• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Whitecroft Street [01.09.1972, Kowen Whitecroft] Serce z kamienia

[01.09.1972, Kowen Whitecroft] Serce z kamienia
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#1
03.04.2025, 19:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2026, 17:01 przez Victoria Lestrange.)  
Odkryj wiadomość pozafabularną
Napisane na podstawie informacji od Eutierri.

Grafik życia Victorii Lestrange był bardziej niż napięty i nie tak łatwo było zaplanować w nim czas wolny dla siebie – ten zwykle wykorzystywała na jakieś relaksacyjne warzenie mikstur: uzupełnianie zapasów eliksirów wiggenowych, ochrony przed ogniem, uzupełniających krew czy nasennych – często kilka na raz, bo od czego posiadała w swoim arsenale kilka kociołków? Ale to nie był ten dzień. Dzisiaj o poranku udała się do swojego domu rodzinnego, gdzie zgodnie z obietnicą miała zjeść śniadanie z resztą członków rodziny, a później zabrać małą Olivię na dworzec King’s Cross. W końcu… To był pierwszy września, a pociąg do Hogwartu odjeżdżał punktualnie o 11.00, a ktoś musiał przecież odprowadzić najmłodszą z sióstr Lestrange, zabrać jej bagaże, pomóc na przejściu na peron 9 i ¾, wsiąść do pociągu i utulić przed wyjazdem, a Victoria zrobiła to z prawdziwą przyjemnością.

Wzięła na ten dzień wolne, by po pożegnaniu siostry, mieć w końcu czas na coś, co już i tak odkładała przez dłuższą chwilę. Skoro już miała dostęp do biblioteki kowenu Whitecroft, to dlaczego miała to odkładać jeszcze bardziej? Kilka minut po 11.00, gdy już minęła chwila nostalgii, po spoglądaniu na odjeżdżający pociąg, teleportowała się w bezpieczne miejsce nieopodal siedziby kowenu, by chwilę później znaleźć się w środku. Rozgłos, jaki zyskała wchodząc do Limbo i żywe zainteresowanie tematem przez kowen było tym wygodniejsze, że nie musiała się przedstawiać kapłance, która ją powitała, a gdy przedstawiła, po co w ogóle się zjawiła – i z czyjego ramienia uzyskała dostęp, chociaż Sarah nie było już w Londynie, nie natrafiła na biurokratyczną ścianę i niedługo później już znajdowała się w bibliotece.

Mniej niż więcej wiedziała, czego w ogóle szuka, ale wcale to ją nie zraziło. Wyciągnęła swój notes, z którym ostatnimi czasy się nie rozstawała, i przekartkowała go.

– Gdzie znajdę coś o kręgach? – podpytała młodą kapłankę, która wyglądała na bardzo entuzjastyczną w tym, by pomóc autorce w jej poszukiwaniach. Zaprowadziła ją do części biblioteki mówiącej o kręgach i kromlechach, wybierając dla Lestrange kilka tytułów. Ciemnowłosa dołożyła do nich jeszcze kilka innych książek, które wydały jej się obiecujące i z całym naręczem dość grubych i raczej starszych niż nowszych tomiszczy, udała się w kącik biblioteki, do stolika i krzesła. Odłożyła książki bardzo ostrożnie, jakby obchodziła się z małym dzieckiem, ale prawda była taka, że Victoria kochała książki. Kochała Zdobywać wiedzę. I doskonale wiedziała, w jaki sposób należy traktować jej nośniki – bo te potrafiły być prawdziwie bezcenne. Poza tym ktoś za nią poręczył, ktoś z kowenu, i nie zamierzała szargać imienia Sarah, ani swojego.

Nawet nie była pewna, kiedy minął jej czas na przeglądaniu tych wszystkich ksiąg. Nie czytała ich od deski do deski, raczej szukała rozdziałów, które ją interesowały z tematu, który aktualnie badała: tego, o którym dywagowała z Rodolphusem jeszcze w połowie lipca. Robiła sobie notatki w swoim notatniku, niektóre bardziej obszerne, niektóre raczej w formie mapy myśli. Kamienie, kręgi i światło… nie znalazła nic o świecących kamieniach, ale udało jej się powiązać zagadnienia związane z układaniem kamieni w kręgi w miejscach kultu. Jak ludzie w starożytnych czasach wybierali te miejsca – to była dla niej tajemnica, ale kwestia powstawania takich kamiennych kromlechów wydawała się bezsprzeczna: próbowano w ten sposób „zamknąć” księżyc w pełni, jakby to były jakieś drzwi… by gdzieś wejść? Albo skądś wyjść? A może, żeby coś mogło się gdzieś dostać? Nie potrafiła powiedzieć, najwyraźniej powód był, tylko nikt nie spisał go na papier, a część wiedzy pozostawała przed nimi zakopana. Ale to było jedyne, co udało jej się powiązać ze światłem… nie wiedziała nawet, czy te światła to rzeczywiście były właśnie te kamienie, ale ich ilość i ułożenie w kręgu by się zgadzała. Doczytała, że ustawiano te kamienie w kręgu i rysowano na nich symbole, czy i na tych się takie znajdowały… mogła założyć, że owszem. Rodolphus twierdził, że nigdzie tego nie odnotowano, ale był pewien, że tę informację wymazano z akt. Jeśli więc założyć, że te pięć kamieni rzeczywiście posiadało na sobie jakieś runy, to…

Czy Voldemort w jakiś sposób posiadł wiedzę, która przepadła przed wiekami? Dostał w ręce jakiejś stare teksty, o których nikt nie wiedział, uważanych za stracone? Wywnioskował wszystko sam? Czy może skontaktował się w Limbo z jakimś bardzo starym duchem i wydusił z niego informacje – a jeśli tak, to skąd wiedział, z kim dokładnie się porozumieć? Była to dość przerażająca myśl, która sprawiała, że Victoria czuła, pomimo Zimna, chłód na karku i jakiś taki ciężar w żołądku, że Czarny Pan posiadał tak przerażające umiejętności. Nawet jeśli to były tylko domysły, to każda z tych opcji mówiła jasno, że wcale nie był krok przed nimi. Wyprzedzał ich o jakieś dwadzieścia i z każdym  dniem zwiększał tę odległość, nie dając nawet miejsca na to, by zrobili odpowiedni rozbieg, by go dogonić.

A gdyby dodać do tego wszystkiego istniejące już kromlechy, jak Siedem Sióstr czy Stonehenge… które miało w czerwcu swój własny epizod… to wydawał jej się dobry kierunek. Co próbowano dokładnie zrobić w Stonehenge? Czy miało to jakiś związek z kamieniami wokół Polany Ognisk? Czy próbowano coś odtworzyć? Chyba nie, nie kojarzyła, żeby ktoś w raportach mówił coś o pięciu słupach światła – chyba powinna w tym pogrzebać, żeby definitywnie skreślić ewentualność, że Isobell Macmillan próbowała powtórzyć cokolwiek, co zrobił Voldemort. Z tego jednak, co wiedziała, co powtarzało się w informacjach różnych osób i to nie tylko żyjących w Anglii, ale też na innych kontynentach, jak nekromantka z Egiptu, z którą razem z Brenną spotkały się dwa tygodnie wcześniej, tylko Beltane i Samhain wypadały w dni, w których zasłona pomiędzy światami była tak cienka, że zaczynała się przenikać, a przesilenie letnie to była zupełnie inna kwestia. Co więc próbowała zrobić Isobell?

W tym momencie stawało się jasne, że kamienie pokryte runami, ułożone na planie koła, mogły posłużyć do  otwarcia drzwi… do Limbo… w sposób, jaki miało to miejsce podczas majowych obchodów. Nie było to przecież pierwsze Beltane na Polanie Ognisk w Dolinie Godryka, ludzie zbliżali się do rytualnego ognia wielokrotnie i do tej pory nikt nie przeniknął do Limbo tak jak oni, więc…? Może jednak to miały być drzwi do?

Wtedy też Victorii przyszło do głowy, by upewnić się, jak wyglądała faza księżyca na przełomie kwietnia i maja, i jak będzie wyglądać, gdy październik będzie przechodzić w listopad. Wstała od stolika, by poszukać ksiąg na temat astrologii, na której kompletnie się nie znała, ale była pewna, że gdzieś będzie jakaś tabela z fazami księżyca wstecz i w przód, a jeśli nie, to poszuka informacji w gazecie – przecież posiadała stare numery Proroka, a jeśli je wyrzuciła, to zawsze pozostawała Biblioteka Maeve, gdzie było absolutnie wszystko, archiwalne numery gazet również. Na szczęście nie musiała grzebać aż tak głęboko, bo w jednej z ksiąg rzeczywiście znajdowała się tabela z wypisanymi fazami księżyca na kilkanaście lat do przodu. Pełnia nie wypadała 1 maja, ale było wtedy do niej bardzo blisko – bo ta miała miejsce 28 kwietnia. Nie wypadała też w czasie Lithy, ani Lammas, natomiast kolejna tak bliska data to było Mabon, bo pełnia miała wypaść dzień po. Jechała palcem po spisie dalej: nie wypadała w Samhain, za to miała być dzień przed Yule. Czarnowłosa wszystko skrzętnie sobie zapisała w notatkach.

Nasi przodkowie próbowali więc objąć księżyc w pełni niczym jakąś ramką, ustawiając kamienie na planie koła w odpowiednich miejscach, ryjąc na nich odpowiednie znaki. Kluczem było więc właściwe miejsce i właściwe symbole na kamieniach, na dodatek we właściwym czasie. Natomiast dlaczego na Polanie wystąpiły te światła? W dodatku światła, które, ustawione pod złym kątem (czy kamień się przekrzywił? czy runa była ustawiona w złą stronę?), potrafiły zranić ludzi, tak jak to miało miejsce podczas Beltane. Zdecydowanie emitowały magiczną moc, skoro poprawnie rzucone zaklęcie rozpraszające było w stanie je zneutralizować. Victoria wątpiła jednak, że tylko te kamienie służyły do otwarcia drzwi – w innym wypadku te zostałyby zamknięte w chwili, w której któryś kamień przestawał działać, a oni wbiegli w ogień w momencie, gdy sama rozproszyła magię dwóch z nich, natomiast… czy to przejście zamknęło się w momencie, gdy inni brygadziści i aurorzy poradzili sobie z ostatnim z kamieni? Było to pytanie, na które Victoria nie znała odpowiedzi, bo nie rozmawiała o tym z nikim innym prócz Rodolphusa, wydawało jej się natomiast, że wyraźnie przedstawiła w swoim raporcie przed Moody i Bonesem, że takie światła pojawiły się na Polanie. Istniało to więc w raporcie, musiało. Czy więc ktoś z Departamentu Tajemnic postanowił celowo zignorować tę informację? Tak jak ignorowali do tej pory wszyscy do okoła?

Lestrange próbowała uporządkować sobie jakoś te wszystkie informacje i swoje przemyślenia, robiąc odpowiednie podkreślenia w swoim notesie, a we właściwych miejscach stawiając znaki zapytania. Tych było niestety więcej, niż pewnych spraw – wiedziała jednak, że raczej nie znajdzie niczego więcej w tych księgach, choćby dlatego, że były to sprawy, które ich przodkom najpewniej wydawały się oczywiste, a być może przekazywano je sobie w inny sposób i nigdy nie trafiły do książek… Mogła tylko westchnąć.

A potem westchnęła drugi raz, gdy znowu zaburczało jej w brzuchu i dopiero dotarło do niej, że już od jakiegoś czasu ignoruje własny organizm, gdy tak zapadła się w fazę odkrywania wiedzy, która pochłaniała ją do reszty. Był już wieczór. I uważała to za całkiem owocny dzień. Przeciągnęła się na krześle, aż jej kości strzeliły przyjemnie i dopiero spojrzała na zegarek – przegięła grubo, siedząc tutaj od ośmiu godzin, o ten wskazywał właśnie godzinę 19.00. Była to najwyższa pora, by odłożyć księgi na miejsce, pozbierać swoje rzeczy i wrócić do swojego mieszkania. Metaforycznie cięższa o nową wiedzę.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Victoria Lestrange (1573)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa