30.12.2025, 21:52 ✶
To było pierwsze Yule, które spędzał w Hogwarcie. I pewnie ostatnie, z tego co pisała mu matka. Była dosyć niezadowolona z faktu, że zostawał w szkole na ten czas, ale starała się zrozumieć syna, który tłumaczył się nauką. Zresztą - jego brat także został w Hogwarcie, spędzali ten czas razem.
- Co zamierzasz robić? - zapytał, gdy przechadzali się po błoniach. Rabastan wzruszył ramionami, jakby nie miał pojęcia. - Jedzenie w tej szkole jest obrzydliwe.
Dodał, poprawiając srebrno-zielony szalik.
- Czy to nie Vika? - Rolph spiął się odruchowo, jakby Rabastan mówił o ich kuzynce, Victorii. Ale nie - gdy Rabi pokazał w kierunku szczupłej blondynki, mocującej się z torbą pełną książek przed wejściem do zamku, jasnym było, że to ich koleżanka z roku. Również Victoria, ale milsza. Czy ładniejsza? Polemizowałby.
- Pójdę jej pomóc, zajmiesz miejsce przy stole? - w tym roku całkiem sporo uczniów zostało w szkole. Rabastan tylko przewrócił oczami i poszedł dalej, podczas gdy Rodolphus podszedł do Victorii.
- Pomóc? - zapytał z łagodnym uśmiechem, lecz nie czekał na odpowiedź. Wziął w ręce kilka książek i pergaminów, które wysypywały się z torby dziewczyny.
- Jesteś prawdziwym rycerzem, Rodi - zachichotała w odpowiedzi.
(...)
- Jeszcze raz dziękuję - blondynka uśmiechnęła się delikatnie, układając wszystko w torbie. Tym razem poprawnie, bez pośpiechu. Byli w środku, śnieg już nie szczypał w policzki i dłonie, więc mogła poświęcić tej czynności więcej czasu.
- Nie ma za co. Idziesz na kolację? - odruchowo rozejrzał się, czy spotkają kogoś znajomego. Gdy powrócił wzrokiem do Victorii, jej twarz znajdowała się blisko. Trochę za blisko.
- Wiesz, pod czym stoisz? - zapytała niewinnie, trzepocząc rzęsami. I być może to był błąd, że spojrzał w górę, bo poczuł na ustach ciepły pocałunek.
Był młody i durny, a wpojone przez matkę zasady że kobiety należało traktować z szacunkiem poszły się gonić, gdy poczuł ciepło drugiego ciała tak blisko siebie. Odwzajemnił pocałunek, chociaż wiedział, że ta kobieta nie była tą, którą chciał całować. Jego myśli krążyły wokół kogoś innego, kogo teraz nie było obok. Ale... Czy to oznaczało, że miał nie skorzystać z okazji?
- Co zamierzasz robić? - zapytał, gdy przechadzali się po błoniach. Rabastan wzruszył ramionami, jakby nie miał pojęcia. - Jedzenie w tej szkole jest obrzydliwe.
Dodał, poprawiając srebrno-zielony szalik.
- Czy to nie Vika? - Rolph spiął się odruchowo, jakby Rabastan mówił o ich kuzynce, Victorii. Ale nie - gdy Rabi pokazał w kierunku szczupłej blondynki, mocującej się z torbą pełną książek przed wejściem do zamku, jasnym było, że to ich koleżanka z roku. Również Victoria, ale milsza. Czy ładniejsza? Polemizowałby.
- Pójdę jej pomóc, zajmiesz miejsce przy stole? - w tym roku całkiem sporo uczniów zostało w szkole. Rabastan tylko przewrócił oczami i poszedł dalej, podczas gdy Rodolphus podszedł do Victorii.
- Pomóc? - zapytał z łagodnym uśmiechem, lecz nie czekał na odpowiedź. Wziął w ręce kilka książek i pergaminów, które wysypywały się z torby dziewczyny.
- Jesteś prawdziwym rycerzem, Rodi - zachichotała w odpowiedzi.
(...)
- Jeszcze raz dziękuję - blondynka uśmiechnęła się delikatnie, układając wszystko w torbie. Tym razem poprawnie, bez pośpiechu. Byli w środku, śnieg już nie szczypał w policzki i dłonie, więc mogła poświęcić tej czynności więcej czasu.
- Nie ma za co. Idziesz na kolację? - odruchowo rozejrzał się, czy spotkają kogoś znajomego. Gdy powrócił wzrokiem do Victorii, jej twarz znajdowała się blisko. Trochę za blisko.
- Wiesz, pod czym stoisz? - zapytała niewinnie, trzepocząc rzęsami. I być może to był błąd, że spojrzał w górę, bo poczuł na ustach ciepły pocałunek.
Był młody i durny, a wpojone przez matkę zasady że kobiety należało traktować z szacunkiem poszły się gonić, gdy poczuł ciepło drugiego ciała tak blisko siebie. Odwzajemnił pocałunek, chociaż wiedział, że ta kobieta nie była tą, którą chciał całować. Jego myśli krążyły wokół kogoś innego, kogo teraz nie było obok. Ale... Czy to oznaczało, że miał nie skorzystać z okazji?
Koniec sesji