• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[29/09/1972, wieczór] Let me consult my cards!

[29/09/1972, wieczór] Let me consult my cards!
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#1
09.11.2025, 23:43  ✶  
Benji zaczął szczekać pod drzwiami i tuptać nerwowo, pośpieszając swojego pana, gdy ten otwierał drzwi. Wieczór był dość chłodny, a spacer dłuższy, niż ostatnie, na które zabierał go Jessie, więc obaj chcieli jak najszybciej znaleźć się już w domu, gdzie mogli się ogrzać, odpocząć i upewnić się, że z pozostałymi wszystko było w porządku i nie doszło do kolejnego ataku.
Wieczory były niespokojne. I nie chodziło o to, że dochodziło do jakichś sprzeczek, bójek czy innych napaści na ulicach, przez które wieczorne spacery stały się niebezpieczne. Wieczory były niespokojne, bo nad Londynem wciąż wisiała czerń po pożarze, ludzie spoglądali na siebie nawzajem spod byka, przez co każdy mógł się poczuć, jak cel ataku, który mógł nadejść lub nie. Wieczory były niespokojne, bo nikt nie wiedział, czy po tamtym ataku nie dojdzie do następnego.
Jessie zamknął za sobą drzwi i odetchnął, kiedy otoczyło go ciepło wnętrza domu. Zdjął płaszcz, odpiął smycz Benjiego i odwiesił schludnie rzeczy, zanim sięgnął po odłożony przy drzwiach kawałek materiału, którym przetarł grzbiet, brzuch i łapy psa. Za oknem deszcz uderzał o parapety, może nie intensywny, ale wystarczający, by włosy zaczęły się puszyć, nieochronione parasolem ubrania przemakały, a ziemia zmieniła się w błoto, którego Jessie nie chciał nanieść do domu. Swoje buty również oczyścił i odstawił, po czym skierował się do kuchni, a Benji otrzepał się i podreptał za nim.
Dzień, szczególnie ten chłodny, najlepiej było kończyć z kubkiem gorącej herbaty, ewentualnie też z jakąś dobrą książką, ale Jessie planował pozostać przy herbacie. Dobry sposób na rozgrzanie i poradzenie sobie z drapaniem w gardle, które wymuszało kaszel. Posiedzieć jeszcze trochę z filiżanką herbaty i z psem, zanim trzeba będzie się ogarnąć i iść spać - taki był plan na resztę wieczoru.
Woda grzała się już powoli, kiedy Benji odwrócił głowę i zaczął szybciej merdać ogonem na widok kogoś znajomego. Jessie odwrócił się.
-Hej - powiedział, kiedy zauważył Hannibala, i wyciągnął dwie filiżanki. -Mam nadzieję, że szczekanie Benjiego ci w niczym nie przeszkodziło. Napijesz się herbaty?

!Strach przed imieniem
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
09.11.2025, 23:43  ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#3
10.11.2025, 15:04  ✶  
- Ostatni raz, o pani…
Merlin leżał rozkrzyżowany na plecach i umierał. Chciał poprosić swoją Ekstazę o ostatnią łaskę, ostatni pocałunek, ale starcze ciało zawiodło go i żadne więcej słowa nie opuściły jego ust. Wyciągnął rękę do sufitu w niemym błaganiu, jakby faktycznie bogini mogła to dostrzec i przybyć, jego twarz ostatni raz ściągnęła się w cierpieniu, a potem wygładził ją ostateczny spokój śmierci.
Dłoń opadła. Nie było z nim nikogo, kto mógłby ją ująć.

Gdzieś trzasnęły drzwi i rozległo się radosne poszczekiwanie. Hannibal otworzył oczy. Leżał na plecach na podłodze pokoju, który oddano na jego użytek w Brighton, z rękami i nogami rozrzuconymi na boki, właśnie skończywszy dzisiejszą powtórkę swojej roli, wreszcie wyzionąwszy jako Merlin ducha. Do premiery “Ekstazy Merlina” pozostały mniej niż dwadzieścia cztery godziny.
Był pewien sukcesu, ale to w żadnym stopniu nie wpływało na jego zaangażowanie w próby. Jeżeli Hannibal miałby wybrać jedną rzecz, do której podchodził poważnie, to byłyby to właśnie przygotowania do roli.
Sądząc po odgłosach, Jessie i Benji wrócili ze spaceru - doskonały moment na zakończenie pracy i oderwanie myśli od teatru. Aktor westchnął i podniósł się z miękkiego dywanu. Przeciągnął się, aż coś chrupnęło i wyszedł z pokoju.

Nie mieszkał chwilowo - wciąż, od trzech tygodni - ani sam, ani u siebie. Jego mieszkanie przy Horyzontalnej nie nadawało się do użytku, a w nowo zakupionym apartamencie w niemagicznym Londynie trwały drobne prace remontowe, które zamówił. Nic wielkiego, ale jednak wolał uniknąć przeprowadzki przed samą premierą.

Do kuchni wszedł tanecznym krokiem, nucąc pod nosem spokojny, ale melodyjny temat towarzyszący scenom z młodości Merlina. Zgrabnie przestąpił nad merdającym ogonem Benjim, wykonał pełen gracji obrót, po ozdobnikach sądząc, należący raczej do partii którejś z koleżanek, niż jego własnej i zakończył swój miniaturowy układ dwa kroki od Jessiego.
- Hej, bardzo chętnie - spojrzał najpierw na chłopaka, a potem na psa, który, zaciekawiony, spoglądał na niego z przekrzywionym łebkiem. Hannibal przykucnął i pogłaskał psi pysk - Paskudna pogoda, co?
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#4
12.11.2025, 12:14  ✶  
Herbata czekała, aż woda się zagrzeje, zostały wyciągnięte jeszcze cukier, miód i dżem i Jessiemu wymsknął się krótki śmiech, bo przypomniała mu się herbatka z jego mamą, wujkiem Tonym i Electrą. Zaraz potem jego mina zrzedła, bo jedno miłe wspomnienie sprawiło, że za nim pojawiały się kolejne, nie wszystkie takie miłe. Dzień po tym pomagał Morpheusowi pozbyć się klątwy z jego nowego domu. Dzień po tym był koncert Muzy, na którym występowała Rita. Niedługo potem wyjechali z wujkami do Egiptu, gdzie podpisano umowę handlową. On i Anthony zostali uwięzieni w dziwnym, lustrzanym świecie, z którego mogli się wydostać, oddając jedno wspomnienie. Potem miał "randkę" z Electrą, która ostatecznie była przyjacielskim spotkaniem z psami i tego samego dnia, wieczorem, stracili mieszkanie w pożarze. To wszystko w tak krótkim czasie - dzień po dniu albo w odstępie kilku zaledwie dni. W pewien sposób było to przytłaczające.
Odkaszlnął, zebrał się w sobie i przeniósł wzrok na Hannibala, z gracją tańczącego nad jego psem.
-Ładnie - powiedział z uśmiechem, mając na myśli piruet.
Benji klapnął zadkiem na podłogę, jeszcze szybciej zamiatając ogonem podłogę, i nadstawił się bardziej, zachęcając drugiego czarodzieja do dalszego głaskania go. Jessie uśmiechnął się na ten widok.
-Czego innego można spodziewać się po jesieni, nie? - rzucił w odpowiedzi na pytanie o pogodę. -Jest trochę chłodno, trochę pada, nie jest tragicznie, ale tęsknię za latem. A jeszcze trzeba będzie przeżyć zimę - westchnął i sięgnął po paczkę psich smaczków, zostawioną w widocznym miejscu, jakby ktoś jeszcze chciał takiego smakołyka rzucić psiakowi, i rzucił jednego Benjiemu. -Więc jeśli nie masz w planach jakiegoś wyjścia w nocy, to lepiej zostań w domu. Nie warto wychodzić.
Woda się zagotowała, herbata została zalana i jedna z filiżanek została podana Hannibalowi, oczywiście, kiedy już wstał, a Benji poszedł na swój rutynowy obchód. Jessie zmarszczył brwi, obserwując oddalającego się psa - zaraz powinien wrócić, ale byłby potem niespokojny, gdyby nie sprawdził, czy wszyscy ludzie byli w domu i czy wszyscy byli cali i zdrowi.
-Przerwaliśmy ci jakąś próbę?
Jeśli dobrze kojarzył, to Han miał coś grać chyba nawet jutro, no i ten krótki układ i coś tam sobie nucił, i chociaż mogło być to również normalne zachowanie Selwyna, to jeśli faktycznie Han robił sobie powtórkę roli, Jessie nie chciał wybijać go z rytmu.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#5
13.11.2025, 21:37  ✶  
W odpowiedzi na komplement Hannibal popatrzył w górę z uśmiechem. Wiedział, że ładnie, ale niezmiennie miło było to usłyszeć. Pies, złapawszy przysmak, wyruszył w głąb domu, a czarodziej dźwignął się na nogi.
- Nigdzie nie wychodzę, oszczędzam się na jutro - oparł się o kuchenny blat - Ale już skończyłem próby na dziś, trzeba dać głowie odpocząć.
Wiedział, że jeżeli wyjdzie na miasto, to na pewno będzie pić. Możliwe, że nie wróci na noc do domu. Raczej nie położy się spać o rozsądnej godzinie. Nie chciał grać Merlina po raz pierwszy na kacu, a już tym bardziej uczestniczyć w takim stanie w premierowym bankiecie, chciał być w pełni formy, gotów dać z siebie wszystko i porwać tłumy. Być może, gdyby mieszkał sam, w końcu uległby syreniemu śpiewowi nocnego Londynu, ale szczęśliwie Jessie nadawał się doskonale do spokojniejszego, bardziej odpowiedzialnego (Selwyn przewrócił w duchu oczami, to brzmiało jak słowa, które mógłby wypowiedzieć jego ojciec!) spędzenia wieczoru.

Przyjął filiżankę i zajął miejsce na stołku. Posłodził swoją herbatę łyżeczką miodu.
- Myślę, że po premierze będę się wreszcie wyprowadzał do siebie - westchnął, jedną dłonią mieszając, a drugą podpierając brodę. Nie czuł się całkiem komfortowo, najpierw pomieszkując u Henry’ego, a potem w Brighton, ale przyczyną wcale nie było ciągłe towarzystwo. To ostatnie akurat, jak odkrył, całkiem mu się podobało. Prawdę mówiąc wahał się cały czas między entuzjazmem, jakim napawało go urządzanie nowozakupionego apartamentu, przestronnego, nowoczesnego i z widokiem, jakiego nie można było mieć w żadnej kamienicy magicznego Londynu, a obawą przed samotnością w tymże apartamencie.
Nie w jakimś metaforycznym sensie. Od Spalonej Nocy, od kiedy jego mieszkanie w kamienicy przy Horyzontalnej padło ofiarą klątwy i napędzało mu niezłego stracha za każdym razem, kiedy je odwiedzał, nie lubił być sam, zwłaszcza w nocy, kiedy zdarzało się, że budził się zlany potem ze snów, których nie pamiętał, ale sądząc po reakcji jego ciała - nie były w najmniejszym stopniu przyjemne ani spokojne. Świadomość, że za ścianą śpi ktoś jeszcze jakoś uspokajała.

- A u was jak? Są jakieś widoki na powrót do domu? - wiedział, że pożary potraktowały dom i dobytek Kellych jeszcze dotkliwiej, niż jego własne. Całe szczęście, że Jonathan dysponował wystarczającą liczbą lokali, żeby udzielić im schronienia. Zaraz po Spalonej Nocy Robert wspominał, że również rozważa zainwestowanie w dodatkowe nieruchomości i Hannibal wcale mu się nie dziwił. Okazało się, że to wcale nie żadna ekstrawagancja, tylko zdrowy rozsądek.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#6
15.11.2025, 10:56  ✶  
Nawet jeśli wiesz, że robisz swoją robotę dobrze, fajnie było usłyszeć to od innych osób. Tym bardziej, jeśli swoją robotę robisz naprawdę dobrze. A przez to wszystko, co działo się na początku września i ciągnie się dotąd, ludzie potrzebowali miłych słów od drugiej osoby, nie tylko jakichś pomruków i patrzenia spod byka.
-Słusznie - pokiwał głową. Zapamiętanie roli i przećwiczenie układu było ważne dla aktorów, ale co by im przyszło po godzinach treningów, jeśli na scenie nie byliby w stanie dać z siebie wszystkiego, bo mózg byłby wyczerpany? -W skali od jeden do dziesięć, jak bardzo czujesz się przygotowany?
Kiedy Hannibal wspomniał o wyprowadzeniu się do siebie, Jessie zamyślił się na chwilę. Dłoń, mieszająca herbatę w filiżance, zatrzymała się i trwała tak przez ten moment, dopóki Jasper nie "wrócił na ziemię".
-Kupujesz mieszkanie, hm? - spytał z uniesionymi brwiami i lekkim uśmiechem. -Wyglądasz, jakbyś musiał znaleźć drugą robotę i trafiał na same kiepskie oferty, a nie o nowym mieszkaniu. Co cię gryzie?
Własne mieszkanie... W tym momencie Jessie znowu zaczął trochę zazdrościć Hannibalowi - oprócz własnych przychodów miał również dostęp do rodzinnego majątku, dzięki czemu mógł pozwolić sobie na zdecydowanie więcej, niż niejeden jego rówieśnik. Ale cóż, tak się wszystko potoczyło i skoro Han miał taką możliwość i ją wykorzystywał, to trzeba było się cieszyć jego szczęściem, jeśli postanowi się nim podzielić, prawda?
-W tym drugim mieszkaniu chyba nie zalęgła się żadna zmora, która by cię dusiła po nocach, prawda? Sprawdzałeś to?
Na pytanie o ich mieszkanie na twarzy Jessiego pojawił się grymas. Westchnął cicho, upił łyk herbaty i postawił filiżankę na blacie, obejmując ją obiema dłońmi.
-Jeszcze nie - odpowiedział. -Sami nie damy rady naprawić wszystkich szkód, a sam wiesz, jak to teraz jest z fachowcami. Dużo ludzie potrzebuje teraz ekip do swoich mieszkań, więc trzeba czekać, aż skończą wcześniejsze zlecenia i zwolni im się termin.
Nawet jeśli Anthony mówił, że może do nich sprowadzić swoją ekipę, wszystko opierało się o terminy.
Kolejne kilka sekund ciszy. Jessie myślał o czymś mało konkretnym, z filiżanką przy ustach, Benji wrócił ze swojego obchodu i usadowił się przy nim i w głowie Jaspera pojawiła się kolejna myśl, tym razem bardzo konkretna.
-Wiesz co? - ostawił filiżankę. -Znajomy z pracy dał mi karty Tarota. Coś tam mówił, że jego siostra się na to zafiksowała, ale się znudziła i takie tam i mi je wcisnął. Co prawda wiesz, że marny ze mnie wróżbita, ale może masz ochotę coś powróżyć? Może wywróży ci się coś dobrego do mieszkania? - zaproponował, uśmiechając się szeroko.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#7
16.11.2025, 15:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2025, 11:16 przez Hannibal Selwyn.)  
Uśmiech nie schodził z twarzy Selwyna, pewny siebie, wyzywający.
- Jedenaście! - aktor machnął dłonią przy twarzy, jakby podkreślał oczywistość odpowiedzi - Zaczęliśmy próby w lipcu, teraz mógłbym to chyba grać przez sen!
Nie mógł mówić inaczej. Nie mógł czuć inaczej. Dobre przygotowanie i pewność siebie to dwie podpory sukcesu! - mawiał Carlos, instruktor, u którego Hannibal kształcił się w balecie - Jeżeli pierwsze was zawiedzie, drugie nie pozwoli widowni tego zauważyć. Tym niemniej, naprawdę miał swoją rolę wtłoczoną do głowy, każdy taneczny krok dopracowany co do milimetra. Nawet, gdyby jemu samemu zabrakło motywacji, jego sceniczna partnerka nie pozwalała na nic poniżej perfekcji. Niebotycznie irytujące, ale zarazem przydatne.

Hannibal zerknął na zamarłą w zamyśleniu dłoń Jessiego i odruchowo również przestał mieszać. Odłożył łyżeczkę na spodeczek.
Co cię gryzie?
Pomyślał o snach. O lęku. O alkoholu. O poczuciu bezsilności.
Westchnął ponownie, a potem wzruszył ramionami.
- Po pierwsze, zdobycie tego mieszkania wymagało wizyty w biurze nieruchomości na kacu - wyliczył - Nie wyobrażasz sobie, jak cierpiałem! Po drugie, jest teraz strasznie trudno o fachowców. Samo mieszkanie to było chyba czwarte, jakie oglądałem, wszystkie mi sprzed nosa sprzątali, a jeszcze jakiś mini remont chciałem... A po trzecie… - zawahał się, o krok od wspomnienia o tym wszystkim, co go dręczyło. Objął filiżankę, grzejąc palce. Podniósł uważny wzrok na twarz Jessiego, jakby czegoś w niej szukając, albo może rozważając coś. W końcu uśmiechnął się lekko i dokończył beztrosko:
- Po trzecie wesoło się mieszka z kimś.
Nie wolno mu było użalać się nad sobą.

Na pytanie o klątwy pokręcił głową.
- No wiesz, jeszcze nie spędziłem tam nocy… ale nie, no chyba na dwudzieste piętro to upiory nie włażą, co? - odparł lekko. Przypomniał sobie ich wizytę w jego poprzednim mieszkaniu, tym zaklątwionym, i dodał rozbawiony - Hmm… może jednak kupię te kwiaty i od razu jak wejdę, to oznajmię na głos, jaki mam safeword…

Przez krótką chwilę raczyli się herbatą w milczeniu, każdy pogrążony w swoich myślach. Hannibal nie czuł potrzeby wypełnienia przeciągającej się ciszy, ale na propozycję tarota zareagował z entuzjazmem i nową energią.
- Zróbmy to! - zgodził się i przypomniał sobie - W moim pokoju na półce widziałem podręcznik, skoczę po niego.
Dopił herbatę i wyszedł, a po chwili wrócił ze wspomnianą książką w dłoni.
- Nie wróżymy na temat “Ekstazy Merlina” - zapowiedział - Raz, że to przynosi pecha, a dwa, że już to zrobiłem w Mabon.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#8
17.11.2025, 11:08  ✶  
Co prawda po Hannibalu spodziewał się wyższej liczby, ale jedenaście w skali dziesięciu też było dobrą odpowiedzią.
-Może lepiej nie. Jeszcze by ktoś pomyślał, że cię coś opętało i zamiast na scenie, wylądowałby w Lecznicy Dusz.
Cóż to byłaby za strata dla sztuki i pożywka dla dziennikarzy. Dobrze było jednak słyszeć, że Han czuł się pewnie i przygotowany do swojej roli - czy kiedykolwiek było inaczej? - i nie panikował, zastanawiając się, czy na pewno dobrze zapamiętał tekst i czy nie pomyli kroków, kiedy będzie już na scenie.
-Dlaczego na kacu? - wyrwało mu się ciche westchnienie, kiedy Han zaczął opowiadać o zakupie swojego mieszkania.
Całe szczęście Hanowi się w tym biurze udało bez konieczności pojawienia się tam w innym terminie, zupełnie trzeźwo, z niepokojącą niepewnością na barkach, czy jego mieszkanie nie zostało już w międzyczasie sprzedane komuś innemu.
-I chyba nawet nie chcę sobie wyobrażać. Niemniej, podziwiam, że dałeś radę to ogarnąć na kacu i nie jest to zachęta do powtarzania tego wyczynu.
Tak, o fachowców było teraz bardzo trudno. Wiele osób potrzebowało teraz fachowej ręki, by odbudować swoje nieruchomości, fachowców wcale nie było tak wielu, jak niektórym mogłoby się wydawać, przez co na wolne terminy trzeba było długo czekać, a i stawki poszły w górę. Nie każdy mógł sobie na to pozwolić, a nawet jeśli już ktoś miał więcej pieniędzy, niż przeciętny Anglik, terminarz był problemem, który nie zawsze dało się rozwiązać pieniędzmi.
Na trzeci argument wyrwało mu się cicho "Ooo".
-To urocze. Zawsze możesz kiedyś pomyśleć w jakimś współlokatorze, jeśli będziesz miał wolny pokój - podpowiedział. -Ryzykujesz wtedy, że trafisz na kogoś, kto się na współlokatora nie nadaje, albo na kogoś, z kimś będzie ci się zajebiście mieszkało. Albo na psychofana.
Mieszkanie samemu miało swoje zalety - jeśli pół swojego dnia przebywasz wśród ludzi, czy to z nimi, czy dla nich, powrót do swojej samotni był bardzo odprężający - to wyciszenie i spokój, którego nie były w stanie zagłuszyć czynności drugiej osoby. Z drugiej strony, kiedy dookoła ciebie za długo panuje cisza, wszystko inne staje się za głośne. Przede wszystkim twoje myśli i to nie zawsze te pozytywne.
-Szanse są mało, ale nigdy zerowe - może nie powinien tak mówić. -Kwiaty, czekoladki, safeword i zacznij naliczać mu czynsz, jeśli będzie chciał z tobą mieszkać.
Może jednak Han będzie miał szczęście i w nowym mieszkaniu nic nie będzie próbowało go zadusić... Oby.
-Nie chciałem nawet tego sugerować - zawołał, mijając się z Hanem, kiedy szedł do swojego pokoju po wspomniane karty.
Szybko wrócił z kartami w dłoni, które położył na blacie między nimi.
-Dobra, jak to się robiło? Chcesz jeszcze herbaty?
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#9
17.11.2025, 23:42  ✶  
Miał niejasne wrażenie, że jego odpowiedź nie usatysfakcjonowała Jessiego. Oczywiście, gdyby to pytanie zadawał reżyser Kendrick albo choćby Lauretta, podałby wyższą liczbę, ale na widzach zwykle robiła odpowiednie wrażenie jakakolwiek odpowiedź spoza skali. Spojrzał na drugiego chłopaka z uwagą, ale powstrzymał się od komentarza.

- No bo… dzień wcześniej piłem?... - wyjaśnił za to swój stan z dnia zakupów mieszkaniowych, choć przyczyna była oczywista - Jonathan tylko tego dnia miał chwilę, żeby pójść ze mną, a Robert w ogóle jest po tym całym burdelu z ósmego tak zajęty w Wizengamocie, że nie było opcji… Ha, powinieneś widzieć minę tego agenta, kiedy się tam wpakowaliśmy - Jonathan jakimś cudem namówił Anthony’ego, żeby też przyszedł, obaj się przebrali za mugoli, Anthony miał nawet takie totalnie generyczne okulary, wyglądali jak smutni panowie z jakiegoś filmu szpiegowskiego!
Opowiedział Jessiemu całą historię - jak wparowali do biura tuż przed zamknięciem, Hannibal naburmuszony i w paskudnym nastroju, Anthony i Jonathan, niosący walizkę pełną mugolskich banknotów za nim, niczym obstawa w dopasowanych garniturach. Dzięki serii zbiegów okoliczności biedny agent faktycznie wziął ich prawdopodobnie za rosyjskich agentów albo nawet mafiozów. Selwyn wtedy nie bardzo miał siłę na uprzejmości, ale po czasie trochę współczuł obsługującemu ich facetowi, bo ten wydawał się nieco wystraszony.
- No i teraz trochę mi głupio, myślałem, żeby może im chociaż jakąś flaszkę wysłać w podziękowaniu, ale gość miał kiedy wychodziliśmy taką minę, że obawiam się, że dostanie zawału, jak znowu zobaczy mnie albo coś ode mnie - zakończył swoją opowieść ze śmiechem.

Pomysł ze współlokatorem byłby nawet niezły i Hannibal pokiwał głową, przyznając rację Jessiemu, ale dodał poważnym tonem, kładąc rękę na piersi, jakby naprawdę musiał chronić jakieś mroczne tajemnice:
- Albo na kogoś, kto będzie liczył na wykradzenie moich sekretów i sprzedanie ich prasie. Nie, to musiałby być ktoś sprawdzony. I komu nie przeszkadzały by moje ćwiczenia - Selwyn zwykł tańczyć po domu, śpiewać podczas prac domowych i deklamować swoje role - okraszone nieraz teatralnymi gestami, przesadzonymi westchnieniami i rozpaczliwymi jękami. Miał również zwyczaj paradować po mieszkaniu w niekompletnej odzieży - to, jako gość, musiał nieco ukrócić, a i tak zarówno Henry’emu, jak i niemal każdemu członkowi rodziny Kellych zdarzyło się przynajmniej raz natrafić na Hannibala w stanie rozchełstanym albo zgoła półnagim. Widok był oczywiście bez wątpienia przyjemny dla oka, ale nie każdy był na to gotów. Niektórzy reagowali zupełnie niepotrzebnym zmieszaniem.


Kiedy ponownie spotkali się przy kuchennym stole, jeden z kartami, a drugi z podręcznikiem, aktor otworzył książkę na pierwszym rozdziale. 
- Tu jest napisane, że trzeba się wyciszyć i zadać jasne pytanie. I najprościej po prostu potasować i wyciągnąć jedną kartę - streścił to, co przeczytał. Sięgnął po talię i zaczął ją tasować, w międzyczasie przyglądając się Jessiemu - Wiesz już, o co zamierzasz zapytać?

Sam uznał, że nowe mieszkanie to doskonały temat wróżb. Miałby też inne pytanie do zadania, ale wolałby to zrobić w samotności, a poza tym nie był pewien, czy ich amatorskie wróżby mają jakąkolwiek większą moc niż jedynie zasianie sugestii w ich własnych głowach, więc zrezygnował. Położył tarota na poprzednim miejscu i gestem zaprosił Jessiego do wyciągnięcia pierwszej karty.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#10
18.11.2025, 13:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.11.2025, 13:26 przez Jessie Kelly.)  
Nawet jeśli podana liczba była mniejsza, niż się spodziewał, dobrze było wiedzieć, że ostatnie zdarzenia nie odcisnęły na Hannibalu tak dotkliwego piętna, by zaburzyć jego pewność siebie i wciąż czuł się gotowy bardziej, niż skala przewiduje. Było w tym coś uspokajającego.
Oczywiście, że był na kacu, bo poprzedniego dnia pił. Przez to pytanie miał raczej na myśli dlaczego zdecydowałeś się pić dzień przed tym, jak miałeś iść do biura nieruchomości, skoro doskonale wiesz, że picie alkoholu w większych ilościach skończy się kacem dnia następnego, a załatwianie wszelkich ważnych spraw, jak na przykład zakup mieszkania, na kacu, nie jest dobrym pomysłem?
Zachował jednak kolejne pytania dla siebie. Nie był ojcem Hannibala i chyba czuł się trochę nie na miejscu, gdyby miał dalej męczyć o to Hannibala.
Słuchał opowieści kumpla, a jego brwi uniosły się, kiedy Selwyn wspomniał o Anthonym. Anthony ubrany jako mugol. W generycznych okularach. Jonathan i Anthony przebrani jak smutni mugole z filmu szpiegowskiego. Parsknął śmiechem i dobrze, że wtedy nic nie pił, bo by się opluł.
-Gdybyś jeszcze wziął na ten moment Cerbera od Electry... - przyszło mu na myśl.
Wkurzony Hannibal, jako domniemany mafiozo, z obstawą w garniturach w postaci Anthony'ego i Jonathana, jeszcze z czarnym pudlem u boku. To byłby dopiero widok, od którego fanki by oszalały.
W sumie Han miał rację. Kiedy było się gwiazdą, wpuszczanie kogoś do swojego życia wiązało się ze sporym ryzykiem, które nie zawsze oznaczało uszczerbku na zdrowiu. Uniósł wzrok na sufit, dumając chwilkę.
-W takim razie zostaje ci kot. Ewentualnie wąż, jeśli nie masz ochoty czesać i sprzątać futra. Chyba że ufasz komuś na tyle, by jednak podjąć ryzyko.
W sumie chyba rozsądne by było, by potencjalny współlokator był z tej samej lub podobnej branży, co Hannibal. Zwykły obywatel ściągnąłby na siebie uwagę mediów i z pewnością nie zyskałby przychylności fanów Selwyna, co mogłoby nie wpłynąć dobrze na jego życie. Media i fani potrafili być okropni.
Temat mieszkania w współlokatora został przerwany - trzeba było się przecież zająć kartami. Przyszłość sama się nie wywróży, czy coś...
-Hm... Wyciszyć? Ale chyba nie będziemy tu siedzieli ze skręconymi jak precle nogami i hmmmać, dopóki nie zaśniemy albo nasze dusze nie wyjdą z ciał, nie?
No właśnie, czy wiedział, o co chciał zapytać? W zasadzie to nie. Kiedy zaproponował partyjkę tarota, miał w głowie prostą myśl, żeby zrobić coś "poważnego", z czego będą mogli się po prostu pośmiać, bo czy takie amatorskie wróżby naprawdę miały moc? No chyba nie. Gdyby był z nimi prawdziwy wróżbita, to może by wziął to bardziej na poważnie.
Jedno pytanie... Jedno konkretne pytanie...
-Czy Theo znajdzie w końcu dziewczynę?
W głowie miał kilka pytań, które w sumie mógłby zadać, ale były one zbyt ogólne, albo nie nadawały się do zadawania w towarzystwie, żeby nie psuć atmosfery. A to pytanie było takie... zwyczajne... Może odrobinę złośliwe, ale w sumie mógł dzięki temu udawać zatroskanego starszego brata, który martwi się o swojego braciszka i chce, by ten znalazł sobie kogoś, z kim będzie szczęśliwy.
Sięgnął po kartę.

Rzut Tarot 1d78 - 55
Paź Buław


-Hm? Co to jest?- przyjrzał się dokładniej karcie i zajrzał do podręcznika. -To jest... Buławy... Giermek Buław?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hannibal Selwyn (3416), Jessie Kelly (3633), Pan Losu (29)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa