• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[08.09.1972] don't panic | Nora

[08.09.1972] don't panic | Nora
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#1
07.05.2025, 20:30  ✶  
08.09.1972, Nora Nory, około północy

Norka uwijała się tego wieczora niczym mrówka. Co chwilę ktoś wpadał do cukierni tylko po to, aby z niej zaraz wypaść. Jej przyjaciele przyprowadzali tutaj bezbronnych ludzi, tych, którzy potrzebowali wsparcia i pomocy, była gotowa dać je wszystkim potrzebującym, więc nie widziała w tym nic złego. Nie czuła zmęczenia, raczej wpadła w pewien rytm. Przechadzała się między stolikami po to, aby dolewać ludziom herbaty, przykrywać kocem, zapytać, czy wszystko u nich w porządku. Dzięki temu udało jej się nie myśleć o tym, że większość z jej bliskich była w niebezpieczeństwie, cóż - miała to szczęście, że wracali do cukierni, więc była w stanie co jakiś czas upewnić się, że jeszcze trzymali się na nogach, że byli cali i zdrowi i że jeszcze walczyli. Nie miała pojęcia, kiedy to się skończy, czy w ogóle miało się skończyć? Czas wydawał się stać w miejscu, sytuacja wcale się nie polepszała. Przynajmniej jak na razie. Nie wiedziała, jak długo to wszystko się utrzyma. Czy wszystkim uda się przetrwać? Jak wielu ludzi miało stracić tej nocy życie? To były trudne pytania i chyba lepiej było ich dzisiaj nie zadawać, nie teraz, pozostawało mieć nadzieję, że uda im się pomóc chociaż części z nich, udzielić schronienia, ustrzec od złego. Nigdy nie wydawało jej się, że była szczególnie silnym człowiekiem, w sytuacjach kryzysowych potrafiła jednak trzymać nerwy na wodzy i jakoś sobie z tym radzić, nie panikowała - wiedziała, że musiała jakoś odnaleźć się w tej nietypowej sytuacji, bo to miejsce należało do niej. To ona była odpowiedzialna za wszystkich, którzy się tutaj znajdowali. Właśnie dlatego starała się zachować te pozory.

Zatrzymała się na moment przy oknie. Jej uwagę przykuł mężczyzna, najprawdopodobniej brygadzista, założyła tak przez to, że miał na sobie ubrany charakterystyczny dla nich mundur. Nie znała go osobiście, pewnie był jakimś kolegą Erika z pracy, wydawało jej się, że musiał być młodszy stażem, bo wyglądał też na młodszego od niego. Miała wrażenie, że się zawiesił, stał w miejscu, wpatrywał się w jeden punkt. Nie wyglądało to zbyt dobrze.

Nie zastanawiała się jakoś specjalnie nad tym, co robiła. Nie było na to czasu. Wiedziała, że zdarzały się momenty, kiedy ludzie mieli dość, przestawali dawać sobie radę z przytłaczającą ich rzeczywistością. To mógł być taki moment dla tego chłopaka. Miała wielu przyjaciół, którzy piastowali podobne stanowisko do niego, od razu pomyślała sobie o nich. Gdyby znaleźli się w podobnej sytuacji to chciałaby, aby ktoś im pomógł.

Dość szybko ruszyła w stronę drzwi wejściowych, tylko po to, aby znaleźć się na zewnątrz. Otaksowała jeszcze wzrokiem Pokątną - pożary nadal trawiły okolicę. Odetchnęła głęboko, musiała znaleźć się jak najszybciej przy tym mężczyźnie. Na szczęście znajdował się przy cukierni, więc nie było to, aż takim skomplikowanym wyczynem.

- Czy wszystko w porządku? - Odparła, kiedy stanęła tuż przed nim. Miała nadzieję, że usłyszy jej głos, bo wydawał się jej być aktualnie gdzieś indziej - przynajmniej duchem, bo ciałem zdecydowanie stał przed nią.

Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#2
08.05.2025, 14:16  ✶  
Cedrik, młody brygadzista który dopiero w tym roku rozpoczął swoją służbę, przeżywał właśnie swój najgorszy dzień w pracy.

Od samego początku wysłano ich w teren i mimo początkowego zwarcia i sprawnie podejmowanych działań oddziału, z każdą chwilą wszystko sypało się coraz bardziej, aż nieoczekiwanie dla niego samego został sam, stojąc na środku Pokątnej. Nie pamiętał jak się tutaj znalazł, gdzie był i co robił wcześniej. Wszędzie był ogień. Gdzieś zgubił swój oddział próbujący robić cokolwiek, zapanować nad sytuacją nad którą nie dało się zapanować. Było to jak noszenie wody dziurawym wiadrem. Dookoła szalało prawdziwe piekło, ludzie krzyczeli, biegali, próbowali ratować swój dobrobytek, próbowali uciekać, ale nie było ucieczki. Nie było nadziei. Nie było niczego poza duszącym dymem i swędem palonej skóry.

Jego mundur był szary, tak jak każdego brygadzisty, pokryty sadzą. Prowizoryczny opatrunek na oparzonych dłoniach przesiąkał tym dziwnym płynem z pękających bąbli, ale to nie ból wbił go tępo w miejsce. Był otumaniony, był przerażony, o tym nie rozmawiali na szkoleniu. Zapatrzył się na sklep z zabawkami w którym płonęła teraz cała ekspozycja i poczuł dojmujące przeświadczenie, że jest taką właśnie zabawką w rękach Śmierciożerców.

Mugolak.

Jego dni i dni jego podobnych były policzone.

Dni? Może godziny dzieliły go od śmierci.

Przysięgał pomagać, ale sam sobie nie potrafił pomóc.

- Czy wszystko w porządku? - usłyszał kobiecy głos i coś w nim pękło. Nic nie było w porządku, a on już był trupem. Nie pisał się na coś takiego. Z gardła dobył się rozpaczliwy szloch, gdy bezmyślnie nie wiedząc nawet z kim rozmawia odwrócił się do drobnej blondynki i pochylił się łkając jej w bark, nie zwracając uwagi na fakt, że brudzi ją w ten sposób własnym brudem. Ręce zwisały bezładnie wzdłuż ciała.

– Wszyscy... umrzemy... to koniec. Londyn... spłonął... nie ma... nadziei... to... koniec – wyrzucał z siebie słowa między gwałtownym zaciąganiem powietrza, poddając się histerii.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#3
12.05.2025, 08:57  ✶  

Norka nie zastanawiała się nad tym, czy stojący przed nią mężczyzna był mugolakiem, cóż, może powinna, to zapewne pozwoliłoby jej rozumieć, dlaczego, aż tak się bał. Byli oni w końcu dużo bardziej narażeni na niebezpieczeństwio, to oni byli celem śmierciożerców. Tylko, czy aby na pewno, czy nie był to moment, w którym wszyscy powinni czuć się zagrożeni? W końcu doprowadzili do tego, że płonęło całe miasto. Nikt nie mógł czuć się bezpiecznie.

Mimo wszystko wiedziała, że nie powinni dać się zastraszyć, bo przecież na tym im zależało. Chcieli, żeby się bali, aby tracili grunt pod nogami. Czuła, że po tej nocy będą próbowali zjednać sobie więcej ludzi, poprzez strach, ale nie wydawało jej się, aby to mogło zadziałać. Podporządkowywanie się przez lęk nigdy nie było sposobem. Prędzej, czy później ludzie przestaną się bać, a wtedy postanowią się postawić. Szczególnie, że nie wydawało jej się, aby nawet większość czystokrwistych przystawała na podobne działania.

Widziała przerażenie w oczach mężczyzny. Był zagubiony, zdecydowanie nie radził sobie z tym, co mu się przytrafiło. Nie, żeby ona sama była jakąś specjalistką. Miała w sobie jednak dziwny spokój. Wiedziała, że to nie koniec, że była dla nich nadzieja, że na pewno jakoś wrócą do normalności. Nawet po najgorszej nocy przychodził świt, słońce budziło się na nowo, przynosiło nadzieję na lepszy dzień. Tak też miało być i tym razem. Już niedługo nadejdzie poranek i wszystko zacznie wracać do normy. Naprawdę wydawała się w to wierzyć. Pożary nie mogły trwać bezustannie, kiedyś to musiało się skończyć.

Odetchnęła głęboko, może nie było to szczególnie dobrym rozwiązaniem, bo wciągnęła przy tym do płuc sporo dymu, przez co niemalże od razu odkaszlnęła, nie przywykła do tych zmieniających się warunków. Nie do końca wiedziała na ile może sobie pozwolić, jednak nie chciała odpuścić. Chciała wesprzeć tego młodego brygadzistę w tym, co mu się działo. Figgówna była osobą, której nie brakowało empatii, była skłonna wyciągnąć rękę do każdego.

Bez zawahania więc sięgnęła dłonią w stronę mężczyzny, złapała go za dłoń, przynajmniej próbowała to zrobić, chciała mu pokazać, że jest tutaj z nim, że nie znajduje się sam w tym piekle.

- Jeszcze będzie dobrze. Nie uda im się zniszczyć miasta. Nie umrzemy, nie dzisiaj, to nie jest nas czas. - Wydawała się być bardzo pewna swoich słów. Nie miała pojęcia, skąd bierze taką siłę, ale całkiem łatwo jej to przychodziło. Była niczym promień słońca, który przebijał się przez te chmury ciemności.

Sięgnęła wolną dłonią, po czekoladę, którą miała w kieszeni sukienki, wyciągnęła ją z niej, i wysunęła w stronę brygdzaisty. - Zjedz, powinno pomóc. - W końcu była ona lekarstwem na wszystko, a ta jej w szczególności, opracowała bowiem swoją własną recepturę, która powinna pomóc jeszcze bardziej niż ta zwyczajna. Spowodować, że na chwilę wszystkie lęki znikną.



// ◉◉◉○○ charyzma

Rzut Z 1d100 - 60
Sukces!


przewagi: gotowanie
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#4
14.05.2025, 14:28  ✶  
Miał 11 lat gdy wkroczył do świata magii, wcześniej wychowywany jak każde normalne dziecko w wiarę w Boga i niewiarę w przesądy i zabobony. Uczył się od czasu gdy pierwszy raz jabłko zamieniło się przy nim w rozjechanego banana, gdy przybył mag z Ministerstwa Magii wyjaśnić jemu i jego rodzicom sytuację... uczył się po przekroczeniu muru i pierwszych krokach stawianych na ulicy Pokątnej, że te przesądy i zabobony są zdecydowanie bardziej prawdziwe.

Ale teraz...

Teraz przemówił do niego Anioł.

Przyjemna, życzliwa twarz okraszona aureolą jasnych włosów, nieco odstających przez dziejący się wkoło chaos, ale wciąż... wciąż przynoszące jednoznaczne skojarzenie.

Wokół panowała przemoc, ale jego dotknął promień jej dobroci. Jakiś smak, którego w szoku i wewnętrznej histerii nie mógł początkowo rozpoznać, nieco automatycznie przeżuwając by potem poczuć to... poczuć rozchodzący się po ciele spokój, pozwalający mu znów myśleć, poczuć rozchodzącą się po cielę ciszę, którą pozostawiły po sobie demony szarpiące jego duszę, lęki i strach, który na moment przejął nad nim kontrolę.

To była czekolada.

To była najlepsza czekolada, którą jadł w życiu. Którego smaku do końca tego życia nie zapomni.

– Ja... dzię... dziękuję – wymamrotał patrząc wciąż na łagodne oblicze Figgówny, zdając sobie sprawę z tego, że znów może oddychać. Znów może działać. Nadzieja, umierała ostatnia i skoro ona mogła nieść pomoc, to on - jako funkcjonariusz magipolicji mógł to robić również. Jeśli ona mogła wspierać potrzebujących, to on również.

– Porter ruchy! Gdzie się szlajasz!? Potrzebują nas na rogu Horyzontalnej! – przebiło się do świadomości funkcjonariusza - wzmocniony magicznie głos jego koleżanki Burke dobiegający gdzieś zza zgromadzenia próbującego teleportować wodę na podpalony piekielnym pyłem dach. Odwrócił się i zamrugał kilkukrotnie, zdając sobie sprawę, że musiał nie mrugać wcale przez kilka minut, w psychicznym stuporze nie pozwalającym mu działać.

– Ja... czy masz tego więcej? Dam swojemu oddziałowi. Z Twoją pomocą... będziemy działać do utraty tchu. – poprosił, brudnymi od sadzy oparzonymi dłońmi łapiąc ją za jej anielskie dłonie w błagalnym geście.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#5
20.05.2025, 20:14  ✶  

Mimo tego, że pierwszy raz znajdowała się w takiej sytuacji, to dość dobrze się w niej odnajdywała, jakby faktycznie wiedziała co ma robić. Przychodziło jej to całkiem naturalnie, Nora była skłonna pomóc każdemu, kto tego potrzebował, tak po prostu, bez żadnych transakcji, oczekiwania czegoś w zamian. Miała dobre serce, była wrażliwa na krzywdę innych, co powodowało, że sama musiała być wyjątkowo silna. Spory hart ducha mieścił się w tym drobnym ciele. Sama nie wiedziała skąd bierze w sobie tę siłę, ale nie mogła negować jej istnienia. Jeśli chodziło o pomoc niewinnym miała jej ogromne pokłady, nigdy nie była obojętna na to, co działo się wokół niej. Nie potrafiła ignorować osób, którym mogłaby w jakiś sposób pomóc.

Sama nie do końca wiedziała, co przyniesie noc, jak to wszystko się zakończy, nie mogła jednak przestać wierzyć w to, że jeszcze będzie dobrze. Może i nadzieja była matką głupich, jednak nie bała się być w tej chwili głupcem, nic innego im nie pozostawało, musieli wierzyć w to, że będzie dobrze, jakoś sobie poradzą. Nie mogła przecież zakładać, że ktoś z jej najbliższych nie wróci do domu, zresztą pomagała wszystkim wokół licząc na to, że jeśli komuś z jej otoczenia przydarzy się coś podobnego, to znajdzie się ktoś kto wyciągnie do nich pomocną dłoń. Tak działała karma, czyż nie?

Nie wiedziała, czy jej wsparcie pomoże. Nie mogła mieć pewności, że uda jej się sprowadzić funkcjonariusza znowu na ziemię, do tej okrutnej rzeczywistości, jednak zamierzała spróbować to zrobić. Wybrała najprostszą metodę, tę która przychodziła jej najłatwiej. Sięgnęła po czekoladę i dobre słowo, czyli to, w czym faktycznie była dobra. Może nie była wprawioną czarownicą jeśli chodzi o jakieś specjalne sztuczki wymagające praktycznego rzucania zaklęć ofensywnych i defensywnych, ale znała inne sztuczki, które też mogły pomagać ludziom. To z nich korzystała w tej chwili, nie była zupełnie bezbronna, chociaż mogło wydawać się inaczej.

Mężczyzna zamrugał, zdecydowanie znalazł się znowu tutaj, przestał uciekać od tego co się działo. Panna Figg odetchnęła z ulgą - udało jej się osiągnąć sukces. Niby nie było to nic wielkiego, ale naprawdę cieszyła się, że jej wsparcie mu pomogło, że mogła na coś się przydać.

Proter dosyć szybko musiał wrócić do swoich obowiązków. Okropne było to, że brygadziści nie mieli nawet krótkiej chwili, aby odpocząć, zająć się sobą, bo przecież i oni byli ludźmi i oni przeżywali to, co działo się wokół. Zostali wrzuceni w samo serce pożarów i musieli działać, nie wydawało jej się, że spodziewali się tego, że kiedyś podczas służby może ich spotkać coś podobnego, nikt nie przygotował ich na takie katastrofy. To było sporo, nie każdy mógł to dźwignąć, czego wcale nie uważała za coś złego, w końcu nie byli tylko ludźmi, których również dotyczyła ta tragedia.

Kiwnęła jedynie twierdząco głową. Nie dała mu niczego wyjątkowego, była to tylko czekolada, ale jak widać i ona wystarczyła, aby wesprzeć go na duchu. Wyciągnęła z kieszeni fartucha dwie tabliczki i wręczyła je funkcjonariuszowi. - Uważaj na siebie. - Powiedziała do niego, naprawdę życzyła mu tego, aby przeżył noc.

- Idź do niej, chyba Cię potrzebuje. - Powiedziała jeszcze do mężczyzny, nie chciała go popędzać, ale obawiała się tego, że jego partnerka może sama nie poradzić sobie z tym, co przyszło jej walczyć, potrzebowała wsparcia, które on w końcu mógł jej dać.

Odprowadziła mężczyznę wzrokiem, upewniając się jeszcze, że faktycznie był w stanie dalej działać. Chyba naprawdę jej wsparcie mu pomogło, bo nie wydawał się już być roztrzęsiony, jak jeszcze chwilę temu. To był dla niej znak do tego, że mogła wrócić do cukierni, do swoich obowiązków, mogła pomagać tym, którzy znajdowali się w Norze. Szybkim krokiem więc udała się w stronę drzwi, za którymi zniknęła nie odwracając się już.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dearg Dur (633), Nora Figg (1554)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa