09.11.2025, 23:43 ✶
Benji zaczął szczekać pod drzwiami i tuptać nerwowo, pośpieszając swojego pana, gdy ten otwierał drzwi. Wieczór był dość chłodny, a spacer dłuższy, niż ostatnie, na które zabierał go Jessie, więc obaj chcieli jak najszybciej znaleźć się już w domu, gdzie mogli się ogrzać, odpocząć i upewnić się, że z pozostałymi wszystko było w porządku i nie doszło do kolejnego ataku.
Wieczory były niespokojne. I nie chodziło o to, że dochodziło do jakichś sprzeczek, bójek czy innych napaści na ulicach, przez które wieczorne spacery stały się niebezpieczne. Wieczory były niespokojne, bo nad Londynem wciąż wisiała czerń po pożarze, ludzie spoglądali na siebie nawzajem spod byka, przez co każdy mógł się poczuć, jak cel ataku, który mógł nadejść lub nie. Wieczory były niespokojne, bo nikt nie wiedział, czy po tamtym ataku nie dojdzie do następnego.
Jessie zamknął za sobą drzwi i odetchnął, kiedy otoczyło go ciepło wnętrza domu. Zdjął płaszcz, odpiął smycz Benjiego i odwiesił schludnie rzeczy, zanim sięgnął po odłożony przy drzwiach kawałek materiału, którym przetarł grzbiet, brzuch i łapy psa. Za oknem deszcz uderzał o parapety, może nie intensywny, ale wystarczający, by włosy zaczęły się puszyć, nieochronione parasolem ubrania przemakały, a ziemia zmieniła się w błoto, którego Jessie nie chciał nanieść do domu. Swoje buty również oczyścił i odstawił, po czym skierował się do kuchni, a Benji otrzepał się i podreptał za nim.
Dzień, szczególnie ten chłodny, najlepiej było kończyć z kubkiem gorącej herbaty, ewentualnie też z jakąś dobrą książką, ale Jessie planował pozostać przy herbacie. Dobry sposób na rozgrzanie i poradzenie sobie z drapaniem w gardle, które wymuszało kaszel. Posiedzieć jeszcze trochę z filiżanką herbaty i z psem, zanim trzeba będzie się ogarnąć i iść spać - taki był plan na resztę wieczoru.
Woda grzała się już powoli, kiedy Benji odwrócił głowę i zaczął szybciej merdać ogonem na widok kogoś znajomego. Jessie odwrócił się.
-Hej - powiedział, kiedy zauważył Hannibala, i wyciągnął dwie filiżanki. -Mam nadzieję, że szczekanie Benjiego ci w niczym nie przeszkodziło. Napijesz się herbaty?
!Strach przed imieniem
Wieczory były niespokojne. I nie chodziło o to, że dochodziło do jakichś sprzeczek, bójek czy innych napaści na ulicach, przez które wieczorne spacery stały się niebezpieczne. Wieczory były niespokojne, bo nad Londynem wciąż wisiała czerń po pożarze, ludzie spoglądali na siebie nawzajem spod byka, przez co każdy mógł się poczuć, jak cel ataku, który mógł nadejść lub nie. Wieczory były niespokojne, bo nikt nie wiedział, czy po tamtym ataku nie dojdzie do następnego.
Jessie zamknął za sobą drzwi i odetchnął, kiedy otoczyło go ciepło wnętrza domu. Zdjął płaszcz, odpiął smycz Benjiego i odwiesił schludnie rzeczy, zanim sięgnął po odłożony przy drzwiach kawałek materiału, którym przetarł grzbiet, brzuch i łapy psa. Za oknem deszcz uderzał o parapety, może nie intensywny, ale wystarczający, by włosy zaczęły się puszyć, nieochronione parasolem ubrania przemakały, a ziemia zmieniła się w błoto, którego Jessie nie chciał nanieść do domu. Swoje buty również oczyścił i odstawił, po czym skierował się do kuchni, a Benji otrzepał się i podreptał za nim.
Dzień, szczególnie ten chłodny, najlepiej było kończyć z kubkiem gorącej herbaty, ewentualnie też z jakąś dobrą książką, ale Jessie planował pozostać przy herbacie. Dobry sposób na rozgrzanie i poradzenie sobie z drapaniem w gardle, które wymuszało kaszel. Posiedzieć jeszcze trochę z filiżanką herbaty i z psem, zanim trzeba będzie się ogarnąć i iść spać - taki był plan na resztę wieczoru.
Woda grzała się już powoli, kiedy Benji odwrócił głowę i zaczął szybciej merdać ogonem na widok kogoś znajomego. Jessie odwrócił się.
-Hej - powiedział, kiedy zauważył Hannibala, i wyciągnął dwie filiżanki. -Mam nadzieję, że szczekanie Benjiego ci w niczym nie przeszkodziło. Napijesz się herbaty?
!Strach przed imieniem