• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[10-11.07.1972r.] Brakujące Dokumenty | Richard & Scarlett

[10-11.07.1972r.] Brakujące Dokumenty | Richard & Scarlett
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#1
17.08.2024, 10:50  ✶  

10-11 lipca 1972r.
Norwegia (Oslo) | Dom Richarda Mulcibera


Po odbytej kilka dni temu rozmowie z bratem, dotyczącej jego pracy w Ministerstwie Magii, Richard w wolnej chwili przejrzał swoją zebraną z domu dokumentację, potrzebną do złożenia papierów o pracę w Biurze Aurorów. Znając jednak hierarchię rekrutacji w Brytyjskim Ministerstwie Magii, najpewniej przyjmą go pierw do Brygady Uderzeniowej. Miał wszystkie potrzebne podstawowe dokumenty. Musiał jedynie na nowo rozpisać życiorys. Opisać swoje doświadczenia zawodowe. Brat zasugerował mu, że dobrze byłoby mieć dodatkowe papiery z osiągnięciami, co mogłoby zwiększyć jego szanse zatrudnienia. Tych dokumentów nie miał na miejscu.

Podejmując decyzję o swoim wyjeździe do Norwegii, nie tylko uprzedził Roberta o tej decyzji, ale wspólnie ustalili odpowiedni termin, biorąc także pod uwagę interesy Roberta poza Anglią. Wymieniali się, aby choć jeden pozostawał w kamienicy i pilnował interesów rodzinnych. Pod nieobecność brata, Richard zajął się klientami, spotkaniami, jakie były z nimi zaplanowane. Gdy Robert wrócił do Londynu, wymienili się i dzień później, Richard udał się do Oslo, aby załatwić swoje sprawy.

Nie miał pojęcia o tym, jaki numer wykręcił jego młodszy syn ze skrzatem. Wykorzystując Agnarra do przyjmowania korespondencji od klientów. Pojawiając się w swoim domu za pomocą świstoklika, nie zauważył na pierwszy rzut oka, że coś mogło być nie tak. Skrzat po usłyszeniu charakterystycznego dźwięku, jaki towarzyszy świstoklikowi, zmaterializował się w pobliżu, witając Richarda.

- Wszystko w porządku? Działo się coś pod moją nieobecność?
Zapytał skrzata. Mając nadzieję, usłyszeć dobrą odpowiedź.
- Wszystko w porządku, Panie Richardzie. Agnarr wywiązuje się ze swoich zadań, jak Pan prosił.
Odparł w odpowiedzi skrzat, zgodnie z prośbą panicza Charlesa, nie mówiąc o czymś, o czym nie powinien martwić Pana tego domu.
- Scarlett jest w domu?
Zapytał przy okazji, aby też sprawdzić, czy dziewczyna sobie jakoś radzi, pod nieobecność męskiego grona domowników.
- Panienki nie ma. Mówiła Agnarrowi, że wróci wieczorem.
Odpowiedział skrzat. Richard musiał to przyjąć do wiadomości i najwyżej porozmawia ze swoim najmłodszym dzieckiem w godzinach późniejszych.

Podziękował skrzatowi i udał się do swojego gabinetu, gdzie w pierwszej kolejności odszukał swoją teczkę z osiągnięciami zawodowymi. Potrzebował tych danych również do rozpisania na nowo życiorysu. Odnalazł także swoje osiągnięcia zawodowe i inne podziękowania. Zgarnął całą teczkę tych dokumentów, chowając do swojej podręcznej odpowiednio dużej torby.

W popołudniowym czasie, pozwolił sobie udać się na rozmowę z Panem Evensenem, który pod jego nieobecność, nie chciał rozmawiać z Charlesem, chcąc zawrzeć umowy jedynie z Richardem. Dla tego celu, Mulciber przeznaczył dwa dni swojego pobytu tutaj. Klienci nawet w Skandynawii byli ważni.

Spotkanie z klientem odbyło się w jego posiadłości, na granicy Oslo, w jego magicznej części. Wstępnie Richard przeprosił za syna, ale tym samym usprawiedliwił swoją niedostępność, spowodowaną sprawami rodzinnymi w innym kraju. Dlatego na swoje zastępstwo, zaangażował syna. Zostało to zrozumiane, lecz tym samym zaznaczone, że kwestie umów woleliby bezpośrednio omawiać z głównym przedstawicielem interesu handlowego rodziny Mulciber. Jakim w tym kraju był Richard, reprezentując brata. Na szczęście dalsze sprawy bez problemu można było omówić i dokonać przedłużenia umowy, a także zawarcia nowej o nowe składniki do wykonywania świeczek, czy kadzideł. Składniki z gór północnych, w trudno dostępnych warunkach. Choć kosztowne, mogą przynieść sporego zysku, nowego zainteresowania dla odbiorców w jego rodzinnym kraju w Anglii.

Spotkanie z Panem Evensenem przebiegło spokojnie, w dobrej atmosferze, w zrozumieniu i wyrozumiałości. Richard wrócił do domu, gdzie przy okazji przejrzał inne sprawy papierowe w swoim gabinecie. Czekając najwyraźniej na powrót córki, gdzie godzina kolacji nieubłaganie się zbliżała.

Ancymon
"Niewierny jest ten, kto żegna się, gdy droga ciemnieje"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nie jest ani wysoka, ani niska, mierzy dokładnie 168 cm. Włosy w kolorze jasnego blondu, ślepia kocie w odcieniu lodowego błękitu. Oczy duże, nosek mały i nieco zadarty, pełne usta na których często widnieje zaczepny bądź pogardliwy uśmiech. Pachnie słodko, lecz nie mdło, mieszanką wanilii, porzeczki i paczuli.

Scarlett Mulciber
#2
17.08.2024, 16:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2024, 16:29 przez Scarlett Mulciber.)  
Cały dzień spędziła na obrzeżach Oslo w domu swojej mentorki. Można powiedzieć, że jej pomaganie jakiś czas temu na dobre się skończyło, teraz pracowała na pełen etat, gdyż Frida nie domagała. Jej stan zdrowia drastycznie się pogorszył, przez co nie miała siły nawet wstać z łóżka. Scarlett starała się zająć jej interesem, a jednocześnie zaopiekować się kobietą.
Frida coraz częściej mówiła o śmierci, łamiąc młodej Mulciber serce. Jej głos był wtedy przerażająco spokojny, a Ona zdawała się być całkowicie pogodzona z nieuchronną przyszłością.
Scarlett te pogodzenie się wychodziło znacznie gorzej, choć wiedziała, że to samolubne, nie chciała by kobieta odchodziła.
Dawała z siebie wszystko, chcąc by jej ostatnia droga przeminęła w ciepłej i miłej atmosferze, zagłuszając swój wewnętrzny krzyk.
  Gdy dotarła do domu, ściągnęła z ramienia torbę, którą z impetem rzuciła. Torba uderzyła w jedną z pustych ścian z głuchym hukiem upadając na ziemię. Jak gdyby skórzany przedmiot był winny jej całej frustracji.
-Panienko.. - urwał skrzat, gdy dziewczyna uniosła gwałtownie dłoń.
-Nie teraz... proszę.. - mruknęła przez zaciśnięte zęby. Wbiła wzrok w podłogę, zaciskając pięści. Nie chciała przelewać na niego swej złości, w zasadzie to na nikogo.
-Panienko... - podjął ponownie, nieco ostrożniej - [Panienki ojciec wrócił...
-c..so..- jej zdziwione spojrzenie powędrowało na skrzata - kurwa mać... -szepnęła, unosząc wzrok na sufit. Wzięła kilka głębokich wdechów, chcąc się wyciszyć w trybie ekspresowym. Przetarła dłoniami twarz, podchodząc śpiesznie do lustra, aby ocenić swój ogólny stan.
Jej dłonie powędrowały na policzki, które rozmasowała energicznie, aby te nabrały delikatnych rumieńców. Oczy miała nieco podkrążone, ale ojciec nigdy nie karcił za pracowitość.
Przeczesała dłonią włosy, wpatrując się we własne odbicie. Nie chciała by tata miał jakieś obawy co do zostawiania jej samej w Norwegii. Nie mogła teraz jechać do Londynu, jeszcze nie teraz.
Zastanawiało ją co sprowadza jej rodziciela do Norwegii. Co prawda zdarzało się, że ją odwiedzał, aczkolwiek ta wizyta była dość nagła i niespodziewana. Nie żeby miał się zapowiadać we własnym domu, po prostu przy ostatnim spotkaniu nic nie wspomniał o planach ponownego przyjazdu w lipcu.
Wzięła głęboki wdech, zaraz powoli wypuszczając powietrze z płuc. Obróciła się na pięcie, ruszając w kierunku gabinetu ojca.
Gdy znalazła się przed drzwiami pierw zapukała, przekraczając zaraz próg.
-Tatuś zrobił mi niespodziankę - na jej usta wpłynął psotny uśmiech. Pokonała dystans który ich dzielił, aby opatulić Richarda łapkami w krótkim uścisku. Niezbyt długo, tata nie lubił jak ktoś zanadto się po nim wiesza.
-Bardzo się cieszę - wyznała z uśmiechem, opierając się o jego biurko
- chociaż się nie spodziewałam... Nic się nie stało, prawda?- zapytała z troską w głosie, przechylając delikatnie głowę bok.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#3
17.08.2024, 21:32  ✶  

Dzisiejsza wizyta Richarda była niezapowiedziana. Ostatnim razem, jak był tutaj w czerwcu, po dwumiesięcznej nieobecności w Norwegii od maja, zjawił u końca miesiąca, aby załatwić kilka spraw. Zamknąć je. Przeprowadzić się do Londynu. Mając nadzieję, że już na stałe. Aby być bliżej Roberta i wspierać go w działaniach, interesach. Poinformował dzieci, że jeżeli chcą, mogą również się przenieść, albo tutaj zostać. Nie tylko on zrobił Scarlett niespodziankę, ale to samo zrobili mu chłopcy, zjawiając się w kamienicy rodzinnej.

W lipcu, Richard miał pojawić się u samego końca. Miał bywać tutaj raz w miesiącu. Pilne sprawy zmusiły go zjawić się wcześniej.
Czekając na powrót Scarlett, wypalił już w gabinecie dwa papierosy. Na stole także stała szklanka z nalanym whisky. Siedział za biurkiem, w spokoju przeglądając swoją dokumentację osiągnięć, aby się upewnić, że to wystarczy. Miał nawet napoczęte pisanie życiorysu.

Słyszał pukanie, ale nie reagował. Rzucił jedynie przelotnie spojrzeniem, dostrzegając Scarlett, która zakomunikowała swoje przybycie. Wrócił od razu do skończenia czytania dokumentu

- Tak samo jak Twoi bracia, pojawiając się w Londynie.
Odniósł się do Charlesa i Leonarda, którzy bez zapowiedzi, dość szybko podjęli decyzję o przeprowadzce.

Nie reagował na przytulenie, nie odtrącał, znając córkę od lat, że uwielbiała to robić. Myśląc, że w ten sposób zyska sobie jego przychylność? Uwagę? Zauważenie?

Dokończył czytać, aby dopiero po krótkiej chwili udzielić jej odpowiedzi.

- Nie. Nic się nie stało. Charles wspomniał, że miał problem z dwoma klientami, więc umówiłem spotkania.
Odpowiedział ze spokojem, chowając dokument do teczki. Oparł się wygodniej o oparcie fotela, po czym uraczył córkę swoim neutralnym spojrzeniem.
- Jak sobie radzisz?
Zapytał. Niby z troski, ale bardziej dla formalności. Zostawiając ją tutaj, z marszu narzucił odpowiedzialność za siebie. Lecz odkąd ukończyła Durmstrang, nie minęło dużo czasu. Wolał mieć pewność, że nie wpakowała się w nic, z czego musiałby znów ją wyciągać.
Ancymon
"Niewierny jest ten, kto żegna się, gdy droga ciemnieje"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nie jest ani wysoka, ani niska, mierzy dokładnie 168 cm. Włosy w kolorze jasnego blondu, ślepia kocie w odcieniu lodowego błękitu. Oczy duże, nosek mały i nieco zadarty, pełne usta na których często widnieje zaczepny bądź pogardliwy uśmiech. Pachnie słodko, lecz nie mdło, mieszanką wanilii, porzeczki i paczuli.

Scarlett Mulciber
#4
17.08.2024, 22:58  ✶  
Na przytulas nie zareagował, ale nie musiał, nigdy tego nie robił. Scarlett zaś uwielbiała się po nim wieszać. Gdy była mała bardzo łaknęła ciepła i chociaż troszkę chciała sobie tego ciepła zawłaszczyć. Z czasem zaczęła to traktować jako swego rodzaju tradycje. Ot ich prywatny rytuał, który cieszył w jakiś sposób serce. Dawało to poczucie więzi, nawet jeśli złudne. Ojciec nigdy nie był mistrzem w okazywaniu miłości wobec swoich dzieci, w zasadzie to był w tym całkiem beznadziejny. Kiedyś jej to przeszkadzało, ale z czasem stwierdziła, że on po prostu taki jest. Kochał, ale na swój dziwny pokręcony sposób, który nie każdy był w stanie pojąć, ale on chyba nie potrafił inaczej. Nigdy nie podniósł na nią ręki, miała dach nad głową, zawsze było co jeść i w co się ubrać. Wbrew surowości wiedziała, że chce dla nich dobrze. Może i nie byli rozpieszczani, ale nie musieli być.
-Moi bracia w Londynie? - podjęła nieco rozbawiona, krzyżując ręce na piersi - Ah więc to tam wybył Leonard... mogłam się domyślić. - mruknęła bardziej do siebie, aniżeli do ojca. Oczywiście, że ten jej nie powiedział. W zasadzie to nigdy ze sobą nie rozmawiali. Mijali się niczym obcy. Starszy brat od zawsze patrzył na nią wilkiem. Kiedyś nawet było jej przykro, potem mało ją to interesowało, a teraz jego niechęć budziła swego rodzaju satysfakcje i rozbawienie.
-Powiadomili chociaż wuja o tej niespodziance? - dopytała, przenosząc wzrok w kierunku okna. Może robienie niespodzianek dla taty brzmiało jak idealny plan, tak uprzednie powiadomienie gospodarza wydawało się czymś oczywistym.
Zerknęła na kartkę papieru, którą czytał, jak gdyby chciała się ukradkiem upewnić, że jej treść nie jest zbyt ciekawa. Akurat wtedy Richard postanowił odpowiedzieć na pytanie dotyczące jego wizyty. Charles sobie nie radził z klientami.
Scarlett zaśmiała się cicho, kręcąc głową
-Problem z klientami, który ty rozwiązałeś jednego dnia? - zagaiła z głupim uśmiechem - a myślałam, że po szkole będzie nieco bardziej charyzmatyczny...Cóż... pewnie jeszcze się wyrobi - odbiła się od biurka, idąc powoli w kierunku okna. Charlie był tym kochańszym bratem. W zasadzie przez jej całe życie odnosiła wrażenie, że on jedyny nie traktuje jej jak wroga czy zło konieczne.
Zerknęła do tyłu, gdy ojciec zapytał o to, jak ta sobie radzi.
-Cóż... -ponownie skrzyżowała ręce na klatce piersiowej - Jeśli pytasz czy przewodzę grupą przestępczą i jestem o włos od wylądowania w więzieniu, to cię uspokoję... - zaśmiała się cicho, odwracając się w jego kierunku - Radzę sobie świetnie... Nie mam czasu na pakowanie się w kłopoty - zaczęła, przez chwilę się zastanawiając czy pociągnąć ów myśl. Powoli przeniosła wzrok w kierunku sufitu
-Mam cholernie dużo roboty... Frida już całkiem podupadła na zdrowiu. A ja staram się ogarnąć jej biznes... - umilkła na moment - i ją... Nie sądzę by zostało jej zbyt wiele czasu - wyznała spokojnie, jak gdyby sprawa jej nie ruszała. Richard mógł podejrzewać, że było inaczej, mimo tego, że ton jej głosu i lekkość wypowiadanych słów na to nie wskazywała. Od kiedy zaczęła prace u staruszki często opowiadała ojcu o tym co robi i czego się uczy. Mówiła o swoich postępach, a u samej kobiety spędzała całe dnie, pomagając jej w tym małym interesie, okazyjnie zarabiając.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#5
18.08.2024, 16:58  ✶  

Zmarszczył brwi, kiedy usłyszał jej odpowiedź, na temat chłopaków. Szczególnie, Leonarda. Czyżby starszy z jego synów, nie poinformował swojej siostry o wyjeździe? Przeprowadzce?

- Leonard Ci nic nie powiedział?
Wiedział, że ta dwójka niezbyt za sobą przepadała, mimo łączącej ich tej samej więzi krwi rodzinnej, ale to nie powód, aby nie informować o decyzji takiej, jak przeprowadzka. Będzie musiał porozmawiać z Leonardem na ten temat.
- Nie. Sam uprzedziłem Roberta, że dałem im wybór. Mieli wysłać mi list z decyzją. Wysłali się sami bez wstępnej zapowiedzi.
Westchnął, udzielając odpowiedzi na pytanie Scarlett. Jeden z nich postanowił pojawić się w kamienicy, pod nieobecność Richarda i Roberta, którzy byli w tamtym czasie w Irlandii. Nie wszystko da się przewidzieć.
- Mieli osobisty interes bardziej do mnie, nie chcieli rozmawiać o nim z Charlesem. Jutro mam kolejne spotkanie.
Nie zarzucał winy synowi. Mógł się starać, ale bywali klienci, co bardziej cenili sobie rozmowy z kimś bardziej doświadczonym i obeznanym w temacie, niż młodzieńcem, dopiero co rozwijającym się. Wyprostował więc odpowiedź, w stosunku do pytania Scarlett.

W przeciwieństwie do gabinetu w kamienicy w Londynie, tutaj Richard nie miał zasłanianych okien. Widok miał na własny ogród. Własny teren. Można było spoglądać do woli na otoczenie.

Obserwując jak córka podchodzi do okna, Richard zgarnął dokumenty z biurka i zaczął je porządkować, układać na jedno miejsce. Idealnie, równo. Słuchał odpowiedzi Scarlett,

- Dobrze to słyszeć.
Całe szczęście, że dziewczyna pilnowała się i wyciągnęła pewne wnioski po ostatnich incydentach. Odłożył dokumenty na bok. Spojrzał na Scarlett, kiedy wspomniała o Fridzie, u której pracuje. Przejmowała się faktem, że czas tej czarownicy dobiega końca?
- Mówiła Ci, co z tym biznesem dalej, jeżeli odejdzie? Mogłabyś to przejąć, kontynuować.
Zapytał i zasugerował. Życie starszej kobiety go nie interesowało za bardzo, ale doceniał sam fakt, że pomogła znaleźć Scarlett cel w życiu. Nauczyła ją czegoś nowego. Czegoś, co pozwoli jej rozwijać się dalej zawodowo. Czy tak będzie?

Jego sugestia, odnosiła się do podjęcia samodzielnie pracy, odpowiedniemu zarabianiu na siebie, aby nie być wiecznie na jego utrzymaniu. Choć jako auror, zarabiał na tyle dobrze, że nikomu w tej rodzinie niczego nie brakowało, to jednak żyli oszczędnie. Dzieci dorosły, czas, aby doświadczyły prawdziwej dorosłości.

Ancymon
"Niewierny jest ten, kto żegna się, gdy droga ciemnieje"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nie jest ani wysoka, ani niska, mierzy dokładnie 168 cm. Włosy w kolorze jasnego blondu, ślepia kocie w odcieniu lodowego błękitu. Oczy duże, nosek mały i nieco zadarty, pełne usta na których często widnieje zaczepny bądź pogardliwy uśmiech. Pachnie słodko, lecz nie mdło, mieszanką wanilii, porzeczki i paczuli.

Scarlett Mulciber
#6
21.08.2024, 00:11  ✶  
Drgnęła, gdy uświadomiła sobie, iż wypowiedziany na głos wniosek, który był adresowany bardziej do niej samej, aniżeli do ojca, został przez niego wysłuchany. Jego pytanie było na tyle podejrzane, że Scarlett domyślała się, że odpowiedź może nieść konsekwencje.
-Pewnie coś napomknął... - zreflektowała się, przeczesując dłonią włosy. Może i z bratem nie dzieliła ciepłych relacji, a w zasadzie to żadnych, no ale kapować nie będzie.
-Bardzo możliwe, że Charlie także mówił mi o tym gdzie jedzie Leo... i to nie raz... - westchnęła, mieszając w cały ten incydent młodszego z braci, aby uwiarygodnić to, że Leonard jednak oświecił ją gdzie wybywa. W zasadzie mało ją to interesowało. Jedyne co się zmieniło to fakt, że nie mija go czasami przypadkiem w drzwiach. Ani grzeje, ani mrozi.
-Wspomniałam Ci, że z Fridą jest źle... pracuje od świtu do zmierzchu i... mogłam nie do końca być przytomna. W zasadzie to ostatnio prócz pracy... mało ogarniam... - wyznała z głupim uśmiechem, na powrót podchodząc do ojca, aby na niego spojrzeć.
Kolejny raz oparła się o biurko, obserwując jak  ten układa dokumenty.
Na wieść, że zamiast listu z decyzją, jej bracia sami się wysłali do Londynu, dziewczyna się zaśmiała.
-Musiałeś się nieco zdziwić, hm? - mruknęła z uśmiechem - Wuj również. No ale co do zasady, pewnie wybór potraktowali jako zaproszenie... Sophi z pewnością się ucieszyła, więc nie ma tego złego - delikatnie wzruszyła ramionami. Ta, jeśli po kimś spodziewała się entuzjastycznej reakcji to była to właśnie jej kuzynka.
-Nie mogę wpakować się w kłopoty... no bo... -na jej  usta wpłynął niewinny, acz zaczepny uśmiech- nie ma obok mnie mojego wybitnego w swym fachu aurora - zagaiła, przenosząc wzrok na ojca. Ta żartobliwa wypowiedź kryła w sobie więcej prawdy, aniżeli mogłoby się wydawać. Nie miała zamiaru się pakować w kłopoty. A jednak to właśnie ojciec był tym, który pomagał jej papierkom pozostać czystymi. Co prawda ponosiła konsekwencje, ale nie prawne. Po jednym z większych wybryków wziął ją na poważną rozmowę i był to ostatni jej wybryk.
Czy żałowała go? Nie. I wiedziała, że Richard zdaje sobie z tego sprawę. Wiedział też, już wtedy, że Scarlett nie przeprosi tej dziewczyny. Mogła przeprosić swojego ojca, jej rodziców, ale nie jej samej. To była kwestia dumy i honoru. Scarlett odznaczała się lwią dumą, a tego typu przeprosiny byłyby ujmą. To nie tak, że nie potrafi przeprosić, po prostu w jej mniemaniu dziewczyna zasłużyła na to co ją spotkało, a przeprosiny byłyby przyzwoleniem aby obrażać jej rodzinę. Gdyby mogła cofnąć czas postąpiłaby tak samo. No, może wtedy rozbiłaby jej twarzą nie jedno, a oba lustra, skoro byłoby to jej ostatnie przewinienie. Także nie żałowała, ale Richard wiedział również, że ich rozmowa pomogła jej w jakiś sposób wydorośleć.
Wyciągnęła lekcje z ów zdarzenia, a w zasadzie nie tyle z samego zdarzenia, co z rozmowy ze swoim ojcem. 
Drgnęła, wracając myślami do gabinetu, a tym samym do pytania na temat przyszłości
-Cóż... Frida o swojej śmierci mówi często. Dzieci pochowała, gdy te były małe - skrzywiła się delikatnie - nie ma żadnej rodziny... Mówiła, że jestem dla niej niczym wnuczka, której nigdy nie miała i chce mi to wszystko zostawić... - zaraz westchnęła, zjeżdżając spojrzeniem na podłogę-Gdy odmówiłam bo było to nagłe i niekomfortowe, powiedziała, że to jej ostatnia wola, nie moja, więc mam się nie wtrącać. A tak poza tym to chce z tobą porozmawiać na ten temat, bo ja bredzę z powodu wyrzutów sumienia- ostatnie zdanie to był bardziej obrażony pomruk.
Nie wiedziała co dalej. Teoretycznie mogłaby spokojnie wciąż ciągnąć działalność, ale bez Fridy zostałaby tam całkiem sama.
Lubiła swoją prace, a jednak jej cała rodzina wyjechała, Frida wkrótce umrze, a przyjaciele rozbiegli się po całym świecie. Został jej Bucik i skrzat.
-Także... nie wiem, tato. Gdy umrze zajmę się pogrzebem, a po tym... nie jestem pewna. Bez Fridy to nie to samo, poza tym... nie wiem czy chce tu zostać sama... no bo... - ponownie przeniosła wzrok na ojca -Ani ty, ani Charlie nie zamierzacie wrócić, prawda? -zapytała, po raz kolejny przeczesując dłonią włosy - Chyba dam sobie chwilę, aby to przemyśleć i się z tym wszystkim oswoić... Nawet jeśli po niej to przejmę, nie chce  przyjmować klientów świeżo po jej śmierci. Szczególnie, że niezależnie od tego jaka jest prawda, mogłyby zacząć krążyć plotki, że pomogłam jej odejść na tamten świat, a to średnio wpływa na renomę - wymruczała, przewracając oczyma. Niestety tak właśnie było. Było to frustrujące, przecież nie zabiłaby własnej mentorki, a jednak ludzie lubią tworzyć sobie historyjki i legendy wyssane z palca.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#7
22.08.2024, 10:43  ✶  

Uważnie obserwował Scarlett, która po chwili zaczęła wykręcać się ze słownej wpadki. Broniła braci? Najwyraźniej tak to mogło wyglądać. Na jej próby wyjaśnienia i zapewnienia, że jednak coś jej mówili, tylko lekko pokręcił głową "dzieci". Nie zamierzał tego komentować. Są już na tyle dorośli, że powinni umieć się między sobą informować o podjętych decyzjach związanych z wyjazdem. Ze słów córki wywnioskował jedno, starszy syn już wcześniej myślał o przeprowadzce. Czekał na okazję? Dlaczego? Skoro miał tutaj dobrą pracę i szansę na rozwinięcie swojej kariery. Nie rozumiał tej decyzji. Lecz zmuszać nie będzie do pozostania w tym kraju.

Pamiętał jak wspominała mu o Fridzie, ostatnim razem, gdy wrócił do Oslo pod koniec czerwca. Usprawiedliwiała się wykorzystując starszą czarownicę jako wymówkę. Westchnął.

- W porządku.
Przyjął do wiadomości. Przeczuwając, że mogła kłamać. Zostawił ten temat. Ważne że on wiedział gdzie przebywają jego dzieciaki. A Scarlett jest już poinformowana, gdzie może szukać braci, gdyby potrzebowała od nich czegoś.
- Charlesa bym jeszcze zrozumiał, ale Leonard mnie bardziej zaskoczył.
Odparł, odkładając teczki na bok. Wyjaśniając jedną kwestię.
- Sophie jeszcze nie wróciła do kamienicy z Hogwartu. Podobno zatrzymała się u kogoś.
To zdążył także zarejestrować, gdy przez cały czerwiec był w Londynie. Nim wyruszył do Oslo, nie widział jej. Tak samo jak powracając do Londynu. Można by więc stwierdzić, że niespodzianka ją dopiero czekała.
- Na ten temat już rozmawialiśmy.
Niby wyrażała się żartobliwie, Richard wziął to na poważnie. Im mniej problemów sprawiały dzieci, tym lepiej dla całej rodziny. Nie mógł jej wiecznie pomagać i wyciągać z problemów, wykorzystując do tego swoje znajomości i stanowisko. Teraz Scarlett będzie musiała sama sobie radzić. Albo odsiedzieć karę za bójki. Wtedy by może lepiej dotarło do niej, czego nie powinna robić.

Na szczęście jedna rozmowa wystarczyła, aby dziewczyna wzięła sobie jego uwagi do serca i rozumu. Tutaj przecież także chodziło dobro nazwiska rodziny. Wystarczająco mieli teraz problemów, kiedy tematem przewodnim w prasie Angielskiej, w ostatnich dniach, był proces ich dalekiego wuja Juliusa.

Póki co, zachowywała się odpowiednio i nowych problemów mu nie przynosiła. Skupioną będąc na rozwijaniu swoich umiejętności, zdolności. Pracując u pewnej staruszki.

Skoro już poruszyła kwestie zawodowe, kontynuował temat, sugerując przejęcie interesu kobiety, której czas życia powoli dobiega końca. Mając porządek na biurku, splótł dłonie przed sobą i słuchał Scarlett, z początku opowiadającej o woli kobiety, przechodząc do tematu rodzinnego. Przyglądał się jej twarzy, odczytując emocje.

- Jeżeli macie stałych klientów i rozumieją sytuację Fridy, nikt cię nie będzie oskarżał o jej podupadający stan zdrowia. Jesteś przy niej cały czas. Pomagasz ile możesz. Prowadzisz za nią interes. Nauczyła Cię czegoś, co daje Ci możliwość dalszego rozwoju. Zaufała Ci. Sporządzenie odpowiedniego pisma, przekazującego Ci swój interes, uchroni Cię od problemów. Jak choćby spisany testament. Chce Ci to przepisać? Chce abyś przejęła interes? Zgódź się. Nie musisz od razu po jej śmierci otwierać i przyjmować klientów. Zamknij na jakiś czas. Dwa tygodnie? Miesiąc? Do tego czasu poszukaj kogoś do pomocy. Podszkól, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Spójrz na to w ten sposób, że będziesz miała dodatkowy z tego zarobek dla siebie. Nawet jeżeli wyjedziesz, spełnisz jej wolę,
Wyjaśnił to ze swojego punktu widzenia. Z korzyścią do zarabiania pieniędzy, których ich rodzina potrzebowała. Ale też dająca możliwość samodzielnego zarobku dla Scarlett.
Zrozumiał też, że córka nie chciała tutaj zostawać sama na dłużej. Miał tego świadomość.
- Nie widzę przeszkód, abyś przeprowadziła się do Londynu, do nas. Na razie nie planuję tutaj powrotu. Charles najpewniej też nie. Ma szansę rozwinąć się pomagając Robertowi. Nie ukrywam, że spokojniejszy byłbym, gdybyś tutaj została. Decyzję jednak pozostawiam Tobie.
Wyraził swoje zdanie na ten temat. Oslo było bezpieczniejsze według niego od Londynu, patrząc na to, jak bardzo stało się niebezpieczne na przestrzeni dwóch lat. Mógł zabronić dzieciom przeprowadzać się do Anglii dla ich bezpieczeństwa, był świadom tego, że mogą się nie posłuchać. Są dorośli, mają prawo podejmować swoje własne decyzje.

Spojrzał na zegarek rejestrując, że zbliżała się już godzina kolacji. Wstał od biurka i obszedł go.

- Zaraz kolacja, przejdźmy do jadalni.
Zasugerował. Rozmowę mogli dokończyć przy posiłku.
Ancymon
"Niewierny jest ten, kto żegna się, gdy droga ciemnieje"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nie jest ani wysoka, ani niska, mierzy dokładnie 168 cm. Włosy w kolorze jasnego blondu, ślepia kocie w odcieniu lodowego błękitu. Oczy duże, nosek mały i nieco zadarty, pełne usta na których często widnieje zaczepny bądź pogardliwy uśmiech. Pachnie słodko, lecz nie mdło, mieszanką wanilii, porzeczki i paczuli.

Scarlett Mulciber
#8
24.08.2024, 20:47  ✶  
-U kogoś? - powtórzyła, widocznie nieco zaintrygowana. Zgadywała, że nie było to nic z rzeczy, które nasunęły się Scarlett jako pierwsze. Kochała kuzynkę, ale miała wrażenie, że były jak ogień i woda. Nie znała bardziej wielkodusznej, ciepłej i kochanej osoby od Sophi. Jej serce mieściło w sobie tyle ciepła i dobra, że Scarlett zastanawiała się niejednokrotnie jak to możliwe, że noszą te samo nazwisko i były wychowywane w jednej rodzinie. Niemniej jednak w jakiś sposób się dopełniały, tworząc spójną całość.
Uniosła brew, gdy ojciec nieco ostro zareagował na jej żart. Zaraz jednak zaśmiała się cicho. Wiedziała, że temat ten jest nieco drażliwy, ojciec nie chciał by ponownie się w coś wpakowała, a znał ją bardzo dobrze, wiedział że ma idealne predyspozycje do tego. Mimo iż dawno żadne kłopoty się do niej nie przykleiły, to jednak zdawała sobie sprawę, że Richard mógł się nieco niepokoić. Obawy z tyłu głowy o możliwości pojawienia się kolejnych problemów, a miał ich przecież nadto.
-Spokojnie, Tatusiu... Wiem, że nie mogę rozwiązywać wszystkich problemów przemocą, nawet jeśli kusi - skrzyżowała ręce na piersi. Spojrzała na niego, a na jej ustach pojawił się uśmiech
- bądź spokojny, poradzę sobie - wyznała i było to coś co powtarzała bardzo często, niczym mantrę. Scarlett nie lubiła prosić o pomoc, zawsze chciała rozwiązywać swoje problemy i troski sama. Nie zawsze to wychodziło, ale to nie za jej sprawą. Chociażby ostatnia sprawa nigdy by nie wyszła, gdyby ta suka zamknęła mordę i nie wypaplała przez swoje rozcięte wary co się stało. Oczywiście, że poinformowali rodziców, a w przypadku Mulciber rodzica. Niemniej jednak sam Richard nie do końca potrafił zliczyć ile razy dziewczyna miała kłopoty, bo o nich nigdy nie mówiła, chociaż czasem wróciła z rozciętą wargą czy podrapaną twarzą, to jednak o ile ktoś nie okazał się kapusiem, wszystko cichło.
Na temat Fridy, spadku i spisków miała mieszane uczucia. Niemniej jednak ojciec brzmiał logicznie. mówił z sensem, poza tym nie był głupi. Znał się na prowadzeniu interesów.
-Liczysz więcej wiosen niż ja, powinnam czerpać garściami z twoich mądrości - podsumowała w zadumie, przenosząc wzrok na okno. Taka była wola Fridy. Czuła coś na wzór wewnętrznej wojny. Niemniej jednak czy jeśli by to rzuciła w pizdu, to czy pamięć o Fridzie nie odejdzie wraz z jej pogrzebem? Jej dom, jej historia... wszystko trafi w ręce zapewne państwa i przestanie istnieć. Pozostanie wspomnienie, które mętnie będzie się obijać o poszczególnych ludzi, którzy będąc w okolicy wspomną o staruszce.
-Masz racje... - podsumowała - nie powinnam dać temu umrzeć wraz z nią... - zerknęła na niego - no i pasywny dochód brzmi dobrze, nawet jeśli bym wzięła sobie wolne - skinęła głową.
Na temat Londynu miała mieszane uczucia, także gdy ten temat pojawił się na pierwszym planie, dziewczyna przeniosła wzrok na sufit. Dziwnie się czuła, gdy wszyscy dookoła bełkotali po angielsku, nie była do tego przyzwyczajona i mimo iż rozumiała wszystko, zawsze na początku pojawiało się to dziwne uczucie. W ich domu się mówiło, ale nie chodziło o rozmowy, a o przechodniów, tło które nagle inaczej trajkotało. No ale to tam wybyła jej rodzina. Spojrzała na swojego ojca
-Zastanowię się.. Przenieść, bądź odwiedzić. Będę z tobą szczera, mam mętlik w głowie i nie wiem czego chce - wzruszyła delikatnie ramionami - może zmiana otoczenia na jakiś czas dobrze by mi zrobiła i pozwoliła oswoić się ze wszystkim.. -powoli wstała, gdy padła sugestia by przenieść się do stołu - ale tego nie wiem. - kontynuowała - i nie chce podejmować decyzji w pośpiechu, zresztą... - pochyliła się przy biurku, aby skrupulatnie ułożyć drobiazgi, aby te powróciły na swoje miejsce, po tym jak przypadkiem je poprzesuwała - To decyzje i rozważania na przyszłość, teraz mam na głowie zakład i Fride... nawet gdy umrze będę miała dużo na głowie, raczej za szybko mnie nie zobaczycie...
Wyprostowała się, gdy uznała, że przedmioty wróciły do idealnie symetrycznego ułożenia, po czym obróciła się na pięcie, ruszając w kierunku jadalni.
-W Londynie można polować? - obejrzała się za swym rodzicielem, siadając do stołu - nigdy jakoś o tym nie myślałam, a Bucik uwielbia i potrzebuje rozładować swój instynkt łowcy... - mruknęła, nawiązując do swojego sokoła z którym w Norwegii chodziła na polowania. Sokolnictwo było czymś co sprawiało jej swego rodzaju frajdę, poza tym jej sokół mógł spożytkować nadmiar energii, a jego instynkty drapieżcy nie zostawały przyćmione. No i wyżywał się na polowaniach, także potem nie stwarzał zagrożenia dla ptasiej poczty i nie atakował sów i innych ptaków, kotów sąsiadów czy innych małych istot.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#9
25.08.2024, 10:41  ✶  
- U koleżanki.
Dopowiedział, skoro widocznie była to dla niej ważna informacja, a tę pozyskał od brata. W końcu nieobecność Sophie w kamienicy, po zakończeniu Hogwartu, była zauważalna. Gdyż nie sądził, aby koniec roku szkolnego został przedłużany aż do lipca. W jakim celu Sophie się zatrzymała u swojej koleżanki? Nie miał pojęcia.

Kwestia wpakowywania się w kłopoty, była rozległym. Richard po to nauczył swoje dzieci walki i samoobrony, aby radziły sobie bez problemu w trudnych sytuacjach, ale nie do zwyczajnych bójek o jakieś pierdoły. Niepotrzebnie Scarlett narażała swój wizerunek i dobrze imię ich rodziny.

- Nie bronię sięgać przemocy. Jeżeli jest już taka konieczność, zadbaj o to, aby nikt Cię nie widział, nie donosił. Żadnych świadków.
Przypomniał jej, fragment z ich przeszłej rozmowy. Miała przecież prawo skopać mugolaka, ale lepiej, żeby wokół siebie nie żadnych świadków. Dosłownie, żadnych. A przede wszystkim zadbać o tożsamość swojego wizerunku. Aby i ofiara, nie rozpoznała w niej swojego oprawcę.

Uspokajała go, że stara się od problemów trzymać z daleka, to jednak pewne obawy wewnątrz pozostawały. Podobnie jak w przypadku Leonarda.

Doceniał, ze dzieci próbują same rozwiązywać swoje problemy. Wchodziły w odpowiednią dorosłość. Zdarzały się jednak sprawy, gdzie niestety musiał i on wkroczyć.

Zasugerował córce, aby przyjęła w spadku to, co zamierzała dać jej Frida. Być może ten dom i prowadzony interes, przydadzą się jej w przyszłości. Zawsze dodatkowe zabezpieczenie w postaci miejsca zamieszkania. Interes przyniesie dodatkowy dochód jej samej, nawet na odległość. Richard nie był specjalistą. Wzorował się na obserwacji, działań innych osób, brata i ojca. Czasami samemu zagłębiając w tym wiedzę, jeżeli chodziło o prowadzenie interesów tutaj.

Przekonał ją? Najwyraźniej. Nie brzmiało to przecież źle. Wystarczy dobrze do tego wszystkiego podejść.
Skinął głową, przyjmując jej odpowiedź do wiadomości. Niech się zastanowi. Ma dużo czasu.

- Pośpiech nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. Z niczym się nie spiesz.
Zalecił w odpowiedzi, podnosząc się ze swojego miejsca. Zwrócił uwagę na układane przedmioty przez Scarlett. Nie skupił na tym zbyt dużej uwagi. Słuchał jej i czekał cierpliwie, aż skończy, wtedy mogli opuścić gabinet, po którym zamknął za nimi drzwi i skierowali się do jadalni.

Słysząc pytanie o polowanie, stojąc przy swoim szczytowym miejscu przy stole, gdzie Scarlett miejsce było obok niego bliżej drzwi wejściowych do pomieszczenia. Gdyby nie dopowiedziała o co jej konkretnie chodzi, można byłoby to zrozumieć dwojako. Skandynawia szczyciła się sporym terenem niezamieszkałym, gdzie nie problem było o polowania zwierzęce. Nie uważał, żeby w Londynie to także nie było możliwe.

- Jeżeli będzie polował poza terenami Londynu, to nie widzę problemu.
Odparl neutralnie. Nie przejmując się tym, czy jej sokół upoluje dziką mysz, czy może uciekiniera małego z czyjegoś domostwa. To tak samo myśliwy co sowy.

Zastawa stołowa była już przygotowana. W dzbankach znajdowały się kawa i herbata. Na kolację Agnarr przygotował kanapki Smørbrød w kombinacji wędzonego łososia, zimnej jajecznicy z koperkiem a także wołowiny i ogórka konserwowego. Oprócz tego przyrządzony został pieczony dorsz w ciemnym sosie.

Richard zajął swoje miejsce przy stole a następnie sięgnął po dzbanek z kawą, nalewając sobie do kubka.

Ancymon
"Niewierny jest ten, kto żegna się, gdy droga ciemnieje"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nie jest ani wysoka, ani niska, mierzy dokładnie 168 cm. Włosy w kolorze jasnego blondu, ślepia kocie w odcieniu lodowego błękitu. Oczy duże, nosek mały i nieco zadarty, pełne usta na których często widnieje zaczepny bądź pogardliwy uśmiech. Pachnie słodko, lecz nie mdło, mieszanką wanilii, porzeczki i paczuli.

Scarlett Mulciber
#10
25.08.2024, 15:35  ✶  
-Tak wiem, pamiętam. Świadkowie milczą, albo idą do piachu... - skinęła głową. Miał racje, świadkowie i kapusie są niesamowicie niewygodni. Kto wie, może i wtedy, jakby wystarczająco ja nastraszyła, to ta zganiłaby to na wypadek. Problem był w tym, że wtedy huk zwabił osoby nieporządane. A mogła jej upierdolić język, wtedy nic by nie powiedziała. A na pewno niezbyt szybko.
-Niedaleko domu Fridy taki jeden stary, hoduje świnie, więc nowy rodzaj paszy z pewnością przypadłby im do gustu - zaśmiała się cicho.
Cóż, poczucie humoru dzisiaj jej nie opuszczało. Chociaż nie był to głupi pomysł, a wręcz całkiem dobry. Nikt by tam nie szukał, a jakby już zaczął to nie byłoby nic co można by znaleźć.
-Yhym - skinęła głową. Miał racje. Nie było to niczym nowym. Problemem był jedynie jej temperament, dość narwany. Także musiała się pilnować, bo w tak delikatnych sprawach mogłaby przypadkiem zrobić sobie krzywdę.
Rozejrzała się po jadalni, aby pochwycić spojrzeniem sylwetkę skrzata
-Jesteś niezastąpiony, Agnarrze - stwierdziła z zadowoleniem - nikt nie robi lepszych Smørbrødów od ciebie - dodała, racząc skrzata uśmiechem. Może i to tylko kanapeczki, ale jakoś te robione przez niego zawsze smakowały najlepiej.
Usiadła przy stole, przez moment racząc spojrzeniem jedzenie, a zaraz jej ślepia powróciły na sylwetkę Richarda
-To dobrze - skinęła głową. Żałowała jedynie, że wraz ze swoim ewentualnym wyjazdem nie mogłaby zabrać ze sobą Agnarra i jego kuchni, która była jej bardzo bliska.
-Ej tato? - zapytała, gdy zabrali się za jedzenie - Właściwie to... wiesz dlaczego Leo postanowił wyjechać? W sensie.. - umilkła na moment - podał ci powód? - dodała niepewnie, chyba badając teren. W sumie same pytanie w jej wykonaniu było dość dziwne, gdyż ta jeśli już o kogoś pytała to o młodszego z braci.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Richard Mulciber (3293), Scarlett Mulciber (3645)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa