• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[17-21/10/72] Ekipa budowlana może wchodzić

[17-21/10/72] Ekipa budowlana może wchodzić
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#1
09.10.2026, 14:00  ✶  
Od 17 do 21 października
Helloise i Samuel kopali rowy

Majestatycznie wyglądała z lotu ptaka rozpięta z żyłki na podwórzu runa Aegishjalmur. Ramiona runy zbiegały się ku kurzej stopie, pozycjonując chatę w samym centrum olbrzymiego symbolu. Na czas robót noga była wyprostowana, czarownicowa chata wzniosła się nad ziemię. Wokół podwórza spacerowały kury wcale niezainteresowane tym, co działo się tuż pod ich nosem; ze sztachet płotu obserwowały przedsięwzięcie dwa strzyżyki o bystrych oczkach.
Miotła Helloise zawisła wysoko w powietrzu, aby czarownica miała dobry widok na wykonany na podwórzu szkic runy. Stamtąd spoglądała na swój projekt, porównując go z otrzymaną od Alexandra ilustracją. Zimna mżawka obsiała włosy czarownicy drobniutkimi koraliczkami z kropelek wody, kartkę służącą za referencję wilgoć zaś pofalowała. Była to jednak ledwie jedna z kopii runy, Helloise nie musiała się nadto o kartkę troszczyć. Rozprostowała ją palcami, raz jeszcze oceniając surowym okiem układ z żyłek. Dostrzegła w jednym z ramion asymetrię. Z cichym furkotem szat sfrunęła na podwórze, wylądowała na ziemi obok owego niedoskonałego ramienia. Wyjęła z ziemi paliczek, na którym rozpięta była żyłka, i przesunęła go o kilka centymetrów.
Znów wzbiła się w powietrze, aby z góry ocenić korektę. Teraz wszystko wyglądało dobrze. Konstrukcja była wielka, lecz równie wiele czasu czarownica poświęciła temu, aby upewnić się, że linie runy biegną symetrycznie, równo, dokładnie tak jak na referencyjnej ilustracji, lecz w odpowiedniej dla jej potrzeb skali.
Mogli zacząć kopać, gdy tylko zjawi się Samuel z potrzebnym materiałem.


dotknij trawy
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#2
09.10.2026, 15:36  ✶  
Majestatycznie wyglądał z lotu ptaka rozciągający się pod jego lotkami las. Frunął wytrwale szukając właściwego miejsca, nie chcąc uczynić swoją działalnością żadnej szkody angielskiemu lasu. Wybór drzewa był zawsze trudny, ale odetchnął z ulgą, gdy Helloise potwierdziła, że tak wilgotność, jak gatunek ofiary nie będzie istotny. Długość. Rozmiar. To pozostawało dla niej ważne, więc latał wytrwale wśród wysokich drzew. Lat, które za moment miał poświęcić dla tej, która przed laty uratowała mu życie.

Robił to od świtu, bynajmniej przecież nie w Kniei Godryka. Wybrał mugolskie lasy, choć tych było tak mało. Miał wprawę w ocenie drzew z wysokości, urodził się w lesie, dzięki temu przetrwał dziesięć lat wyrzeczeń, gdy tylko udało mu się obrosnąć pierzem. To lądował, to znów startował, gdy ostrożnie i skrupulatnie oceniał pieńki.

W końcu wyznaczył ilość, która była jej potrzebna. Było tego sporo i bał się natłokiem nieoczezkiwanej roboty, tym bardziej że rychło zaczną się przygotowania do Samhain i na gwałt i rety wszyscy zaczną zamawiać skrzynki do popiołu, jak uprzedził go Pan Ollivander. Miał szykować półprodukty, heblować cienkie deseczki, które później zostaną zabezpieczone odpowiednim olejem. Ale zniknął z zakładu, gdy tylko dostałwiadomość, obiecując że wróci najszybciej jak się da. Helloise była dlań przecież jak rodzina, w jego ciele płynęła jego energia. Nie mógłby jej odmówić.

Przemieniony w człowieka wyciągnął siekierę i piłę, z wprawą ustalił gdzie i jak należy przyłożyć narzędzia, by lata utkane w kręgach runęły na ziemię. Miejsce było opustoszałe, pozbawione świadków, prócz lasu, który będzie musiał to ścierpieć. McGongall się starał, wiedział które drzewo wybrać by cały organizm bez problemu przetrwał tę stratę. Gruchnięcie było głośne i płoszące, a słońce już wisiało nad głową. Rozważał pozostawienie pnia i zebranie wszystkich na raz, gdy uda mu się zebrać komplet, ale w gruncie rzeczy nie chciał zwlekać, skoro Helloise mogłaby przygotować surowiec pod cokolwiek planowała. W skupieniu i po kilkrotnych próbach gruby ciężki pień transmutował w rónie długą, lecz cienką i zdecydowanie lżejszą linę. Zwinął ją rękami nawykłymi do pracy i…

… teleportował się prosto do znajomo pachnącej chaty. Wychynął chwilę potem ze zdobyczą w ręku. Nie był świadom co właściwie mają robić, podejrzewał, że gdy wiedźma uzna to za stosowne to mu powie.

– Możesz rozwinąć ją, gdzie trzeba, ten pniak będzie najdłuższy. – Przekazał Helloise "linę" i zniknął po więcej, zapominając, że miał w tej przerwie coś przegryźć. Po głowie chodziło mu tylko, że słońce jest zbyt wysoko, a doba zbyt krótka by pozwolić sobie na luksus odpoczynku.

Tak zdarzyło się jeszcze kilka razy, nim przyszedł czas, w końcu czas by opaść z butelczyną cydru i przypatrując się efektowi ich dotychczasowej pracy.

– Jeśli nie masz dwóch łopat to mogę transmutować łyżkę – zaproponował.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#3
09.10.2026, 22:49  ✶  
Helloise nie miała wyrzutów sumienia w związku z tym, że Samuela odciągała od jego pracy w czyimkolwiek warsztacie. Ta praca tutaj była dla niego, dla jego korzyści. Oddalił się od lasu pociągany ku cywilizacji przez kobietę, zamiast trwać wiernie przy swoim domu. Nie był przez to dla lasu straconym, ależ skąd, lecz potrzebował się na powrót z nim złączyć. Potrzebował znów znaleźć się blisko Kniei i ku niej skierować swoje myśli; nieważne, jak kuszącą się zdawała wizja miasteczkowych kochanek.

Podczas gdy kolejne pniaki zjawiały się na podwórzu znoszone przez Samuela, Helloise przygotowywała je pod konstrukcję. Docinała i usuwała to, co należało; dokonywała pomiarów. Tego dnia jej podwórze zapachniało przepięknie. Upoiło czarownicę wonią świeżo ściętego drewna, mokrej kory i żywicy. Było to jakby Samuel przeniósł las pod okna jej domu — i była to w pewnym sensie prawda. Praca stała się dzięki temu przyjemnością zmysłową wynagradzającą trudy.
Pierwszego dnia powstał więc projekt i przygotowane zostały komponenty. Pod wieczór drewniane pale gotowe były do tego, aby je zbić w ramiona runy i wkopać w ziemię.
Gdy Samuel odpoczywał, popijając cydr, Helloise wyłoniła się z wnętrza chaty, dla siebie niosąc czarkę wina podbarwionego opium. Ściemniało się. Czarownica zmierzyła wzrokiem niestrudzenie pracującego przez cały dzień mężczyznę, spojrzała również na ich robotę. Do twarzy było Samuelowi z ciężką pracą; taki wysiłek rozganiał złe myśli, pozwalał skupić się i myśleć o tym co ważne. A ważny był las przed nimi.
— Nie martw się. Łopat mam dostatek, ale starczy ci na dziś, mój drogi — rzekła, wyciągając z włosów Samuela zaplątaną w nie gałązkę. — Odpocznij. Wieczór jest miły. Posiedźmy tu chwilę. Prześpisz się na kanapie w pracowni, a rano weźmiemy się do dalszej pracy.
Czarownica przysiadła na krawędzi tarasu i spuściła nogi w dół. Umoczyła usta w gorzkim winie, sycąc oczy powstającą na jej podwórzu obietnicą odzyskania bezpieczeństwa po wielu miesiącach nieustających lęków. Ta obietnica mogła równie dobrze być płonną, lecz mimo że charakter projektu był eksperymentalny, budził w Helloise podniecenie. Wreszcie posuwali się do przodu.
— Wiesz, co to będzie? — zapytała poruszona.
Helloise — choć nie stroniła od fizycznej bliskości — duchem zwykle wydawała się bardzo od ludzi odległa, nieprzywiązana do ziemskich spraw. Teraz jednak odsłoniła się jej wrażliwa strona, która po ludzku tęskniła.
— To może być pierwszy krok na drodze do domu. — Wyciągnęła rękę przed siebie i zgięła brudne palce, jakby próbowała zamknąć runę w dłoni.

Noc w chacie, gdzie na kominkach trzaskał żywy ogień, była pierwszy raz od dawna spokojna, bo oto pojawiła się na horyzoncie nowa nadzieja. Z rana prace ruszyły od nowa. Wyciągnięto szpadle z szopy za domem i po nakarmieniu kur oraz siebie samych czarodzieje mogli przystąpić do wkopywania ramion runy w ziemię podwórza.


dotknij trawy
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#4
11.10.2026, 08:26  ✶  
Samuel wolał tak na prawdę sam być wielką futrzastą kanapą podczas snu, bo w żadnej postaci nie spało mu się tak dobrze jak w niedźwiedziej. Przyjął jednak jej zaproszenie jako instrukcję i tak też się stało, że złożył swoje zmęczone ciało na nieco za krótkim meblu, rozmyślając przed snem, że gdy to całe szaleństwo się skończy, to zrobi Helloise większą, rozkładaną sofę, jaką podejrzał w jednym mugolackim domu, nie wdając się w szczegóły skąd obmyślił mechanizm składania i rozkładania legowiska.

Tymczasem przyszedł dzień następny i mężczyzna bynajmniej nie próżnował, z jego ust nie poszło też słowo skargi na temat nieoczekiwanego obowiązku. Pomaganie innym leżało w jego naturze, a pomaganie wiedźmie z kniei było podyktowane podstawową potrzebą porównywalną do oddychania czy jedzenia.

Dlatego jeszcze żując pajdę chleba, zatarł ręce i chwycił łopatę w ręce i ruszył do pracy w przekonaniu, że nikt i nic nie będzie w stanie mu przerwać. W głowie już obmyślił plan dzielący całą figurę na mniejsze części, etapy pracy, szacując ile dnia zajmie mu które ramię.

Ale słowa Helloise wybiły go z rytmu. Już miał jej odpowiedzieć, że nie wnika w jej myśl, w jej kaprys, w jej szaloną ideę rozpięcia opiekuńczych ramion martwych drzew na jej ziemi, gdy padła ta kluczowa obietnica. Zatrzymał się w połowie ruchu, obracając się do kobiety i przylepiając do niej niebieskie przejęte ślepia. Z jego twarzy można było czytać jak z otwartej księgi dla dzieci. Nadzieja, niedowierzanie, szok.

– Dom? – Poczuł jak kręci mu się w głowie, bo nie było nic, czego nie pragnąłby bardziej. W tamtej chwili, w tamtym momencie nie zastanawiał się, że taka przeprowadzka mocno naruszyłaby jego obowiązki wobec warsztatu, czy regularność spotkań z Mabel. Być może za nimi zatęskniłby potwornie, gdy jego stopy dotknęłyby klepiska leśniczówki, gdy stwardniałe opuszki palców dotknęłyby porzuconych szafek i sprzętów. Dom. To brzmiało jak sen, w którym do końca śniący nie wie, czy to marzenie czy koszmar.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#5
11.10.2026, 19:14  ✶  
— Dom — potwierdziła, gdy następnego dnia zajmowali się kopaniem.
Helloise skupiła się na wydobywaniu kolejnych łopat ziemi, nie okazując tego, jaką w duszy odczuła satysfakcję z tego, że Samuel nie zapomniał jeszcze, gdzie jest jego dom. Wciąż mu zależało.
To, co wtedy robili, było ledwie początkiem. Było niepewne, niesprawdzone, ale było pierwszym krokiem. Jeśli ta runa miała zapewniać ochronę, Helloise pragnęła, aby otoczyła jej dom i uczyniła go bezpieczną przystanią pod lasem.
A cóż potem?
Tamtego dnia czarownica nie wiedziała jeszcze, że wkrótce osobiście wejdzie do Kniei, lecz miała i inne pomysły. Wielkie wizje tego, jak przy pomocy symbolu możliwe może się stać zepchnięcie widm głębiej, uwięzienie ich na malutkim skrawku przestrzeni. Zagonienie w kozi róg. Stworzenie korytarzy, jak te ministerialne. Jak ten prowadzący na pole dawnej bitwy…
— Gdy skończymy, pokażę ci coś — obiecała, nie odrywając się od pracy. — Miałam zrobić to już wcześniej, ale cię nie widywałam.
Samuel zasługiwał, żeby zobaczyć drogę prowadzącą w głąb Kniei. Ukrytą z dala od wzroku Ministerstwa, bezpieczną od widm. Może spacer przez las, choćby tym jednym korytarzem, pomoże jemu, jak pomógł jej.

Kobieta szybko się męczyła, musiała robić wiele przerw, a tempem w najmniejszym stopniu nie dorównywała Samuelowi, lecz była zdeterminowana i pracowała bez słowa skargi, jak i on. Helloise, choć poddana uzależnieniu, potrafiła okazać się dyscypliną, gdy na czymś jej zależało. Nie bała się ciężaru pracy, pęcherzy na rękach ani obolałych pleców.
Tak oto pojawiały się kolejne czarne linie rozkopanej ziemi wśród wysokich traw i chwastów podwórza.
Helloise wbiła szpadel przy kolejnym rowie. Otarła brudną dłonią spocone czoło, zostawiając na nim ziemistą smugę. Szata lepiła jej się do zgrzanych pleców, a wilgotne ubranie podwiewał zimny, październikowy wiatr. Niezależnie od tego, ile razy poprawiała warkocz, ciągle wypadały z niego przykrótkie kosmyki połamanych włosów, toteż przestała z nimi walczyć. Teraz zwisały smętne i postrąkowane wokół jej twarzy.
— Sprawdźmy, czy tu wejdzie — poleciła, podszedłszy do jednego z czekających na wkopanie drewnianych ramion.
Chciała, aby je przenieśli i umieścili w przygotowanym miejscu. Rowy nie były głębokie. Czarownicy zależało jedynie na tym, aby nie było łatwo o zniszczenie bądź rozkradzenie drewnianej runy.


dotknij trawy
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#6
12.10.2026, 08:33  ✶  
Skinął tylko głową z brwiami ściągniętymi głęboką zadumą, milczący jak zawsze, milczący bardziej niż niektóre drzewa w Kniei.

Dom był celem. Celem również było wytropienie straszliwej bestii, która zabiła przodka Rosę na ich oczach, wysysając z niej życiową energię. Celem było również…

Odetchnął głęboko. Patrzenie w dal wychodziło mu najlepiej, gdy jego ciało było o wiele mniejsze, a skórę pokrywały pióra. Teraz jego celem było kopanie, więc kopał. W przeciwieństwie do Helloise nie potrzebował tylu przerw. Był młody i silny, był nawykły do długiej pracy bez chwili wytchnienia i to kobieta musiała przypominać mu o konieczności jedzenia czy picia. W palcach obracał kasztanową różdżką, gdy z rozmysłem transformował swoją łopatę w narzędzie, którego potrzebował na ten moment bardziej. Widły, haczyka, ale też pług czy dłubak właściwszy pracy z drewnem niż glebą. Raz gdy załapał kształt i głębokość, które odpowiadały rzemieślniczce, nie było przed nim przestrzeni niemożliwej do oczyszczenia. Może nieco więcej czasu zajęło mu okopanie głaziku, który zapodział się pod trawiastą darnią. Siła jego magicznego potencjału współgrała z magicznym. Przeszkoda okazała się chwilowa.

Belka była ciężka, podobnie jak cały wzór, którym zamierzała naznaczyć ziemię. Miał przygotowane pasy wspierające przenoszenie bali, w zapasie pod ręką czekała różdżka, jeśli w ich zmęczonych pracą ciałach nie starczyłoby sił.

– Na Twój znak – powiedział gładko, skupiony na kolejnym zadaniu, kolejnym celu, który nie był hen daleko, a tu, zaraz pod nosem.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#7
15.10.2026, 20:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.10.2026, 20:13 przez Helloise Rowle.)  
Samuel był czarodziejem takim, jakim czarodziej być powinien: uzdolnionym magicznie, pielęgnującym dar mocy otrzymanej od bogów. Powód do dumy, którego Helloise nie mogła w pełni podzielić. Więcej w niej było momentami obserwatorki świata niż czarownicy czynnie korzystającej z nadanych jej z urodzenia potencjałów magicznych. Była to przestrzeń do rozwoju dla Helloise, a na ten zawsze zdawało się nie dość czasu.
Niemniej każdy, kto posługiwał się magią sprawnie, miał w jej oczach uznanie. Ceniła więc Samuela, ceniła Leviathana, a nawet potrafiła docenić potęgę Czarnego Pana — niekoniecznie zaś to, co z nią czynił.

Wspólne jej z Samuelem siły — magiczne, fizyczne i inżynierskie — umożliwiły stworzenie tego dzieła. Ramię runy spoczęło w ziemi, w przygotowanej dlań rynnie. I tak mijał czas, dopóki wszystkie drewniane ramiona Aegishjalmur nie znalazły się na wytyczonym wcześniej planie runy. Nie od razu zostały zakopane. Pierw je należało u zbiegu połączyć obręczą. Chciała Helloise także spojrzeć na gotową runę z góry, nim ją pogrzebią. Gdy zbliżali się ku kresowi prac, ponownie sięgnęła więc po miotłę i wzleciała wysoko nad podwórze z referencyjną ilustracją, aby ocenić, czy wszystko poprawnie wygląda.
Zmęczona dniami pracy pragnęła tylko, aby się okazało, że właściwie wykonali swoje zadanie i nie trzeba przerabiać żadnego elementu.

// percepcja — czy Helloise wiernie wytyczyła runę z posiadanego wzoru?
Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!

Z góry olbrzymia runa z drewnianych bali wyglądała identycznie niemal z obrazkiem. Helloise spędziła chwilę, podziwiając owoce ich pracy. Tyle obróbki drewna, tyle kopania — i zostało jedynie zepchnąć ziemię z powrotem w powstałe rowy, aby drewniany szkielet Aegishjalmur pod domem zapieczętować trwale.


dotknij trawy
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (1287), Samuel McGonagall (986)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa