• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[1953-1954] The unbearable unreadability of being | Aloysius, Prudence

[1953-1954] The unbearable unreadability of being | Aloysius, Prudence
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#11
Wczoraj, 01:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 01:59 przez Benjy Fenwick.)  
Posławszy liścik za liścikiem w kierunku Prue, nie odwróciłem już od niej wzroku, tylko spoglądałem wprost na nią, czekając na jakąś reakcję, zacząłem więc wiercić się na krześle, zanim jeszcze kartka z odpowiedzią dotarła na mój blat, co było dość niefortunne, ponieważ profesor właśnie odwracał się od tablicy i przez sekundę miałem wrażenie, że zaraz przyłapie mnie na całej tej korespondencji, po czym odbierze mi pergamin, przeczyta go na głos i urządzi nam obojgu wykład o tym, że lekcje nie służyły do prowadzenia prywatnej poczty. Mogłem przynajmniej spróbować skupić się na wykładzie, szczególnie że zdążył już dwa razy spojrzeć w moją stronę, ale uznałem, że najważniejszym zagadnieniem - nawet jeśli nie omawianym tego dnia na zajęciach - było to, czy Prue odpisze mi jeszcze przed dzwonkiem. Najgorsze było chyba to, że nie umiałem nawet powiedzieć, jak bardzo mi tego brakowało, nie chodziło wyłącznie o rozmowy, które teraz nadrabialiśmy skrawkami pergaminu, tylko o zwyczajną obecność mojej najlepszej przyjaciółki, o możliwość odwrócenia się do niej z jakąś kompletną bzdurą, zanim zdążyłem ją zapomnieć. Kiedyś wystarczyło, że siedziała gdzieś w pobliżu, żebym miał pewność, że wszystko wyglądało tak, jak powinno, teraz nie było już tak prosto. Na szczęście ciasno zwinięty kawałek papieru wylądował przede mną już po tym, gdy nauczyciel zdążył odwrócić wzrok, więc mogłem pochylić się nad nią i rozprostować wiadomość pod osłoną podręcznika. Opuściłem głowę, udając wyjątkowo pilnego studenta, który właśnie natrafił na niezwykle interesujący fragment, podczas gdy w rzeczywistości przeczytałem pierwsze zdanie dwa razy, potem następne, aż dotarłem do końca i poczułem, że coś nieprzyjemnie ścisnęło mnie pod żebrami. Właściwie już teraz rozumiałem, dlaczego tak trudno było jej po prostu czekać - Prue się o mnie martwiła, naprawdę się martwiła, czemu nie pomagało to, że przecież nie miała pojęcia, co właściwie się działo, i że musiała zadowolić się moimi pokrętnymi zapewnieniami, iż wszystko kiedyś jej wyjaśnię - sam pewnie zachowywałbym się podobnie, gdyby nagle zaczęła znikać z miejsc, w których zwykle można było ją znaleźć, przestała ze mną rozmawiać, a potem przysłałaby mi kilka zdań, z których wynikałoby głównie tyle, że coś było nie tak, ale nie mogła mi powiedzieć, co takiego. Pewnie doprowadziłbym ją do szału, próbując wyciągnąć z niej odpowiedź.
Sięgnąłem po pióro i zacząłem odpisywać - tym razem nie chciałem wysyłać jej kilku chaotycznych zdań, z których każde mówiłoby właściwie to samo - musiałem przyznać, że nie byłem w tym najlepszy, ale przynajmniej mogłem spróbować. Przesunąłem końcówkę niżej, maczając ją w atramencie i próbując zebrać myśli w słowa. Gdyby wiedziała, ile razy w ciągu ostatnich dni nie potrafiłem poradzić sobie z najprostszymi sprawami, być może musiałaby zrewidować swoją opinię, ale na szczęście nadal mnie lubiła.
ᚹᛁᛖᛞᛉᛟᛚᛖᛗ ᛉᛖ ᛊᛁᛖ ᛉᛖ ᛗᚾᚨ ᛈᚱᛉᛁᛃᚨᛉᚾᛁᛊᛉ ᛞᛚᚨ ᛗᛟᛃᛖᚷᛟ ᚹᛁᛒᛁᛏᚾᛖᚷᛟ ᛁᚾᛏᛖᛚᛖᚲᛏᚢ ᚹᚱᛖᛊᛉᚲᛁᛖ ᚹᛁᛊᛉᛚᛟ ᚾᚨ ᛃᚨᚹ ᚨ ᛃᚨ ᚷᛚᚢᛈᛁ ᛗᛁᛊᛚᚨᛚᛖᛗ ᛉᛖ ᚲᚺᛟᛞᛉᛁ ᛟ ᛗᛟᛃᛖ ᛈᛁᛖᚲᚾᛖ ᛟᚲᛉᛁ ᛁ ᚾᛁᛖᛈᚱᛉᛖᚲᛁᛖᛏᚾᛁ ᛏᚨᛚᛖᚾᛏ ᛞᛟ ᚹᛁᚷᚱᛁᚹᚨᚾᛟ ᛉᚨᚲᛚᚨᛞᛟᚹ ᛃᛖᛊᛉᚲᛉᛖ ᛏᚱᛟᚲᚺᛖ ᛁ ᛉᚨᚲᛉᚾᛖ ᚲᚺᛟᛞᛉᛁᚲ ᛈᛟ ᛉᚨᛗᚲᚢ ᛉ ᛉᚨᛞᚨᚱᛏᛁᛗ ᚾᛟᛊᛖᛗ ᚹᛏᛖᛞᛁ ᛒᛖᛞᛉᛁᛖᛊᛉ ᛗᚢᛊᛟᛚᚨ ᛗᚾᛁᛖ ᛊᛈᚱᛟᚹᚨᛞᛉᚨᚲ ᚾᚨ ᛉᛁᛖᛗᛁᛖ ᚨᛚᛖ ᛞᛉᛁᛖᚲᚢᛃᛖ ᛉᚨ ᛏᛟ ᛉᛖ ᛗᛁ ᚢᚠᚨᛊᛉ ᚾᚨᚹᛖᛏ ᚲᛁᛖᛞᛁ ᛉᚨᚲᚺᛟᚹᚢᛃᛖ ᛊᛁᛖ ᛟᚲᚱᛟᛈᚾᛁᛖ ᚾᛁᛖ ᚹᛁᛖᛗ ᚲᛉᛁᛗ ᛊᛟᛒᛁᛖ ᚾᚨ ᚲᛁᛖᛒᛁᛖ ᛉᚨᛊᛚᚢᛉᛁᛚᛖᛗ ᚨᛚᛖ ᛗᚨᛗ ᚾᚨᛞᛉᛁᛖᛃᛖ ᛉᛖ ᚾᛁᚷᛞᛁ ᚾᛁᛖ ᛈᚱᛉᛖᛊᛏᚨᚾᛁᛖᛊᛉ ᛒᛁᚲ ᛗᛟᛃᚨ ᛈᚱᛉᛁᛃᚨᚲᛟᛚᚲᚨ ᚲᚺᚲᛟᛚᛒᛁᛗ ᛉᛖᛒᛁᛊ ᛗᛟᚷᛚᚨ ᛗᛁ ᛏᛖᚱᚨᛉ ᛈᛟᛗᛟᚲ ᚨᛚᛖ ᚾᛁᛖ ᛗᛟᚷᛖ ᚲᛁᛖ ᚹ ᛏᛟ ᛗᛁᛖᛊᛉᚨᚲ ᚹᛁᛖᛗ ᛉᛖ ᚲᛁᛖ ᛏᛟ ᛉᛚᛟᛊᚲᛁ ᛒᛟ ᚷᛞᛁᛒᛁ ᚱᛟᛚᛖ ᛊᛁᛖ ᛟᛞᚹᚱᛟᚲᛁᛚᛁ ᛊᚨᛗ ᛈᛖᚹᚾᛁᛖ ᛃᚢᛉ ᛞᚨᚹᚾᛟ ᛈᚱᛟᛒᛟᚹᚨᛚᛒᛁᛗ ᚹᛚᚨᛗᚨᚲ ᛊᛁᛖ ᛞᛟ ᛏᚹᛟᛃᛖᛃ ᚷᛚᛟᚹᛁ ᛉᛖᛒᛁ ᛞᛟᚹᛁᛖᛞᛉᛁᛖᚲ ᛊᛁᛖ ᚲᛟ ᚢᚲᚱᛁᚹᚨᛊᛉ ᚾᚨ ᚱᚨᛉᛁᛖ ᛗᚢᛊᛁᛊᛉ ᛗᛁ ᛏᛁᛚᚲᛟ ᛟᛒᛁᛖᚲᚨᚲ ᛉᛖ ᚾᛁᛖ ᛒᛖᛞᛉᛁᛖᛊᛉ ᛊᛁᛖ ᛉᚨ ᛒᚨᚱᛞᛉᛟ ᛗᚨᚱᛏᚹᛁᚲ ᚹᛁᛖᛗ ᛚᚨᛏᚹᛁᛖᛃ ᛈᛟᚹᛁᛖᛞᛉᛁᛖᚲ ᚾᛁᛉ ᛉᚱᛟᛒᛁᚲ ᚨᛚᛖ ᛊᛈᚱᛟᛒᚢᛃ ᛈᚱᛟᛊᛉᛖ
Odkryj wiadomość pozafabularną
Wiedziałem, że się ze mną przyjaźnisz dla mojego wybitnego intelektu. Wreszcie wyszło na jaw. A ja głupi myślałem, że chodzi o moje piękne oczy i nieprzeciętny talent do wygrywania zakładów. Jeszcze trochę i zacznę chodzić po zamku z zadartym nosem, wtedy będziesz musiała mnie sprowadzać na ziemię. Ale dziękuję. Za to, że mi ufasz, nawet kiedy zachowuję się okropnie. Nie wiem, czym sobie na ciebie zasłużyłem, ale mam nadzieję, że nigdy nie przestaniesz być moją przyjaciółką. Chciałbym, żebyś mogła mi teraz pomóc, ale nie mogę cię w to mieszać. Wiem, że cię to złości, bo gdyby role się odwróciły, sam pewnie już dawno próbowałbym włamać się do twojej głowy, żeby dowiedzieć się, co ukrywasz. Na razie musisz mi tylko obiecać, że nie będziesz się za bardzo martwić. Wiem, łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale spróbuj, proszę.
Przeczytałem jeszcze raz ostatnie zdanie, skrzywiłem się na własną nieporadność i odłożyłem pióro, aby zamienić je na różdżkę i odesłać karteczkę, po czym wsunąłem dłonie pod blat, żeby nie zacząć nerwowo stukać palcami i spojrzałem na zegar - do końca lekcji zostało stanowczo za mało czasu, a jednak czekałem na odpowiedź Prue, zastanawiając się, czy nie napisałem czegoś śmiertelnie głupiego. Właściwie napisałem już tyle głupich rzeczy, że trudno było mi ustalić, która z nich mogła przeważyć szalę. Zdecydowanie lepiej radziłem sobie z mówieniem niż z pisaniem, zwłaszcza kiedy próbowałem jednocześnie przeprosić, uspokoić Prue i zapewnić ją, że nie zamierzałem już znikać.
Przebiegłem wzrokiem po runach, najpierw szybko, później wracając do kilku fragmentów, przy których nie byłem pewien, czy dobrze odczytałem zapis - przy przemocy prychnąłem cicho pod nosem i musiałem zasłonić usta dłonią, żeby nie zwrócić na siebie uwagi - wstrzymałem się z tym z wysiłkiem, który uważałem za godny co najmniej pięciu punktów dla Gryffindoru. Niestety, zanim zdążyłem zabrać się za odpisywanie, profesor oznajmił koniec lekcji, czym skutecznie pokrzyżował mi plany. Zostałem jeszcze moment przy ławce, pakując książki do torby i zastanawiając się, czy powinienem mimo wszystko spróbować przesłać Pruey kilka słów, ale uczniowie już podnosili się z miejsc, krzesła przesuwały się po podłodze, ktoś niemal potrącił łokciem mój kałamarz, więc ostatecznie dałem sobie spokój. Nie chciałem zresztą wysyłać jej kolejnej wiadomości napisanej w pośpiechu, zwłaszcza że miałem do powiedzenia znacznie więcej, niż dało się zmieścić w paru znakach. Wychodząc z sali, zerknąłem więc w stronę rzędu, w którym siedziała, próbując złapać spojrzenie Prudence i dać jej znać choćby krótkim gestem, że zamierzałem to zrobić później.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#12
Wczoraj, 01:59  ✶  
Przeczytałem tamtą wiadomość więcej niż raz, za pierwszym razem poczułem ulgę, za drugim zrobiło mi się głupio, że doprowadziłem do sytuacji, w której musiała mi przypominać o wartości naszej relacji, za trzecim natomiast uznałem, że chyba powinienem przestać się nad sobą użalać i po prostu jakoś to naprawić. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, zwłaszcza kiedy nawet zwykłe przeprosiny potrafiły plątać mi się w głowie, jednak gdy tylko znalazłem okazję, pospiesznie naskrobałem odpowiedź i wysłałem ją do wieży Ravenclawu przy pomocy sowy. Przynajmniej tyle mogłem z siebie dać, skoro przez ostatnie tygodnie nie potrafiłem zachowywać się jak porządny przyjaciel.
ᚲᛉᛖᚲᚨᛃ ᚲᛉᛖᚲᚨᛃ ᚲᚺᚲᛖᛊᛉ ᛗᛁ ᛈᛟᚹᛁᛖᛞᛉᛁᛖᚲ ᛉᛖ ᛉᚨᛗᛁᛖᚱᛉᚨᛊᛉ ᛟᛊᛉᚲᛉᛖᛞᛉᛁᚲ ᛗᛁ ᛈᚱᛉᛖᛗᛟᚲᛁ ᚨᛚᛖ ᚾᚨᛞᚨᛚ ᛒᛖᛞᛉᛁᛖᛊᛉ ᛈᚨᛏᚱᛉᛖᚲ ᚾᚨ ᛗᚾᛁᛖ ᚹ ᛏᛖᚾ ᛊᛈᛟᛊᛟᛒ ᛏᛟ ᛟᚲᚱᛟᛈᚾᛖ ᚹᛟᛚᛖ ᛃᚢᛉ ᛊᛉᛚᚨᛒᚨᚾ ᛈᚱᛉᛁᚾᚨᛃᛗᚾᛁᛖᛃ ᚹᛟᛞᛟᛗᛟ ᚲᛁᛖᛞᛁ ᛊᛁᛖ ᚲᛟᚾᚲᛉᛁ ᛈᚨᛗᛁᛖᛏᚨᛊᛉ ᛃᚨᚲ ᛏᚨᛗᛏᛖᚾ ᚲᚺᛚᛟᛈᚨᚲ ᛉ ᛞᚱᚢᚷᛁᛖᚷᛟ ᚱᛟᚲᚢ ᛈᚱᛟᛒᛟᚹᚨᛚ ᚲᛁᛖ ᛈᚱᛉᛖᛈᚱᛟᛊᛁᚲ ᚨ ᛏᛁ ᛏᛁᛚᚲᛟ ᚢᚾᛟᛊᛚᚨᛊ ᛒᚱᛖᚹ ᛗᛁᛊᛚᚨᛚᛖᛗ ᛉᛖ ᛉᚨᚱᚨᛉ ᛉᚨᚲᛉᚾᛁᛖ ᛈᛁᛊᚨᚲ ᛏᛖᛊᛏᚨᛗᛖᚾᛏ
ᛞᛟ ᛞᛉᛁᛊ ᚾᛁᛖ ᚹᛁᛖᛗ ᚲᛟ ᛗᚢ ᛈᛟᚹᛁᛖᛞᛉᛟᛚᚨᛊ ᚨᛚᛖ ᛟᛞᚲᚨᛞ ᛏᛟ ᛊᛁᛖ ᚹᛁᛞᚨᚱᛉᛁᛚᛟ ᛉᚨᚲᚺᛟᚹᚢᛃᛖ ᛊᛁᛖ ᛏᚨᚲ ᛃᚨᚲᛒᛁᛊ ᛗᛟᛚᚨ ᚹ ᚲᛁᛖᛊᛉᛖᚾᛁ ᛃᛖᚷᛟ ᚾᚨᛉᚹᛁᛊᚲᛟ ᚾᚨ ᛚᛁᛊᚲᛁᛖ ᛟᛊᛟᛒ ᛞᛟ ᛟᛞᛊᛏᚱᛉᛖᛚᛖᚾᛟ ᚾᛁᛖ ᚲᚺᚲᛖ ᚹᛁᛖᛞᛉᛁᛖᚲ ᚹᛟᛚᛖ ᛒᛁᚲ ᛏᚹᛟᛁᛗ ᚢᛚᚢᛒᛟᚾᛁᛗ ᚲᛉᛚᛟᚹᛁᛖᚲᛁᛖᛗ ᛁ ᛉᛁᚲ ᛞᛚᚢᚷᛟ ᚾᛁᛖ ᛗᚨᚱᛏᚹ ᛊᛁᛖ ᚾᛁᛖ ᛈᛟᚹᛁᛖᛗ ᛖᛚᛟᛊᛉᛟᚹᛁ ᚹ ᚲᚨᛉᛞᛁᛗ ᚱᚨᛉᛁᛖ ᚲᛁᛖᛊᛉᛖ ᛊᛁᛖ ᛉᛖ ᛉᚾᛟᚹᚢ ᛉᛖ ᛗᚾᚨ ᚱᛟᛉᛗᚨᚹᛟᛊᛉ ᛈᚱᚢᛖᛁ
ᚾᛁᛖ ᚹᛁᛖᛗ ᚲᛉᛁ ᚹᛁᛞᛉᛟᛚᚨᛊ ᛈᚱᛟᚷᚾᛟᛉᛖ ᚨᛚᛖ ᚹᛁᚷᛚᚨᛞᚨ ᚾᚨ ᛏᛟ ᛉᛖ ᛈᛟᛞᚲᛉᚨᛊ ᛈᛁᛖᚱᚹᛊᛉᛖᚷᛟ ᛗᛖᚲᛉᚢ ᛉᚨᛗᛟᛊᛏ ᛚᚨᛏᚨᚲ ᛒᛖᛞᛉᛁᛖᛗᛁ ᛈᛚᛁᚹᚨᚲ ᛒᛖᛞᛉᛁᛖᛊᛉ
Odkryj wiadomość pozafabularną
Czekaj, czekaj. Chcesz mi powiedzieć, że zamierzasz oszczędzić mi przemocy, ale nadal będziesz patrzeć na mnie w ten sposób? To okropne. Wolę już szlaban, przynajmniej wiadomo, kiedy się kończy. Pamiętasz, jak tamten chłopak z drugiego roku próbował cię przeprosić, a ty tylko uniosłaś brew? Myślałem, że zaraz zacznie pisać testament.
Do dziś nie wiem, co mu powiedziałaś, ale odkąd to się wydarzyło, zachowuje się tak, jakbyś miała w kieszeni jego nazwisko na liście osób do odstrzelenia. Nie chcę wiedzieć. Wolę być twoim ulubionym człowiekiem i żyć długo. Nie martw się, nie powiem Eliaszowi.
W każdym razie cieszę się, że znowu ze mną rozmawiasz, Pruey. Nie wiem, czy widziałaś prognozę, ale wygląda na to, że podczas pierwszego meczu zamiast latać, będziemy pływać. Będziesz?
Uśmiechnąłem się pod nosem, obserwując odlatującego ptaka, bo doskonale potrafiłem sobie wyobrazić, jak wyglądałaby reprymenda z jej strony, gdyby mogła mi ją teraz wygłosić osobiście - pewnie miałbym ochotę się bronić, pewnie nie miałbym żadnych sensownych argumentów, a ostatecznie i tak uznałbym, że miała wiele racji - w końcu potrafiłem przyznać się przed nią do błędu, byliśmy przyjaciółmi.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#13
Wczoraj, 17:04  ✶  

Udało jej się przejąć jeszcze jeden list. Rzuciła jeszcze szybko okiem w stronę tablicy, przy której stał profesor. Nadal coś mówił - już dawno zgubiła się w tym, co miał im dzisiaj do przekazania, bo listy od Aloysiusa okazały się być dużo bardziej ciekawe. Będzie musiała nadrobić to później, nie zamierzała bowiem przypadkiem nie być przygotowana na kolejną lekcję, czy też nie daj Merlinie jakiś egzamin. To było dla niej ważne, jednak nie tak ważne, jak treść wiadomości od Wisha. Profesor musiał jej dzisiaj wybaczyć. Miała swoje priorytety, czy coś.

Rozwinęła pergamin, przeczytała szybko jego treść i zaczęła odpisywać, niemalże od razu, aby tylko skończyć przed końcem zajęć.

Oczywiście, że wyłapał to, co było najważniejsze. Pokręciła głową sama do siebie. Teraz pewnie nigdy nie zapomni o tym, że napisała mu, że uważa go za mądrego. Potrafiła sobie wyobrazić jak panoszy się po zamku dumny z siebie. Nie musiał się o to martwić, na pewno będzie gdzieś obok, aby w odpowiednim momencie sprowadzić go na ziemię. Taka w końcu była rola najlepszych przyjaciół, czyż nie? Dla niej było to całkiem proste. Oczywiście nie miała problemu z tym, aby wspomnieć o tym, co o nim myślała, widziała te wszystkie dobre strony, bo przecież nie przyjaźniłaby się z nim, gdyby nie był wyjątkowy, dla niej był - od zawsze.

Być może nie zachowywał się ostatnio najlepiej, ale każdy miewał gorsze momenty, czyż nie? Najwyraźniej teraz dopadło to właśnie jego. Być może mało co z tego rozumiała, nie miała pojęcia jak zawiły był jego problem, ale z tego co jej się wydawało dotyczył on kogoś jeszcze, on nie chciał jej w to mieszać, więc musiała mu zaufać. Nie było innej możliwości, naprawdę wierzyła w to, że jakoś to wszystko rozgryzie i sobie poradzi. Kto jeśli nie on? Mogła poczekać, bywała przecież cierpliwa, no czasami. Najchętniej dowiedziałaby się wszystkiego od razu, ale wiedziała, że nie zawsze było to możliwe. Czasem nie dało się inaczej, tylko czas mógł nieco zmienić sytuację.


ᛏᚨᚲᚨ ᛃᚢᛉ ᛗᛟᛃᚨ ᚱᛟᛚᚨ ᚲᛏᛟ ᛃᛖᛊᛚᛁ ᚾᛁᛖ ᛃᚨ ᛗᛟᛚᛒᛁ ᛊᛈᚱᛟᚹᚨᛞᛉᚨᚲ ᚲᛁᛖ ᚾᚨ ᛉᛁᛖᛗᛁᛖ ᚾᛁᛖ ᚹᛁᛞᚨᛃᛖ ᛗᛁ ᛊᛁᛖ ᚨᛒᛁ ᛒᛁᛚᛁ ᛃᚨᚲᛁᛊ ᛁᚾᚾᛁ ᚲᚨᚾᛞᛁᛞᚨᚲᛁ ᚲᚨᛚᚨ ᚱᛖᛊᛉᛏᚨ ᚹᛟᛚᛁ ᚲᛁ ᚱᚨᚲᛉᛖᛃ ᛈᚱᛉᛁᛏᚨᚲᛁᚹᚨᚲ ᛃᚨ ᚾᛁᚷᛞᛁ ᚾᛁᛖ ᚾᚨᛚᛖᛉᚨᛚᚨᛗ ᛞᛟ ᚷᚱᛟᚾᚨ ᛏᛁᚲᚺ ᛟᛊᛟᛒ ᚹᛚᚨᛊᚾᛁᛖ ᛞᛚᚨᛏᛖᚷᛟ ᛃᛖᛊᛏᛖᛗ ᛏᚹᛟᛃᚨ ᚾᚨᛃᛚᛖᛈᛊᛉᚨ ᛈᚱᛉᛁᛃᚨᚲᛟᛚᚲᚨ
ᚾᛁᛖ ᛉᚨᚲᚺᛟᚹᚢᛃᛖᛊᛉ ᛊᛁᛖ ᛟᚲᚱᛟᛈᚾᛁᛖ ᛏᛁᛚᚲᛟ ᛞᛉᛁᚹᚾᛁᛖ ᚨ ᛏᛟ ᛊᛈᛟᚱᚨ ᚱᛟᛉᚾᛁᚲᚨ ᛏᛟ ᛉᚾᚨᚲᛉᛁ ᛉᚨᚲᚺᛟᚹᛁᚹᚨᛚᛖᛊ ᛏᛖᚱᚨᛉ ᛃᚢᛉ ᛃᛖᛊᛏᛖᛗ ᛏᚱᛟᚲᚺᛖ ᛊᛈᛟᚲᛟᛃᚾᛁᛖᛊᛉᚨ ᛒᛟ ᚹᛁᛖᛗ ᛉᛖ ᚲᛟᛊ ᛊᛁᛖ ᛞᛉᛁᛖᛃᛖ
ᛞᛟᛒᚱᛉᛖ ᛉᛖ ᛈᛟᛏᚱᚨᚠᛁᛊᛉ ᛊᛟᛒᛁᛖ ᚹᛁᛟᛒᚱᚨᛉᛁᚲ ᛃᚨᚲ ᛊᛁᛖ ᛏᛖᚱᚨᛉ ᚲᛉᚢᛃᛖ ᚨᛚᛖ ᚾᛁᛖ ᛒᛖᛞᛖ ᛊᛁᛖ ᛉᛚᛟᛊᚲᛁᚲ ᛉᚨ ᛒᚨᚱᛞᛉᛟ ᛉᛖᛒᛁ ᚾᛁᛖ ᚱᛟᛒᛁᚲ ᚲᛁ ᛈᚱᛉᛁᚲᚱᛟᛊᚲᛁ ᛒᛟ ᛈᚱᛉᛖᚲᛁᛖᛉ ᚾᛁᛖ ᛗᚨᛊᛉ ᚹᛈᛚᛁᚹᚢ ᚾᚨ ᛏᛟ ᚲᛟ ᛊᛁᛖ ᛞᛉᛁᛖᛃᛖ ᛈᚱᛉᛁᚾᚨᛃᛗᚾᛁᛖᛃ ᚾᛁᛖ ᛞᛟ ᚲᛟᚾᚲᚨ ᚹᛁᛖᚲ ᛈᛟᛊᛏᚨᚱᚨᛗ ᛊᛁᛖ ᛒᛁᚲ ᚹᛁᚱᛟᛉᚢᛗᛟᛚᚨ


Odkryj wiadomość pozafabularną

Taka już moja rola, kto jeśli nie ja miałby sprowadzać Cię na ziemię? Nie wydaje mi się aby byli jacyś inni kandydaci, cała reszta woli ci raczej przytakiwać, ja nigdy nie należałam do grona tych osób. Właśnie dlatego jestem Twoją najlepszą przyjaciółką.
Nie zachowujesz się okropnie tylko dziwnie, a to spora różnica, to znaczy zachowywałeś teraz już jestem trochę spokojniejsza bo wiem ze cos się dzieje.
Dobrze, że potrafisz sobie wyobrazić jak się teraz czuje ,ale nie będę się złościć za bardzo, żeby nie robi Ci przykrości bo przecież nie masz wpływu na to co się dzieje, przynajmniej nie do końca więc postaram się być wyrozumiała.


Prue kończyła pisać, bardzo szybko zawinęła kartkę, spojrzała jeszcze w stronę podwyższenia na którym stał nauczyciel, zaglądał właśnie do jakiejś księgi, najprawdopodobniej zadawał im w tej chwili zadanie domowe, ale zupełnie się na tym nie skupiła, zamiast tego machnęła różdżką i posłała ostatnią kartkę podczas tej lekcji w stronę ławki swojego najlepszego przyjaciela. Zdążyła tam dofrunąć nim musieli się rozejść w stronę swoich dormitoriów.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#14
Wczoraj, 17:04  ✶  

Aloysius nie zdążył jej odpisać na jeden z listów. Nie złapała go również na korytarzu. Oddaliła się w stronę dormitorium, aby posiedzieć trochę nad książkami. Właśnie rozsiadała się bardzo wygodnie na swoim łóżku, kiedy usłyszała stukanie w szybę, a później zobaczyła sowę na parapecie. Otworzyła okno i zobaczyła list. Uśmiechnęła się sama do siebie, bo podejrzewała kto może być nadawcą. I nie, nie była to Penny. Otworzyła go gdy tylko wpadł w jej dłonie i przeczytała. Nie zamierzała zwlekać z odpowiedzią, usiadła na łóżku i zaczęła skrobać na pergaminie odpowiedź.



ᛃᚨᚲᛟᛊ ᛗᚢᛊᛉᛖ ᛊᛁᛖ ᚾᚨ ᛏᛟᛒᛁᛖ ᛟᛞᛖᚷᚱᚨᚲ ᛈᚱᛉᛁᚲᚱᛟ ᛗᛁ ᚨᛚᛖ ᛉᚨᛊᛚᚢᚷᚢᛃᛖᛊᛉ ᚾᚨ ᛏᛟ ᛊᛈᛟᛃᚱᛉᛖᚾᛁᛖ ᚾᛁᛖ ᛒᚨᚱᛞᛉᛟ ᛗᚨᛊᛉ ᛏᚢᛏᚨᛃ ᛊᛉᚨᚾᛊᛖ ᚾᚨ ᛃᚨᚲᛁᛖᚲᛟᛚᚹᛁᛖᚲ ᚾᛖᚷᛟᚲᛃᚨᚲᛃᛖ ᛃᚨᚲᛟᛊ ᛏᛟ ᛈᚱᛉᛖᛉᛁᛃᛖᛊᛉ ᛃᛖᛊᛏᛖᛊ ᛈᚱᛉᛖᚲᛁᛖᛉ ᛊᛁᛚᚾᛁ ᚾᛁᛖ ᛒᛖᛞᛉᛁᛖᛊᛉ ᛊᛁᛖ ᛗᚨᛉᚨᚲ ᛃᚨᚲ ᛏᚨᛗᛏᛖᚾ ᚲᚺᛚᛟᛈᚨᚲ ᛉ ᛞᚱᚢᚷᛁᛖᚷᛟ ᚱᛟᚲᚢ
ᛏᛟ ᛗᛟᛃᚨ ᛊᛚᛟᛞᚲᚨ ᛏᚨᛃᛖᛗᚾᛁᚲᚨ ᛃᚨᚲ ᚲᚺᚲᛖ ᛈᛟᛏᚱᚨᚠᛁᛖ ᛒᛁᚲ ᛊᛏᚱᚨᛊᛉᚾᚨ ᚨᛚᛖ ᛏᛟᛒᛁᛖ ᚾᛁᚲ ᛏᚨᚲᛁᛖᚷᛟ ᚾᛁᛖ ᚷᚱᛟᛉᛁ ᛒᛟ ᛉᚨ ᛒᚨᚱᛞᛉᛟ ᚲᛁᛖ ᛚᚢᛒᛁᛖ ᛗᚨᛊᛉ ᚹᛁᛖᚲ ᚢ ᛗᚾᛁᛖ ᚠᛟᚱᛁ
ᛏᛖᛉ ᛗᚾᛁᛖ ᚲᛁᛖᛊᛉᛁ ᛉᛖ ᛉᛖ ᛊᛟᛒᚨ ᚱᛟᛉᛗᚨᚹᛟᛗᛁ ᛗᛟᚹᛁᛚᚨᛗ ᚲᛁ ᛉᛖ ᛉᚨ ᛏᛁᛗ ᛏᛖᛊᚲᚾᛁᛚᚨᛗ ᛒᛁᚲ ᛗᛟᛉᛖ ᛃᛖᛊᛉᚲᛉᛖ ᚾᛁᛖ ᛃᛖᛊᛏ ᛃᚨᚲ ᛉᚹᛁᚲᛚᛖ ᚨᛚᛖ ᛚᛖᛈᛊᛉᛖ ᛏᛟ ᚾᛁᛉ ᚲᛁᛊᛉᚨ
ᛏᚨᚲ ᚹᛁᛞᛉᛟᛚᚨᛗ ᛈᚱᛟᚷᚾᛟᛉᛖ ᛗᚨᛗ ᚾᚨᛞᛉᛁᛖᛃᛖ ᛉᛖ ᛊᛁᛖ ᚾᛁᛖ ᛈᚱᛉᛖᛉᛁᛖᛒᛁᛊᛉ ᛈᚱᛉᛖᛉ ᛏᛖ ᛈᛟᚷᛟᛞᛖ ᛃᚨᚲᛒᛁ ᚲᛟ ᛗᚨᛗ ᛏᚱᛟᚲᚺᛖ ᛖᛚᛁᚲᛊᛁᚱᛟᚹ ᛟᛞ ᛗᚨᛗᛁ ᚹᛁᛖᚲ ᛒᛖᛞᛖ ᛗᛟᚷᛚᚨ ᚲᛁᛖ ᚾᛁᛗᛁ ᛈᛟᛞᚱᚨᛏᛟᚹᚨ ᛃᚨᚲ ᛗᛟᚷᛚᚨᛒᛁᛗ ᛈᚱᛉᛖᚷᚨᛈᛁᚲ ᛏᚹᛟᛃ ᛗᛖᚲᛉ ᚲᛟ ᛏᛟ ᛉᚨ ᚷᛚᚢᛈᛁᛖ ᛈᛁᛏᚨᚾᛁᛖ

Odkryj wiadomość pozafabularną

Jakoś muszę się na Tobie odegrać, przykro mi ale zasługujesz na TO spojrzenie. Nie bardzo masz tutaj szanse na jakiekolwiek negocjacje. Jakoś to przeżyjesz, jesteś przecież silny. Nie będziesz się mazać jak tamten chłopak z drugiego roku.
To moja słodka tajemnica, jak chcę potrafię być straszna, ale Tobie nic takiego nie grozi bo za bardzo Cię lubię, masz więc u mnie fory.
Też się cieszę, że ze sobą rozmawiamy, mówiłam Ci, że za Tobą tęskniłam. Być może jeszcze nie jest jak zwykle, ale lepsze to niż cisza.
Tak widziałam prognozę, mam nadzieje że się nie przeziębisz przez te pogodę, jakby co mam trochę eliksirów od mamy wiec będę mogła Cię nimi podratować. Jak mogłabym przegapić Twój mecz, co to w ogóle za głupie pytanie?


Wydawało jej się, że napisała wszystko co chciała napisać. Mogła więc pójść i wysłać mu odpowiedź. W sumie spacer nie był głupim pomysłem, musiała dostać się jednak do sowiarni, to nieco komplikowało sprawę, bo nie dostanie jej odpowiedzi od razu, nie wątpiła jednak, że w końcu do niego dojdzie. Książki mogły zaczekać, prawda? Miała w tej chwili nieco inne priorytety. Wyszła bardzo szybko z dormitorium, aby pergamin trafił jak najszybciej w jego dłonie.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#15
Wczoraj, 20:28  ✶  
Z wysłaniem sowy do wieży Ravenclawu wiązało się trochę więcej zachodu niż z posłaniem zaczarowanego skrawka pergaminu przez pół klasy, o czym przekonałem się dość szybko, kiedy ptaszysko wreszcie odleciało z wiadomością przywiązaną do nóżki, zostawiając mnie z poczuciem, że właściwie wykonałem dopiero połowę roboty - musiałem poczekać, aż dotrze na miejsce, znajdzie Prue, dostarczy jej list, a potem jeszcze wróci z odpowiedzią, co oznaczało, że przez dłuższy czas nie miałem żadnego wpływu na tempo naszej korespondencji. Podczas lekcji wszystko odbywało się znacznie sprawniej, wystarczyło machnięcie różdżką, odrobina nieuwagi profesora i już mogłem czytać, co miała mi do powiedzenia, tymczasem teraz pozostawało mi zajmować się własnymi sprawami i udawać, że wcale co kilka minut nie sprawdzałem, czy sowa przypadkiem nie wróciła. Nie zrobiła tego przez jakiś czas, wystarczająco długo, żebym zdążył przejść od przekonania, że przyjaciółka pewnie akurat była zajęta, do podejrzenia, że może powinienem był napisać coś mniej głupiego, po czym przypomniałem sobie, że przecież nie miałem pojęcia, co mogłoby być mniej głupie w moim wykonaniu. Kiedy wreszcie usłyszałem trzepot skrzydeł, odłożyłem wszystko, czym akurat próbowałem się zająć i podszedłem do okna. Sowa usiadła na parapecie, wyraźnie niezainteresowana moim pośpiechem, więc musiałem najpierw odwiązać wiadomość, zanim mogłem ją rozwinąć, bo sama nie zrzuciła papieru z nóżki. Przeczytałem pierwsze zdanie i uśmiechnąłem się pod nosem, chociaż dalej było już tylko gorzej, przynajmniej dla mojej godności, ponieważ Pruey najwyraźniej postanowiła wykorzystać odzyskaną możliwość oceniania mnie dość bezwzględnie, bez wątpienia zachowała jeszcze kilka asów w rękawie i potrafiła być straszna, kiedy tylko miała na to ochotę. Ta informacja powinna była mnie chyba zaniepokoić, jednak fragment o forach, które dostawałem dzięki temu, że mnie lubiła, skutecznie odebrał jej grozę. Parsknąłem śmiechem, czytając dalej, przy wzmiance o moim meczu poczułem się zobowiązany do natychmiastowego zaprotestowania przeciwko nazywaniu mojego pytania głupim - przecież nie mogłem wiedzieć, czy będzie chciała przyjść, zwłaszcza po ostatnich dniach, podczas których skutecznie utrudniałem jej nawet zwykłe spotkanie ze mną - całe szczęście udało nam się odzyskać chociaż część normalności, a skoro oferowała mi eliksiry na przeziębienie, najwyraźniej nadal zamierzała pilnować, żebym nie zrobił sobie krzywdy, co przyjąłem z zadowoleniem, choć nie zamierzałem przyznawać, że taka perspektywa była całkiem przyjemna.
Miałem plan, chociaż jego powodzenie zależało od tego, czy uda mi się dostarczyć Prue wiadomość jeszcze tego samego wieczoru, najlepiej w taki sposób, żeby nie musiała czekać na kolejną sowę - usiadłem więc przy biurku, rozłożyłem pergamin i zabrałem się do pisania, zaskakująco zawzięty w wysiłkach, żeby zmieścić w nim wszystko, co chciałem jej przekazać. Zwykle moje listy były krótsze, bo szybko traciłem cierpliwość do siedzenia nad piórem, ale tym razem co chwilę dopisywałem kolejne zdanie, skreślałem fragment, który brzmiał zbyt poważnie, po czym wracałem do niego, bo jednak chciałem, żeby wiedziała, że mówiłem serio. Ostatecznie wyszła z tego całkiem długa wiadomość, przepisana dwukrotnie, przy której spędziłem więcej czasu, niż planowałem, ale przynajmniej udało mi się skończyć przed kolacją. Złożyłem pergamin na kilka części, wsunąłem go do kieszeni szaty i ruszyłem w stronę Wielkiej Sali, po drodze doganiając znajomych, którzy chwilę wcześniej oznajmili mi, że nie zamierzali czekać na mnie w nieskończoność. Zatrzymałem się jednak na moment przed wejściem, kiedy dostrzegłem Prue zajętą rozmową z kimś z domu. Moi koledzy poszli dalej, nie zwracając na to szczególnej uwagi, ja zaś uznałem, że nadarzyła się doskonała okazja, żeby zrealizować to, co sobie założyłem. Zamiast pójść za nimi, skręciłem w przeciwną stronę i przeszedłem w pobliżu Prudence - na tyle spokojnie, na ile potrafiłem, biorąc pod uwagę, że w kieszeni miałem wiadomość, której dostarczenie wymagało odrobiny zręczności - nie zatrzymałem się, nie odezwałem ani słowem, nawet na nią nie spojrzałem dłużej, niż było to konieczne. Nie byłem nawet pewien, czy mnie zauważyła, prawdopodobnie nie, ale wystarczyło, że mijając ją, wsunąłem złożony pergamin do kieszeni jej szaty, korzystając z tego, że całą uwagę poświęcała rozmówcy.
„Udało mi się. Naprawdę mi się udało”, triumfując w środku, odszedłem kilka kroków, zanim pozwoliłem sobie na zadowolony uśmieszek, po czym przyspieszyłem, żeby dogonić kolegów, którzy zdążyli już zająć miejsca przy stole. Usiadłem obok nich i sięgnąłem po półmisek z jedzeniem, starając się zachowywać zupełnie zwyczajnie, nawet jeśli myślami byłem jeszcze przy pergaminie ukrytym w kieszeni Prue - miałem nadzieję, że znajdzie go szybko, i że spodoba jej się niespodzianka, bo byłem całkiem zadowolony z własnej pomysłowości i zamierzałem cieszyć się tym sukcesem przynajmniej do chwili, w której postanowiłaby skomentować moje starania.

ᚹᛁᛖᛊᛉ ᛉᛖ ᛏᚱᛟᚲᚺᛖ ᛗᚾᛁᛖ ᛗᚨᚱᛏᚹᛁ ᛃᚨᚲ ᛊᛉᛁᛒᚲᛟ ᛈᚱᛉᛁᛉᚹᛁᚲᛉᚨᛁᛚᚨᛊ ᛊᛁᛖ ᛞᛟ ᛗᛁᛊᛚᛁ ᛉᛖ ᛗᛟᛉᛖᛊᛉ ᛗᚾᛁᛖ ᛒᛖᛉᚲᚨᚱᚾᛁᛖ ᛊᛈᚱᛟᚹᚨᛞᛉᚨᚲ ᚾᚨ ᛉᛁᛖᛗᛁᛖ ᛚᚢᛒᛁᛖ ᛒᛁᚲ ᚹ ᚷᛟᚱᛉᛖ ᛉᚾᚨᛊᛉ ᛗᚾᛁᛖ ᚨᛚᛖ ᛞᛟᛒᚱᚨ ᛈᚱᛉᛁᛃᛗᚢᛃᛖ ᛞᛟ ᚹᛟᛞᛟᛗᛟᛊᚲᛁ ᛉᛖ ᛃᛖᛊᛏᛖᛗ ᛊᚲᚨᛉᚨᚾᛁ ᚾᚨ ᛏᛟ ᛊᛈᛟᛃᚱᛉᛖᚾᛁᛖ ᚾᛁᛖ ᛉᚷᚨᛞᛉᚨᛗ ᛊᛁᛖ ᚨᛚᛖ ᚱᛟᛉᚢᛗᛁᛖᛗ ᛉᛖ ᛗᛟᛃᛖ ᛉᛞᚨᚾᛁᛖ ᚾᛁᛖ ᛗᚨ ᛏᚢᛏᚨᛃ ᛈᚱᚨᚲᛏᛁᚲᛉᚾᛁᛖ ᛉᚨᛞᚾᛖᚷᛟ ᛉᚾᚨᚲᛉᛖᚾᛟ ᛉᚨᛊᛚᚢᛉᛁᛚᛖᛗ ᛊᛉᚲᛉᛖᚱᛉᛖ ᛗᛟᚹᛟᚲ ᛒᛁᛚᛟᛒᛁ ᛗᛁ ᚾᚨᚹᛖᛏ ᛏᚱᛟᚲᚺᛖ ᛈᚱᛉᛁᚲᚱᛟ ᚷᛞᛁᛒᛁᛊ ᚾᚨᚷᛚᛖ ᛉᚨᚲᛉᛖᛚᚨ ᛊᛁᛖ ᛉᛖ ᛗᚾᚨ ᚹᛖ ᚹᛊᛉᛁᛊᛏᚲᛁᛗ ᛉᚷᚨᛞᛉᚨᚲ ᚾᛁᛖ ᛉᛗᛁᛖᚾᛟ ᛏᛟ ᚠᚨᚲᛏᚢ ᛉᛖ ᚲᛉᚨᛊᚨᛗᛁ ᛗᚨᛗ ᚹᚱᚨᛉᛖᚾᛁᛖ ᛉᛖ ᚲᛉᛖᚱᛈᛁᛖᛊᛉ ᛉᛖ ᛊᚹᛟᛃᛖᚷᛟ ᛊᛏᚨᚾᛟᚹᛁᛊᚲᚨ ᛉᛞᛖᚲᛁᛞᛟᚹᚨᚾᛁᛖ ᛉᚨ ᛞᚢᛉᛟ ᛈᚱᛉᛁᛃᛖᛗᚾᛟᛊᚲᛁ ᚾᛁᛖ ᛈᚱᛉᛁᛉᚹᛁᚲᛉᚨᛃᚨᛃ ᛊᛁᛖ ᛃᛖᛞᚾᚨᚲ ᛞᛟ ᛏᛖᚷᛟ ᛉᛖ ᛒᛖᛞᛖ ᛏᚨᚲ ᛚᚨᛏᚹᛟ ᛈᚱᛉᛁᛉᚾᚨᚹᚨᛚ ᚲᛁ ᚱᚨᚲᛃᛖ ᛒᛟ ᛏᛟ ᛗᛟᛉᛖ ᛒᛁᚲ ᛃᛖᛞᚾᛟᚱᚨᛉᛟᚹᚨ ᛊᛁᛏᚢᚨᚲᛃᚨ ᛁ ᚾᛁᛖ ᚲᚺᚲᛟᛚᛒᛁᛗ ᛉᛖᛒᛁᛊ ᛉᚨᚲᛉᛖᛚᚨ ᛗᛁᛖᚲ ᚹᛟᛒᛖᚲ ᛗᚾᛁᛖ ᛃᚨᚲᛁᛖᛊ ᚾᛁᛖᚱᛖᛚᛁᛊᛏᛁᚲᛉᚾᛖ ᛟᚲᛉᛖᚲᛁᚹᚨᚾᛟ
ᚹ ᚲᚨᛉᛞᛁᛗ ᚱᚨᛉᛁᛖ ᚾᛁᛖ ᛒᛖᛞᛖ ᛊᛁᛖ ᛗᚨᛉᚨᛚ ᛗᚨᛗ ᚾᚨᛞᛉᛁᛖᛃᛖ ᛉᛖ ᛈᚨᛗᛁᛖᛏᚨᛊᛉ ᛁᛉ ᛏᚨᛗᛏᛖᚾ ᚲᚺᛚᛟᛈᚨᚲ ᛉ ᛞᚱᚢᚷᛁᛖᚷᛟ ᚱᛟᚲᚢ ᛒᛁᛚ ᚹᛁᛃᚨᛏᚲᛟᚹᛟ ᛈᛟᛞᚨᛏᚾᛁ ᚾᚨ ᛈᚱᛖᛊᛃᛖ
ᚨ ᛃᛖᛊᛚᛁ ᚲᚺᛟᛞᛉᛁ ᛟ ᛗᛖᚲᛉ ᛏᛟ ᚾᛁᛖ ᛒᛁᛚᛟ ᚷᛚᚢᛈᛁᛖ ᛈᛁᛏᚨᚾᛁᛖ ᛏᛁᛚᚲᛟ ᛈᚱᛟᛒᚨ ᚢᛈᛖᚹᚾᛁᛖᚾᛟ ᛊᛁᛖ ᛉᛖ ᛒᛖᛞᛖ ᛗᛟᛚ ᛞᛟ ᚲᛟᚷᛟ ᛈᛟᛗᚨᚲᚺᚨᚲ ᚲᛁᛖᛞᛁ ᛈᚱᛉᛖᛗᚲᚾᛖ ᛟᛒᛟᚲ ᛏᚱᛁᛒᚢᚾ ᛉ ᛈᚱᛖᛞᚲᛟᛊᚲᛟ ᚲᛏᛟᚱᛖᛃ ᛊᛖᛞᛉᛟ ᚾᛁᛖ ᛉᛞᚨᛉᛁ ᚾᚨᚹᛖᛏ ᛉᚨᚲᚹᛖᛊᛏᛟᚾᛟᚹᚨᚲ ᛒᛟ ᛒᛖᛞᛉᛁᛖ ᛉᛒᛁᛏ ᛉᚨᛃᛖᛏᛁ ᚹᛁᚲᛁᛖᚱᚨᚾᛁᛖᛗ ᚲᚱᛟᛈᛚᛁ ᛉ ᛟᚲᛉᚢ ᛗᛟᛉᛖ ᛈᛟᚹᛁᚾᛁᛖᚾᛖᛗ ᛈᛟᛈᚱᛟᛊᛁᚲ ᛉᛖᛒᛁ ᛉᚨᛗᛟᛊᛏ ᛈᛁᛚᛖᚲ ᛈᚱᛉᛁᚷᛟᛏᛟᚹᚨᛚ ᚾᚨᛗ ᚲᛁᛚᚲᚨ ᚲᛟᛚ ᚱᚨᛏᚢᚾᚲᛟᚹᛁᚲᚺ
ᛖᛚᛁᚲᛊᛁᚱᛁ ᛟᛞ ᛏᚹᛟᛃᛖᛃ ᛗᚨᛗᛁ ᛗᛟᚷᚨ ᛊᛁᛖ ᛈᚱᛉᛁᛞᚨᚲ ᚨᛚᛖ ᚹᛟᛚᚨᛚᛒᛁᛗ ᛃᛖᛞᚾᚨᚲ ᚾᛁᛖ ᛏᛖᛊᛏᛟᚹᚨᚲ ᛁᚲᚺ ᛊᚲᚢᛏᛖᚲᛉᚾᛟᛊᚲᛁ ᛉᚨᚲᛉᛁᚾᚨᛗ ᛈᛟᛞᛖᛃᚱᛉᛖᚹᚨᚲ ᛉᛖ ᛒᚨᚱᛞᛉᛁᛖᛃ ᛗᚨᚱᛏᚹᛁᛊᛉ ᛊᛁᛖ ᛟ ᛗᛟᛃᛖ ᛉᛞᚱᛟᚹᛁᛖ ᚾᛁᛉ ᛟ ᚹᛁᚾᛁᚲ ᛗᛖᚲᛉᚢ ᚲᛟ ᛃᛖᛊᛏ ᛒᚨᚱᛞᛉᛟ ᛗᛁᛚᛖ ᛏᛁᛚᚲᛟ ᛏᚱᛟᚲᚺᛖ ᛟᛒᚱᚨᛉᛚᛁᚹᛖ ᛞᛚᚨ ᛗᛟᛁᚲᚺ ᚢᛗᛁᛖᛃᛖᛏᚾᛟᛊᚲᛁ ᛊᛈᛟᚱᛏᛟᚹᛁᚲᚺ ᚹ ᚲᚨᛉᛞᛁᛗ ᚱᚨᛉᛁᛖ ᚲᛉᚢᛃᛖ ᛊᛁᛖ ᛉᛟᛒᛟᚹᛟᛉᚨᚾᛁ ᛞᛟ ᛉᚨᚷᚱᚨᚾᛟ ᚾᚨ ᛏᛁᛚᛖ ᛞᛟᛒᚱᛉᛖ ᛉᛖᛒᛁᛊ ᚾᛁᛖ ᛉᚨᛚᛟᚹᚨᛚᚨ ᛊᛈᛖᛞᛉᛖᚾᛟ ᚲᛁᛚᚲᚢ ᚷᛟᛞᛉᛁᚾ ᚹ ᛞᛖᛊᛉᚲᛉᚢ ᛊᚨᛗᚨ ᛏᛖᛉ ᚢᚹᚨᛉᚨᛃ ᛞᛟᛒᚱᛉᛖ ᛈᛟᛊᛏᚨᚱᚨᛃ ᛊᛁᛖ ᚢᛊᛟᛊᚲ ᚷᛞᛉᛁᛖᛊ ᚷᛞᛉᛁᛖ ᚾᛁᛖ ᛒᛖᛞᛉᛁᛖ ᚾᚨ ᚲᛁᛖᛒᛁᛖ ᛚᚨᛚᛟ ᛒᛖᛉᛈᛟᛊᚱᛖᛞᚾᛟ ᛃᚨ ᛗᚨᛗ ᛗᛟᛏᛚᛖ ᛁ ᛈᚱᛉᛁᚾᚨᛃᛗᚾᛁᛖᛃ ᛒᛖᛞᛖ ᛗᛟᚷᛚ ᚢᚲᛁᛖᚲᚨᚲ ᛈᚱᛉᛖᛞ ᛞᛖᛊᛉᚲᛉᛖᛗ ᛏᛁ ᛒᛖᛞᛉᛁᛖᛊᛉ ᛊᚲᚨᛉᚨᚾᚨ ᚾᚨ ᛊᛁᛖᛞᛉᛖᚾᛁᛖ ᚹ ᛃᛖᛞᚾᛁᛗ ᛗᛁᛖᛃᛊᚲᚢ ᚹᛁᛖᛗ ᛉᛖ ᚾᛁᛖ ᛟᛞᛈᚢᛊᚲᛁᛊᛉ ᛗᛖᚲᛉᚢ ᚨᛚᛖ ᚾᛁᛖ ᛗᚢᛊᛁᛊᛉ ᛈᚱᛉᛁ ᛏᛁᛗ ᚢᛞᛟᚹᚨᛞᚾᛟᚲ ᛉᛖ ᛃᛖᛊᛏᛖᛊ ᛟᛞᛈᛟᚱᚾᚨ ᚾᚨ ᚹᛊᛉᛁᛊᛏᚲᛟ ᛉᚹᛁᚲᛚᛖ ᛗᛟᚷᛚᛒᛁᛗ ᚲᛁᛖ ᛈᛟᛉᚾᛁᛖᛃ ᛟᚷᚱᛉᚨᚲ ᚨᛚᛖ ᛏᛁᛗ ᚱᚨᛉᛖᛗ ᛒᛖᛞᛖ ᛗᚢᛊᛟᛚ ᛉᚨᚹᛁᛖᚱᛉᛁᚲ ᛏᚹᛟᛃᛖᛗᚢ ᛈᛚᚨᛊᛉᚲᛉᛟᚹᛁ ᛒᛟ ᛈᛟ ᚹᛁᚷᚱᚨᚾᛁᛗ ᛗᛖᚲᛉᚢ ᚾᛁᛖ ᛈᛚᚨᚾᚢᛃᛖᛗᛁ ᛟᛞ ᚱᚨᛉᚢ ᚹᚱᚨᚲᚨᚲ ᛞᛟ ᛉᚨᛗᚲᚢ ᚨ ᚾᛁᛖ ᛃᛖᛊᛏᛖᛗ ᛈᛖᚹᛁᛖᚾ ᚲᛉᛁ ᛗᚢ ᚢᚠᚨᛗ ᚲᚺᛁᛒᚨ ᛉᛖ ᚹᛁᛗᛁᛊᛚᛖ ᛃᚨᚲᛁᛊ ᛊᛈᛟᛊᛟᛒ ᚨᛚᛖ ᚾᛁᛖ ᚲᚺᚲᛖ ᛃᛖᛊᛉᚲᛉᛖ ᛟᛒᛁᛖᚲᛁᚹᚨᚲ ᚲᚢᛞᛟᚹ
ᛁ ᚾᛁᛖ ᛊᛗᛁᛖᛃ ᛊᛁᛖ ᛃᛖᛊᛚᛁ ᛈᛟ ᛗᛖᚲᛉᚢ ᛒᛖᛞᛖ ᚹᛁᚷᛚᚨᛞᚨᛚ ᛃᚨᚲ ᚢᛏᛟᛈᛟᚾᛁ ᛊᛉᚲᛉᚢᚱ ᛟᚲᛖᛃ ᛃᛖᛊᛏᛖᛗ ᛚᚹᛖᛗ ᚲᚨᛚᚲᛁᛖᛗ ᛈᛟᛏᛖᛉᚾᛁᛗ ᛖᚹᛖᚾᛏᚢᚨᛚᚾᛁᛖ ᛈᚱᛉᛁᚲᛉᚨᛃᛟᚾᚨ ᛈᚨᚾᛏᛖᚱᚨ
Odkryj wiadomość pozafabularną
Wiesz, że trochę mnie martwi, jak szybko przyzwyczaiłaś się do myśli, że możesz mnie bezkarnie sprowadzać na ziemię? Lubię być w górze. Znasz mnie. Ale dobra, przyjmuję do wiadomości, że jestem skazany na TO spojrzenie. Nie zgadzam się, ale rozumiem, że moje zdanie nie ma tutaj praktycznie żadnego znaczenia, zasłużyłem. Szczerze mówiąc, byłoby mi nawet trochę przykro, gdybyś nagle zaczęła się ze mną we wszystkim zgadzać, nie zmienia to faktu, że czasami mam wrażenie, że czerpiesz ze swojego stanowiska zdecydowanie za dużo przyjemności. Nie przyzwyczajaj się jednak do tego, że będę tak łatwo przyznawał ci rację, bo to może być jednorazowa sytuacja i nie chciałbym, żebyś zaczęła mieć wobec mnie jakieś nierealistyczne oczekiwania.
W każdym razie nie będę się mazał. Mam nadzieję, że pamiętasz, iż tamten chłopak z drugiego roku był wyjątkowo podatny na presję.
A jeśli chodzi o mecz, to nie było głupie pytanie, tylko próba upewnienia się, że będę miał do kogo pomachać, kiedy przemknę obok trybun z prędkością, której sędzia nie zdąży nawet zakwestionować, bo będzie zbyt zajęty wycieraniem kropli z oczu. Może powinienem poprosić, żeby zamiast piłek przygotował nam kilka kół ratunkowych?
Eliksiry od twojej mamy mogą się przydać, ale wolałbym jednak nie testować ich skuteczności. Zaczynam podejrzewać, że bardziej martwisz się o moje zdrowie niż o wynik meczu, co jest bardzo miłe, tylko trochę obraźliwe dla moich umiejętności sportowych. W każdym razie czuję się zobowiązany do zagrania na tyle dobrze, żebyś nie żałowała spędzenia kilku godzin w deszczu. Sama też uważaj, dobrze? Postaraj się usiąść gdzieś, gdzie nie będzie na ciebie lało bezpośrednio. Ja mam miotłę i przynajmniej będę mógł uciekać przed deszczem, ty będziesz skazana na siedzenie w jednym miejscu. Wiem, że nie odpuścisz meczu, ale nie musisz przy tym udowadniać, że jesteś odporna na wszystko. Zwykle mógłbym cię później ogrzać, ale tym razem będę musiał zawierzyć twojemu płaszczowi, bo po wygranym meczu nie planujemy od razu wracać do zamku. A nie jestem pewien, czy mu ufam. Chyba że wymyślę jakiś sposób, ale nie chcę jeszcze obiecywać cudów.
I nie śmiej się, jeśli po meczu będę wyglądał jak utopiony szczur. Okej? Jestem lwem, całkiem potężnym. Ewentualnie przyczajoną panterą.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (7208), Prudence Fenwick (4480)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa