• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[styczeń 1970] Śnieżyca || Stanley & Stella

[styczeń 1970] Śnieżyca || Stanley & Stella
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#11
19.03.2023, 22:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2023, 23:28 przez Stanley Andrew Borgin.)  

Stanleyowi bardzo miło mijał czas. Kubek za kubkiem, pytanie za pytaniem. I tak to jakoś leciało. Dzięki temu spotkaniu mógł się dowiedzieć dosyć dużo szczegółów o Stelli i odwdzięczyć się tym samym, uchylając rąbka tajemnicy o swojej osobie.

- Wiadomo, że nie jesteś byle kobietą… Zresztą nie w takim kontekście mi chodziło… - zaczął się tłumaczyć. Chyba niefortunnie dobrał słowa - Ale masz rację. Zapomniałem. Jesteś krwiożerczą bestią, która żywi się ludzką krwią - przyznał jej całkowitą rację kiedy wspomniała o tym, że może być niebezpieczna. Jak on w ogóle śmiał o tym zapomnieć. Oby tylko nie miała zamiaru się teraz na nim zemścić i pożreć go w całości, nie pozostawiając po zbrodni żadnych śladów.

- Nie no. Kim ja jestem aby to jej odebrać. Niech też ma coś od życia - odparł na słowa dotyczące przejęcia roli ulubionego dziecka. Skoro się dobrze dogadywały to nie było celu aby to popsuć na siłę.

Powstrzymywał się przez chwilę, aby odpowiadać dalej na dość drażliwy temat. Po dwóch łykach zdecydował się jednak skomentować - No według mnie tak. Zawsze warto walczyć za coś na czym Ci zależy. Tym bardziej jeżeli nie czujesz się z czymś szczęśliwa - zawahał się przez chwilę - Znaczy wiesz… - zaczął gestykulować - Albo nie ważne. Mniejsza o to. Głupota - stwierdził, a następnie ciężko westchnął. Raczej nigdy nie zrozumie tego podejścia. Według Stanleya było to po prostu swego rodzaju ograniczanie wolności innego człowieka. Ale nie jemu było to do końca oceniać. Jeżeli Stelli było z tym dobrze, to nic mu do tego.

- No kiedyś może mi powie. Prędzej czy później musi w końcu. Nie będzie przecież całe życie mi zabraniać aby się z nim spotkać - powiedział - Sam pewnie cokolwiek znajdę niż ona mi powie. Ale jestem gotowy na takie poświęcenie - dodał - Taki trochę cel - przyznał. I w zasadzie to tak było. Obok zostania aurorem, to był chyba jego kolejny cel, który chciałby kiedyś spełnić.

- Zastanawiasz się czasem… Dobre sobie… - poczuł się lekko urażony - Zawsze się zastanawiam… Nawet jeżeli tego po mnie nie widać - zapewnił. Nie czuł się jednak tak za długo. Za dobrze się teraz bawił aby czuć jakąś urazę.

- Wiesz… - uśmiechnął się zawadiacko - Tak się składa,że znam adres i może mógłbym podać ale… Obawiam się, że woli mężczyzn… - uniósł głowę do góry jakby przez chwilę się nad czymś zastanawiał - Więc niestety obawiam się, że nie masz żadnych szans u niej. Przykro mi strasznie - zrobił smutną minę przez chwilę. Ale co innego miał z tym począć? Kobeta z tamtego adresu raczej nie przyjęłaby jej zbyt chętnie… Tym bardziej, że jakby miała przyjąć samą siebie?

Zaczął się bawić przez chwilę kubkiem kiedy jej słuchał. Zauważył, że Stella ma już chyba dobrze od tego alkoholu. Z drugiej strony nie znał jej limitów, nie miał pojęcia ile jest w stanie jeszcze wypić. Ale skoro była jeszcze w stanie konstruować zdania, to nie mogło być aż tak źle.

- No popatrz. Mania kontroli i nie pracujesz w ministerstwie. Dlaczegóż tak? Tam przecież jest pełna kontrola nad wszystkim - stwierdził zgodnie z prawdą. Sam Stanley w BUMie miał nawet dużo kontroli nad sprawami. A już na pewno jeżeli dochodziła kwestia patroli. Wtedy to oni byli wyrocznią i mogli kontrolować niemal do woli.

Kiedy usłyszał odpowiedź na drugie pytanie to zamyślił się na chwilę. Sam nie do końca wiedział jak ma się odnieść do tego co przed chwilą powiedziała. Wszak wino na pewno rozwiązywało im w pewnym stopniu języki - No jak to co? Siedzimy… Pijemy grzane wino… Rozmawiamy… - zaczął jej wymieniać bo chyba nie dała rady tego zauważyć. Borgin jednak zdawał sobie sprawę, że to nie o to jej raczej chodzi - Co rozumiesz przez to? - zapytał, kładąc akcent na to słowo - Możesz też inaczej odpowiedzieć… Czym miałoby być według Ciebie albo czym chciałabyś aby było? - zapytał. W zasadzie było to całkiem niezłe pytanie. I prędzej czy później musiałoby paść. Stanley wolał jednak najpierw dać się w pełni wypowiedzieć osobie pytanej, a dopiero później się do tego odnieść

Na odpowiedź dotyczącą trzeciego pytania tylko pokiwał popijając wina. Miała w tym rację.

Wstał na chwilę, aby dorzucić kawałek drewna do ognia, ponieważ ten zaczął już lekko przygasać. Kiedy wracał do stolika zauważył, że w zasadzie siedzieli tutaj sami, bo właściciel krzątał się gdzieś po zapleczu - No to tak… - przejechał językiem po ustach kiedy wracał do stolika - Nie jestem za dobry w te wiesz… Wszystkie uczucia i takie tam… - przetarł ręce - Zgaduję, że tak. Tak mi się wydaje - ciężko mu było to stwierdzić. Nie był ekspertem od tego typu spraw, jednak wydawało mu się, że odpowiedział zgodnie z prawdą.

- Hmm… To dobre pytanie… - zastanowił się przez chwilę - Może minister magii? Poczuć taką pełnię władzy przez jeden dzień to musi być świetne uczucie. Masz wpływ na wszystko co się dzieje w naszym świecie - przez słowa “nasz świat” rozumiał oczywiście magiczny świat - Podpisać sobie jakąś ustawę… Usiąść za biurkiem… Może nawet wziąć udział w jakiejś sprawie w Wizengamocie? - rozmarzył się na chwilę. Długo to jednak nie trwało. Po chwili był z powrotem wśród żywych. To pytanie jednak dało mu trochę do myślenia. Czy wymienił stanowisko na którym chciałby się kiedyś znaleźć? Czy była to po prostu czysta ciekawość związana z tą posadą?

- No tutaj to Cię pewnie nie zaskoczę za bardzo - przyznał - Piwo zawsze jest świetne. Nie jestem zbyt wymagającym koneserem - zaśmiał się - Wystarczy mi trochę słodu jęczmiennego z wodą i chmielem. To tworzy idealną kompozycję - wytłumaczył. Zapewne gdyby nie siedział tutaj ze Stellą to właśnie spożywałby taki złoty trunek. Wtedy też zapewne już dawno skończyłby pod stołem. I z tej rozmowy by już nic nie było.

Wstał od stolika i wziął swoje krzesło - Może usiądziemy bliżej ognia? - zaproponował, a następnie poszedł postawić jedno krzesło. Przy kominku postawił też jeden pieniek pionowo. Po niedługiej chwili przyszedł po drugie, a następnie zasiadł na jednym z nich. Miał jeden cel - ogrzać sobie stopy. Tak też zrobił. Zdjął buty, a następnie wyciągnął stopy w czerwonych skarpetkach na ustawiony wcześniej kawałek drewna. Teraz mógł kontynuować rozmowę.

Wskazał Stelli ręką, aby też tak zrobiła jeżeli tylko ma ochotę.

- Spodobało mi się Twoje pytanie także… Zadam takie samo… - rozpoczął swoją serię - Czy byłaś kiedyś zakochana? - spojrzał jakby próbował zajrzeć w głąb jej duszy. Kobiety dużo łatwiej rozumiały i okazywały emocje, a przynajmniej takie zdanie miał o tym Borgin. On sam nigdy nie kwapił się do tego, aby być zbyt wylewnym na ten temat. Może mógłby się o tym czegoś od niej nauczyć?

- Drugie pytanie… - wziął łyk, a następnie wyciągnął ręce przed siebie w kierunku ognia - Jakbyś dostała wolną rękę w tym Waszym całym obrządku dotyczącym… - zaczął, jednak nie wiedział jak dokończyć. Nie wypadało raczej powiedzieć hodowaniu żon - No… Tradycji… - znalazł odpowiednie słowo - To wybrałabyś sama czy czekała mimo wszystko, aż rodzice odnajdą Ci tego jednego, idealnego kandydata - zapytał. Stanley nie bawił się w branie jeńców. Był już w takim stanie, że nie posiadał prawie żadnych oporów co do pytań. Pytał o to, co go interesowało.

- A trzecie to… Skoro tak bardzo jesteś zależna od tylu decyzji swoich starszych… To czemu mieszkasz sama? Nie powinnaś mieszkać z nimi jako ta idealna córeczka? - spojrzał oczekując odpowiedzi.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#12
20.03.2023, 13:26  ✶  

Niby spędzali ze sobą wiele czasu, jednak jak widać na załączonym obrazku jeszcze o sobie sporo nie wiedzieli. W sumie dobrze im zrobiło takie spotkanie - mogli się lepiej zrozumieć dzięki temu.

- O tak, to mi się bardziej podoba, niczym wampir wysysam krew z niewinnych ludzi. - Cała Stella. Najstraszniejszy potwór ze wszystkich.

- Jej synem. - Skomentowała jeszcze, gdyby mu przeszkadzało, że odebrała mu tę rolę, to najpiewniej spróbowałaby się odsunąć, jednak najwyraźniej wcale tego nie chciał, to nie zamierzała tego zmieniać.

Widziała, że dosyć mocno poruszył go temat złotej klatki, w której się znalazła. Ciekawe dlaczego? Miała świadomość, że dla kogoś z zewnątrz może to wyglądać dosyć dramatycznie. - Tutaj chyba nie do końca liczy się moje szczęście Stanley. - Chodziło o tradycję, bogactwo, kto tam wie, co jeszcze, jej szczęście wydawało się być w tym wszystkim najmniej istotne. - Wydaje mi się, że akurat to, jak się z tym czuję, jest dla nich mało istotne. - Widać było, że się pogodziła już z tym losem. Czasem zastanawiała się, jakby to było, gdyby miała wybór, ale te myśli szybko uciekały, bo i tak nie miały najmniejszego sensu.

- Czy ja wiem, czy musi, pewnie się coś ją powstrzymuje przed tym, żeby Ci powiedzieć, ale nie jest to w porządku, moim zdaniem, bo Ty masz prawo dowiedzieć się prawdy, trudna sprawa. - Avery nie wiedziała, jak ona by zareagowała, gdyby spotkało ją coś takiego. Ten problem był dosyć mocno skomplikowany.

- Dlatego mnie to zastanowiło, bo nie widać tego po Tobie. - Nie chciała go urazić. Tak po prostu rzuciła, miała wrażenie, że raczej jest mu obojętne, to co mówi. Jak widać tak nie było, trochę ją to nawet usatysfakcjonowało.

- Skąd ta pewność, że woli mężczyzn? - Udała oburzenie, choć faktycznie tak było, tylko się trochę droczyła...

- Zwariowałabym w ministerstwie, nie odpowiadają mi schematy, zanudziłabym się w takiej pracy. - Stella nie była przyzwyczajona do tego, że musiała normalnie pracować. Taka praca brzmiałaby dla niej bardziej, jak kara. Nawet jeśli mogłaby spełniać swoje wszystkie pragnienia związane z kontrolą.

Nie powinna była zadać tego pytania. Miała wrażenie, że była za bardzo bezpośrednia, chociaż może dobrze im to zrobi? Nie wiedziała, jak Stanley, ale ją od jakiegoś czasu męczyło to wszystko. Lubiła wiedzieć na czym stoi, a w tej sytuacji nie miała zielonego pojęcia, co się dzieje. W końcu żadne deklaracje nie padły z żadnej strony. Było między nimi coś, ale więcej nie mogła powiedzieć na ten temat.

Westchnęła ciężko słysząc początek jego odpowiedzi. Tak, siedzą, rozmawiają, piją wino. Jakby tego nie zauważyła. - Właśnie nic nie rozumiem, w tym jest problem. - Nie odrywała swojego spojrzenia od jego twarzy. Co miała mu powiedzieć, czego oczekiwał? Właściwie przecież to tak naprawdę nawet nie był jej wybór, nie miała go. - Nie liczy się, co ja chcę, nigdy... - Głos jej się nieco zaczął łamać. - Zresztą, to nie jest Twoja pora na zadawanie pytań. - Nie chciała mu udzielić tej odpowiedzi, bała się najwyraźniej powiedzieć na głos, czego oczekuje.

Obserwowała Borgina, kiedy wstał i dorzucał drewno do kominka. Ta rozmowa z początku całkiem lekkiej powoli dochodziła do momentu, w którym stawała się naprawdę emocjonalna, ale chyba potrzebowali takiego oczyszczenia.

- Ach, nie jesteś dobry w uczucia. - Skomentowała jeszcze, jakoś nie mogła się powstrzymać. Mogło to zabrzmieć trochę, jak zarzut.

- Minister Magii to brzmi dumnie, chociaż chyba nie jako każdy, taki Nobby Leach... - Pamiętała, co jej opowiadał na temat jego rządów kiedy się pierwszy raz spotkali.

- Zapamiętam to, może się przydać taka informacja w przyszłości.- Odparła jeszcze z uśmiechem na temat jego wyboru. Piwo nie było niczym wyszukanym, ale nie oceniała.

Propozycja o tym, aby usiąść bliżej ognia była całkiem dobrym pomysłem. Stella wstała, aby zająć miejsce obok Borgina. Kiedy jednak podnosiła się lekko się zachwiała - chyba miała już delikatny problem z utrzymaniem równowagi, bardzo szybko jednak się wyprostowała, nie chciała zostać na tym złapana. Sięgnęła jeszcze po swój kubek i ruszyła w stronę kominka, gdzie usiadła tuż obok Stanleya. - Przyjemnie. - Skomentowała jeszcze.

- Oczywiście, że byłam, jestem, będę pewnie. - Odpowiedziała na jego pierwsze pytanie. Stella już za czasów szkolnych dosyć często się zakochiwała, przynajmniej tak się jej wydawało, nie potrafiła tego odróżnić od chwilowego zauroczenia.

- Myślę, że wtedy wybrałabym sama, albo czekała w nieskończoność, aż spotkam na swojej drodzę odpowiednią osobę, bo właściwie skąd możesz mieć pewność, że to na pewno ta właściwa osoba? Co jeśli później spotkasz kogoś innego i uznasz, że to jest bardziej prawdziwe? - Zapewne bałaby się podjąć taką decyzję i skończyła jako stara panna, czy coś. Może więc ta tradycja nie była najgorsza, przynajmniej nie musiała się martwić, że uczucie kiedyś się wypali, skoro i tak go nie było.

- Udało mi się to wynegocjować argumentującym tym, że mam bliżej do pracy. Wiesz, większośc wydarzeń dzieje się jednak w Londynie, oni mieszkają dalej, dlatego mieszkam sama. - Jakimś cudem to przemówiło do jej rodziców, zgodzili się jej kupić mieszkanie przy Pokątnej - gdzie miała święty spokój.

- Ostatnia seria pytań? - Zapytała jeszcze, bo miała wrażenie, że zmierza to w złym kierunku, bała się, co jeszcze może z tego wyniknąć. Upiła jeszcze łyk wina, które nadal smakowało tak samo dobrze, jak na samym początku. - Pierwsze, czego najbardziej nie lubisz w ludziach? - Była ciekawa, jakie wady mu najbardziej przeszkadzają w drugiej osobie.

- Drugie pytanie, jak wyglądałoby Twoje idealne życie? - Zastanawiała się, w jaki sposób je opisze, mogłoby to jej również dać odpowiedź na pytanie, czego oczekuje od przyszłości, jaką ma wizję na siebie.

- Ostatnie, hmmm. - Zamyśliła się na moment, w końcu taka okazja może się nie powtórzyć. - Czy chcesz, aby to dalej trwało? - Przeniosła spojrzenie z płomieni w kominku na Stanleya. Sama wróciła do dosyć niewygodnego dla niej tematu, ale później mogła już nie mieć takiej możliwości.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#13
20.03.2023, 20:42  ✶  

Stanley unikał niewygodnych dla siebie tematów jak ognia. Teraz jednak nie miał takiej możliwości. Musiał albo odpowiadać albo zostać skazanym na wieczne potępienie. Z drugiej strony mógł nie powiedzieć całej prawdy i Stella by się pewnie nawet nie zorientowała ale kiedyś jego kłamstwo wyszłoby na światło dziennie. A wtedy klękajcie narody…

- To lata doświadczeń - powiedział pewnie. W końcu całe lata w Hogwarcie spędził na gawędzeniu z dziewczynami, a potem skrzętnie wykorzystywał te znajomości do czerpania z tego korzyści. Przecież gdyby nie one, to najprawdopodobniej nie ukończyłby tej szkoły nigdy - No i dodać do tego ministerialną ekspertyzę oraz kilka faktów... I tak oto cała układanka ustawia się w jedną, spójność całość - odpowiedział na jej pytanie. Chociaż jakby się przyjrzeć faktom to czasy świetności w tego typu ekspertyzach zostały zatracone wraz z opuszczeniem murów szkoły jakieś 6 lat temu. Od tego czasu po za jakimiś przelotnymi znajomościami, nie wdawał się w jakiekolwiek głębsze relacje z płcią przeciwną. Stanley tłumaczył to sobie brakiem czasu…

Nie rozumiał oburzenia swojej rozmówczyni kiedy dopytał o to. W końcu wcześniej nie miała z tym żadnych problemów, a dodatkowo to było teraz jego pytanie. Nie zamierzał jednak dalej drążyć tego tematu. W końcu była krwiożerczą bestią… A tak naprawdę kiedy usłyszał, że jej się łamie głos to nie miał zamiaru tego kontynuować. Nie chciał aby z powodu jakiegoś głupiego pytania czuła się nieswojo albo jakkolwiek źle. Nie taki był cel tej ich wspólnej niewinnej zabawy… Chociaż czy to nadal była niewinna zabawa?

Kątem oka dojrzał, że Stella ma małe problemy z grawitacją. Borgin jednak był ostatnią osobą, która mogłaby komukolwiek zwracać uwagę na zbyt dużą ilość spożytego alkoholu. Nie zareagował na to. Udawał, że tego nie widział. Tak będzie lepiej. Jeszcze by się niepotrzebnie speszyła.

Grzał sobie w najlepsze stopy, popijając winem kiedy panna Avery stwierdziła, że była, jest i pewnie będzie zakochana. Nie do końca wiedział jak to interpretować. Może powinien zapytać? Ale co jeżeli znowu dostanie opierdol za zadane pytanie tak jak w przypadku tej niepewności. Po raz kolejny odpuścił.

- Nigdy nie masz pewności. Ale skoro się dogadujesz z daną osobą i łączy Was coś więcej to chyba jest to. A to, że spotkasz kogoś innego i się nim zachłyśniesz na jakiś czas… To tak bywa… Dopóki nie robisz swojej drugie połówce krzywdy to chyba nie ma w tym nic złego? - dodał od siebie do jej wypowiedzi - Z takimi myślami nigdy nikogo nie znajdziesz. Bo zawsze będziesz miała z tyłu głowy, że może będzie ktoś lepszy... Aż pewnego dnia się obudzisz i zorientujesz, że już nikogo lepszego nie będzie… A co gorsza już po prostu może nie być nikogo… - zdziwił się. Od kiedy on takie filozoficzne rzeczy gadał? Może powinien pójść w tym kierunku ze swoją karierą zamiast kisić się w tym całym ministerstwie?

- Jasne. Pytaj - zgodził się na jej propozycję. Skoro on zaczynał, to Stella kończyła tę zabawę swoimi 3 pytaniami. Stanley był ciekawy co teraz wymyśli. Czy będą to proste pytania czy poleci też z grubej rury na sam koniec?

- Czego nie lubię w ludziach? - powtórzył - A masz całą noc, aby o tym posłuchać? - zaśmiał się - Żartuję. Jakbym miał wybrać to chyba… - zastanowił się przez chwilę - W głównej mierze chyba nielojalności… Zwłaszcza od osób z którymi mnie coś łączy… Przyjaciół, rodzinę… Wiesz… -  pokiwał głową - A po za tym to pewnie dwulicowość lub fałszywość… Też mnie rozsierdza… - dodał - Zadowolona z odpowiedzi? - spojrzał na dziewczynę, oczekując odpowiedzi.

- Idealne życie? Hmm… - złapał się za podbródek - Pewnie związane w dalszym stopniu z ministerstwem. Jakiś auror czy ktoś tego typu… Bo osoby bez talentu nie mają żadnego innego wyboru niż Departament Przestrzegania Praw Czarodziejów - parsknął śmiechem - Ogólnie nic nadzwyczajnego. Nie mam za dużych wymagań. Tyle żebym miał święty spokój i mógł dożyć starości… Pewnie jakiś syn, dom i drzewo… Bo to trzeba w końcu, nie? - stwierdził. W zasadzie to wymyślił to na szybko. Nie myślał, aż tak daleko w przód aby zakładać cokolwiek z tego. Jednak w głębi duszy miał gdzieś taką iskierkę nadziei, że to się kiedyś spełni. W końcu marzenia nic nie kosztują…

Stanley był w pełni gotowości na ostatnie pytanie jako, że rozszyfrował plan Stelli. Dwa pierwsze zawsze były trudniejsze od ostatniego. Trzecie, to był był pikuś. O co mogła go teraz zapytać? Czy płatki je z ciepłym czy zimnym mlekiem? Prościzna. Rozprostował ręce, a następnie wziął łyk wina.

Jednak ku własnemu wielkiemu zdziwieniu zamurowało go. Kiedy tylko usłyszał pytanie, z jego buzi zniknął zawadiacki uśmieszek, a jego pewność siebie go opuściła. Można by to określić jednym prostym stwierdzeniem - chłop w szoku.

Borgin wstał jakby go poraził co najmniej piorun. Ręce zaczęły mu się trząść, chociaż próbował to skrzętnie ukryć. Niestety płaszcz miał powieszony na wieszaku, przez co nie mógł schować swoich dłoni do jego kieszeni. Nie odzywając się ani słowem zaczął krążyć w skarpetkach nieopodal miejsca gdzie siedzieli. Czyżby spanikował?

- Amm… Znac-czy… - zatrzymał się wpatrując się w dziewczynę, a następnie wyciągnął niepewnie palec jakby miał pytanie. Po chwili jednak go szybko schował. Miał totalną pustkę w głowie. Czuł, że zaraz tutaj chyba zejdzie na zawał serca - Co… Znaczy to… - obrócił krzesło tak, aby usiąść okrakiem  - Umm… No bo wiesz… - zaczął bawić się rękoma, aby opanować w sobie stres - Nie wiem jak to u-ująć… - kontynuował niepewnym głosem, jednak po chwili się zamknął. Musiał to sobie najpierw wszystko ułożyć.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#14
20.03.2023, 21:52  ✶  

Komunikacja nie zawsze była taka łatwa. Jak widać na załączonym obrazku o pewnych sprawach dosyć trudno się dyskutowało, szczególnie, gdy jedna i druga strona nie do końca chciała powiedzieć, co jej siedzi w głowie. Jakie wszystko byłoby proste, gdyby można było odczytać wszystkie myśli. Niektórzy posiedli taką tajemną sztukę - niestety nie Stella.

- Lata doświadczeń, to brzmi naprawdę dobrze, musisz być specjalistą. - Nie to, żeby w to wątpiła, wcale. Tylko, że miała wrażenie, że nie do końca mówi całą prawdę, ale może było mylne? Zaczynała się już w tym wszystkim gubić i coraz bardziej jej się to nie podobało. Nie znosiła takich niejasnych sytuacji. -Tak, masz też doświadczenie zawodowe, to prawda, zapomniałam o tym. - Skomentowała jeszcze.

Avery powoli zaczynała budować wokół siebie mur. Te niewygodne pytania powodowały, że zaczynała panikować. Rzadko kiedy się tak bardzo otwierała, nie było to dla niej łatwe, naprawę próbowała, jednak czuła, że robi coś złego. Nie była nauczona mówić o swoich uczuciach, raczej rzadko kogoś to obchodziło, dlatego też zaczęła się wycofywać.

- W moim przypadku to wszystko to i tak tylko gdybanie. Pierwszy raz się nad tym zastanawiam, raczej nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę mogła się po prostu zakochać, bo to i tak nie miałoby sensu. Prędzej, czy później pewnie by się skończyło, niekoniecznie dlatego, że nie chciałabym w tym tkwić. - Bała się tego, że obdarzy kogoś uczuciem, bo co dalej, co będzie miała zrobić, kiedy jej rodzice znajdą jej już odpowiedniego kandydata. Wtedy to dopiero będzie nieszczęśliwa, dlatego zawsze starała się trzymać na dystans, nie zbliżała się do nikogo, bo bała się konsekwencji, miała obawy, że mogłoby to ją rozerwać na drobne kawałki, i nie będzie się w stanie pozbierać po tym wszystkim. Ten strach ją prześladował, dlatego też miała wyrzuty sumienia, że pozwoliła sobie kogoś do siebie dopuścić, otworzyć się, zbliżyć. Panikowała z tego powodu.

- Patrząc na to, co dzieje się za oknem, to mamy jeszcze chwilę. - Przeniosła spojrzenie na okno, śnieg nadal prószył, chociaż może już trochę delikatniej, ale wiatr nie ustępował. Pewnie spędzą tutaj jeszcze dłuższą chwilę. - Fałszywość brzmi dobrze, znaczy nie dobrze, tylko rozumiem dlaczego może denerwować. - Rzekła jeszcze słysząc jego odpowiedź na pierwsze pytanie.

Powoli zbliżali się już do końca tego festiwalu pytań, może to i lepiej, na pewno bezpieczniej... - Nic nie trzeba, wszystko co trzeba to są jakieś stereotypy i wizje świata innych ludzi, aczkolwiek rozumiem o co Ci chodzi. - W końcu ona sama zamierzała spełniać czyjeś mrzonki, nie mogła więc specjalnie się wypowiadać na ten temat, bo byłaby to hipokryzja.

Nie spodziewała się, że jej towarzysz tak gwałtownie zareaguje na to ostatnie pytanie. Chwilę wcześniej wydawał się być zdecydowanie bardziej opanowany od panny Avery. Jak jedno pytanie mogło zmienić sytuację. Jak widać niczego nie można być pewnym. Obserwowała go uważnie, czekała, aż wydusi z siebie jakąś konkretną odpowiedź, jednak się nie doczekała. Najpierw musiał to rozchodzić, po chwili ponownie usiadł, ona nadal czekała. - Nie wiesz, jak to ująć. - Powtórzyła. Nie do końca takiej odpowiedzi oczekiwała. Okazało się, że jest bardzo niezdecydowany, Stella lubiła konkrety, zależało jej na tym, żeby wiedzieć na czym stoi. - Ta cała szopka, to wszystko, to nic istotnego, zabawa? - Zaczęła wyrzucać z siebie wszystkie myśli, które tylko pojawiały się w jej głowie. Bała się tego, że może uznać ją za nic istotnego, porzucić za chwilę, chociaż sama wiedziała, że nie do końca może sobie pozwolić na taką relację. Bała się, że utonie, zachłyśnie się tym, a później dosięgnie ją rzeczywistość. Pierwszy raz, w jej stosunkowo krótkim życiu czuła, że może ją to przerosnąć, że chociażby chciała czegoś więcej, to może ją to zbyt wiele kosztować.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#15
20.03.2023, 23:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2023, 20:10 przez Stanley Andrew Borgin.)  

Stanley zdawał sobie sprawę, że w tak trudnej sytuacji nie postawiono go od dawna. W tym momencie każde wypowiedziane słowo mogło przekreślić wszystko. Wyglądało to trochę jak gra w ruletkę, gdzie trzeba postawić va banque na jedno pole. Pytanie tylko, która liczba była tą zwycięską?

Borgin widział jak Stella zareagowała na jego słowa. Poczuł się jak podczas tamtego nieszczęsnego marszu. Najgorsze w tym było to, że nie powiedział jeszcze nic złego. A przynajmniej tak mu się wydawało.

- Stella, to kurwa nie tak - powiedział uderzając się głową o ręce, które trzymały oparcie krzesła. Miał wrażenie jakby słyszał każde pojedyncze uderzenie serca w swojej głowie. Tak naprawdę po za tym, nie słyszał nic innego - To nie jest tak jak mówisz… To jest istotne, to nie jest żadna zabawa… - mówił ściskając górę krzesła z całej siły jakby chciał je za chwilę połamać. Stanley toczył w tym momencie bitwę z samym sobą. Starał się za wszelką ceną pokonać swoje obawy i nieśmiałość. Nie miał za dużo czasu, aby to wszystko sprostować. Tutaj doszło przecież do wielkiego nieporozumienia.

- Ja po prostu… - zaczął powoli składać zdanie - Cię bardzo lubię… - kontynuował bez podnoszenia głowy. Czuł, że jeszcze chwila ucisku na tym krześle, a będzie miał z tego powodu dosyć ciężkie odciski. Jednak nie puszczał, dzięki temu chociaż nie trzęsły mu się ręce.

Mimo całkiem niezłego początku, ponownie się zablokował. Nie wiedział co ma dalej powiedzieć aby to miało jakieś ręce i nogi. Panna Avery rzeczywiście stała się w tym momencie tą krwiożerczą bestią, która chciała go zniszczyć. Czy ona nie widziała, że on w tym momencie cierpiał?

- Chcesz wiedzieć? To proszę bardzo. Nie ma problemu - odparł puszczając się siedziska. Odruchowo spojrzał na swoje poranione, drżące dłonie - Zadurzyłem się w Tobie po uszy… - wypowiedział, a następnie poprawił sobie włosy do tyłu. Spróbował się oprzeć plecami, jednak z tego wszystkiego zapomniał, że siedział okrakiem i tym samym wylądował na podłodze uderzając głową o panele.

Czy zarył tak głową aby pożegnać się ze swoim życiem? Być może. Jednak to było w tym momencie nie ważne. Poczuł ulgę. Jakby ktoś zdjął kamień z jego serca. Z każdym oddechem serce zdawało się bić coraz wolniej, a tętno wracać do normy. Dokładnie tak samo było ze stresem, który zszedł ze Stanleya niemal od razu.

Otworzył oczy i wpatrywał się w znajdujący się nad sobą sufit. Żył. Los nie był dla niego aż tak łaskawym aby uniknąć dalszej konfrontacji. Nie miał nawet szansy aby spróbować stąd uciec w popłochu. Sytuacja bez wyjścia.

Teraz było mu już wszystko obojętne. Wóz albo przewóz. Z jednej strony uważał, że zrobił dobrze, z drugiej zaś może nie powinien był tego mówić? Ale jak miał się zachować w sytuacji w której został przyparty de facto do muru?

Pozostało mu się cieszyć, że odpowiedział szczerze na ostatnie pytanie i tym samym nie będzie mu groziło wieczne potępienie, która rzeczywiście brzmiało strasznie…



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#16
21.03.2023, 00:05  ✶  

Stella podeszła do tego dosyć dramatycznie - zresztą miała to w zwyczaju. Nie do końca inaczej potrafiła przekazywać, co leży jej na sercu. Czuła, że jest to odpowiedni czas, aby wyjaśnić te wszystkie niedopowiedzenia. Była już na skraju, męczyło ją to wszystko okropnie. Dochodziło do tego to udawanie od czasu do czasu, nie sądziła bowiem, że przypadkiem to wszystko nie będzie takie proste, bo naprawdę go polubiła - dużo bardziej niż powinna. To ją martwiło w tym wszystkim najbardziej, wiedziała, że nie powinna na to pozwolić. Jak widać jednak i ona miała uczucia, nad którymi nie zawsze mogła panować. Uważała to za słabość, może dlatego ją to tak bolało. Rozdzierało od środka, bo miała świadomość, że nie będzie mogła z tym nic zrobić, rodzice nie zaakceptowaliby takiej niesubordynacji z czego zdawała sobie sprawę. Przegrała.

Avery siedziała na swoim krześle wyprostowana niczym struna. Przyglądała się Stanleyowi uważnie, czekając na jego odpowiedź na zadane przez nią pytanie. Musiał przecież odpowiedzieć, takie były zasady gry, w którą sam chciał grać. Nie było drogi ucieczki.

- A jak? - Rzuciła jeszcze z delikatną pretensją w głosie. Najwyższy czas, aby jej wytłumaczył jak to jest. Zauważyła, że dosyć mocno w niego uderzyły te zarzuty, reagował bardzo emocjonalnie.

Nie patrzył w jej stronę, jednak zaczął mówić, może tak było łatwiej, bez oskarżającego spojrzenia.

- Co Ty zrobiłeś? - Odetchnęła głęboko. Przymknęła na moment oczy, żeby jakoś ułożyć to sobie wszystko w głowie. Uzyskała odpowiedź, na którą czekała. Poczuła dziwny ciężar na żołądku. Niby dobrze, że poznała prawdę, jednak dotarło do niej, że jest gorzej niż myślała. W końcu i ona zaczęła darzyć do uczuciem. Nie było odwrotu. Już się miała odezwać, kiedy Borgin bardzo efektownie spadł z krzesła.

W takiej chwili? Powinna się tego spodziewać. Avery nie należała jednak do osób obojętnych, podniosła się więc, aby podejść do niego i sprawdzić, czy żyje. Bardzo by było szkoda, gdyby wyzionął ducha na tej podłodze po tym wszystkim. Szczególnie, że dusił to w sobie tyle czasu. Musieli chyba też porozmawiać o tych słowach, które przed chwilą padły, ale najpierw sprawdzi, czy właściwie ma z kim rozmawiać i czy jej towarzysz żyje.

Stella całkiem szybkim krokiem do niego podeszła. Przyklęknęła przy nim, wtedy zobaczyła, że ma otwarte oczy. Będzie żył. - Wszystko gra? - Zapytała z grzeczności, bo przecież widziała, że nie jest aż tak źle, jak wyglądało kiedy zderzał się z podłogą. - Co do tego wcześniej, to ja też, też się w Tobie zadurzyłam Stanley, chociaż wiem, że nie powinnam. - Było to bardzo nierozsądne i nie miało racji bytu, ale się stało.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#17
21.03.2023, 02:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2023, 20:09 przez Stanley Andrew Borgin.)  

Kiedy Stella podeszła myślał, że to już koniec. Przybyła aby dobić rannego na polu bitwy. Miała to na wyciągnięcie ręki... Jednak tego nie zrobiła. Przyklęknęła i spytała czy wszystko gra. W jej słowach nie było już tej samej pretensji co jeszcze moment temu.

Swoją drogą to było bardzo dobre pytanie, na które nie znał odpowiedzi. Nie miał zielonego pojęcia. Skąd miał to wiedzieć skoro nie znał jej zdania na to wszystko.

Niedługo musiał jednak czekać aby je poznać. Chwilę później już trawił informację, że Stella ma dokładnie to samo. Zadurzyła się w nim. A on w niej. Wszystko wskazywało na to, że postawił poprawne va banque. Ale to nie był jeszcze koniec.

Lekko przybiły go słowa Avery, które mówiły, że nie powinna. Z drugiej strony rozumiał, że żaden z niego kandydat w oczach jej rodziców. Ani nie jest sławny, ani bogaty. W porównaniu z całą resztą potencjalnych partnerów dla ich córki, wypadał najgorzej. Koniec końców był tylko zwykłym brygadzistom z ministerstwa, który nie wyróżniał się niczym innym niż setki takich jak on.

Stanley nie musiał za dużo robić aby uświadomić sobie, że żyje i to wszystko nie jest żadnym snem. Kiedy tylko emocje opadły do akceptowalnego poziomu, jego pokaleczone dłonie dały o sobie znać szczypaniem. Będą się trochę goić. W końcu wciskanie dłoni w wypustki od krzesła, nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy.

Zebrał się w sobie i usiadł po turecku naprzeciwko Stelli. Nie odzywał się przez chwilę, ponieważ zbierał myśli. Zastanawiał się jak to ubrać w słowa aby uniknąć ewentualnej reprymendy.

- Myślisz, że Ty i ja... Powinniśmy... - zaczął mówić, a następnie pokazał palcem raz na dziewczynę, a raz na siebie - No... Sprób... - nie dopowiedział słowa do końca. Miał gdzieś z tyłu głowy jednak to jak się zachowała przed chwilą.

Zamilkł oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi od panny Avery. Czuł jakby ta wewnętrza blokada zaczęła powoli powracać. Każde kolejne słowo czy nawet chęć wypowiedzenia go przychodziły z wielkim trudem. Stawało się to wręcz niemożliwe.

Borgin unikał kontaktu wzrokowego jakby oczekiwał na karę mimo, że nie zrobił nic złego. Jednak zadziałały jego instynkty przetrwania w których brał winę na siebie aby uniknąć gorszego obrotu spraw. Siedział i się nie odzywał. Czekał na werdykt sądu. Po raz kolejny to ona była wyrocznią i decydowało o końcowym wyroku.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#18
21.03.2023, 11:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2023, 12:43 przez Stella Avery.)  

Zdaniem Stelli wszystko się teraz skomplikowało. Kiedy usłyszała, słowa Borgina nie wiedziała, czy powinna się cieszyć, że czuje to co ona. Byli straceni. Szczególnie, że teraz już wiedzieli o tym, że nie jest to jednostronne. To zmieniało postać rzeczy, Avery nie miała pojęcia, jak ugryźć tę sprawę, aby wszyscy byli szczęśliwi. W końcu nie da się zadowolić wszystkich. W tym momencie stroną, która mogła nie patrzeć przychylnie byli jej rodzice, na których jej również zależało. Wiedziała, że czeka ją wiele trudnych decyzji do podjęcia.

Avery bała się takich sytuacji, przez całe życie starała się nie zbliżyć do nikogo, żeby nie dopuścić do czegoś takiego. Jak widać, nie zawsze wszystko szło po jej myśli. Żałowała strasznie, że pozwoliła mu się do siebie zbliżyć, bo przez to i on mógł się rozczarować. Nie chciała, żeby tak było, w końcu jej na nim zależało.

Stella nadal znajdowała się obok Stanleya. Na całe szczęście nie ucierpiał jakoś mocno, chociaż wyglądało to dosyć niebezpiecznie. Musieli jednak wrócić do tego, o czym przed chwilą zaczęli rozmawiać. - Ja wiem, nie myślę, ja wiem, że nie powinniśmy próbować, tylko nie wiem, czy potrafię. - Ciągnęło ją do niego cholernie i chociażby chciała, to nie potrafiła postawić granicy. Wiedziała, że nie skończy się to dobrze i ktoś na tym ucierpi, jednak chciała spróbować.

- Po prostu boję się Stanley, strasznie się boję, że to może się źle skończyć. - Nie zamierzała ukrywać, że jest inaczej, wiedziała przecież, jak wygląda jej sytuacja i czego powinna się spodziewać w niedalekiej przyszłości. Jej rodzice nie wyrażą zgody na ten związek, w końcu kto to widział, a Stella miała świadomość, że nie wygląda to dobrze.

Zamiast się cieszyć tą chwilą, to zaczęła myśleć o tym, że może to stracić bardzo szybko, nie wiedziała, w jaki sposób powinna się zachować. Pozwoliła go sobie jednak złapać za rękę, skoro już wiedzieli, że czuli coś do siebie to mogła to zrobić bez zawahania i strachu przed odrzuceniem . - Nie wiem, jak mamy to zrobić, ale może jest jakieś rozwiązanie, tylko trzeba je znaleźc, bo nie chcę Cię stracić. - Jej głos mimo tego, że naprawdę wypełniały ją różne emocje był nadal bardzo spokojny. Potrafiła się opanować przynajmniej na zewnątrz, gdy wymagała tego sytuacja.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#19
21.03.2023, 17:42  ✶  

A może jednak trzeba było skłamać... Ta myśl utknęła w głowie Stanleya na dosyć długo. Stella najpewniej i tak by się nigdy nie dowiedziała, że ten tamtego dnia nie powiedział jej całej prawdy. Ale czy warto było podjąć to ryzyko? Czy warto było być nielojalnym i nieuczciwym przeciwko samemu sobie?

Te słowa były jak nóż prosto w serce. Skoro Avery wiedziała, że nie powinno próbować to dlaczego ciągle tu była? Dlaczego nie powiedziała nie aby następnie zawinąć się na pięcie i zniknąć na zawsze? Może tak byłoby prościej? Trochę poboli aż w końcu przestanie. Tak jak zwykła rana. Problem w tym, że nie każdą dało się tak prosto zagoić...

Jego koniec był bliski. Z każdym kolejnym słowem wypowiadanym przez Stellę, czuł jak kostucha wykonuje krok aby się do niego dostać. Siedział niczym skazaniec na rozstrzelaniu. Czekał, aż w loterii latających kul, któraś ugodzi go, pozbawiając tchu, a następnie życia. Nie widział innej opcje niż takie zakończenie. Wszak słowa mogą ranić bardziej niż czyny.

Nie było mu dane poczuć chłodnej dłoni śmierci na własnej skórze. Na pewno nie dzisiaj. Zdał sobie sprawę, że rzeczywiście czuł pewien dotyk... Jednak był on zbyt delikatny i przyjemny aby należeć do mrocznego kosiarza.

To po prostu była dłoń Stelli, która to właśnie łapała go za jego pokaleczoną rękę. Wysłuchiwał dalej co ma do powiedzienia. Dalej trawił w sobie jej poprzednie słowa.

Kiedy skończyła mówić, wypuścił ciężko powietrze. Nie miał pojęcia jakby mógł się odnieść do tego co przed chwilą usłyszał. Tego było chyba za dużo jak na jeden raz.

Rzucił się na nią aby się przytulić. Zrobił to tak gwałtownie jakby się nie widzieli co najmniej tysiąc lat. Czuł, że jest to jedyna rzecz, która może dać mu spokój w tej chwili.

Spojrzał na swoje dłonie. Najwyżej zostanie pamiątka - Widzisz Stella... Dochodzimy do ściany... - przemógł się kiedy spoczął w jej ramionach - Niby żyjemy w jednym świecie ale tak bardzo odległym od siebie... - kontynuował powoli - W moim wystarczy się tylko odważyć i jakoś to samo wychodzi... A w Twoim jest dużo gorzej... - ciężko westchnął. Nie miał jeszcze planu. Nie znaczyło to też, że miał zamiar odpuścić.

- Zawsze jest jakieś rozwiązanie. Nie ma sytuacji bez wyjścia - stwierdził - W końcu warto bić się za to na czym nam zależy... - powtórzył po raz kolejny tego dnia. I właśnie taki plan miał Stanley. Będzie walczył o to aby to się spełniło. Z drugiej strony jego myśli zaczęły chodzić po najgorszych ścieżkach. Może powinien obrabować bank albo napaść na kogoś bogatego? W końcu cel uświęca środki...



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#20
21.03.2023, 20:38  ✶  

Sama Stella nie do końca zdawała sobie sprawę dlaczego postępowała właśnie w ten sposób. Powinna być rozsądniejesza, twardo stąpać po ziemi, nie marzyć o tym, co było nieosiągalne.

Tym razem postanowiła jednak podjąć ryzyko. Chciała zobaczyć, spróbować, dać temu wszystkiemu szansę, chociaż wiedziała, że nie będzie to łatwe. Znała swoich rodziców i wiedziała, jakie mają zdanie. W końcu Clare już miała to za sobą, został jej znaleziony odpowiedni kandydat, nie miała nic do gadania, teraz była jej pora. Powinna spróbować się zbuntować, jednak, czy będzie to miało najmniejszy sens? Była skłonna stwierdzić, że nie. Znała zdanie rodziców na temat swojej przyszłości.

Wytłumaczyła Borginowi, jak ona to widzi, a raczej właściwie, jak bardzo tego nie widzi. Musiała być z nim szczera, musiała podzielić się z nim informacją o tym, że to nie będzie łatwe. Zresztą póki co nie powinni nikomu o niczym mówić. Takie było zdanie Avery, ani o niczym mówić, ani pokazywać się publicznie zbyt blisko siebie. Informacje o ich relacji nie powinny dotrzeć do jej rodziców, zdecydowanie.

Nie czekała długo, ledwo skończyła mówić, a Stanley się do niej przytulił. Był to bardzo silny uścisk, chyba bardzo tego potrzebowali. Dobrze jej to zrobiło, poczuła się bezpiecznie, a wszystkie emocje, które się w niej dzisiaj kotłowały zaczęły się uspokajać. Zszedł z niej ten cały stres, kilka łez pojawiło się na jej policzku. Tylko były to łzy szczęścia, czy może żalu?

Avery wiedziała, że nie będzie łatwo, że już na samym początku mają kłody rzucone pod nogi, z drugiej jednak strony może wtedy przyniesie to większą satysfakcję? Ta świadomość, że pomimo wszystkich - walczyli o tą możliwość.

- Przepraszam. - Powiedziała cicho, bo miała wrażenie, że to wszystko to jej wina. - Trochę namieszałam. - W końcu mogła się z nim tak często nie spotykać, postawić granicę, jednak nie chciała i w tym leżał problem. Jej samej zaczęło zależeć na tym, co ich łączyło. - Musimy znaleźć to rozwiązanie, lepiej szybciej niż później. - W końcu nie widziała ile zostało jej czasu na ewentualne ruchy. Po weselu Clare rodzice wezmą się za nią.

Ten dzień okropnie ją zmęczył. Czuła, że opada z sił, że jeszcze chwila i zmiecie ją z nóg, a musiała jeszcze dotrzeć do domu, przeniosła spojrzenie za okno, śnieżyca ustała, wiatru nie było już słychać, czas najwyższy opuścić to miejsce. - Przestało już padać, chodźmy stąd. - Zadecydowała. Ubrała się w swój kożuch, złożyła czapkę, szalik i całą resztę. Poczekała na Borgina, pozwoliła sobie go złapać pod rękę, kiedy zmierzali w kierunku jej domu. Myśl o tym, że on też faktycznie coś do niej czuł trochę ją uspokoiła - nie zostanie odrzucona, przynajmniej nie było to jednostronne, choć to też raczej nie ułatwiało sprawy. Spacer w tej pięknej, zimowej scenerii był naprawdę przyjemny. Udało im się dotrzeć do kamienicy w której mieszkała bez dodatkowych przygód. Pożegnała się z nim, zwyczajowo musnęła przy tym jego policzek i zniknęła za drzwiami.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (8196), Stella Avery (7544)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa