• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
[06.09.72] Charlie & Baldwin | Canción del mariachi

[06.09.72] Charlie & Baldwin | Canción del mariachi
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#1
10.12.2024, 11:19  ✶  
- Idę do Charliego. -Powiedział jej, biorąc Rozalindę na ręce, kiedy wreszcie znalazł jakąś zagubioną butelkę tequili w szafce.
Bo i czemu miał kłamać. Gdzieś z tyłu głowa kołatała mu myśl, że przecież nie musiał się wcale Scarlett tłumaczyć. Scarlett, która wrosła w otoczenie jego mieszkania na Horyzontalnej jakby żyła tam od zawsze. Pasowała tam.
Z tymi swoimi napadami sprzątania, w którym nauczył się jej nie przeszkadzać - mogła robić co chce w każdej części mieszkania za wyjątkiem wyraźnie wyznaczonych granic przez pracownię.
Ze skrzypcami, na których zresztą ćwiczyła, kiedy wychodził - lubił obserwować jak marszczy nos powtarzając raz za razem jakąś trudną partię. Dziękował bogom, że wszystkie pomieszczenia pod nimi były albo wyciszone zaklęciami albo puste.
Z… samą sobą w jego łóżku, domu, życiu.

Do faktu, że Charles zamieszkał z bratem na Horyzontalnej podszedł dość sceptycznie. Mieszkania w tym miejscu były irracjonalnie wręcz drogie, a jedyną landlady którą kojarzył z trzymania pazurów na rynku wynajmu w tej okolicy była jego przemiła kuzynka pani Eden L e s t r a n g e - diabłu nie życzył spisania z nią umowy.
Ale może się mylił, może Mulciberowie mieli jakieś skitrane knuty na taką okazję? W sumie nieszczególnie go to obchodziło. Scarlett próbowała mu wytłumaczyć dziwne zależności rodzinne, ale przestał jej słuchać jak doszła do momentu, w którym Charliego niby nie wydziedziczono, ale w sumie to wyrzucono z domu, bo pokazał gołą klatę w Czarownicy (“No, tam go widziałem po raz pierwszy”),  wysłał komuś różową chujoświeczkę i ten ktoś się wkurwił (“o chuj czy to przez mojego chujaszka dla Lorraine?”), a potem typ, który to go wyrzucił umarł (“O Bogowie to jemu zajebałem prześcieradło w kostnicy?”), ale Charlie nie wrócił do domu, bo… i tego nie wiedział. Była tam też jakaś ciotka, poboczna część rodziny i mnóstwo innych wątków, których Baldwin nawet nie próbował rozumieć. Z tego czym w sumie Mulciber się teraz zajmuje, u kogo i z kim pracuje też niewiele rozumiał. 
A może Charlie został po prostu utrzymankiem albo coś, że go było stać na mieszkanie w tej dzielnicy. Dobrze dla niego, chociaż łączenie pracy i przyjemności nigdy nie miało swojego happy endu. Zgodnie ze starą zasadą “miej wyjebane, a będzie ci dane” Baldwin nie zamierzał przesadnie pastwić się nad tematem.

Było trochę po dziesiątej, kiedy teleportował się na miejsce. Nie lubił tych nowoczesnych, nowobogackich mieszkań. Brakowało im serca i duszy. Z drugiej strony do swojej klitki nad teatrem też nie był szczególnie przywiązany - żył tam, nikt mu nie przeszkadzał, Selwynowie sami sobie regulowali należności.
Niektórzy po prostu lubili żyć w martwych, czystych przestrzeniach, choć takim to z reguły po cichu proponował Lecznicę Dusz z jej sterylnymi, zamkniętymi na klucz pokoikami.
Ubrany w dokładnie to samo w czym Charlie go widział na śniadaniu (wróć, pozwolił sobie wcisnąć kaszkiet na łeb przed wyjściem), trzymając w rękach Rozalindę i butelkę alkoholu, zastukał do drzwi.
- Jak go nie ma, to sami wypijemy.- Powiedział szeptem do szczurzycy jakby miała go zrozumieć.- Tylko ani pisku pisk Scarlettce, okej?
Odpowiedziało mu porozumiewawcze piśnięcie. Good. Chociaż tą dziewczynkę zawsze miał po swojej stronie.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#2
10.12.2024, 21:29  ✶  
Jakakolwiek historia Charlesa by nie była, faktem okazało się, że mieszka na Horyzontalnej, w dostatniej, modnej okolicy, a mieszkanie, które odstąpił mu Rodolphus, było równie dostatnie i modne. Od klatki schodowej, przez nowoczesne, jasne drzwi, po wnętrze, tak sterylne i doskonałe, jak tylko można było się tego spodziewać. Mulciber nie miał nic przeciwko mieszkaniu w takich warunkach, co więcej, nawet bardzo mu się to podobało. Uwielbiał czystość, więc nowe wnętrza, tak łatwe w utrzymaniu porządku, były mu jak najbardziej na rękę, a Rodolphus nie musiał martwić się, że jego własność zostanie zniszczona ponad normalne użytkowanie. Mulciberowie dbali o podarowane im miejsce.

Charlie również cenił sobie spokój. W magicznej dzielnicy nie było w sąsiedztwie nikogo, kto mógłby niepokoić go w taki dzień. Po pracy, po tym, jak przeżył spotkanie ze Scyllą, siostrą i Baldwinem, mógł wyciszyć się w samotności, gdy brat udał się na nocą zmianę. Nie było niczego, co mogłoby zakłócić spokój jego wieczora... poza pukaniem do drzwi.

Przez moment rozważał udawanie, że nie ma go w domu, lecz pamiętając, iż ostatnim niezapowiedzianym gościem był ojciec, wolał nie kusić losu. Richard mógłby chcieć odwiedzić go po raz kolejny i tego się spodziewał.

- Baldwin? - Zdziwił się więc wyraźnie, gdy dostrzegł Malfoya w progu. Co więcej, tamten miał ze sobą szczura i zdecydowanie nie był ojcem, przez co Charles mógł zabrzmieć na nieco rozczarowanego. - Co tu robisz?

Mulciber zaczął łączyć kropki, a przez to naturalną koleją losu... ogarnęła go panika. Jego doskonałe mieszkanie nie wytrzyma obecności kogoś takiego, jak Baldwin Malfoy!! Charles przesunął się nieco, chcąc zasłonić sobą wejście.
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#3
10.12.2024, 23:09  ✶  
Baldwin.
Oczywiście, że Baldwin. Czyżby spodziewał się kogoś innego? No niestety, przeliczył się, bo poza blondynem na korytarzu nie było nikogo innego.
- Och wow. Nie szalej tak z tą ekscytacją.- Przewrócił lekko oczami nawet nie udając, że nie zauważył tego cienia zawodu. Okej może nie był pewną przesadnie nieśmiałą, uroczą brunetką, ale miał swoje zalety. Jakieś. Chyba. Uniósł butelkę do góry.- Ponoć “czułeś się w obowiązku zaprosić mnie do siebie”. - Zacytował Charlie'mu jego własne słowa.- Więc jestem. I przybywam z darami.
Oparł się ramieniem o futrynę, udając, że nie dostrzegł jak Charles zasłonił sobą wejście.
- Sądząc po tym, że jest środek tygodnia, a ty jesteś w pełni ubrany wnioskuję, że nie gościsz swojej Scylli, so… Na pewno jestem nie w porę, żeby osłodzić ci samotny wieczór?- Zmrużył lekko powieki, ewidentnie rozbawiony całą sytuacją. Każde słowo uderzało w takie nuty, że można było odnieść wrażenie jakoby Charlie miał się poczuć zaszczycony ową wspaniałomyślną, niezapowiedzianą wizytą.
Jednego nie można było Malfoy’owi odmówić - nawet jeśli niósł w sobie ziarno chaosu równie dumnie co Olimpijczycy pochodnię, to czuło się od niego czystokrwiste pochodzenie i wychowanie. Lekko zadarty podbródek, wyprostowane plecy, uśmieszek człowieka, któremu się po prostu nie odmawiało, gdy czegoś od ciebie żądał - nieważne czy towarzystwa, ciała czy duszy;

W całym tym równaniu była jeszcze jedna istota.
Rozalinda przechyliła szczurzy łeb, wlepiając niewidzące ślepia wprost w Charlie’go, zanim nie straciła nim kompletnie zainteresowania. Nadal miała na sobie ten różowy, wełniany sweterek, chociaż gdzieś musiała zgubić spinkę-motylka. Jak to pozornie niegroźne stworzonko, tak grzeczne w objęciach swojego właściciela, było tą samą krwiożerczą istotą, która wbijała ostre zębiska w kocie karki?
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#4
13.12.2024, 20:33  ✶  
To nie była osoba, która mogłaby znaleźć miejsce w idealnym świecie Charliego. Mieszkanie było czyste i uporządkowane, ta jak świat, którym Charles starał się otaczać. Ten wir chaosu, zwany Baldwinem Malfoyem, potrzebował przygotowania, zastanowienia, paru chwil, by ogarnąć życie i schować to, co najcenniejsze. To nie był dobry dzień na odwiedziny Baldwina Malfoya.

To był jeszcze gorszy dzień na odwiedziny Baldwina Malfoya z alkoholem.

- Czy nie powinieneś mnie... ostrzec? - Spróbował wyminąć jego uwagi, jego słowa, przesuwając wzrokiem z butelki na szczura, i z powrotem. - Zapowiedzieć się? Wysłać chociażby sowę... gołębia, w twoim przypadku. - Poprawił się szybko, lecz wiedział, że jego gadanie było zupełnie czcze i nie zmieni nic w chwili, gdy kolega był już u jego wrót. Odsunął się nieco, odkrywając swoją idealną przestrzeń do życia, wpuszczając w nią gościa. - Scylli tu nie ma. Poza tym... nie mam zwyczaju być nie w pełni ubranym?

Charles nie do końca rozumiał. Nigdy dotąd nie mieszkał samemu. Ojciec, rodzeństwo, koledzy w Durmstrangu - zawsze był ktoś, przy kim nie wypadało paradować w samej bieliźnie, a może i bez niej.

- Ale... czekaj! - Sens dotarł do niego dopiero po chwili. - Twierdzisz, że rozbierałbym się przy Scylli?! To porządna kobieta, ta Scylla! - Zawołał od razu, starając się chronić cześć wybranki. Poczerwieniał lekko z tych nagłych emocji. - Nie sugerowałbym jej rozbierania, gdy dopiero co się poznaliśmy! Ech, Baldwinie! - Westchnął z rozczarowaniem, odsuwając się od drzwi już konkretnie. Podjął decyzję: nie ma wyjścia. Krok do tyłu, by pokazać przejście. - Wejdź, proszę. Przyniosłeś alkohol? Podać szkło? - Zapytał, tylko po to, by móc zająć się czymś, co nie będzie obejmowało oglądania paskudnego szczurzyska w wyleniałym swetrze. Na pewno siedziały w nim pchły.
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#5
15.12.2024, 16:53  ✶  
Baldwin nie musiał pasować do nudnego, pełnego tego tępego bólu, pustego jak to mieszkanie życia Charliego. Bo tak po prawdzie Baldwin nie pasował do większości żyć swoich przyjaciół; niewiele było miejsc, które przyjmowały go z otwartymi ramionami.
Więc przywykł. Z biegiem czasu przestało mu to wszystko przeszkadzać, nauczył się żerować na przepełnionych lękiem umysłach, z ciekawością kota obserwującego jak pochwycony ptaszek wydaje ostatnie tchnienia.
Kiedy się nie pasowało do przestrzeni - kształtowało się przestrzeń nie człowieka.

- Charlie czy słyszałeś kiedyś takie słowo jak niespodzianka?- Zapytał lekko, korzystając ze zrobionego przejścia. Mijając czarodzieja, ten mógł wyraźnie wyczuć ostry zapach papierosów, zduszony przez dziwnie znajomy zapach wanilii przełamanej kwaśną porzeczką.
Nieco przesadnie teatralnym gestem zdjął z blond łba swoją kaszkiet, który wyglądał jakby odziedziczył go co najmniej po dziadku. Przeczesał palcami naelektryzowane, najwyraźniej świeżo umyte włosy, próbując je odgarnąć z oczu. Kaszkiet wylądował na jakimś haczyku na ubrania.
Odwrócił się do gospodarza lekko zaskoczony.
- Ty sypiasz w… tym? - Zapytał z absolutną powagą, mierząc Charliego od stóp do głów. Nie jemu oceniać, ale wszystkie te guziki, kołnierzyki czy pasek zdawały się być wyjątkowo niewygodne. Jak ktoś kto się rozbierał do gazety teraz miał problem z chodzeniem mniej casualowo po własnym mieszkaniu?

- Nie sugerowałem, że jest nieporządna..? - Odpowiedział niemalże pytaniem, unosząc lekko brew. Trochę jakby nie docierała do niego implikacja całej tej wymiany zdań. Co miało wspólnego rozbieranie się z bycie nieporządnym? Logika Baldwina była wyjątkowo prosta: Charlie był ubrany, więc nie miał w sypialni swojej uroczej koleżanki z którą spędzał miło . Zupełnie jakby koncept kobiecej “czystości” dla Malfoy’a nie istniał.
- Nie sugerowałbym jej rozbierania się, gdy dopiero co się poznaliśmy.
- Dlaczego nie?- Wypalił zaintrygowany, zanim zdążył to przemyśleć.

Skinął głową na propozycję podania szkła. Skoro miał i nie musieli pić z gwinta to po co pytał. Pozwolił Rozalindzie wdrapać się po swojej koszuli na ramię. Najwyraźniej nie miała ochoty na wycieczki krajoznawcze, bo wczepiła się wygodnie w zgięcie między szyją, a barkiem Malfoy’a, zadowolona z towarzystwa i bliskości swojego właściciela. Niewątpliwie najszczęśliwszy szczur w całym Londynie właśnie przysnął.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#6
15.12.2024, 20:56  ✶  
Coś bardzo nieprzyjemnie zacisnęło się w żołądku Charlesa. Węzeł zacieśniał się, a następnie zaczął przesuwać, w górę, pod mostkiem, aż do gardła. Charles chrząknął, by uwolnić się od tego niemiłego uczucia.

- To bardzo miła niespodzianka. - Odpowiedział Baldwinowi, bo tak nakazywał zwyczaj. - Co nie zmienia jednak faktu, że... niespodzianka.

Charles miał dużo pracy i dużo na głowie. Dużo, wszystkiego było dużo, a Malfoy sprawiał, że było jeszcze więcej, zbyt dużo na biedną, obolałą głowę Mulcibera. Jakiś mało rozsądny głosik odezwał się i przypomniał, że alkohol był dobrym sposobem na rozładowanie napięcia, którego Charlie miał w sobie ostatnio zbyt wiele. Westchnął i po raz kolejny przeczyścił gardło chrząknięciem, sięgając po dwie niewysokie szklanki, ładne, w kształcie tulipana. Ruchem dłoni posłał je ku stolikowi w salonie.

- Dlaczego miałbym sypiać w tym? - Zapytał znów, zupełnie ignorując zapach Baldwina. Nie przepadał za dymem papierosowym, więc i nie zaciągał się na tyle, by wyłapać te słodsze nuty. - Przecież mam piżamę? - Dodał, jakby to wyjaśnienie było już ponad jego siły. Dlaczego Baldwin nie domyślał się takich podstawowych rzeczy? - Piżamę, zarezerwowaną na noc. Nie ma jeszcze nocy, Baldwinie. - Wyjaśnił powoli, ostrożnie, zerkając w okno, jakby samemu chciał się upewnić, że to, co mówi, ma pokrycie w rzeczywistości. Niektórzy może poszliby już spać, ale nie on!

Wrócił powoli do niespodziewanego gościa i wskazał mu miejsce na kanapie. Czy Baldwin miał czyste spodnie i nie pobrudzi mu tapicerki? A może lepiej było usadowić go na krześle, które przynajmniej łatwo byłoby umyć, gdyby zostały ślady na drewnie? Przynajmniej szczur zdawał się trzymać swojego pana i nie rzucać na wszystko, by drapać, gryźć i niszczyć w inny sposób. W razie problemu, Charles był gotów zawołać po pomoc Odę, swoją sowę. Uwielbiała gryzonie.

- Baldwinie, czy ty siebie słyszysz? - Dopytał. - Scylla nie pójdzie ze mną do łóżka po paru spotkaniach. To grzeczna, ułożona dziewczyna. Musimy poznać się bliżej, może wtedy jej to zaproponuję. Zrozumiesz mnie, gdy sam poznasz pannę, z którą będziesz chciał się związać.

Żal mu było tejże panny. Był niemal pewien, że nie istniała taka, która chętnie przyjęłaby Malfoya w swoje ramiona. Może rodzice za nich zadecydują.
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#7
16.12.2024, 12:05  ✶  
Bogowie sami musieli czuwać nad Charliem, że zachował dla siebie przemyślenia o Rozalindzie i wyleniałym ptaszysku. Ostatni gość, który wymyślił sobie upędzenie bimbru z jego księżniczki w tajemniczych okolicznościach skończył wybebeszony w Katakumbach. Brat Scarlett czy nie - Malfoy nie żartował kiedy chodziło o życie szczurzycy, gotów wepchnąć upieczoną (lub i nie) sowę Mulciberowi do gardła. Przysmak a la carte. Rozalinda była nie tylko jego pupilką i wieloletnią towarzyszką. Była nieocenioną pomocą na Podziemnych Ścieżkach o węchu lepszym niż niejeden pies myśliwski.

- Wybacz. Grzeczni chłopcy chodzą spać po ostatniej audycji “Bajek z kociołka Babki Patki”. - Odparł niemal rozbawiony całą tą irracjonalną wymianą zdań. Niegrzeczni bawią się w najlepsze w Eurdyce. Chciał dodać, ale ostatecznie się powstrzymał. Naraz Baldwin wyjątkowo zatęsknił za tym psychodelicznym mikrokosmosem jakim była jego galeria; za Sabriną nastoletnią wampirzycą, która o tej godzinie musiała już dorwać jakiegoś kretyna, który myślał że zaliczy nieumarłą pannę; za świtą Orfeusza bawiąca się w najlepsze; za Lorraine, którą mógł zabrać na dół, by słuchać jak gra na zniszczonym pianinie ich ulubione utwory Saint-Saensa. Zatęsknił, ale wiedział, że Eurydyka nie była miejscem dla kogoś takiego jak Mulciber. Nie doceniłby jej piękna.
Rozsiadł się wygodnie na kanapie, odstawiając wcześniej na stolik butelkę alkoholu. Czekając, aż Charlie poda im szklanki, by nalać ciemnego truntu do nich, rozejrzał się po mieszkaniu.
Bez serc, bez ducha. Przypominało mu kostnicę w Necronomiconie, ale nawet z tą na myśl przychodziły milsze skojarzenia niż z tą pustą, pozbawioną wyrazu przestrzenią.
Kostnica, o ironio, była wyjątkowo żywym miejscem. Często mylona z sercem zakładu pogrzebowego, choć na ten tytuł zasługiwała niszczejąca kaplica oświetlana dziesiątkami świec. W kostnicy spędzali czas, gdy znudziło mu się okupowanie lady i robienie za recepcjonistkę, więc schodził na dół poprzeszkadzać Lorraine w pracy. Albo gdy malował portrety zamordowanych żon, upojonych trucizną mężów, turpiczne obrazy zwyczajnej codzienności.

- Scylla mogłaby iść z Tobą do łóżka nawet po kwadransie i nie zmieniłoby to tego, że jest grzeczna i ułożona. To co brakuje jej w krwi pewnie nadrabia osobowością.- Wzruszył lekko ramionami. Na wspomnienie “panny, z którą chciałby się związać” uśmiechnął się… nieco mniej zadziornie. W jego oczach pojawił się ten błysk, który widać tylko u wyjątkowo głęboko, nieszczęśliwie zakochanych ludzi. Myśli chłopaka natychmiast powędrowały ku jego wyśnionej, umiłowanej Oblubienicy, pannie nad pannami. Czuł pod palcami fantomowe ciepło jej drobnych dłoni, gładkiej skórze. Powinna tu przy nim być - siedzieć obok na kanapie, wtulona, z głową wspartą wygodnie o jego ramię. Tymczasem była tak daleko, zamknięta w starej posiadłości w Oxfordzie jak księżniczka na wieży.
- Och Charlie. Ale ja znam tą pannę. O krwi czystszej niż łza, oczach jak tafla lodu. Jest doskonałością samą w sobie, która odbija w sobie boskość Bogini Matki jak księżyc odbija światło słońca. W dniu narodzin naznaczono ją na moją przyszłą żonę.- Westchnął, ale uśmiech dość szybko opuścił jego oblicze. Napełnił szklanki tequilą.- Niestety mój ojciec jest upartym chujem. I oświadczył mi, że póki żyje, póty ślubu nie będzie.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#8
23.12.2024, 14:07  ✶  
Rozalinda, w całej swojej okropnej, różowej falbankowej formie była bezpieczna, gdy Oda wybrała się na polowanie, szukając przekąsek podobnych temu, co przyszło pod sam jej dziub, do jej własnego domu. Towarzyszka czy nie - szczurzyca była tylko gryzoniem, a przez to, jak obchodziła się z kociętami i ile nieistniejących pasożytów na sobie nosiła, Charles nie miał dla niej litości. Zresztą, Scylli też się nie podobała.

- "Babki Patki"...? - Dopytał, gdy różnice kulturowe po raz kolejny weszły między niego samego i próby zrozumienia nawiązań. Na czole pojawiły się głębokie zmarszczki, gdy Baldwin po raz kolejny próbował z niego zadrwić, ale żart przeleciał koło głowy Charlesa i rozbił się niewidzialną plamą na ścianie tuż za nim, wzbudzając jedynie konsternację.

Mieszkanie było czyste, sterylne wręcz, tak inne od tego, w którym zaszył się Malfoy. Nie było w nim niczego, co wydawałoby się nie na miejscu. Nawet kwiatek na oknie dostał białą doniczkę, taką, by nie wyróżniała się za bardzo na tle porządku. Nic nie mogło odstawać od miejsca, które wydawało się wręcz niezamieszkałe, nie licząc niebieskiego koca we wzór łabędzi, który, choć ładnie złożony, leżał na krawędzi kanapy zdradzając, że ktoś jednak tam od czasu do czasu przebywał. Był jak rysa na lustrze, niszcząc wrażenie domu z katalogu. Mulciber złapał szklanki, które w najlepsze lewitowały w stronę stolika, i postawił je na blacie z odrobinę zbyt dużą mocą. Szkło zadźwięczało w proteście, jednak nie pękło.

- Ależ Scylla nie ma czego nadrabiać. - Nie zgodził się, pozornie uprzejmie, lecz czując narastającą złość. Jeśli Baldwin sądził, że będzie mógł przyjść, rozgościć się i obrażać dziewczynę, którą Charlie miał na oku, to się grubo mylił. - I nie, nie zgodzę się z tobą. Kobieta, która sypia na prawo i lewo, nie jest warta nazwania porządną. Scylla jest porządna i nie musi nadrabiać nieczego. Ani osobowością, ani śliczną buzią. Rozmawialiśmy już o jej krwi. Nie mam jej nic do zarzucenia. - Powiedział poważnym tonem, a jego ciemne ślepia wlepione były w Malfoya. Było to ledwie nieporozumienie, nieumyślnie rzucony komentarz, lecz Charles czuł, że jeśli Baldwin pociągnie temat, to skończy się to zdemolowaniem idealnego mieszkania. Bo czy naprawdę nazwisko miało być podstawą dla oceny czystości krwi, czy liczył się raczej rodowód? Scylla sama mówiła, że w jej rodzinie nie ma nawet kropli skażonej mugolactwem krwi, dlaczego więc miała cierpieć?

Wyznanie Baldwina nie brzmiało wiarygodnie.

- Czy to nie dowodzi mojego spostrzeżenia? Że krew to nie wszystko? - Skrzywił się lekko. - Najwyraźniej nie jest dla ciebie dobrą partią, skoro twój ojciec na to nie zezwala. Lub, wręcz przeciwnie. To ty nie jesteś partią dla niej?
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#9
27.12.2024, 10:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.12.2024, 10:41 przez Baldwin Malfoy.)  
Zignorował kompletny brak obycia Mulcibera w tak ważnym elemencie ich kultury jak audycja Babki Patki. Sama myśl o tym jak za dzieciaka wykradał ojcu radio, by pod stertą koców i kołder, w zaciszu ich sypialni, słuchać bajek
z Calanthe, była jedną z tych, którą pielęgnował jak kwiaty w ogrodzie pamięci. Wspomnienie bólu, gdy pieprzony skrzat domowy doniósł o tym matce, a ta brutalnie ciągnęła drewnianą linijką po dłoniach syna, póki pierwsze krople krwi nie spadły na podłogę. Nie za kradzież. Za słuchanie bzdur, przeznaczonych dla uszu plebejskich dzieci. Za sprowadzanie swojej siostry na niewłaściwą drogę.
Nawet po tylu latach blizny na grzbiecie dłoni Baldwina swędziały od samego wspomnienia.

Niektórzy uważali szczury za głupie istoty. Niespełna rozumku, oddane, ślepe towarzysze dzieci z Hogwartu, których nie było stać na sowę. Szkodniki.
Baldwin natomiast za takowe uważał ludzi. I choć spowiadał się z tego podczas cotygodniowego nabożeństwa, szepcząc błagalne prośby tak cicho, że jedynie Matka i klęcząca obok Lorraine zdawały się je słyszeć – grzech pych przylgnął do młodego dziedzica jak lepka maź.
Scylla nie ma czego nadrabia.
- Jest Greybackiem.- Powtórzył powoli, do domysłu pozostawiając, że w sumie to ma do nadrabiania całkiem kurwa sporo. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że Charlie może nie rozumieć co to znaczy być Greybackiem. Rodzina wilkołaków. Plugawych mieszańców. Podludzi brudnej krwi. Tak po prawdzie to Baldwina nie obchodziło z kim się zadaje Mulciber, nawet jeśli plamił święte imię swojej własnej matki. Ona już poniosła swoją karę oddając się jego ojcu.
Rozmawialiśmy o jej krwi. Nie mam jej nic do zarzucenia.
Baldwin spojrzał na niego z wyraźną… pobłażliwością w oczach. Z taką z jaką patrzy się na najebanego kolegę, który podbija przy barze do starej burdelmamy i liczy, że rano nadal obudzi się z sakiewką, godnością i obiema nerkami.
Więc albo cię okłamała, naiwny kretynie, albo jesteś większym głupcem niż mi się wydawało.
Przechylił lekko głowę. Dzieci nosiły brzemienia swych ojców, bo takie było prawo. Nosiły je z godnością, pozwalając im łamać swoje barki pod ciężarem. Stwierdzić, że nie ma się krwi pannicy nic do zarzucenia to jak przyznać się, że nie ma się nic do zarzucenia czystokrwistym kurwom, które rozłożyły nogi przed mugolami. Też rodziły dzieci półkrwi. Zbrukane szlamem historii.
Ale cóż, może w tej całej Norwegii mieli inne zwyczaje? W sumie miało to sens – pewnie połowa z nich pozamarzała w tych ichniejszych igloo więc musieli sobie wmówić, że półkrwi to prawie jak czysta jeśli się ją przesączy przez filtr do herbaty, przymknie jedno oko i okręci parę razy w lewo na prawej nodze.
- Krew to wszystko. Nasz początek i nasz koniec. Dziedzictwo. Błogosławieństwo. Przekleństwo. Wybierz sobie jedno, Carloso – nie zapominaj o reszcie.- Oparł się wygodnie o oparcie kanapy, zarzucając rękę za jedną z poduszek; przesuwając opuszkami palców po szorstkim materiale. Jego myśli błądziły gdzieś indziej. Przyszłość i przeszłość mieszały się ze sobą, gdy poczuł słodki oddech Calanthe na szyi.

-Może ty nie jesteś partią dla niej.
Zaśmiał się. Serdecznie. Z nieźle zamaskowaną nutą groźby. A może mój stary trzyma ją dla siebie? Może odbiera mi prawa dzielić z nią łoża, bo jest zwykłym chujem, który wierzy w wyższość swojego nasienia nad synowskim? A może ty, synu Mulciberowy, powinieneś stulić pysk nim nie jest za późno?
Żadna z tych myśli nie opuściła jednak ust Malfoy’a, który nadal spoglądał na Charlie’go z tym samym żywym zainteresowaniem co moment wcześniej. Dziwni ci Norwegowie.
- Chuja wiesz o naszych zwyczajach i kulturze. O poświęceniu, które znosimy dla krwi.- Odpowiedział za to, wyjątkowo łagodnie. Założył nogę na nogę, zmrużył powieki. Czy mówił stricte o Malfoyach? A może o brytyjskiej socjecie? O tym pieprzonym zamkniętych światku, gdzie każdy ssał temu drugiemu, żeby zaskarbić sobie łaskę. Malfoy. Lestrange. Black. Drzewa genealogiczne sięgające praczasów, wybrańcy, nadzieja świata czarodziejów. Sięgnął po szklankę. Upił z niej szybko trochę alkoholu, chcąc zabić zbierającą się w gardle żółć złości.- A ty? Przyznałeś się ojcu, że prowadzasz się z panną Greyback? Podzielił twoje zdanie? Też uważa, że krew „to nie wszystko”. – Odbił piłeczkę. Cień Calanthe złożył na jego policzku fantomowy pocałunek i rozpłynął się w powietrzu.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#10
27.12.2024, 19:41  ✶  
Historie Babci Patki miały zostać dla Charlesa wielką niewiadomą. Wciąż pamiętał bajki opowiadane przez matkę, traktujące o najważniejszych postaciach z angielskiej kultury, ale i te szybko przeminęły, tak jak przeminęła sama matka. Te, które opowiadał skrzat, nie miały już takiej głębi, nie miały miejsca w sercu Charlesa i jego rodzeństwa. Bajki były jednak dla dzieci, a Charlie już dawno przestał być dzieckiem. Musiał dorosnąć i dorósł, tak jak poradził mu wuj Alexander.

- Greybackiem! Jest Greybackiem, i co z tego!? - Charles poczuł, jak narasta w nim złość, bo jeśli coś było na rzeczy, to zupełnie tego nie rozumiał. Niewiele wiedział o rodzinie Greyback, a jego "niewiele" zakrawało o "nic". To, co powiedziała mu Scylla, było wszystkim. Rodzina, która nie miała w swoich szeregach nikogo chociażby półkrwi. Żadnego mugola, nieskalana niemagiczną krwią. Czy nie były to kategorie, którymi określał się czystokrwisty ród? - To nie jest uczciwe z twojej strony, Baldwinie! - Skoro Malfoy stawiał tak sprawę, postanowił wprost go wyzwać. - Przychodzisz tutaj, wpraszasz się do mojego domu i na wstępie obrażasz rodzinę dziewczyny, do której czuję sympatię! - Zarzucił mu. - To panienka, którą lubię, którą któregoś dnia chciałbym nazwać swoją! Jeśli masz co do tego jakieś uwagi, powiedz je teraz zamiast rzucać podpowiedziami. I mam na imię Charles. Charles!

Emocje nie były czymś, czemu często dawał się ponieść. Uprzejmy, spokojny Mulciber nie wybuchał tak często, jak być może powinien, ale teraz, gdy kuzyn rzucał zdawkowymi stwierdzeniami, musiał wyrzucić z siebie tyle, ile mógł, by dostać prostą odpowiedź. Zacisnął dłonie w pięści.

- Jeśli chcesz obrażać, jeśli chcesz insynuować, że nie jest dość czystej krwi, po prostu to powiedz! - Warknął. - Powiem o niej ojcu, gdy przyjdzie czas. I wtedy zobaczymy, czy Scylla jest dość porządna, czy jednak nie!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (4510), Charles Mulciber (2565)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa