17.12.2025, 09:52 ✶
11 października 1972
Charlotte miotała się. Miała przed sobą kilka decyzji do podjęcia, lecz nie potrafiła jeszcze stwierdzić, która z nich będzie najlepsza. Spalona Noc wyryła w niej piętno, którego nie będzie tak łatwo zmazać. Na dodatek kolacja na Mabon poszła kompletnie nie tak, jak powinna, przez co zaczęła kwestionować swoje własne wybory. No i ten pieprzony bal u Lestrange'ów...
- Dzień, bo dobry to raczej nie bardzo - otworzyła drzwi i przywitała się od wejścia, ukazując wszem i wobec, że jej nastrój był - delikatnie mówiąc - do dupy. Nikt nie zwrócił na nią uwagi, co przyjęła z mieszaniną ulgi i irytacji (nigdy nie mogła się zdecydować, czy chciała być głośna i zauważalna, czy też nie), a potem podeszła do lady. Sięgnęła po papierosy, ale jej wzrok padł na karteczkę, zachwalającą nowego grzańca. - O, macie coś nowego?
Zapytała, wyciągając szyję w stronę kociołka z pachnącą alkoholową miksturą.
- A może ten dzień będzie jednak dobry? Pachnie zajebiście, mogę spróbować? - kobieta za barem, czarnowłosa i piękna, bez słowa nalała grzańca do kubeczka.
- To nowość, testujemy różne przepisy na Yule - wyjaśniła, podsuwając kubek w kierunku Charlotte.
- Jak smakuje tak, jak pachnie, to chyba nie musicie już próbować nowych przepisów - odpowiedziała jej, na razie wstrzymując się z odpalaniem peta. Sięgnęła po kubek i upiła ostrożny łyk grzańca. - Ej, to jest naprawdę dobre!