchem bowiem było oczywiście złapanie za różdżkę i wyskoczenie z łóżka. Opuściła ją jednak słysząc znajomy głos. Może niezbyt mądre, ale ostatecznie ten adres znała zaledwie garstka osób, nie namyślała się więc długo przed odblokowaniem drzwi. Zwłaszcza że wizyta w środku nocy zazwyczaj wskazywała na to, że dzieje się coś nieprzyjemnego. Londyn płonie, ktoś umarł, atakowano siedzibę Ministerstwa Magii, Bertie Bott ogłosił, że przestaje produkować fasolki wszystkich smaków i trzeba szybko zrobić zapasy albo…
…albo po prostu jest się podpitym i z kimś się pobiło.
To ostatnie przyszło jej do głowy jednak dopiero, kiedy drzwi zostały otwarte, a ona zdołała znaleźć włącznik światła. Przesunęła spojrzeniem po jego obitej twarzy, szybko szacując obrażenia. Nie była medykiem, ale oberwała i napatrzyła się na ludzi, którzy oberwali wystarczająco wiele razy, by dojść do wniosku, że wygląda to raczej jak ślady po bójce niż od zaklęć, i że prawdopodobnie było to starcie albo krótkie, albo wygrane. Jakaś opuchlizna, jakieś siniaki, ale bez katastrofy.
– Wpadłeś na zjazd rodzinny Nottów? – spytała, przesuwając się, by pozwolić mu wejść do środka. Nie żeby zakładała, że potrzebował Philippa albo jakiegoś innego Notta do bójki, równie dobrze mógł walnąć komuś nad kartami, jak wracać z jakiejś akcji, po której poczuł potrzebę sięgnięcia po kieliszek. Zablokowała za nim drzwi, i pociągnęła go w stronę salonu. – To tylko twarz? Oberwałeś gdzieś bardziej?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (718), Brenna Longbottom (337)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa