Jedno zagrożenie mniej – czy to dla nich, czy to dla potencjalnych, kolejnych gości na Mokradłach. Patrickowi zaś posłała blady uśmiech – chyba nie potrzebowała słów, żeby przekazać swego rodzaju podziękowanie i jednocześnie takie… „tylko wykonuję swoją pracę”.
- No, przydałaby się, nawet mamy jej trochę w domu – westchnęła, mając oczywiście na myśl swój motocykl. Tak że nawet nie musieli daleko szukać takich środków, żeby ułatwić sobie pracę. Niestety, jak to już bywało – mądry czarodziej po szkodzie.
- Za często? To ile razy już…? – zdziwiła się, zerkając na Heather. Zdawała sobie sprawę z tego, że wcześniej Wood zajmowała się czymś zgoła innym, jednakże… może to przejęzyczenie, może faktycznie już kilka razy zmieniła swoją ścieżkę kariery?
Ale fakt faktem, musieli się zająć tym, co znajdowało się w wodzie.
- Chwileczkę – powstrzymała Brennę, gdy ta rzuciła pierwsze swoje zaklęcie i to nieudane. Znów, jak nie wyszło kuzynce, to może czar jej samej zakończy się powodzeniem? I po machnięciu różdżką wyszło, że w sumie faktycznie rozpraszające zaklęcie zadziałało.
Sukces!
Nie powstrzymywała już Longbottomówny przed dalszym splataniem czarów; niemalże wstrzymała oddech, zaciskając mocniej palce na różdżce. Czy – i co dokładnie – wyłoni się z odmętów tejże sadzawki…?