Ten dzień miał być zwykły, spokojny, normalny, bez ekscesów. Miał spotkać się ze swoim bratankiem, nic poza tym. Po prostu miał być zwykły letni dzień, bez bójek, polowań na jakiś czarnoksiężników, czy łowców magicznych stworzeń. Chciał zapalić, coś zjeść, wypić, a może nawet najebać się z członkiem swojej rodziny. Cokolwiek byle tylko było to z dala od podniesionego ciśnienia na wskutek zastrzyku adrenaliny. W jakim był błędzie to oceńcie sami. W końcu sytuacja taka jak ta zdarza się może raz na milion? Basilius przyniósł miotłę, którą Vincent miał przetestować. W końcu kiedyś był naprawdę dobrym pałkarzem. Tłuczki trzęsły się przed nim ze strachu i same leciały w odpowiedniego przeciwnika. Tak to przynajmniej zapamiętał. Dawno nie latał, więc zgodził się bez zastanowienia. W konńcu to jak jazda na rowerze, nie? Nie zapomina się…
Wsiadł na nią, wzbił się w powietrze. Coś szarpnęło. Nie przejął się – w końcu miał trzydzieści lat, a latał ostatnio jako nastolatek. Wbił się wyżej, przyległ ciasno do miotły i przyśpieszył. Znowu szarpnęło. Tym razem mocniej, dwa razy na boki. Z jego ust wydostało się siarczyste kurwa. Nim się zorientował miotła sama zaczęła nim sterować, miotać na boki, aż w końcu zaczął na niej pikować w stronę mugolskiej wioski. Pięknie, Brenna to go zamorduje jak zobaczy go za kratami za łamanie nie ujawniania tego, że magia istnieje. Nie mógł się skupić na niczym innym jak na tym, że zaraz przypierdoli w wioskę i ujawni latające miotły tym tłumokom nie magicznym. Basilius był gdzieś tam na dole, a on był tu gdzieś na górze.
Zabije tego młokosa, pogruchoce mu kości, matka go nie pozna, zniszczy nawet jego rodzinę! – tak, wiem, myśli Vincenta Prewetta nie miały pokrycia w rzeczywistości, ale był wściekły. Chciał wylądować, chciał zapanować nad tą cholerną kupą drewna, a nie mógł. Co go podkusiło, aby na nią wsiąść tak bez zastanowienia? W jego odczuciu trwało to wieczność, ale w końcu miotła zaczęła się wycofywać z wioski, ale nadal się nie wracała. Jakby zwisnął w przestrzeni? Czuł jak miotła rwie się, szarpie, ale miał wrażenie, że coś próbuje nad nim zapanować. Może jego bratanek rzucał zaklęcia, aby go ściągnąć w dół?