09.08.2025, 22:56 ✶
—14/09/1972—
Kamienice przy Alei Horyzontalnej
Erik Longbottom & Elliott Malfoy
Czy kilka godzin spędzonych na popijawie w klubokawiarni Nory mogło mu jakoś zrekompensować najnowszy rollercoaster emocjonalny, który znalazł się na jego drodze? Pytanie za sto punktów, pomyślał przelotnie, przemierzając niepewnym krokiem Aleję Horyzontalną. Ulicę Pokątną zostawił za sobą już dobre parę minut temu, kiedy to wymknął się nad ranem. Musiał się trochę doprowadzić do porządku. Przespacerować. Pomyśleć. I wrócić za jakiś czas do Doliny Godryka i... Cóż, wrócić do codziennych obowiązków, które spadły mu na głowę po pożarach.
Erik starał się nie schodzić z chodnika; trzymał się prawej strony, zatrzymując się jednak co parę metrów przy fasadach mijanych budynków, aby wziąć parę głębszych oddechów. Chociaż złapał parę godzin snu przy stoliku w lokalu, tak efekty minionej imprezy będzie zapewne czuć przynajmniej przez resztę dnia. O ile szczęście mu dopisze. Już teraz krzywił się ilekroć z górnych pięter mijanych budynków dochodziły do niego odgłosy budzących się do życia mieszkańców; otwierane okna, odgłosy radio-odbiorników, dźwięki towarzyszące krzątaniu się domowników po kuchniach i balkonach.
— Oby w domu wszyscy się jako tako wyspali — mruknął pod nosem Longbottom, krzywiąc się mimowolnie na tę myśl.
Czy to był ten moment, kiedy wracały do niego wyrzuty sumienia związane z tym, że robił cokolwiek niezwiązanego z odbudową Warowni? Podobne wątpliwości napadły go ledwie kilka dni temu, kiedy Geraldine próbowała go wyciągnąć na trening na wzgórzach wokół wioski. Nawet wtedy czuł gdzieś w sercu lekki zgrzyt, jakby przyjęcie tego zaproszenia byłoby czymś niesprawiedliwym. Wobec Brenny. Wobec rodziców. Dziadka. Reszty mieszkańców Warowni. Poszedł jednak na ten trening, podobnie jak ubiegłego wieczora wylądował w lokalu Nory wraz z grupą ich wspólnych znajomych.
Nie żałował. Cieszył się, że zgodził się na to spotkanie. Wyrwanie się z Doliny Godryka powinno mu dobrze zrobić. Nie musiał przynajmniej przez jeden wieczór patrzeć na twarze swoich bliskich i to, co zostało z rezydencji, która dalej była w stosunkowo... opłakanym stanie. Dzień po Spalonej Nocy było gorzej, ale nawet cała rodzina czarodziejów nie byłaby w stanie przywrócić posiadłości do jej dawnej świętości w tak krótkim czasie.
To był proces. Długi i symboliczny, biorąc pod uwagę, że praktycznie stracili swoją rodową siedzibę. Jeśli się z tego jakoś podniosą, będą silniejsi niż kiedykolwiek wcześniej. Odbudowana Warownia stanie się dowodem na ich wytrwałość, ale... Co się stanie, jeśli i na to nie starczy im sił? Znajdą nowe centrum? Rozpalą domowe ognisko gdzieś indziej? Na jeszcze większym odludziu niż Dolina Godryka?
Londyn i Little Hangleton na pewno odpadają, skomentował bezgłośnie, jakby faktycznie brał podobną ewentualność pod uwagę. Może lepiej było spodziewać się najgorszego. Może gdyby od początku tak do wszystkiego podchodził, to udałoby się uniknąć takich katastrof. Najpierw Beltane, teraz sieć pożarów... Tyle dobrego, że chociaż za wariactwa arcykapłanki kowenu była odpowiedzialna ona sama.
Erik już miał ruszyć dalej, gdy w oczy rzuciła mu zaparkowana nieopodal karoca. Wpatrywał się w nią dłuższy czas, próbując sobie przypomnieć, skąd ją kojarzy, aby po chwili dość do wniosku, że... Mogła być powiązana z Malfoyami? Zmarszczył czoło, podchodząc bliżej i przyglądając się potencjalnie charakterystycznym oznaczeniom. Eden? Elliott? A może jedno z ich kuzynów?, pomyślał, odsuwając się od pojazdu i zamiast tego kierując wzrok na kamienicę, pod którą się zatrzymał.
Kojarzył, że Elliott miał gdzieś w okolicy swój lokal mieszkaniowy, więc teoretycznie mógł teraz być u siebie. Z drugiej strony, mężczyzna przebywał teraz ponoć we Włoszech. Może to jednak była Eden? Wprawdzie nie sądził, aby cokolwiek mogło ją zerwać z łóżka o tak wczesnej porze, tak... Spalona Noc zdecydowanie odcisnęła piętno na tym mieście. Może zdecydowała się zadbać o inwestycje swojego brata? Wiedziony raczej ciekawością niż przeczuciem Erik pchnął drzwi prowadzące na klatkę schodową i ruszył w górę, próbując wychwycić jakiś znajomy głos. Pytanie tylko na kogo się tam natknie. Wzdrygnął się mimowolnie, wyobrażając sobie, jak nagle wpada na Fortinbrasa Malfoya. To by dopiero była... niespodzianka.
Erik starał się nie schodzić z chodnika; trzymał się prawej strony, zatrzymując się jednak co parę metrów przy fasadach mijanych budynków, aby wziąć parę głębszych oddechów. Chociaż złapał parę godzin snu przy stoliku w lokalu, tak efekty minionej imprezy będzie zapewne czuć przynajmniej przez resztę dnia. O ile szczęście mu dopisze. Już teraz krzywił się ilekroć z górnych pięter mijanych budynków dochodziły do niego odgłosy budzących się do życia mieszkańców; otwierane okna, odgłosy radio-odbiorników, dźwięki towarzyszące krzątaniu się domowników po kuchniach i balkonach.
— Oby w domu wszyscy się jako tako wyspali — mruknął pod nosem Longbottom, krzywiąc się mimowolnie na tę myśl.
Czy to był ten moment, kiedy wracały do niego wyrzuty sumienia związane z tym, że robił cokolwiek niezwiązanego z odbudową Warowni? Podobne wątpliwości napadły go ledwie kilka dni temu, kiedy Geraldine próbowała go wyciągnąć na trening na wzgórzach wokół wioski. Nawet wtedy czuł gdzieś w sercu lekki zgrzyt, jakby przyjęcie tego zaproszenia byłoby czymś niesprawiedliwym. Wobec Brenny. Wobec rodziców. Dziadka. Reszty mieszkańców Warowni. Poszedł jednak na ten trening, podobnie jak ubiegłego wieczora wylądował w lokalu Nory wraz z grupą ich wspólnych znajomych.
Nie żałował. Cieszył się, że zgodził się na to spotkanie. Wyrwanie się z Doliny Godryka powinno mu dobrze zrobić. Nie musiał przynajmniej przez jeden wieczór patrzeć na twarze swoich bliskich i to, co zostało z rezydencji, która dalej była w stosunkowo... opłakanym stanie. Dzień po Spalonej Nocy było gorzej, ale nawet cała rodzina czarodziejów nie byłaby w stanie przywrócić posiadłości do jej dawnej świętości w tak krótkim czasie.
To był proces. Długi i symboliczny, biorąc pod uwagę, że praktycznie stracili swoją rodową siedzibę. Jeśli się z tego jakoś podniosą, będą silniejsi niż kiedykolwiek wcześniej. Odbudowana Warownia stanie się dowodem na ich wytrwałość, ale... Co się stanie, jeśli i na to nie starczy im sił? Znajdą nowe centrum? Rozpalą domowe ognisko gdzieś indziej? Na jeszcze większym odludziu niż Dolina Godryka?
Londyn i Little Hangleton na pewno odpadają, skomentował bezgłośnie, jakby faktycznie brał podobną ewentualność pod uwagę. Może lepiej było spodziewać się najgorszego. Może gdyby od początku tak do wszystkiego podchodził, to udałoby się uniknąć takich katastrof. Najpierw Beltane, teraz sieć pożarów... Tyle dobrego, że chociaż za wariactwa arcykapłanki kowenu była odpowiedzialna ona sama.
Erik już miał ruszyć dalej, gdy w oczy rzuciła mu zaparkowana nieopodal karoca. Wpatrywał się w nią dłuższy czas, próbując sobie przypomnieć, skąd ją kojarzy, aby po chwili dość do wniosku, że... Mogła być powiązana z Malfoyami? Zmarszczył czoło, podchodząc bliżej i przyglądając się potencjalnie charakterystycznym oznaczeniom. Eden? Elliott? A może jedno z ich kuzynów?, pomyślał, odsuwając się od pojazdu i zamiast tego kierując wzrok na kamienicę, pod którą się zatrzymał.
Kojarzył, że Elliott miał gdzieś w okolicy swój lokal mieszkaniowy, więc teoretycznie mógł teraz być u siebie. Z drugiej strony, mężczyzna przebywał teraz ponoć we Włoszech. Może to jednak była Eden? Wprawdzie nie sądził, aby cokolwiek mogło ją zerwać z łóżka o tak wczesnej porze, tak... Spalona Noc zdecydowanie odcisnęła piętno na tym mieście. Może zdecydowała się zadbać o inwestycje swojego brata? Wiedziony raczej ciekawością niż przeczuciem Erik pchnął drzwi prowadzące na klatkę schodową i ruszył w górę, próbując wychwycić jakiś znajomy głos. Pytanie tylko na kogo się tam natknie. Wzdrygnął się mimowolnie, wyobrażając sobie, jak nagle wpada na Fortinbrasa Malfoya. To by dopiero była... niespodzianka.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞