Przedział był pusty, od początku był pusty i miał taki pozostać - przesunąłem wzrokiem po pustych siedzeniach, po półkach na bagaże, na których nie leżały żadne kufry ani klatki z sowami - siedziałem w nim sam, rozwalony na siedzeniu tak bardzo, że gdyby był tu ktoś jeszcze, pewnie doprowadziłbym go tym do szału, ale to przecież nie była moja wina. Poza tym… Miałem rezerwację, ta przestrzeń należała do mnie, przynajmniej na czas tej podróży. Moje plecy opierały się o zieloną tapicerkę, wytartą dokładnie tam, gdzie przez lata opierały się cudze ramiona, nogi miałem za długie jak na ten pociąg, kolano uderzało o drewnianą ściankę, buty dotykały przeciwległego siedzenia, a i tak nie było mi do końca wygodnie, chociaż przecież zrobiłem wszystko, by mieć tu komfort. „To z pewnością.”
Pachniało starym drewnem, kurzem i czymś słodkawym, jakby rozpuszczającymi słodyczami trzymanymi latami w kieszeni płaszcza - całkiem przyjemnie, gdyby nie jakaś obca, męcząca nuta zapachowa przebijająca się od czasu do czasu. Nie nieprzyjemna, tylko zupełnie nieodpowiednia, jakby ktoś zawiesił tu choinkę zapachową, której nie zauważyłem, a która co jakiś czas bujała się trochę za blisko mojego nosa - jeszcze nie tak, bym nie mógł tego wytrzymać, ale tak, że zwracałem na to uwagę gdzieś w peryferiach świadomości. Wiedziałem, że wszystko inne było na miejscu, w tym ja. „...”
To był długodystansowy pociąg - taki, który jedzie długo, za długo, i w którym zawsze ma się wrażenie, że coś ważnego dopiero się wydarzy. Nie wiedziałem skąd to wiem, po prostu było to oczywiste, jak fakt, że okno jest po lewej, a korytarz po prawej. W głowie miałem pustkę, gładką, niezakłóconą, nie miałem wspomnień, które mógłbym do czegokolwiek przypiąć, nie zwracałem uwagi na destynację, nie patrzyłem na bilet, tylko siedziałem na swoim miejscu, wpatrując się w umykające krajobrazy - lasy, pola, góry, jezioro… „Nie wyglądało na słone, a powinno.”
Uniosłem brew, odruchowo, z tą lekką, nieco arogancką miną kogoś, komu przeszkodzono, po czym spojrzałem na nią, gdy wsunęła się do środka przez suwane drzwi, które jęknęły niczym zbolała dusza, przerywając błogą ciszę. Obracając głowę w kierunku dźwięku, przyjrzałem się intruzowi uważniej, bez skrępowania. Stała w przejściu, jakby sprawdzała, czy to właściwe miejsce - nie było - to wiedziałem z całą pewnością, nawet jeśli w mojej głowie nie pojawiło się żadne kliknięcie, wiedziałem tylko, że coś się nie zgadza. „Ach tak?”
- Ty tu nie siedzisz. - Powiedziałem spokojnie, niemal znudzony, jakbym poprawiał oczywisty błąd w rozkładzie. Nie było żadnego „aha”, żadnego rozpoznania, żadnej historii, która nagle wyskoczyłaby na powierzchnię, nie było żadnego skojarzenia, żadnego „znam cię”, mój mózg próbował coś znaleźć, ale trafiał na gładką powierzchnię, jakby ktoś starannie starł wszystkie etykiety. Była po prostu… Obca, a jednocześnie coś w niej było zbyt wyraźne, zbyt rzeczywiste jak na ten rozmyty świat. Te oczy… Nie potrafiłem powiedzieć, skąd je znam ani dlaczego serce zrobiło ten drobny, niepotrzebny ruch. Mrugnąłem, ale świat nie wskoczył na miejsce tak, jak to robił wcześniej, nawet jeśli pociąg sunął dalej, a za oknem krajobraz wciąż przechodził w jasność, jasność w cień. Oparłem się wygodniej, przyglądając jej się z tą znaną mi arogancją, która zwykle maskowała dezorientację. „Tą, której nie było?”
Uniosłem dłoń, wykonując lekki gest, obejmujący przestrzeń przedziału. Przez ułamek sekundy świat za oknem rozjaśnił się zbyt mocno, a potem wrócił do poprzedniego stanu - zmarszczyłem brwi mocniej, coś we mnie drgnęło, nie wspomnienie, raczej impuls, jakby ktoś pociągnął mnie delikatnie za nitki uwagi, próbując skierować ją gdzie indziej. To było irytujące. „Ahh.”
- Zajęte. - Dodałem, niemal arogancko, zupełnie bez pardonu. - Nie w sensie „ktoś zaraz wróci”. Po prostu… Ty tu nie siedzisz. - Czułem w sobie pewność, że świat ma swoje zasady, a ona właśnie jedną z nich złamała, więc mogłem ją o tym poinformować. „Musiałem, prawda?”
Pochyliłem się lekko do przodu, opierając łokcie o kolana, wciąż przyglądając się dziewczynie… Nie - kobiecie… A może dziewczynie? Patrzyłem na nią, jakby była zadaniem z teorii magii, którego rozwiązanie miałem na końcu języka, i chociaż nie rozumiałem, dlaczego jej obecność wywoływała we mnie lekkie napięcie, coś jak źle postawiony akcent w zdaniu, byłem pewien - wszystko inne było na swoim miejscu, ona nie. „I nie powinna.”
- Nie wiem, dokąd zmierzasz - przyznałem bez skrępowania - i to raczej nie największy problem. Ale wiem, że pomyliłaś miejsca. Powinnaś wysiąść. - Uniosłem brew po raz drugi, tym razem świadomie, z tym lekkim, aroganckim gestem, który zawsze oznaczał, że ktoś naruszył regulamin świata. „Zła decyzja, bardzo zła.”
Pociąg lekko szarpnął, jakby przejeżdżał przez zwrotnicę, a ja przez ułamek sekundy poczułem dziwne pociągnięcie gdzieś głęboko, nie w ciele, tylko w uwadze, jakby ktoś próbował mnie odciągnąć w inną stronę. Spojrzałem na swoje dłonie - były spokojne, całe, bez śladów czegokolwiek, to też było… Podejrzane. Nie pamiętałem, żeby kiedykolwiek były inne, ale miałem wrażenie, że coś tu zostało wygładzone. Zmarszczyłem brwi, podniosłem na nią wzrok ponownie, i wtedy coś się przesunęło - nie wspomnienie, nie myśl, raczej impuls, cichy i głęboki, jak echo, które wracało zbyt wolno. Patrzyłem w jej oczy i nagle arogancka pewność straciła ostrość, coś we mnie złagodniało, jakby ktoś zdjął napięcie z mięśni, o których istnieniu nawet nie wiedziałem. „To nie było… Komfortowe, ta podróż miała być komfortowa.”
- Nie, nie chcę cię wyganiać, ale - poprawiłem się spokojniej - naprawdę nie możesz tu być. - Uśmiechnąłem się kącikiem ust, już inaczej, mniej wyzywająco. Bardziej… Miękko. Nie było w tym już rozkazu ani kpiny, tylko stwierdzenie faktu, który z jakiegoś powodu miał ją chronić. Patrzyłem na nią bez zmrużenia oczu, nawet jeśli była plamą światła w miejscu, w którym nie powinno być okna, mózg próbował coś znaleźć, jakiś kontekst, wspomnienie, emocję, cokolwiek, co pozwoliłoby ją tu osadzić - nic nie przychodziło, była tylko pustka, gładka, czysta luka. Mrugnąłem, trochę zagubiony, bo gdzieś tam w głębi znałem ten brak, to było uczucie, jakby ktoś wyrwał całe rozdziały z książki i zostawił tylko pojedyncze strony, niepodpisane. „Nieuporządkowane.”
- To miejsce jest… Przejściowe. - Powiedziałem wolniej. - A ty nie jesteś w drodze. Ty jesteś… Zajęta. - Nie wiedziałem, skąd to wiem, wiedziałem tylko, że to prawda. Przyglądałem się jej uważnie, próbując dostrzec coś, czego nie potrafiłem nazwać, kręcąc głową.
Pociąg jechał dalej, miarowo, nieprzerwanie, jakby czas nie miał tu znaczenia. Świat za szybą pulsował światłem, a ja siedziałem naprzeciwko niej, już bez tej pierwszej arogancji, z czułością, która pojawiła się niespodziewanie i nie domagała się wyjaśnień. „A może nie powinna?”
- Wróć. Tam, gdzie trzeba coś utrzymać. Coś dokończyć. - Uśmiechnąłem się do niej raz jeszcze, łagodnie, jak do kogoś, komu życzy się dobrze, nawet jeśli nie wie się dlaczego. - Ja tu jeszcze posiedzę. Ty… Nie powinnaś. - Uniosłem brew po raz ostatni, ale tym razem był to gest bardziej znajomy niż prowokacyjny, a potem odwróciłem wzrok ponownie w kierunku szyby. „Znikaj.”
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)