domek rodzinny Kimi w Highlandach
Kim nie czuła się najlepiej odkąd zmarł jej ojciec. Była wściekła na Astarotha, że ją ignorował, że nie odpowiadał na Fale, że po prostu migał się od kontaktu z nią. Nawet nie mówił do niej, a pisał pieprzone listy. Musiała na kilka dni opuścić Londyn, bo matka dawała jej niezły wycisk, ciągle zgarniała ją na jakieś dodatkowe wypady, aby pokazać jej pracę w terenie, nie miała też stałego partnera w Brygadzie i czuła się tak naprawdę źle. To nie było miejsce dla niej. Miała wrażenie, że wszyscy wokół patrzą na nią jak na jakieś dziwactwo. Starała się tego nie okazywać, była miła uśmiechała się i starała się dawać z siebie wszystko. W końcu jednak czuła przesyt i wybrała się w Szkockie góry pozjeżdżać na nartach i chodzić po zimowych zboczach. W głębi liczyła, że coś ją zasypie i nie będzie mogła wrócić do domu na czas. Ups. Taki mały drobny wypadek podczas urlopu.
Zbliżała się trzecia po południu, więc wróciła do swojego domku w górach, który należał do jej ojca, w miasteczku zrobiła drobne zakupy, niewielki zapas rzeczy wolno psujących się. Podobno tej nocy miała być jakaś śnieżyca, ale zapowiadali ją od kilku dni i jakoś nie nadchodziła. Prognoza pogody mugoli była chyba odrobinę kiepska. Narąbała drewna na opał i wrzuciła go do kominka odpalając go, aby zrobiło się w nim ciepło. Potem zabrała się za robienie dla siebie obiadu. Czuła już jak burczało jej w brzuchu i w myślach już słyszała opierdol od Yaxleya, że powinna już dawno coś zjeść. Ale nie zje, bo kurwa go tutaj nie było i chuj. Mógł ją pocałować w dupę z tymi swoimi mądrościami. Jak tylko go spotka to go zaciuka na śmierć, a potem ożywi i znowu zaciuka. Nie powinien jej ignorować. Kim Skamander to osoba, której nikt nigdy nie powinien ignorować.
Tak naprawdę cholernie za nim tęskniła i martwiła się. Chciała naprawdę znowu go zobaczyć, opowiedzieć mu jak źle przeżyłą stratę ojca, jak okropnie było jej, gdy on się do niej nie odzywał, a zamiast tego podgrzewała fasolkę z puszki i robiła grzanki. Nienawidziła takich potraw, ale na nic więcej nie miała siły.