06.11.2025, 12:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2026, 11:12 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VII
Brenna jako dziecko nie miała skłonności do paranoi, hipochondrii, podejrzewania ludzi o coś złego czy w ogóle nadmiernego przejmowania się. Z czasem, jako nastolatka, zaczęła – bardzo powolutku – od kogoś typowo narwanego przechodzić do osoby, w której charakterze leżało planowanie, by potem, już w Ministerstwie, stać się kimś, komu w głowie czasem odbijała się ulubiona maksyma ojca: każdy jest czegoś winny.
Paranoja pojawiła się dopiero wraz z początkiem wojny, by z czasem podsyciły ją ognie Beltane i Spalonej Nocy.
Dlatego kiedy wyciągnęła dziś w pracy swój notatnik, i znalazła w nim wpisy, których sama na pewno nie dokonała, w pierwszej chwili zrobiło się jej słabo, w drugiej się wściekła, w trzeciej postanowiła zbadać sprawę. Upewniła się, że szuflada została zamknięta. Że nikt nie podchodził do biurka. Zastanawiała się, czy wczoraj ktoś mógł dostać go w swoje ręce, wyciągnąć go z jej płaszcza, poza pracą… I w jej głowie od razu tworzyły się różne scenariusze, ale w żadnym z nich nie brała pod uwagę, że notatki, dotyczące kolejnych godzin, są prawdziwe. Miała zamiar zbadać to wszystko bliżej, gdy tylko będzie mogła sobie na to pozwolić, ale chwilowo musiała skupić się na pracy.
A jednak… jednak dokonali tego dnia aresztowania, które bardzo przypominało to, które w zaskakujących szczegółach opisano w dzienniku. Alchemik, rozprowadzający trefne eliksiry, przez które trzy osoby trafiły do Munga, a jedna zmarła. I to mógł być przypadek, oczywiście, ale w głowie Brenny zapanował pewien chaos. I kiedy, już w nadgodzinach, uzupełniła raport, i znów otworzyła notatnik, by spojrzeć, co „miał do powiedzenia” na temat reszty wieczora.
Stała tam enigmatyczna notatka. 18.33. Lazarus Lovegood, niemagiczny Londyn – tu padł adres jednej z niemagicznych ulic – i złowieszczy dopisek: groźba poważnego wypadku komunikacyjnego. Kojarzyła luźno Lovegooda, bo i nazwisko było w magicznym światku całkiem znane.
Była osiemnasta jeden. Brenna zaklęła więc pod nosem, podpisała się pod raportem, wręczyła go jednemu z młodszych Brygadzistów i wyciągnęła mapę Londynu.
*
O osiemnastej dwadzieścia dziewięć Brenna pędziła chodnikiem w niemagicznym Londynie, w myślach przeklinając to, że miała pewne problemy ze znalezieniem właściwej ulicy. Teleportowała się w pobliżu dziesięć minut temu, ale chwilę jej zajęło dotarcie na miejsce, gdzie w teorii zaraz miało dojść do wypadku komunikacyjnego. Co to w ogóle, do diabla, oznaczało? Miała wypchnąć go spod mugolskiego auta? A co jeżeli takie prowadził?
Na pewno w ogóle go tutaj nie będzie, powtarzała sobie Brenna, rozglądając się pośród ludzi, gdy zatrzymała się pod budynkiem, którego adres podano w dzienniku.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Spoiler