Zazwyczaj to Brenna szukała Victorię w biurze, czy żeby pogadać, czy się umówić, czy żeby porwać ją do jakiejś sprawy. Tym razem jednak role się odwróciły i to Victoria szukała Brennę. Nie złapała jej, zanim wyszła z Atreusem w teren, nie chciała kusić losu, że będą się tak mijać, więc wysłała do niej wiadomość, czy mogą się dzisiaj spotkać i pogadać… Bo Victoria wolała z tym nie czekać, aż do Brenny dotrą jakieś naprawdę durne plotki, wolała to wyjaśnić osobiście. I zupełnie przy tym nie wiedziała, że Atreus już u niej był i że w zasadzie to nie ma o czym mówić.
W ten właśnie sposób trafiła po pracy do Warowni. Prawdę mówiąc, to dawno tu nie była i wizyta w domu rodzinnym Brenny była na pewien sposób sentymentalna. Dobrze wspominała to miejsce, lubiła je, tak jak lubiła Longbottomów. Ostatnie dwa miesiące były dla Victorii trudne pod względem przebywania w Dolinie Godryka. Nawet jeśli sama z siebie wyniosła się z domu w lipcu, to przecież tutaj się wychowała, dorastała, tutaj wracała… i widok tych wszystkich zniszczeń po prostu bolał.
Przynajmniej jednak Warownia nie była spisana na straty.
Najgorsze było to, że w ciągu dnia ta głupia plotka musiała się rozprzestrzenić, bo kilka razy widziała, jak ktoś w biurze zerka na jej dłonie (gdzie nie było żadnych pierścionków!!!) i wydawało jej się, że słyszała jakieś szeptane uwagi… i miała naprawdę szczerą nadzieję, że nie dotarła do rodziny Brenny!
Koniecznie to trzeba było wyjaśnić.
Ale i tak dobrze było odwiedzić Brennę i zobaczyć ją dla odmiany w domu, a nie w jakiejś dziurze, albo gdzieś wiecznie w biegu.
– Dużo macie teraz roboty? Chciałam cię złapać w pracy, ale się minęłyśmy – powiedziała na wstępie, przypatrując się teraz przyjaciółce, szukając jakichkolwiek oznak tego, że jednak dotarły do niej „wieści” i czy się tym jakkolwiek przejęła. – Słuchaj… Nie chcę, żeby to zabrzmiało dziwnie, bo nie wiem, czy w ogóle słyszałaś dzisiaj plotki – Victoria chrząknęła, uznawszy, że nie ma sensu owijać w bawełnę i po prostu przeszła do sedna. – Ale rano się dowiedziałam, że niby mam brać ślub z Atreusem? I że niby jakiś termin już wybrany? I inne bzdury. To nieprawda jak coś… Moja rodzina nic takiego nie kombinuje, ja pierwsze słyszę, a poza tym nie jestem zainteresowana – była jej winna to wytłumaczenie. Przechodziła przez to rano z Christopherem, a drugą tak zainteresowaną była właśnie Brenna i lepiej to było uciąć w zarodku. Żeby Brennie nie przyszło do głowy, że ta jej chce odbić chłopaka czy coś tam.