• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[12.09.1972] Bo rodzina jest ważna | Renigald & Lorraine

[12.09.1972] Bo rodzina jest ważna | Renigald & Lorraine
Arystokratyczny Dupek
Kłamstwo jest najprostszą formą samoobrony.
wiek
27
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Bezrobotny (na razie)
187cm wzrostu. Blondyn. Szczupły. Nosi się w markowych drogich ubraniach. Najczęściej uszytych przez Rosssierów

Renigald Malfoy
#11
23.08.2026, 15:36  ✶  

Nie bała się mówić otwarcie o swojej słabości. Nie kryła się z tym, że odziedziczyła w genach chorobę. Że mogła ją odziedziczyć, patrząc na stan fizyczny jej ciała. Zaznaczyła jednak co może mieć silniejsze. Ducha, serce. Od każdego ze swoich rodziców coś miała. Siłę i słabość. Co więc on, po swoich rodzicach odziedziczył? Nie zastanawiał się. Ciągle myślał, wierzył że jest inny. Nie ma chęci do pracy, kiedy to rodzice są pracowici. Nie ma talentów, nie ma wybranej ścieżki zawodowej. Ale czy odziedziczył w genach po jakimś przodku chorobę? Tak jak Lorraine nie miała oporu mówić o swojej, tak on chciał to przed światem ukryć. Uświadomiony jednak, że tego nie ukryje. Petryfikacyjne zaniki nerwowe będą postępować. Eliksiry jakie brał, miały spowolnić proces. Ale to także zależy od jego organizmu, czy miał silny czy słaby. Czy w genach Malfoyów, faktycznie ciała mają słabe, a ducha silnego? Czy jego duch jest silny?

Nie miał pojęcia.

Wsparł kuzynkę ramieniem, obserwując i podziwiając. Nie za urodę jaką sobą prezentowała. Choć nie ukrywałby, że jest piękna. Niczym Bogini w blasku Księżyca w Pełni. Podziwiał za jej siłę ducha. Za słowa i oddanie historii Rodu. Słuchał ją uważnie zainteresowany. W wielu wypowiedzianych zdaniach miała przecież rację. Jakby spojrzeć w historię nie tylko ich rodziny, rodu, ale w innych. Królów Mugolskich czy innych. Zmieniali się. Ich imiona, nazwiska, status. Korony przechodziły z głowy na głowę. Jak rządzisz, tak żyjesz lub giniesz.

Nie rozumiał tylko jednego. Bo nie był wierzącym. Jak można klękać przed Matką, Boginią, jej nie widząc? Nie wiedząc kim jest? Jakie są jej rządy? Jakiego jest pochodzenia? A Lorraine zdawała się mówić tak, jakby ją znała? Wierzyła w opowiadany obraz istoty, który wspiera wyznawców.

Módl się. – rzekła na koniec. A jego oczy pytająco spoglądały w jej piękne jasnoniebieskie tęczówki. I ten jej delikatny uśmiech.
Módl się… Kiedy on nie wiedział, jak to się robi.

Miał wątpliwości. Nie balansował "pomiędzy" jak kuzynka. Nie trzymał się ściśle wyższych zasad co nakazywali rodzice. Urodziłeś się kimś, ale on nie wiedział kim. Pośmiewiskiem? Hańbą rodziny? Nie potrafił znaleźć swojego celu. Spotykał się ze zdrajczynią krwi. Nie miał swojego stałego miejsca, jakie miała Lorraine. Ona miała ten zakład. A on? Miał jedynie swoje miejsce zamieszkania. Ślepo wierząc w to, że majątek Malfoyów jest nieskończony i nie musi pracować. Nie musi nic robić. Ale i tak miał dziwne przeczucie beznadziejności.

- Jesteś wierząca. Ile razy Matka Bogini Ci pomogła? Odpowiedziała Ci na te… Modlitwy?
Jego pytanie brzmiało jak zaciekawienie, zainteresowanie tym tematem. Kontynuując to, co wspomniała Lorraine. Klękając przed tak zwaną Matką, nie czuła poniżenia. Co było ciekawe. Bo według niego, Malfoyowie nie powinni klękać. Lecz wyjaśniła mu historyczną opowieścią, że robili to przed królami, a dzięki temu pełnili wysokie u ich boku stanowiska. 

Miał wciąż wątpliwości. Ciągle miał, gdy nie wiedział, czy żyjąc jak do tej pory robi dobrze. Bez celu, w rozpuście. Żyjąc kosztem czyichś pieniędzy. Rodziców, Rodowych, jakby myślał, że one się nigdy nie skończą. Że rodowe bogactwo się nigdy nie skończy. Czy bogactwo Królów się kończyło? Czy ich bogactwo może się kiedyś skończyć?

Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#12
9 godzin(y) temu ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 5 godzin(y) temu przez Lorraine Malfoy.)  
Bywały takie momenty, gdy serce Lorraine biło mocniej, wezbrane uczuciem: tak też się stało, gdy usłyszała pytanie Renigalda. Pozwoliła mu wybrzmieć, bo instynktownie rozpoznała, że bardziej chodziło o to, co kryje się pod spodem. W niedosłowności wyrażonej krótkim zawahaniem, jakie pojawiło się w jego głosie. Wątpliwości. Znała je dobrze, ich obecność dawno przestała jednak napełniać ją smutkiem. Wiedziała przecież, że wiara nie istnieje wbrew nim, lecz dzięki nim.

Ile razy Matka Bogini jej pomogła? Ile razy odpowiedziała na jej modlitwy?

— Wiele razy — odpowiedziała miękko. Nie uciekła przed spojrzeniem Renigalda. Chorobliwa intensywność, która rozpalała wcześniej jej oczy, przygasła, ustępując miejsca czemuś starszemu: zamiast zapalczywości był już tylko spokój. — Więcej doświadczyłam łaski Matki niż mam władzy, żeby o głębi tej łaski mówić, nie tracąc przy tym oddechu. Bo oddycham dzięki jej łasce — Lorraine odetchnęła gwałtownie, kładąc rękę na swoim sercu. — Dzięki niej bije moje serce — dodała, szeptem niemal, jak gdyby chciała, aby usłyszał cichy rytm, który zaczęła wybijać jej ręka. Stuk stuk. Stuk stuk. — Żyję dzięki niej.
Żyła, ponieważ ktoś kiedyś podzielił się z nią tym oddechem w otchłani, do której zeszła w chwili rozpaczy. Inne serce wybijało rytm niczym bęben, czekający, aby podążyć za jego przewodnictwem. Inne ciało drżało obok jej ciała, dopóki nie wyszli na powierzchnię. Jakże łatwo było wierzyć w cuda, gdy wystarczyło wsłuchać się w to drżenie. Jakże łatwo było wierzyć w obecności Bogini, gdy zawsze miała Baldwina obok. Tyle przecież wystarczało, żeby przypomniała sobie, że nie jest w tym życiu sama.
— Łaska jest w tym wszystkim. Łaska wstrzymuje cię przed sięgnięciem po różdżkę zbyt pochopnie… Przed niszczeniem rzeczy zbyt lekkomyślnie. Przed niszczeniem siebie, zwłaszcza wtedy, gdy nie zdajesz sobie z tego sprawy. — Stuk stuk. Stuk stuk. — Czy Bogini mnie słucha? Czy odpowiada na moje modlitwy? Oczywiście. — Uśmiechnęła się, opuszczając wolną dłoń. Stukanie ustało, chociaż serce w jej piersi wciąż biło. — Inaczej byś tutaj nie przyszedł.

Do tej pory kluczyli spacerowym krokiem po pokoju, w końcu jednak Lorraine poprowadziła Renigalda ku trumnie, która wcześniej przyciągnęła jego uwagę.

– Wykonano ją z tego samego drewna jak tą, którą oglądałeś na wystawie. Orzech. Tylko kolor wydaje się głębszym, bo ściemniało z wiekiem. Dotknij misternych zdobień, które pokrywają boczną część wieka. Rzemieślnik, który je wykonał, zaklął je, aby przypominały o najpiękniejszych wspomnieniach, jakie dzielisz z osobą spoczywającą we wnętrzu trumny… Wystarczy, że powiedziesz ręką wzdłuż boku.

Wspierająca się do tej pory o ramię kuzyna Lorraine zaskakująco zręcznie weszła do środka, z gracją sadowiąc się na miękkich poduszkach. Srebrne włosy rozlały się wzdłuż aksamitnego obicia, gdy oparła głowę o brzeg trumny: wyglądała na bardzo dumną z tego, że ma w swoim zakładzie coś, o czym wiedziała, że wpisuje się w jego gusta.

— …A poza tym, jest bardzo mięciutka w środku — stwierdziła radośnie, wyciągając zapraszająco dłoń w stronę Renigalda. W tym właśnie Lorraine różniła się od większości. W oswajaniu makabry do tego stopnia, że nie wydawała się już dłużej straszną. Nie trzeba było przecież bać się śmierci, gdy roześmiana uśmiechała się do ciebie z wnętrza trumny, zapraszając, żebyś usiadł tuż obok.


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorraine Malfoy (3836), Renigald Malfoy (2975)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa