Jedną z głównych wad małżeństwa z lekarzem - zwłaszcza tak zaangażowanym w swą pracę jak Perseus - jest to, że może on w każdej chwili zniknąć, by nieść pomoc swym pacjentom. Przekonać miała się o tym Vespera niespełna dwie doby po ślubie, gdy na parapecie ich salonu zawitał czarny kruk z listem. Trudno właściwie nazwać tę kreśloną na kolanie (zupełnie tak, jakby nadawca był w ogromnym pośpiechu lub rozedrganiu emocjonalnym, albo też jednym i drugim, jak zauważył Black), nieco enigmatyczną notatkę, listem. Rozpoznał jednak charakter pisma matki chłopca, który niedawno opuścił mury Lecznicy Dusz.
To sprawa życia i śmierci, wyjaśniał w przerwie pomiędzy przeprosinami. Nie mógł powiedzieć wiele więcej niż to, że młodzieniec jest w naprawdę kiepskim stanie psychicznym i może zrobić krzywdę sobie lub komuś w swoim otoczeniu. Jakaś część Perseusa chciała dodać, że wpadł w delirium po tym, jak jego siostra została zamordowana na jego oczach podczas ataku na Beltane. Byłoby to jednak zbyt ogromnym i przede wszystkim zbędnym okrucieństwem wobec Vespery - nosiła na przedramieniu Mroczny Znak, ale tamtą noc spędziła w jego mieszkaniu.
Windermere. Odwiedził to miejsce przed laty; sam gorąco polecał je tej czarownicy, kiedy wypisywano jej syna. Chłopak się tam wyciszy, bliskość natury dobrze mu zrobi. Teraz przeklinał to jezioro całym sercem. Choć być może nie samo jezioro, a to, jak daleko było ono położone! Podróż z Londynu do Kumbrii nie należała do łatwych i przyjemnych, a dodatkowym czynnikiem pogłębiającym dyskomfort był fakt, że naglił go czas. Kiedy wreszcie dotarł nad Windermere, słońce zdążyło już schować swą tarczę za horyzontem. Zapadał wieczór, jeden z tych sierpniowych wieczorów, które wciąż mają w sobie słodycz lata, lecz można w nich już wyczuć pierwsze tchnienia jesieni.
Nie miał problemów ze znalezieniem domku, który wynajmowała rodzina jego pacjenta - w końcu niewiele zmieniło się w tym miejscu od ostatniej wizyty - co przyjął z ogromną ulgą. W tym ferworze zapomniał o eliksirze na jego dolegliwości i teraz ostry ból przeszywał jego stopę, ilekroć stawiał krok. Liczył zatem, że w chatce nad jeziorem znajdzie odpoczynek.
Ale w środku nikogo nie było. Zastał uchylone drzwi i kolejny list pozostawiony na stole. Był zaadresowany do pracowników ośrodka, choć nie mógł się powstrzymać przed pobieżnym zerknięciem - w końcu to sprawa życia i śmierci. Matka chłopaka napisała, że z tym miejscem jest coś nie tak, dlatego wyjeżdżają natychmiast i nie mają czasu na wymeldowanie. Bezradny wobec tych informacji Black wyszedł z domku i usiadł na szczycie prowadzących do niego drewnianych schodów, zastanawiając się, co powinien zrobić. Skontaktować się z kimś z obsługi i wypytać o kobietę z synem? Tak, na pewno to zrobi. Powiadomić Brygadę Uderzeniową? Może najpierw wyśle kogoś z Lecznicy do domu chłopaka w Dolinie?
I wtedy go zauważył. W pierwszej chwili nie chciał uwierzyć, że to właśnie jego sylwetka wyłoniła się z mlecznej mgły unoszącej się nad jeziorem. Zamrugał kilkukrotnie, jakby chciał pozbyć się tej sennej istoty, ale ona nie tylko nie zniknęła, lecz także podążała w jego kierunku. Serce zatrzepotało gwałtownie, jakby było ptakiem, który desperacko chciał wyrwać się z więżącej go klatki piersiowej. Na chwilę zapomniał, jak się oddycha - na Merlina, Perseus zawsze zapominał jak się oddycha w jego towarzystwie.
— Laurent? — wyszeptał niemalże bezgłośnie i - och, jakże to żałosne - pomyślał, że chciałby złożyć głowę na jego ramieniu, zamknąć oczy i pozwolić sobie na chwilę bezsilności
!szaleństwoWindermere
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory