Hjalmar Nordgersim & Persephona Degenhardt
Mroźne, krótkie i ciemne dni mogły wskazywać tylko na jedno - nastała zima, a dokładniej to grudzień, który wcale nie był łagodny w tej części świata. Dni się dłużyły i każdy uczeń odliczał już do świąt, które były tuż za rogiem. Jeszcze tylko kilka dni, jeszcze tylko ten sprawdzian dało się usłyszeć wśród uczniów na korytarzu - każdy żył nadzieją, że ten czas minie szybko i nim się zdążą zorientować, będą już siedzieli w swoich domach w towarzystwie najbliższych.
Ale nie samymi świętami człowiek, a raczej uczeń żył. W życiu Durmstrandzkiej młodzieży było coś jeszcze. Coś na co czekali wszyscy od września. Coś co pomagało przezwyciężyć swoje lęki, sprawdzić swoje umiejętności, a przede wszystkim zacieśnić więzy między uczestnikami. Mowa oczywiście o corocznym Boju czyli małym turnieju, tudzież zawodach czy po prostu zadaniu, które dyrekcja szkoły skrzętnie przygotowywała ku uciesze swoich uczniów. Zasady były proste - wysyłano młodzież podzieloną na dwuosobowe drużyny w las aby te mogły się sprawdzić. Oczywiście nikt nie chciał krzywdy dla tych młodych czarodziei, więc dobierano ich tak aby mogli się wzajemnie uzupełniać.
Hjalmar czekał na ten dzień od bardzo dawna. Uwielbiał te zawody i nadal miał w pamięci to jak dobrze poszło im rok temu. Mowa o nich, ponieważ został przypisany do grupy wraz z Persephoną i zajęli pierwsze miejsce ex aequo z inną dwójka. To oczywiście można uznać za wielki sukces, ponieważ oni byli połączeni po raz pierwszy, a tamci trzeci rok z rzędu startowali w tym duecie.
Młody Nordgersim nerwowo przemierzał dziedziniec szkoły, próbując odnaleźć kogoś kto podobnie jak on, dzierzy w swoich dłoniach granatowo-bordową przepaskę, która miała symbolizować ich drużynę. Przez krótka chwilę bał się, że doszło do jakiejś pomyłki i nie będzie miał nikogo w swojej drużynie... Ale kiedy tylko dostrzegł taki sam materiał w dłoniach swojej serdecznej koleżanki, uśmiechnął się i czym prędzej ruszył w jej kierunku - Cześć Persephono - przywitał się od razu, pokazując swoją opaskę - Proszę, proszę. Mamy okazję po raz drugi stanąć we szranki pod jedną banderą. Mam nadzieję, że tym razem złoimy im tyłki - wskazał gestem dłoni na dwójkę z którą rok temu zremisowali - Czuję w kościach, że tym razem mamy szansę ich pokonać - dodał, nie ukrywając swoich intencji. W głębi serca wierzył, że tak właśnie będzie - w końcu ani on, ani Persephona nie byli pierwszymi lepszymi czarodziejami i dyrekcja szkoły pokładała w nich takie nadzieję, że po pierwsze zostali wybrani do Boju, a po drugie do jednej drużyny.