• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[30.09.1972] Co cię nie zabije, to cię odurzy | Sabrina & Mona

[30.09.1972] Co cię nie zabije, to cię odurzy | Sabrina & Mona
wyjec tęczowy
„Wilkołak nie bronił się. Zagnany do jaskini, z której nie było wyjścia, uklęknął i czekał na cios miecza. Wiedźminowi było go żal."
wiek
27
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
alchemiczka w szpitalu św. Munga
Na pierwszy rzut oka wygląda na kogoś, kto wychowywał się w rodzinie z wyższych sfer. Szczupła, wysoka (175 centymetrów wzrostu) i nosząca się z ekstrawagancją, wyuczoną sztywnością i elegancją blondynka o szarozielonych oczach. To jednak wszystko pozory, ponieważ wystarczy, że zrzuci maskę w doborowym towarzystwie lub w domu i widać wtedy tylko dziewczynę, której większość zachowań to odpowiedź na wymagania otoczenia (choć to w gruncie rzeczy wcale sztywności i elegancji już od niej nie wymaga). Czasem jednak, gdy przyjrzysz sie jej bliżej, jesteś w stanie zauważyć kurze łapki i zmarszki, które zaczynają się jej robić od śmiechu, na jej rękach widać tajemnicze blizny, czy też możesz dostrzec to, że gdy jest zmęczona, zaczyna się garbić i maleć w oczach, a niekiedy na jej ubraniach widać ślady po warzeniu eliksirów lub opiece nad roślinami.

Sabrina Morgan
#1
02.10.2026, 21:32  ✶  
30.09.1972

Wrzesień nie był jej miesiącem. Najpierw spalona noc, chaos w pracy, potem zorientowanie się, że problem z zasmrodzonym mieszkaniem nie będzie tak prosty do odkręcania jak dotychczas przypuszczała. Gdyby nie usłyszała na korytarzu rozmowy między dwoma pracowniczkami szpitala o tym, że ktoś jednej z nich powiedział, że na wszelkie problemy mogą pomóc magiczne gwoździe przybite w nadchodzący Samhain, pewnie już by kombinowała, jak opchnąć komuś ten przeklęty dom po taniości. Szkoda jej było jednak szklarni, pięknej, bogatej w rośliny i przede wszystkim do której miała ogromny sentyment. No i szkoda było także jej ubrań. Nie wiedziała, jak to obskoczyć. Ubrania były czyste, jednak śmierdziały dymem i już kilka razy została o to zapytana (spanikowana, zamiast odpowiedzieć zgodnie z prawdą, kilka razy odpowiedziała, że wczoraj paliła ognisko). Planowała spróbować z tymi gwoździami, ale wciąż się wahała. Jako że w domu nie dało się wytrzymać, od kiedy wydobrzała po ostatniej pełni pomieszkiwała u swojej mamy, ale to też nie należało do najprostszych. Planowo też nie miało tak być już zawsze.

Tak czy inaczej, tego ranka miała dzień wolny od pracy. Była piękna sobota, choć dość zimna. Sabrina lubiła taką pogodę, choć faktem było, że raczej lepiej było w taką aurę zaszyć się pod kołdrą, z gorąca herbatą w kubku i książką, najlepiej jakimś głupim romansem, żeby przypadkiem nie zacząć za dużo myśleć. Coś ją jednak tchnęło do tego, aby przeszła się na spacer. Tak postanawiając, pomalowała się dość delikatnie, ale wystarczająco, aby ukryć zmęczenie, założyła zegarek, ubrała różowe obcasy, fioletową sukienkę w czarne groszki i brązową szatę wierzchnią. Teleportowała się prosto na pokątną, choć prostszym rozwiązaniem byłoby pewnie przejść się po Aberdeen. Potrzebowała się jednak stamtąd wyrwać, tak po prostu.

Spacer byłby całkiem normalny, gdyby nie to, że już na początku poczuła dziwny zapach. Nie do końca potrafiła go nazwać, nie przypominał bowiem niczego innego. Może było to jakieś kadzidło? Jednak nie umiała ani go zlokalizować, ani w pełni nazwać. Jedyne co było pewne to to, że zapach ten był duszący. Wręcz śmierdział. Nawdychała się go, ale szybko się otrząsnęła, zakładając, że ktoś sprzedaje nowy zapach świec. Jednak po przejściu kilkudziesięciu metrów, gdy nie czuła już tego dziwnego, choć niezbyt irytującego zapachu, zaczęła czuć się. dziwnie. Zakręciło jej się w głowie, więc oparła się otwartą dłonią o ścianę najbliżej stojącego budynku. Ściany kamienicy stojącej po jej lewej stronie zaczęły się do niej… przybliżać?

– Co jest, na brodę Merlina? – wymamrotała, zamknęła oczy, lecz gdy je otworzyła było tylko gorzej. Wcześniej jeszcze widziała ludzi przechadzających się chodnikiem, teraz nie było już nikogo. Nawet za szybami sklepów, tych, które zostały nienaruszone lub szkody były łatwe do zreperowania, nie widziała już ludzi. Właściwie, miała wrażenie jakby widziała jeden wielki labirynt.

Serce zaczęło jej bić jak szalone, otworzyła szerzej oczy, wciąż dotykając cegieł lewą dłonią, chyba już tylko po to, aby ich zimo utwierdziło ją w przekonaniu, że nie zasnęła na środku ulicy pokątnej i to wszystko nie było tylko surrealistycznym koszmarem prosto z obrazu jakiegoś szaleńca. Mimo ogólnej słabości i przerażenia, które ją ogarnęło, trzymała się na nogach. Czuła się jednak tak, jakby przypadkiem dotknęła świstoklika i nie dość, że przez podróż ją zemdliło, to jeszcze na dodatek nie wiedziała, gdzie się znajduje. Miała wrażenie, że to wciąż Londyn, wciąż Anglia, ale wszystkie uliczki się zlewały, zrobiły się strasznie wąskie, tworząc coś na kształt labiryntu. Gdy szła dalej, czuła, że błądzi. Już nie dotykała ścian okolicznych budynków, bo miała wrażenie jakby cegły i wszystkie wypukłości kamienic muskały to jej ramiona, to łydki. świat się kręcił, a w jego centrum była ona, tak ciężka, niezgrabna, zagubiona.

Miała wrażenie jakby szła i szła, gdzieś hen daleko, choć wciąż pod nogami czuła coś na kształt kostki brukowej. W duchu liczyła na to, że ten sen na jawie szybko się skończy ten jednak trwał bezustannie. W końcu straciła nadzieje, że to wszystko się skończy i widząc małą wnękę w budynku, weszła do niej. Usiadła na zabłoconym bruku i podkuliła kolana aż do brody, nieznacznie się kiwając w przód i w tył. Zacisnęła mocno oczy, z których niekontrolowanie pociekły jej łzy. Nawet nie zdążyła pomyśleć, że przecież przed wyjściem się tak ładnie pomalowała. Była zbyt przytłoczona. Przebodźcowana niemalże! Próbowała się jednak uspokoić, ale było to trudne. Gdy już kompletnie traciła nadzieję na poprawę swojej sytuacji, gdy już zaczęła prawdziwie panikować, sytuacja powoli wydawała się normować. Znów usłyszała dźwięki inne niż bicie jej własnego serca, dudniące jej w uszach pod koniec tej wątpliwej jakości przygody. Typowy szum sobotniego ranka. Ludzi krzyczących coś do siebie z okien, ludzi szamotających się przed tymi sklepami, które mogły względnie funkcjonować.

Znajdowała się jednak w jakimś ciemnym zaułku. Siedziała na zimnej, mokrej kostce i cała się trzęsła. Dotknęła materiału swojej szaty, wycierając tym samym o nią dłoń, która wcale nie była brudna. Gdy zorientowała się, że już jest bezpieczna, już znajduje się w rzeczywistości, a nie w jakimś dziwacznym śnie, czy jakkolwiek można to było nazwać, zerwała się na równe nogi i wzięła głęboki oddech, mając wrażenie, jakby przez dłuższą chwilę łapała tylko płytkie hausty powietrza. Spojrzała na zegarek, tego jednak nie znalazła. Cholera, musiała go gdzieś zgubić. Rozejrzała się dookoła, nawet zaświeciła światło różdżką, nie było go jednak na ziemi. Przeklęła pod nosem i potrząsnęła głową. Dobrze, że nie zabrała ze sobą z domu zmieniacza czasu, bo gdyby jego też zgubiła…

Zdecydowała się wyjść z zaułka, choć podejrzewała, że wyglądała jak siedem nieszczęść. Choć nigdy nie miała żadnych zadatków na detektywkę, chciała odkryć co się na gacie Merlina wydarzyło przed chwilą, jak długo to trwało i kto był taki mądry, żeby rozprowadzać po Pokątnej jakieś paskudne kadzidło, które cię odurza niemalże do stanu totalnego obłąkania! Przez moment nawet chciała to gdzieś zgłosić, jednak odwaga ją zupełnie opuściła, gdy zdała sobie sprawę, że wyglądała na tym chodniku jak kompletna sierotka. Zagubiona, zabrudzona i zdecydowanie wykazująca oznaki niedawnego odurzenia. Stała tak, jak sparaliżowana, wpatrując się w przestrzeń naprzeciwko niej niewidzącym spojrzeniem. Kompletnie nie wiedziała co robić, gdzie iść i czy to szaleństwo znów się nie powtórzy. Była tak zapatrzona, że nawet nie zauważyła zmierzającej w jej stronę znajomej twarzy.
sacrificial lamb
only there, on a bed of moss and grass would she allow her heart to rest
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
smokolożka
rude loki, ciemne i bystre oczy. Mierzy 168 cm

Mona Rowle
#2
07.10.2026, 17:43  ✶  
Dysputa nad koniecznością przedsięwzięcia środków prewencyjnych w handlu jajami chińskich smoków ciągnęła się w nieskończoność. Co więcej, panna Rowle miała tego dnia stanowczo zbyt wiele do zrobienia.

Jeszcze przed południem dotarła do niej wiadomość od dawnych współpracowników, że być może potrzebna będzie jej ekspertyza. Snowdonia miała przyjąć młodego żmijoptaka, a jeden z pracowników rezerwatu już został obarczony opieką nad stworzeniem, które okazało się wymagać znacznie więcej uwagi niż można by przypuszczać po jego niepozornych rozmiarach.

Jak gdyby tego było mało, wieczorem czekała ją jeszcze Ekstaza Merlina, tj. przedstawienie, na które wybierała się z kuzynem.

Nie z Icarusem.

Ta myśl przyszła nieproszona i Mona natychmiast ją od siebie odsunęła. Od tamtej niefortunnej rozmowy z Prewettem postanowiła wrzucić się w wir pracy. Jedno zadanie następowało po drugim, jedna ekspertyza po kolejnej, a sprawy dotyczące smoków, rezerwatów i ministerialnych regulacji były cudownie wdzięcznym zajęciem dla czarownicy, która nie życzyła sobie pozostawać sam na sam z własnymi myślami.

Nie zamierzała również przyznawać, że za każdym razem, gdy wyobrażała sobie niebezpieczeństwo, które mogło na niego czyhać, coś nieprzyjemnego zaciskało jej się w żołądku. Myślenie o tym nie prowadziło do niczego dobrego.

Był jeszcze jeden, znacznie bardziej przyziemny problem. Nie miała odpowiedniej sukni. W związku z tym, zamierzała wpaść do pierwszego przyzwoitego sklepu na Pokątnej i nabyć coś, co nadawałoby się na wieczorne przedstawienie. Nie było to może rozwiązanie szczególnie wyrafinowane, lecz w obecnym stanie rzeczy musiało wystarczyć!

Szła ulicą Pokątną szybkim krokiem, pogrążona w podobnie niedorzecznych rozważaniach, gdy prawie… minęła kobietę stojącą nieopodal. Mona zatrzymała się nagle.
— Och… dzień dobry! Prawie cię nie zauważyłam. Wybacz. Śpieszę się jak szalona, lecz nie mogłam przecież przejść obok ciebie, nie witając się… — potok słów urwał się równie nagle, jak się rozpoczął. Rowle przyjrzała się jej uważniej. — Bina? — zauważyła, że Sabrina wyglądała na osobę całkowicie zagubioną. — Czy coś się stało?


Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
wyjec tęczowy
„Wilkołak nie bronił się. Zagnany do jaskini, z której nie było wyjścia, uklęknął i czekał na cios miecza. Wiedźminowi było go żal."
wiek
27
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
alchemiczka w szpitalu św. Munga
Na pierwszy rzut oka wygląda na kogoś, kto wychowywał się w rodzinie z wyższych sfer. Szczupła, wysoka (175 centymetrów wzrostu) i nosząca się z ekstrawagancją, wyuczoną sztywnością i elegancją blondynka o szarozielonych oczach. To jednak wszystko pozory, ponieważ wystarczy, że zrzuci maskę w doborowym towarzystwie lub w domu i widać wtedy tylko dziewczynę, której większość zachowań to odpowiedź na wymagania otoczenia (choć to w gruncie rzeczy wcale sztywności i elegancji już od niej nie wymaga). Czasem jednak, gdy przyjrzysz sie jej bliżej, jesteś w stanie zauważyć kurze łapki i zmarszki, które zaczynają się jej robić od śmiechu, na jej rękach widać tajemnicze blizny, czy też możesz dostrzec to, że gdy jest zmęczona, zaczyna się garbić i maleć w oczach, a niekiedy na jej ubraniach widać ślady po warzeniu eliksirów lub opiece nad roślinami.

Sabrina Morgan
#3
08.10.2026, 17:30  ✶  
Słowa przyjaciółki wyrwały ją z zamyślenia o tym wszystkim, co się wydarzyło przed… Właściwie nie wiedziała przed iloma minutami. Spojrzała na nią nierozumiejącym nic spojrzeniem, ale zdołała się uśmiechnąć.

– Mona, cześć! – Przełknęła gulę, która zdążyła urosnąć jej w gardle. Na kolejne słowa pokręciła głową. Już miała skłamać, że przecież nic się nie stało, wszystko jest w jak najlepszym porządku i tak tylko stoi bez ruchu, bo się zapatrzyła w przestrzeń. Jednak coś popchnęło ją do powiedzenia prawdy. Albo raczej nie udawać, że wszystko jest takie, jakie być powinno. – Przepraszam, jeśli cię zatrzymam, tym bardziej, że się spieszysz, ale muszę cię o coś zapytać. Czy… Czy zauważyłaś dziś coś dziwnego, tutaj, na Pokątnej? – zapytała, marszcząc przy tym brwi.

Może i porzuciła plan zostania tymczasową detektywką, ale musiała wiedzieć, czy zwariowała, czy może faktycznie działo się coś dziwnego. Jeśli zwariowała, dobrym wyborem byłoby się pewnie prędzej niż czy później udać do Lecznicy Dusz, jeśli jednak była szansa, że Mona słyszała kiedyś o jakimś przypadku… tego co przed chwilą spotkało Sabrinę, chciała zaryzykować. Co się mogło stać? W najgorszym wypadku sama panna Rowle uzna koleżankę za kompletnie zakręconą i powie o tym Alice, co zupełnie skreśli Sabrinę z potencjalnej listy osób wartych uwagi. To była strasznie głupia, wręcz idiotyczna myśl, bo panienka Bletchley przecież przyjaźniła się z Briną od kilkunastu lat. No ale jednak myśl taka przemknęła przez głowę blondynki. Niestety.

– To zabrzmi strasznie głupio, idiotycznie wręcz, ale mam wrażenie, że straciłam dużo czasu na błądzenie po ulicach, które przecież doskonale znam. Jeszcze zgubiłam zegarek i… I chyba wciąż nie przeszło mi otumanienie, które mógł wywołać lub definitywnie wywołał zapach jakiegoś… kadzidła? Nie wiem, Mona, przepraszam, że cię zatrzymuję. – Wyrzuciła z siebie te słowa w błyskawicznym tempie. Miała wrażenie jakby wszystkie te słowa zlały jej się w jedno. Liczyła na to, że przyjaciółka chociaż kilka wyrazów wyłapie z tego czystego chaosu, jakim były słowa Sabriny.
sacrificial lamb
only there, on a bed of moss and grass would she allow her heart to rest
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
smokolożka
rude loki, ciemne i bystre oczy. Mierzy 168 cm

Mona Rowle
#4
11.10.2026, 14:16  ✶  
Mona zdążyła już obdarzyć ją jednym ze swoich pogodnych uśmiechów. Była gotowa zapewnić, że przecież nic się nie stało i nie było najmniejszego powodu, aby Sabrina zaprzątała sobie głowę przeprosinami za kilka wymienionych zdań. Uśmiech ten zamarł jej jednak na ustach, gdy przyjrzała się przyjaciółce nieco uważniej, sama natychmiast zapomniała o pośpiechu. Nie miała w zwyczaju ignorować niepokojących sygnałów, szczególnie gdy pochodziły od kogoś, kogo znała…

Co więcej, nie próbowała nawet ukrywać troski. Być może powinna była zachować więcej spokoju, nie wyciągać pochopnych wniosków i nie dopuszczać do siebie najgorszych scenariuszy, ale w tej chwili zupełnie nie potrafiła myśleć o niczym innym niż o tym, co mogło spotkać Sabrinę.
— Bina, kochanie, na bogów, nie musisz mnie za nic przepraszać — jej głos przybrał formę autentycznego zmartwienia. — Co się stało?
W samej twarzy przyjaciółki szukała odpowiedzi, której ta nie umiała jeszcze udzielić. Potem rozejrzała się odruchowo po ulicy, jak gdyby spodziewała się dostrzec coś, co mogłoby wyjaśnić zachowanie przyjaciółki. Pokątna była jednak Pokątną.

Trudno było powiedzieć, czy niepokój Sabriny miał jakiekolwiek uzasadnienie w tym, co działo się wokół nich, czy też dotyczył czegoś, co umknęło uwadze wszystkich pozostałych. Mona poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Nie lubiła nie wiedzieć, z czym miała do czynienia, a jeszcze mniej lubiła widzieć kogoś bliskiego w stanie, którego nie potrafiła zrozumieć. W związku z tym, Rowle wyciągnęła rękę, zawahawszy się na moment zanim ostrożnie ujęła Sabrinę za przedramię. Nie chciała jej spłoszyć gwałtownym gestem.
— Coś dziwnego? Nie, niczego szczególnego nie zauważyłam, ale to nie znaczy, że nic się nie wydarzyło. Bina, spójrz na mnie. Opowiedz mi, co się stało. Spróbujemy coś na to poradzić. Może usiądziemy gdzieś?


Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
wyjec tęczowy
„Wilkołak nie bronił się. Zagnany do jaskini, z której nie było wyjścia, uklęknął i czekał na cios miecza. Wiedźminowi było go żal."
wiek
27
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
alchemiczka w szpitalu św. Munga
Na pierwszy rzut oka wygląda na kogoś, kto wychowywał się w rodzinie z wyższych sfer. Szczupła, wysoka (175 centymetrów wzrostu) i nosząca się z ekstrawagancją, wyuczoną sztywnością i elegancją blondynka o szarozielonych oczach. To jednak wszystko pozory, ponieważ wystarczy, że zrzuci maskę w doborowym towarzystwie lub w domu i widać wtedy tylko dziewczynę, której większość zachowań to odpowiedź na wymagania otoczenia (choć to w gruncie rzeczy wcale sztywności i elegancji już od niej nie wymaga). Czasem jednak, gdy przyjrzysz sie jej bliżej, jesteś w stanie zauważyć kurze łapki i zmarszki, które zaczynają się jej robić od śmiechu, na jej rękach widać tajemnicze blizny, czy też możesz dostrzec to, że gdy jest zmęczona, zaczyna się garbić i maleć w oczach, a niekiedy na jej ubraniach widać ślady po warzeniu eliksirów lub opiece nad roślinami.

Sabrina Morgan
#5
11.10.2026, 20:17  ✶  
Gdy zobaczyła jak Mona się zmartwiła, od razu zaczęła mieć poczucie winy. No cholera, czemu ona zawsze musiała taka być? Zawsze na skraju załamania przez najmniejsze z rzeczy. Chociaż, jakby nie patrzeć, to co się zdarzyło, wcale nie było taką znowu małą rzeczą. Właściwie było całkiem sporą rzeczą, która mogła się skończyć gorzej niż tylko zgubionym zegarkiem. Przecież ktoś mógł ją autentycznie zaatakować. Albo gorzej, mogła został schwytana przez odpowiednie służby z Ministerstwa? Ale czy naprawdę odpowiednie służby w Ministerstwie stosowałyby takie metody? Chyba po prostu umysł podpowiadał jej coraz mniej realne scenariusze.

Mona była tak wspaniałą osobą, że postanowiła się zatrzymać i jej pomóc. Sabrina z początku nie wiedziała co robić, czy jej o tym wszystkim mówić i ją zatrzymywać, czy po prostu powiedzieć definitywnie, że nic się nie stało i odejść. Ale postanowiła sobie, że nie będzie odpychać od siebie ludzi, którzy są dla niej naprawdę ważni, a Mona… była. Po prostu była dla niej jedną z tych ważniejszych osób. Przełknęła ślinę i spróbowała rozluźnić odrobinę dotychczas zaciśnięte szczęki.

– Ledwie weszłam na Pokątną i poczułam zapach jakiegoś kadzidła. Po kilku, kilkunastu minutach świat zaczął… Może nie wirować. Ściany się zaczęły wokół mnie zaciskać, aż wszyscy ludzie zniknęli i cała ulica zmieniła się w labirynt. No i przez nie wiem jak długo po nim błądziłam, aż w końcu się ocknęłam w zaułku, o tam – powiedziała i machnęła ręką w kierunku zaułka, w którym w końcu się poczuła lepiej. – No i wtedy już spotkałam ciebie, także mogę powiedzieć, że to wszystko jest dość świeże. W dodatku zgubiłam zegarek, więc nawet nie wiem, ile czasu minęło. – Znów zacisnęła usta w cienką kreskę i dopiero wtedy spojrzała w twarz przyjaciółki. Przez cały ten czas, gdy wyrzucała z siebie słowa spoglądała na dłonie, dokładniej na swoje palce, które nerwowo ściskała, jakby chcąc się upewnić, że już jest w czasie rzeczywistym, a nie… tym innym.
sacrificial lamb
only there, on a bed of moss and grass would she allow her heart to rest
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
smokolożka
rude loki, ciemne i bystre oczy. Mierzy 168 cm

Mona Rowle
#6
10 godzin(y) temu ✶  
Początkowo Mona usiłowała odnaleźć w opowieści Sabriny jakiekolwiek okoliczności, które pozwoliłyby jej sprowadzić całe zajście do kategorii zdarzeń niefortunnych, aczkolwiek niewymagających szczególnego niepokoju. Istniało przecież mnóstwo wyjaśnień dla ludzkich słabości i jeszcze więcej sposobów, na jakie ciało potrafiło zdradzić swojego właściciela, ale łatwo było być dzielnym na cudzy rachunek, prawda?
— Och, Bina… — wyrwało jej się cicho, a w głosie Rowle pobrzmiewało szczere współczucie. — To musiało być potworne.
Gdzieś na dnie jej pamięci poruszyło się nieprzyjemne wspomnienie. Czy to nie było właśnie na początku września? Jak sama grzmotnęła w ścianę na Pokątnej? Mona pamiętała, że była wtedy zupełnie zagubiona, że potrzebowała obecności drugiej osoby bardziej. I że odnalazł ją Icarus. Czy nawet to nie było wtedy, kiedy poznała jego młodszą siostrę? Co więcej, nie zamierzała wyciągać pochopnych wniosków. Nie miała pojęcia, czy jej własne doświadczenie miało cokolwiek wspólnego z tym, co spotkało Sabrinę, ale sam zbieg okoliczności wystarczył, aby poczuła niepokój. A może zwyczajnie nie chciała dopuszczać do siebie myśli, że ktoś jeszcze mógłby przeżywać podobne chwile samotnego przerażenia!
— Wiesz co… Bardzo się cieszę, że na siebie trafiłyśmy — dodała z łagodnym uśmiechem. — Nie musisz się martwić, że mnie zatrzymujesz. Nigdzie się nie wybieram. Chodźmy najpierw gdzieś usiąść. I napijesz się czegoś ciepłego, dobrze? — zaproponowała. — Potem możemy spróbować odnaleźć twój zegarek, a jeśli nadal będziesz czuła się dziwnie, zabiorę cię do Świętego Munga. Chyba że wolisz teraz go poszukać?
Sama miała wystarczająco dużo własnych powodów, aby niekiedy bać się samotności. Nie zamierzała dokładać do nich jeszcze świadomości, że zostawiła przyjaciółkę na środku Pokątnej, wciąż bladą i roztrzęsioną, tylko dlatego, że spieszyła się na zakupy. Suknia mogła poczekać. Wszystko inne również


Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Mona Rowle (856), Sabrina Morgan (1637)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa