• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[22 czerwca] I love you just a little too much | Augustus & Imogen

[22 czerwca] I love you just a little too much | Augustus & Imogen
serpentine
beautiful mayhem
violently happy
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła kobieta mierząca sobie sto sześćdziesiąt osiem centymetrów; przyglądając się jej wąskiej niczym u osy talii trudno nie ukryć zdziwienia, że wydała na świat trójkę dzieci. Twarz owalna, z dużymi bursztynowymi oczami, ciemnymi brwiami wyginającymi się w łagodne łuki, lekko zadartym nosem oraz dołeczkami w policzkach, gdy Imogen się uśmiecha. Sięgające pleców gęste kruczoczarne włosy w świetle mienią się granatowymi refleksami. Niezależnie od okoliczności odziana jest elegancko oraz zgodnie z najnowszą modą, zaś jej fryzura i makijaż pozostają nienaganne.

Imogen Rookwood
#1
19.01.2024, 00:15  ✶  
Nie spała tej nocy obok Augustusa. Właściwie, to nie zamieniła z nim ani zdania, odkąd wrócili do domu ze Stonehenge; tego przeklętego Stonehenge, gdzie została przez niego upokorzona na oczach gapiów. Bo przecież nie chodziło już nawet o tę ostrą wymianę zdań, gdy czekali na wianki, lecz o to, w jaki sposób potraktował tę drugą, która na niego wpadła. Bo przecież spojrzałaby na niego łaskawiej, gdyby ją również zbeształ, tymczasem... Tymczasem on potraktował Imogen gorzej, niż inną kobietę. A to była już zniewaga, której wybaczyć mu nie mogła. A przynajmniej nie od razu. Poza tym, była jeszcze jedna rzecz, bardziej rozdzierająca serce, wygaszająca tlący się w niej gniew i zamieniający w bezbrzeżny smutek.
Nie spała tej nocy obok Augustusa, ale zostawiła na swojej poduszce więdnący wianek stokrotek; dobitne, choć nieme przypomnienie o krzywdzie, jaką wyrządził jej dnia poprzedniego. Sama zasnęła na tapczanie w pokoju Beatrice i chłopców, z policzkiem przytulonym do poduszki, w którą tłumiła płacz. On nie chce tego dziecka, kołatało jej w głowie. On wcale się nie cieszy. Dlatego teraz oczy miała czerwone i opuchnięte, choć uśmiechała się do córki tak samo, jak zwykle. Siedziały przy kuchennym stole - Imogen pochylona nad fotografiami z ostatniego pokazu letniej kolekcji Rosierów robiła notatki do kolejnego artykułu, zaś Beatrice w wysokim krzesełku jadła truskawki, robiąc przy tym wokół siebie małe zamieszanie. Chłopcy z kolei bawili się na zewnątrz; co jakiś czas podnosiła głowę i obserwowała, jak biegają z drewnianymi mieczami, wypowiadając wojnę pokrzywom.
Augustus nie musiał nic mówić, by zorientowała się, że jest za jej plecami. Poznała go po samym chodzie, oddechu, czy wreszcie zapachem okalającym jego sylwetkę. Nie spojrzała jednak na niego, nie odwróciła się, nie przywitała, a jeśli chciał ją pocałować, również się odsunęła. Bez słowa sięgnęła po pustą filiżankę na środku blatu i napełniła ją kawą, po czym podsunęła ją mężowi. Była na niego zła, była nim zawiedziona, ale wciąż go kochała - i poprzez drobne, nieporadne gesty mu tę miłość okazywała.
— Będzie lepiej, jeśli na jakiś czas zamieszkam u moich rodziców — oświadczyła wreszcie, nawet nie patrząc w jego stronę. Wiedziała, że jej teść nigdy na rozwód się nie zgodzi, przez myśl jej nawet nie przeszło, by rozstawać się z Augustusem (prędzej pozbawiłaby go życia, niż pozwoliła mu ułożyć je sobie z kimś innym), ale tymczasowa separacja, by zatęsknił za nią i dziećmi...? Uważała, że zasłużył.


[Obrazek: 55rG7le.png]
please,  dance with me in the  dark
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#2
19.01.2024, 23:16  ✶  
Spałem zdecydowanie dłużej niż zwykle. Obstawiałem, że wina leżała po stronie statku, który przez te godziny, w trakcie których na nim przebywałem, wyssał ze mnie spore pokłady energii. Cóż, wcale to nie sprawiło, że spałem jak zabity, bo non stop budziłem się w nocy, zlany potem, wciąż na powrót odtwarzając sceny z poprzedniego dnia, czy to ze statku, czy to z Lithy. Wkoło i wkoło niczym majaki. Zapewne sobie na to zasłużyłem, jak i na perłę, która momentami bezlitośnie wbijała mi się w rękę albo udo, kiedy spałem. Za karę. Za bycie bezmyślnym, nieodpowiedzialnym oraz porywczym. Nie znosiłem w sobie tej porywczności, tej utraty kontroli nad sobą i braku rozsądku w tych chwilach oślepienia. Zawsze po tym miałem zbierać laury.
Niby spałem długo, ale wstałem zmęczony. Przepłukałem twarz i doskonale widziałem na sobie oznaki nieprzespanej nocy. Może nie byłem już tak blady jak wczoraj, ale miałem podkrążone oczy i paskudne cienie tuż pod nimi, ale nie miałem siły, żeby cokolwiek dziś z nimi robić. Podobnie było z ubiorem - z reguły nienagannym, a aktualnie ograniczonym do wymiętej piżamy oraz naciągniętego nań szlafroka. Zamierzałem udawać chorego, choć właściwie chory byłem, a przynajmniej tak się czułem. Totalnie zmięty psychicznie, na domiar świadomy tego, że czekało mnie wiele do przemyślenia i kilka rozmów, szczególnie ta najważniejsza z Imogen. Wczoraj dała mi spokój, nie zaprzątała mojej głowy po powrocie ze wzgórza, ale nie spała ze mną, zostawiła mi obok ten przeklęty wianek i... uniknęła przelotnego pocałunku na dzień dobry, co samo w sobie było potwierdzeniem moich teorii - nagrabiłem sobie.
Usiadłem przy stole, może nieco zbyt sztywno, ale próbowałem po prostu trzymać się w jednym kawałku i wyglądać w miarę godnie, o ile mogłem tak wyglądać po tych żenujących słowach wczoraj. Nie wiem, co mnie podkusiło by proponować Avelinie romans w towarzystwie Imogen, ale był to naprawdę paskudny podszept. Moja niezbyt droga porywczość, a znużenie też mi nie pomogło.
Wbiłem wzrok przed siebie, zastanawiając się, co teraz...? Przynajmniej do czasu, póki nie wylądowała przede mną kawa podana przez Imogen, zaś z jej ust znowu nie wypłynęły te zdradzieckie słowa.
Zrobiło mi się momentalnie duszno, a serce zabiło mi zdecydowanie zbyt szybko. Myśli przyspieszyły, ale nie były w stanie znaleźć powodu tej... decyzji? Nie, głupiego pomysłu.
- Nie rozumiem. Chcesz mnie zostawić? Czemu chcesz mnie zostawić? - zapytałem trochę za szybko, zbyt niepewnie siebie, kierując ku niej swoje spojrzenie. Nie zamierzałem jej na to pozwolić, ale nie chciałem by sama miewała podobne pomysły, by chociażby chwilę o tym myślała. Byliśmy małżeństwem, szeptała mi do ucha, że już na zawsze będziemy razem, a teraz mówiła o przeprowadzce do rodziców?! Jakim prawem?!
Wciągnąłem głęboko powietrze, próbując cokolwiek z niej wyczytać, ale nawet na mnie nie patrzyła. Odchrząknąłem i ponownie się odezwałem. Tym razem bardziej pewnie i stanowczo.
- Imogen, spójrz na mnie. Nie pozwolę ci się stąd wyprowadzić. Nie wiem, jakie myśli tobą kierują, ale nie zamierzam się z nimi zgadzać. - Już nawet nie chodziło o skandal, ale o to, że miejsce mojej żony było przy mnie. Przy nikim innym, nawet jeśli to byliby jej rodzice.
Zacisnąłem wargi, co wskazywało na to, że nie byłem zadowolony. Obruszony. W głębi czułem się nawet zdradzony. Chyba sobie nie myślała, że to będzie takie proste? I co z dziećmi? Jeśli będzie szła w zaparte, już dopilnuję by nigdy ich nie ujrzała... Ale nie! Nie mogłem jej stracić z oczu. Musiała zostać ze mną za wszelką cenę, bo co miałem począć bez Imogen u swojego boku? Potrzebowałem jej wsparcia, inaczej zwariuję, szczególnie że w Little Hangleton nie mogłem już uświadczyć obecności siostry bliźniaczki.
serpentine
beautiful mayhem
violently happy
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła kobieta mierząca sobie sto sześćdziesiąt osiem centymetrów; przyglądając się jej wąskiej niczym u osy talii trudno nie ukryć zdziwienia, że wydała na świat trójkę dzieci. Twarz owalna, z dużymi bursztynowymi oczami, ciemnymi brwiami wyginającymi się w łagodne łuki, lekko zadartym nosem oraz dołeczkami w policzkach, gdy Imogen się uśmiecha. Sięgające pleców gęste kruczoczarne włosy w świetle mienią się granatowymi refleksami. Niezależnie od okoliczności odziana jest elegancko oraz zgodnie z najnowszą modą, zaś jej fryzura i makijaż pozostają nienaganne.

Imogen Rookwood
#3
21.01.2024, 00:51  ✶  
Zostawić go?
Och nie, Imogen nigdy nie chciała go zostawiać - należał do niej, zobowiązał się do tego, wkładając na jej palec obrączkę. Prędzej udusi go we śnie, uraczy trucizną lub zadźga szpilką do włosów, niż pozwoli Augustusowi odejść. Albo spędzi życie z nią, albo z nikim innym. Nie oznaczało to jednak, że nie może straszyć go rozstaniem; rozniecać w nim płomienie obawy o to, że któregoś dnia znów obudzi się bez niej u swojego boku i tym razem nie będzie wianka na poduszce, nie będzie jej kosmetyków starannie ułożonych na toaletce i sukienek w szafie, nie zastanie jej przy kuchennym stole, podobnie jak i dzieci, po których śladem zostanie jedynie porzucony na podłodze w ich pokoju pluszowy psidwak; ten sam, z którym Beatrice się nie rozstawała. Że niby chciał je odebrać Imogen? A w jaki sposób zajmie się nimi z celi w Azkabanie, jeśli wyzna odpowiednim służbom, kogo goszczą w piwnicy posiadłości? Jeśli powie o znaku na jego przedramieniu?
Oczywiście, że uczyni tego, ale zasłużył na to, by się bać. By skupiał się na tym, aby zatrzymać ją przy sobie, zamiast tracić głowę dla kochanki. Jak on śmiał! Tak bezczelnie, na jej oczach... Kimkolwiek jest Avelina Paxton, Imogen będzie musiała przyjrzeć się jej bliżej. Aptekarka, tak? Już ona się dowie, w której aptece pracuje i złoży jej wizytę... Robić sceny? Nie, nie zrobi sceny. Ale podkreśli, że Augustus należy do niej. Subtelnie, acz dosadnie.
Przygryzła wargę, ukrywając w ten sposób triumfalny uśmiech, jaki mimowolnie mógłby wpełznąć na jej wargi. Nie spojrzała na niego - zamiast tego ukryła twarz w dłoniach, skuliła się.
— Przecież... przecież sam tego chcesz — odparła drżącym głosem — Sam zasugerowałeś mi wczoraj, że nie jestem dla ciebie wystarczająca. Jeśli chcesz związać się z panną Paxton, nie będę stawała na drodze.
Żartowałam. Oczywiście, że stanę na drodze. Będę pierdoloną kłodą rzuconą pod wasze nogi, która sprawi, że twoja kochanka sobie ten głupi ryj rozwali. Ciekawe, czy wtedy nadal będzie atrakcyjniejsza ode mnie?
— Chcę tylko, abyś był szczęśliwy, ale błagam, nie każ mi w tym uczestniczyć. Nie każ mi żyć ze świadomością, że gdzieś jest inna kobieta — dopiero teraz podniosła na niego wzrok. Oczy miała czerwone i szkliste, co w połączeniu z niewyspaniem malującym się na jej twarzy, nadawało jej sylwetce kruchości i jednoczesnej żałości. Dlaczego się na nią złościł? Była tylko bezradną, zrozpaczoną kobietą, która chciała dla niego jak najlepiej. Nawet kosztem własnego szczęścia.


[Obrazek: 55rG7le.png]
please,  dance with me in the  dark
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#4
21.01.2024, 16:09  ✶  
Przetarłem twarz, próbując zebrać myśli. Głupi byłem, że szedłem na ten przeklęty statek, że się spóźniłem na Lithę i byłem zmęczony, rozdrażniony. Odczuwałem zdecydowane przeciążenie przez zdarzenia z ostatnich dwudziestu czterech godzin, więc nie mogłem więcej pozwolić sobie na pochopne działania. Nie mogłem się złościć ani obruszać, bo Imogen nie była niczemu winna. Po prostu to ja i moje doświadczenia ostatnich godzin... Ona miała prawo się złościć, że się spóźniłem, że byłem kompletnym draniem na Lithcie i że w ogóle nie chciałem z nią wczoraj rozmawiać. Tego powinienem się trzymać, szczególnie że przez to czuła się tu jak intruz.
Wstałem, biorąc głęboki wdech. Zrobiłem krok w jej kierunku, uniosłem nawet ręce by ją chwycić w swoje ramiona, ale się zawahałem, bo wtedy przypomniałem sobie, co zrobiłem tymi rękoma Marianne. Przeszedł mnie dreszcz, ale nie byłem pewny, czy bardziej z przerażenia, czy podniecenia. Odebrałem komuś życie. Może była nieprzytomna i nieszkodliwa, ale miałem w sobie moc, możliwości, aby potrzebowałem większej odwagi w stawianiu sobie celów.
Ale to nieistotne w obliczu tego, że miałem przed sobą właśnie zapłakaną Imogen. Nie sądziłem, że taki obrót będzie miała nasza rozmowa. Spodziewałem się kłótni, ale Imogen była po prostu na skraju psychicznej stabilności, co przypominało mi moje własne odczucia. Byliśmy pod tym względem do siebie podobni. Chciała się wyprowadzić, bo uważała, że jest niewystarczająca? Zamierzałem zrobić wszystko, byleby więcej tak się nie czuła. Była najlepszą żoną pod słońcem, więc wszelkie te jej obawy nie miały racji bytu.
- Imogen... proszę, nie płacz - szepnąłem do niej delikatnie, w końcu obejmując ją rękoma i głaszcząc po ramieniu. Chciałem żeby się przytuliła do mnie, nie unikała tego dotyku, nie walczyła z naszą bliskością. Może nawet miałem ją do tego nieco przymusić, jeśli jednak by się wzbraniała...?
- Wcale tak nie uważam. Przepraszam cię za wczoraj... Tak bardzo cię przepraszam. Sam nie wiem, co we mnie wstąpiło. Nie bierz tego co mówiłem pod uwagę. Byłem zmęczony, podirytowany, ale to nie twoja wina - przyznałem, cmokając ją w głowę. - Nie chcę, żebyś się wyprowadzała. Potrzebuję cię... Wiesz, że cię potrzebuję, prawda? - zapytałem ją, odsuwając się nieco by na nią spojrzeć, ale to wcale nie oznaczało, że zamierzałem ją wypuścić. Potrzebowałem jasnego oświadczenia, że wyrzuciła z głowy te podłe myśli i nie miała tam już wizji swojej wyprowadzki. Jeszcze czego! Nie wypuszczę jej z tego domu nigdzie, choćbym miał paść trupem.
serpentine
beautiful mayhem
violently happy
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła kobieta mierząca sobie sto sześćdziesiąt osiem centymetrów; przyglądając się jej wąskiej niczym u osy talii trudno nie ukryć zdziwienia, że wydała na świat trójkę dzieci. Twarz owalna, z dużymi bursztynowymi oczami, ciemnymi brwiami wyginającymi się w łagodne łuki, lekko zadartym nosem oraz dołeczkami w policzkach, gdy Imogen się uśmiecha. Sięgające pleców gęste kruczoczarne włosy w świetle mienią się granatowymi refleksami. Niezależnie od okoliczności odziana jest elegancko oraz zgodnie z najnowszą modą, zaś jej fryzura i makijaż pozostają nienaganne.

Imogen Rookwood
#5
24.01.2024, 22:33  ✶  
Och tak, głupi byłeś i jesteś, że zaprzątasz sobie głowę dawną miłostką, powiedziałaby mu, gdyby umiała czytać w myślach. Sęk w tym, że Imogen - pomimo wszelkich dokładanych w tej materii starań - tego nie potrafiła. Mierziło ją to okrutnie, bezlitośnie uwierało zwłaszcza samotnymi wieczorami, kiedy na wpół przytomna ze zmęczenia oczekiwała na powrót Augustusa. Och, jakże chciałaby wiedzieć, co oznaczało jego uciekające spojrzenie, kiedy z troską w głosie pytała go, gdzie był. Bo przecież się o niego troszczyła, bo chciała dla niego jak najlepiej.
Przede wszystkim jednak chciała go mieć pod kontrolą. Nie wystarczało, że mąż niemalże zawsze robił wszystko, czego Imogen sobie zażyczyła (była pewna, że w kwestii wyprowadzki prędzej czy później także jej ulegnie - znała już sposoby, jak zmiękczyć jego serce); musiał stawiać ją i dzieci na piedestale w każdej okoliczności, być dla nich, dbać o ich bezpieczeństwo. Nie mogła żyć w tej ciągłej niepewności; potrzebowała utwierdzenia w przekonaniu, że wciąż do siebie należą po tylu latach małżeństwa. Zanim ich los nie został przypieczętowany wolą rodziców, ktoś inny zajmował miejsce w jego sercu, wiedziała to, przecież w innym wypadku zwróciłby na nią uwagę już wcześniej, chociażby wtedy, gdy wiedzieni młodzieńczą dumą obściskiwali się w szafie na miotły tuż po tym, jak znaleźli się po obu końcach butelki. Ale teraz, teraz już należał do niej, to właśnie jej ślubował aż po grób i wypełnienia tej przysięgi od niego wymagała.
Nie wzbraniała się przed jego dotykiem, przynajmniej nieszczególnie asertywnie. Pozwoliła mu się objąć, przytuliła policzek do jego torsu, zamknęła oczy i wsłuchała się w rytm jego serca. Ono bije dla mnie, pomyślała z triumfem. Powinna mu wybaczyć? A raczej, powiedzieć, że wybaczyła? Bo nie zapomni nigdy, wczorajsza sytuacja miała pozostać jatrzęjąca raną na dumie Imogen.
— Już dobrze, mój kochany — odpowiedziała cicho, ujmując jego twarz w smukłe dłonie. Spojrzała mu w oczy z łagodnym uśmiechem kontrastującym z jej mokrą od łez twarzą — Nie opuszczę cię, nigdy cię nie opuszczę, wiesz przecież. Nadal jednak uważam, że powinniśmy pomyśleć o własnym lokum… — chwyciła go rękę i poprowadziła jego dłoń na swój brzuch, wciąż płaski, choć w najbliższych tygodniach miało się to zmienić — Tu już jest trochę ciasno, a po nowym roku będzie nas więcej. Rozważysz to chociaż?
Spojrzała na niego błagalnie, a zaraz potem się odsunęła. Nie dlatego, że nie chciała bliskości; to mała Beatrice domagała się uwagi, wyciągając swoje małe rączki w stronę Imogen. Ostrożnie więc wyjęła córkę z krzesełka i przytuliła. Mała natomiast natychmiast znalazła sobie nową zabawkę w postaci łańcuszka i włosów matki. Nie skarżyła się, gdy drobna, choć bardzo silna dziecięca rączka pociągnęła ją za kosmyk; zdawała się do tego przywyknąć.
— Kim tak naprawdę jest dla ciebie Avelina Paxton? — zapytała niby od niechcenia, najbardziej neutralnie jak tylko potrafiła, próbując w tym czasie rozluźnić uścisk dziecięcych palców na srebrze. Zaraz potem wbiła w Augustusa badawcze spojrzenie. Gdyby była tylko aptekarką, u której się zaopatrywał w eliksiry, nie zachowałaby się tak wobec niego. Przecież nie chciałaby stracić klienta. Gdyby była tylko aptekarką, nie byłby tak pobłażliwy.


[Obrazek: 55rG7le.png]
please,  dance with me in the  dark
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#6
27.01.2024, 01:24  ✶  
Tak, nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że potrzebowałem jej bliskości, jej dotyku i uwagi żeby czuć się na miejscu, żeby ta choroba, która we mnie tkwiła, zelżała i nie wierciła mi dziury w głowie. Cisza, spokój, stabilizacja, a to wszystko za sprawą jej głowy na mojej piersi, jej dłoni na moich policzkach, mojej dłoni na jej brzuchu. Na pozór drobne gesty, które mnie uziemiały, przypominały o tym, co tu robię, potwierdzały, że nie byłem intruzem w tym domu, że były osoby, które widziały we mnie kogoś wyjątkowego. Swoją drogą, ciekawe, czy Ojciec był w domu...?
Przytuliłem Imogen do siebie, objąłem jej brzuch. Tak, miało być nas jeszcze więcej.
- Myślałem, że chcesz mi zrobić na złość wyprowadzką, a ty tak mówiłaś całkowicie na poważnie - odezwałem się powoli, stwierdzając fakt i zastanawiając się, co nią motywowało tak naprawdę, bo przecież wcale nie było tu ciasno, szczególnie kiedy Vespera się wyprowadziła, Ulyssesa prawie wcale nie było w domu, podobnie jak Ojca. Z kolei skrzaty domowe świetnie sobie radziły, wspierając nas w wychowywaniu dzieci, a przede wszystkim w sprzątaniu za chłopcami.
- Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł. Czy damy sobie radę bez wsparcia rodziny? Skrzatów? Brałaś pod uwagę to, ile czasu spędzam w pracy...? - zapytałem Imogen, a właściwie już jej pleców, bo pochylała się nad Beatrice. Miałem już skorzystać z okazji i sięgnąć po filiżankę z kawą, ale chwała, że tego nie zrobiłem, bo jeszcze bym się zachłysnął kawą, gdybym niespodziewanie usłyszał pytanie o Avelinę Paxton z ust Imogen. Tak mogłem wyjść z tego z twarzą, a przynajmniej z półtwarzą...? Bo jednak nie spodziewałem się, że Imogen w ogóle zapamięta jej nazwisko.
- Aptekarką - wyparowałem, bo zabrzmiało mi to na przesłuchanie, mimo że Imogen próbowała być w tym delikatna i neutralna. - Jest świetna w warzeniu eliksirów, więc zaopatruję się u niej odkąd mój kontakt na Nokturnie został spalony - odpowiedziałem, biorąc głęboki, zmęczony wdech. Przetarłem nawet twarz. Wczoraj powinno zostać wymazane z kart historii, tak byłoby lepiej. Niestety, nie miałem takiej mocy twórczej.
- Wystosuję do niej listowne przeprosiny i poproszę o dyskrecję w związku z wczorajszym incydentem, ale to jak się przebudzę. Wpierw kawa, poza tym musimy przedyskutować to własne lokum - zauważyłem, dając jej całusa w policzek, co nieco utrudniała mi trzymana na rękach Imogen córka, ale tatuś też chciał dokuczać mamusi, więc miała konkurencję w walce o jej policzki i pukle. Zresztą Beatrice też dostała ode mnie buziaka. Skrzywiła się nieco, ale to pewnie przez mój drapiący zarost. Starałem się być delikatny. - Myślę, że finansowo moglibyśmy dać radę, ale pytanie, co z gospodarowaniem oraz naszą wygodą...? - zapytałem Imogen, chcąc przerzucić jej myśli na inny temat. Temat Aveliny musiałem przemyśleć, ale to zdecydowanie nie teraz, choć od czasu pociągu i tej przeklętej kąpieli w stawie, kusiło mnie by poinformować Imogen o tym, że chciałem ją zdradzić. Łudziłem się, że to być może faktycznie mogłoby mnie przed tym powstrzymać.
serpentine
beautiful mayhem
violently happy
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła kobieta mierząca sobie sto sześćdziesiąt osiem centymetrów; przyglądając się jej wąskiej niczym u osy talii trudno nie ukryć zdziwienia, że wydała na świat trójkę dzieci. Twarz owalna, z dużymi bursztynowymi oczami, ciemnymi brwiami wyginającymi się w łagodne łuki, lekko zadartym nosem oraz dołeczkami w policzkach, gdy Imogen się uśmiecha. Sięgające pleców gęste kruczoczarne włosy w świetle mienią się granatowymi refleksami. Niezależnie od okoliczności odziana jest elegancko oraz zgodnie z najnowszą modą, zaś jej fryzura i makijaż pozostają nienaganne.

Imogen Rookwood
#7
04.02.2024, 01:31  ✶  
Niech ma wyrzuty sumienia, że ją potraktował tak okrutnie, niech ją obejmuje i mówi do niej tak pięknie, niech głaska po ciemnych włosach i jej nadskakuje, zwłaszcza teraz, gdy musi na siebie uważać. Niech będzie na każde jej skinienie i jej nie opuszcza. Och, nie pozwoli mu już na to; znała już sposoby, jak zwrócić na siebie jego uwagę - zawroty głowy, albo ból w podbrzuszu, częste dolegliwości towarzyszące jej stanowi, odpowiednio odegrane mogły zdziałać cuda. Liczyła się również z tym, że wcale w ciąży nie była, że to jedynie stres namieszał w jej organizmie - ale i na to znajdzie sposób. Obróci kota ogonem w ten sposób, by Augustus myślał, że to jego wina.
Kochała go przecież do szaleństwa, nie wyobrażała sobie bez niego życia - nie mogła mu zatem pozwolić, żeby jego wzrok spoczął na innej. Kochała go, ale była to miłość trudna, wypaczona i nader wszystko toksyczna.
— Ależ oczywiście, że mówiłam poważnie — odpowiedziała z łagodnym uśmiechem, zupełnie tak, jakby kwestia wyprowadzki wcale nie była przedmiotem małżeńskich sprzeczek. Być może wpływ na to miał fakt, że Imogen trzymała na rękach Beatrice; w towarzystwie dzieci zawsze wydawała się pogodniejsza i przede wszystkim spokojniejsza. — Kto mówił, że pozostaniemy bez wsparcia rodziny i skrzatów? — pokręciła głową — Moja mama przecież mieszka w Londynie. Może nas odwiedzać i mi pomagać, kiedy będziesz w pracy. Zaoferowała mi też swojego skrzata, w moim domu rodzinnym nie ma zbyt wiele do roboty odkąd za ciebie wyszłam.
Odszukała dłoń męża i delikatnie ją uścisnęła.
— Wiem, że angażowanie w to moich rodziców niejako przeczy definicji samodzielności, ale spójrz na to w ten sposób; jestem ich jedynym dzieckiem, wyczekanym i wymarzonym. Rzadko kiedy się odwiedzamy, a jeśli już, to wizyty są krótkie. Tata i mama nie robią się coraz młodsi, to już starsi ludzie, do tego bardzo samotni. Oni są mi skłonni nieba przychylić, dlatego uważam, że moim obowiązkiem jest być blisko nich — rzuciła mu błagalne spojrzenie. Przecież rodzice Imogen zawsze byli wobec niego życzliwi, taktowni i nigdy się nie wtrącali w ich sprawy. Z pewnością ich sąsiedztwo było lepsze niż Czarny Pan tuż pod ich stopami, wałęsający się w ciemnej piwnicy w towarzystwie dwóch wampirów. I wuj Eryk, w którego spojrzeniu było coś, co sprawiało, że przeszywał ją zimny dreszcz. Czy tylko ona słyszała te niepokojące dźwięki dobiegające zza drzwi ich sypialni?
— Świetna, mówisz? W takim razie sama powinnam się do niej wybrać, muszę uzupełnić zapasy... — rzuciła bezwiednie, nie przykładając szczególnej uwagi do znaczenia jego słów. Kontakt na Nokturnie? Nie wiedziała, że Augustus miał jakieś kontakty w tej plugawej dzielnicy i zapewne w innych okolicznościach by o to zapytała. Teraz jednak liczyła się tylko kobieta, której zaproponował romans. — Tylko daj mi go przeczytać przez wysłaniem, aby uniknąć kolejnego faux pas — zachichotała, gdy Beatrice wyciągnęła rączki w stronę ojca. To dobry znak, pomyślała Imogen, przekazując mu dziecko. Sama wstała, by nieco posprzątać na stole; zarówno bałagan, jaki zrobiła córka jedząc truskawki, jak i swoje własne materiały do pracy. Mimo jego ciągłej nieobecności jeszcze go pamięta i nie boi się jak przy obcych.
— Damy sobie radę, najdroższy — zapewniła go z pełnym optymizmu uśmiechem. Pierwszy krok został wykonany!


[Obrazek: 55rG7le.png]
please,  dance with me in the  dark
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#8
11.02.2024, 19:46  ✶  
Najwyraźniej Imogen miała to już dopracowane, że się przeprowadzamy. Chciałem to przemyśleć, przeanalizować wszelkie za i przeciw, a otrzymywałem od Imogen argument za argumentem, że przecież sobie poradzimy... Może miała rację, ale czy w innych miejscach, w innym domu czy mieszkaniu, nasze tajemnice również będą tak skrupulatnie strzeżone? Tak bezpieczne? Nie chciałem by ktoś obcy się kręcił wśród moich czarnomagicznych ksiąg i pewnych rzeczy - lśniącej, chłodnej maski oraz czarniejszej od samej nocy peleryny.
Wziąłem Beatrice na ręce. Nie podobało mi się, że Imogen zamierzała się wybrać do Aveliny, ale nie mogłem nic z tym zrobić, w żaden sposób temu zaradzić gdyż byłoby to zbyt podejrzane. Kto wie? Może ostatecznie zaniecha tym spacerom, szczególnie kiedy faktycznie napiszę oficjalny list do Paxton i dam jej go do wglądu? Miałem taką właśnie przeogromną nadzieję. Te noce spędzone z Aveliną na szkolnych korytarzach były tylko nasze. Nikogo innego.
- Oczywiście - odparłem jedynie odnośnie czytania listu do Aveliny, a potem zwróciłem się do Beatrice. - Moja mała śliczna Beatrice jadła truskawki? - zapytałem ją, jak gdyby mogła mi odpowiedzieć... Ale właśnie tak dzieci uczyły się słów, reagowania na nie. I pozwalały tym samym odwracać uwagę od trudnych tematów, kierując je ku niewinności i beztrosce. Niestety, nawet ta nie była w stanie trwać wiecznie, więc przysiadłem przy stole i napiłem się kawy, trzymając tą małą kruszynkę swoimi dłońmi, które jeszcze nie tak dawno temu zaciskały się na sercu pewnej młodej damy. Co tam zdrada w obliczu tego mroku, tych gasnących oczu, czanomagicznych sztuczek? Miałem niesamowity mętlik w głowie.
- Musisz coś wiedzieć, Imogen... Zanim się przeprowadzimy, zanim... podejmiemy tę decyzję, poszukamy odpowiedniego lokum... Musisz wiedzieć - stwierdziłem... niepewny? przerażony? nieco podniecony? Była w moim głosie pewna niepewność, strach, obawa. Imogen z pewnością zdawała sobie sprawę skąd się to brało. Wiecznie czułem się niedostatecznie dobry, niedoskonały, nieodpowiedni, a ostatnie rozmowy, które miałem okazję przeprowadzić z Ojcem, tylko to potwierdzały. Nie brało się to znikąd. Widziałem swoje błędy, słabości, ograniczenia w swoich umiejętnościach. Tak mnie to irytowało, a jednocześnie przerażało, że pewnego dnia ponownie będę niewystarczająco umiejętny, odpowiedni i stanie się coś, co zmaże z powierzchni ziemi mnie, Imogen albo nasze dzieciaki, że zniknie Vespera i Ulysses, ten dom, to wszystko, co miało dla mnie największą wartość. Nawet Avelina, ale o tym nie zamierzałem wspominać Imogen.
- Ostatnio dużo się dzieje, a ja czuję, że zostaję w tyle. Brakuje mi... tego czegoś, czego nie potrafię uchwycić, a jednocześnie... Sam nie wiem. Brzmię jak szaleniec - stwierdziłem zmieszany, nieco bawiąc Beatrice, kołysząc ją w swoich ramionach, bo musiała się przejąć mną, moimi emocjami, całą tą sytuacją. Pokręciłem głową, tuląc ją do siebie i podrygując. - Chcę was chronić, póki mogę. Chcę, żebyście byli bezpieczni, kiedy mnie zabraknie, bo mogłoby mnie tu równie dobrze już nie być - przyznałem czy wyznałem. Ciężko było stwierdzić. Serce waliło mi jak szalone, a obrazy z wczorajszej eskapady stawały się coraz bardziej wyraźnie. Te niebezpieczne oraz te, w których usilnie ściskałem dłoń Aveliny. Czy to, czy te pocałunki... Czy to była już zdrada? Czy jeszcze nie przekroczyłem tej paskudnej granicy? Zacisnąłem usta; zagryzłem wargi, bo Imogen na to nie zasługiwała. Na mnie, na bycie tu ze mną. Nie dość, że byłem zdradliwym gnojem, to jeszcze niemotą, panikarzem i osobą niegodną niewyobrażalnej mocy. Tak, w wciąż rozpamiętywałem ten późny wieczór, kiedy nie wstałem, gdy Czarny Pan zapraszał nas do siebie. Młodych, ambitnych, gotowych stanąć u swego boku. Ja ani drgnąłem, a teraz może byłbym kompletnie na innym poziomie. Zamiast tego wciąż znajdowałem się na dnie.
serpentine
beautiful mayhem
violently happy
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła kobieta mierząca sobie sto sześćdziesiąt osiem centymetrów; przyglądając się jej wąskiej niczym u osy talii trudno nie ukryć zdziwienia, że wydała na świat trójkę dzieci. Twarz owalna, z dużymi bursztynowymi oczami, ciemnymi brwiami wyginającymi się w łagodne łuki, lekko zadartym nosem oraz dołeczkami w policzkach, gdy Imogen się uśmiecha. Sięgające pleców gęste kruczoczarne włosy w świetle mienią się granatowymi refleksami. Niezależnie od okoliczności odziana jest elegancko oraz zgodnie z najnowszą modą, zaś jej fryzura i makijaż pozostają nienaganne.

Imogen Rookwood
#9
12.02.2024, 00:18  ✶  
Znów było dobrze.
Znów miała wszystko pod kontrolą, znów trzymała cały swój świat w ramionach (uściślając, to jej świat trzymał w ramionach Imogen oraz owoc ich miłości), a życie zdawało się kierować na właściwe tory. Sprzątając zdjęcia uśmiechała się pod nosem i nuciła jakąś miłosną balladę w ostatnich tygodniach często słyszaną w radiu Nottów; zamieszałeś znów w uczuć mych kotle, aż serce wyrywa się psotne, brzmiał jej najpopularniejszy wers.
— Napisz ten list jak najszybciej, aby uniknąć nieporozumienia — ponagliła go z pozorną beztroską w głosie — Jak rozmawiałeś z ojcem i wujem Erykiem, zobaczyłam pannę Paxton w ramionach jakiegoś mężczyzny. Brat to z pewnością nie był, całował ją tak pięknie i czule, jakby była miłością jego życia. To musiał być ten Alexander. Nie chciałabym, aby zrobiło się z tego powodu zamieszanie.
Oczywiście, że kłamała; gdyby Augustus spojrzał jej w oczy, z pewnością by to odkrył. Imogen jednak wypowiadając te słowa była zwrócona do niego profilem, dzięki czemu uniknęła obnażającej jej konfrontacji.
Zwyczajem pani Rookwood było sprzątanie po sobie po śniadaniu, nie zważając na to, że ma do dyspozycji skrzaty. Sama oczywiście nigdy nie zmywała naczyń, uważała, że jej dłonie są do tego zbyt delikatne, jednak odłożenie brudnych naczyń do zlewu nie stanowiło ponadludzkiego wysiłku. Dziś jednak nie była w stanie dokończyć tego najprostszego zadania; zatrzymała się w półkroku, a pod jej stopami z trzaskiem rozpierzchły się kawałki rozbitej porcelany.
Kiedy mnie zabraknie...
Patrzyła na niego blada i przerażona, jakby przed chwilą sama śmierć zapukała do ich drzwi i zażądała wydania jej męża; jej ukochanego męża, miłości życia, słońca, i księżyca, i wszystkich gwiazd jaśniejących nocą na firmamencie, osoby nadającej kształt jej istnieniu, człowiekowi, który był jej najdroższy. Mogła bronić się przed kochankami i nastawiać go przeciwko nim; w starciu ze śmiercią była jednak bez szans. Przeklęta domina, która pewnego dnia weźmie go jak swoją własność. Sądziła jednak, że stanie się to za pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt lat. A może chodziło o coś innego? Azkaban? To chyba było gorsze, niż widmo śmierci - ta świadomość, że on jest gdzieś zamknięty w zimnej celi, z dala od swojej rodziny.
Czuła, że traci grunt pod stopami. Zachwiała się i oparła o kuchenny blat. Nie powiedziała nic, pstryknęła tylko palcami, by przywołać skrzata, który posprząta za nią resztki filiżanki, może poskleja ją na nowo za pomocą magii, nie interesowało ją to. Delikatnie też wyjęła z ramion męża Beatrice i posadziła ją z powrotem w wysokim krzesełku, dając tym samym znać służącemu, aby przypilnował dziecka. Mała nieszczególnie przejęła się napięciem pomiędzy rodzicami; bardziej uradowana była tym, że znów może robić papkę z truskawek.
Imogen w tym czasie ujęła dłoń Augustusa i zaprowadziła go do ich sypialni; nie mówiła nic, dopóki drzwi do ich prywatnej przestrzeni się za nią nie zamknęły, a nawet wtedy nie od razu podjęła temat, lecz najpierw rzuciła na pokój zajęcie wyciszające.
— Co się dzieje, kochany? — zapytała półszeptem. Głos miała dziwnie zduszony, jakby wstrzymywała płacz. — Czy grozi ci niebezpieczeństwo w związku... z tym wszystkim, co dzieje się wokół?


[Obrazek: 55rG7le.png]
please,  dance with me in the  dark
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#10
20.02.2024, 22:36  ✶  
Zrobiło mi się duszno, za duszno. Serce waliło mi jak szalone, oddech przyspieszył. Tego było już za wiele. Nie dość, że miałem głowę przeciążoną tyloma sprawami, że nie potrafiłem wybrać pierwszego z nich do przerobienia, to do tego dochodziła jeszcze Paxton. Byłem pewien, że nie będzie chciała mnie znać... po wczorajszym, ale... Całowali się? Tak pięknie i czule? Miał ją inny w swoich ramionach i ona na to przystawała? Chwilę później jak my...
Tonąłem w swoich emocjach, leciałem na dno. Pragnąłem być jedynym w jej życiu, mieć ją tylko dla siebie, właściwie non stop przerabialiśmy to, że nie możemy być razem i nie będziemy, ale jednak... Należała do mnie... w pewien sposób. Prawda? Pragnąłem w to wierzyć, mimo że byłem pewien, że mnie znienawidzi doszczętnie po Lithcie, a teraz... teraz jak miała tego Alexandra... To chyba naprawdę świadczyło o definitywnym końcu czegoś, co nie miało nawet okazji się na dobre rozpocząć.

Drgnąłem niespokojny, kiedy porcelana roztrzaskała się o podłogę. Odwróciłem przerażony głowę i wpatrywałem się w Imogen, jakbym zobaczył ducha. Co mogłem powiedzieć? Że byłem martwy... przez chwilę prawdopodobnie? Zatopiony w dziwnym śnie, a potem że fatalna magia niemalże roztrzaskała moje serce? Właściwie, że niemalże sam to uczyniłem. To było tak pokręcone, pokrętne, nienormalne. Te ciała tam leżące, z których wysysane było życie. Byłem jednym z tych ciał. Mogłem tam zostać już na wieczność.
Pragnąłem przytulić się do Imogen, ale ta miała inne plany. Sunąłem za nią niczym cień, nic nie mówiłem. Może nie powinienem tego robić nawet za drzwiami naszej sypialni? Tu wszystko miało uszy, ale to chyba dobrze, że troszczyłem się o rodzinę, prawda? Niedobrze, że miękłem, że giąłem się, zamiast stać dumnie naprzeciw wyzwaniom, ale... nie potrafiłem być bohaterem w tej opowieści. W żadnej z nich.
Ale kiedy drzwi zamknęły się za nami, poczułem się jakoś... bezpieczniej? Złapałem Imogen za dłoń i przyciągnąłem do siebie. Przytuliłem się, czując jej ciepło. Schowałem twarz w jej włosach, chłonąc ich zapach. Bałem się. Czułem się jak przegryw. Jak zdrajca. Niedorajda.
Ona zawsze widziała we mnie kogoś wyjątkowego. Kochała mnie, szanowała i ceniła sobie moje towarzystwo. Była. Czy to w te dobre dni, czy w te gorsze. Tuż obok by mnie pocieszyć, postawić na nogi, wypchnąć do dalszej walki albo cieszyła się moim szczęściem, sukcesami, oblewaliśmy awanse. A ja wciąż nocami śniłem o innej, pragnąłem jej, uganiałem się za nią, zawsze nieuchwytną, kuszącą, zakazaną. Jak miałem z tym żyć?
- Tego jest tyle, że nie wiem, od czego zacząć, Imogen. Chciałbym mieć pewność, że jak to wszystko powiem..., że jak to wszystko powiem, mnie nie zostawisz, ale zrobisz to. Zrobisz to, rozumiesz?! - zapytałem ją zrozpaczony, próbując zaprzestać tym myślom, tym próbom, tej walce i nadmiernej szczerości, ale mleko się rozlało... Choć to właściwie filiżanka się rozbiła. Byłem na skraju. - A ja nie chcę cię stracić. Potrzebuję cię, bo inaczej będę nikim. Nadajesz sens mojemu istnieniu - mówiłem niczym w amoku. Straciłem już Vesperę i Avelinę, nie mogłem stracić również Imogen. Nie zdzierżyłbym tego. A jednak to się działo. Jakaś agonia.
Przycisnąłem ją mocniej do swojej piersi, jak gdybym chciał powstrzymać to, co nieuniknione. Zatrzymać nawet i siłą, jeśli będzie wymagała tego ode mnie sytuacja.
- Chciałem cię zdradzić, ale nie zrobiłem tego. Nie chcę tego robić. Coś... złego we mnie wstąpiło, a potem jeszcze ten... statek - zacząłem, zatrzymując się by zobaczyć reakcję Imogen. Czy chciałem widzieć tę reakcję? Niekoniecznie. Wcale nie chciałem. Bałem się jej panicznie. Nie bez powodu w oczach już miałem łzy, jakby zaraz miały z nich popłynąć wodospady żenady. Cały drżałem, usta miałem spierzchnięte ze stresu, a jeszcze czekał mnie ten chłód, który czułem wtedy... Właściwie jego wspomnienie, ale jednak. I odór ryb, innych owoców morza. Chyba nigdy ich nie tknę na talerzu.
Właśnie... Puściłem ją jedną ręką, by wyszamotać z kieszeni małą perłę. Leżała na mojej dłoni niby niewinnie, ale byłem przekonany, że zostałem przeklęty, oznaczony.
- Widzisz to? - zapytałem ją, pokazując jej Perłę Morza. Zastanawiałem się, czy to nie jakiś omam, zmora nieczysta, ale była fizycznie. Nie pozwoliła mi dziś w nocy swobodnie spać. - Imogen, powiedz coś, proszę - szepnąłem, potrzebując jej uwagi, atencji, miłości, uwielbienia. Wszystkiego w tej chwili. Wszystkiego dobrego, rzecz jasna. Nie chciałem być dla niej zgniłą rybą.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Augustus Rookwood (3846), Imogen Rookwood (3153)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa