• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Plac i stragany [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny)

[Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny)
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#111
06.10.2026, 23:31  ✶  
Nie do końca wiedziałem, czego powinienem był się spodziewać po kiermaszu na Pokątnej, zwłaszcza o tak późnej porze, lecz kiedy mijaliśmy kolejne niezbyt dobrze zaopatrzone stoisko, mój wzrok mimowolnie zatrzymał się na ubraniach rozwieszonych pod drewnianym zadaszeniem kilka budek dalej. Większość była dokładnie taka, jakiej można było się spodziewać po tym kiermaszu - grube płaszcze, wełniane szale, proste swetry, rękawice oraz czapki, wszystko utrzymane w odcieniach brązu, rdzy, oliwkowej zieleni i przygaszonego beżu - pomiędzy nimi dostrzegłem jednak coś, co zupełnie nie pasowało do reszty. Czarna chusta wisiała nieco z boku, częściowo przysłonięta przez długi płaszcz albo pelerynę, trudno było to stwierdzić z tej odległości, lecz wystarczyło jedno spojrzenie, żebym zwolnił - w tkaninę wpleciono bowiem cienką, lekko skrzącą nić, która łapała światło latarni przy każdym poruszeniu materiału na wietrze, przez co wzór przypominał ciemną pajęczynę upstrzoną kroplami wieczornej rosy, był delikatny i misterny, z drobnymi liniami rozchodzącymi się od środka ku brzegom - nie była szczególnie jesienna, chyba że ktoś mógłby uznać za jesienne wszystko, co wyglądało, jakby mogło równie dobrze należeć do listopadowej nocy.
- To chyba coś dla ciebie. - Powiedziałem, wskazując stragan ruchem głowy, po czym ruszyłem w jego stronę, zanim zdążyłem wymyślić jakikolwiek rozsądny powód, dla którego właściwie miałbym się nim nie zainteresować, lawirując między kilkoma osobami oglądającymi ubrania. Po drodze jeszcze raz zerknąłem na chustę, upewniając się, że nie pomyliłem jej z czymś, co tylko z większej odległości wyglądało przyzwoicie, bo nietrudno było tu znaleźć podobne buble - nie, nadal była ładna - to już wystarczało, żebym uznał sprawę za właściwie przesądzoną. Nie miałem pojęcia, czy moja dziewczyna potrzebowała kolejnego elementu garderoby, nawet tak bardzo do niej pasującego, podejrzewałem, że gdybym spytał ją o to wprost, odpowiedź zabrzmiałaby „niekoniecznie”, ale potrzeba nigdy nie była szczególnie przekonującym argumentem przy zakupach mających stanowić symboliczne zwieńczenie naszego wspólnie spędzonego święta - jeden z zaległych prezentów, jakich nie miałem okazji jej wręczyć - zatem wolałem najpierw pokazać jej, co przyciągnęło moją uwagę, a potem po prostu to kupić.

!Strach przed imieniem


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#112
06.10.2026, 23:31  ✶  
Słyszysz go. Słyszysz kroki czarnoksiężnika, który znajduje się tak blisko. Czujesz smród zgnilizny jego duszy. To omamy? Przez moment tak sobie wmawiasz, bo to lżejsze niż pogodzić się z prawdą, że być może jakaś część Niego będzie w tobie już na zawsze.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#113
Wczoraj, 16:39  ✶  

Wieczór był chłodny. Nie sądziła jednak, aby to było powodem przez który na Pokątnej kręciło się mniej osób niż zazwyczaj w podobnych okolicznościach. Nie można było powiedzieć, że okolica była opustoszała, jednak w porównaniu do tego, jak zazwyczaj wyglądały miejsca jak to podczas sabatów… dało się zauważyć pewną zmianę. Nie dziwiło jej to zbytnio. Zdążyło się już ściemnić, a po tym co stało się w Londynie nie wszyscy pewnie mieli chęć na te wszystkie, drobne interakcje społeczne, jak choćby picie grzanych trunków w towarzystwie obcych sobie osób. Spalona Noc pozostawiła po sobie ślady, zdecydowanie głębsze niż można było zauważyć na pierwszy rzut oka. Widziała to w mijających ich ludziach, którzy niby zachowywali się jak zawsze, jednak zdarzało im się zupełnie niespodziewanie oglądać za siebie, czy wpatrywać w innych dłużej niż powinni, jakby szacowali jakie właściwie mogą mieć zamiary. Nie dziwiło jej to jakoś szczególnie, ledwie dwa tygodnie wcześniej wydarzyła się ogromna tragedia, podczas której życia straciło wielu niewinnych. Kto właściwie wiedział jaki plan mieli poplecznicy tego wariata, kiedy znowu zamierzali uderzyć? Wszystko było jedną, wielką niewiadomą. Warto było więc uważać, nawet podczas sabatów, które raczej kojarzyły się z beztroską i radością.

Na Pokątnej rozstawione były stoiska, Prudence miała jednak wrażenie, że nie było ich tak wiele jak zawsze, właściwie nie było się zbytnio czemu dziwić. Ludzie potracili swoje dobytki, nie mieli czym handlować, mimo wszystko dobrze, że próbowali wrócić do normalności, nie dali się wystraszyć.

Zwróciła uwagę na to, że większość sprzedawców informowała o tym, że zbiera pieniądze na konkretny cel, spalone mieszkania, potracone miejsca życia, warto było dołożyć coś od siebie. Spojrzała na Benjy'ego, w sumie to miała naprawdę sporo szczęścia podczas tamtej nocy, niektórzy mogli jej tego pozazdrościć. Tak właściwie nadal uważała, że tylko dzięki niemu udało jej się przetrwać, sama - cóż, kto wie, czy dotarłaby do Ministerstwa, pewnie miałaby z tym ogromny problem.

Nie umknęli jej aurorzy, którzy stali z boku i obserwowali okolicę, czuwali nad tym, co się działo. Byli gotowi zareagować, gdyby ktoś znowu postanowił zakłócić porządek. Na pewno Fenwick też to wszystko widział, nie musieli dyskutować o tym na co przyszło im teraz patrzeć, atmosfera była gęsta, tak jak i nastrój.

Przystanęła na moment, tak właściwie to nie mieli konkretnych planów zakupowych, sądziła jednak, że zostawią tutaj trochę grosza, aby chociaż odrobinę wesprzeć tych wszystkich ludzi. Benjy poprawił jej kołnierz, który został uniesiony przez wiatr, spojrzała na niego i uśmiechnęła się lekko. Nie musiał nic mówić, te drobne gesty świadczyły same za siebie, dbał o nią, co oczywiście zauważała.

Mijali kolejne stoisko, kiedy Benjy się do niej odezwał. Przystanęła i spojrzała w stronę, którą jej pokazał. Coś mieniło się w ciemności, faktycznie mogło zwrócić uwagę przechodniów. - Tak myślisz? Możemy więc rzucić na to okiem. - Z tej odległości trudno jej było stwierdzić czym właściwie był ten przedmiot, to mogła być chusta, apaszka, czy jeszcze coś innego, ale zdecydowanie było warte obejrzenia. Ruszyła się więc w tamtą stronę, żeby nikt ich nie ubiegł. Skoro Benjy zasugerował, że jest to coś dla niej, to zdecydowanie należało sprawdzić, czy faktycznie miał rację. Prudence nie należała do osób, które jakoś specjalnie przepadały za zakupami, jeśli jednak coś zwróciło jej uwagę, to raczej sobie nie odmawiała.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#114
Wczoraj, 17:46  ✶  
Nie mieliśmy właściwie żadnego konkretnego planu zakupowego, co w moim przypadku było całkiem wygodnym sposobem na uniknięcie późniejszego zastanawiania się, po co właściwie wydaliśmy pieniądze na rzeczy, których nie potrzebowaliśmy, bo tak naprawdę cała nasza wizja już z założenia miała wyklarować się bezpośrednio podczas zwiedzania kolejnych straganów. Nie należałem do osób, które przepuszczały majątek na głupoty, wielokrotnie musiałem radzić sobie w sytuacjach skrajnej pustki w sakiewce, ale w tym momencie stałem naprawdę dobrze, jeśli chodziło o galeony, nie ponosiłem również większych codziennych wydatków, więc zdecydowanie nie zamierzałem mieć węża w kieszeni.
Przystanąłem przy stoisku razem z Prue, od razu rzucając okiem na rozłożony przed nami asortyment - nie mieli tutaj szczególnie dużego wyboru, przynajmniej jeśli porównać to z niektórymi bardziej wystawnymi sklepami na Pokątnej, lecz właściwie nie spodziewałem się niczego innego - większość ubrań była prosta, praktyczna i przygotowana raczej z myślą o tym, żeby przetrwać kilka kolejnych zim, niż zachwycać kogokolwiek swoim krojem. Pomiędzy grubymi płaszczami, wełnianymi szalami oraz lnianymi koszulami znalazło się jednak kilka rzeczy, które przyciągały wzrok, szczególnie te ozdobione delikatnym haftem albo drobnymi runami ochronnymi o całkiem obiecująco wyglądającym splocie - niektóre miały naprawdę przyjemne wzory, chociaż podejrzewałem, że ich twórcy nie projektowali ich z myślą o tym, żeby ktokolwiek długo zastanawiał się nad modą.
Sięgnąłem w końcu po czarną chustę, zawieszoną w samym rogu drewnianej budki, którą zauważyłem wcześniej, po czym uniosłem ją ostrożnie za jeden z rogów, uprzednio odsunąwszy zakrywający ją gruby materiał okrycia wierzchniego w wyszywane liście dębu. Dopiero z bliska jeszcze wyraźniej było widać skrzącą się nić przeplecioną przez materiał, tworzącą delikatną, nieregularną sieć - przy poruszeniu chustą światło latarni przesunęło się po niej, „obsypując” czerń drobnymi, naprawdę subtelnymi refleksami - nie była szczególnie jesienna ani krzykliwie wybarwiona, ale właśnie to podobało mi się najbardziej, bo zdecydowanie bardziej pasowało do stojącej obok mnie kobiety niż wszystkie te pomarańczowe i brązowe rzeczy wiszące obok.
- Co myślisz? - Ostrożnie zdjąwszy przedmiot z wieszaka, zawiesiłem materiał na wyciągniętej dłoni i podsunąłem go Prue, zostawiając jej ocenę tego, czy rzeczywiście nadawał się dla niej, chociaż szczerze mówiąc w moim odczuciu był niemal idealnie pod nią skrojony.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#115
Wczoraj, 18:28  ✶  

Było to całkiem wyjątkowe, bo Prudence zazwyczaj kiedy chodziła na jakieś zakupy przygotowywała to, bez czego jej życie nie miałoby sensu - listę. W tym przypadku jednak obyło się bez tego, stwierdziła, że pewnie znajdzie się coś, co zwróci jej uwagę, a że aktualnie nie potrzebowała niczego konkretnego, to również i lista nie była jej potrzebna. Zapewne wybór odpowiedniej rzeczy zajmie jej trochę czasu, bo nie miała w zwyczaju do żadnego zakupu podchodzić lekkomyślnie, jednak nie musieli się nigdzie spieszyć. Wszystkie miejsca, które mieli dzisiaj odwiedzić zostały już przez nich odwiedzone.

Znaleźli się w końcu przy stoisku, o którym wspomniał jej Benjy. Prudence uśmiechnęła się do stojącej za drewnianą ladą kobiety, po czym zaczęła oglądać to, co znajdowało się na blacie, ale też nad nim. Ubrania wyglądały raczej na praktyczne, niż strojne, jednak niespecjalnie ją to dziwiło, po pierwsze zaczynał się taki sezon, a po drugie raczej szybko nie znajdzie się okazja, kiedy czarodzieje mogliby chcieć się pokazać. Aktualne nastroje nie były specjalnie nastawione na zabawę.

Nie zawiodła się jednak, ona raczej sięgała po stonowane kolory, chociaż w sumie najbardziej lubiła czerń i biel, jeśli miałaby wybierać, ale również coś w tych barwach rzuciło jej się w oczy. Prudence nie bardzo przepadała za kolorami, nie lubiła rzucać się w oczy, zdecydowanie lepiej było jej w cieniu.

Spoglądała na Benjy'ego kiedy ten sięgnął po przedmiot, który właściwie skłonił ich do pojawienia się akurat przy tym stoisku. Kiedy ściągał chustę, ta zaczęła mienić się w świetle, była zachwycająca, ta srebrna nitka powodowała, że był to przedmiot wart uwagi, faktycznie wyglądała jak utkana przez pająka sieć, że też udało mu się ją wypatrzyć z takiej odległości.

Ostrożnie dotknęła chusty, gdy jej chłopak przysunął ją do niej. Była przyjemna w dotyku i naprawdę jej się podobała. Uniosła kącik ust w uśmiechu. - Myślę, że masz niezły gust i jestem pełna podziwu, że wypatrzyłeś ją z takiej odległości. - Trafił w jej upodobania, ale czy naprawdę powinno ją to dziwić, znał przecież Prudence jak nikt inny. - Podoba mi się. - Dodała jeszcze, żeby nie pozostawiać tutaj żadnych niedopowiedzeń. Sama zaś przeniosła wzrok na kasztanowe peleryny, które wisiały na jednym z wieszaków. - Wyglądają, jakbyś mógł się w nie zmieścić. - Skomentowała jeszcze, bo to wcale nie było takie oczywiste. Nie wątpiła w to, że Benjy miewał problemy z kupnem dla siebie części garderoby i raczej niełatwo byłoby znaleźć coś, co na niego pasowało. Był wielki.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#116
11 godzin(y) temu ✶  
Mieliśmy już za sobą wszystkie miejsca, które planowaliśmy odwiedzić, więc mogliśmy pozwolić sobie na włóczenie się między straganami bez sprawdzania zegarka, co w moim przypadku było wyjątkowo przyjemnym sposobem spędzania wieczoru, nawet tak bardzo obfitującego w nieprzewidziane doznania, ponieważ przyszliśmy tutaj bez konkretnego celu, poza zostawieniem trochę pieniędzy u ludzi, którzy próbowali odbudować swoje warsztaty i domy. Sprzedawczyni z budki z ciuchami obserwowała nas z drugiej strony lady z cierpliwością wyprawionej w zawodzie handlary, która widziała zapewne setki podobnych scen i doskonale wiedziała, że czasem najtrudniejszą częścią sprzedaży nie było przekonanie klienta do zakupu, tylko doprowadzenie do tego, żeby przestał udawać, że jeszcze się zastanawiał - chwilowo postanowiła się nie wtrącać, lecz zdecydowanie zwracała na nas uwagę, gdybyśmy tylko dali jej pole do popisu, była niechybnie gotowa na swoje pięć minut - ja tymczasem uśmiechnąłem się trochę szerzej, kiedy moja dziewczyna przyznała, że chusta jej się podobała, bo przez chwilę poczułem tę niewielką, lecz całkiem satysfakcjonującą dumę należną komuś, kto przypadkiem dokonał czegoś pożytecznego.
- Miałem doble walunki do obselwasji. Poza tym znam cię tlochę dłuszej nisz od wczolaj, więc kilka szeszy zdąszyłem zapamiętaś. - Uniosłem kącik ust. - Cieszę się, sze ci się podoba. - Nie zamierzałem oczywiście przesadzać z triumfem, przecież chodziło tylko o kawałek materiału, ale poznałem Prue wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że trafienie w jej gust bez wcześniejszego dokładnego sporządzenia listy potencjalnych zakupów było pewnym osiągnięciem, obróciłem więc chustę jeszcze raz w palcach, po czym bez żadnego komentarza zdjąłem pusty wieszaczek, uznając, że skoro jej się podobała, dalsze filozofowanie nie miało większego sensu. Była zdecydowanie najlepszym znaleziskiem na tym stoisku, szczególnie że reszta asortymentu prezentowała się dość zachowawczo, lecz właśnie wtedy Prue wskazała kasztanowe peleryny - spojrzałem w tamtym kierunku z ostrożnością należną rzeczom, które potencjalnie mogły mnie upokorzyć, bowiem większość ubrań dostępnych w takich miejscach zazwyczaj mogła mi się zmieścić na jedną rękę, pół nogi albo wyglądała na mnie niczym wyciągnięta z kosza na dotacje w kowenie, do którego ktoś wcisnął ciuchy po małoletnim synu.
- Skolo tak mówisz… - Zerknąłem w ich stronę, potem na nią, następnie ponownie na peleryny i poczułem, że właśnie wkroczyłem na teren, na którym należało zachować ostrożność - potrzebowałem nowej peleryny, mogłem potrzebować czegoś takiego i sobie na to pozwolić, ale dopóki jej do siebie nie przyłożyłem, byłem raczej sceptycznie nastawiony do rozmiarówki typowej dla lokalnego rzemiosła. - Splawśmy… - Jedna wyglądała na odrobinę szerszą od pozostałych, więc zdjąłem ją z haka i przez chwilę trzymałem ją przed sobą, oceniając długość - nie dawałem jej wielkich szans - znalazłem już w życiu wystarczająco dużo ubrań, które według sprzedawców miały być „obszerne”, po czym okazywały się stworzone dla kogoś, kto najwyraźniej nie posiadał ramion szerszych niż drzwi od szafy, mimo wszystko rozchyliłem materiał i wsunąłem ręce do środka. Zerknąłem na Prue, wyraźnie czekając na jej ocenę, chociaż po wstępnym spojrzeniu na odbicie w niewielkim lustrze zawieszonym przy stoisku musiałem przyznać, że wyglądało to całkiem nieźle, nawet jeśli samo przyznanie tego na głos byłoby już pewną przesadą.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#117
10 godzin(y) temu ✶  

Sprzedawczyni dawała im czas na to, aby zdecydowali, co najbardziej im się podoba. Obserwowała ich przy tym uważnie, jednak nie wtrącała się póki co do rozmowy. Niektórzy sprzedawcy potrafili być okropnie nachalni, kiedy tylko ktoś pojawił się przy ich stoisku, ta kobieta nie należała do takich osób. Być może uznała, że są zdecydowani na coś konkretnego, bo tak właściwie gdy tylko się tutaj znaleźli doskonale wiedzieli po co przybyli do tego straganu.

- Prawda, zawsze masz najlepsze warunki do obserwacji ze wszystkich. - Rzadko kiedy szło spotkać kogoś wyższego od niego. Benjy zdecydowanie wyróżniał się wzrostem, co podczas obecności w takich miejscach, jak widać było ogromną zaletą. Mógł zauważyć coś interesującego dużo szybciej niż wszyscy inni, dzięki czemu nikt nie gwizdnął mu tego sprzed nosa.

- Tak, doskonale trafiłeś. - Nie było sensu udawać, że było inaczej. Fenwick najwyraźniej bardzo dobrze wiedział, co może jej się spodobać, nie powinno być to zaskakujące, bo znał ją nie od dzisiaj. Teraz w sumie faktycznie wydawało jej się, że ta chusta musi znaleźć się w jej szafie. Wzbudził w niej jakąś ukrytą potrzebę, o której istnieniu nie miała pojęcia jeszcze chwilę wcześniej, cóż tak to już czasem bywa, że niektóre rzeczy potrafiły bardzo szybko zauroczyć.

Znaleźli coś dla niej, to wypadało również zadbać o to, aby i Benjy nie odszedł stąd z pustymi rękami. Postanowiła zwrócić jego uwagę na kasztanowe peleryny, najwyraźniej nie miał nic przeciwko temu, chociaż widziała, że spoglądał na nie odrobinę sceptycznie. Nie było w tym niczego dziwnego, zapewne rzadko ktoś myślał o osobach o jego gabarytach, podejrzewała, że od lat miał problem z uzupełnianiem swojej garderoby. Już w Hogwarcie był wysoki, a przez te lata, kiedy ich drogi się rozeszły zdążył się jeszcze dość mocno rozrosnąć, widać było, że dbał o swoje ciało, nie miał za bardzo innego wyjścia przy wykonywanej przez siebie profesji, nie był już chuderlawy jak kiedyś, chociaż i wtedy przecież trenował sport. Sama chodziła na wszystkie jego mecze quidditcha.

Ściągnął z haka pelerynę i przyłożył ją do swojego ciała. Był to moment w którym Prudence zmrużyła oczy i zaczęła oceniać to, czy faktycznie nadawałaby się ona dla niego. - Jest dobrze… - Zaczęła, bo chyba długość była odpowiednia, nie łatwo było to ocenić bez przymierzenia, mogła jednak wątpić w to, czy zmieści w nią swoje ogromne plecy. - Mam wrażenie, że rękawy mogą być za krótkie. - Cóż, jego ręce też były długie, dłonie ogromne, wyróżniał się na tle większości społeczeństwa.

Sprzedawczyni spojrzała na Prue nieco sceptycznie, jednak ona się tym nie przejęła, miała być szczera, czyż nie? Nie było sensu kupować czegoś, co nie pasowało.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#118
10 godzin(y) temu ✶  
Sprzedawczyni rzeczywiście dawała nam sporo czasu, co od razu wziąłem za dobrą monetę, ponieważ ostatnim, czego potrzebowałem, był ktoś stojący nade - czy tam pode - mną i próbujący przekonać mnie, że dana peleryna została dla mnie stworzona, podczas gdy ja nie byłem w stanie dopiąć się na brzuchu. Kobieta obserwowała nas z pewnej odległości, najwyraźniej rozumiejąc, że jeśli będziemy czegoś potrzebowali, sami się odezwiemy, doceniałem takie podejście, zwłaszcza że przy większości stoisk wystarczało dotknąć jakiegoś przedmiotu, żeby natychmiast pojawiał się sprzedawca gotowy opowiedzieć o jego siedemnastu zaletach, trzech pokoleniach rzemieślników oraz niezwykłej historii rodzinnej właściciela warsztatu, tutaj panował spokój.
Faktycznie trudno było mi zaprzeczyć, że miałem w takich miejscach pewną przewagę, bo jeśli coś wisiało wyżej albo znajdowało się za głowami innych osób, zwykle mogłem to dostrzec bez większego wysiłku, była to jedna z niewielu sytuacji, w których mój wzrost nie oznaczał konieczności zastanawiania się, czy ktoś projektował świat z myślą o ludziach o mniej znaczących wymiarach. Przez większość życia słyszałem, że jestem za wysoki, za szeroki albo że powinienem uważać na niskie framugi, dobrze było zatem wiedzieć, że nie wszystko poszło na marne, i że ktoś potrafił docenić posiadanie przeze mnie tej niewątpliwej zalety, jaką było wystawanie ponad tłum.
Skinąłem głową, jakbym od początku wiedział, że tak będzie, chociaż prawda była taka, że po prostu miałem szczęście, przez chwilę zastanawiałem się, czy powinienem powiedzieć coś jeszcze, ale ostatecznie uznałem, że nie było potrzeby psuć naprawdę dobrej sytuacji własnym gadaniem - czasem nawet ja potrafiłem zachować umiar, choć były to przypadki dość rzadkie.
- Mówiłem. - Przesunąłem spojrzeniem po czarnej tkaninie, która nadal połyskiwała delikatnie w świetle pobliskiej latarni. - A więc będzie twoja. - Nie zamierzałem oczywiście pozwolić, żeby ta chwila samozadowolenia trwała zbyt długo, więc kiedy moja dziewczyna zaczęła przyglądać się kasztanowym pelerynom, uznałem, że najwyraźniej nadszedł moment, w którym los postanowił wyrównać rachunki. Przez moment rzeczywiście uwierzyłem, że tym razem przemysł odzieżowy postanowił przestać sobie ze mnie drwić. O jakże się myliłem…
Peleryna naprawdę leżała całkiem dobrze, może poza tym nieszczęsnym rękawem, który najwyraźniej zdecydował się kolejny raz przypomnieć mi, że w istocie świat nie został zaprojektowany z myślą o mojej wygodzie - stanąłem zatem przed Pruey, poprawiając fałdy okrycia na ramionach i próbując jednocześnie nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów, ponieważ wciąż istniała możliwość, że przy którymś z nich usłyszę charakterystyczne pęknięcie nici. „Na razie nic takiego szczęśliwie się nie wydarzyło, nic nie trzasnęło, ale…” No, tak, długość rzeczywiście wyglądała przyzwoicie, dół kończył się mniej więcej tam, gdzie powinien, a materiał układał się całkiem sensownie, kiedy jednak Prue zmrużyła oczy i zaczęła oceniać rękawy, już wiedziałem… Znałem ten wzrok, był bardzo podobny do tego, którym przyglądała się rzeczom wymagającym dokładniejszego osądu przed ostatecznym brutalnie szczerym werdyktem.
- No… Dobsze. To mose byś ploblem… - Odwróciłem się częściowo do sprzedawczyni i spojrzałem na nią z pewną rezygnacją, gdyż podświadomie wiedziałem już, co usłyszę, zanim jeszcze zadałem pytanie. - Pszeplasam, macie większy losmial?
Kobieta zerknęła na mnie, potem na pelerynę, następnie znowu na mnie, jej spojrzenie było przy tym wystarczająco wymowne i zmieszane, żebym przez moment ponownie poczuł solidarność ze wszystkimi ludźmi, którzy kiedykolwiek próbowali kupić coś gotowego, mając nietypowe proporcje. Nawet bez ustnej odpowiedzi, szybko stało się jasne, że większego rozmiaru nie było, wzruszyłem więc ramionami, zdjąłem pelerynę i odwiesiłem ją dokładnie tam, skąd ją zabrałem.
- Tludno. - Nie brzmiałem na szczególnie przejętego, bo nie zamierzałem kupować czegoś, co ledwo na mnie pasowało, tylko dlatego, że przez chwilę wyglądało obiecująco. Sięgnąłem do kieszeni po pieniądze, po czym podszedłem do lady i odliczyłem odpowiednią kwotę za chustę, nie miałem zamiaru robić z tego większego ceremoniału, więc kiedy sprzedawczyni zaczęła składać materiał, od razu spojrzałem na Prue.
- I zanim zaczniesz plotestowaś, Sunny, to jest plesent. - Powiedziałem to zachowawczo, zanim zdążyła wymyślić jakikolwiek argument przeciwko wydawaniu na nią pieniędzy, bo znałem ją wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że podobne próby były całkowicie możliwe. Chusta należała teraz do niej, ja natomiast mogłem przynajmniej wrócić do domu z przekonaniem, że mój instynkt w sprawach zakupów okazał się wyjątkowo trafny, nawet jeśli nie potrafiłem znaleźć nic dla siebie, czując się za to coraz bardziej…
„Co?”


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2670), Ambrosia McKinnon (265), Anthony Shafiq (1606), Asena Greyback (1558), Astoria Avery (1390), Atreus Bulstrode (1306), Bard Beedle (994), Basilius Prewett (711), Benjy Fenwick (2499), Brenna Longbottom (1572), Cameron Lupin (418), Cathal Shafiq (2055), Ceolsige Burke (1514), Christopher Rosier (1531), Deirdre Malfoy (1409), Dora Crawford (1510), Erik Longbottom (2318), Eutierria (271), Geraldine Greengrass-Yaxley (1670), Guinevere McGonagall (2847), Hannibal Selwyn (1725), Helloise Rowle (1593), Jessie Kelly (1006), Jonathan Selwyn (310), Keyleth Nico Yako (1661), Lazarus Lovegood (1982), Leviathan Rowle (1612), Lorien Mulciber (1837), Millie Moody (464), Mona Rowle (273), Pan Losu (151), Primrose Lestrange (291), Prudence Fenwick (1361), Urd Nordgersim (264), Victoria Lestrange (299)


Strony (12): « Wstecz 1 … 8 9 10 11 12


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa