• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy

[02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#1
17.02.2025, 14:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2026, 17:58 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Ulica Pokątna, zaułek od strony Nokturnu, 02.09.1972

Poranki bywały trudne, szczególnie trzeba było rano wstać do pracy i udawać, że ma się chęć zmierzać ku temu miejscu. Tak właściwie, to Prudence nie miała niczego szczególnie ciekawego do robienia w swoim wolnym czasie, praca aktualnie była chyba jej jedyną i największą pasją, mimo wszystko jednak i ona czasem miała prawo narzekać przez to, że musiała się tam znajdować.

Wyszła z domu trochę wcześniej, bo zamierzała jeszcze wstąpić do jednej z niewielkich knajp po to, aby napić się kawy, która pomogłaby się jej obudzić. Wyglądała zwyczajnie, jak zawsze, dosyć elegancko, odziana w czerń od stóp do głów, bo od ponad roku nie wybierała innych kolorów. Żałoba powinna się skończyć, minął już w końcu rok od śmierci Liama, ale chyba jeszcze nie do końca była gotowa pozowlić sobię na odrobinę ekstrawagancji. Może kiedyś się to zmieni.

Przemierzała uliczki Londynu całkiem szybkim krokiem, nie chciała się spóźnić, nie znosiła tego robić, ceniła sobie bowiem punktualność. Kiedy tak dreptała przed siebie do jej uszu doszedł pisk. Zatrzymała się więc odruchowo, ktoś mógł potrzebować jej pomocy, nie miała w zwyczaju ignorować takich rzeczy.

Rozglądała się uważnie wokół siebie, nic jednak nie dostrzegła, ale po raz kolejny ten dźwięk uderzył w jej uszy. Skierowała się w końcu w stronę miejsca z którego dochodził.

Doprowadziło ją to zaułku, w którym dostrzegła małą dziewczynkę. Dziwne, wyglądało na to, że była tutaj sama, tylko dlaczego piszczała? Merlin jeden wiedział.

Wolała to sprawdzić, nie chciała wyjść na niewrażliwą ingorantkę, czy coś.

Podeszła więc do tej małej, która swoją drogą nie wyglądała najlepiej, była zapłakana. Prue przez chwilę wahała się nad tym, co właściwie powinna zrobić, nie lubiła dzieci, nie miała żadnych w swoim otoczeniu, ale jednak to też był człowiek, więc po prostu postanowiła potraktować ją jak człowieka, a nie dziecko, bo dziecko też człowiek, czy coś.

- Wszystko w porządku? - Zapytała dziewczynkę, chociaż to pytanie należało do tych głupich, bo przecież każdy by się domyślił, że nie było w porządku, bo nie płakałaby bez powodu, chyba? Pewnie zdarzało się też, że dzieciaki płakały bez powodu.

Mała spojrzała na nią spode łba, chwilę mierzyła ją wzrokiem, po czym pokazała ręką w kierunku ściany, w sumie to parapetu który znajdował się na drugim piętrze kamienicy, tak, to najprawdopodobniej było drugie piętro, tak to oceniła. - Mój kotek... - Rzuciła jedynie.

Bletchley spoglądała na futrzaka zastanawiając się, co niby powinna z tym zrobić.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
17.02.2025, 17:57  ✶  
Słońce ledwo zaczynało wychylać się zza horyzontu, ale ja dopiero wracałem do domu, wyczerpany po długiej nocy spędzonej na pomniejszych zleceniach. Tego wieczoru pracowałem na pograniczu Nokturnu i Pokątnej. Wykonałem dwie roboty, po czym entuzjastycznie zabrałem się za trzecią - rzekomo najprostszą. Aha, jasne. Z pozoru prosta praca przerodziła się w wielogodzinne, mozolne działania. Każda minuta ciągnęła się w nieskończoność, a ja raz po raz zbierałem się w sobie, by dokończyć to, co zacząłem. Praca w mieście takim jak Londyn potrafiła zaskoczyć. Zamiast kilkudziesięciu minut, spędziłem tam całą noc, zmagając się z nieprzewidzianymi komplikacjami.
Kiedy udało mi się wyjść od klientki, byłem zmęczony i poirytowany, ledwo trzymałem się na nogach. Miałem zamiar wrócić do mieszkania, łyknąć eliksir na sen i zapaść w błogi, nieprzerwany sen, jednak tu także los miał inne plany. W momencie, gdy już miałem skręcić w boczną uliczkę, usłyszałem cichy odgłos, który przyciągnął moją uwagę.
Z oddali dobiegł mnie dźwięk, który w pierwszej chwili uznałem za przesłyszenie, omam słuchowy w związku z brakiem snu, a później, gdy się powtórzył - za niepokojące zawodzenie psa albo kota. Przystanąłem zaintrygowany i pewnie na tym by się skończyło, gdyby nie to, że dźwięk dochodził od strony, w którą się kierowałem. To po pierwsze. Po drugie - krzywda zwierząt wywoływała u mnie większą empatię niż krzywda ludzi. Raczej wolałem zorientować się w sytuacji niż ją zignorować. Nic mi nie szkodziło odbić na chwilę w pobliski zaułek.
Kiedy jednak zbliżyłem się, dotarło do mnie, że było to piszczenie dziecka. Nie znosiłem dzieci, ich krzyki i płacze zawsze wydawały mi się denerwujące, ale coś w tym dźwięku sprawiło, że w dalszym ciągu postanowiłem sprawdzić, co się dzieje. Dzieciństwo, niewinność, te wszystkie rzeczy, które wydawały się tak odległe od mojego świata... Trudno byłoby zignorować cień zaniepokojenia na myśl, że ktoś mógłby robić małej krzywdę.
Przystanąłem w cieniu kontenera, ukrywając się przed wzrokiem przechodniów, i spojrzałem w stronę źródła tego zawodzenia, dostrzegając małą dziewczynkę, która na pewno miała nie więcej niż pięć lat. Obok niej stała dorosła kobieta, wyraźnie zaniepokojona. Dziewczynka miała wielkie, okrągłe oczy wypełnione łzami, a jej wargi drżały, jakby lada chwila miała się rozpłakać na dobre. Przez chwilę przyglądałem się tej scenie, zastanawiając się, co się wydarzyło.
- Pszeplasam... - Odchrząknąłem, aby zwrócić na siebie ich uwagę. Mimo, że nie byłem szczególnie w nastroju do interakcji, coś w tej sytuacji sprawiło, że czułem, iż powinienem się odezwać. - Czy z cólką wszystko w posządku? Wygląda na poluszoną... Mosze mogę pomóc? - Zapytałem, starając się brzmieć przyjaźnie, mimo, że w głębi duszy marzyłem o tym, by jak najszybciej znaleźć się w swoim łóżku. Jak to w życiu bywa, plany rzadko się spełniały. Zmarszczyłem brwi, niepewny, co zrobić. Mój brązowy płaszcz, przewieszony przez ramię, lekko powiewał na wietrze. Czułem, że w tej chwili nie mogłem być obojętny. Coś we mnie chciało pomóc, mimo, że reszta mojego umysłu krzyczała, bym odszedł i zajął się własnymi sprawami.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#3
17.02.2025, 19:08  ✶  

Bletchley spoglądała na dziewczynkę dłuższą chwilę. Kalkulowała coś w głowie. Przenosiła wzrok z tej małej na parapet, robiła tak kilka razy, no i niestety jej mózg średnio podsuwał jej rozwiązanie tej sytuacji. Nie było szans, żeby się tam wdrapała, nie należała do szczególnie wysokich osób, znając ją pewnie by się potknęła i spadła, a kot uciekłby gdzieś w pizdu. To nie było rozwiązanie. Mogłaby skorzystać z pomocy różdżki, jasne, to było zdecydowanie lepszym rozwiązaniem, ale nie chciała się zbłaznić przed dzieciakiem. Westchnęła ciężko, w końcu wyprostowała się i dotknęła dłonią swojego czoła. Myślała, bardzo intensywnie myślała nad tym, jakie rozwiązanie było najlepsze. Parapet właściwie nie znajdował się wcale tak wysoko, tak, chyba w ten sposób powinna to rozwiązać.

Przez to, że była skupiona na tym kocie i dziewczynce nie usłyszała, że ktoś się zbliża, co wcale nie było takie oczywiste zważając na to, że ten jegomość był dość spory, w normalnych warunkach powinna była zauważyć jego obecność. Usłyszeć, że skradał się w stronę zułka, dostrzec, że zatrzymał się gdzieś niedalko i się w nią wpatrywał, no w nią i w to dziecko. Tym razem jednak tak się nie stało.

Podskoczyła więc, kiedy usłyszała chrząknięcie. Nie spodziewała się, że nie są tutaj same. Serce zabiło jej szybciej, zupełnie niepotrzebnie, a może potrzebnie? Kto wie jakie męty mogłyby się tutaj pojawić, Nokturn był w końcu niedaleko. Zacisnęła mocniej dłoń na różdżce, chyba zupełnie niepotrzebnie, ale strzeżonego Merlin strzeże, czy coś.

Dopiero po chwili spojrzała na typa, wpatrywała się w niego przez chwilę.

- To nie jest moja córka. - Była oburzona, że ktoś mógł sobie pomyśleć, że ma takie duże dziecko, nie była przecież taka stara, chociaż może? Może tak, może faktycznie mogłaby mieć dziecko w takim wieku, przeniosła wzrok na dziewczynkę, znowu się na moment zawiesiła, zaczęła kalkulować w głowie ile mogłaby mieć ona lat (nie było to łatwe, bo wcale nie znała się na dzieciach), a po drugie ile ewenutalnie lat temu musiałaby wypluć ją z siebie, żeby była taka duża. Podczas nauki w Akademii w Mungu nie miałaby czasu na takie głupoty.

Przerwała po chwili, bo zauważyła, że znowu zaczęła odpływać, okropnie lekko jej to przychodziło.

- Ona ma problem. - Tak, wolała podkreślić to, że to ta mała miała problem, a nie ona. Zupełnie nie zwrociła uwagi na to, że facet trochę seplenił, chyba za bardzo skupiała się na swoich własnych myślach.

- Kot, tam, wlazł. - Cedziła słowa, chciała jak najwyraźniej opisać o co jej chodziło, przeniosła też wzrok w stronę parapetu, aby pokazać mu co miała na myśli mówiąc tam.

- Czy mógłby pan? - Był większy, na pewno bardziej znał się na skakaniu po parapetach od niej, wyglądał na takiego, który zajmował się takimi rzeczami w swoim wolnym czasie.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
17.02.2025, 22:09  ✶  
W życiu nauczyłem się, że lepiej być ostrożnym, nawet jeśli serce czasem podpowiada coś innego. Z daleka przyglądałem się sytuacji, próbując odgadnąć, co się właściwie wydarzyło. W zaułku dostrzegłem obcą kobietę z płaczącą dziewczynką. Byłem zmęczony, z lekko zamglonym wzrokiem i myślami, które skakały bez ładu i składu. Wczesne poranki w tym rejonie były zazwyczaj dziwne. Sąsiedztwo Nokturnu nakazywało ostrożność, ale moja zmęczona głowa była w stanie jeszcze skupić się na otoczeniu. Coś w ich zachowaniu przyciągnęło moją uwagę. Z początku założyłem, że kobieta jest matką dziecka, ale gdy zapytałem, odpowiedziała mi z lekkim oburzeniem. Uniosłem brwi i kiwnąłem głową.
- M'kay. - Mruknąłem. Widok obcej kobiety z płaczącą dziewczynką, która ponoć nie była jej córką, wprowadził mnie w stan czujności. Nie mogłem zapominać o tym, że cały czas stałem na granicy dwóch światów - jednego, w którym pomagałem ludziom, a drugiego, w którym mogłem stać się celem. Zdawałem sobie sprawę, że nie mogłem mieć pewności, czy powinienem ufać tym dwóm obcym. Bacznie spoglądałem to na jedną, to na drugą. Nie ukrywałem, że wahałem się, czy powinienem zaufać nieznajomym.
Nie byłem w stanie ocenić ich intencji. Moje miękkie serce ścierało się z racjonalnym umysłem i twardą dupą, która nie chciała wpaść w kłopoty. Londyn był dla mnie szczególnie niebezpieczny nawet, jeśli sam świadomie chciałem tu przebywać. Nikt mnie do tego nie zmuszał.
Zgarnąłem włosy z czoła i spojrzałem na kobietę, dopiero teraz dostrzegając, że trzymała różdżkę w dłoni. Zawsze byłem ostrożny w takich sytuacjach, nieufny wobec obcych. W końcu, co jeśli to pułapka? Co jeśli zaraz zostanę okradziony lub zaatakowany?
Moje serce zabiło mocniej - nie chciałem, żeby strzeliła mi w plecy, gdy odwrócę się tyłem do niej. Jednak w jej oczach nie widziałem groźby. Zachowywała się osobliwie, miała trochę zamglone tęczówki i rozszerzone źrenice. Mogła być naćpana - najpewniej była, przykra sprawa - ale chyba nie groźna.
Z odległości spojrzałem na ścianę kamienicy. W kilku miejscach ziały wyłupane dziury. Teoretycznie, mogłem spróbować wsunąć w nie czubki butów, podciągnąć się do zewnętrznej części kafelek pierwszego balkonu, a stamtąd szukać drogi wyżej.
Kiwnąłem głową i wyciągnąłem płaszcz, który zdjąłem z ramienia, w kierunku kobiety. Zawahałem się na chwilę, zastanawiając się nad słusznością podejmowanej decyzji i nad tym, czy nie zostanę okradziony, gdy tylko się odwrócę. Wahałem się przez chwilę, oceniając zawartość torby, którą miałem przy sobie. Nie było w niej nic cennego, raczej rzeczy, które mogłyby mi się przydać w pracy. Sakiewkę z pieniędzmi i różdżkę miałem przy sobie. Ostatecznie, zanim podszedłem bliżej pod parapety, postanowiłem oddać jej także torbę.
Obejrzałem cegły na ścianie kamienicy. Kilka z nich wyglądało na luźne, a dziury w murze dawały nadzieję na to, że może uda mi się wspiąć wyżej. Oparłem dłonie o powierzchnię, czując, jak moje palce niemal same chwytają za chropowate wypustki w ścianie, a za chwilę wsuwają się w szczeliny, odnajdując drogę w górę. Miałem doświadczenie w łażeniu na wysokościach i wspinaniu się po gzymsach, ale teraz każda cegła pod palcami zdawała się być krucha i trochę bardziej niepewna niż zwykle. Może to było moje zmęczenie? Praca przy zdejmowaniu uroków wymagała nie tylko skupienia, ale i energii, której teraz mi brakowało. Każdy ruch był przemyślany, starałem się nie myśleć o tym, co mogło pójść nie tak.

aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - wspinaczka #1
Rzut PO 1d100 - 48
Sukces!

aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - wspinaczka #2
Rzut PO 1d100 - 54
Sukces!


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#5
17.02.2025, 22:37  ✶  

Zupełnie niepotrzebnie zaczęła kalkulować, przez to nie do końca była sobą, ale nadal nie do końca potrafiła się przed tym powstrzymać. Jej mózg miał swój własny świat, na który nie miała najmniejszego wpływu, nie zawsze, czasami, a dzisiaj był to właśnie jeden z takich momentów. Nie była przygotowana na to, że jakaś zupełnie obca dziewczynka spowoduje, że będzie musiała zmienić swoje plany, że nie pójdzie wprost do pracy, nie spodziewała się tego, a jak coś było niespodziewane, to cóż, jej mózg robił kurwę z logiki. Normalnie dużo wcześniej przygotowywała się na każdą ewentualność, oczywiście, gdy wiedziała, co może ją spotkać. Przed snem starała się analizować wszystko, co mogło jej się przytrafić następnego dnia, by wybierać opcje, które będą dla niej najlepsze. Tym razem nie mogła tego zrobić, to spowodowało, że się zawiesiła.

Dosyć szybko jednak schowała różdżkę, którą wyciągnęła bez żadnego powodu, po prostu jakoś tak bezpieczniej czuła się kiedy ją mocniej ściskała, szczególnie, że niedaleko pojawił się ktoś obcy, kto mógł mieć naprawdę różne intencje. Po krótkiej analizie stwierdziła, że pewnie też mężczyznę sprowadził tutaj pisk tej dziewczynki, na pewno nie mogła być jedyną osobą, która to usłyszała. Może faktycznie nie musiało wyniknąć z tego nic niedobrego, skoro zainteresował się losem tego, kto znalazł się w tym zaułku, to chyba nie powinien być kimś, kto chciałby zrobić im krzywdę. To było dość śmiałe założenie, ale miała zamiar się go trzymać.

Zmierzyła go jeszcze wzrokiem, od stóp do głów, jakby chciała się upewnić, że jeśli jednak nie będzie tak kolorowo to będzie mogła jakoś sobie z nim poradzić. Cóż - przy pomocy magii na pewno jakoś by się jej to udało, bez - nie sądziła, że miałaby jakiekolwiek szanse, był od niej z dwa razy większy, pewnie mógłby ją położyć jednym strzałem... Znowu złapała się na tym, że jej myśli odbiegły zbyt daleko. Westchnęła więc cicho i przeniosła wzrok na swoje buty, na krótką chwilę, aby opanować to, co działo się w jej głowie.

- Widzisz, pan Ci pomoże. - Odezwała się jeszcze do tej dziewczynki, bo chyba wypadło wprowadzić ją w tę sytuację, chociaż czy sama by się tego nie domyśliła? Nie znała się na dzieciach, wcale, pamiętała, że pacjenci lubili wiedzieć co dzieje się z ich bliskimi, więc wybrała w tym wypadku podobną drogę. Informowała na bieżąco o tym, co się działo.

Skoro już mieli współpracować, o ile w ogóle można to było nazwać współpracą, przecież tak naprawdę nie miała się w to jakoś szczególnie angażować, to bez zająknięcia wyciągnęła rękę, aby przytrzymać rzeczy mężczyzny. Złapała i płaszcz, i torbę, całkiem niezły był z niej wieszak, starała się trzymać jego rzeczy nad ziemią, aby się nie ubrudziły, co wcale nie było takie proste zważając na jej drobny wzrost. Ten typ był ogromny, przynajmniej w jej oczach. Tak właściwie to wydawało jej się, że mógłby podskoczyć i bez problemu sięgnąłby tego drugiego piętra, ale nie zamierzała dzielić się z nim swoimi myślami.

Powinna była go asekurować, ta myśl dotarła do niej dość szybko, ponownie więc sięgnęła po różdżkę, trzymała ją w prawej recey, gotowa wesprzeć go, jeśli noga mu się powinie. Nie wydawało jej się, aby było to możliwe, bo wbrew temu co zakładała całkiem zgrabnie wspinał się po tej ścianie, no całkiem zgrabnie jak na takiego wielkiego typa.

Kot chyba wyczuł niebezpieczeństwo, bo zaczął się poruszać, najwyraźniej chciał zwiać przed mężczyzną, który powoli się po niego zbliżał, w sumie wcale nie tak powoli. - Będzie z prawej, podejrzewam, że jeszcze kilka sekund i zaraz znajdzie się na ziemi. - Postanowiła uprzedzić nieznajomego. Szkoda by bo, aby się tak poświęcał i ryzykował, gdy ten futrzak wyglądał na takiego, który miał stamtąd zaraz spieprzyć.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
18.02.2025, 02:02  ✶  
Wszystko działo się szybko, jakby czas przyspieszył w momencie, gdy postanowiłem zrealizować ten nieco szalony pomysł. Jak górska kozica, wspinałem się na pobliski balkon, wykorzystując każdy fragment ściany, który mógłby mi pomóc. Moje palce zręcznie wślizgiwały się w szczeliny między cegłami, a czubki butów szukały stabilnych punktów, gdzie mogłyby się oprzeć. W kilku miejscach oparłem stopę na kruchych cegłach, które rozpadały się pod moim ciężarem, ale jakoś udawało mi się utrzymać równowagę. Miałem w sobie pewność, że moje umiejętności były na tyle dobre, by poradzić sobie w tej sytuacji.
Zostawiłem płaszcz i torbę z rzeczami u nieznajomej kobiety, która przyjęła je bez słowa, a ja nie miałem zamiaru martwić się, czy przypadkiem mnie nie obrobi. Bądźmy szczerzy - wyglądała na dużo bardziej zamożną ode mnie, mimo tego, że to mogła być część jej złodziejskiego imidżu. Nie wiedziałem tego. Może to była głupota, może naiwny akt zaufania, ale w tej chwili postanowiłem zawierzyć intuicji. Kobieta była dziwna, ale nie wyglądała na kogoś, kto miałby ochotę mnie okraść. Wzięła wszystko bez protestów, co z jednej strony budziło moje wątpliwości, a z drugiej pewien rodzaj zaufania.
Może to było głupie, ale postanowiłem wierzyć w jej dobre intencje. Skupiony na wspinaczce, nie odwracałem się zbyt często, a przecież w każdej chwili mogłem się rozczarować. Wtedy  zostałbym w tym, co na sobie miałem. Mimo chłodnej jesiennej aury, miałem na sobie tylko koszulkę z krótkim rękawem i luźne spodnie z kieszeniami, które w tym momencie wydawały się nie mieć większego znaczenia, ale nie byłoby miło, gdybym miał tak odbyć dłuższy spacer. W najlepszym przypadku, bo równie prawdopodobnie mogłem dostać zaklęciem w plecy i nie przejmować się ubiorem. Cornelius załatwiłby mi trumienne wdzianko. Najpewniej obrzydliwie eleganckie, zupełnie nie w moim stylu. Elegancik. Tak czy srak, zaufanie intuicji wydawało się być lepszym pomysłem niż ciągłe rozglądanie się za potencjalnym zagrożeniem.
W końcu wlazłem na balkon, przechodząc po zewnętrznej stronie barierki na wąski gzymsik. Balansowałem na nim, starając się ostrożnie stawiać stopy, myśląc o tym, jak przejść na daszek, z którego mógłbym iść dalej. Ostatnie miesiące spędzone na wspinaczkach sprawiły, że miałem dobrą kondycję i pewność siebie. Tę drugą może nawet trochę za dobrą. To już zakrawało o miano brawury. Byłem przekonany o rychłym sukcesie.
W pewnym momencie usłyszałem głos kobiety dobiegający z dołu, ostrzegający mnie o kocie, który planował ucieczkę z parapetu. Zatrzymałem się na chwilę, balansując na wąskim gzymsiku. Spojrzałem do tyłu, patrząc przez ramię i w dół w stronę nieznajomej.
- Co? - Zmarszczyłem brwi, unosząc wzrok na kota. - Czy jeśli skoszy, dasz ladę go złapaś? - Zapytałem głośniej, już myśląc o tym, jak mogłaby narzucić na zwierzaka płaszcz, który trzymała, i chwycić go w odpowiednim momencie. Chciałem dodać coś jeszcze, ale zanim zdążyłem, kot rzeczywiście skoczył. Tyle, że na mnie.
- Bordel de merde! - Zakląłem jak woźnica - przepraszam: jak charretier - balansując na krawędzi, nie chcąc spaść w dół. Zareagowałem, chybocząc się w przód, w tył, w przód, w tył... Miałem wrażenie, że czas jeszcze bardziej zwolnił, gdy futrzak odbił się od mojej głowy. Z gracją - w przeciwieństwie do moich prób utrzymania równowagi. Wiedziałem, że gdybym nie utrzymał stabilności ciała, spadłbym, sturlałbym się po dachu i lądowałbym na niższym balkonie, ale to wcale nie dodawało mi otuchy.

aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - równowaga #1
Rzut PO 1d100 - 46
Sukces!

aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - równowaga #1
Rzut PO 1d100 - 7
Akcja nieudana


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#7
18.02.2025, 11:07  ✶  

Kiedy obserwowała mężczyznę wspinającego się po ścianie stwierdziła, że to nie mógł być jego pierwszy raz. Musiał już mieć doświadczenie z podobnymi czynnościami, na pewno tak było, pewnie byłaby się w stanie nawet o to założyć. Nie brakowało mu gracji, o ile w ogóle taki wielki typ może mieć w sobie jakąkolwiek grację, ale całkiem zgrabnie wspinał się po tej ścianie, najwyraźniej wiedział dokładnie, gdzie powinien postawić stopę, żeby spektakularnie nie pierdolnąć na ziemię. To było sporym osiągnięciem, ona sama na pewno nie byłaby w stanie zrobić czegoś podobnego. Widocznie ten facet potrafił panować nad swoimi kończynami, cóż, wyglądał na takiego dla którego ważne były takie aspekty jak siła fizyczna. Wgapiała się w niego, kiedy się wspinał, oczywiście, że było to spowodowane tylko i wyłącznie tym, że gdyby coś poszło nie tak, to miała zamiar asekurować go z dołu, wcale nie chodziło o to, że mogła przy okazji nieco nacieszyć oczy, wcaaale.

Kiwnęła jedynie z aprobatą, gdy wdrapał się na balkon, cóż pierwsza część problemu była rozwiązana - dostał się do kota, teraz pozostawało jedynie złapać tego futrzaka i wręczyć go tej smutnej dziewczynce. Prudence miała wrażenie, że to będzie ta trudniejsza część zadania, koty potrafiły być bardzo sprytne, nie, żeby nie sądziła iż nieznajomy również nie był sprytny, w końcu całkiem szybko i zgrabnie wspiął się na ten balkon, ale trudno jej było stwierdzić, kto miał większe szanse w walce, która miała nadejść. Kot, czy typ? Kot był mniejszy, pewnie zwinniejszy, ale facet mógł zaskoczyć go swoim nieszablonowym myśleniem, pozostawało jej więc po prostu poczekać na rozwój sytuacji.

Usłyszała kolejne pytanie padające z jego ust, spowodowało to, że znalazła się tuż pod tym nieszczęsnym balkonem. Czy była w stanie złapać kota? Nie wydawało jej się, mimo wszystko znalazła się tam, żeby spróbować, bo co innego jej pozostawało? Typ wlazł na balkon, ona mogła stanąć pod nim i spróbować złapać zwierzaka, który zdecydowanie zamierzał przed nim spierdolić. - Nie wiem. - Powiedziała krótko, uniosła głowę w górę, aby zlokalizować położenie i kota i nieznajomego. W jej głowie znowu dochodziło do jakichś dziwnych procesów myślowych, jakby kalkulowała jaką odległość mógł przemierzyć kot i czy będzie w stanie przewidzieć, gdzie dokładnie się znajdzie, kiedy zeskoczy z parapetu. W tym równaniu było jednak bardzo dużo zmiennych i chyba nie była w stanie tego obliczyć, oczywiście że się zawiesiła na krótką chwilę, nie mogło być inaczej.

- Spróbuję. - Powiedziała cicho, bo nic innego jej nie pozostawało, musiała spróbować, chociaż na tyle mogła się tutaj przydać, oczywiście poza tą rolą wieszaka, którą już przyjęła.

Mrugnęła dwa razy, gdy zobaczyła, że kocur skoczył na głowę mężczyzny, tego nie zakładała, jej przemyślenia nie brały pod uwagę takiej sytuacji. Spoglądała na niego (typa, nie kota) przez krótką chwilę, nie miała pojęcia, czy przypadkiem nie spadnie za balustradę, tego zdecydowanie wolałaby uniknąć, bo niby jak miałaby to wytłumaczyć swoim kolegom z pracy? Spadł i umarł? No nie, to byłoby naprawdę głupie.

Dość szybko wróciła jednak do tego, co miała zrobić. Kot leciał w powietrzu, nie miała innego wyjścia, jak spróbować go teraz obezwładnić, to znaczy złapać w swoje ramiona. Przeskoczyła więc w kierunku w którym leciał, z tymi wszystkimi rzeczami mężczyzny w jednej dłoni, pozostawało mieć nadzieję, że uda jej się jakoś zamknąć zwierzę w swoich ramionach.


AF ◉◉○○○ - próba złapania kota
Rzut N 1d100 - 8
Akcja nieudana

AF ◉◉○○○ - druga próba jakby pierwsza nie wyszła
Rzut N 1d100 - 79
Sukces!


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#8
18.02.2025, 15:36  ✶  
Wczesny poranek otulił mnie swoją chłodną aurą, gdy wspinałem się po zniszczonej ścianie budynku, ale ruchy mięśni rozgrzewały moje ciało. Na ten moment jeszcze nie było mi zimno. Wprost przeciwnie. Całe szczęście, wschodzące słońce nie świeciło mi w oczy, a jedynie grzało plecy, a przy okazji pozwalało mi lepiej widzieć każdy kolejny krok. Wiedziałem, że to, co robię, jest niebezpieczne, ale nie mogłem się powstrzymać. Na razie nie doznałem żadnego oszałamiającego zaklęcia, które mogłoby mnie zaskoczyć, więc wszystko szło zgodnie z planem.
Skupiony na ruchach, nie myślałem o zmęczeniu. Miałem za sobą wiele akcji, wiele zaklęć, które nie zawsze działały tak, jak powinny. Często zdarzało się, że magia nie pozwalała mi dotrzeć tam, gdzie chciałem być. Dlatego poleganie na fizycznej sile stało się moim pierwszym instynktem.
W końcu dotarłem na balkon, tuż obok stworzenia, które z zaciekawieniem obserwowało moje poczynania. Przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały - jego oczy były pełne nieufności, moje też. W tej chwili cała moja uwaga skupiła się na tym, by go złapać i zdjąć z tego miejsca. Kot był sprytny, ale ja byłem zdeterminowany. Próbując przystąpić do akcji, zbliżyłem się do kociego towarzysza. Zebrałem siły, podszedłem bliżej i wyciągnąłem rękę w stronę kota. Nie byłem pewien, czy to zwierzę rozumie, co się dzieje, ale miałem zamiar je złapać. W końcu, to był powód mojej wspinaczki. Dawaj, mały, przyjdź do mnie pomyślałem, ale bydle miało inne plany. Miałem go już na wyciągnięcie ręki, gdy nagle, jakby wyczuwając moją intencję, zareagował tak jak ostrzegła kobieta na dole - spróbował spierdolić. Tyle tylko, że zamiast bokiem, on wyskoczył w moją stronę, a ja nie zdążyłem się przygotować. W jednej chwili skoczył na mnie, jego pazury praktycznie wbiły się w moją głowę. Zaskoczony, zachybotałem się, próbując utrzymać równowagę. Wydawało mi się, że czas zwolnił, gdy kot odbił się ode mnie i z gracją skoczył w dół. W tej samej chwili poczułem, jak moje ciało przechyliło się w stronę krawędzi.
Z całych sił starałem się nie spaść, nie sturlać się na balkon niżej, a już na pewno nie zaliczyć upadku na ziemię. Wszystko potoczyło się nie tak, jak planowałem. Tak właściwie to nie planowałem, bo szedłem na żywioł - to było widać. Czułem, jak moje ciało zaczyna się chybotać, a lądowanie na twardych kaflach poniżej stało się nagle bardzo realnym zagrożeniem. Ostatecznie po chwili walki z grawitacją udało mi się ustabilizować pozycję. Wciąż jednak czułem pulsującą energię w całym ciele. Serce biło mi jak oszalałe.
Zerknąłem w dół, żeby zobaczyć, czy nieznajoma kobieta na dole złapała kota. W tym samym czasie kątem oka zauważyłem ruch zasłonek w oknie wyżej. To była inna kobieta - starsza pani o nieprzyjaznym wyrazie twarzy, która sprawiała wrażenie, jakby miała zamiar wyjść na balkon, żeby zapalić. Jeszcze mnie nie zauważyła, ale wiedziałem, że to tylko kwestia czasu, zanim spojrzy w dół i narobi rabanu. Zamarłem. Miałem nadzieję, że to, co się wydarzyło, jakimś cudem nie przyciągnie zbytniej uwagi. Jeszcze na pewno mnie nie widziała, ale czułem, że moje wybryki mogą zostać dostrzeżone w przeciągu jednej chwili, jeśli tylko się ruszę. Takie stare baby miały radar w głowie i rozdarte ryje jak przeciwmgielne syreny - te portowe, dobrze mi znane.
- Proszę, zrób coś... - Bezgłośnie wyartykułowałem, gdy spojrzałem w dół, kierując błagalne spojrzenie w stronę mojej nowej znajomej. Była jedyną nadzieją, by sąsiadka z góry nic nie dostrzegła. Liczyłem na to, że zrozumie sytuację i zrobi coś, by odwrócić jej uwagę. Kobieta w oknie wciąż nie zwracała uwagi na mnie, ale czułem, że czas się kończy. Każda sekunda była cenna, miałem nadzieję, że moja nowa znajoma zdoła mnie uratować przed nieprzyjemnościami, które mogłyby wyniknąć z tej sytuacji.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#9
18.02.2025, 21:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2025, 21:41 przez Prudence Fenwick.)  

Prudence przez chwilę zastanawiała się, czy nieznajomy nie spierdoli się z tego balkonu, najwyraźniej był równie zaskoczony zachowaniem kota, co i ona. Też nie spodziewał się, że zwierze okaże się być, aż tak narwane, był samobójcą, czy coś? Wolał zeskoczyć z tego balkonu niżeli dać się złapać, tak właściwie to można by było uznać, że to całkiem ciekawe wartości życiowe... tyle, że koty chyba miały dziewięć żyć, czy coś, więc może jedna śmierć nie była mu taka straszna. Mężczyzna na pewno nie miał tylu żyć, pozostawało więc mieć nadzieję, że nie spierdoli się na ziemię, bo nie chciała mieć dzisiaj nikogo na sumieniu, no nie tylko dzisiaj, ogólnie raczej wolałaby tego uniknąć.

Nie pomogła mu jednak póki co, nie mogła tego zrobić, bo była zajęta obserwowaniem kocura, który rzucił się w eter, właściwie to wyskoczył przez balkon. Chciała go złapać, wychyliła się najpierw w prawo, jednak był to głupi pomysł, bo chwyciła powietrze, udało jej się jakimś cudem złapać zwierzę tuż nad ziemią za drugim razem. Pierdolony kot. Wbił swoje pazury w jej elegancką bluzkę, syknęła przez to cicho - nie do końca zadowolona. Jak ona teraz niby miała iść do pracy? Westchnęła głośno, spojrzała na dziewczynkę, wyciągnęła w jej stronę ręce, żeby wręczyć jej tego przeklętego futrzaka. - Pilnuj go, bo następnym razem ten miły pan ci nie pomoże i zmykaj do domu. - Mruknęła jeszcze bardzo chłodnym tonem wręczając dziewczynce jej własność. Chciała się jak najszybciej pozbyć tego zwierzęcia, w ogóle to żałowała tego, że pojawiła się w tym zaułku.

Nadal trzymała w ręku rzeczy nieznajomego, co przypomniało jej o tym, że tamten dalej znajdował się jakieś dwa piętra nad ziemią, na tym nieszczęsnym balkonie. Trochę jej ulżyło gdy zobaczyła, że nadal trzyma się balustrady i nie spadł na ziemię. Może jednak nikt dzisiaj nie ucierpi, no nikt, nie wliczając to jej bluzki.

Nie miała pojęcia dlaczego mężczyzna jeszcze nie schodził na dół. Wpatrywała się w niego przez chwilę, jednak nie odezwała się przy tym ani słowem, czekała na to, aż w końcu się ruszy. Dotarło do niej po chwili, że próbował jej coś zasygnalizować, zmrużyła więc oczy, aby dostrzec to, czego jeszcze nie widziała.

Zrozumiała, że mieli towarzystwo, że potrzebował pomocy, aby oddalić się stamtąd bez robienia zamieszania. Jasne, musiała mu jakoś pomóc. W końcu chcąc nie chcąc byli w to zamieszani razem, chociaż się nie znali. Nie wypadało aby odwróciła się teraz na pięcie i zostawiła go samego sobie, tak nie zachowywali się wspólnicy w zbrodni.

Kiwnęła więc jedynie twierdząco głową, na znak, że dotarło do niej to, że mógł zostać zauważony. Postanowiła więc mu pomóc, sięgnęła po różdżkę. Co mogła zrobić? Pierwszym, co przyszło jej na myśl było wyczarowanie chmury dymu, w której mógłby się ukryć, jasne mogło to zwrócić uwagę babci, ale nie tak bardzo, jak rosły typ stojący na balkonie.

Odwróciła się jeszcze za siebie, aby zobaczyć, czy dziewczynka ziknęła stąd tak jak jej nakazała. Miała szczęscie - posłuchała jej i spierdoliła stąd w podskokach. Jeden problem się rozwiązał, wypadałoby poradzić sobie i z następnym. Mruknęła cicho pod nosem zaklęcie i machnęła zgrabnie różdżką, miała nadzieję, że nie zrobi przed nim z siebie idiotki, chociaż to było możliwe. Prudence nie była specjalistką w dziedzinie kształtowania, ale może los nadal będzie jej sprzyjał, przynajmniej częściowo.


◉◉○○○ kształtowanie - stworzenie chmury dymu, w której Benjy będzie mógł się ukryć
Rzut N 1d100 - 37
Akcja nieudana

◉◉○○○ kształtowanie - na powtórkę, gdyby za pierwszym razem nie wyszło

Rzut N 1d100 - 91
Sukces!


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#10
20.02.2025, 17:34  ✶  
Całe szczęście, nieznajoma odczytała wyraz mojej twarzy. W jej oczach dostrzegłem zrozumienie, które w danym momencie było dla mnie bezcenne. Wyciągnęła różdżkę. Zaczęła czarować, a ja w tym momencie dostrzegłem, jak dziewczynka z kotem, która do tej pory stała obok, zaczęła spierdalać. Słuszna decyzja - my też powinniśmy to zrobić, szczególnie ja tu na górze, gdzie zdecydowanie nie sprawiałem wrażenia lokatora kamienicy. Raczej złodzieja. Trudno byłoby się z tego wytłumaczyć... Jeszcze gorzej byłoby, gdyby dodatkowo wezwała patrol.
Nie miałem czasu się zastanawiać. Nie mogłem dłużej czekać na to, by móc opuścić to miejsce jak najciszej. Musiałem się ewakuować, i to jak najszybciej. Szukałem drogi w dół, nie zwracając uwagi na szelesty, które mogły zdradzić moją obecność. Odległość do ziemi wydawała się większa niż w rzeczywistości, ale nie miałem już innego wyboru. Czułem, jak adrenalina zabuzowała mi w żyłach.
Nie sądziłem, że wyczarowana chmura dymu utrzyma się bardzo długo, ale w tym momencie byłem wdzięczny, że dawała mi chwilę ukrycia i czasu na zastanowienie. Dzięki temu byłem niewidoczny dla starszej kobiety na balkonie, która, jak się zdawało, miała bardzo wiele do powiedzenia. Całe szczęście - obecnie do siebie. Ani nie do mnie, ani nie do nieznajomej na dole. Jeszcze nie. Wiedziałem, że wiatr wkrótce rozwieje dym, a wtedy stanie się jasne, że nie powinienem był się tu znajdować.
Słyszałem, jak stara baba zaczyna narzekać na to, że ktoś z Nokturnu znowu pali śmieciami w kominku. Jej głos był gniewny, pełen złośliwości. Gdyby mogła, pewnie trułaby jadem wszystkich, którzy - jej zdaniem, a pewnie miała się za nieomylną - na to zasługiwali. Cały motłoch z sąsiedniej ulicy, wszystkich plugawych degeneratów, każdą mendę społeczną, zakałę Londynu - jej słowa, nie moje. Przypominały rój bzyczących szerszeni gotowych do ataku. Przesunąłem się w cień, starając się nie wydawać żadnego dźwięku.
Musiałem się ewakuować, znaleźć drogę w dół, do miejsca, gdzie mógłbym w końcu odetchnąć. Czułem, że czas działa przeciwko mnie. W mojej głowie krążyły myśli o tym, co mogłoby się wydarzyć, gdyby starsza kobieta jednak mnie dostrzegła, co nadal było bardzo możliwe. Jej wzrok, pełen czujności, mógł odkryć mnie w każdej chwili. Wiedziałem, że mogłoby to nie skończyć się dobrze. Jednak zamiast panikować, skupiłem się na drodze ucieczki, na tym, co musiałem zrobić, by się ukryć. Z każdą chwilą chmura dymu stawała się coraz bardziej przezroczysta, a ja nie mogłem pozwolić sobie na błąd. Musiałem działać szybko.
Nie mogłem dłużej czekać. Zamiast ostrożnie schodzić po ścianie, jak to wcześniej planowałem, po prostu ruszyłem w dół, jak najszybciej potrafiłem. Przykucnąłem i pochyliłem się w stronę krawędzi, łapiąc ją i opuszczając się niżej, potem do zejścia po daszku, ignorując wszelkie myśli o tym, że mogę się potknąć lub spaść. W ostatniej chwili, gdy jeszcze nadal byłem odrobinę zbyt wysoko, nie myśląc o konsekwencjach, zeskoczyłem, lądując w miarę bezpiecznie, ale z bólem, gdy cały mój ciężar spoczął na nieprzygotowanych do tego nogach. Nie miałem czasu na myślenie o tym, co mogło pójść źle. Po prostu zgiąłem się, by zamortyzować upadek, a potem natychmiast wstałem. Uderzenie było mocne, mimo tego, że adrenalina zadziałała jak znieczulenie. Zabolały mnie kostki i kolana. Syknąłem. Miałem dość.
Znalezienie się na ziemi przyniosło mi chwilowe uczucie ulgi, ale to nie był koniec. Zdecydowanie narobiłem hałasu, a i chmura dymu przestała przez to być taka niewinna.
- Spieldalamy, kulwa. - Zasygnalizowałem, dopadając do kobiety. Bez chwili wahania chwyciłem wszystkie rzeczy, które trzymała w dłoniach - moje czy jej, cokolwiek tam miała, a następnie złapałem ją pod ramię. Niezbyt kulturalne zachowanie - wiem. Musiała mi to wybaczyć. To i całą resztą, bo bez kolejnego uprzedzenia pociągnąłem ją w stronę wyjścia z alejki. Nie miałem czasu na pytania, podziękowania ani na uprzejmości. Nie miałem głowy do delikatności ani do tego, by zastanawiać się, czy była w stanie za mną nadążyć. Wzrok miałem utkwiony przed siebie, nie zważając na to, co się dzieje wokół.
Nie obchodziło mnie, czy była ubrana w niewygodny strój, jak większość panienek, ani czy w ogóle była gotowa na tę ucieczkę. Nie zwracałem uwagi na jej buty. Czy były na obcasach, czy w ogóle były przystosowane do tak szybkiej ewakuacji - wszystko to miało drugorzędne znaczenie. Należało zwiać, zanim dym się rozwieje, a ja będę musiał stawić czoła konsekwencjom.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (6395), Prudence Fenwick (5532)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa