• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[1.10.1972] Grzane wino

[1.10.1972] Grzane wino
Leśna powsinoga
Może lew jest silniejszy od wilka, ale wilka nigdy nie widziałem w cyrku.
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
Magiłowca
Niewysoka, mierząca około 155 cm. Ma wysportowaną sylwetkę i gibki chód, zdradzający że dużą część czasu poświęca na aktywność fizyczną. Faye ma brązowe włosy, mieniące się rudością w świetle słonecznym, oraz jasnobrązowe oczy. Usta są wiecznie rozciągnięte w uśmiechu, a nosek zadarty.

Faye Travers
#1
17.12.2025, 09:33  ✶  
1 października 1972

Faye otrzymała wczoraj zaproszenie na bal maskowy. Wyrzuciła je niemal od razu, ani myśląc pojawiać się na tej farsie - być może gdyby nie wydarzenia z 8 września, to rozważyłaby udział, ale w takich okolicznościach nie było o tym mowy. Nie wiedziała co ze sobą zrobić po powrocie do Londynu, więc standardowo udała się do Dziurawego Kotła. Jak nie wiadomo było co zrobić, to można było się napić.

Już od wejścia uderzył ją korzenny zapach, zmieszany z alkoholem. Zmarszczyła nos, bo nie spodziewała się takiej kakofonii zapachów o tej porze roku. Wiedziona zapachowym tropem, podeszła do baru. Kobieta, która stała za ladą, spojrzała na nią z uśmiechem.
- Dzień dobry. Na co ma pani ochotę? Piwo, wino? A może nasz nowy grzaniec? - zapytała, wskazując brodą na tabliczkę. Faye zerknęła na eleganckie, równe litery. Nowa receptura, miły zapach...
- Może być ten grzaniec. Zimno się zrobiło, będzie akurat - powiedziała, ściągając szalik. Pogoda ich nie rozpieszczała, ale to nic. Traversówna lubiła jesień, a pogoda zaczynała być iście jesienna. Jeszcze chwila i zaczną z drzew spadać liście.
- Tak, jesień się zbliża - potwierdziła kobieta, nalewając grzańca do małego kubka. Podała go Faye, a ta niemal od razu upiła potężny łyk. - I jak?
- Dobry. Korzenny taki - powiedziała, chociaż oczy zaszły jej łzami. Za gorący, nie powinna była tak o go pić na hejnał.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#2
20.12.2025, 11:46  ✶  
Takie podejście Alexander po prostu uwielbiał. Sam akurat przebywał w Londynie, miał kilka spotkań do odbycia, trochę rzeczy do zrobienia, rozmów do przeprowadzenia, informacji do wyciągnięcia. No i była to też dobra okazja, aby uciec od wrzeszczącej mu do ucha Yeleny. Ta "narzeczona" była najgorszą/najlepszą osobą, która mu się przytrafiła. Napisanie, że rzeczą byłoby obraźliwe, a przecież Alexander ostatnie co chciał to ją obrazić... prawda? Prawda?
Więc gdy już załatwił wszystko co miał do załatwienia zostało mu tylko jedno do zrobienia. Zachlać pałę. Może do nieprzytomności, jeśli dobrze pójdzie. Albo po prostu napić się czegoś dobrego, czegoś... mocnego. Pogadać z barmanem... który okazał się barmanką. No cóż. Można i tak. A nóż dowie się czegoś nowego, czegoś interesującego. Więc kiedy wszedł do Kotła, natychmiast pokierował się w stronę baru, przy którym stała już jakaś kobieta, wybierając sobie coś do picia. Od tyłu wyglądała... No cóż, zwyczajnie. W zasadzie to każda kobieta wyglądała dla Alexandra zwyczajnie, po tym jak poznał Yelenę. Cholerna kobieta. Co ona zrobiła z jego mózgiem? Oczywiście nikomu przecież o tym nie powie. Za dużo ryzykował. Wolał wszystko zostawić dla siebie.
Stanął więc po prawej stronie kobiety, przesunął dłonią po swojej twarzy i uśmiechnął się delikatnie. Uśmiech jednak nie objął jego zimnych oczu. Było w tym uśmiechu coś niepokojącego, ale Alexander czekał cierpliwie, aż ta wybierze sobie coś do picia. On osobiście nie miał ochoty na grzaniec. Tam skąd pochodził taka pogoda to... nie pogoda. Zaznał mrozów znacznie gorszych, chłodu przenikającego kości, zamrażającego krew w żyłach.
-Dobry? Nie za słodki? - zagadnął z tym swoim rosyjskim akcentem, gdy tamta wzięła spory łyk grzańca. No. Chyba jednak potrafiła pić. To może być ciekawe, przypadkowe spotkanie. W końcu Alexander przeniósł swoje spojrzenie na barmankę. -Whisky poproszę.
W końcu tu nie chodziło o to jaki trunek. Ważne żeby trzepał. A Alexandrowi jako osobie uzależnionej... No dobra. Może nie to, że było wszystko jedno, bo likierów nie tykał. Choć rum, burbon, whisky, czy wódka... No wiadomo o co chodzi.
Gdy w końcu dostał swoją szklankę, podniósł ją powoli do ust, patrząc na swoją nową towarzyszkę, i... opróżnił szkło jednym, potężnym haustem. Uderzył palcami w blat baru, dając barmance uniwersalny znak, do polania mu kolejnej kolejki.
Leśna powsinoga
Może lew jest silniejszy od wilka, ale wilka nigdy nie widziałem w cyrku.
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
Magiłowca
Niewysoka, mierząca około 155 cm. Ma wysportowaną sylwetkę i gibki chód, zdradzający że dużą część czasu poświęca na aktywność fizyczną. Faye ma brązowe włosy, mieniące się rudością w świetle słonecznym, oraz jasnobrązowe oczy. Usta są wiecznie rozciągnięte w uśmiechu, a nosek zadarty.

Faye Travers
#3
21.12.2025, 13:57  ✶  
Faye nie wyróżniała się niczym szczególny, poza tym że była dość niska. Poza tym była zupełnie zwyczajną osobą, których było na świecie pełno. Zapewne gdyby Alexander spotkał ją na ulicy i zamienił z nią kilka słów, a potem sobie poszedł, to za 5 minut nie pamiętałby jak się nazywała, jaką miała twarz i jaki kolor włosów. Chociaż nie, włosy miała ładne. Zadbane, o kasztanowej barwie, idealnie współgrające ze zbliżającą się jesienią. Nawet pachniały lasem, chociaż aktualnie woń ta była przyćmiona korzennością grzańca.
- Za ostry? - kobieta zatroskała się, widząc łzy w oczach Faye. Ta zaprotestowała, lecz nie słownie: zamachała ręką, najpierw jednak odkładając kubek.
- Nienie, za gorący. Za duży łyk wzięłam - wyjaśniła, ocierając palcem jedną samotną łezkę, która postanowiła spłynąć po jej policzku. Zerknęła na Alexandra, który wciął się w rozmowę, i parsknęła śmiechem. W przeciwieństwie do niego, jej uśmiech objął całą twarz, łącznie z oczami. Te błyszczały wesoło, a wrażenie było potęgowane łzami wywołanymi zbyt gorącym napojem. - Nie za słodki to może być tort. Nie próbuj robić tego co zrobiłeś z whisky z grzańcem. Kto by pomyślał, że jest ciepły, nie?
Faye zamachała otwartą dłonią przed twarzą, próbując pozbyć się łez oraz uczucia gorąca, które rozlewało się przyjemnie w środeczku.
- Dobra, kochana, jednak trochę za mocny. Może mniej alkoholu powinniście dodać? Nie zrozum mnie źle, ale z reguły grzańce są słabsze i chyba do takiej słabszej mocy ludzie są przyzwyczajeni. No, chyba że chcecie spić wszystkich przed Yule, to się nie wcinam. I też poproszę whisky, a i popielniczkę - Faye wydawała z siebie bardzo, bardzo dużo dźwięków. Kolejny słowa wypływały z jej ust z niespotykaną prędkością i gładkością. W międzyczasie kobieta wyciągnęła i odpaliła papierosa. Odruchowo podsunęła paczkę w kierunku Alexandra, skoro się gapił - niegrzecznie było nie poczęstować w takiej sytuacji. - Fajny akcent. Skąd jesteś?
Faye dużo podróżowała, słyszała już to charakterystyczne zaciąganie głosek i twardość poszczególnych wyrazów. Nie była jednak poliglotką, wolała nie strzelać w ciemno z pochodzeniem - nieznajomy wyglądał na takiego, który mógłby się obrazić za nietrafienie z krajem.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#4
21.12.2025, 14:49  ✶  
Na słowa o torcie Alexander nie mógł powstrzymać jeszcze szerszego uśmiechu. Widać, że ktoś podzielał jego zdanie na temat tortów. Jednak na jej słowa, że grzaniec jednak był trochę za mocny, oczy Alexandra rozbłysły. Może jednak warto było spróbować tego specyfiku? Jednak zanim zdążył otworzyć usta, kobieta obok szybko wypaliła, że poprosi o whisky i popielniczkę. Mówiła bardzo szybko, nawet dosyć chaotycznie, jeśli go spytać, ale po latach spędzonych z Yeleną Alexander nauczył się wyłapywać najważniejsze informacje w biegu. Yelena też bardzo szybko mówiła, zwłaszcza kiedy nie mówiła, a krzyczała. Aristov aż wzdrygnął się. Na szczęście dzisiaj miał spokój od niej. Nie musiał się zastanawiać nad tym jak postawić stopę, aby jej nie zdenerwować. Czego nie mówić, aby nie wpadła w furię. Dziś miał czas tylko dla siebie.
-Spicie wszystkich jeszcze przed Yule to dobry pomysł. Wiesz ile romansów by się stworzyło? Nowych par? Ile karczemnych bójek? - pokiwał głową, jakby nie mógł się już tego doczekać. Zwłaszcza tego drugiego. Karczemna bójka, wtedy czujesz, że żyjesz, a nie. Jakieś siedzenie w domu i pierdzenie w trąbkę.
Zaraz otrzymał poczęstunek papierosem, a jak wiadomo Alexander nigdy nie odmawia pięknym kobietom, więc przyjął podarunek, wsadzając sobie od razu papierosa między wargi. Leniwym ruchem, odpalił go końcówką swojej różdżki, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, bo może i była, i zaciągnął się papierosem, wypełniając swoje płuca dymem.
-Dziękuję. Za komplement oraz za papierosa. - powiedział spokojnie. Zazwyczaj jego akcent był kojarzony raczej dość niekorzystnie. Zaraz pojawiały się nieprzychylne komentarze. Oczywiście do czasu. Do czasu aż Alexander połamał delikwentowi palce, tam zdjął komu paznokcie. Wtedy nie było już żadnych komentarzy. -Zazwyczaj od razu wołają na mnie, że komuch, albo czerwony. Pochodzę w Petersburga. Więc... To znaczy... - tutaj odchrząknął, wypiął dumnie pierś, jakby zaraz miał zasalutować, oczywiście wszystko było zrobione bardzo sztucznymi ruchami, teatralnymi wręcz. Za dużo przebywał z Yeleną. Oj za dużo. -Chciałem powiedzieć oczywiście, że pochodzę z Leningradu. Да!
Szybko poprawił się, siląc się dodatkowo na tej rosyjski ton. No bo w zasadzie w magicznych kręgach częściej używano nazwy Petersburg, ale oficjalna nazwa, na cześć wodza, pozostawała inna. Głupota jak dla niego. Lenin nie żył już od prawie pół wieku, a oni nadal czcili jego imię jakby była jakimś świętym. Oczywiście dobro partii na pierwszym miejscu. Ale Lenin nie był już częścią partii.
Leśna powsinoga
Może lew jest silniejszy od wilka, ale wilka nigdy nie widziałem w cyrku.
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
Magiłowca
Niewysoka, mierząca około 155 cm. Ma wysportowaną sylwetkę i gibki chód, zdradzający że dużą część czasu poświęca na aktywność fizyczną. Faye ma brązowe włosy, mieniące się rudością w świetle słonecznym, oraz jasnobrązowe oczy. Usta są wiecznie rozciągnięte w uśmiechu, a nosek zadarty.

Faye Travers
#5
22.12.2025, 22:04  ✶  
Oczywistym było, że tort nie może być za słodki. Jaka była przyjemność z jedzenia przesłodzonego ulepu, polanego płynnym cukrem? Nie nie - prawdziwą sztuką było stworzenie ciasta, które będzie łączyć kwasowość owoców ze słodyczą bitej śmietany i lukru. Wbrew pozorom to nie było łatwe zadanie.
- Ja nie wiem, czy to dobry pomysł. Ale może w tym smutnym jak pizda mieście byłby w końcu spokój, gdyby chociaż raz wszyscy byli na kacu - odpowiedziała, wzruszając ramionami. W sumie bardzo ciekawa wizja, nawet przyjemna, jeżeli by tak głębiej o tym pomyśleć. Kiedyś miała sen - o śniegu, wódzie i ogniu. Najpierw wszyscy się spili i było lato, a następnego dnia obudzili się okropnie skacowani, pośrodku zimy. Była tam ona, jej brat - który nie pijał alkoholu - oraz Maddox. Wtedy Maddox poprosił ją o rękę, wyglądał jak żywy trup i trząsł się z zimna, bo nie założył swetra, który mu kupiła. Wtedy Nicholas się wkurwił i podpalił zarówno jego, jak i ją. Ale dzięki temu, że śnieg który padał z nieba, był magiczny, oboje przeżyli.

Pojebany sen. Ale za to ani trochę przyjemny i dał jej do myślenia - czy brat zaakceptowałby ten związek? Chociaż nawet jeśli nie, to co mu do tego? Sam był pierwszy w kolejce i powinien płodzić dzieci, brać śluby, sadzić drzewa.
- Co? Czemu? - spojrzała nieco zdezorientowana na mężczyznę. Komuch, czerwony... Gdy otrzymała whisky kiwnęła głową w podziękowaniu, ale widać było, że jej umysł trybi. Poszczególne zębatki przesuwały się, machina trybiła, ale... - Nie rozumiem.
Powiedziała w końcu, zaciągając się papierosem.
- Przecież to, że ładnie i melodyjnie zaciągasz nasze głoski, nie znaczy od razu, że jesteś komuchem, nie? - spojrzała nieco nieufnie na mężczyznę, ale po prawdzie to właśnie tak myślała. To, że ktoś pochodził z danego kraju wcale go od razu nie definiowało. Wyciągnęła więc rękę w stronę mężczyzny, usta rozciągając w szerokim uśmiechu. - Faye. Więc jesteś z Rosji, co nie? Petersburg cię zdradził. Mam tam jechać niedługo. Nazywacie go związkiem, nie? Ktoś kiedyś mi powiedział, jak byłam w związku, że "chyba w radzieckim", i uznał to za bardzo zabawne.
Palnęła z głupia frant, ale nie wyglądało na to, by czuła jakikolwiek wstyd na to, co właśnie powiedziała. Ot, zabawna anegdotka, skoro miała przed sobą prawdziwego Towarzysza. Uniosła szklankę z whisky.
- Ci wszyscy to straszne chamy, ale nie zawsze tacy jesteśmy. To ten piekielny 8 września - dodała, marszcząc nieco brwi. Tak, na pewno to dlatego ludzie byli chujami dla obcokrajowców.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#6
23.12.2025, 13:12  ✶  
Zrobić dobry tort była sztuka. Taka ja namalowanie obrazu, jak skomponowanie utworu. Artyzm w najczystszej i najbardziej pierwotnej formie. No w bo jakby ne patrzeć to doświadczasz tego całym sobą. Nie dość, że wygląda ładnie, ozdobiony lukrem, taki piętrowy... I myśl Alexandra powędrowały do tortu weselnego. Takiego dużego. Jego własnego. I ta myśl jakoś tak wzdrygnęła go. Nie mógł jej tak po prostu odpędzić i... Wystraszył się gdzieś tam w duszy, bo przecież to nagle stawało się realne. Że musiał wziąć ten ślub, że musiał wziąć Yelenę za żonę. Może nie teraz... Może nie już, ale im dalej w czas, im dłużej mieszkali razem tym bardziej się to wszystko skupiało na tym właśnie momencie. Na ślubie. Cholera.
I może ten romantyzm tortu, ten cały artyzm, który polegał na balansie między smakami, na symfonii płynącej z fajerwerków na języku, był tylko w jego głowie, może wszystko tylko sobie wyobrażał, ale miał szczerą nadzieję, że jeśli już będą mieli taki tort, to Lena będzie zadowolona. Pokręcił jednak szybko głową. Nie może tak myśleć. W końcu nadal jej nienawidził. I ona jego. Nienawidzili się tak naturalnie pięknie, a mimo to Alex kochał ją równie mocno. Popieprzone to wszystko. Może rzeczywiście lepiej byłoby rzucić to wszystko i uciec w...
-Na kacu... Jak nigdy nie przestajesz pić, to nigdy nie masz kaca. Poza tym tutejsze alkohole są za słabe, aby porządnie mnie spić! - powiedział z udawaną dumą, jakby Związkowa wódka była na tyle potężna, żeby napędzać samoloty. I uwierzcie mi na słowo, ale ktoś kiedyś tego spróbuje, albo już spróbował. Nic nie było potężniejsze od dobrej wódki. Prowadziła do bójek, do związków, niekoniecznie radzieckich, zawierania małżeństw, do najlepszych przyjaźni i najgorszych nienawiści. A to wszystko za sprawą magicznego płynu. Alkoholu.
-Mugole. - odpowiedział jednym słowem. Jakby to tłumaczyło wszystko. Zaraz potem zreflektował się i dodał. -Rząd brytyjski, amerykański uważają, że Radziecka Rosja jest zła... Może jest, może nie, nie mnie to oceniać, ale to wszystko jakby... przenika tutaj. Do nas. Część ludzi słysząc mój akcent uważa mnie za radzieckiego szpiega. No bo po co czarodziej z Petersburga miałby przenosić się w okolice Londynu, jeśli nie po to, aby was wszystkich szpiegować? - na koniec zadał pytanie z sarkazmem. Nawet gdyby ktoś mu za to płacić to raczej by tego nie robił. Za dużo było z tym zachodu. Znacznie lepiej było po prostu prowadzić tutaj interesy. Mógł spokojnie sobie zarabiać. Poza tym od kiedy opuścił Leningrad nie miał za bardzo kontaktu z tymi, którzy zostali po tamtej stronie. Do siostry pisał listy, tak samo jak do ojca, ale te drugie nie były nawet w połowie tak obszerne jak ten, które wysyłał Anastazji. Jedynie proste zdania, bardziej raporty niż listy do członka rodziny.
-Mogę być kim chcę i robić co chcę. Słyszałem, że Brytania jest wolnym krajem... a jednak często jestem oceniany za to jak wymawiam zgłoski. - wzruszył ramionami powoli, jakby niezbyt go to obchodziło. Bo w zasadzie nie obchodziło. Ludzie mogli gadać co chcą, dopóki liczyli się z jego zdaniem.
Alexander pokiwał głową na jej słowa, nie wiedział czy ma to być komplement, czy może raczej rzuciła tylko losową uwagę o tym, że ładnie zaciąga, to nadal zrobiło mu się nawet miło. Nie odpowiedział jednak nic na jej uwagę. Przynajmniej nie od razu. Nie tak szybko.
-Masz jechać do Związku Radzieckiego? Po co? - spytał spokojnie, choć mina wyrażała zaskoczenie. Niewiele osób z własnej woli wybierało się za Żelazną Kurtynę. Chyba, że mieli jakieś ważne powody. Nawet on sam rzadko wracał na "stare śmieci", choć miał tam dużo rzeczy które pozostawił za sobą. Ojca, siostrę... Interesy. Jednak wolność jaką dawała Brytania, jaką dawała Lena... Zdecydowanie zabawniej było tutaj. I może tak się stać, że nigdy tam już nie wróci.
-Dokładnie to Союз Советских Социалистических Республик. Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Jeśli mamy być konkretni. Ale wątpię, żebyś zapamiętała. Związek Radziecki to krótsza nazwa. Bardziej potoczna.
Pokiwał głową i zmienił położenie papierosa, przenosząc go pomiędzy palce, po czym tą samą dłonią podniósł szklankę z whisky do ust. Znowu była napełniona, więc jego obowiązkiem było ją opróżnić, prawda? To byłoby niegrzeczne zostawić ją tak i nie wypić. Nie tylko dla barmanki, ale również względem nowo poznanej kobiety. W zasadzie jakby o tym nie myśleć to jeszcze się jej nie przedstawił. To było bardzo niekulturalne z jego strony. Dlatego zawahał się ze szklanką przytkniętą to ust. Zaraz odstawił ją ponownie, nie biorąc ani jednego łyku.
-Mama na imię Alexander. Alexander Aristov. Miło mi Panienkę poznać, Panno...? zaraz jednak podniósł szklankę do góry, jakby wznosił toast. -Słyszałem co się działo. Mnie akurat ominęło to całe nieszczęście. Zdrowie tych biedaków, którzy ucierpieli w tym straszliwym wypadku.
Choć słowo wypadek nie bardzo tutaj pasowało, bo przecież to było celowe działanie. I choć on sam nie był czysty jak łza, robił wiele złych rzeczy, aby utrzymać się na powierzchni, aby utrzymać siebie i rodzinę, to... Nigdy nie pomyślały, aby zrobić coś tak złego dla samego zrobienia tego. Dla pokazania swojej siły i zastraszenia niewinnych... No dobra, może robił złe rzeczy właśnie dla tego, ale nigdy nie na taką skalę. Nie zabijał nigdy dla przyjemności, a raczej z konieczności. Bo w końcu, gdy ktoś był zagrożeniem to należało do zagrożenie jak najszybciej wyeliminować.
Leśna powsinoga
Może lew jest silniejszy od wilka, ale wilka nigdy nie widziałem w cyrku.
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
Magiłowca
Niewysoka, mierząca około 155 cm. Ma wysportowaną sylwetkę i gibki chód, zdradzający że dużą część czasu poświęca na aktywność fizyczną. Faye ma brązowe włosy, mieniące się rudością w świetle słonecznym, oraz jasnobrązowe oczy. Usta są wiecznie rozciągnięte w uśmiechu, a nosek zadarty.

Faye Travers
#7
04.01.2026, 12:33  ✶  
Zerknęła na mężczyznę, lekko unosząc brew. Że niby ich alkohol był zbyt słaby, by go spić? Faye pokręciła głową. Nie wierzyła w te przechwałki, chociaż wiedziała doskonale, że tak zwana mocna głowa zależała od wielu czynników. Może faktycznie osoby, pochodzące ze wschodu, miały w genach jakąśtam odporność? A może po prostu ten tu nie pił nic mocniejszego od najtańszej ognistej? Nie wiedziała, ale chyba tez nie chciała wiedzieć. Wzruszyła więc ramionami, chcąc zmyć z siebie te rozmyślania. Dla niej alkohol w zbyt dużej ilości okazał się destrukcyjny. Czasem trzeba było wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. Gdyby nie spiła się wtedy z Leviathanem, to być może nie wzięliby ślubu. Alexander rozmyślał teraz o swoim z ukochaną, której nienawidził - a ona rozmyślała o ślubie z mężczyzną, którego nie lubiła. Z tym, że jego ślub miał dopiero nadejść, a jej: miał się zakończyć rozwodem. Oby wszystko poszło po ich myśli.

Gdy tak mówił o tym, za kogo go uważają, Faye wzięła spory łyk whisky, a zamiast zapity - zaciągnęła się papierosem. Oczy jej nie łzawiły: nie tylko on miał "mocną głowę".
- A w sumie to... Co tu robisz? - nie oskarżała go o szpiegowanie, ale była szczerze zainteresowana co też tu go sprowadziło. Wiązało się to z prostym faktem: nieczęsto miała do czynienia z obcokrajowcami, chociaż sama swego czasu często podróżowała po świecie. Ale było to związane z pracą. - Wolny kraj... Bo jest wolny, ale to oznacza, że ludzie swoje myślą. Dużo z nich myli wolność słowa z możliwością wyrażania swoich krzywdzących opinii.
Powiedziała, zaciągając się papierosem. Ona uważała, że wolność kończyła się tam, gdzie zaczynała się wolność drugiego człowieka. Dlatego nie wchodziła w szczegóły wojny, która trwała obecnie. Mugolaki, mugole, półkrwi... Niech sobie żyją, nie obchodzili jej za bardzo. Byli częścią ekosystemu - Faye uważała, że naruszanie tej niestabilnej symbiozy może doprowadzić do katastrofy.
- Poza tym wiesz... Trwa wojna, więc ta wolność to różnie może być odbierana - czy wiedział, co się działo w Anglii? chyba nie, chociaż musiał słyszeć o tym, co się stało 8 września. Odwróciła się tak, by móc opierać plecy swobodnie o ladę. Wolała krzesła niż stołki barowe właśnie z powodu braku oparcia. - Praca.
Wzruszyła ramionami.
- Zajmuję się łapaniem magicznych stworzeń, jeden z moich przełożonych wpadł na jakiś trop i ma tam jechać niedługo, więc... Uznał, że weźmie mnie ze sobą - wyjaśniła najzwięźlej jak tylko umiała. - Faye Travers.
Uścisnęła mu dłoń, uśmiechając się lekko.
- Ciesz się, że cię ominęło. To był istny chaos. Cały Londyn płonął, dlatego teraz tak wyglądają nasze ulice. Co więcej: oberwało się też okolicznym wioskom, jak na przykład Dolinie Godryka. Tam mieszkam, ale już niedługo. Parter mojego domu został doszczętnie spalony, na szczęście piętro udało się uratować. Ale nie wiem, czy konstrukcja wytrzyma, więc szukam nowego lokum. I tak miałam dużo szczęścia, bo niektórym doszczętnie spłonęły domy.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#8
04.01.2026, 15:54  ✶  
Alexander spojrzał na nią z zainteresowaniem. Szczerze mówiąc to było to dość ciekawe, że akurat ona, ze wszystkich osób jakie Alexander mógł spotkać zajmowała się łapaniem magicznych stworzeń. Do tego jeszcze jednak wrócimy. Nie ma co wyprzedzać faktów.
Sama przyjęła alkohol, że tak powiem "na klatę", jak profesjonalista. Zupełnie jakby sama była wychowana w Rosji, a nie w słabej Wielkiej Brytanii. Może Ci Anglicy wcale nie byli tacy źli? Nie byli tacy słabi? Przekrzywił delikatnie głowę, spoglądając na nią z lekkim zainteresowaniem. Co tutaj robi? W zasadzie dobre pytanie. Mógł odpowiedzieć jej prostym "pracuję". I to skutecznie ucięłoby rozmowę na ten temat. Bo w zasadzie Alexander nie chciał się za bardzo chwalić tym co robi zawodowo. Kto miał wiedzieć, ten wiedział, a kto chciał się dowiedzieć... Lepiej, żeby nie wiedział. To nie tak, że była to tajemnica... ale była. W zasadzie to interesy, które Alexander prowadził były dość... nielegalne. Przynajmniej nie zawsze i nie wszędzie. Musiał się postarać, aby nieodpowiednie informacje nie dotarły do nieodpowiednich uszu, bo raczej nie miał ocohty na jakiś nalot z oddziału celnego.
-Moja sytuacja jest dość skomplikowana. Moje małżeństwo jest mocno aranżowane, więc ojciec, abyśmy mieli spokój, ja i moja przyszła żona, wysłał nas tutaj. Mieszkamy w Little Hanglenton, Co niekoniecznie podoba się mojej narzeczonej. Według niej zasługuje na swój własny dwór, na pałac. Być może o niej słyszałaś. Wspaniała Yelena Karkaroff. Idealne dziecko. Primabellerina od siedmiu boleści. - wyrzucił z siebie Alexander z kpiną podszytą czymś jeszcze. Tęsknotą? Zazdrością? Może i tym i tym? Jednego nie dało się ukryć w jego słowach. Nienawiści i miłości w jednym. Nienawiści w tym jak wymówił jej nazwisko i młości, gdy wypowiadał jej imię. Nie czuł do siebie wstręt z tego powodu.
Sam podniósł szklankę do ust, zawahał się na moment, a potem pociągnął duży łyk whisky. Przełknął rozgrzewający alkohol, odetchnął ciężko, jakby już samo mówienie o tym męczyło go. I może tak właśnie było, samo wspominanie było ciężkie. Jednak jakaś część jego ciągnęła go do domu, do Yeleny. Bo wbrew pozorom z nią nigdy nie było nudne. Ciągłe kłótnie, ciągłe walki, godzenie się. Ciche dni, albo sex na zgode. Angry sex. Bo przecież w końcu nienawidzili się na zabój.
-Niech myślą sobie co chcą. Nie bardzo mnie to obchodzi. Mogą nawet mówić, że topię małe kotki w rzekach. Nieważne jak mówią. Ważne, że mówią.
Tak jak ona wzrószył ramionami i uśmiechnął się, jakby miał zamiar rzucić jej wyzwanie. Coś w tym jednak było. Ważne, że mówili, nieważne jak. Bo przecież ludzie zawsze plotkowali, a posłucha zawsze dobrze robi, zwłaszcza na Nocturnie. Im więcej kontaktów tym lepiej dla niego.
-Więc... łapiesz magiczne stworzenia, nawet zagranicą? I co potem? Przewozisz je do Wielkiej Brytanii? Masz na to pozwolenia? I jakie to stworzenia? Coś z kategorii tych niebezpiecznych? Groźnych? - bo przecież za takie najwięcej płacą. I to bogacze, któzy myślą, że mogą sobie trzymać niebezpieczne stworzenia w klatkach. Jak to powiedział jeden z mugolskich polityków: "No man can tame a tiger into a kitten by stroking it." I w zasadzie miał rację. Dzikie zwierzę zawsze będzie dzikie, nawet zamknięte w złotej klatce, z diamentową obrożą, ale... skoro dobrze płacą...
-Może wybiorę się z wami? Z kimś kto zna okolicę powinno być łatwiej, prawda?
Tak jak ona, odwrócił się, aby oprzeć się placami o ladę. Dodatkowo oparł swoje łokcie, nadal trzymając szklaneczkę z trunkiem w jednej dłoni, papierosa w drugiej. Pokiwał głową na jej słowa. Rozumiał jakie to może być uczucie, szukać nowego lokum, czy skończyć bez niczego. Mógły nawet zaproponować jej jakąś pomoc, jednak gdyby tylko Yelena się o tym dowiedziała... Alexander aż wzdrygnął się na myśl co mogłaby mu zrobić. Nie były to przyjemne rzeczy.
-Może nie dotknęło mnie to bezpośrednio, ale mój daleki sąsiad poczuł się... Urażony. Zazdrosny? Może obwiniał o to mnie? W każdym razie sprawy zrobiły się dosyć... nieprzyjemne. Że tak to określę. - uśmiechnął się chłodno, drapieżnie, jakby wspominał to jak skończyły się te pomówienia i tak drobna... różnica zdań. -Ludzie różnie reagują na stres, niektórzy się denerwują, inni na siłę szukają winnych takich sytuacji. Niektórzy jeszcze przyjmują to na klatę, jak prawdziwi twardziele. Mierzą się z konsekwencjami. I to właśnie Ci ludzie są najbardziej niebezpieczni.
Leśna powsinoga
Może lew jest silniejszy od wilka, ale wilka nigdy nie widziałem w cyrku.
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
Magiłowca
Niewysoka, mierząca około 155 cm. Ma wysportowaną sylwetkę i gibki chód, zdradzający że dużą część czasu poświęca na aktywność fizyczną. Faye ma brązowe włosy, mieniące się rudością w świetle słonecznym, oraz jasnobrązowe oczy. Usta są wiecznie rozciągnięte w uśmiechu, a nosek zadarty.

Faye Travers
#9
20.02.2026, 11:47  ✶  
- Niestety nie słyszałam - pokręciła głową na znak, że nie kojarzyła jego panny. - Ale w sumie w Little Hangleton mieszka dużo znakomitych rodów a ich posiadłości są naprawdę okazałe. Może wystarczy tylko zmienić budynek? Dorzucić piękny ogródek i będzie zadowolona?
Aranżowane małżeństwa nie były niczym nowym w tym świecie, aczkolwiek Faye ich nie popierała. W jej idealnym świecie wszyscy pobierali się z miłości, a nie przez to, żeby przedłużyć czystość rodu. Albo po pijaku, jak ona sama. Mała hipokrytka.

To, co ją zastanowiło, to ton którym mówił o swojej kobiecie. Zmarszczyła nieco brwi i uważniej przyjrzała się mężczyźnie, kręcąc papierosem w palcach. Zdecydowała się jednak tego nie komentować, bo był przecież nieznajomym, osobą którą poznała przy kieliszku wódki, na dodatek wyglądał tak, jakby zżerał naiwne dziewczęta na śniadanie, więc wolała się nie wychylać - szczególnie, że nie znała relacji tego mężczyzny z jego żoną.
- Mam pozwolenia i tak, czasem przewożę je tutaj - pokiwała głową. W przeciwieństwie do niego, Faye była czysta jak łza. Zero szemranych interesów, nie licząc Maddoxa i kontaktu z nim na Ścieżkach, okazjonalnie. - Współpracuję w tej kwestii z Ministerstwem Magii, więc płacą chujowo, ale nie potrzebuję pieniędzy. Czasem komuś ucieknie zwierzę, a czasem potrzebują ich do badań, żeby poszerzać swoje mądre księgi.
Słowem nie wspomniała o tych zwierzętach, przez które jej partner stracił życie kilka lat temu. Drgnęła jej tylko powieka na to wspomnienie. Skinęła na barmana, by polał jej jeszcze. Już przeszła żałobę, pogodziła się z tą śmiercią. Co nie oznaczało, że nie było jej smutno.
- Hmmm.. To nie jest głupie - inna osoba pewnie zwęszyłaby podstęp, ale nie ona. Potarła policzek otwartą dłonią, widocznie się zastanawiając nad tą propozycją. - Kojarzysz Anthony'ego Shafiqa? Taki wysoki, też pracuje w Ministerstwie, mądrala jakich mało ale dobry człowiek. Z nim mam jechać. Nie wiem, czy tam był, on to organizuje, ale... Może faktycznie to będzie dobry pomysł?
Faye przeczesała kasztanowe włosy palcami. Mówił coś jeszcze o skutkach pożaru, ale jej myśli już krążyły wokół innych tematów.
- W sumie napiszę do niego. Ej, podasz papier? Macie tu sowy? - zapytała barmana, dopalając papierosa. - Pewnie jest bardzo zajęty, ale z reguły odpisywał. Mają teraz syf w Ministerstwie, w sumie nic dziwnego, ale moim zdaniem każda pomoc się przyda.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#10
21.02.2026, 11:37  ✶  
Sytuacja eskalowała bardzo szybko. Już zdążył wyrzucić Yelenę z głowy, zainteresować się tym "biznesem", który kręciła kobieta obok. Zwierzęta zza granicy? Zwłaszcza z jego własnego kraju? Mógłby w zasadzie być to pretekst, aby odwiedzić tamte okolice, aby sprawdzić co i jak z jego siostrą, aby zabrać kilka... potrzebnych rzeczy. Niekoniecznie z gatunku tych bardziej legalnych. Nic dziwnego, że oczy Alexandra błyszczały zachęcająco do Panny Travers.
W głowie Alexandra aż kotłowało się od myśli, od planów jak najlepiej wykorzystać nadarzającą się okazję. Praktycznie można było zauważyć jak trybiki obracają się w jego głowie, gdy składał wszystko w jedną całość. Yelena poradzi sobie przecież bez niego przez kilka dni, albo kilkanaście, jeśli zajdzie taka potrzeba. A potem...
Potem padło nazwisko. Nazwisko, które Alexander znał dobrze. Wcześniej ze słyszenia jedynie, a od kilku dni także osobiście. Anthony był przecież jego sąsiadem, który wpadł do nich z wizytą, razem ze swoim przyjacielem, Panem Longbottomem. Wizyta wizytą, ale Alexander miał prawo podejrzewać, że Pan Anthony nie był do końca tym za kogo się podawał. A może raczej był kimś więcej dla Alexandra, niż tylko szefem biura i jego sąsiadem. Coś w tym wszystkim, w tym o czym rozmawiali, o tym JAK rozmawiali, podpowiadało Alexandrowi, że znał tego jegomościa. I że znał go lepiej niż większość ludzi. Prawdodpobnie z wzajemnością.
-Oczywiście, że znam Pana Shafiqa. Jest moim sąsiadem. Widzieliśmy się kilka dni temu. Więc Anthony to organizuje... - powiedział Alexander, przesuwając dłonią po swojej brodzie, w zamyśleniu. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęscie. Jak to wszystko się idealnie dla niego składało. Nie dość, że będzie mógł wziąć udział w podróży to jeszcze prawdopodobnie z Anthonym. Gdyby miał kilka szarych komórek mniej, zaklaskałby teraz w dłonie, jak małe dziecko. Powstrzymał się od tego jednak, mając na uwadze to jak nieodpowiednio by to wyglądało. -W takim razie rzeczywiście dorym pomysłem byłoby napisać do niego wiadomość. Zwłaszcza, że prawdopobnie Ciebie łączą z nim lepsze stosunki niż ze mną.
Oczywiście, jeśli Alexandra przypuszczenia były prawdą, to to co powiedział przed chwilą było możliwym kłamstwem, ale dopóki nie miał żadnych dowodów, żadnego ptwierdzenia, to wolał nie wysuwać żadnych opinii w tym temacie. Nadal pozostawało zbyt wiele niewadomych, zbyt wiele znaków zapytania.
-Oczywiście nic na siłę, jeśli Anthony odmówi, to nic się nie stało. Rozumiem, ze to sprawy ministerstwa, więc osoby z zewnątrz mogą być niezbyt mile widziane.
Alexander jeszcze pokiwał głową. Z tego wszystkiego zapomniał nawet o papierosie, którego nadal trzymał w dłoni. Zaciągnął się szybko dymem, popił to wszystko alkoholem i odstawił powoli szklankę na ladę.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Aristov (2713), Faye Travers (1827)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa