Pewnie jeszcze przez jakiś czas żyłbym sobie z tym we względnie błogiej nieświadomości, przekonany o powolnym dostosowywaniu się do nowej rzeczywistości, gdyby nie futrzak, który najwyraźniej postanowił przypomnieć mi, że w tym obiekcie mieszkał więcej niż jeden domownik o wątpliwym wyczuciu chwili. Najpierw do moich uszu doszedł skrzypiący dźwięk poruszającej się klapki w drzwiach prowadzących na ogród, potem dobiegło mnie szelest, łupnięcie, stukot zestawu ostrych pazurów o drewnianą podłogę i odgłos czegoś ciężkiego obijającego się o stopnie, po którym nastąpiło energiczne przebieranie łapami - na schodach rozległo się łupnięcie, potem szuranie, potem kolejne łupnięcie, szuranie i łupanie, i tak równo dwadzieścia siedem razy…
Na wpół przytomnie, wciąż jeszcze zamyślony nad zupełnie innymi kwestiami, odwróciłem głowę w stronę uchylonych drzwi korytarza, nieświadomy rozmiarów nadciągającego problemu - zamrugałem i właśnie wtedy zobaczyłem czarnego łowcę zapierdalającego po schodach z gigantycznym szczurem w pysku. Szczur był martwy, przynajmniej miałem taką nadzieję, lecz naprawdę wielki, prawie tak duży jak zwierzę, które go upolowało.
- Nie. Nawet nie plóbuj. - Powiedziałem, próbując jak najsprawniej podźwignąć się z łóżka i ruszając za nim, chociaż doskonale wiedziałem, że było już za późno, żeby powstrzymać cokolwiek, co zrodziło się w tym kudłatym łbie. Pognał dalej, skręcił w korytarz i skierował się prosto do łazienki, w której moja żona właśnie się myła, po czym złożył zakrwawionego trupa na samym środku dywanika, zrobiwszy to niemal z ceremonialną starannością, zupełnie jakby przygotowywał ołtarz dla wyjątkowo trudnego do zadowolenia bóstwa. Ja natomiast zatrzymałem się w progu, za późno, żeby zapobiec katastrofie, lecz wystarczająco wcześnie, żeby zobaczyć, jak mój futrzasty idiota zrzuca zdobycz tuż przed swoją mokrą, otoczoną pianą panią. Zacisnąłem powieki, oparłem czoło o framugę i wypuściłem powietrze przez zaciśnięte zęby, zignorowawszy guza na głowie i ciągnięcie bandaży, ponieważ istniały granice tego, ile absurdów można było przyjąć na klatę w ciągu jednego miesiąca, nawet jeśli zawodowo zajmowało się rzeczami, które większość osób wolałaby omijać szerokim łukiem.
- Pluey, kochanie… - Odezwałem się ostrożnie, nie patrząc ani na nią, ani na kocura, który właśnie zaczął lizać sobie łapę obok swojego daru. - Chyba nie powiedziałem ci o takim jednym detalu…
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)