12.12.2025, 11:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2025, 11:15 przez Brenna Longbottom.)
Była niewyspana i trochę niespokojna.
Nie miało to wiele wspólnego ani z tym, że była ostatnio ciągle czymś zajęta, jeśli nie pracą - pracą, to pracą na wielu różnych placach budowy albo podtrzymywaniem relacji międzyludzkich. Ani nawet z tym, że spała za mało. Nie, chodziło o to, że gdy się położyła, jak Merlin przykazał, w łóżku w londyńskiej kamienicy, i to nawet przed północą, ostatnio dręczyły ją... może nie koszmary szczególnie straszne, ale bardzo męczące. Śniła o zwykłym dniu, podczas którego ktoś ją obserwował i kiedy się przebudziła, wciąż miała wrażenie, że ktoś jest w pokoju.
Ale nikogo nie było. Ani w pokoju, ani w mieszkaniu, ani w kamienicy. Sprawdziła zamki, okna, na wszelki wypadek nawet pokręciła się moment w wilczej postaci. Nic nie wskazywało na to, że sen nie był zwykłym snem. Wypiła więc po prostu trzy kawy zamiast jednej, zajęła się przesłuchaniami i zapomniała o całej sprawie.
Aż wieczorem, gdy w pośpiechu szykowała się do wyjścia z biura, znalazła przeoczoną wcześniej kopertę.
Spodziewała się, że skoro była pozbawiona nadawcy, znów znajdzie w niej wyklejone z gazety literki. Może kolejne polecenie zostawienia Atreusa, może następne zdjęcie nawet – dostała i własne, ewidentnie zrobione kiedyś w biurze, i takie przedstawiające tentakulę.
Ale tym razem było to coś gorszego, co mocno przebijało dotychczasowe przesyłki.
Trochę ją to rozkojarzyło. Musiała przeczytać menu dwa razy, żeby sobie uświadomić, że jednak w Dziurawym nie serwują grzebieni, a zwykłe grzańce.
– Wcześnie zaczynają z grzańcem – stwierdziła. Przysłoniła na moment usta, jednocześnie próbując stłumić ziewnięcie. Przez ułamek sekundy była bliska poproszenia o kawę, ale istniała całkiem realna szansa, że jeszcze jedna i w jej żyłach zamiast krwi zacznie krążyć kofeina. – Poproszę tę wersję bez alkoholu.
Może to było jak proszenie o ciepłe lody w środku lipca, ale nawet gdyby uznała, że ma ochotę pić, to chwila gdy ktoś najwyraźniej włamuje ci się do domu nie byłaby ku temu odpowiednim momentem. Nie miała zamiaru wracać dziś do Stawu, nawet jeśli to byłoby rozsądne.
Nie chciała się chować, a złapać delikwenta i skopać mu tyłek. Jeszcze lepiej jeśli będzie stawiał opór przy aresztowaniu.
– Wiedziałeś, że Paddy Finnigan nie przychodził dwa dni w pracy, a dziś się pojawił i powiedział waszej asystentce, że cały czas był w archiwum Biura Aurorów? – rzuciła, unosząc do ust podsunięty jej kufel, którego zawartość mocno pachniała goździkami, cynamonem, imbirem i pomarańczą.
Nie miało to wiele wspólnego ani z tym, że była ostatnio ciągle czymś zajęta, jeśli nie pracą - pracą, to pracą na wielu różnych placach budowy albo podtrzymywaniem relacji międzyludzkich. Ani nawet z tym, że spała za mało. Nie, chodziło o to, że gdy się położyła, jak Merlin przykazał, w łóżku w londyńskiej kamienicy, i to nawet przed północą, ostatnio dręczyły ją... może nie koszmary szczególnie straszne, ale bardzo męczące. Śniła o zwykłym dniu, podczas którego ktoś ją obserwował i kiedy się przebudziła, wciąż miała wrażenie, że ktoś jest w pokoju.
Ale nikogo nie było. Ani w pokoju, ani w mieszkaniu, ani w kamienicy. Sprawdziła zamki, okna, na wszelki wypadek nawet pokręciła się moment w wilczej postaci. Nic nie wskazywało na to, że sen nie był zwykłym snem. Wypiła więc po prostu trzy kawy zamiast jednej, zajęła się przesłuchaniami i zapomniała o całej sprawie.
Aż wieczorem, gdy w pośpiechu szykowała się do wyjścia z biura, znalazła przeoczoną wcześniej kopertę.
Spodziewała się, że skoro była pozbawiona nadawcy, znów znajdzie w niej wyklejone z gazety literki. Może kolejne polecenie zostawienia Atreusa, może następne zdjęcie nawet – dostała i własne, ewidentnie zrobione kiedyś w biurze, i takie przedstawiające tentakulę.
Ale tym razem było to coś gorszego, co mocno przebijało dotychczasowe przesyłki.
Trochę ją to rozkojarzyło. Musiała przeczytać menu dwa razy, żeby sobie uświadomić, że jednak w Dziurawym nie serwują grzebieni, a zwykłe grzańce.
– Wcześnie zaczynają z grzańcem – stwierdziła. Przysłoniła na moment usta, jednocześnie próbując stłumić ziewnięcie. Przez ułamek sekundy była bliska poproszenia o kawę, ale istniała całkiem realna szansa, że jeszcze jedna i w jej żyłach zamiast krwi zacznie krążyć kofeina. – Poproszę tę wersję bez alkoholu.
Może to było jak proszenie o ciepłe lody w środku lipca, ale nawet gdyby uznała, że ma ochotę pić, to chwila gdy ktoś najwyraźniej włamuje ci się do domu nie byłaby ku temu odpowiednim momentem. Nie miała zamiaru wracać dziś do Stawu, nawet jeśli to byłoby rozsądne.
Nie chciała się chować, a złapać delikwenta i skopać mu tyłek. Jeszcze lepiej jeśli będzie stawiał opór przy aresztowaniu.
– Wiedziałeś, że Paddy Finnigan nie przychodził dwa dni w pracy, a dziś się pojawił i powiedział waszej asystentce, że cały czas był w archiwum Biura Aurorów? – rzuciła, unosząc do ust podsunięty jej kufel, którego zawartość mocno pachniała goździkami, cynamonem, imbirem i pomarańczą.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.