• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[15.10.1972] To have and to hold, preferably by the tail | Benjy, Prue

[15.10.1972] To have and to hold, preferably by the tail | Benjy, Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
Wczoraj, 00:55  ✶  
„Zapomniałem, kurwa, naprawdę zapomniałem”, co samo w sobie stanowiło osiągnięcie godne odnotowania w kronikach wszystkich moich życiowych porażek, ponieważ naprawdę powinienem był dopilnować tego, co obiecałem zrobić. Przez ostatnie dni września moja głowa przypominała szafę, do której ktoś upychał kolejne rzeczy, nie zadając sobie trudu sprawdzenia, czy drzwiczki wciąż dało się domknąć, lecz przecież później miałem aż nadto czasu, by naprawić wcześniejsze zaniedbania. Tymczasem nie potrafiłem nawet powiedzieć, kiedy dokładnie do tego doszło, bo pamiętałem przecież całe mnóstwo rzeczy, od szczegółów rozmów, które powinienem był dawno puścić w niepamięć, po cholernie nieistotne obserwacje dotyczące ludzi spotkanych na ulicy i doświadczenia warte tego, by nigdy więcej o nich nie mówić, natomiast akurat to, co należało zapamiętać, wyleciało mi z głowy z wdziękiem cegły zrzuconej z dachu. Na swoją obronę miałem jedynie to, że po prostu wydarzyło się tyle, że gdybym chciał osobno rozpisać każdą z tych rzeczy, zabrakłoby mi miejsca na pergaminie, atramentu w kałamarzu oraz aktualnie również energii, by uporządkować w ten sposób wszystkie własne myśli, więc robiłem to, co w takich sytuacjach wychodziło mi najlepiej, czyli przesuwałem pewne kwestie na później, zapewniając sam siebie, że „przecież nie uciekną”, że „jeszcze zdążę”, że „mam wszystko pod kontrolą” - oczywiście, że nie miałem, ostatnie piekielne dni wyraźnie mi to ukazywały - nie kontrolowałem nawet w pełni stosu dokumentów narastającego w jadalni, który zważywszy na okoliczności pewnie przypominał spis rzeczy, za które należało mnie powiesić, zwłaszcza gdyby ktoś w Ministerstwie zdecydował się przeprowadzić dokładniejszą inspekcję podstaw mojego pobytu w kraju i ślubu z Brytyjką. W pewnym momencie zwyczajnie przestałem nadążać za tym nowym życiem odpowiedzialnego obywatela, pana domu i czyjegoś męża, co nie było zresztą niczym haniebnym, bo chyba każdy potrzebował trochę czasu, aby się przestawić, lecz tym razem nawet ja musiałem przyznać, że skala zaniedbania robiła wrażenie.
Pewnie jeszcze przez jakiś czas żyłbym sobie z tym we względnie błogiej nieświadomości, przekonany o powolnym dostosowywaniu się do nowej rzeczywistości, gdyby nie futrzak, który najwyraźniej postanowił przypomnieć mi, że w tym obiekcie mieszkał więcej niż jeden domownik o wątpliwym wyczuciu chwili. Najpierw do moich uszu doszedł skrzypiący dźwięk poruszającej się klapki w drzwiach prowadzących na ogród, potem dobiegło mnie szelest, łupnięcie, stukot zestawu ostrych pazurów o drewnianą podłogę i odgłos czegoś ciężkiego obijającego się o stopnie, po którym nastąpiło energiczne przebieranie łapami - na schodach rozległo się łupnięcie, potem szuranie, potem kolejne łupnięcie, szuranie i łupanie, i tak równo dwadzieścia siedem razy…
Na wpół przytomnie, wciąż jeszcze zamyślony nad zupełnie innymi kwestiami, odwróciłem głowę w stronę uchylonych drzwi korytarza, nieświadomy rozmiarów nadciągającego problemu - zamrugałem i właśnie wtedy zobaczyłem czarnego łowcę zapierdalającego po schodach z gigantycznym szczurem w pysku. Szczur był martwy, przynajmniej miałem taką nadzieję, lecz naprawdę wielki, prawie tak duży jak zwierzę, które go upolowało.
- Nie. Nawet nie plóbuj. - Powiedziałem, próbując jak najsprawniej podźwignąć się z łóżka i ruszając za nim, chociaż doskonale wiedziałem, że było już za późno, żeby powstrzymać cokolwiek, co zrodziło się w tym kudłatym łbie. Pognał dalej, skręcił w korytarz i skierował się prosto do łazienki, w której moja żona właśnie się myła, po czym złożył zakrwawionego trupa na samym środku dywanika, zrobiwszy to niemal z ceremonialną starannością, zupełnie jakby przygotowywał ołtarz dla wyjątkowo trudnego do zadowolenia bóstwa. Ja natomiast zatrzymałem się w progu, za późno, żeby zapobiec katastrofie, lecz wystarczająco wcześnie, żeby zobaczyć, jak mój futrzasty idiota zrzuca zdobycz tuż przed swoją mokrą, otoczoną pianą panią. Zacisnąłem powieki, oparłem czoło o framugę i wypuściłem powietrze przez zaciśnięte zęby, zignorowawszy guza na głowie i ciągnięcie bandaży, ponieważ istniały granice tego, ile absurdów można było przyjąć na klatę w ciągu jednego miesiąca, nawet jeśli zawodowo zajmowało się rzeczami, które większość osób wolałaby omijać szerokim łukiem.
- Pluey, kochanie… - Odezwałem się ostrożnie, nie patrząc ani na nią, ani na kocura, który właśnie zaczął lizać sobie łapę obok swojego daru. - Chyba nie powiedziałem ci o takim jednym detalu…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#2
Wczoraj, 11:42  ✶  

Prudence miała przymknięte oczy. Odpoczywała. Każdy czasami potrzebował chwili dla siebie, czyż nie? Nie, żeby musiała narzekać na to, że nie miała czasu na takie momenty. Skorzystała jednak z okazji, przygotowała sobie kąpiel, bardzo gorącą i zamierzała utknąć w łazience na jakąś godzinę, bo czemu by nie. Wszystko wydawało się wracać do najlepszego porządku. Jej mąż żył - co wcale nie było takie oczywiste, miewał się coraz lepiej, więc nie musiała co chwilę sprawdzać czy wszystko było u niego w porządku. Oczywiście nadal poświęcała mu należytą uwagę, doglądała go, poiła odpowiednimi dawkami eliksirów, jednak nie musiała już czuwać przy jego łóżku, a to robiło drobną różnicę. No taką, że mogła zrelaksować się w łazience. Właśnie to robiła.

Lustro było zaparowane, niespecjalnie jej to jednak przeszkadzało. Lubiła rozgrzewające kąpiele, nawet jeśli powodowały, że zamykały jej się oczy. Była odrobinę zmęczona, jednak nie było to zmęczenie z tych złych, czuła się dobrze, była zadowolona ze swoich ostatnich sukcesów. Dmuchnęła w pianę, która osiągnęła horrendalne rozmiary, niewiele brakowało, aby wydostała się poza wannę.

Drzwi do łazienki zostawiła uchylone, aby móc nasłuchiwać tego, co działo się w domu. Nadal była w trybie czuwania, na który się przełączyła w piątkową noc. Zawiesiła się na moment, kiedy wpatrywała się w sufit, przed oczami pojawił się jej obraz, bardzo wyraźny obraz który zapamiętała, nie wątpiła w to, że w najbliższym czasie będzie często do niej wracał. Benjy leżący w przedpokoju konający na jej rękach - nie był to szczególnie przyjemny widok, na szczęście wiedziała, że wszystko skończyło się dobrze - to było odrobinę pocieszające, chociaż samo wspomnienie nie wzbudzało w niej pozytywnych emocji.

Przez swoje zawieszenie zignorowała to, co działo się wokół niej. Nie usłyszała kroków, które zwiastowały pojawienie się towarzystwa. Przegapiła moment, w którym jej spokój został naruszony. Mogła zamknąć te drzwi, czyż nie?

Mrugnęła w momencie, w którym kocur znajdował się na dywaniku, przeniosła wzrok w jego stronę, kiedy właśnie wypuszczał z paszczy swoją ofiarę. Mrugnęła drugi raz, bo zdecydowanie nie spodziewała się takiego widoku.

Nie zdążyła zareagować w żaden sposób, w drzwiach pojawił się bowiem jej mąż, to na niego przeniosła swoje spojrzenie. Najwyraźniej i kocur i on postanowili do niej dołączyć. Szczur, martwy szczur. To na nim powinna się skupić, czy to był Necro? Lekko spanikowała, spojrzała jeszcze raz na martwe zwierzę. Nie bała się szczurów, bo przecież jeden był jej towarzyszem od bardzo dawna. - To nie jest Necro? Prawda? - Jej szczur miał nieco ciemniejsze umaszczenie i nie był taki tłusty, to nie mógł być on… wolała się jednak upewnić, że w ich domu nie doszło właśnie do tragedii.

Haint najwyraźniej nie czuł, że zrobił coś nieodpowiedniego. Tak po prostu siedział sobie na dywaniku i lizał łapę, całkiem zadowolony ze swojego podarunku. Fantastycznie.

Benjy nie patrzył na nią, kiedy się odezwał. Miała więc dziwne wrażenie, że coś było nie tak. Odetchnęła głęboko. - Chyba? - Zaczęła od tego krótkiego pytania. - Zaraz to zweryfikujemy, o jakim detalu mi chyba nie powiedziałeś? - Niekoniecznie była w stanie przewidzieć o co mogło mu chodzić. Nadal leżała w wannie nie ruszyła się praktycznie o milimetr, najwyraźniej nie ruszał jej ten martwy szczur na dywaniku.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
Wczoraj, 13:00  ✶  
Przez moment naprawdę rozważałem, czy nie powinienem po prostu wycofać się z łazienki, nim zostałem dostrzeżony, zamknąć za sobą drzwi i udawać, że nic z tego nie wydarzyło się na mojej zmianie, ponieważ miałem za sobą wystarczająco paskudne dni, żeby zasłużyć na przynajmniej jeszcze jedną godzinę względnego spokoju, podczas której żaden członek mojej rodziny, futrzasty czy pozbawiony futra, nie próbowałby doprowadzić mnie do przedwczesnego przejścia na emeryturę. Haint, rzecz jasna, nie wyglądał na kogoś, kto przejmowałby się moimi rozterkami, ponieważ w jego kocim świecie właśnie dokonał się wielki triumf, wymagający stosownego uznania, najlepiej w postaci rozległych pochwał w towarzystwie drapania za uszkiem oraz niewątpliwego zaakceptowania faktu, że nasz dywanik łazienkowy od tej pory pełnił również funkcję ołtarza poświęconego jego łowieckim osiągnięciom.
- Nieee, to nie Neclo. - Zapewniłem, przenosząc wzrok na szczura, żeby upewnić się, że nie przeoczyłem żadnego szczegółu, który mógłby przemawiać za przeciwną wersją wydarzeń. Zakładałem, że obaj mielibyśmy wtedy znacznie poważniejszy problem, musiałbym się srogo tłumaczyć z czegoś, czego naprawdę wolałbym nie doświadczać, bo przecież to w wyniku podjętych przeze mnie decyzji mieliśmy teraz półkuguchara w domu. Z zagryzionymi zębami, starając się zignorować nieprzyjemne wrażenie w ciele, zrobiłem kilka kroków i przykucnąłem, żeby przyjrzeć się zdobyczy, chociaż robiłem to przede wszystkim dlatego, że potrzebowałem kilku sekund na zastanowienie się nad dalszą częścią rozmowy - szczur rzeczywiście był ogromny, miał gruby tułów, poszarzałe futro i ogon tak długi, że wystawał daleko poza brzeg dywanika, w dodatku był całkiem nieźle naznaczony ostrymi zębami, przez co całość prezentowała się dosyć makabrycznie, nawet jak na moje standardy. Haint natomiast zdawał się oczekiwać, że zaraz poklepię go po łebku, pogratuluję mu udanego polowania i wręczę smaczek za zasługi dla gospodarstwa domowego, więc wyciągnąłem rękę, podrapałem go za uchem i wykorzystałem ten moment, żeby przesunąć go odrobinę dalej od ofiary - niby nie obawiałem się kolejnego aktu przemocy na truchle, które z dużym prawdopodobieństwem według kociego móżdżku było posiłkiem zarezerwowanym dla jego pani, ale mimo wszystko nie miałem najmniejszej ochoty tłumaczyć Prudence, dlaczego nasz kuguchar postanowił urządzić sobie drugie śniadanie na jej świeżo upranym dywaniku, gdyby jednak zmienił zdanie.
- Zanim zaczniesz wyciągaś jakiekolwiek wnioski, chciałbym zaznaczyś, sze nie zlobiłem tego celowo. - Zacząłem, unosząc palec w geście, który miał wyglądać przekonująco, lecz w praktyce przypominał mi nauczyciela próbującego powstrzymać klasę przed rozróbą. - Nie uklywałem pszed tobą niczego s plemedytasją i nie zamieszałem czekaś, asz splawa sama się loswiąsze, chociasz pszysnam, sze w tej chwili balso doceniłbym, gdyby istniała taka moszliwość. Po plostu,ekhm, kulwa, zapomniałem. - Zamilkłem, zerkając na Hainta, który właśnie skończył mycie drugiej łapy i z zainteresowaniem przyjrzał się własnej zdobyczy, najwyraźniej rozważając, czy nie należałoby przenieść jej w jakieś jeszcze bardziej reprezentacyjne miejsce, skoro pani postanowiła pogardzić ofiarą. Wskazałem na niego ostrzegawczo, po czym znów spojrzałem na Prudence, usiłując znaleźć w jej twarzy choćby najmniejszą podpowiedź, czy powinienem mówić dalej, czy też lepiej było zacząć od przeprosin, zanim moje zapominalstwo zamieni się w znacznie poważniejszy problem.
Nie ruszyłem się z miejsca, chociaż miałem nieodpartą ochotę zabrać szczura za ogon, wynieść go z łazienki i zająć się wszystkim, co powinno zostać zrobione, zanim Prue zacznie rozbierać moją wypowiedź na części pierwsze - problem polegał na tym, że znałem własną żonę i wiedziałem, iż nie istniała na tym świecie siła, która pozwoliłaby jej zapomnieć o niedokończonym wyjaśnieniu tylko dlatego, że na dywaniku leżał martwy gryzoń, którego należało się pozbyć, zanim wylądują tam jej stopy, spojrzałem więc na nią z możliwie największą dozą skruchy, na jaką było mnie stać, po czym dodałem ciszej, już bez prób ratowania resztek godności.
- Pamiętasz, jak mówiłem ci, sze Haint jest tlochę większy, nisz początkowo zakładałem? - Spytałem, spoglądając na kota spod brwi - jego matka była niewielka, natomiast ojciec, cóż, ojciec najwyraźniej należał do tych zwierząt, które mogłyby bez trudu wygrać konkurs na największego drania w promieniu kilku hrabstw, gdyby ktokolwiek organizował podobne wydarzenia. - Otósz jego ojciec był kuguchalem.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#4
Wczoraj, 13:37  ✶  

Prue nie spodziewała się tego, że jej chwilowy spokój bardzo szybko odejdzie w zapomnienie. Najwyraźniej mieli w tej chwili w łazience bardzo pilne zebranie wszystkich domowników, no na szczęście nie wszystkich - Necro musiał siedzieć w swojej klatce co w obecnej sytuacji było zdecydowanym pozytywem. Prue starała się uczyć ich kota podejścia do swojego współlokatora. Mógł mordować wszystkie szczury poza tym jednym, miała nadzieję, że to do niego dotarło. Nigdy nie można jednak mieć pewności, instynkt to coś nad czym nie da się tak po prostu zapanować, właśnie dlatego, gdy tylko zobaczyła jego prezent pomyślała o tym, że mógł to zrobić. Na szczęście Haint był grzecznym kociakiem i jej nie zawiódł.

- Bardzo dobrze. - Niby wiedziała, że to nie był jej pupil, jednak musiała zadać to pytanie. Benjy potwierdził to co przypuszczała, a więc nie mieli tutaj zbyt wielkiego problemu, no przynajmniej na razie. Nie był to może najprzyjemniejszy widok, szczur został przez Hainta dosyć mocno zmasakrowany, ale rozumiała dlaczego to zrobił, chciał przynieść jej prezent. Co za urocze z niego było stworzenie. - Dzięki maleństwo, chociaż wolałabym, żebyś jednak nie wnosił takich podarunków do domu. - Kot wcale nie był maleństwem w kocich standardach, ale przecież ciągle był dzieciakiem. Naprawdę doceniała jego gest, tyle, że niekoniecznie podobało jej się to, że dywanik znowu musiał trafić do prania.

Spoglądała na swojego męża, który zbliżył się do ich predatora i pogłaskał go za uszkiem. Należało mu się, oczywiście, że zasługiwał za nagrodę za swój gest. Na pewno wręczy mu za to coś smacznego do jedzenia. Lubiła go rozpieszczać, zasługiwał na to.

Benjy zaś zachowywał się bardzo dziwnie, kiedy znowu się odezwał Prudence zmrużyła oczy, wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Nie miała pojęcia, o czym właściwie chciał jej powiedzieć, ale nie brzmiało to dobrze. Kolejny sekret, kolejna tajemnica o która miała wyjść na wierzch, niespecjalnie ją ukrywał - no ciekawe, o czym to zapomniał jej powiedzieć, naprawdę ciekawe. Brzmiało to, jak coś wielkiego.

- Zapomniałeś, jasne, zdarza się każdemu, prawda? - No, każdemu tylko nie jej, ale ona była wyjątkiem potwierdzającym regułę. Powiedziała lekko, nie wiedząc jeszcze do końca czego się powinna spodziewać. Zabił kogoś, ukrył ciało? Coś takiego? Nie, o tym chyba nie powinno się zapominać. - No wyduś to z siebie. Jestem gotowa. - Być może potrzebował potwierdzenia, że nie ma mu za złe tego, że o czymś zapomniał.

- No, pamiętam. - Nie spodziewała się, że wróci do ich pupila. Może chciał odwrócić jej uwagę? Zmienić temat, przerwać co zaczął, bo jednak stwierdził, że chce przed nią ukryć to, o czym zapomniał jej powiedzieć. Całkiem nieźle budował napięcie, nie ma co.

Później padły te słowa Otóż jego ojciec był kugucharem. Nie wytrzymała. Parsknęła śmiechem, właściwie to zaczęła dosyć głośno rechotać, przez co piana zaczęła powoli wyłazić z wanny, Prue się trzęsła, trzęsła się ze śmiechu. Bawiło ją to, że Benjy był taki poważny, zachowywał się, jakby ukrywał przed nią coś bardzo istotnego, tajemnicę co najmniej której poznanie mogło kosztować życie. On pełen powagi oznajmił jej, że ich pupil był w połowie kugucharem. No, jakby wcześniej tego nie wiedziała.

Starała się uspokoić, ale było to bardzo trudne, bo ciągle miała przed oczami ten widok, jego pełnego powagi… - Sherlocku, no co Ty nie powiesz? - Czyli to był ten drobny szczegół o którym jej nie powiedział.

- Mężu mój drogi, czy zdajesz sobie sprawę, że pracowałam przy urazach magizoologicznych. - Wydawało jej się, że powinna mu o tym przypomnieć, bo najwyraźniej i to mu umknęło. - Potrafię odróżnić kota od kuguchara, nasz Haint ma bardzo uroczy pędzelek na końcu ogona. - Przeniosła w tej chwili spojrzenie na kota, który ciągle siedział na dywaniku.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
Wczoraj, 17:43  ✶  
W gruncie rzeczy trudno było mieć pretensje do stworzenia, które postępowało zgodnie z własnym instynktem, przynajmniej dopóki nie zaczynało traktować zajętej łazienki jako miejsca odpowiedniego do wystawiania trofeów myśliwskich. Pogłaskałem Hainta za uchem, drapiąc go w miejscu, które zwykle wywoływało u niego natychmiastową zmianę z groźnego drapieżnika w rozleniwioną kupę futra, po czym zerknąłem na Prue, kiedy podziękowała mu za prezent i poprosiła, żeby więcej nie przynosił podobnych podarunków do domu.
Oczywiście, mógłbym w tym miejscu zauważyć, że zważywszy na kugucharzą naturę naszego maleństwa, gdybyśmy chcieli prowadzić szczegółową ewidencję wszystkich stworzeń, które nasz kot zamordował lub zamierzał zamordować, a następnie złożyć w ofierze na terenie posiadłości, potrzebowalibyśmy na to osobnej szafki, bo w dupie miał nasze uprzejme wnioski o zaniechanie realizacji morderczych zapędów, ale nie widziałem powodu, żeby psuć atmosferę w pomieszczeniu, skoro Prudence przyjęła wszystko w wyjątkowo lekki sposób, upewniwszy się wyłącznie o bezpieczeństwie Nekro, zanim nagle wybuchła tak srogim śmiechem, że prawie cała zanurzyła się przy tym w wannie. Nie był to delikatny chichot, który można było zignorować, ani nawet ten cichy, rozbawiony dźwięk, jaki czasami wydawała, kiedy udawało mi się powiedzieć coś naprawdę zabawnego, lecz pełnoprawny rechot, który sprawił, że piana zaczęła wydostawać się z wanny wraz z gorącą wodą, zalewając również zakrwawiony dywanik i całą resztę kafelków na podłodze. Wystarczyło jedno spojrzenie na twarz Prue, żebym zorientował się, że właśnie dostarczyłem jej rozrywki na resztę dnia, być może nawet tygodnia - patrzyłem na nią jednak jeszcze przez kilka sekund, najpierw z autentycznym zdumieniem, potem z narastającym oburzeniem, aż w końcu pokręciłem głową, bo oczywiście, że musiała uznać to za zabawne, oczywiście, że moja próba przekazania istotnej informacji została sprowadzona do występu komediowego, i oczywiście, że nie mogłem liczyć na odrobinę powagi od kobiety, która jeszcze przed chwilą podejrzewała, że Haint zamordował naszego drugiego pupila.
Nie miało już większego znaczenia, co powiem, skoro zdążyła uznać, że cała sprawa była tak absurdalna, iż należało ją celebrować. Patrząc, jak piana niebezpiecznie zbliża się do krawędzi, wylewając się poza wannę, podczas gdy moja żona trzęsła się ze śmiechu, dosłownie zawisłem w przykucu, zastanawiając się, czy powinienem był ją ratować przed utonięciem we własnej kąpieli, czy raczej pozwolić jej na chwilę refleksji. Nie oczekiwałem zbyt wiele, bo znałem ją wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, iż w tej chwili nie potrzebowała mojego usprawiedliwienia, tylko chciała się dowiedzieć, jak też zdołałem to wszystko przegapić, miałem przy tym jednak nieszczęście posiadać twarz wyposażoną w komplementarne napisy, która w podobnych sytuacjach zdradzała więcej, niż powinienem był ujawniać.
- Dziękuję za okazanie wylosumiałości, kochanie. Cieszę się niezmielnie, sze zapewniłem ci loslywkę. - Uniósłszy brwi, zamilkłem na moment, po czym przyjrzałem się Haintowi, którego pędzelek na końcu ogona rzeczywiście wyglądał wyjątkowo uroczo, nawet jeśli jego właściciel właśnie udowadniał, że do pełnej dojrzałości brakowało mu jeszcze przynajmniej kilku bardziej rozwiniętych struktur małomóżdżkowych. - Zawsze wiedziałem, sze mogę liczyś na twoje wspalsie.
Rzeczywiście, gdy teraz o tym pomyślałem, ten znak szczególny zapewne nie stanowił szczególnie skomplikowanej zagadki dla kogoś, kto zawodowo miał do czynienia z magicznymi stworzeniami, obrażeniami przez nie zadawanymi oraz wszystkimi możliwymi sposobami, na jakie potrafiły zrobić komuś krzywdę.
„No, debil”.
Nie mogłem jednak pozwolić, żeby uznała, iż przypomnienie mi w tenże sposób o pracy przy urazach magizoologicznych zakończyło sprawę na jej korzyść, ponieważ doskonale pamiętałem, kim była, czym się zajmowała i jaką satysfakcję sprawiało jej wykorzystywanie własnej wiedzy przeciwko mnie, zwłaszcza kiedy trafiała się okazja, by zrobić ze mnie głupca we własnym domu.
- Plosę mi wybaczyś, pani antlopolog, sze nie zdołałem dolównaś poziomem dedukcji osobie, któla pszes ostatnie minuty plowadziła śledztwo zdalnie, lesząs w wannie i nie luszając nawet palcem, szeby zabespieczyś miejsce zdaszenia. - Skinąłem głową w stronę mokrych kafelków, gdzie woda spływająca z wanny mieszała się z ciemnymi smugami krwi pozostawionymi przez szczura, rozciągając je wzdłuż fug i rozmazując wszystko, co mogło jeszcze posłużyć do ustalenia, skąd Haint przyniósł swoją zdobycz. Przesunąłem wzrok na sprawcę cieszącego się bezkarnością, który zdążył już uznać akcję za zakończoną i ułożył się wygodniej obok szczura, po czym westchnąłem ciężko i ostrożnie chwyciłem zdobycz za ogon, starając się nie dotknąć niczego, co później musiałbym szorować z własnych dłoni.
- W kaszdym lasie, skolo śledztwo zostało zakończone, a pani detektyw nie zamiesza opuściś swojego stanowiska, ktoś będzie musiał zająś się usunięciem dowodów. - Wyprostowałem się, bardziej powoli niż zazwyczaj, trzymając szczura w wyciągniętej ręce, machnąwszy nim mimowolnie.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#6
9 godzin(y) temu ✶  

Nie był to pierwszy raz kiedy kocur postanowił pokazać jak bardzo lubi Prudence. Zdarzyło jej się znaleźć martwego wróbla przy łóżku, mysz w kuchni, czy jeszcze inne stworzenia w różnych częściach domu, jednak nigdy jeszcze nie zrobił tego w ten sposób. Po prostu wszedł do łazienki, rozsiadł się na dywanie tuż obok swojej kolejnej zdobyczy. To było całkiem urocze, chociaż na początku wzbudziło w Prue pewne obawy - tym razem wybrał szczura, co niestety było mocno kontrowersyjne w ich domu. Necro bowiem również należał do ich rodziny, tak właściwie to towarzyszył jej od lat, niekoniecznie potrafiłaby sobie poradzić z jego tragiczną śmiercią. Na szczęście dosyć szybko wyjaśnili sobie, że to nie był ten szczur, kamień z serca.

Później zrobiło się naprawdę zabawnie, to znaczy ją okropnie rozbawiło to, co się wydarzyło. Benjy był w tym wszystkim taki poważny, kucał przy ich maleństwie, ledwie mógł to z siebie wyrzucić… Prue przez moment naprawdę myślała, że zapomniał jej powiedzieć o czymś istotnym, o czymś co powinna wiedzieć. W tym przypadku jednak jego słowa tylko i wyłącznie ją rozbawiły, ale tak okropnie. Dawno nie znalazła się w tak śmiesznej sytuacji. Nawet nie chodziło o to, że próbował się podzielić z nią czymś, co było dla niej oczywiste. Zbudował wokół tego tę całą otoczkę, całe napięcie, a później po prostu postanowił poinformować ją o pochodzeniu ojca Hainta. Sprawa była naprawdę poważna, widać było, że jej mąż mocno się tym przejął, no tyle, że dość szybko sama do tego doszła. No, od razu wiedziała z czym mają do czynienia, zresztą myślała, że Benjy wiedział, że ona wie dlatego o tym nie rozmawiali - jej wydawało się to być całkiem oczywiste.

Nie mogła pozbyć się sprzed swoich oczu jego wyrazu twarzy, tej poważnej miny - przez co nie przestawała się śmiać. Naprawdę ją to bawiło, okropnie - może nie powinno, chciał być z nią szczery, przypomniał sobie, że zapomniał… parsknęła głośno śmiechem po raz kolejny. Woda zaczęła opuszczać wannę przez to, że jej ciało drżało ze śmiechu - cóż, naprawdę kafelki wyglądały coraz gorzej, niczym miejsce prawdziwej makabry. To, co zdążyło się wylać zmieszało się ze szczurzą krwią - nie był to najprzyjemniejszy widok, jednak nie mogła przestać rechotać.

- To ja powinnam Ci podziękować za ten kabaret. Dawno się tak dobrze nie bawiłam. - Popłakała się ze śmiechu, co było potwierdzeniem wypowiedzianych przez nią słów. Naprawdę, ale to naprawdę zapewnił jej dzisiaj wyjątkową rozrywkę. - Cieszę się, że jesteś tego świadomy, jestem tutaj zawsze do Twojej dyspozycji. - Przymknęła oczy i ponownie zupełnie niekontrolowanie parsknęła śmiechem. Nigdy nie wyprze z głowy tej sytuacji, co akurat nie było w jej przypadku niczym nowym, chociaż wepchnie to pewnie w głowie na półkę do której będzie często wracała.

To nie tak, że chciała zrobić z niego głupca… no może tylko trochę, mógł przecież faktycznie zapomnieć o jej doświadczeniu zawodowym, zważając na to, że kiedy pięła się po szczeblach kariery nie było go w kraju. Teraz zajmowała się przecież czymś zupełnie innym, czyż nie, ale nie byłaby sobą gdyby tego nie wykorzystała, tak już mieli, że lubili od czasu do czasu sobie trochę podokuczać, prawda? No, kolejne słowa które padły z ust jej męża były tego potwierdzeniem.

- Przez ostatnie minuty zajmowałam się inną specjalizacją, niestety. Miejsce zbrodni wygląda fatalnie, te dowody na nic nam się już nie przydadzą, powinnam dostać naganę za nieodpowiednie podejście. - Dodała jeszcze od siebie taksując wzrokiem pomieszczenie. Podłoga wyglądała coraz gorzej, nie dało się tego nie zauważyć. Kot siedział pośród tego wszystkiego, jakby nigdy nic, jakby nie był sprawcą całego zamieszania, w sumie to już zdążył się położyć.

- Jak mniemam od tego mam Ciebie, zostałeś oficjalnie moim asystentem? - Nie musiał odpowiadać na pytanie, bo w tej chwili złapał za szczurzy ogon i podniósł truchło nad ziemię. Dyndał w powietrzu, co spowodowało, że nieco się przesunęła. - Trzymaj go z daleka od mojego stanowiska pracy. - Zdecydowanie wolałaby, żeby martwe zwierzę nie znalazło się teraz w wannie.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
5 godzin(y) temu ✶  
W dalszym ciągu kucając obok naszego futrzastego utrapienia, pogładziłem go jeszcze raz za uchem, bo przecież nie zamierzałem karać go za instynkt, nad którym nie miał pełnej kontroli, po czym zerknąłem na żonę, nieznacznie ściągnąwszy wargi. Nasz niemałych rozmiarów maluch z pewnością miał własne sposoby okazywania przywiązania, nie zawsze zgodne z tym, co większość właścicieli zwierząt uznałaby za pożądane, ale trudno było wymagać od kugucharzego potomstwa przestrzegania zasad dobrego wychowania, tym bardziej skoro samemu nie potrafiło się czasem odróżnić sytuacji wymagającej zachowania powagi od takiej, w której można było pozwolić sobie na rżenie śmiechem. W gruncie rzeczy wszystko to mieściło się jeszcze w granicach tego, co byłem skłonny zaakceptować w zamian za to, że nasz futrzasty utrapieniec nie próbował pożreć Necro ani urządzić sobie polowania na moje palce podczas snu. Poza tym wyglądał na zadowolonego z siebie w sposób, który sugerował, że każda krytyczna uwaga zostanie przyjęta jako niezrozumienie jego szlachetnych intencji, więc kimże byłem, by nie drapać go pod bródką? Pozwoliłem sobie zatem przez moment udawać, że problem ograniczał się do dywanika, który można było wyprać oraz szczura, którego można było wynieść na zewnątrz, zamiast przyznawać, że właśnie wpakowałem się w kolejną sytuację, którą Prudence miała mi wypominać przy każdej możliwej okazji, chociaż nie byłem w stanie całkowicie zignorować jej brechtania.
- Stalam się ulosmaicaś ci szycie, nie ma za co. - Przesunąłem wzrokiem po pianie, która nadal niebezpiecznie zbliżała się do krawędzi wanny, po rozlanej wodzie i krwi, po macie, która chyba nadawała się już właściwie wyłącznie do wyrzucenia, ponieważ byłem niemal całkowicie przekonany, iż znalazły się tam również szczurze flaki, po czym wróciłem spojrzeniem do Prue, wciąż zbyt rozbawionej, żeby można było liczyć na jakiekolwiek współczucie.
Nie zamierzałem oczywiście odbierać jej przyjemności, szczególnie że widok tak szczerego rozbawienia po wszystkim, co się ostatnio stało, miał w sobie coś, czemu trudno było się oprzeć, nawet jeśli obiektem jej rozrywki byłem akurat ja, a moje starannie budowane wyznanie najwyraźniej trafiło na listę najzabawniejszych rzeczy, jakie zdarzyło mi się powiedzieć - mogłem się obrazić, mogłem wyjść, mogłem również oznajmić, że skoro moja szczerość spotkała się z takim przyjęciem, następnym razem wszystkie istotne informacje będę zachowywał dla siebie, dziękuję bardzo, ale znałem siebie wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, iż nie wytrzymałbym długo bez dorzucenia kolejnej uwagi - tak już z nami było. Widziałem ją już w wielu sytuacjach, również w takich, w których trudno było znaleźć powód do śmiechu, dlatego jej obecna beztroska sprawiała mi przyjemność, nawet jeśli oznaczała, że czułem się jak idiota.
- „Naganę”, powiadasz? - Tym razem nie potrafiłem już zachować wcześniejszego wyrazu twarzy, zmrużywszy oczy w sposób, który nie pozostawiał zbyt wiele wątpliwości odnośnie tego, co właściwie pomyślałem. - Jak sama doskonale wiesz, mam balso szeloki zakles kompetencji w dziedzinie wymieszania splawiedliwości, ale jeśli zaczniesz współplasowaś, mosemy wspólnie zastanowiś się nad odpowiednią folmą dyscyplinującą. - Zrobiłem krótką pauzę, po czym posłałem jej spojrzenie, w którym trudno byłoby doszukać się współczucia wobec jej nieistniejącej skruchy.
Na pytanie o asystenturę uniosłem brwi, po czym przeniosłem ciężar ciała na zdrowszą nogę i przyjrzałem się Prue z udawanym powątpiewaniem, bo nagle okazało się, że stanowisko, którego nikt mi oficjalnie nie zaproponował, zostało mi przydzielone bez konsultacji, CV, podania, rozmowy rekrutacyjnej, wynagrodzenia ani nawet możliwości negocjowania warunków zatrudnienia, chyba wyłącznie w ramach ślubu, który zdarzyło nam się zawrzeć.
- Nagana wydaje się w tej sytuacji absolutnie nieunikniona, pani Fenwick. Blak zabespieczenia miejsca zdaszenia, świadome niszczenie śladów, dopuszczenie do skaszenia powieszchni sanitalnych, a do tego mobbing. Obawiam się, sze komisja dyscyplinarna nie okasze ci wiele litości.
Nasza łazienka zaczynała przypominać miejsce wyjątkowo nieudanej egzekucji, nie pomieszczenie przeznaczone do codziennej higieny, piana powoli pełzła w stronę progu, wskazałem więc szczurem na podłogę, po czym natychmiast tego pożałowałem, bo kropla krwi spłynęła po jego futrze i wylądowała na moim nadgarstku.
- O ile do tego czasu nie pszyjdzie kolejny plesent, bo wtedy będziemy musieli ponownie otwoszyś śledztwo i sytuacja jeszcze balsiej się… Losbuja. - Pokręciłem głową, po czym przeniosłem spojrzenie na Hainta, który nadal leżał na dywaniku, nawet nie drgnął, gdy zabierałem upolowanego przez niego gryzonia, co przyjąłem za dowód, że cudza opinia nie miała dla niego większego znaczenia, a kiedy usłyszałem kolejny wybuch śmiechu Prudence, zrozumiałem, że również moja żona nie zamierzała potraktować żadnej z zasłyszanych uwag z należytą powagą, zamiast tego w dalszym ciągu niemal tonęła we własnym śmiechu.
- „Stanowiska”, jaaasne, oczywiście, splawca pozostaje na wolności, ale nie moszemy oczekiwaś cudów od olganów ścigania, któle nie ścigają. - Nie mogłem zaprzeczyć, że Prudence bawiła się doskonale, jej kolejne uwagi dotyczące miejsca zbrodni tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że gdyby rzeczywiście trafiła na przesłuchanie w sprawie podobnego incydentu, byłaby w stanie przekonać komisję, iż wszystkie dowody zniknęły wyłącznie dlatego, że miała wyjątkowo ważne powody, żeby przez kilkanaście minut nie ruszać się z miejsca, ale i tak skwitowałem to kolejnym machnięciem szczurem, tym razem odrobinę bardziej, sekundę później cofnąłem się jednak o krok, żeby przypadkiem zbyt mocno nie zbliżyć truchła do wanny, po czym dodałem. - Jusz go zabielam.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2828), Prudence Fenwick (1780)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa