• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [07.09.1972] Obsypało kwieciem

[07.09.1972] Obsypało kwieciem
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#1
20.10.2025, 04:59  ✶  
Dora nie chciała jakoś przesadnie fatygować kogokolwiek, ale jeśli rzeczy działy się w Londynie, to wyszła z założenia, że o wiele lepiej było już grzecznie zapytać i iść z kimś za rękę. Trafiło na Brennę. Nawet lepiej, bo dzięki temu przed wyjściem, przyjaciółka dokonała odpowiednich poprawek w wizerunku młodej Crawleyówny, zmieniając jej twarz tak żeby była do siebie niepodobna.

Chciała przyjść do ogrodu dlatego, że wraz z początkiem jesieni, zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Nie minął jeden dzień, a wieści zdążyły obiec Londyn, bo co jak co, ale czarne różne można było uznać za ewenement. A biorąc pod uwagę to, co z końcówką lata działo się z roślinami, sprawiało że Dorę tym bardziej skręcało z ciekawości, co też takiego się wyprawiało.

- Mam nadzieję, że nic nas nie zje - powiedziała cicho do Brenny, rozglądając się po zieleniejącym ogrodzie, które przetykały czarne pąki. - Bo teraz może i na zimę powoli wszystko idzie spać, ale przecież jeszcze niedawno to mnie taka dynia próbowała ugryźć, albo raczej jej witki... - wzdrygnęła się, na wspomnienie ten sytuacji. Nie było to aż takie groźne, bo spacyfikowała pnącze łopatką, ale zdecydowanie nie było to normalne. - No i Bren... - ściszyła głos jeszcze bardziej. - Bo ja tak sobie myślałam trochę, że może jakby się nam udało to jedną zabrać do domu? Może nikt by nie zauważył, jak myślisz? Albo by się zgodzili?

!Maida Vale



The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
20.10.2025, 04:59  ✶  

Maida Vale


Podczas spaceru w okolicy rozarium słyszysz dziwne brzęczenie, które zdaje się pochodzić z ziemi. Gdy przyklękasz, zauważasz, że w glebie delikatnie pulsuje światło. Kopiąc palcami, natrafiasz na niewielki, szklany flakonik, w którym znajduje się srebrzysty płyn. Flakonik ma wyryty symbol róży na zakrętce. W chwili, gdy próbujesz go otworzyć, flakonik nagle robi się gorący i rozpływa się w twoich dłoniach, pozostawiając na nich wilgotny ślad, który pachnie mieszanką róż i popiołu.

Do kości można odnieść się w dowolnym fragmencie sesji - w przypadku nieznajdowania się w miejscu docelowym, należy się w nie przemieścić i odegrać scenę z kostki. Postać Nieuważna, Ślepa lub Pechowa nie zauważa światła, depcze po nim nogą i światło znika. Nikt biorący udział w sesji nie może wygrzebać z ziemi flakonika. Snob nie może grzebać w ziemi. Jeżeli postać biorąca udział w sesji posiada przewagę Tworzenie eliksirów i maści, może rzucić kością na Wiedzę Przyrodniczą. Udany rzut (w pierwszej próbie) gwarantuje rozpoznanie pewnej ilości składników płynu z flakonika po zapachu - zależnej od oceny ze statystyki. W celu uzyskania informacji gracz musi skontaktować się z Mistrzem Gry. Postacie biorące udział w tej sesji nie mogą już użyć kości Maida Vale w ten sam dzień fabularny. Daty sesji nie można przesunąć.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
20.10.2025, 09:42  ✶  
Brenna słyszała o czarnych różach z Maida Valen. Ale chociaż sam fakt może i ją interesował, i planowała wstępnie napisać do Nory i Victorii, początkowo nie miała zamiaru próbować ich oglądać. Nie była częstym gościem w ogrodach Lestrangów i znała się w końcu na kwiatach tak doskonale, że mogła co najwyżej pochylić się nad nimi, pokiwać głową z mądrą miną i oświadczyć "no, faktycznie są czarne". Bardzo pomocne.
Kiedy jednak Dora postanowiła, że chce przyjrzeć się czarnym różom, Brenna nie wahała się długo. Biorąc pod uwagę, że nie tak dawno temu usiłowała Brennę i Olivię ubić mordercza stokrotka, zgadzała się w stu procentach, że lepiej, aby Dora nie kręciła się po magicznych ogrodach w pojedynkę. Zaproponowała wczesną porę, kiedy świt dopiero wstawał, i by wpasować to w swój grafik, i bo wtedy nie spodziewała się zbyt wielu odwiedzających. Wprawdzie twarz Dory została zmieniona, i dziewczyna nie przypominała teraz nikogo, kogo ktoś mógłby znać – ot jakaś znajoma spoza Londynu, chcąca obejrzeć niezwykłe zjawisko… - ale Brenna chyba wolała na nikogo się tutaj nie natknąć.
– Jeśli kogoś zjadły, to na razie bardzo dobrze to ukrywają – powiedziała, wodząc spojrzeniem pośród roślin. Zarówno by dostrzec odpowiednio wcześnie, gdyby ktoś się zbliżał, jak i dlatego, że te ciemne kwiaty, wciskające się w każdy kąt ogrodu, wyglądały dość niesamowicie. – W sumie to jak pierwszy raz usłyszałam o czarnych różach, pomyślałam, że to po prostu jakiś eksperyment któregoś z Lestrange’ów. O którym może nie wspomniał pozostałym?
Słynęli w końcu jako mistrzowie eliksirów, a jakoś w głowie Brenny szło to w parze z pewnym zainteresowaniem roślinami, nawet jeśli nie zawsze tak było.
– Hm… – stwierdziła, z pewnym zastanowieniem na propozycję Dory. – Cholera, powinni mieć tu regulamin przy wejściu albo coś. Ale jeśli ją weźmiesz, nie trzymaj przypadkiem w sypialni, kij wie, w co to zmutuje.
Zabranie jednego kwiatka nie wydawało się jej w końcu jakąś straszliwą zbrodnią, ale co jeśli było to zakazane i rośliny obłożono jakimiś zaklęciami? Brenna niewiele wiedziała o tym miejscu.
Przystanęła, zsuwając z głowy kaptur, naciągnięty mocno, dla ochrony przed jesiennym wiatrem. Bo mogłaby przysiąc, że słyszy jakieś dziwne brzęczenie: niby nic nadzwyczajnego, to mogły być pszczoły, ale… czy pszczoły wydawały takie… wibrujące dźwięki?
– Słyszysz to? – spytała, marszcząc brwi.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#4
21.10.2025, 01:23  ✶  
- Trochę tak wyglądają w sumie... nawet nie eksperyment, bo można barwić niektóre kwiaty przez regularne wystawianie je na działanie barwników, na przykład w wodzie - odpowiedziała, również wodząc spojrzeniem bo kolczastych krzewach, które obsypane były czarnymi pąki. To było niezwykłe, ale tylko dlatego że podobno stało się to nagle i nikt się tego nie spodziewał, a już szczególnie właściciele samego ogrodu. W innych przypadkach pewnie bardzo łatwo byłoby stwierdzić, że ktoś odpowiednio te rośliny nawoził i to tyle. Ale w pewien sposób, nawet jeśli wcale nie chodziły ścieżkami długo, Maida Vale wydawała się Dorze nieco bardziej... drapieżna. Było w niej odrobinkę więcej ciszy, jakby cieszące się spokojem zarośli elfy starały się nieco bardziej nie rzucać w oczy.

- Wzięłam sekator - wyszeptała Crawleyówna, jakby właśnie przyznawała się do posiadania najstraszliwszego narzędzia zbrodni i planowania co najmniej seryjnego morderstwa. Nie chciała zabierać niczego, co nie było jej, ale pewne rzeczy robiło się dla nauki, szczególnie kiedy to były przemijające kwiaty. Bo dziewczyna nie wątpiła, że te przekwitną równie szybko jak ich czerwone koleżanki. - I nie zamierzałabym, mieszkałby w piwnicy w Księżycowym Stawie, tam gdzie sobie rozłożyliśmy narzędzia rzemieślnicze i kociołki - dodała jeszcze, dla porządku dziennego.

Zrobiły jeszcze parę kolejnych kroków, kiedy do uszu dziewczyny też doszło dziwne brzęczenie. Przystanęła koło Brenny, przez moment nasłuchując razem z nią, aż wreszcie spojrzała na nią porozumiewawczo i kiwnęła głową. To był charakterystyczny, obcy dźwięk, który nie pasował do ogrodowego spokoju. Dobiegał gdzieś z dołu, jakby wzywając do siebie kogokolwiek kto go usłyszy, Dora więc przyklęknęła, łowiąc kątem oka pulsujące, delikatne światełko, a palce jak na komendę zagłębiły się w miękkiej, wilgotnej ziemi.
- To jakiś... flakonik? - powiedziała, przecierając znalezisko i przyglądając się jego powierzchni. Był nawet ładny i miał na sobie wytłoczoną różę, a w środku połyskiwał srebrzysty płyn. Crawley podniosła go ku górze, do światła i powoli obróciła, przyglądając się jak ciecz przelewa w środku. Ale co ważniejsze, kiedy tylko to zrobiła, bez namysłu spróbowała go otworzyć, mrucząc pod nosem - Ciekawe, co jest w środku. - chciała to przede wszystkim powąchać, nie dotykając tego co znajdowało się wewnątrz, ale buteleczka, kiedy tylko poczuła że ktoś grzebie przy zakrętce, nagrzała się dziwacznie. - Oj - zdążyła tylko powiedzieć Dora, zanim flakonik rozpłynął się jej w rękach. Nie, nie pękł - rozpłynął się. Dziewczyna wybałuszyła oczy, ale posiadała na tyle przytomności, żeby po chwili - może wyczekiwania, czy aby się jej zaraz i ręce nie rozpłynął - pochyliła nos nad własnymi dłońmi, żeby powąchać czym pachniały pozostałości buteleczki i tego co miała w środku. - Nic mi nie jest - powiedziała jeszcze pośpiesznie, zaciągając się zapachem.

// wop ◉◉◉◉○ na wąchanie pozostałości po flakoniku
Rzut PO 1d100 - 83
Sukces!


Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#5
31.10.2025, 10:19  ✶  
@Dora Crawford - po zapachu rozpoznałaś, że składnikami były drobno zmielone kwiaty księżycowej rosy, przeleżała woda różana i mieszanka krwi. Im dłużej wąchałaś, tym mocniej utwierdzałaś się w przekonaniu, że ta krew śmierdziała - pozyskano ją w sposób niegodziwy, niosący w sobie odór popiołu. Przepiękny zapach kwiatów mieszał się z odorem śmierci wielu istnień. Ludzie... może i jednorożce... Cokolwiek to było, powstanie eliksiru wiązało się z odebraniem komuś życia.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
31.10.2025, 16:06  ✶  
- Obawiam się, że jeśli wyciągniesz sekator, ogrodnicy się wściekną - przyznała Brenna. Zabranie jednego kwiatka w momencie, gdy w pobliżu nikogo nie będzie z miejsca, gdzie rosło ich więcej... to pewnie bywalcy robili regularnie, ale wyobrażała sobie, że jeśli ktoś zobaczyłby sekator, nie byłby szczęśliwy.
Wibracje.
Dłoń Brenny, gdy Dora potwierdziła, że też je słyszy, odruchowo powędrowała do kieszeni i wyciągnęła różdżkę. Pulsowanie światło sprawiło, że zesztywniała, bo przypominało jej to nieprzyjemne o Beltane i o czymś, co wydobywało się spod ziemi. Brenna przyklękła, ale Dora sięgnęła ku ziemi pierwsza: i po chwili jej palce zacisnęły się na fiolce.
– To… może być jakiś tutejszy nawóz? Chyba lepiej tego nie ot… – zaczęła, a potem głośno wciągnęła powietrze, gdy szklany pojemniczek dosłownie się rozpłynął, pozostawiając na palcach Dory ślad srebrzystego, wilgotnego płynu. Brenna poczuła zapach róż i czegoś jeszcze: czegoś, co kojarzyło się z jednej strony z ogniskiem, z drugiej z czarną magią. Nie wyczuwała zapachu składników, które mogła wyłapać Dora, ale pierwsze lekcje eliksirów w Hogwarcie uczyły jednego: nie maczasz palców w nieznanych sobie eliksirach, bo może się to bardzo źle skończyć.
Syknęła, nie dowierzając w wyjaśnienia, że nic Dorze nie jest, bo to że teraz nie było, nie znaczyło, że zaraz na skórze nie pojawią się bąble albo coś jeszcze gorszego. Pośpiesznie wepchnęła różdżkę z powrotem do kieszeni, by w niewielkiej sakwie zacząć szukać chusteczek – po chwili wydobyła zielony kawałek materiału i wyciągnęła go w stronę Dory.
– Wytrzyj to, szybko – poprosiła, pochylając się. Nie by spróbować powąchać miksturę, bo jedyne, co czuła, to popiół, który niczego nie mówił jej o zawartości, ale by przyjrzeć się rękom dziewczyny i upewnić, że nie działo się z nimi nic złego. – Jeśli zobaczymy kogoś z obsługi, to ich spytam, co to zakupują… a jeśli nie, powiem dzisiaj Victorii Lestrange – powiedziała, bo może panikowała niepotrzebnie. Może to naprawdę był tylko zwykły nawóz. Ale ten popiół… i otaczające je, czarne kwiaty… jakoś sprawiało, że Brenna zrobiła się trochę niespokojna.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#7
01.11.2025, 03:11  ✶  
Dora stała i patrzyła na swoje ręce, z uwagą studiując skórę, ale nie zastanawiała się nad tym, czy przypadkiem nie wyskoczą jej zaraz jakieś dziwaczne bąble, albo w ogóle cała się w niego nie zmieni. Chociaż może nabranie obłego kształtu mniej by ją skonsternowało niż nuty zapachowe, jakie udało się jej wyłowić z rozpływającej w palcach mikstury.

Podniosła na Brennę oczy, szeroko otwarte i błysnące jak galeony, w których czaiło się bezbrzeżne zdziwienie, ale też jakiś zalążek stresu. Kwiaty księżycowej rosy nie były niczym strasznym, podobnie z resztą jak przeleżała woda różana. To dopiero to, co czaiło się gdzieś dalej, pod spodem. Dopiero kiedy Longbottom rzuciła jej na ręce zieloną materiał, dziewczyna nabrała ostro powietrza w płuca, jakby wyrwana z zawieszenia.

- Krew, w tym jest krew - wyszeptała, może nie lękliwie, ale był w tych słowach wyraźny niepokój. Nie podobało się jej to odkrycie. Krew wcale nie musiała być takim złym składnikiem, ale popielny zapach świadczył o tym, ze nie było w tym niczego dobrego. Zaczęła posłusznie wycierać ręce, ale po wyrazie twarzy dało się wyłapać, że myślała nad czymś intensywnie. - Na pewno ludzka... może... może i nawet jakiegoś bardzo czystego stworzenia, jak jednorożec. Ktokolwiek zrobił ten eliksir, musiał kogoś zabić, żeby pozyskać ten składnik - głos wciąż był cichy i ledwo słyszalny, przede wszystkim dlatego że nie chciała, by ktokolwiek inny podłapał jej słowa, nawet jeśli wydawało się jej że są tutaj same. Przynajmniej w tej części ogrodu.

- Ktoś specjalnie tu podłożył tę fiolkę, ale... ale po co? Czemu akurat te róże? Wątpię, żeby to była przecież obsługa - wyraz twarzy Dory zmienił się, na nieco bardziej zacięty, kiedy jeszcze przez moment międliła szmatkę w dłoniach, zanim rozejrzała się uważnie na prawo i lewo. Kucnęła znowu i wyciągnęła sekator, żeby uciąć kwiat z łodyżką i liśćmi, a kiedy to zrobiła, zawinęła go w zielonkawy materiał i schowała, chociaż wyglądała tak jakby właśnie ukrywała jakieś narzędzie zbrodni. Nie czyjejś - swojej.



The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
01.11.2025, 20:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.11.2025, 20:51 przez Brenna Longbottom.)  
Krew, w tym jest krew…
Brenna odruchowo wyciągnęła ręce, jakby chciała chwycić Dorę za dłonie, ale zaraz zdała sobie sprawę z tego, że ta lepiej poradzi sobie bez takiej pomocy. Zamiast tego wyciągnęła różdżkę, próbując wyczarować trochę wody, by oblać nią skórę Crawleyówny, bo nie wiedziały, co robił ten eliksir, jeśli jednak naprawdę zawierał krew… Jakoś nie dowierzała, że była to po prostu odżywka do roślin. Kontakt eliksiru, który miał w sobie krew i pachniał popiołem na tyle mocno, że wyczuwała to nawet Brenna, ze skórą, mógł być niebezpieczny.
Jesteś pewna?
Ugryzła się w język, zanim o to spytała: gdyby Dora nie była pewna, nie mówiłaby tego. Nie patrzyłaby w ten sposób.
– Są jakieś substancje w eliksirach, które mogą pachnieć podobnie jak krew? – spytała zamiast tego, w jakiejś nadziei, że może jednak to pomyłka. Zawartość tego flakonika zdawała się w końcu raczej srebrzysta niż czerwona, prawda? W Miodowym Królestwie można było znaleźć żelki, które wyglądały… krwawo i miały taki zapach. Brenna nie znała się na eliksirach, ale woń krwi czuła nie raz: była metaliczna, i może… może to mogło być żelazo? Nawet matka eksperymentowała kiedyś przed Samhain nad zapachami perfum, używając nut cytrusowych i paru innych, by miały ostry, metaliczny zapach.
Czy naprawdę ktoś musiał zginąć, aby sporządzić tę miksturę? Przecież nie mogło być tam dużo krwi!
Spokojnie, nakazała sobie, i faktycznie, wyraz twarzy miała pozornie spokojny, może trochę bardziej zacięty niż zwykle, i gdy się odezwała, brzmiała na całkiem opanowaną.
– Spytam Victorii, czy wie coś o fiolkach. Wspomnę jej o tym zapachu popiołu – zdecydowała. Nie mogły teraz pobiec prosto do zarządczyni: pewnie nie przyjęłaby ich o tej porze, brakowało im dowodów, a poza tym Brenna nie chciała zwracać uwagi na Dorę. Ale Brenna nie mogła też tego tak zostawić. Jeśli Dora się nie myliła, to była poważna sprawa. A jeżeli nawet krwi nie było we flakoniku - nie chciała kryć przed Victorią całego znaleziska, skoro ktoś mógł kombinować coś paskudnego w ogrodach jej rodziny. – Może uda się umówić na spotkanie i… zobaczymy co dalej – dodała, chociaż los tutaj kpił z niej pewnie, i z wszystkich planów spotkań na najbliższe dni.
A potem westchnęła, gdy Dora zdecydowała się zgarnąć jedną różę. Nie próbowała jej powstrzymać siłą, ale poderwała się i odeszła kawałek, nie tyle, aby nie być świadkiem zbrodni – chociaż naprawdę lepiej, by mogła mówić nawet pod wpływem eliksirów, że nic nie wiedziała – ile by upewnić się, że żaden ogrodnik, gość ani wróżka nie kręci się w pobliżu. Zastygła, nasłuchując i wypatrując, gotowa ostrzec Dorę, gdyby ktoś nadchodził.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#9
04.11.2025, 05:33  ✶  
- W samych eliksirach raczej nie. Co najwyżej przy jakiś alchiemicznych procesach może? To charakterystyczny zapach... - rzuciła trochę naokoło, bo prostą odpowiedzią byłoby powiedzenie, że tak. Pewnie dałoby radę znaleźć coś, co pachniało podobnie, ale problem polegał na tym, że Dora w tym przypadku była absolutnie pewna w stosunku do tego co właśnie wyczuwała w eliksirze. Dobrze, ze nie miała na nazwisko Burke, bo jeszcze polizałaby te resztki eliksiru bez pomyślunku. Bo mogła się bać i brzydzić tego, do czego mikstura została uwarzona, jednak ciekawość często wygrywała u niej nad rozsądkiem i pchała ją do przodu, do działania.

Teraz miała ochotę rozebrać te kwiatki na części pierwsze; rozebrać płatki, liście, łodyżki i korzenie, a potem zbadać je pod mikroskopem. Chciała wrzucić je kolejno do kolby i wyciągnąć z nich to, co pozostało z eliksiru, a potem może i w jakiś sposób to zidentyfikować. Bo może ktoś nie tylko zagrzebywał te fiolki w ziemi, ale dbał o to by ich zawartość spijały te wszystkie biedne rośliny.

Ale co mogła też zrobić, to poszukać w książkach. Coś, co opierało się na wodzie różanej, kwiatach księżycowej rosy i krwi wypaczonej czarną magią. Wątpiła, że odnośnie tego można by coś znaleźć w ogólnie dostępnych woluminach, ale nie szkodziło spróbować.

Kiedy skończyła maltretować roślinę, schowała ją do kieszeni w zielonej szmatce i w towarzystwie narzędzia zbrodni, znaczy sekatora. Ciążył jej ten kwiatek w spódnicy, ale nie mogła tak zwyczajnie zostawić wszystkiego przypadkowi - może dlatego że oprócz ciekawości to potrafiło się jej czasem zwyczajnie nudzić.

- Jak myślisz, czy można gdzieś dostać jakieś książki które traktowałyby o eliksirach czarnomagicznych, takich mniej popularnych, a których nie trzeba by było wyrywać bezpośrednio z rąk czarnoksiężników? - zapytała cicho, kiedy już znalazła się na nowo przy Brennie.



The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
04.11.2025, 14:38  ✶  
Czerń róż była piękna i złowieszcza zarazem już w chwili, w której weszły do ogrodu, przedziwnie odmienionego. Kwiaty oplatające altanę, rosnące nad brzegiem jeziorka, wyglądały niezwykle, były jednak niepokojące. Teraz gdy Brenna na nie patrzyła, palce odruchowo zaciskała na różdżce, jakby spodziewała się wręcz, że zaraz zaatakują. Rozpylą trujące pyłki, sięgną ku nim ciernistymi gałęziami. Fiolka pachniała popiołem, ale też różami. Na zakrętce wydrapano symbol róży.
I zawierała krew.
Czy to był nawóz, przypadkiem pachnący krwią, a Dora się myliła, czy ktoś wykarmiał kwiaty czarną magią?
Gdzie zdobyć informacje o eliksirach, których podstawą nie była woda, a krew?
– Zaczęłabym od spytania Morpheusa o te kwiaty. Może do niego napiszę? Miał wizję przy kwiatach Abbottów, może bogowie znów będą do niego łaskawi albo znajdzie coś w zapiskach Departamentu Tajemnic? - powiedziała. Może to sprawa była niczym, a może… może czymś, czym Zakon powinien się zainteresować. Nie każda czarna magia była dziełem śmierciożerców, ale skojarzenie zdawało się oczywiste. I Brenna po swojemu od razu zaczynała planować, nieświadoma przecież, że plany te spłoną w ogniu. – Można skontaktować się z Norą lub Olivią i Cedrikiem, jeśli będziesz potrzebowała pomocy w badaniach. A ja na razie pogadam z Victorią…
I by dopytać, bo może to jednak było „nic”, może tylko jakiś przedziwny nawóz czy jednorazowy eksperyment wujka, którego rodzina z rzadka wypuszczała z piwnicy, tak na wszelki wypadek. I by ostrzec, bo jeśli nie, to… Brenna nie chciała sobie potem wyrzucać, że róże zeżarły jakąś ciotkę Victorii, a ona milczała.
– I cóż, zobaczymy – westchnęła, wędrując powoli ścieżką. Jej wzrok to przesuwał się po ciemnych kwiatach, to kierował się ku ziemi, jakby spodziewała się zobaczyć kolejną fiolkę. – Nie mam pojęcia. Sądzę, że receptur takich eliksirów raczej nie zapisują w księgach Parkinsonów. Prędzej mogłabym spróbować przetrząsnąć archiwa w poszukiwaniu spraw, gdy czarnoksiężnicy próbowali eksperymentować z krwią… chociaż trochę mam obawy, że to będzie mrówcza praca i polegnę.
Bo Brenna nie znała się na tym jakoś szczególnie, ale fakt, że wampiry potrzebowały krwi, sugerował, że ta była paliwem. I mogła sama wymienić ze trzy sprawy, które prowadziła, i z którymi wpadała potem na przykład do Patricka, bo okazywało się, że ktoś chciał krwi. Nawet czarnoksiężnicy, których aresztowały z Victorią, zatrudnili kłusowników, bo pragnęli zdobyć krew jednorożców. Brenna nie miała pojęcia, po co konkretnie, a wyjaśnień oczywiście odmówili, ale wyobrażała sobie, że nie w celach kolekcjonerskich.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1522), Dora Crawford (1525), Eutierria (69), Pan Losu (205)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa