Dzwonek przy drzwiach oznajmił jej przybycie, a fala ciepła omiotła jej ciało na tyle przyjemnie, że mruknęła cicho, przymykając oczy. Było mroźnie, nawet mając grubą kurtkę. Dziewczyna otrzepała buty, zanim weszła w głąb izby i podeszła do drewnianej lady, kładąc na niej przekąski, ściągając z głowy czapkę. - Hjalmar? - zawołała na przywitanie, żeby nie brać go z zaskoczenia, bo sądziła, że tego nie lubił. Rozpięła kurtkę, wpychając w jej rękaw nakrycie głowy i rzuciła na krzesło, a potem, gdy już go zauważyła i upewniła się, że nie ma w rękach niczego, co mogłoby ją przebić na pół lub uszkodzić i doprowadzić go do ataku furii, podeszła, przytulając go na przywitanie i dając buziaka w polik, do czego musiała wspiąć się na palce. - Pomyślałam, że jak zwykle za dużo pracujesz, a do tego dawno Cię nie widziałam, więc pomyślałam, że zjemy razem lunch. - wytłumaczyła ze wzruszeniem ramion, a odsuwając się nieco. Przy białym swetrze tkwiła broszka, którą jej zrobił — ten był luźny i miękki, kontrastował z czarnymi spodniami i wysokimi, zimowymi butami. Przysunęła sobie stołeczek, siadając i przyciągając do siebie torby. Cały proces nie trwał długo, bo bała się, że jak będzie zbyt wolna, to jej powie, że jest zajęty. Musiała więc atakować dalej. - Mam kawę, herbatę i gorącą czekoladę — wszystko z oferty zimowej. Są kanapki z mięsem, pastą jajeczna, jakieś z szynką i tuńczykiem. A na deser wzięłam szarlotkę z przyprawami korzennymi, dwie bułeczki cynamonowe i jeszcze takie małe, urocze ciasta czekoladowe z piernikowym ludzikiem. - wykładała wszystko na blat, zasypując go zapakowanymi oddzielnie produktami, a potem wbiła w niego spojrzenie, uśmiechając się pogodnie. W ręku został jej nowy numer proroka. Był niepokojący, a z okładki spogląda przystojna, ale dość mroczna i niepokojąca twarz. Popularność — jeśli można to tak nazwać — Czarnoksiężnika zaczęła rosnąć w niepokojącym tempie. Martwiło ją to. Przeniosła wzrok na gazetę z ciężkim westchnieniem, odkładając ją na blat, Wszystko to, co mówił o ludziach mugolskiego pochodzenia, o ustawie tajności.. Najchętniej, to złamałaby mu nos, ewentualnie dała Marze go skopać, może by zmądrzał. - Mogę o coś zapytać? Bo właściwie mogłabym poszukać sama, ale lepiej dowiedzieć się u źródła. No i nie chcę, żebyś źle zrozumiał moje pytanie. - rzuciła w końcu, wlepiając w niego ciemne oczy. Sięgnęła po kubek z mocną kawą, potrzebowała energii, więc kofeinę wlewała w siebie litrami, równie chętnie, co eliksiry. Nie miała mleka, nie miała cukru — po co, skoro miała przegryźć bułeczką. - Pani w kawiarni powiedziała, że jak się podgrzeje te z mięsem, to są naprawdę dobre. - wyjaśniła, podsuwając mu pod nos jedzenie. Ciężko pracował, a do tego zawsze był przecież głodny. Zrobiła łyka, a mocny aromat ziaren wdarł się do nozdrzy, wzbudzając przyjemne dreszcze. Gorąca kawa, dobre przekąski, cynamonowe bułeczki lub szarlotka, a do tego Hjalmar — sama przed sobą musiała przyznać, że to był doskonały sposób na naładowanie baterii i spędzenie popołudnia. Prawda była jednak taka, że pytanie, które chciała mu zadać, nie mogło czekać. Ten cały Voldemort nie dawał jej spokoju, a przypadków ataków jego fanatyków, którzy przebierali się, jak tchórzliwi członkowie sekty zdarzały się coraz częściej. Co gorsza, pewna część społeczeństwa ich popierała.
Dzwonek przy drzwiach oznajmił jej przybycie, a fala ciepła omiotła jej ciało na tyle przyjemnie, że mruknęła cicho, przymykając oczy. Było mroźnie, nawet mając grubą kurtkę. Dziewczyna otrzepała buty, zanim weszła w głąb izby i podeszła do drewnianej lady, kładąc na niej przekąski, ściągając z głowy czapkę. - Hjalmar? - zawołała na przywitanie, żeby nie brać go z zaskoczenia, bo sądziła, że tego nie lubił. Rozpięła kurtkę, wpychając w jej rękaw nakrycie głowy i rzuciła na krzesło, a potem, gdy już go zauważyła i upewniła się, że nie ma w rękach niczego, co mogłoby ją przebić na pół lub uszkodzić i doprowadzić go do ataku furii, podeszła, przytulając go na przywitanie i dając buziaka w polik, do czego musiała wspiąć się na palce. - Pomyślałam, że jak zwykle za dużo pracujesz, a do tego dawno Cię nie widziałam, więc pomyślałam, że zjemy razem lunch. - wytłumaczyła ze wzruszeniem ramion, a odsuwając się nieco. Przy białym swetrze tkwiła broszka, którą jej zrobił — ten był luźny i miękki, kontrastował z czarnymi spodniami i wysokimi, zimowymi butami. Przysunęła sobie stołeczek, siadając i przyciągając do siebie torby. Cały proces nie trwał długo, bo bała się, że jak będzie zbyt wolna, to jej powie, że jest zajęty. Musiała więc atakować dalej. - Mam kawę, herbatę i gorącą czekoladę — wszystko z oferty zimowej. Są kanapki z mięsem, pastą jajeczna, jakieś z szynką i tuńczykiem. A na deser wzięłam szarlotkę z przyprawami korzennymi, dwie bułeczki cynamonowe i jeszcze takie małe, urocze ciasta czekoladowe z piernikowym ludzikiem. - wykładała wszystko na blat, zasypując go zapakowanymi oddzielnie produktami, a potem wbiła w niego spojrzenie, uśmiechając się pogodnie. W ręku został jej nowy numer proroka. Był niepokojący, a z okładki spogląda przystojna, ale dość mroczna i niepokojąca twarz. Popularność — jeśli można to tak nazwać — Czarnoksiężnika zaczęła rosnąć w niepokojącym tempie. Martwiło ją to. Przeniosła wzrok na gazetę z ciężkim westchnieniem, odkładając ją na blat, Wszystko to, co mówił o ludziach mugolskiego pochodzenia, o ustawie tajności.. Najchętniej, to złamałaby mu nos, ewentualnie dała Marze go skopać, może by zmądrzał. - Mogę o coś zapytać? Bo właściwie mogłabym poszukać sama, ale lepiej dowiedzieć się u źródła. No i nie chcę, żebyś źle zrozumiał moje pytanie. - rzuciła w końcu, wlepiając w niego ciemne oczy. Sięgnęła po kubek z mocną kawą, potrzebowała energii, więc kofeinę wlewała w siebie litrami, równie chętnie, co eliksiry. Nie miała mleka, nie miała cukru — po co, skoro miała przegryźć bułeczką. - Pani w kawiarni powiedziała, że jak się podgrzeje te z mięsem, to są naprawdę dobre. - wyjaśniła, podsuwając mu pod nos jedzenie. Ciężko pracował, a do tego zawsze był przecież głodny. Zrobiła łyka, a mocny aromat ziaren wdarł się do nozdrzy, wzbudzając przyjemne dreszcze. Gorąca kawa, dobre przekąski, cynamonowe bułeczki lub szarlotka, a do tego Hjalmar — sama przed sobą musiała przyznać, że to był doskonały sposób na naładowanie baterii i spędzenie popołudnia. Prawda była jednak taka, że pytanie, które chciała mu zadać, nie mogło czekać. Ten cały Voldemort nie dawał jej spokoju, a przypadków ataków jego fanatyków, którzy przebierali się, jak tchórzliwi członkowie sekty zdarzały się coraz częściej. Co gorsza, pewna część społeczeństwa ich popierała.
Praca w kuźni zawsze wyglądała tak samo - obowiązki były te same, a praca trochę monotonna ale Hjalmarowi to nie przeszkadzało. Była to w pewnym stopniu stabilność, którą preferował, niż ciągłe nowe bodźce, które mogły go przerosnąć. Fakt, że była zima niczego nie zmieniał, wszak Nordgersim siedział przy rozgrzanym do czerwoności piecu, który stwarzał przyjemną atmosferę. Islandczyk przygotowywał jakieś rzeczy na zapleczu, aby móc przystąpić do kolejnych prac. Wszystko szło bardzo dobrze, aż usłyszał dzwonek i ruszył w kierunku głównej izby, ponieważ nadciągnął klient...
...dosyć nietypowy, a jednak bardzo dobrze mu znany. Uśmiechnął się od progu widząc Prewettównę, która zawitała do jego warsztatu. Ostatni raz była tu chyba w styczniu kiedy się lekko pokłócili - Pandora - odparł zupełnie jakby zgadywali swoje imiona. Oczy zaświeciły mu się od razu, chociaż gdyby ktoś się go o to spytał, to najpewniej zacząłby się tego wypierać. Momentalnie odłożył młotek, który dzierżył w dłoniach by sięgnąć po szmatkę, aby wytrzeć dłonie, a Turczynka... No jak to ona. Musiała to po prostu wykorzystać. Nie skomentował tego wcale, a jedynie posłał jej spojrzenie, które nawet nie było pytające - tak jak to miał w zwyczaju do tej pory - Od razu, że za dużo... Powiedziała ta co pracuje dużo mniej... - zauważył na swoją obronę - No cóż... Powiem Ci, że mnie dużo prościej znaleźć niż Ciebie - odparł z dumą w głosie. Hjalmar w końcu siedział ciągle w tym samym miejscu, a dokładniej to we "Wrotach Muspelheimu" w Dolinie Godryka. Gdyby to on miał szukać Pandory to mógłby wyruszyć w jakąś kilkutygodniową podróż, a i tak rezultat nie byłby pewny - Dobrze - zgodził się, przymykając oczy i uśmiechając się szczerze kiedy dojrzał swój prezent. To było bardzo miłe, że prezentowała się z nią innym osobom. Dokładnie tak samo jak robił Nordgersim ze swoim rzemykowym niedźwiadkiem - z którym już był na etapie akceptacji, niż wyparcia.
- Wiesz, że nie musiałaś się tyle trudzić? Wystarczyło abyś przyszła, a ja bym coś mógł przynieść z domu... Ale nie byłabyś wtedy sobą... - przyznał, zasiadając na stołku obok. Islandczyk przyjrzał się gazecie, która trzymała w dłoniach. Pierwszy raz widział aby Prewettówna pokazywała mu jakiś artykuł czy coś takiego. Nawet kiedy udało jej się odkryć jakiś artefakt czy inne ciekawe znalezisko, to sam musiał szukać takich informacji po gazetach, niż spodziewać się czegoś od niej. Kiedy odłożyła ją na blat, przysunął do siebie aby przeczytać nagłówek. Zamarł.
Co Ci wszyscy ludzie mu zrobili? Kto był zagrożony? Nie miał pojęcia i nie bardzo jeszcze chyba rozumiał tą całą sprawę. Od razu zrzedła mu mina, a twarz stała się pokerowa - Jasne, pytaj. Nie krępuj się. Odpowiem przecież na wszystko - odparł, a następnie powrócił na moment do gazety aby upewnić się, że dobrze przeczytał. Niestety tak. Ciężko westchnął - No to tak zróbmy - dodał, wstając i przesuwając kanapki z mięsem bliżej pieca. Postawił je na rogu, aby załapały trochę ciepła. Zastygł w bezruchu, obserwując jak ogień żarzy się na węglikach. Czy ten świat nie jest wystarczająco szalony? Żar, ogień - w skrócie zniszczenie. Czy tak właśnie miała wyglądać ich nowa codzienność? Czy bezpieczeństwo odeszło w zapomnienie? Czy powinni zacząć się bać? A najważniejsze pytanie - co on mógł zrobić, aby chronić swoich najbliższych?
- No dobrze, ale moja praca jest lżejsza! A poza tym Niedźwiadku, wystarczy krótka wiadomość i zawsze znajdę dla Ciebie czas. - odpowiedziała na jego zarzuty dość pewnie, chociaż mężczyzna miał trochę racji. Nie umiała usiedzieć w miejscu. - Ahh, czyli się trochę za mną stęskniłeś!
Dodała triumfalnie, uciekając z zasięgu jego dłoni i spojrzenia, zanim zdołałby odpowiedzieć. Usiadła wygodnie po rozebraniu się, wypakowując jedzenie. Na pewno był głodny, on zawsze byl głodny. Broszka błyszczała subtelnie przy każdym ruchu, rzucając się w oczy na tle białego swetra. - Gdzieś tam jeszcze mam maślankę.. - mruknęła pod nosem, szukając zaplątanej w torbach butelki z jego ulubionym przysmakiem, chociaż niezbyt chyba pasował do kanapek z mięsem. Chociaż Pandora była jak zwykle pełna energii i uśmiechnięta, nie mogła przestać myśleć o twarzy czarodzieja i jego ciemnych oczach, które nie zwiastowały niczego dobrego. Dlaczego ludzie w ogóle pozwolili, aby ten numer poszedł do druku? Jaki był cel podburzania społeczeństwa, dzielenia go, gdy powinni próbować się zjednoczyć i zająć sprawami, które i tak zbyt długo były zmiecione pod dywan? Westchnęła cicho, odwracając twarz w jego stronę.
- To żaden trud przecież. To też w sumie trochę egoistyczne, bo wiesz, zamiast chodzić do domu i szykować coś do przekąszenia, możesz posiedzieć ze mną. - wzruszyła ramionami z niewinną miną, wskazując ruchem głowy na drugi ze stołków, żeby usiadł, co na szczęście zrobił. Zlustrowała go wzrokiem nieco uważniej, szukając jakichkolwiek oznak zaniedbania zdrowia czy niedoboru sny, ale Islandczyk miał dużo szczęścia, bo nie znalazła nic, co wywołałoby jej marudzenie. Nie czuła potrzeby mówienia o sobie, nie chciała go wypłoszyć, a wcale tak wiele przecież nie osiągnęła. Większość przypisywano po prostu rodzinie, a brunetka bardzo chciała sama zapracować na własny sukces, nie być ocenianą przez to, co osiągnąć jej ojciec czy dziadek. Milczała, gdy złapał za gazetę, szukając odpowiedniego momentu, aby kontynuować temat, który zaczęła.
- To na pewno jakieś brednie, może chcą zakryć jakieś swoje machlojki tym Czarodziejem, ale.. Hmm, nie chcę, żebyś zrozumiał mnie źle, bo mnie to absolutnie wszystko jedno. Jesteś czystej krwi? - podniosła na niego spojrzenie, stukając paznokciami o blat. To było coś, o co trudno było jej zapytać i wydawało się jednocześnie niesamowicie głupie, jak można drugiego człowieka oceniać na podstawie takich pierdół, jak krew, którą miał. Nie było wpływu na to, jak i gdzie się ktoś urodził. Chciała być jednak pewna, że ewentualni wyznawcy tego szarlatana w przypadku odwiedzin w Dolinie, nie ruszą Hjalmara i nikogo z jego rodziny. A potem palnęła coś o kanapkach na ciepło, żeby nieco rozluźnić atmosferę. Widząc jego minę i sposób, w który przyglądał się palenisku, zsunęła się ze stołka.
- Nie podoba mi się ten pesymizm. To, że napisali taki artykuł, nie znaczy, że mu pozwolą. - zaczęła, bezceremonialnie podchodząc i łapiąc go za podbródek, aby zmusić do tego, żeby spojrzenie niebieskich oczu skupiło się na niej, a nie tworzeniu czarnych scenariuszy. - Historia zna wielu takich, co szukali mocy i władzy, mówiono o nich kilka tygodni, a potem zniknęli, równie szybko, co się pojawili. Nie przejmuj się tak. Nie masz na to wpływu, nie pozwól, żeby przysłoniło Ci to codzienność. - wzruszyła ramionami, posyłając mu łagodny uśmiech. Ostatnie czego chciała, to dać mu powodów do stresu.
W życiu by się nie zgodził, że jego fach jest bardziej niebezpieczny od tego co robiła Pandora. Fakt, zdarzało się uderzyć w palce młotkiem czy gdzieś się skaleczyć ale miał przecież jeszcze te niebieskie plasterki, które dostał jako prezent w Turcji - Tak, tak. Lżejsza. Mhmm... Jeszcze może powiesz, że nagle zaczęły Ci się podobać te wszystkie bale w Turcji? - spojrzał na nią tak poważnie jak tylko potrafił, jednak szybko zaśmiał się pod nosem - No nie wiem, nie wiem... - przejechał kilka razy po brodzie w geście zastanowienia się, a później wystawił dwa palce przed siebie aby pokazać niedużą odległość między nimi - Lekko? - wzruszył ramionami aby zachować swoje pozory. Jeszcze by brakowało, aby Dagur czy ktoś inny usłyszał, że tak było to nie miałby już w ogóle życia.
- Nie wiem, próbujesz mnie teraz przekupić? - zapytał na wspomnienie o maślance. Co by nie mówić był to dosyć dobry argument aby wymusić na nim pozostanie, wszak to była część porannej tradycji. Hjalmar zasiadł na tym stołku i przyglądał się jak Pandora (nadal uparta jak ten osiołek) sukcesywnie wyjmuje kolejne rzeczy - No prawda, prawda... Ale to też nie byłby żaden problem. Pamiętaj - zauważył i zwrócił tym samym uwagę. Nie chciał aby myślała, że byłoby inaczej. Hjalmar trzymał się dobrze - chodził grzecznie spać wieczorami i wstawał skoro świt. Ciężka praca powodowała, że usypiał jak małe dziecko i przesypiał całą noc bez żadnych problemów o czym zresztą Prewettówna miała już okazję się przekonać.
Czytał po raz kolejny nagłówek z gazety kiedy Turczynka zaskoczyła go swoim pytaniem - Umm... No tak... - pokiwał głową - No chyba, że wziąć pod uwagę... - przejechał dłonią po karku - Moją przypadłość... To nie wiem jak to rozpatrywać ale ogólnie to tak. Nordgersimowie to czystokrwista rodzina. Dosyć znana zresztą w moich rodzinnych stronach - dodał od siebie, a później podszedł do paleniska. O ile problem mógł nie dotyczyć jego czy jego najbliższych, tak dotyczył dużej części mieszkańców Doliny Godryka, którzy byli jego sąsiadami, a Hjalmar nie widział możliwości aby zostawić ich w potrzebie gdyby coś się stało. Lata kiedy to on był tym złym, minęły już dawno i teraz był tym dobrym, który martwił się o innych i chciał ich chronić za wszelką cenę - nawet własnego życia.
Ogień uspokajał go w jakiś sposób, a on sam nie wiedział czemu tak było. Tańczące płomyki łapczywie brały udział w tym tańcu na węglikach, a Hjalmar po prostu to obserwował niczym jakiś występ w teatrze. Po prostu miało w sobie to coś co pozwalało się w tym zatracić i stracić rachubę czasu - No... - zaczął ale zaraz przerwał kiedy Pandora złapała go za podbródek. Mimo wszystko spoglądał gdzieś tam kątem oka w kierunku ognia - Niby tak... Ale to nadal jest kilka tygodni strachu czy zagrożenia - wyjaśnił, kładąc dłoń na jej ramieniu, mniej więcej na wysokości bicepsu - I nie chodzi o mnie nawet. Ja się go nie boję. Ani go ani nikogo z tych ludzi, którzy za nim pójdą... - ciężko westchnął by po chwili nabrać powietrza w płuca - Nie mogę tego samego powiedzieć o innych... O osobach na których mi zależy. Nie mogę być przecież wszędzie aby każdego ochronić... Nie mogę być na raz w Anglii i na Islandii. A co jeżeli coś się stanie Njali z Lisą pod nieobecność Ivara? Co jeżeli coś się stanie którejś z moich sióstr pod nieobecność moją i ojca? - zapytał, przejeżdżając palcem - Co... Jeżeli stanie się coś Tobie? - dodał, przenosząc swoje spojrzenie na Prewettównę, oddając jej pełnię swojej uwagi.
Pandora wywróciła oczami na słowa o balach, kręcąc głową. Nadal były okropną częścią jej życia, z której nie mogła zrezygnować. - Byłby koniec świata, naprawdę lub ktoś rzucił na mnie imperio, gdybym powiedziała, że lubię bale i pomysły na sukienki mojej matki. - oznajmiła dość poważnie w odpowiedzi, jednak następne słowa mężczyzny sprawiły, że uśmiechnęła się ślicznie, a w policzkach pojawiły się dołeczki. - Masz szczęście, że chociaż lekko, mój Drogi. - idąc jego śladem, wzruszyła ramionami i zaraz puściła mu oczko, powstrzymując się przed kradzieżą kolejnego całusa w polik.
- Może trochę, próbuję wyłudzić, żebyś miał dłuższą przerwę. Działa? - podniosła na niego spojrzenie, dyplomatycznie podsuwając mu pod rękę odnalezioną butelkę z maślanka, jakby oferowała mu przynajmniej milion galeonów. - Wiem, że to nie problem, ale daj mi się trochę rozpieszczać. Co prawda mogłabym sama zrobić Ci kanapki, ale taki rodzaj mięsa jest jeszcze poza moimi umiejętnościami.
Daleko jej było do opanowania sztuki magicznego gotowania, ale z mugolskimi potrawami radziła sobie coraz lepiej, spokojnie można było nazwać ją mistrzynią wszelkiej maści omletów i tostów z serem. Całe szczęście, że on nie cierpiał na bezsenność i nie musiał pić eliksirów i kawy w ilościach hurtowych.
Pokręciła szybko głową, unosząc dłonie w obronnym geście, jakby miał pomyśleć sobie o niej coś wyjątkowo paskudnego, a tego by zwyczajnie nie zniosła.
- To nie tak, że mnie to obchodzi. Uwielbiam Cię za to, jakim jesteś dobrym człowiekiem, a nie ze względu na krew, czy bycie super wilczkiem. - wyjaśniła na wszelki wypadek, chociaż trudno było nie zauważyć radosnego błysku w jej oczach, bo w razie czego, psychopata powinien mu przecież dać spokój razem ze swoim kultem. Był czystokrwisty, nie był na celowniku, a naprawdę wolała zapytać wprost, niż węszyć samemu.
Miał naprawdę szczęście, że nie czytała w myślach, bo zrobiłaby mu paskudną awanturę o tym pomyśle z ceną własnego życia w zamian za bezpieczeństwo sąsiadów. Bo co on sobie wyobrażał, tak się narażać? Zwilżyła wargi, robiąc łyka cierpkiej kawy, przymykając na chwilę oczy. Artykuł wciąż wywoływał chaos, ale obecność Islandczyka zawsze ją uspokajała, zwłaszcza jeśli mówił to, co chciała usłyszeć i co było zgodne z prawdą. Nie mogła jednak pozwolić na ten pesymizm i minę.
Patrzyła na niego uparcie, delikatnie trzymając jego podbródek w ciepłych od kubka z kawą palcach. Nie przerywała mu, nawet jeśli odrobinę zaskoczył ja faktem ułożenia dłoni na jej ręku. Jego obawy były słuszne, przynajmniej w kwestii sąsiadów i ludzi, których poznał w Anglii. Gdy wspomniał jednak o niej samej, pokręciła głową, ignorując rumieniec, który gwałtownie zatańczył na jej policzkach. Nie uciekła jednak przed swoimi ulubionymi, niebieskimi oczami, nawet jeśli wywoływał drobne palpitacje serca — miał te swoje nieprzyzwoicie urocze momenty, owinął ją sobie dookoła palca, gdyby tylko chciał.
- Nie można wpadać w paranoję, nie można pozwolić, żeby strach przejął kontrolę nad Twoim życiem. On tego chce. Zwłaszcza że to naprawdę mogą być słowa rzucone na wiatr, które nie mają innego celu, jak podzielenie wszystkich. Nie ma żadnej władzy w Anglii, więc o Lisę i małą możesz być spokojny, jestem pewna, że Ivar jest odpowiedzialny i jak się dowie, zostawi im świstoklik. A jak się będziesz lepiej czuł, to ja jej wyślę jeden, żeby mogła go sama aktywować w razie problemów. Nie obronisz całego świata, nie możesz być wszędzie, to prawda.. - przerwała na chwilę, przysuwając się bliżej i unosząc drugą dłoń, aby obydwie położyć na jego policzkach. - Na to nie ma złotej rady, ale jeśli chodzi o mnie. - przerwała ze wzruszeniem ramion, wspinając się na palce i bezczelnie najpierw kradnąc mu całusa, a potem przesuwając swoim nosem po jego nosie, czego zresztą sam jej nauczył. - Jestem całkiem zaradna, umiem sobie poradzić. Złego diabli nie biorą, ale jestem przekonana, że zaraz wezmą Twoje kanapki z mięsem, które już są chrupkie. - uśmiechnęła się słodko, niechętnie opadając na całe stopy. Nie chciała przesadzać, wiedziała, że nie chciał, aby ktokolwiek go posądzał o cokolwiek, a jednak nad kuźnią był jego dom i w każdej chwili mogła wpaść tu jego mama, siostra lub ojciec. Opuściła dłonie, luźno puszczając je wzdłuż ciała. - Nie martw się tym tak.
No nie mogło być, aż tak źle. Z tego co sięgał pamięcią to podczas ich wspólnego wizyty w Turcji na balu było całkiem w porządku, a przynajmniej dla Hjalmara. Fakt - trochę go poniosło, zwłaszcza kiedy z rozpędu wbił się w mężczyznę, który miał czelność zaczepiać Pandorę... No i jeszcze ten malutki szczegół, że prawie przekręcił go na drugi świat... Cóż. Mógł się mieć bardziej na baczności.
Pokiwał przecząco głową na to "że miał szczęście". Znaczy to nie tak, że go nie miał bo miał, że spotkał Pandorę kiedyś tam przypadkiem. A ona miała szczęście, że od tamtej pory jej jeszcze nie zabił, chociaż bardzo go kusiło. Ot, tak szczęścia chodziły sobie po piętach - Ehh... Działa - przyznał niechętnie, wiedząc, że teraz zacznie to wykorzystywać przeciwko niemu. Gdyby miał wybierać między milionem galeonów, a maślanką to wybrałby to drugie. No bo co mu było po milione monet jak nie mógł mieć porannej maślanki? - No dobrze, dobrze. Już się tak nie denerwuj. Nie ważne jakie byś zrobiła, na pewno byłyby pyszne - dodał. Jeszcze brakowało aby się zagotowała z tego wszystkiego i stała się tak czerwona jak ten piec, który stał tutaj od zarania dziejów.
Przekręcił oczami na kwestię "super wilczka". Skąd mogła wiedzieć, że jest tak super jak nie widziała go jeszcze w furii? - Rozumiem, rozumiem - od razu wyjaśnił, aby Prewettówna nie musiała się za bardzo produkować - Ale w Dolinie jest dużo osób nie czystokrwistych... - dodał. Był to swego rodzaju przekaz podprogowy, mówiący "będę musiał ich chronić w razie czego". Hjalmar jednak nie odważył się tego powiedzieć Pandorze wprost. Nie chciał aby ta się za bardzo przejmowała takim stanem rzeczy.
Jak Nordgersim miał się nie bać o tych wszystkich ważnych mu ludzi kiedy ten psychol biegał na wolności? - Strach nie przejmuje kontroli nad moim życiem. Ja po prostu chce mieć pewność, że nic Wam nie będzie. Ja się go nie boję. Mogę stanąć z nim w szranki o każdej porze dnia i nocy - wytłumaczył pewnie ze swego rodzaju zaciętością w oczach. Hjalmar nie żartował jeżeli chodziło o bezpieczeństwo tych na którym mu zależało. Jeżeli na co dzień był dobrym i prawym człowiekiem, tak w takich momentach jego myśli potrafiły schodzić na najgorsze tory i on sam nie zamierzał się hamować - Jakbyś mogła... Tylko nie mów Njali, a najlepiej to wyślij go Ivarowi... On też by nie chciał aby się martwiła, a wiesz jaka ona jest... Jak wszyscy zaraz zaczną się o nią i o małą martwić to może wpaść w jakąś paranoję - rzekł, a Turczynka przyłożyła drugą dłoń do jego twarzy na co zareagował tylko pytającym wzrokiem. No a później to już było standardowe dla niej - wzięła to co chciała, nie brała jeńców, nie pytała. Była sobą i po prostu ukradła mu całusa, a Hjalmar wcale nie miał zamiaru powiadamiać brygadzistów z tego powodu - No dobrze... Ale obiecaj mi jedno - przejechał dłonią po swoim karku, oblizując swoje usta - Że jakby coś się stało albo ktoś by miał do Ciebie jakiś problem to mi powiesz, dobrze? - wbił swój wzrok w jej oczy i nie zamierzał odpuścić dopóki nie usłyszy tego co chciał. Pandora mogła się domyślać do czego sprowadzały się ta obietnica - powiedzenie Nordgersimowi o czymś takim, było prostą drogą do trumny dla kogoś kto miałby zamiar zaczepić Prewettównę - Nie obiecuję, że się nie będę martwił - dodał, odsuwając kanapki gdzieś na bok ale nie odrywając wzroku od Turczynki. Jako, że był bardzo skupiony to nie zauważył jak wkłada dłonie w rozżarzony węgiel, na co szybko odsunął dłoń i teraz przełożył kanapki - Uważaj na siebie dobrze? - poprosił bardzo ładnie. Tak ładnie jak tylko był w stanie to zrobić.
Usiadł do stołu wraz ze swoją kanapką, a następnie wziął łyka maślanki - Mam nadzieję, że szybko go złapią i wszystko wróci do normy. Zupełnie jakby ludzie nie mieli innych problemów, niż jakiś niespełniony czarodziej… - pokręcił przecząco głową, biorąc gryza kanapki - Miałaś rację, pieczona smaczniejsza - uśmiechnął się do Pandory. Nie proponował jej nawet gryza, wszak wiedział, że i tak by tego nie chciała.
Szczęście zwykle chodziło parami, a przynajmniej lubiła w to wierzyć. Zresztą, Pandora już mu coś na temat właśnie tego i jego osoby kiedyś powiedziała, nawet jeśli niezbyt w to wierzył. I nadal było to aktualne. Przesunęła zatroskanym spojrzeniem po jego twarzy, starając się trzymać kurczowo tego swojego pozytywnego myślenia, ale z drugiej strony, nawet artykuły w głupich gazetach były coraz poważniejsze. Brenna też miała więcej pracy w brygadzie, a to nigdy nie zwiastowało niczego dobrego, nawet jeśli nie mogła o tym mówić. Nie bez powodu zainteresowała się też zabawkami mechanicznymi, które mogłyby kogoś unieszkodliwić lub powstrzymać, pozbawić różdżki. Przezorny zawsze ubezpieczony. Była przekonana, że ojciec najchętniej wysłałby ją z daleka od Wielkiej Brytanii, jeśli sytuacja miałaby się pogorszyć, ale tego nawet nie brała pod uwagę. Nie była przecież tchórzem, nie bała się o siebie, bo i marny z niej pożytek miałby taki czarnoksiężnik.
- Ciągle się uczę. Wiesz, że gotowanie z przepisów mugolskich jest dużo łatwiejsze? - wspomniała z entuzjazmem, bo niedawno odkryła w sobie do tego więcej pasji, zwłaszcza że przepisy ludzi z nie magicznej części światła miały dużo więcej opcji wegetariańskich lub ewentualnie z samą rybą, którą okazjonalnie jadała. - Wcale się nie denerwuje. Nie tym.
Dodała jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, posyłając swojemu ulubieńcowi krótki uśmiech. Ruchem głowy zgarnęła niesforny kosmyk z twarzy. Ściągnęła brwi na jego słowa, przyglądając mu się badawczo. Zrozumiała aż za dobrze, a mina kobiety jawnie pytała, co on sobie wyobraża, że ona zrobi, jak jemu coś się stanie? Wiedziała, że to było właściwie i pewnie sama zachowałaby się w ten sam sposób, pod tym względem byli równie lekkomyślni i odważni, ale uderzała w nią perspektywa tego, że te pajace w czarnych pelerynach mogłyby mu zrobić krzywdę. A była to myśl nieznośna. Pandora jednak powstrzymała się od komentarza, przenosząc wzrok na piec. Nawet jeśli się jej to nie podobało, nie mogła z tym nic zrobić, a przynajmniej nic więcej poza wyposażeniem go w kilka swoich mechanicznych zwierzątek, tak dla bezpieczeństwa.
- Wolałabym jednak, żebyś nie stawał z nim twarzą w twarz. Pewnie nie byłby honorowy i zaraz rzucił niewybaczalne.- rzuciła, wywracając oczami i wyprostowała głowę, wbijając w niego wzrok. Ludzie tacy, jak ten cały Voldemort wydawali się jej najbardziej niebezpieczni nie przez to, że władali czarną magią czy inną paskudną nekromancją, ale przez to, że zdawali się nie mieć niczego do stracenia. Gdy człowiek tracił punkt zaczepienia, swoje światełko w tunelu — tracił też kręgosłup moralny. Pandora uniosła dłoń, przesuwając delikatnie po jego policzku. - Wiem, że tak zrobisz, co będzie trzeba i co będziesz chciał, to też w Tobie uwielbiam, ale proszę Cię, uważaj na siebie. Dla mnie?
Przekręciła głowę na bok, robiąc najsłodsze spojrzenie, na jakie było ją stać. Wiedziała, że to działa, a jednocześnie nie wykorzystywała tego zbyt często, zachowując przyzwoitość. Przytaknęła na jego instrukcję. Chciała, nie tylko mogła. Sama zżyła się z tą dwójką, a mała była jej ulubienicą i doskonale pozowała do zdjęć ze swoim Ojcem Chrzestnym. - Wyślę mu też parę prototypów, będzie spokojniejszy. Mam kilka nowych projektów, ale czekam na materiały i muszę poprawić kilka schematów części, bo mi coś nie współgrają.
Cofnęła dłoń, robiąc łyka wciąż ciepłej kawy. Nawet jeśli rozmawiali o tak poważnych sprawach, atmosfera panująca w kuźni i sam Hjalmar sprawiali, że było to łatwiejsze. Rozumiała jednak, że łatwo było wpaść w paranoje lub kryzys zaufania, zwłaszcza mając małe dziecko i do tego męża, który pracował w Ministerstwie. Oczywiście, że nie mogła się powstrzymać — głównie przez to, jakim torem powędrowały jej myśli i wzięła sobie, co chciała. Nigdy nie protestował, więc nie wyznaczył jej żadnej granicy i żadnych reguł w byciu złodziejką buziaków.
- Hmmm ?- posłała mu pytające spojrzenie, śledząc wzrokiem ruch jego dłoni. Uśmiechnęła się zaraz rozczulona, ale i trochę rozbawiona, bo przecież ona sobie też dobrze radziła sama. Była zaradna i pyskata, zawsze miała w zanadrzu jakieś gadżety. Wiedziała jednak, że nie mogła tutaj z nim dyskutować, by się martwił. No i kto niby miał ją zaczepiać. - Dobrze, powiem. Jeśli chcesz, to mogę Cię częściej odwiedzać, żebyś był spokojniejszy no i zresztą sam masz klucze do mnie.
Przypomniała, unosząc dłoń i po kolei palce, gdy wymieniła te dwa genialne pomysły, które miały ukoić nerwy. Ciemne oczy dziewczyny kolejny raz powędrowały w stronę okropnej okładki proroka. Cokolwiek by się nie działo, jakkolwiek ciemne czasy miały nie nadejść, to przecież w końcu zawsze wychodzi słońce, nawet po nocy polarnej, która otula północ całunem ciemności na długie miesiące.
- Będziesz, wiem. - przyznała z rezygnacją, powracając do swojego kubka po kolejny łyk kawy. Zawsze to robił, nawet jeśli z początku miał tysiące planów na jej zabójstwo. Trzeba było podgrzać mu te kanapki. Zająć się małymi sprawami. Przytaknęła, odprowadzając go wzrokiem. Stała chwilę nieruchomo, gdy siadał i zabrał się za jedzenie, a potem popił tą swoją maślanką. Jak mogła się ludziom nudzić taka prosta i dobra, bezpieczna, pewna codzienność?
- Wróci, pewnie nad tym pracują. Brenna jest teraz taka zajęta.- rzuciła dość pewnym głosem, nawet jeśli nie do końca mogła w to uwierzyć. Zaraz usiadła obok, przodem do niego, przyglądając mu się z łagodnym uśmiechem, popijając kawę. Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby na oślep nie szukała czegoś słodkiego do kawy w torbach na blacie, który mieli za sobą. - Po ciepłym posiłku zawsze ma się więcej energii i lepszy humor. Może gdyby tamtej jadł więcej pieczonych kanapek, nie byłby taki zgorzkniały i nie robiłby tego, co robił? Musi być samotnym i smutnym człowiekiem, nawet jeśli okrutnym.
Nie byłaby Pandorą, gdyby nie próbowała, chociaż troszkę czarnoksiężnika-psychopaty usprawiedliwić, bo przecież w jej mniemaniu, nikt nie rodzi się zły. Zawsze na taką złą drogę, sprowadzały złe wybory życiowe. Była pod tym względem strasznie naiwna. - O której kończysz? Mam dziś wolny wieczór, późniejszy wieczór.
Hjalmar nie był wielkim mistrzem gotowania. Nawet zdarzało mu się przypalić wodę w niektórych momentach, a co dopiero zrobić jakieś wytrawne danie. O nie - to nie było na jego nerwy.
- Wierzę na słowo - zapewnił. Nie dało się ukryć, że z ich dwójki to właśnie Pandora miała większy gust w kwestii dań, ponieważ Nordgersim preferował po prostu mięso. Wiele mięsa. Mięso w każdej formie.
Skoro nie denerwowała się tym, to czym? Nie musiała się bać o niego - on się nie bał. Był odważny i co miał mu zrobić jakiś tam czarnoksiężnik? Jeżeli by go spotkał i miałby możliwość pomóc go złapać, to przecież by się nie zgodził. Nie zawahałby się chociaż na sekundę. Czy było to lekkomyślne? Trochę tak. Czy było to odważne? Tak - głupio odważne. Niestety on już tak miał i niewiele mogło zmienić jego nastawienie.
Jego uwadze nie umknęła odrobina zmieszania Prewettówny, ale nic z tym faktem nie zrobił. Zapewne wynikało to z jej podejścia do świata i miłości do drugiego człowieka oraz tego jak bardzo się przejmowała wszystkim. Nim, swoją rodziną, całym światem. Pandora była po prostu taką dobrą duszyczką, która nie pasowała do tego świata. Dużo lepiej sprawowałaby się w którymś z boskich panteonów.
- Pewnie masz rację... - zgodził się z trochę przygaszonym humorem - Dobrze. Będę uważał - pokiwał głową. W zasadzie to zgodził się tylko z jednej sprawy - nie chciał jej denerwować, ani sprawiać, aby czuła się źle. Nie chciał też, aby się martwiła. I tak już pewnie miała tego za dużo na głowie - nie warto było dorzucać jej kolejnych problemów.
- Dziękuje - odparł z pogodnym uśmiechem. Hjalmar doceniał, że chciała pomóc Ivarowi i Njali, a przede wszystkim małej Lisie. W końcu byli dla niego jak rodzina, a Turczynka nie musiała im wcale pomagać. Niby taki mały gest, a jednak bardzo duży. Nie każdy mógł sobie pozwolić na jakieś sztuczki czy inne magiczne prototypy. Wziąć to, dodać męża Aurora i był prawdziwy duet ochronny. Coś wspaniałego!
- Chcę, abyś po prostu na siebie uważała. To działa w dwie strony. Skoro ja mam uważać na siebie, Ty musisz zrobić to samo - odbił piłęczkę, przedstawiając jej ofertę bez możliwości odrzucenia. Znaczy w teorii mogła, ale i tak by tego nie zrobiła. Trochę się już znali i Nordgersim był skłonny obstawić w ciemno swoją rękę, że tak by się własnie stało.
Brenna zawsze była zajęta. Zawsze miała pełno rzeczy do roboty. Ona po prostu nie potrafiła się nudzić albo nie potrafiła odpoczywać. Któreś z tych musiało być odpowiedzią na to wszystko. Robiła bardzo dobrą robotę - ale na brodę samego Merlina - mogła odpocząć trochę.
- Hah! Pewnie tak. Nie mógł skosztować dobrych kanapek na ciepło i tak się właśnie skończyło - zaśmiał się pod nosem, ponieważ było to na swój sposób zabawne. Pomyśleć, że jedna kanapka w tę czy we wtę i tak to się właśnie kończyło - Pewnie koło dziewiętnastej. Może dwudziestej? Coś na pewno da radę wykombinować - zapewnił, biorąc gryza tej swojej ciepłej kanapki. W końcu nie chciał skończyć jak ten cały Czarny Pan czy jak mu tam było.
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości