20.10.2025, 02:37 ✶
Dzień wolny był dniem istotnym. Aby osiągać dobre wyniki, należało nauczyć się sztuki odpoczynku; task niesamowicie skomplikowany, bo cóż po całym dniu spędzonym na wygodnej kanapie, gdy człowiek nie może odgonić się od natarczywych myśli? Kariera sportowca dała Harrierowi nie tylko pieniądze, ale też pewien rodzaj dyscypliny i szacunku do własnego ciała oraz granic. Oczywiście nie można było samemu Quidditchowi wręczyć medalu za zasługi, trener też odgrywał swoją rolę, a jeżeli ten był dobry oraz doświadczony, to drużyna zdobywała puchary. W innych dziedzinach życia również można było wykorzystać tę logikę, życiu rodzinnym, kompletnie innym zawodzie czy to w biurze, czy fabryce - traktowanie innych po ludzku było kluczem do sukcesu. Problem zaczyna się, gdy przez ilość obowiązków, przytłaczającą rzeczywistość czy nieumiejętność radzenia sobie z emocjonalnymi sprawami, które dawno powinny być zamknięte człowiek ignoruje sygnały mózgu, a te z upływem czasu stają się słabsze lub, co gorsza mocniejsze, ale bardziej enigmatyczne. Można uciekać od problemów, zacząć uprawiać marchew, nagotować dań dla całego pułku albo wykonać cały zestaw ćwiczeń, bo człowiek nie jest już taki młody, a ciało musi być w dobrej kondycji.
Dbanie o innych od zawsze wychodziło mu lepiej. Jeżeli nie miał nad sobą bicza dyscypliny, ignorował swoje własne potrzeby, poświęcając się pomocy; zatraciwszy się w ciepłej i jakże trującej myśli, że wreszcie jest do czegoś przydatny. naprawdę starał się wykorzystywać zasady, które przed laty wpoił mu trener, ale ... No właśnie, dlaczego miał jakieś ale? Po nieprzyjemnych myślach z okresu rozwodu, absolutnej emocjonalnej anihilacji, zatracanie się w pracy i obowiązkach 'ku dobru innych' wydawało mu się pożyteczniejsze niż rozdrabnianie się nad stanem psychicznym samego siebie. Dopóki stał, dopóty mógł uciągnąć wszystko, co wpakował do nie najlżejszego bagażu przeszłości.
Rozproszone światło wpadało do salonu przez amatorsko wykonany witraż, wstawiony w dolną część jednego z okien. Kolorowe przebłyski osadzały się na deskach i wierzchu okrągłego stolika. Rozłożone, delikatnie pogniecione stronice zeszytów zapisane niebieskim długopisem przyciśnięte były kubkiem z grafiką nazywającą przedstawione gatunki ryb rzecznych. Rześkość późnowiosennego, wrześniowego południa wpadała do pomieszczenia przez otworzone drzwi balkonowe, uchylone, wpuszczające do mieszkania odgłosy stolicy, jak i Abbotta pracującego przy pokiereszowanych, zajmujących większą część przestrzeni zewnętrznej roślinach. Ogień nie dotknął ich domu, ale londyński powietrze, wcześniej ciężkie od sadzy, wilgoci i spalin, teraz niosło ze sobą ostrość krzyku, nienawistnych płomieni; dym wślizgiwał się przez nos, aż do płuc osadzając na organach terroryzującym pyłem.
- Jak już jesteś to weź mi zapomóż tu, na balkonie, co, Sonia? - nie krzyczał, ale donośność głosu był bardzo dobrze słyszalny w salonie, w którym właśnie pojawiła się córka aurora. Lata pracy w BUMie, a potem biurze aurorów skrzywiły go odrobinę i, być może nie był stale czujny, ale słuch miał wiecznie wytężony, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach.
- Mieli te ogórki na dole? Pani Basia ci je dała? Ostatnie były wspaniałe, co oni z nimi robią? Są kwaśne i takie wiesz, świeże - rozmarzył się na temat ogórków kiszonych, które po raz pierwszy spróbował może z miesiąc temu. Pani Basia mieszkała z mężem, Grzegorzem, na parterze. Przyjechali do Anglii po drugiej wojnie światowej, z tego, co zdążyli Harrierowi opowiedzieć przy kawie, gdy pożyczał od nich cukier w zeszły wtorek - Czekaj zaraz mi powiesz, weź Afrodytę, zaczęła podumierać. Śmierdzi popiołem w całym mieście, nic dziwnego, tez jakbym był takim kwiatkiem to bym, kurwa, umierał - jeżeli dziewczyna wyszła na balkon, aby mu pomóc, przekazał jej najmniejszą z roślin, samemu zabierając się za rozmontowywanie kolejnej.
- Zanim zaczniesz, tak wiem, że miałem odpoczywać. Ale wiesz, to mnie odpręża, lubię sobie porozmawiać z kwiatkami. One, w przeciwieństwie do Janusha, mają dużo ciekawych rzeczy do powiedzenia... a skoro już o niej. Wciąż nie wróciła do domu, ale czuje, że nic jej nie jest. Najchętniej bym jej nie wypuszczał, ale ten uparty, stary kot nigdy nie słucha - krytykował kotkę, podskórnie przeczuwając, że też posiada tę wiekową cechę... ale on przecież mógł, prawda?
Dbanie o innych od zawsze wychodziło mu lepiej. Jeżeli nie miał nad sobą bicza dyscypliny, ignorował swoje własne potrzeby, poświęcając się pomocy; zatraciwszy się w ciepłej i jakże trującej myśli, że wreszcie jest do czegoś przydatny. naprawdę starał się wykorzystywać zasady, które przed laty wpoił mu trener, ale ... No właśnie, dlaczego miał jakieś ale? Po nieprzyjemnych myślach z okresu rozwodu, absolutnej emocjonalnej anihilacji, zatracanie się w pracy i obowiązkach 'ku dobru innych' wydawało mu się pożyteczniejsze niż rozdrabnianie się nad stanem psychicznym samego siebie. Dopóki stał, dopóty mógł uciągnąć wszystko, co wpakował do nie najlżejszego bagażu przeszłości.
Rozproszone światło wpadało do salonu przez amatorsko wykonany witraż, wstawiony w dolną część jednego z okien. Kolorowe przebłyski osadzały się na deskach i wierzchu okrągłego stolika. Rozłożone, delikatnie pogniecione stronice zeszytów zapisane niebieskim długopisem przyciśnięte były kubkiem z grafiką nazywającą przedstawione gatunki ryb rzecznych. Rześkość późnowiosennego, wrześniowego południa wpadała do pomieszczenia przez otworzone drzwi balkonowe, uchylone, wpuszczające do mieszkania odgłosy stolicy, jak i Abbotta pracującego przy pokiereszowanych, zajmujących większą część przestrzeni zewnętrznej roślinach. Ogień nie dotknął ich domu, ale londyński powietrze, wcześniej ciężkie od sadzy, wilgoci i spalin, teraz niosło ze sobą ostrość krzyku, nienawistnych płomieni; dym wślizgiwał się przez nos, aż do płuc osadzając na organach terroryzującym pyłem.
- Jak już jesteś to weź mi zapomóż tu, na balkonie, co, Sonia? - nie krzyczał, ale donośność głosu był bardzo dobrze słyszalny w salonie, w którym właśnie pojawiła się córka aurora. Lata pracy w BUMie, a potem biurze aurorów skrzywiły go odrobinę i, być może nie był stale czujny, ale słuch miał wiecznie wytężony, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach.
- Mieli te ogórki na dole? Pani Basia ci je dała? Ostatnie były wspaniałe, co oni z nimi robią? Są kwaśne i takie wiesz, świeże - rozmarzył się na temat ogórków kiszonych, które po raz pierwszy spróbował może z miesiąc temu. Pani Basia mieszkała z mężem, Grzegorzem, na parterze. Przyjechali do Anglii po drugiej wojnie światowej, z tego, co zdążyli Harrierowi opowiedzieć przy kawie, gdy pożyczał od nich cukier w zeszły wtorek - Czekaj zaraz mi powiesz, weź Afrodytę, zaczęła podumierać. Śmierdzi popiołem w całym mieście, nic dziwnego, tez jakbym był takim kwiatkiem to bym, kurwa, umierał - jeżeli dziewczyna wyszła na balkon, aby mu pomóc, przekazał jej najmniejszą z roślin, samemu zabierając się za rozmontowywanie kolejnej.
- Zanim zaczniesz, tak wiem, że miałem odpoczywać. Ale wiesz, to mnie odpręża, lubię sobie porozmawiać z kwiatkami. One, w przeciwieństwie do Janusha, mają dużo ciekawych rzeczy do powiedzenia... a skoro już o niej. Wciąż nie wróciła do domu, ale czuje, że nic jej nie jest. Najchętniej bym jej nie wypuszczał, ale ten uparty, stary kot nigdy nie słucha - krytykował kotkę, podskórnie przeczuwając, że też posiada tę wiekową cechę... ale on przecież mógł, prawda?
“There is nothing noble in being superior to your fellow man; true nobility is being superior to your former self.”