17.12.2025, 09:33 ✶
1 października 1972
Faye otrzymała wczoraj zaproszenie na bal maskowy. Wyrzuciła je niemal od razu, ani myśląc pojawiać się na tej farsie - być może gdyby nie wydarzenia z 8 września, to rozważyłaby udział, ale w takich okolicznościach nie było o tym mowy. Nie wiedziała co ze sobą zrobić po powrocie do Londynu, więc standardowo udała się do Dziurawego Kotła. Jak nie wiadomo było co zrobić, to można było się napić.
Już od wejścia uderzył ją korzenny zapach, zmieszany z alkoholem. Zmarszczyła nos, bo nie spodziewała się takiej kakofonii zapachów o tej porze roku. Wiedziona zapachowym tropem, podeszła do baru. Kobieta, która stała za ladą, spojrzała na nią z uśmiechem.
- Dzień dobry. Na co ma pani ochotę? Piwo, wino? A może nasz nowy grzaniec? - zapytała, wskazując brodą na tabliczkę. Faye zerknęła na eleganckie, równe litery. Nowa receptura, miły zapach...
- Może być ten grzaniec. Zimno się zrobiło, będzie akurat - powiedziała, ściągając szalik. Pogoda ich nie rozpieszczała, ale to nic. Traversówna lubiła jesień, a pogoda zaczynała być iście jesienna. Jeszcze chwila i zaczną z drzew spadać liście.
- Tak, jesień się zbliża - potwierdziła kobieta, nalewając grzańca do małego kubka. Podała go Faye, a ta niemal od razu upiła potężny łyk. - I jak?
- Dobry. Korzenny taki - powiedziała, chociaż oczy zaszły jej łzami. Za gorący, nie powinna była tak o go pić na hejnał.