• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Stonehenge [Stonehenge - Matka] Septima, Murtagh, Leviathan

[Stonehenge - Matka] Septima, Murtagh, Leviathan
Widmo
Wit Beyond Measure Is Man's Greatest Treasure.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarownica czystej krwi; jedna z czworga legendarnych założycieli Hogwartu. Posiadaczka słynnego diademu, obdarzającego niezwykłą mądrością.

Rowena Ravenclaw
#1
02.02.2024, 02:35  ✶  
Rozkoszna miękkość i zapach świeżego siana w letnie południe oraz towarzyszące im rozkoszne uczucie sielskości rozlewające się po waszych ciałach z pewnością nie zachęcały do pobudki. Wspomnienia napływały do was powoli; kamienny krąg, desperacja Agathy i grom. A potem nicość, z której powoli się unosiliście. Leżeliście w stogu siana na polu na wzgórzu. W oddali za waszymi plecami piętrzył się łańcuch górski. Niżej, w dole rozciągało się szmaragdowe pasmo lasu. A wokół was rozciągały się całe hektary złocistych pól. Nie było to jednak Wiltshire, ani nawet Anglia, ani żadne inne znane wam miejsce. Najdziwniejsze jednak było niebo; wcale nie przypominało bowiem znanego wam firmamentu. Było czarne, zdobiła je błękitna mgławica z nielicznymi gwiazdami, zaś w samym jego centrum błyszczał księżyc w pełni. Mimo to było jasno jak dzień, i ciepło, jakby to letnie słońce świeciło nad waszymi głowami.

Byliście rozbitkami na złocistym morzu, a waszym jedynym punktem zaczepienia był stóg siana. Żadna inkantacja nie działała, natomiast różdżki zdawały się odmówić wam posłuszeństwa. Mimo całej osobliwości sytuacji czuliście łagodność i beztroskość, przede wszystkim jednak bezpieczeństwo, jakie odnajdywaliście w ramionach opiekunów jako dzieci - lub odnaleźć chcieliście.

W pszenicy pojawiła się mała szara plamka. Najpierw ledwo dostrzegalna, jednak kiedy podeszła bliżej, zorientowaliście się, że to kobieta. W dłoni miała sierp, a odziana była w prostą popielatą koszulę wpuszczoną w równie popielatą spódnicę, które ciężko było dopasować do konkretnej epoki historycznej. Miodowe włosy upięła w niski kok, nadający jej ostrym rysom dodatkowej dojrzałości i powagi, kontrastującej z jej pełnym miłości spojrzeniem i wyrozumiałym uśmiechem na ustach. Jednak tym, co najbardziej zwracało uwagę, było to, że kobieta była brzemienna.

— Nareszcie zbudziliście się, moje Dzieci — oznajmiła z radością w głosie — Pomożecie mi wiązać zboże w snopki.

adnotacja moderatora
Proszę o odpis do wtorku (06.02) do godziny 22 Serduszko
@Leviathan Rowle @Septima Ollivander @Murtagh Macmillan
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#2
02.02.2024, 03:19  ✶  
Może i dobrze, że Sarah zamiast wykrzykiwać swoje żale, zwyczajnie kłamała, bo spotkałaby się z jego strony tylko i wyłącznie z niezrozumieniem. Dlaczego właściwie miałby jakkolwiek bronić czyjegokolwiek życia, a w szczególności kogoś, kto sam pchał się pod nóż? No dobrze, były pewne wyjątki, które by od podobnej decyzji odciągał, ale przypadkowa Agatha nie zasługiwała na nic, co chociażby stało obok troski.
Nie byłby też zbyt pewien co właściwie było złego w tym, że zajął się nią, a nie poszedł walczyć ze wściekłą Arcykapłanką, której ewidentnie odkleiła się nie jedna, a wszystkie klepki. Jak na potwierdzenie tego, zbliżyła się do nich jedna z kapłanek, która wcześniej chyba grała na bębnie. Uniósł spojrzenie, wspinając się po położonej na jego ramieniu dłoni i zatrzymując na jej twarzy.
- Mogę się teleportować i kogoś wezwać - powiedział, mrugając na nią w ten gadzi sposób. Zdecydowanie było to szybsze niż powolne usunięcie się z polany razem z dziewczynami, zakładając oczywiście, że którakolwiek z nich była gotowa na pośpieszną ewakuację.

Jakiekolwiek jednak miały zdanie na ten temat, uniósł się nad nimi gniewny głos Isobell, kierowany do ich nowego bohatera tego święta, czyli Murtagha. Leviathan spojrzał w ich stronę, mieląc w głowie myśl, że Arcykapłanka była niezwykle wybredna, jeśli chodziło o swoje ofiary. Jakichkolwiek jednak planów nie miała, Agatha postanowiła wziąć sprawy we własne ręce. Znów zrobiło się jasno i Rowle miał wrażenie, że świat rwie się przy tym na strzępy, kiedy wszyscy polecieli na ziemię niczym kukiełki, nagle pozbawione podtrzymujących ich sznurków.

A potem była biel.

Która zamieniła się w otulającą ich, miękką sielskość. Wcześniej wspinająca się po karku gęsia skórka zniknęła, tak samo jak i specyficzny posmak tańczący na języku. A oni leżeli na stogu siana, niby w promieniach letniego słońca. Tyle, że tego wcale nie było na niebie, które spoglądało na nich czernią, a mimo tego było jasno jak w środku dnia.

Przekręcił twarz na bok, między źdźbłami siana wyłapując zaraz profil Timmy i przez moment zwyczajnie patrząc na nią, jakby zastanawiając się, czy to nie był tylko sen. Sięgnął zaraz ręką, wyciągajac ją w jej stronę i łapiąc za nadgarstek, chcąc sprawdzić, czy była jak najbardziej prawdziwa.

Była. To świetnie.

Puścił ją, schodząc ze stogu siana pośpiesznie, a kiedy stopy dotknęły ziemi, a on się wyprostował, wyciągnął do niej ręce, chcąc pomóc jej również wykaraskać się z miękkiego kopca.
- Nic ci nie jest? - zapytał, mrużąc przy tym oczy i z uwagą przyglądając się jej, chcąc jak najprędzej samemu nawet odpowiedzieć sobie na to pytanie. A kiedy uświadomił sobie, że była cała, kiwnął tylko z zadowoleniem głową. Dopiero potem dotarło do niego, że nie byli sami, kiedy usłyszał jak trzecia osoba szeleści sianem, chcąc zejść ze stogu. Murtagh. Puścił Timmy, chociaż nie był to gest w żadnym wypadku pośpieszny, czy sugerujący że ktoś przyłapał go na gorącym uczynku. - Wszystko w porządku? - zapytał, chyba tylko dla zasady, Macmillana też mierząc spojrzeniem od stóp do głów. Potem natomiast odwrócił się, rozglądając dookoła, aż nie trafił na szarą plamkę, która ewidentnie się do nich zbliżała.

Kobieta. Jakimś cudem była tutaj najmniej dziwacznym elementem, mimo że zachowywała się, jakby była u siebie w domu.
- Gdzie jesteśmy? I kim ty jesteś? - zapytał, przyglądając się jej uważnie. Nie znał jej, nawet jeśli odnosił wrażenie, że mówiła do nich tak, jakby wiedziała o nich wszystko. Dzieci? Dobre sobie. Chociaż może coś w tym było, biorąc pod uwagę fakt, że bez magii byli właśnie niczym dzieci we mgle. Bo machnięcie różdżką, tylko dla spróbowania, zrobiło absolutnie nic i pewnie gdyby nie rozlewające się w piersi poczucie beztroskości czy bezpieczeństwa, poczułby się tak koszmarnie jak w każdą pełnię.
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#3
06.02.2024, 21:39  ✶  
Ostatnią rzeczą, którą zapamiętała tuż przed cięciem bezkresnej bieli, był blask ostrza Arcykapłanki. Oraz nadgarstkowa rysa, z której trysnęła świeża krew.
Czy ona naprawdę to zrobiła? Jak bardzo można było łaknąć atencji?
To nie tak, iż widok ten nią nie wstrząsnął – wręcz przeciwnie. Rozsadzała ją pęczniejąca złość, irytacja na durną, młodą kapłankę, która w chwili kaprysu chciała odebrać sobie życie. W imię czego?
W imię niczego –  co chwilę później miało jeszcze mniej znaczenia.
Leżała wypłowiała, niecodzienna i wycięta ze swojej rzeczywistości na siennym dywanie, oczyma lustrując puch chmurnych obłoków. Powstając na nogi, odkryła iż gdziekolwiek i kiedykolwiek się znajdowała, było to miejsce jak najbardziej realne i namacalne. Nie dryfowały nad nią żadne piekielne demony, powietrze nie zamieniło się w płonącą siarkę, a trawa była zielona, jak to trawa.
Poczuła szarpnięcie nadgarstka, ale zamiast żądnej krwi kapłanki, ujrzała Leviego. Powróciła do siebie z myślą, że nigdy więcej do niezręczności nie wróci. Stanie się ona wspomnieniem ledwie mglistym, cichą nutą przeszłości, która z czasem zamilknie na zawsze
Głębszy oddech, drżący zabolał w głębokościach płuc, rozpierał jednocześnie pierś. Uśmiechnęła się, na chwilę mrużąc oczy. Wyglądał groźnie, tak jakby gotów był odgryźć komuś fragment mięśnia z ciała.
– Chyba nic mi nie jest. A tobie?– zeszła z kopca za jego pomocą. Dłoń powędrowała do kieszeni sukienki, lecz sięgnąwszy po różdżkę, od razu wiedziała, że coś jest nie tak. Nie przepływała przez nią magia, ale nie podzieliła się tym z Levim. Sam to zaraz odkryje.
Zatrzymani na skraju, w samym przedsionku niecodziennej scenerii szeregów złotego pola, zaczęła rozważać w jakim stopniu historie o magicznej świętości mogą się stać prawdziwe, czy rzeczywiście niewiernych karano lękiem nie do zniesienia, dłonie, dygoczące w malignie stałyby się nieporadne, a nogi niedługo później rozmiękłyby niczym wata, szukając drogi ucieczki. Nie rozumiała do końca potrzeby tych wszystkich świątyń, kapłanów pełniących niby zaszczytne, jakże chwalebne funkcje. Ale teraz, w zagnieżdżonym głęboko niepokoju, pozostawała w ukryciu własnej moralności i wiary. Czy była tchórzem? Może trochę tak. Na pewno w starciu z nieznaną sobie bestią, wolała być rozważna.
Ich oczom chwilę później ukazał się Murtagh.
– Czy wiesz co się dzieje, Murtagh? – zapytała, no bo kogo właściwie miała innego zapytać, jeżeli nie samego Macmillana. Sarah o swoim bracie niewiele mówiła, a Septima wiedziała jedynie tyle, że jest mroczny i zajmuje poważane stanowisko w Ministerstwie. Subtelnego, szarego cienia przemierzającego pszenicę początkowo nie zauważyła, nie dopóki nie zbliżył się wystarczająco blisko, aby dojrzeć w nim postać kobiety z sierpem.
Westchnęła ociężale, przekręcając głową na pytania Leviego. Znając Macmillanowe czary i dyrdymały, odpowiedzi nie dostaną. Za to sama odezwała się, zezując to na kobietę, to na wspomniane zboże.
—Jak to się robi? — zagadnęła nieśmiało, bo raz, że na wsi nigdy nie mieszkała, a dwa... nie była pewna, jak takie rzeczy robiło się bez różdżek.
Danger in disguise
"Death is a release; not punishment."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki (182 cm), szczupły, brodaty szatyn. Zwykle ubiera się w czarne garnitury z dobranym golfem lub koszulą z krawatem. Na dłoniach często nosi skórzane rękawiczki, ukrywając swoją chorobę. Jego oczy są głęboko osadzone i bardzo jasne, wręcz srebrzyste. Na dłoniach nosi sygnety, zaś na ramiona zwykle narzuca czarodziejską szatę w odcieniach czerni i zieleni. Posiada spinki do mankietów ze swoją ulubioną drużyną Quidditcha - Goblinami z Grodziska.

Murtagh Macmillan
#4
08.02.2024, 22:40  ✶  

Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu słowa Isobell go zabolały. Wiedział, że jest niemoralny, przesiąknięty zepsuciem do szpiku kości. Przecież właśnie dlatego wciąż i wciąż odsuwał od siebie młodszą siostrę, jak gdyby jej jasna obecność czyniła jego czerń jeszcze ciemniejszą. Mimo to, wypowiedziane na głos słowa, okraszone taką pogardą i nienawiścią dotknęły czułej nuty w jego sercu. Czy naprawdę tym właśnie chciał być? Mrokiem, który istniał tylko jako kontrapunkt dla jasności i dobra? Milczeniem śmierci, które uwydatniało wartość pochodzącą ze śmiechu życia? Przecież nie zawsze tak było. On też kiedyś miał plany, czuł miłość, miał nadzieję. Czy mógł ryzykować ból, który czuł kiedy Diana go odrzuciła, w imię zostania... No właśnie, kim? Jego działalność na Nokturnie definiowała go znacznie bardziej niż praca w Ministerstwie - bez Rose Noire byłby nikim.


Otworzył usta, chciał coś powiedzieć, ale Agatha go ubiegła. Biedna, niewinna, zmanipulowana dziewczyna dokończyła to, przed czego zrobieniem on próbował powstrzymać Isobell. Przez ułamek sekundy dostrzegł odbicie ognia w błyszczącym ostrzu noża i pomyślał, że jeszcze może zdążyć dopaść do niej i zatamować krwawienie. Jeszcze mógłby ją ocalić. Potem z rany popłynęła krew, wytyczając ciemny łuk na nadgarstku dziewczyny i skapując na kamienie. A potem była już tylko biel.


Unosił się w białej, efemerycznej kołysce. Czuł swoje ciało, ale nie mógł go dostrzec. Nawet go nie szukał, bo biel nie była tym nieprzyjemnym jasnym światłem odbitym od białej kartki papieru a raczej mleczną bielą czystego prześcieradła i ciepłej kołdry tuż przed tym kiedy człowiek odkrywa twarz, budząc się rano. Czuł się lekko i spokojnie - coś czego nie doświadczył od wielu lat. W jakiś niezrozumiały sposób biel rozpromieniała nawet te mroczne zakamarki jego umysłu, krwi i genów w których drzemał jego Praprzodek. Nie było żadnego syczącego głosu, który mógłby skarcić jego postępowanie, nakazać mu coś albo ukarać go za sprzeciw przeszywającą migreną. Zamiast tego była biel, jasność i błogość. Murtagh przelotnie pomyślał, że jeśli to jest śmierć to Agatha miała zupełną rację podcinając sobie żyły i on sam powinien był to zrobić o wiele wcześniej. Wreszcie był wolny od wszystkich trosk, zobowiązań, planów, ambicji i porażek. W tej nieskończonej bieli to kim był i co zrobił przestawało mieć znaczenie.


Kiedy znów wróciły do niego zmyły, najpierw poczuł zapach - świeże powietrze, lekka wilgoć i zboże. Potem poczuł ułucia źdźbeł siana na plecach, nogach i dłoniach. Kiedy otworzył oczy i ujrzał niewytłumaczalne, nocne niebo, rozświetlające okolicę równie dobrze jak południowe słońce, poczuł że jego wzrok lekko się rozmywa. Usiadł szybko, dotykając oczu i policzków nieco zdumiony. Płakał? Nie, to bez sensu. A jednak - mokra skóra i lekki słony posmak, kiedy przyłożył palce do ust nie pozostawiały wątpliwości. Chciał położyć się z powrotem, z nadzieją że uda mu się wrócić do tej bieli ale głosy dwóch osób, które usłyszał, sprawiły że szybko otarł łzy z twarzy. Powoli zaczął gramolić się ze stogu - kiedy zeskoczył w dół poczuł, że kolana nadal ma nieco miękkie ale udało mu się zachować równowagę.


Spojrzał najpierw na Septimę, a potem na Leviathana. Co oni robili tu z nim? Jeśliby umarł, gdziekolwiek by trafił, szczerze wątpił że ta dwójka wylądowałaby w tym samym miejscu co on. Kiedy Ollivanderówna zwróciła się do niego, wzruszył ramionami.
- Isobell jest jebnięta. Już dawno podejrzewałem, że straciła kontakt z rzeczywistością. Może to jakaś klątwa? A może gdzieś nas teleportowała? Wiem tyle co i wy. - oznajmił znudzonym, nieco nieuprzejmym tonem głosu. Jezu, niech oni sobie pójdą i zostawią go w spokoju. Co go obchodziło gdzie jest? Obecnie nie miał ochoty ani przestrzeni emocjonalnej na robienie czegokolwiek. Z tego też powodu razem z nimi obserwował nadchodzącą kobietę. Matka pojawiło się w jego głowie, bo widział rozliczne jej podobizny w kowenie jako dzieciak. Ta kobieta nie wyglądała jednak w żaden sposób na boginię, raczej na spracowaną mugolkę. Mimo to, zaryzykował pytanie, bo jeśli nie znała odpowiedzi to i tak nic nie straci.
- Czym była ta biel, w której się znaleźliśmy wcześniej? - zwrócił się do niej, jakby ignorując to co im oznajmiła. Zostawił też póki co dla siebie drugie pytanie, które chciał zadać - "Jak do niej wrócić?" bo sam nie był pewny, czy był gotowy na to, żeby poznać odpowiedź.



“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight  Murtagh Macmillan, Secrets of London
Widmo
Wit Beyond Measure Is Man's Greatest Treasure.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarownica czystej krwi; jedna z czworga legendarnych założycieli Hogwartu. Posiadaczka słynnego diademu, obdarzającego niezwykłą mądrością.

Rowena Ravenclaw
#5
11.02.2024, 23:12  ✶  
Byliście pewni dwóch skrajnie sprzecznych ze sobą rzeczy.
Pierwszą z nich było to, że nigdy wcześniej nie widzieliście tej kobiety; nie potrafiliście dopasować jej twarzy do żadnej znanej znanej wam osoby. Nawet jeśli jej oczy, albo kształt nosa wydawały wam się podobne do rysów kogoś wam bliskiego, myśli te szybko się rozpierzchały, zanim zdążyliście się ich chwycić. Z drugiej jednak strony, nie mogliście się wyzbyć wrażenia, że towarzyszyła wam przez całe wasze życia; że to właśnie ona tuliła was do piersi i uczyła stawiać pierwsze kroki, śpiewała kołysanki i czule gładziła wasze rozpalone gorączką czoła. W waszych wspomnieniach mieszała się z obrazami waszych matek - lub ich wyidealizowanego obrazu.

Dualistyczne odczucia - spokoju i sprzeciwu - oraz dziwna, niemożność ich wyrażenia (jakby coś ściskało was za gardło, gdy próbowaliście ubrać swoje myśli w słowa) sprawiały, że czuliście się bezbronni i bezradni niczym dzieci, które nie potrafią jeszcze werbalnie wyrażać swoich potrzeb. Kobieta to widziała i uśmiechała się do was wyrozumiale, mimo, że sama twarz miała poszarzałą ze zmęczenia.

— Mam wiele imion. Selene, Diana, Isztar, Hekate, Izyda, Demeter… — wyliczała, zżynając pszeniczne kłosy, które następnie rzucała pod swoje nogi. Choć robiła to z wielką wprawą, w jej ruchach widoczna była jakaś ociężałość, niewątpliwie spowodowana jej odmiennym stanem — Najczęściej jednak nazywają mnie po prostu Matką — dodała, w ten sposób niejako potwierdzając myśli Murthaga.

Na pytanie Septimy przerwała pracę, uklękła pośród zboża i zebrała dwa niewielkie pęczki zboża.

— To bardzo proste, Timmy. Najpierw powrosło, później cały snopek — skrzyżowała ze sobą pęczki, a następnie zaczęła oplatać jeden wokół drugiego, tworząc w ten sposób postronek. Później zebrała całe naręcze pszenicy - tak wielkie, że jej chude ramiona z trudem mogły je objąć - i ścisnęła je mocno, po czym przewiązała przygotowanym powrosłem. Gotowy snopek postawiła obok, sama zaś chwyciła znów za sierp, który wręczyła Leviathanowi z niemą prośbą - a może poleceniem - odbijającym się w jej oczach. Sierp był ciężki i zimny, a charakterystyczne ostrze w kształcie półkola wyglądało na świeżo naostrzone, lecz gdyby trafił na twoją skórę (bez względu, czy przypadkiem, czy celowym działaniem), nie wyrządziłby żadnej krzywdy. Jedynie otaczające was pole mu ulegało.

Sama kobieta skierowała teraz swoją uwagę na Murthaga.

— Zasłona oddzielająca materię od ducha — odparła cicho, nie siląc się na dodatkowe wyjaśnienia. Zamiast tego wyciągnęła ku niemu dłoń i pogłaskała po policzku. Dotyk miała ciepły i delikatny niczym muśnięcie skrzydeł motyla — Zasmuca mnie twoja droga, synu. Nie musisz być jednak czysty, by zasługiwać na moją miłość. Ona jest bezwarunkowa.

adnotacja moderatora
Proszę o odpis do czwartku (15.02) do godziny 12 Serduszko
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#6
14.02.2024, 01:06  ✶  
- Wszystko dobrze - zapewnił ją, przez moment jeszcze lustrując ją wzrokiem, jakby chcąc się upewnić, że faktycznie, była cała i zdrowa. Ale im dłużej się jej przyglądał, tym pewniejszy był faktu, że gdziekolwiek się nie znaleźli, nie stała im się żadna krzywda. Przynajmniej fizyczna. Wystarczyło też chociażby zerknąć na towarzyszącego im Macmillana, by dojść do tego samego wniosku. Szczególnie, kiedy wyraził swoją opinię o tym, co właściwie myślał o Isobell.

Wzruszył ramionami na westchnięcie Timmy. Nie spodziewał się jakiejś konkretnej odpowiedzi od nieznajomej, ale przecież nigdy nie zaszkodziło spróbować, prawda? Szkoda tylko, że kobieta postanowiła mu nie odpowiedzieć, zamiast tego jednak przedstawiając się całym słownikiem imion, kończąc tym najważniejszym, które jasno dźwięczało w głowie każdego czarodzieja. Matka. Spotkanie Matki, brzmiało abstrakcyjnie, jakby umysł nie do końca chciał uwierzyć w to, że było to w ogóle możliwe, a jednocześnie, biorąc otaczający ich nastrój, który przenikał ich na wskroś, Levi był w stanie uwierzyć, że była dokładnie tą za którą się podawała.

Nawet jeśli pozornie wydawała się całkiem nieznajoma, w jej twarzy wydawało się z łatwością odnaleźć wszelkie podobieństwa do tej, w której jako dziecko odnajdywał ukojenie. To jej ręce otaczały go z matczyną miłością i to jej ufał bezgranicznie. W jego głowie jednak, te wszystkie znajome odblaski nosiły imię Evelyn. Może dlatego już bez słowa dalszego sprzeciwu chwycił za oferowany mu sierp, zabierając się do wskazanej pracy i rznąc pszenice na następne snopki.
Danger in disguise
"Death is a release; not punishment."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki (182 cm), szczupły, brodaty szatyn. Zwykle ubiera się w czarne garnitury z dobranym golfem lub koszulą z krawatem. Na dłoniach często nosi skórzane rękawiczki, ukrywając swoją chorobę. Jego oczy są głęboko osadzone i bardzo jasne, wręcz srebrzyste. Na dłoniach nosi sygnety, zaś na ramiona zwykle narzuca czarodziejską szatę w odcieniach czerni i zieleni. Posiada spinki do mankietów ze swoją ulubioną drużyną Quidditcha - Goblinami z Grodziska.

Murtagh Macmillan
#7
19.02.2024, 10:57  ✶  

Murtagh nie odczuwał strachu, ani niepewności a jednak nie był też zupełnie spokojny. Jego cała istota instynktownie wiedziała, że miejsce - lub też stan - w którym się znalazł nie jest dla niego naturalne. Starał się jednak nie dać tego po sobie poznać, szczególnie, że choć stojąca przed nimi kobieta przywodziła mu na myśl istotę matczynej miłości, to jednocześnie niepokoiła go i nie zdawała się zupełnie przyjazna.


Obserwował jej demonstrację, zastanawiając się czy poprosi o pracę każde z nich. Jeśli tak, to będzie potrzebowała więcej narzędzi, niż tylko ten jeden sierp, który trzymała w ręku. Prawdopodobnie jednak odpowiednie narzędzia znalazły by się w ich rękach bez żadnego problemu. Część jego chciała podejść do niej i pomóc jej wiązać snopek - przecież w jej stanie musiała to być ciężka praca. Trwał jednak niewzruszenie, w nadziei że któraś z osób mu towarzyszących podejmie się tego zadania zamiast niego. Nie miał problemu ze zrzucaniem odpowiedzialności na innych, kiedy nie czuł ochoty i potrzeby aby ją dźwigać.


Gdy Matka zwróciła się bezpośrednio do niego, zbliżając się i dotykając jego twarzy, na chwilę instynktownie przymknął oczy, nachylając się do jej dotyku niczym słonecznik wyciągający się w stronę słońca. Nie mógł poradzić nic na to, że znów poczuł się jak mały chłopiec w matczynej kuchni, gdy kobietka drobna ale dostojna przekazywała mu wiedzę o wierze, którą sama wyznawała a świat wydawał się prosty i czarno-biały. Jego własna matka nie chciała już na niego patrzyć, bo wybrał dziedzictwo jej przodków zamiast wiary, która miała uratować ją samą i jej dzieci przed klątwą, którą nosili we krwi. Czy więc mógł zaufać, że ta tutaj się go nie wyrzeknie, że naprawdę będzie kochała go bezwarunkowo - nawet pomimo tego, że posyłał jej dzieci na śmierć? Nawet pomimo tego, że nigdy nie było dla niego nic ważniejszego niż on sam? Jego wzrok stwardniał nieco, kiedy odsunął się od dotyku kobiety.

- Czy to jakaś sztuczka Isobell? Ona ci zapłaciła? - zapytał, chociaż instynktownie domyślał się, że kapłanka nie miała takiej mocy magicznej aby stworzyć czar, który tak by nimi owładnął. A kobieta stojąca przed nim sprawiała, że magia w nim płynęła jakoś inaczej i sprawiała wrażenie nie bycia istotą ludzką.



“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight  Murtagh Macmillan, Secrets of London
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#8
22.02.2024, 22:55  ✶  
Westchnęła cicho wysłuchując Murtagha, spisując interakcję z nim na informacyjne straty. Ponoć to kobiety uchodziły za emocjonalne kreatury, ale osobiste doświadczenia kreśliły z goła inny szkic rzeczywistości. Cóż, jakiekolwiek uczucia związane z kowenem nim targały, były silne i nie sądziła aby te animozje miały zostać rozwiązane w najbliższej przyszłości.
Selene, Diana, Isztar, Hekate, Izyda, Demeter. Matka.
Wzdrygnęła się znacząco na to słowo, a ciężka kotara wspomnień zaszyła jej umysł. Coś osiadło na płycie serca, coś ją pobudziło i rozgrzało mętniejącą obojętność. Ujrzała błyszczące oczy jej własnej matki, ciepły głos i jeszcze cieplejsze ramiona, które zawsze ją szczelnie otulały. Usłyszała jej głos, kobiecy i delikatny, śmiech rozjaśniający najgorszą smołę bezgwiezdnej nocy. Czy była idealną matką? Już dawno wypruła z pamięci wszelkie plamy czerniejące na jej życiorysie — każda sprzeczka, każde stanowcze nie i odmowa wyblakły na płótnie wspomnień i już nigdy nie miały powrócić.
Odciągnęła przymglone spojrzenie od profilu Matki z ospałością, poruszeniem źrenic wędrując ku Leviemu. Czy odczuwał to samo co ona? A może kapłańska wizja była jedynie diaboliczną marą mającą na celu zwieść ku zagładzie? Nie odgadnęła jego myśli; zamiast tego powłóczyła wzrokiem za sylwetką chwytającą za ofiarowany mu sierp. Nie odezwawszy się, z podskórną niepewnością wybrzuszającą mięśnie i z przebłyskiem dreszczu przeskakującego przez segmenty kręgosłupa, zaczęła krzyżować ze sobą pęczki, a następnie oplatać jeden wokół drugiego. Nie robiła tego ze sprawnością i żwawością Matki; widać było, iż choć uchodziła za rzemieślnika z fachem w dłoniach, to z pracą na roli nie miała dotąd do czynienia.
Uniosła głowę z nad dojrzewającego w jej palcach snopka i przyjrzała się badawczo Kobiecie. Nie decydowała się na wysublimowaną powściągliwość, nie tym razem — w cieniu jej aury poczuła, że ma znów dwanaście lat i jako pełnoprawne dziecku, wypada gapić się na wszystko i wszystkich.
Widmo
Wit Beyond Measure Is Man's Greatest Treasure.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarownica czystej krwi; jedna z czworga legendarnych założycieli Hogwartu. Posiadaczka słynnego diademu, obdarzającego niezwykłą mądrością.

Rowena Ravenclaw
#9
12.03.2024, 11:28  ✶  
W odpowiedzi na słowa Murthaga na jej czole pojawiła się głęboka bruzda wyrażająca zmartwienie. Wciąż uśmiechała się do niego łagodnie, lecz w tym grymasie więcej było ukrytego matycznego bólu, aniżeli radości.

— Znasz już odpowiedź — rzekła łagodnie — Nawet ona nie ma takiej mocy.

Fakt, że kobieta zdawała się czytać w myślach Murthaga, nikomu z was nie wydał się niczym dziwnym. Wręcz przeciwnie, ogarnęło was przeczucie, że właśnie tak powinno być, że przecież Matka najlepiej zna swoje dzieci - ich upodobania, obawy, humory...

Poklepała czarodzieja po ramieniu i ruszyła w stronę Septimy oraz Leviathana. Nagle jednak znieruchomiała i spojrzała w stronę majaczących na horyzoncie górskich szczytów. Zaraz potem wbiła wzrok w niebo - ten nietypowy firmament przypominający rozpruty materiał, z którego wyzierała konstelacja, z księżycem w pełni jaśniejącym zamiast słońca.

— Zbiera się na burzę — oświadczyła. Też to poczuliście, to samo napięcie powietrza, które towarzyszyło wam w Stonehenge na moment przed uderzeniem pioruna. Ale to nie grom spadł z nieba, lecz silny podmuch powietrza zakołysał zbożem, porwał w górę ścięte kłosy i uderzył was z tak wielką siłą, że z trudem udało wam się utrzymać na nogę. Matka tymczasem chwyciła Murthaga za rękęi podbiegła do Septimy oraz Leviathana - ostatanie, czym pamiętaliście, był trzepot jej spódnicy na wietrze. Zdawało się, że materiał na moment przysłonił wam wizję.

W następnej chwili siedzieliście ciasno przytuleni do siebie pod szarym namiotem. Widzieliście, jak wiatr szarpie jego ściany, ale nie docierał do was. Było wam duszno, nieco niewygodnie, gdy słoma wbijała się w waszą skórę, ale byliście bezpieczni. Matka natomiast wyglądała na jeszcze bardziej zmartwioną.

Pięknie proszę o odpis do wtorku (19.03) Pwease
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#10
15.03.2024, 17:10  ✶  
Posłusznie zżynał kolejne pasma zboża, kątem oka jednak patrząc w stronę Murtagha i trochę zastanawiając się, jaki właściwie był jego problem. Bo wyglądał, jakby cała ta przygoda, której właśnie przyszło im doświadczać, dotykała go nieco bardziej niż powinna. A może z jakiegoś powodu robiła to w inny sposób. Taki, który Rowle'owi z pewnych przyczyn umykał.
To jednak jak Matka odpowiadała Mcmillanowi, w żaden sposób nie napawało Leviego wątpliwościami, jakby jej instynktowne odpowiedzi były jak najbardziej na miejscu. W końcu każda matka czytała swoje dziecko jak nikt inny, znając je niemal na wylot.

Kiedy wreszcie odstąpiła od Murtagha, kierując się w stronę jego i Timmy, Levi wyprostował się nieco, na moment przerywając swoją pracę, jakby oczekiwał że szła do nich z jakimś kolejnym zadaniem. Mimowolnie też, kiedy ta znieruchomiała, sam podniósł spojrzenie w kierunku gdzie się obejrzała, ostatecznie zapatrując się ku niebu.

Kiedy wiatr zebrał się, uderzając w nich z siłą, mimowolnie przysłonił twarz jedną ręką, drugą kierując w stronę Septimy. Nawet przesunął się zaraz w jej stronę, splatając z nią swoją dłoń, żeby mieć pewność że nic jej nie będzie. Może chociaż odrobinę wzbraniałby się przy tym w obecności Mcmillana, gdyby nie fakt że z każdą chwilą wszystko to robiło się dziwniejsze i dziwniejsze. Nawet Matka wydawała się wielce zaniepokojona tym, co działo się dookoła.

- Wyglądasz na zmartwioną - zauważył oczywiste, ściskając się obok Murtagha i Septimy na słomie. - Czy jest coś, co możemy zrobić, żeby wszystko się uspokoiło i żebyśmy mogli wrócić? - zapytał kobiety, przyglądając się jej uważnie. Nie mogli przecież zostać tutaj na zawsze, prawda?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Leviathan Rowle (1095), Murtagh Macmillan (1048), Rowena Ravenclaw (1126), Septima Ollivander (753)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa